Zawsze wydawalo mi sie, ze slub nie jest mi do niczego potrzebny, ze deklaracje dotyczace checi bycia z kims, snucie wspolnych planow, na temat mieszkania, dzieci, wakacji i zapewnianie partnera o milosci odzwierciedlone w codziennym zyciu, milych gestach sa dla mnie wystarczajace. W miedzyczasie po 8 latach burzliwego zwiazku z panem A urodzilam dziecko, i dzisiaj jestem samotna matka 8 letniej dziewczynki. To ja chcialam dziecka, o czym mowilam otwarcie, na co pan A przystal nie spodziewajac sie jednak, ze zisci sie to tak szybko. Fakt pojawienia sie dziecka skomplikowal mu zycie i teraz Pan A mieszka w innym kraju, dzieckiem nie interesuje sie praktycznie wcale. Od 5 lat spotykam sie z panem B, ktory jest mlodszy ode mnie o 2 lata. To, ze mam dziecko oraz przeszlosc sprawilo, ze relacje ktore nas lacza mozna sklasyfikowac jako trudne. Mi wydawalo sie, ze najlepiej isc przez zycie kierujac sie sercem, komunikujac potrzeby i angazujac sie w zycie partnera. On odbieral to zawsze jako atak na swoja wolnosc i ze mna zrywal, po czym wracal jakby nigdy nic i zycie toczylo sie dalej. W ciagu tych 5 lat mieszkalismy ze soba przez dwa lata. Wyprowadzilam sie z coreczka, kiedy po raz kolejny powiedzial, ze ze mna zrywa, ale poniewaz kochalam go mimo wszystko zgodzilam sie, aby kontynuowac zwiazek na nowych zasadach. Po kilku tygodniach pan B znowu zerwal ze mna i zniknal prawie na 2 miesiace (dopiero niedawno dowiedzialm sie przypadkiem, ze on w tym czasie zadurzyl sie w mezatce), wrocil z nadzieja, ze jest lepszym czlowiekiem, tylko, ze ja nie umialam juz jego powrotu zaakceptowac, jak dawniej. Czulam sie nieszanowana, oburzona, zraniona i zla, ze nie potrafie oszczedzic mojemu dziecku calego tego zamieszania. Tym razem zerwalam ja odchodzac do innego, ale po trzech miesiacach, niesamowitym zbiegiem okolicznosci wrocilismy do siebie. Wydawalo nam sie, ze uczucie ktore nas mimo wszystko laczy jest silniejsze niz krzywdy ktore sobie wyrzadzilismy i od tej pory moze byc tylko lepiej. Od wielkiego powrotu minely juz prawie dwa lata, ale on ciagle ze mna zrywa i wraca. Pol roku temu powiedzial, ze chcialby miec dziecko i zaproponowal, zebysmy zaczeli sie o nie starac wlasnie za pol roku.Ja zylam ta nadzieja, i cieszylam sie z tej powaznej deklaracji. Poniewaz zblizal sie czas, ktory pan B sam wyznaczyl, zaczelam poruszac ten temat w rozmowach i dowiedzialam sie, ze okolicznosci sie przeciez zmienily i on chec posiadania dziecka odlozyl na pozniej, jest to jednak termin blizej i dalej nieokreslony i zerwal ze mna, za presje ktora na nim wywarlam rozmawiajac o tym. A ja przeistoczylam sie w kogos, kim nigdy nie chcialam zostac, czyli w 36 letnia kobiete, ktora jego chec powrotu uzaleznia od jego konkretnych deklaracji i oswiadczyn. Tyle slow zostalo rzuconych na wiart i czuje, ze nie potrafie juz tak po prostu mu zaufac. Przez te wszystkie lata moja corka zzyla sie z nim bardzo, byl czas, kiedy chciala mu mowic tato, ale on nie chcial. Gdy corka mowi o nas jako rodzicach, twierdzi, ze robi to bezmyslnie, bo tak jest jej latwiej. Jednoczesnie ma zal do niej, ze jej zachowanie nie jest takie jak wobec ojca, bo nie zawsze respektuje jego zdanie. Pan B uwaza, ze moja corka powinna bardziej zabiegac o jego wzgledy, a ja o niego powinnam dbac jak o meza, zeby on mogl sie wobec nas zdeklarowac. Uslyszalam rowniez, ze przeciez zyjemy w czasach uprawnienia i jak bardzo mi zalezy, to ja sie moge oswiadczyc. Jednoczesnie twierdzi, ze przeciez on ciagle chce z nami byc. Czy ktos moze mi wytlumaczyc o co tu chodzi? Pan B chce kobiety z inicjatywa i dziecka z inicjatywa, ale kazda inicjatywe odrzuca. Czy to jest naprawde nie w porzadku, ze chcialbym w koncu wiedziec jakie perspektywy ma ten zwiazek w jego oczach i to konkretnie, i zeby to bylo poparte faktami w postaci oficjalnych oswiadczyn lub chociaz pomyslem na to gdzie i kiedy mielibysmy znowu zamieszkac razem oraz jego rozmowa z moim dzieckiem w ktorej on sam jej tlumaczy kim tak naprawde chcialby dla niej byc?
Zawsze wydawalo mi sie, ze slub nie jest mi do niczego potrzebny, ze deklaracje dotyczace checi bycia z kims, snucie wspolnych planow, na temat mieszkania, dzieci, wakacji i zapewnianie partnera o milosci odzwierciedlone w codziennym zyciu, milych gestach sa dla mnie wystarczajace....przeistoczylam sie w kogos, kim nigdy nie chcialam zostac, czyli w 36 letnia kobiete, ktora jego chec powrotu uzaleznia od jego konkretnych deklaracji i oswiadczyn... Czy to jest naprawde nie w porzadku, ze chcialbym w koncu wiedziec jakie perspektywy ma ten zwiazek w jego oczach i to konkretnie, i zeby to bylo poparte faktami w postaci oficjalnych oswiadczyn lub chociaz pomyslem na to gdzie i kiedy mielibysmy znowu zamieszkac razem oraz jego rozmowa z moim dzieckiem w ktorej on sam jej tlumaczy kim tak naprawde chcialby dla niej byc?
Cóż, Twój dylemat (jak w temacie) jest w prostej linii konsekwencją aktual;nego związku: związku z chwiejnym emocjonalnie, niedojrzałym i nieodpowiedzialnym chłopcem, który tylko bawi się "w rodzinę" z Toba i Twoją córką. Sama nie wiesz na czym stoisz, nie jesteś niczego pewna przy takim człowieku i w efekcie tej stabilnosci upatrujesz w unormowaniu pewnych spraw. Osobiście odradzałbym Ci dalsze szarpanie się z takim człowiekiem, bo na tym traci przede wszystkim Twoje dziecko, a Ty - już świadomie - przy okazji... Zajście w ciążę z opisanym człowiekiem byłoby sporym błędem, wybacz... Ten człowiek sam nie wie czego chce w zyciu, jest emocjonalnie niestabilny i znajomość z Tobą traktuje jako eksperyment, niezobowiązującą zabawę... Aż dziwię Ci się, że tyle lat na kogos takie straciłaś mogąc przez ten cały czas poznać i związać sie z normalnym i odpowiedzialnym mężczyzną, z którym stworzyłabyś prawdziwy i dojrzały związek, w którym słowa Twojej córki do niego: "tato" byłyby zwieńczeniem wszystkiego... Nie pojmuję, że nadal tkwisz z kimś takim jak opisałaś i jeszcze chcesz mu "dać dziecko"... On sam nim jest, wybacz....
Patrząc na to obiektywnie śmiem twierdzić, iż powinnaś się ocknąć i poświęcić czas tylko swojej córce. Mężczyźni już sporo namieszali Ci w życiu... Trafiałaś na złych typów i powinnaś od tego odpocząć. Na pewno bardzo ciężkie by było rozejście się, możecie nadal utrzymywać kontakt, ale związku z tego nie będzie. Mężczyzna powinien być oparciem i dawać Ci wsparcie.
Patrząc na to obiektywnie śmiem twierdzić, iż powinnaś się ocknąć i poświęcić czas tylko swojej córce. Mężczyźni już sporo namieszali Ci w życiu... Trafiałaś na złych typów i powinnaś od tego odpocząć. Na pewno bardzo ciężkie by było rozejście się, możecie nadal utrzymywać kontakt, ale związku z tego nie będzie. Mężczyzna powinien być oparciem i dawać Ci wsparcie.
Nie trafiła, lecz sama sobie wybrała. I jeden i drugi przez każdą szanującą się kobietę zostałby dawno spuszczony na drzewo, ale Autorka jest widocznie z "TYCH" drugich i potrzebuje adrenaliny...
Autorko, również proponuję skupić się na Małej a nie na swoich czterech literach, bo takie huśtawki w życiu dziecka źle wróżą mu na przyszłość.
do assassin,
nie szukalam adrenaliny, ale milosci. Pan A byl moja pierwsza, szczeniacka miloscia i kiedy nie mielismy jeszcze dziecka moze faktycznie burzliwosc zycia z nim byla w jakis sposob dla mnie necaca, ale potem... wydoroslalam, on najwidoczniej nie. W zyciu jest czas i na szalenstwo, ale wraz z wiekiem czlowiek przeciez dojrzewa i mialam nadzieje, ze zrobimy to razem, jednak sie nie udalo. Probowalam wyciagnac wnioski z tego zwiazku i bylam bardzo ostrozna w dobieraniu kolejnego partnera, tak mi sie przynajmniej wydawalo. Sprawial wrazenie zaangazowanego, kochajacego i zdecydowanego. A ja mu uwiezylam. Problemy zaczely sie gdy zaczelam weryfikowac jego slowa, gdy zamieszkalismy razem, ale i ja i moje dziecko bylysmy juz wtedy zaangazowane. Ja z kolei nie ufam latwo ludziom, lecz jesli juz to sie wydarzy, to przeradza sie to w silne, emocjonalne przywiazanie i chec pracy nad relacja. Staram sie nie patrzec za bardzo wstecz, lecz koncentruje sie na mozliwosciach rozwoju. Wiem, ze powinnam skupic sie na coreczce, ona jest przeciez najwazniejsza i wlasnie dlatego czuje sie jakbym byla w potrzasku, poniewaz jej relacje z panem B sa generalnie dobre, malo tego on twierdzi ze ja kocha i faktycznie jest dla niej figura ojca, bo jej wlasny sie wogole nie udziela.
Nie mogłaś znaleźć kogoś, kto by Ci dał miłość nie będąc gnidą? Im więcej to forum czytam, tym bardziej nie rozumiem logiki kobiet, które biorą sobie takich typków, po czym płacz i zgrzytanie zębów, 36 na karku etc.
Kiedyś byłem w związku z panną, co była arogancka, jak coś nie było jej myśli. Związek się rozpadał, a ja nawet nie chciałem tego ratować, bo czułem, że nie wytrzymam z nią. Miesiąc i po sprawie. W ciągu kilku miesięcy jesteś w stanie wiele zauważyć. A tutaj, im większe bydlę, tym szybciej partnerki się zakochują.
do assassin,
nie szukalam adrenaliny, ale milosci. Pan A byl moja pierwsza, szczeniacka miloscia i kiedy nie mielismy jeszcze dziecka moze faktycznie burzliwosc zycia z nim byla w jakis sposob dla mnie necaca, ale potem... wydoroslalam, on najwidoczniej nie. W zyciu jest czas i na szalenstwo, ale wraz z wiekiem czlowiek przeciez dojrzewa i mialam nadzieje, ze zrobimy to razem, jednak sie nie udalo. Probowalam wyciagnac wnioski z tego zwiazku i bylam bardzo ostrozna w dobieraniu kolejnego partnera, tak mi sie przynajmniej wydawalo. Sprawial wrazenie zaangazowanego, kochajacego i zdecydowanego. A ja mu uwiezylam. Problemy zaczely sie gdy zaczelam weryfikowac jego slowa, gdy zamieszkalismy razem, ale i ja i moje dziecko bylysmy juz wtedy zaangazowane. Ja z kolei nie ufam latwo ludziom, lecz jesli juz to sie wydarzy, to przeradza sie to w silne, emocjonalne przywiazanie i chec pracy nad relacja. Staram sie nie patrzec za bardzo wstecz, lecz koncentruje sie na mozliwosciach rozwoju. Wiem, ze powinnam skupic sie na coreczce, ona jest przeciez najwazniejsza i wlasnie dlatego czuje sie jakbym byla w potrzasku, poniewaz jej relacje z panem B sa generalnie dobre, malo tego on twierdzi ze ja kocha i faktycznie jest dla niej figura ojca, bo jej wlasny sie wogole nie udziela.
Elementarny szacunek do własnej osoby wymaga, aby nie ciągnąć czegoś na siłę. Poza tym powiedzieć można każdy kit, a robić co innego, tak jak w tym przypadku ten zagubiony biedak. NA marginesie, ile tych zerwań w międzyczasie było??
zerwan bylo duzo, duzo za duzo.... srednio raz na miesiac, potem tlumaczyl, ze tak naprawde nie chcial zrywac, ale po prostu nie radzi sobie ze mna i reaguje w ten sposob
Hmmm, zastanawia mnie co ma wspólnego tytuł z tym wątkiem...
do Mentalista,
faktycznie tytul mi wyszedl malo precyzyjny, trudno jest pozbierac do kupy relacje ktore tworzly sie przez tyle lat i przedstawic w kilku slowach, zeby to dla osob trzecich mialo sens, bo sytuacja jest dosyc pokomplikowana. Myslalam o tym, ze meandry tego zwiazku sprawily, ze stalam sie inna osoba, kims kto rzada i wymaga, a nie zostawia sparaw swojemu biegowi, tyle ze w negatywnym sensie, tak sie czuje po prostu
jedzulo...a czego ty chcesz?
jesli stabilnego zwiazku, to z niestabinym facetem sie nie da...
(to tak, jakbys sobie kupila kota, i dziwila sie, ze nie szczeka i nie aportuje)
gdyby ten "egzemplarz" nadawal sie do jakiejkolwiek stabilnosci, to sam by tych swoich "zrywan" nie wytrzymal...
a jego to wyraznie baawi, nakreca...
chcesz tego wiecej, to z nim zostan,
nie chcesz, to urwij kontakt, zajmij sie dzieckiem i soba, bo szkoda twojego zycia na taki atrakcje...
drogi oldorando,
tak, zdecydowanie mam potrzebe stabilnosci, moja coreczka rowniez tego potrzebuje
na szczescie nie mieszkamy razem z panem B, ale gdy on przyjezdza, a moje dziecko cieszy sie tak szczerze, to wszelkie moje postanowienia biora w leb
drogi oldorando,
tak, zdecydowanie mam potrzebe stabilnosci, moja coreczka rowniez tego potrzebuje
na szczescie nie mieszkamy razem z panem B, ale gdy on przyjezdza, a moje dziecko cieszy sie tak szczerze, to wszelkie moje postanowienia biora w leb
tym bardziej powinnas pomyslec, czy to dobrze, ze corka przywiazuje sie do kogos niestabilnego?
PS jestem rodzaju zenskiego...;)
mysle, mysle, az mi dym z uszu leci
dzisiaj na przyklad przyszedl, ja go ze schodow nie zrzucilam i, o niespodzianko, kwiatki dostalam i zapewnienie, ze on by chcial, ale sie jeszcze zastanowi...
naprawde nie wiem co mam z tym fantem zrobic
oldorando droga, przepraszam, ale w dzisiejszych czasach latwo sie pomylic ;-)
mysle, mysle, az mi dym z uszu leci
dzisiaj na przyklad przyszedl, ja go ze schodow nie zrzucilam i, o niespodzianko, kwiatki dostalam i zapewnienie, ze on by chcial, ale sie jeszcze zastanowi...naprawde nie wiem co mam z tym fantem zrobic
oldorando droga, przepraszam, ale w dzisiejszych czasach latwo sie pomylic ;-)
spoko...mam taki nick, ze ni pies, ni wydra....
a co do tego pana, to zdecydowanie, jest zbyt niezdecydowany....
czy ty sobie nie mozesz szukac kogos stabilnego?
dopoki on jest "jedyny" to bedziesz tkwic, i myslec.....
znalezc kogos stabilnego byloby fantastycznie, gdybym tylko umiala sie emocjonalnie odciac
Czy ktos zna jakies skuteczne, bezbolesne sposoby?
17 2015-07-06 04:04:34 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-07-06 04:06:18)
skuteczne, czy bezbolesne?
skuteczne sa takie:
- urwac kontakt!
- zajac swoj czas i swoje mysli
-myslec o nim wylacznie w sposob negatywny, (nie o kwiatkach, tylko o smierdzacych skarpetach)
-wkrecic sobie, ze ta znajomosc cie poniza
- wmowic sobie, ze to lovelas, bawidamek i dziwkarz...
- wspominac tylko to co zle
- projektowac sobie najgorsze jego zachowania na przyszlosc
- w razie kontaktu byc stanowcza, zimna, obojetna, zdecydowana, radykalna, - no wiesz, jak do upierdliwego petenta(ktorym w istocie jest)
-zerwac ze wszystkim co c go przypomina(muzyka, ktorej sluchaliscie, ulubiona potrawa itp)
- zainteresowac sie innymi ludzmi...z innymi pogladami, emocjami, upodobaniami...
- poznawac innych ludzi
bezbolesne, to chyba tylko klin, (jak sie trafi, to ok, ale w twoim stanie ducha raczej ciezko, no i tak na lapu capu, to tez niebezpiecznie)
jak zastosujesz to wszystko na raz, to efekt murowany
PS nikt nie mowi, zebys przy okazji nie kupila duzej paczki chusteczek higienicznych
nikt nie musi widziec jak ryczysz i smarkasz w nocy...;)
aaaa, no i jeszcze mozesz smecic na forum...
pismo zniesie wszystko....
dziekuje
i ![]()
przespie sie z tym i zobaczymy jak sie to bedzie wdrazac
no a husteczki juz mam!
Jędzula, chyba oczywistym jest, że z tym facetem nic nie stworzysz poza problemami. On jest nieodpowiedzialny, egoistyczny i rozchwiany. Ty naprawdę chciałabyś takiego ojczyma dla swojej córki i ojca dla przyszłego dziecka?
Mnie bardzo zastanawia, że kiedy opisujesz swoją sytuację, to wszystko dzieje się przez przypadek i niejako poza Tobą. No sorry, ale bądźmy poważni. Sama weszłaś w związek z tym typem i sama przez pięć lat w nim trwasz. Ten facet idzie sobie w tango, wraca jak gdyby nigdy nic, a Ty go witasz z otwartymi ramionami, pomimo tego, że nie tyle wyraźnie Cię nie szanuje, co takie zrywania i powroty są wprost zabójcze dla Twojej córki- przecież to masakra dla małego dziecka żyć na takiej huśtawce.
Zamiast jarać się emocjami jakie on w Tobie wywołuje, powinnaś przede wszystkim pomyśleć o dziecku, które zasługuje na stabilny dom.
A ja dorzuce prowokacyjnie:
Pomysl, ze takie doswiadczenia moga spowodowac, ze twoja corka w przyszlosci bedzie wybierala takich samych, niezrownowazonych typkow...
Pomysl, ze za iles lat bedzie cierpiala, tak jak ty teraz....
Bedzie przychodzila do ciebie z placzem, ze " on" znow ja olewa, i znow, i znow...
A ty bedziesz brala to na swoje sumienie, ze jej takie wzorce zafundowalas.....
Ze ty latami metnie tlumaczylas, czy to " tatus", czy " nie tatus", ze platalas sie w zeznaniach, czy jestescie rodzina, czy jednak nie....
( oczywiscie tak byc nie musi, ale to silna motywacja, zeby zrobic z tym " porzadek")
Do janis 1609,
Dokladnie tak, mam iluzoryczne przeswiadczenie o jego milosci, ktore wzmacniane jest przez moje poczucie samotnosci, gdyz moja najblizsza rodzina mieszka okropnie daleko. A seks jest w porzadku, niestety bez orgazmicznych bonusow dla mnie. On jest bardziej skoncentrowany na dlugosci ?przedstawienia? i owszem to jest fajne, ale jak go prosilam, zeby mnie najpierw zrelaksowal masazem, to on nie i nie, bo nie lubi, rece go bola, jest nie w nastroju.
22 2015-07-06 15:06:01 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-07-06 15:50:16)
Jędzula, ale z nim przecież jesteś SAMA. On nie żyje z Tobą, ale doskakuje do Ciebie jak mu wygodnie. Przecież jemu wcale na Tobie nie zależy, wcale Cię nie szanuje, guzik go obchodzi Twoje dobro- o jakiej Ty miłości piszesz???
Podejrzewam, że etykietkę "jędza" to Ci ten pan przyprawił, nie? Bo nie chcesz być jego odskocznią, masz dość życia w zawieszeniu, dość olewania- co jest jak najbardziej normalnym objawem szacunku do samej siebie- ale panu to przeszkadza więc jedzie po Tobie, przy tym pewnie wmawiając Ci, że nikt inny Cię nie zechce, bo masz dziecko i jesteś po trzydziestce. Zdaj sobie sprawę Kobieto, że to są wyssanne z palca brednie- mnóstwo kobiet spotyka wspaniałych partnerów w takich okolicznościach.
Przepraszam, ale jakbym miała nawet wybór bycia samą do końca życia, albo pozostawania w związku, gdzie ktoś mnie traktuje jak zabawkę, to wolałabym w pustelni skończyć.
Beyondblackie,
Masz sporo racji. Owszem czesto slyszalam, ze nie doceniam jego staran, bo on przeciez kupil dziecku zabawke, albo podrzucil nas gdzies samochodem i ze z nikim tak dobrze miec nie bede. Jego niezdecydowanie jest bezposrednim wynikiem tego, ze o niego nie dbam. Ja faktycznie nie jestem mistrzynia kuchni, a on ma wiele smakowych zachcianek i na przyklad czasem cos lubi, a innego dnia sie okazuje ten sam skladnik jest niedopuszczalny i nawet nie tknie tego co zrobilam. Nigdy nie probowalam zaspokoic jego pokretnych zachcianek jedzeniowych, bo moim zdaniem jak on tak wybrzydza, gdy ja mimo wszystko sie staram, to niech sobie grzeje swoje niezawodne parowki. Po za tym nie widze powodu aby wspinac sie na kulinarne wyzyny dla kogos kto nie aspiruje do tego by tworzyc ze mna normalny zwiazek. I kolo sie zamyka.
Pamiętaj, że dziecko jest najważniejsze. Żaden facet nie jest wart zachodu, a poza tym natura tak porządek rzeczy stworzyła, ze to kobieta jest warta zachodu dla faceta, a dziecko jest warte zachodu dla kobiety. Porządek odwrotny jest nienaturalny i dlatego nigdy takie inne układy się nie udają:-) Jeśli każdy zna swoje miejsce, to wszystko idzie jak z płatka, jak u mnie:-) czego i tobie życzę, pozdrawiam:-)
Owszem czesto slyszalam, ze nie doceniam jego staran, bo on przeciez kupil dziecku zabawke, albo podrzucil nas gdzies samochodem i ze z nikim tak dobrze miec nie bede. Jego niezdecydowanie jest bezposrednim wynikiem tego, ze o niego nie dbam.
To jest klasyczna manipulacja, którą Ty łykasz hurtowo. On Ci łaskę robi, że jakiś ochłap rzuci, a Ty się masz dwoić i troić by jaśnie hrabiemu nieba przychylić. To nie jest żadne zamknięte koło. To jest Twoja gotowość na SKAKANIE wkoło tego kolesia i uznawanie tego za normę. Dlaczego Ty masz niby traktować go jak pana na włościach? Ja tego kompletnie nie rozumiem.
Jakby mnie się partner czepiał każdego obiadu, to bym mu podała telefon i powiedziała, że sobie może po pizzę zadzwonić i od dziś to jest jego jedyne źródło pożywienia.
nie czytałam innych postów. nie wiem czy to co napiszę będzie pokrywalo się z innymi opiniami...
xxx
cholera jasna! krew mnie zalała czytając twój post. czy ty masz w ogóle jakiekolwiek resztki godności do samej siebie? naprawdę godzisz się na takie traktowanie, zrywanie faceta 34- letniego (!), ktory zachowuje się gorzej niż nie jeden dwudziestolatek...? toz to dziecko emocjonalne, potrzebuje jakichś bodźców i ciągłego adorowania. no kur.. szczególnie od 8 letniego dziecka? co ty dajesz za przykład swojej córeczce? wg mnie już jej zaaplikowałaś do główki pewne zaburzenia, które wyjdą na jaw za jakieś 10 lat, gdy będzie chciała się wpakować w pierwszy związek. popatrz na to może z tej strony...
jak dla mnie powinnaś już jakieś 4 lata temu kopnąć go porządne w zad...
żebys ty się oświadczała i zeby dziecko 8- letnie go adorowało... hahahah, normalnie nie wiem czy się śmiać czy płakać.
xxx
wydaje mi się, że masz jakieś zaburzenia, mega niskie poczucie wartości. też mam coś takiego, ale nie az tak niskie, by takie życie od najmłodszych lat zgotować mojemu dziecku i jeszcze godzić się na takie traktowanie ze strony emocjonalnego dziecka... ty juz dobiegasz 40 lat.. kobieto, obudź się, bo zegar biologiczny tyka jeśli chcesz mieć jeszcze jedno dziecko.
w mojej rodzinie kobiety właśnie mniej więcej w tym wieku mają menopauzę... w wieku 44 lat moja mama poroniła i już niestety nie będę miała szans nigdy na rodzeństwo mimo 22 lat, a bardzo bym chciała (dziecka nie mam).
xxx
jednym słowem- kopnij go mocno w dupę i weź zobacz co ty robisz ze swoim zyciem w ciagu ostatnich lat, bo to co napisałaś jest przerażające, ze są kobiety, które takie rzeczy wyprawiają.. lepiej być samotną matka niżeli córce takimi rzeczami mieszać w głowie. ona przecież mówi o WAS rodzice, jako jednej komórce, bo jej tak łatwiej. ale co to ma być, że wy się ciągle rozstajecie. gdzie tu dla niej poczucie bezpieczeństwa? pomyślałaś choć jeden raz w ten stronę?
kij już z twoim szczęściem, ale niech ona ma trochę stabilności, bo czarno widzę jej przyszłe związki... albo podobne huśtawki jak twoje. a czy ty jestes szczęśliwa w tym czymś w czym twkisz? NIE, bo to nie jest zwiazek. to jakas parodia.
Czerwona-malino,
Zdecydowanie zgadzam sie z toba, ze mam zaburzenia poczucia wlasnej wartosci i nie ma bata, ze jest inaczej po tym wszystkim co od niego uslyszalalm. Gdyby bylo inaczej, nie byloby tego postu, a ja juz dawno rozwiazalabym ten problem sama. W ciagu tych 5 lat, w sumie zrobilam sporo rzeczy, bo oprocz wychowywania coreczki zrobilam kilka dyplomow, no i znalazlam oraz urzadzilam dla nas obu kacik, w ktorym dziecko moje nie widzi tego, co mialo na codzien, gdy mieszkalismy we trojke. I tu moja sila zyciowa sie wyczerpala. Dlatego zwracam sie o porade, aby znalezc w sobie sile, by to zmienic. Czy wykreslenie tego faceta z zycia mojej corki faktycznie sprawi, ze wzrosnie jej poczucie bezpieczenstwa?
28 2015-07-06 19:19:42 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-07-06 19:22:01)
Czy twa matka jest jak ty a ojciec jak twój wybranek ?
assassin bo taki jest ambaras aby dwoje chciało na raz
Naukowcy odkryli że jak facet nie chce to kobieta go nie zobaczy i na odwrót. On pewnie miał takiego ojca i taką matkę podobnie autorka.
myślę, że wzrośnie autorko.
no bo zobacz, ma 8 lat, a więc duża dziewczynka. chodzi nie wiem, do drugiej klasy, tak? ogarnia wiele. nie myśli jednak jeszcze o chłopakach na poważnie. gdybys teraz ucięła kontakt z tą pijawką emocjonalna, na pewno bedzie to o wiele lepsze wyjscie, niżeli dłuższe tkwienie w tym czymś. im wcześniej tym lepiej. jeśli faktycznie chcesz mieć jeszcze dziecko, to na penwo nie z nim. ja rozumiem twoją chęc związania się na poważnie, ślubu. naprawdę rozumiem, ale ten mężczyzna się po prostu do tego nie nadaje.
może wyjaśnij córeczce jak to bywało z twoimi relacjami, dlaczego on znów odszedł od was, i że to już na stałe, ze juz go nie będzie. chociaż nie wiem czy to tak można 8- latce. nie jestem psychologiem. moze sama z czasem o nim zapomni... bądź silna, dla niej.
Widze , że to Twoje życie trochę Ci się zaplątało. Myślę, że czasem warto sobie trochę odpuścić. Może lepiej będzie Ci samej , a nie pchać się w kolejne związki. Zastanów sie na d tym.
Pawelo,
Smiem zaryzykowac stwierdzenie, ze ani ja nie jestem wierna kopia mojej mamy, ani on nie jest typem faceta jak moj tato. Jesli chodzi o mnie, to owszem, potrafie ofuknac jak trzeba (temperament po mamie), ale ja jestem niepoprawna romantyczka, natomiast moja mama podchodzi do zycia bardzo praktycznie i jak cos sie nie sprawdza, to won. ?Moj wybranek? jest totalnym przeciwienstwem mojego taty, ktorego zreszta ubostwiam i z ktorym zawsze mialam bardzo dobry kontakt.
Co do niedoszlej tesciowej, gdybym byla do niej podobna to by mnie lubila, czyz nie? A tak nie jest. Ale faktycznie wydaje mi sie, ze ?Moj facet? jest wierna kopia swojego taty jesli chodzi o brak zdecydowania i biernosc zyciowa.
32 2015-07-06 19:47:44 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-07-06 21:17:07)
Czy wykreslenie tego faceta z zycia mojej corki faktycznie sprawi, ze wzrosnie jej poczucie bezpieczenstwa?
Mam nadzieję, że to retoryczne pytanie
Ten facet w pobliżu Twojej córki to katastrofa ![]()
Na serio, latasz jak służąca wkoło kompletnego dupka, a Twoje dziecko ponosi konsekwensje.
Beyondblackie,
no wlasnie nie latam jak sluzaca, papu pod nosek nie podsuwam, sam sobie musi parowke podgrzac
Beyondblackie,
no wlasnie nie latam jak sluzaca, papu pod nosek nie podsuwam, sam sobie musi parowke podgrzac
Jak sie mają te Twoje, Jedzlu słowa do wczesniejszej wypowiedzi, z której jasno wynika, ze jednak się - dla niego - starasz, a on ...wybrzydza?
...on ma wiele smakowych zachcianek i na przyklad czasem cos lubi, a innego dnia sie okazuje ten sam skladnik jest niedopuszczalny i nawet nie tknie tego co zrobilam. Nigdy nie probowalam zaspokoic jego pokretnych zachcianek jedzeniowych, bo moim zdaniem jak on tak wybrzydza, gdy ja mimo wszystko sie staram...
No wybacz, ale nie musisz tu naginac faktów by wyjść na mniej uległą wobec tego "księciunia" w naszych oczach. Już większość z nas tu piszących ma obraz Waszych relacji. Dziwnych relacji...
I podtrzymuję swoje wczesniejsze słowa.
Nie wiem, ale ten cały "związek" z tym ...chłopaczkiem jest chyba wynikiem Twojej desperacji. A szkoda, bo tracąc czas na takiego ... tracisz szansę na poznania normalnego mężczyzny, który pokazałby Ci, na czym polega związek i jakie powinny panować relacje w kochającej sie rodzinie.
Beyondblackie,
no wlasnie nie latam jak sluzaca, papu pod nosek nie podsuwam, sam sobie musi parowke podgrzac
Zartujesz czy o drogę pytasz?
Ty mu w tyłek wchodzisz z wazeliną, tłumaczysz go, usprawiedliwiasz, wyścielasz mu życie. A on Cie olewa, tak zupełnie, dopomina się, wybrzydza, narzeka, nic nie daje. Wiesz dlaczego? BO MOZE, BO MU NA TO POZWALASZ.
To byłoby kompletną patologią nawet gdybyś była bezdzietna, ale kiedy masz córkę to jej daje jeden komunikat: " nie jesteś tak ważna jak mój facet, poświęcę Cię by mieć jego". Fatalny komunikat ![]()
36 2015-07-06 22:30:48 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-07-06 22:39:43)
Kochana autorko....ja wychowuje syna sama.
Od 13 lat.
Umawiam sie z facetami, od jakichs 3,4 lat , od tego czasu jest dosc duzy, zeby zostac sam w domu i zrozumiec.
Sam mnie na te randki wypycha. Wie( powiedzial mi to) ze chcialby, zebym sobie kogos znalazla, bo bylabym zaopiekowana przez kogos, kiedy jego nie bedzie przy mnie. Wie, ze nigdy nie zgodze sie byc w relacji, ktora bylaby dla niego krzywdzaca.
Wciaz jestem sama.
Poznalam taka galerie dupkow, bawidamkow, cwaniakow, kombinatorow, etc. Ze ksiazke mozna napisac.
Wszystko zasadza sie na schemacie, ze samotna matka, samotna kobieta w moim wieku powinna z desperacji zgodzic sie na wszystko.
Otoz- wcale nie!!!
Jestem dorosla, nic nie musze! Nie musze sie godzic na cos, co godzi we mnie i moj domowy mir!
Jesli z kims bede, to po to, zeby bylo mi lepiej, nie gorzej! Partner ma poprawic jakosc mojego zycia, nie pogorszyc!
Jak widzisz- wiem o czym mowie, nie jestem goloslowna, i rozumiem twoja sytuacje.
I uwierz mi- takiego fagasa jak ten twoj, to sie w ogole do domu nie wpuszcza....w ogole do domu, to sie wpuszcza kogos, kogo jest sie pewnym...
Moze ja jestem akurat wyjatkowo ostrozna, moze nawet zbyt ostrozna....
Ale wydaje mi sie, ze ty sie boisz, ze zostaniesz sama.
Boisz sie, ze sobie innego nie znajdziesz, boisz sie samotnosci.
To bardzo zle myslenie! Prowadzi do takich sytuacji, jak twoja, ze ci facet laske zrobi, ze z toba bedzie!
Szanuj siebie i swoja corke- wasze dobro i wasze relacje, bo to jest najwazniejsze...
Facet dzis jest, jutro moze go nie byc, a pojutrze moze byc inny...dziecko masz na cale zycie, i jestes odpowiedzialna za jej zycie. To ona ci bedzie na starosc pieluchy zmieniac, to ona zajmie sie toba w chorobie.
Juz niedlugo, za 2,4 lata zaczniesz doswiadczac jej troski o ciebie, bedziesz mogla na nia liczyc.
Zaden facet ci tego nie da- i zadnemu nie pozwol tego zepsuc!!
dziekuje oldorando
twoje slowa sa naprawde krzepiace ![]()
tak naprawde dziekuje wszystkim, ktorzy zamiescili tu swoj post z mysla o mnie i mojej coreczce. Rozumiem, ze jestem w pelni odpowiedzialna za sytuacje, w ktora wpakowalam nas obie. Samotnosc jest straszna, ale wiem, ze tylko ja sama moge to zmienic, a wasze opinie utwierdzaja mnie w tym i mobilizuja!