Witam
Jestem w dosyć dziwnej relacji z facetem, troszkę jakby friends with benefits ale nigdy tak dosłownie tego oboje nie określiliśmy.
Nie chciałabym się rozpisywać o początkach znajomości i historią naszego poznania się, bo jest to chyba zbędne i może być troszke nużące , ale opiszę po krótce jak to wygląda na dzień dzisiejszy, otóż mieszkamy w innych miastach ale nie koniecznie daleko od siebie, widujemy się przeważnie co tydzień czasami co dwa, kiedy dochodzi do tych spotkań zachowujemy się normalnie jak każda para, tak jak byśmy byli w normalny związku mimo, że nie jesteśmy.
Dużo ze sobą piszemy, zazwyczaj co wieczór, ta nasza relacja jest bardzo "lajtowa", nie ma jakiś pretensji, kłótni, kontroli, może z tego względu, że jesteśmy podobni z charakteru? Ciężko określić. W każdym razie jak można się domyślić
eee... oczywiście nie mogłam ot tak podejść na chłodno do tej relacji tylko od razu, no może po jakimś czasie, straciłam głowę i zaangażowałam się bardziej niż bym sobie tego życzyła :< .
Oczywiście powiedziałam mu kiedyś o tym, może w troszkę pokrętny sposób ale wie, że czuję coś więcej do niego, no i tu zaczynają sie schody, bo on najwyraźniej nie ... tzn tak mi sie wydaje.
Wiem, że jest po jakimś związku nieudanym chociaż dosyc krótkim i to ona go zostawiła podobno, i jego głownym "ale" jest właśnie to, że boi sie zranienia, zaangażowania, nawet powiedział kiedys, że nie tyle boi się, że zostanie zraniony ale, że może zranić nieswiadomie bardziej lub mniej mnie
problemem dla niego jest również odległość, dla mnie niewielka bo zaledwie 30 km, ale najwyraźniej jemu by to przeszkadzało będąc w związku i widywać się niekoniecznie codziennie.
Czasami zastanawia mnie jak to rzeczywiście z nim jest, bo czasami jakby daje sygnały, że może zależy mu troszke więcej... jest na prawdę dla mnie dobry, czasami w jego słowach i gestach widzę, że nie pozostaję mu obojetna, chociazby to jak mnie dotyka i całuje..
Czy to możliwe, że aż tak dobrze udawałby, a w rzeczywistości nie czuł kompletnie nic do mnie?
Często mam takie przemyślenia czy może nie jest tak, że po prostu mu ze mną wygodnie? No wiecie- brak zobowiązań, dobry seks raz w tygodniu itp. Czuję się troszkę pomimo tego, że jest między nami dobrze- wykorzystana... chociaż lubię spotkania z nim, rozmowy, seks to boję się, że może rzeczywiście chodzi mu tylko o ten seks? I wygode? Kiedyś rozmawialiśmy o tym i pamietam takie zdanie jakie napisał żebym nie miała go za kogos kto "rucha" kompletnie bez uczuć, to skoro ma jakieś uczucia to dlaczego nie chciałby spróbowac byc ze mną w związku?
Nie jestem jakąś napastliwą osobą, skoro nie będzie chciał spróbować to jakoś to przeżyję mam tylko nadzieję, że nie jestem jakąś zabawką dla zabicia czasu i momentu aż pozna kogoś, albo może jego ex wróci do niego....
Jak myślicie co zrobić? Jak "ugryźć" ten temat? Może powinnam zerwac z nim kontakt? Może tak byloby lepiej dla mojej równowagi uczuciowej?
Chociaż wiem, że baaardzo bym cierpiała odseparowując się od niego, chociaz z drugiej strony i tak cierpię jak pomyślę, że on może nie czuć kompletnie nic i traktować mnie jako eee seks zabawke
.
Wiem też, że on czytuje to forum
Może natrafi na ten wątek i skojarzy fakty
Jak tak to kierva jestes gupkiem :< Bo rzadko zdarza się żeby ktoś kochał tak prawdziwie i mocno jak ja :<