Witam,
Postanowilam napisac tutaj bo nie radze sobie juz w zwiazku, chce go zakonczyc ale wciaz mi sie to nie udaje... Po pierwsze dlatego ze go kocham i ciezko mi jest podjac stanowcza decyzje a po drugie dlatego ze on nie chce odejsc...
Zaczne od poczatku. Jestesmy sasiadami, ja mieszkam sama a on z bratem. Jestesmy razem od 7 miesiecy i na poczatku wszystko bylo cudownie, jestesmy blisko siebie, on spedzal ciagle czas u mnie w domu, zostawal na noc. Az w koncu przeniosl swoje rzeczy do mnie i zamieszkalismy razem. Wszystko bylo cudownie a potem nie wiem co w niego wstapilo, albo moze to ja bylam taka slepa ze tego nie widzialam... W kazdym razie w pewnym momencie zaczal byc chorobliwie zazdrosny, przychodzil pod moja prace i robil mi skandal jesli zdarzylo mi sie wyjsc z jakims kolega, kontrolowal mnie na kazdym kroku do tego stopnia ze jak gdzies wychodzilam wymagal zebym wysylal mu zdjecia albo wchodzila na skype zeby mogl sprawdzic z kim jestem i czy go nie klamie... Az w koncu sie wscieklam i wyrzucilam go z domu, wtedy powiedzial ze sie zmieni ze przeprasza, blagal na kolanach... No i rzeczywiscie, zmienil sie... Bylo dobrze przez jakis czas a potem zaczelam zauwazac ze jest jak male dziecko, ze jak cos jest nie po jego mysli to od razu awantura i mimo tego ze niby juz nie byl taki chorobliwie zazdrosny i przestal mnie kontrolowac, wciaz w pewien sposob mnie przytlaczal, ze tak to ujme wchodzil mi na glowe... I znow nie wytrzymalam i znow chcialam go wyrzucic... Ale on nie chce isc!! Juz nie wiem co mam robic zeby sobie poszedl, przeciez to moj dom! wystawilam jego rzeczy za drzwi a i tak nie poszedl, powiedzialam ze go nienawidze ze nie chce go znac, i tak nie poszedl! Mowi ze mnie kocha i nie chce mnie stracic i nie pojdzie. A ja juz nie wiem co mam robic zeby sobie poszedl... Prosze pomozcie!