Moją historię opisałam już na blogu. Minęło 5 miesięcy od rozstania z mężem. Właściwe to był drugi raz kiedy mnie zostawił. Jak twierdził wtedy nie mógł wytrzymać mojego dręczenia, moich humorów. Humory miałam owszem. Ale czy inna na moim miejscu by nie miała?! Najpierw zaserwował mi osobne spanie, bo jak twierdził nie wysypia się że mną i jest mu niewygodnie. Trwało to pół roku. dla mnie to nienormalne zeby ludzie w wieku 30 lat spali osobno. Więc prosiłam, żeby wrócił, ze ją chce bliskości, poprzytulac się. Nie było go cały dzień w domu to było jedyne miejsce na bliskośc. Pomyślcie sobie jak ja się czulam jako kobieta?! Jestem atrakcyjna, zawsze mi powtarzał, że mu się podobam a tu coś takiego. Spalismy osobno, a on już nie padał jak to przy mnie po 5 minutach tylko do późna siedział w telefonie. Sprawdziłam go parę razy. SMS-y wykasowane, rozmowy też. Nastepnym razem sprawdźilam historię netu- stronki z pornosami i gołymi babkami. I wojna. O 2 w nocy domagałam się wyjaśnień. W nerwach uderzyłam go i powiedziałam, zże ma się wynosić. Że to jest mój dom nie hotel. Rano się spakował wyprowadził do rodziców. Za namową moich, z którymi mieszkamy pojechałam za nim. Powiedziałam teściowej, że całe dnie jest poza domem( warsztat stolarski- jego hobby), że dużo gra na telefonie, że nie rozmawiamy że sobą no i spimy osobno. Od jego babci uslyszalam- przecież alanek też gra ( dziecko ma 10 lat mój mąż 32) i , ;przecież małżeństwa się rozpadają;. Czulam, że maja żal za to, że go wyrzuciłam, że powiedziałam iż uważam go za maminsynka, dupka, palanta itp. Moje nerwy puściły. Ale ją zawsze mówiłam co myślę. Ostatecznie mnie przeprosił wrocilismy do domu. Dwa tygodnie sielanka. I telefon od niego- pakuj mnie będę mieszkał u rodziców. Co się stalo? Mama jest w szpitalu będę spał z ojcem!. Sytuacja zrozumiała aczkolwiek facet ma 50 lat i boi się spac sam?!?. Teściowa była miesiąc w szpitalu. Ani razu nie zaproponował, żebym z córką przyjechała do niego. Czasem wpadł na niedzielę albo w tygodniu. Zaproponowalam że przyjade im pomóc coś ugotować itp. Jak mówił, nie trzeba było, zawsze ktoś miejscowy im coś przyszykował. Ja mam 25 km do nich, a ich córka mieszka obok. Po wyjściu teściowej zachorował teść. Zwykła grypa. Dalej nie wracał, bo chciał pomagać ojcu-( nie bardzo wiem, na czym ta pomoc polegała). Upłynęły tak 3 miesiące. W tym czasie córka chorowała. 4dni gorączki 40stopni. Ani razu nie był, bo popsuł mu się samochód. Jak się później dowiedziałam teścia był sprawny. Atmosfera między nami była tragiczna. Ja ciągle pytalam kiedy wróci, a on ciągle odpowiadał, że nie wie. I wreszcie szczerą rozmowa. Dowiedziałam się, że nie wie czy mnie kocha, że ma dość utrzymywania mnie( on pracował ją nie, opłaty i jedzenie były z jego kasy, zaś drobne zakupy np ciuszki dla mnie i córki kupowała że swoich- troszkę handlowalam na allegro). Ma dość mieszkania że mną i już. ..to był pierwszy raz jak mnie zostawił.
Zaczęły się rozmowy o rozwodzie. Ale ja nie odpuszczalam. Dzwoniłam, prosiłam o powrót itd. Namyslal się i na myślał. Ja byłam wrakiem. Nerwy non stóp. Wróci nie wróci?!. Napisałam mu, że odpuszczam. Jak nie chce to trudno. Kolejna konkretna kłótnia i koniec. Pracował wtedy na wyjezdzie. Przy następnym weekendzie zadzwonił, że przemyslal i wraca. Wrócił ale był nieobecny. W domu nie interesowało go nic. Nie pytał czy opał jest na zimę, skąd wezmę na to pieniądze. Jak się popsuł prysznic poprosiłam sąsiada o pomoc. A on ciągle w telefonie. Gry, samochody. Dwa telefony. Jeden stary do rozmów, drugi nowy model do gier i internetu. Oba poblokowane choć prosiłam, żeby tego nie robił. W pracy brał nadgodziny. Dodam że pracuje 100 metrow od domu rodziców. Wypominania, że może tam mieszkać, że on na bęzynę nie będzie tracił. Wydzielał mi średnio 500-700 zł na miesiąc. Do rodziców moich się nie odzywał więc do wspólnej kuchni chodziłam ja. A więc służyłam do końca. Do sklepu na zawołanie, do łóżka na zawołanie a pomocy żadnej. Tym razem dusilam to w sobie. Były dni, że było ok ale czasem nie wytrzymywalam. Zwłaszcza jak spał kolejny raz u rodziców bo był zmęczony i mu się nie chciało wracać. I tak zylismy sobie praktycznie nie rozmawiając że sobą o problemach. Ale one same nie znikały. I tak pewnego dnia poprosiłam o dołożenie mi pieniążków do kursu na prawko. W odpowiedzi uslyszalam-, że on się zastanowi. Ok przyjęłam, zamilkłam i nie odzywalam się. Po dwóch dniach stwierdził, że ma dość i wyprowadza się. ..
Spotkalismy się raz, dwa dni po. Powiedział że złoży papiery rozwodowe, będzie płacił na dziecko i mi pomagał. Za pomoc podziękowałam. Skoro w małżeństwie mi nie pomagał to jakby teraz miał to robić. ...było mi ciężko na początku. Pisalam, dzwoniłam czy jest pewny?!. Był pewny, napisał, że chce się uwolnić ode mnie i żebym dała mu spokój. I dalam. Poszlam do psychologa bo już nie wyrabialam. Poszlam do adwokata dowiedzieć się co dalej. ..na początku był żal, tęsknota i poczucie winy, że może jakbym była lepszą. Tylko kiedy lepszą? Jak on robił wszystko, żeby nie być w domu. Nie liczył się z moim zdaniem, z moim zdrowiem. Nie interesowało go dziecko, które rosło bez ojca, bo on wracał jak ona już spala. I ja za to ponosiłam wedlug niego winę, bo nie pracowała zawodowo. ..wizyty u psycholog mi pomogły. Przemyślalam, stwierdziłam, że nie dorósl do odpowiedzialności. Za każdym razem uciekał przed problemem. Zapomniałam. Nie dzwoniłam, nie pisalam. Córkę zabiera dwa razy w tygodniu popoludniami. ..zaczęłam poznawać nowych ludzi, zapelniać sobie czas. Wrócił spokoj, udało mi się odbudować poczucie wartości i optymistycznie spogladalam w przyszłość. On placi 500 zl na corkę mi pomagają rodzice. Zdecydowalam sie tez na otwarcie wlasnego handlu, chce zlozyc papiery o dotacje ( chciałam to zrobić dawno ale on nie chciał mi pomoc, tzn jeździć że mną po towar raz na dwa tygodnie).
3 tygodnie temu SMS-y od niego. Najpierw wyrzuty, potem przeprosiny i wreszcie wyznanie, że on kocha, że zrozumiał, że popełnił błąd. Nie moze żyć beze mnie. Chce wrócić, naprawić. Że jesteśmy najważniejsze...i co teraz?! Czy dać mu trzecią szansę. Ja już nie czuje tej miłości. Ona jest we mnie ale słabiutka. Serca dzięki niemu już nie mam a rozum nie chce do tego wracać. Nie ufam. Nie umiem wybaczyć. Nie zapomnę. On przyznał się do winy. Przyznał że powinno być inaczej, że się zmieni. Ale czy wierzyć?! Teraz awansował, osiągnął w pracy co chciał, tylko że moim kosztem...
Czy warto tracić kolejne tygodnie, miesiące?! Zostawił dwa razy, ma gdzie mieszkać. Obiecuje cuda, tylko czy one się zdarzają?!?
Wkrótce mam wizytę u lekarza( dyskopatia, problem z chodzeniem.) dowiedział się o tym jak poprosiłam, żeby jechał z córką do logopedy bo ja narazie nie mogę. Chce jechać że mną, pyta co dzień jak się czuje. Twierdzi, że mnie nie zostawi, że teraz moje zdrowie jest najważniejsze.
Nie wiem co robić?! Czy to kolejne obiecanki, czy naprawdę zrozumiał?! Nie mam żadnej gwarancji że mnie nie zostawi znowu, a cierpieć nie chce.
1 2015-06-20 10:48:15 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-06-20 11:14:28)
Szczerze? Nie! Wybacz, ale Twój mąż miał duzo czasu na opamietanie sie zrozumienie co jest w życiu, w związku, w małżeństwie i w rodzinie wazne. Nie zrozumiał. Teraz chce wrócić - gdy stanęłas na nogi, poczułaś sie wreszcie wartosciowa kobietą? Wiesz dlaczego chce? Bo widzi, ze mu sie wymykasz, ze przestajesz być tylko jego własnością, którą moze dowolnie dysponować i niszczyć. A robił to dotychczas jak sama widzisz... Wybacz, ja na Twoim miejscu nie chciałbym już, szczególnie w momencie "odbicia się" i nabrania wiatru w skrzydła. Zaczęłas wreszcie żyć i rób to nadal, ale bez jego obecnosci. Wybacz, to nie jest jakiś sztubak, młokos, by "dorósł" - to powinien być (choćby z racji wieku) juz dojrzały i rozumny mężczyzna... Nie był i wątpię by nim stał sie tak nagle... Popełniłabys błąd pozwalając mu na powrót.
Na marginesie: swoje w zyciu juz przeżyłem i znam podobne relacje - piszę na podstawie własnych doswiadczeń... A lat mam ponad czterdzieści... Zatem i to weź pod uwagę, proszę.
Pozdrawiam
Zahir - będąc na Twoim miejscu nie dałabym szansy na powrót. Nie po tym co przeżyłaś.
Obawiam się, że ten człowiek się nie zmieni. Podjął decyzję - chciał życia bez Ciebie, niech ma.
Piszesz że byłaś na spotkaniach z psychologiem, że te wizyty ci pomogły, że dzięki nim stanęłaś w pionie i odnalazłaś się w tym świecie. Ale nie napisałaś jakie wnioski wypłynęły z tych spotkań.
Spotkania z psychologiem to sesje w których terapeuta zadaje pytania, a pacjent odpowiada. gdy odpowiedzi są zbyt ogólne lub wymijające pacjent dostaje ciąg pomocniczych pytań aby się otworzył.
Mąż i jego stosunek w małżeństwie to jedno. A jaka była twoja postawa w tym związku to drugie.
Nie ma skutku bez przyczyny. Mąż może unikać kontaktów z żoną właściwie z dwóch powodów.
1. Zauroczenie tą trzecią.
2. Wredna zołza we własnym gnieździe.
Nie piszesz nic o ewentualnych kontaktach męża z inną kobietą, więc pozostaje pkt 2.
A co na to terapeuta ?
Piszesz o nim, o jego wadach, o jego "niestosownym" zachowaniu, o jego unikaniu bliskości.
Skądś się to musiało wziąć. Ktoś musiał doprowadzi do takiej sytuacji.
Więc jaka jest w tym twoja rol, albo zasługa.
W kryzysach w małżeństwie zawsze są winne obie strony konfliktu. Jedna ma więcej za uszami, druga czasem mniej. Ale wina jest obopólna. Piszesz o dawaniu trzeciej szansy.
Ale właściwie to komu chcesz ją dać ? Jemu, sobie czy wam obojgu ?
Kto jest bez winy, niech podniesie ten kamień i rzuci.
Rzuciłaś kamieniem, ale czy jesteś niewinna ?
o do określeni całości problemu podaję link:
http://www.netkobiety.pl/t82681.html
Jeżeli nie chcesz przezyć kolejnego rozczarowania mężem, zmianę jego planów (bo znowu mu się coś odmieni i wyprowadzi się z domu, jego niestabilność i niedojrzałość, może nawet zdrada ciebie(?) ), to sama sobie odpowiedz, czy warto.
Jeżeli jest ci samej z dzieckiem dobrze jak jest teraz i chcesz się z nim rozwieźć, bo masz stabilną sytuację , "spokój " w domu, radzisz sobie bez niego, to po co ci on.
Możesz sama sobie układać scenariusz swojego zycia tak jak ty tego chcesz i z kim chcesz.
Twój m myśli, że to on kontroluje ciebie, manipuluje tobą tak jak on chce- odchodzi, przychodzi i nie jest za nic odpowiedzialny. To duże dziecko i traktuj jego "propozycję" jako zachciankę, żart, bo Dorośli tak nie postępują.
Może przez ten czas ok 5-6 mieś, a może nawet wcześniej zdradzał ciebie z kimś, traktował ciebie i dziecko jak powietrze, a teraz może z wyrachowania (boi się płacenia alimentów, rozwodu z jego winy), może mu kochanka kazała wybierać lub dała kosza; tak nagle przypomniał sobie o was, o rodzinie.
Odetnij się od niego i żyj swoim życiem, doprowadz sprawy prawne do końca. Jeżeli będzie chciał poprawy waszej relacji, to musi dorosnąć sam bez twojego udziału, i ty wcale nie musisz z nim być.
On porzucił ciebie i dziecko i to może być twój główny argument w sprawie jego winy, zaniedbywanie ciebie i dziecka, może nawet udowodnienie mu zdrady. Może właśnie to "pomoże" mu dorosnąć, bo w końcu każdy w życiu odpowiada za swoje decyzje i wybory.
Ty sama kierujesz swoim życiem i wiesz co jest dla ciebie dobre, jak i z kim chcesz żyć.
Nie uzależniaj się od bycia w związku, w toksycznej relacji bo przegrasz. Życżę tobie mądrego wyboru, kochania siebie i szanowania.
Rozwieść się łatwo,
zbudować związek trudno,
Obiecać zmianę zachowania łatwo,
Rzeczywiście się zmienić trudno.
Trzeba czasu, żeby przekonać się o realizacji obietnic.
Iwona, czy przeczytałaś link który wstawiłem ?
Autorka sama tam opisuje że nie kocha męża, że zdaje sobie sprawę o swojej niedoskonałości., że mąż był jedyną osobą pracującą o 5 rano do 22 wieczorem. Pani pomimo tytułu mgr. nie chciała pracować poniżej swojego tytułu bo to poniżej jej godności...............
Facet w końcu wymiękł. Coś si w nim skumulowało. Przeciążenie materiału i pękło.
O jego prawdziwym uczuciu świadczy fakt że chce być razem z rodziną, pomimo inwektyw jakie jego żona tu przedstawia.On to gnój i palant..
A jaka naprawdę jest ona ?
9 2015-06-20 12:51:57 Ostatnio edytowany przez pterodaktyl (2015-06-20 12:59:04)
...Mąż i jego stosunek w małżeństwie to jedno. A jaka była twoja postawa w tym związku to drugie.
Nie ma skutku bez przyczyny. Mąż może unikać kontaktów z żoną właściwie z dwóch powodów.
1. Zauroczenie tą trzecią.
2. Wredna zołza we własnym gnieździe.Nie piszesz nic o ewentualnych kontaktach męża z inną kobietą, więc pozostaje pkt 2.
...
Jest jeszcze punkt nr 3. Niedojrzałość do związku, brak umiejętnosci współdzielenia życia z druga osobą. I prawdopodobnie normalne, dorosłe życie w małżeństwie przerosło małżonka Autorki. To moja teza, ale bardzo prawdopodobna. No wybacz Artanan, ale porzucenia nawet własnego dziecka? Brazk zainteresowania nim podczas choroby? To chyba dobitnie swiadczy o podejsciu do własnej rodziny tego faceta. I obstawałbym tu nie za zauroczeniem (aczkolwiek mozliwe - telefon...), nie za doszukiwaniem sie przyczyn w Autorce, a właśnie w tej porażającej niedojrzałosci tego człowieka. I tego nic nie zmieni - dlatego w dalszym ciągu odradzam zgodę na powrót. Ten człowiek miał swoje ...długie pięć minut na weryfikację swoich priorytetów, teraz jest zbyt późno.
Artagnan, dość tendencyjnie sugerujesz rolę Autorki w tej całej katastrofie powołując sie na tamten wątek. Byc moze nie czytałes go dokładnie, bo widać umkneły Ci niektóre szczegóły. Jeden z ostatnich rzuca wiecej światła na Twoje uwagi, światła kwestionującego Twoje twierdzenie: "...Zapędzilam się w tych pretensjach i to był mój największy błąd. Ale to był ostatni rok, po tym jak uslyszalam, ze on Nie wie czy mnie kocha i dlatego nie wraca do domu". Zwróć uwagę na słowa: "po ty jak usłyszałam..."
Artagnan punkt 2.
Przez pierwsze lata małżeństwa cel był jeden- warsztat stolarski-. To mialo być jego miejsce pracy inzrodlo dochodu. Ja dalam lokal, rodzice dali mu kasę na maszyny. On te maszyny robił sam. Pięć lat, dzień w dzień tam siedział. Ja robilam sama wszystko przy dziecku, zajmowała się wszystkimi drobnymi sprawami, czasem też grubszym jak np.remont. sama latalam dziury, gladziowalam, malowalam. Nawet mi nie przyszedł pomoc meble wynieść. Ale cierpliwie to znosilam. Tylko że lata płynęły, kasa się kończyła a on chodził do warsztatu głównie pograć na telefonie i posłuchać muzyki.
Dziecko rosło, my w domu. Z nim nigdzie bo mu nie pasowało nigdy, same nie, bo nawet sobie obiadu nie nałożył sam, więc pom15 musiała być w domu bo by padl z głodu. Odsunęłam się od rodziny, koleżanek. Więc jak zaczął wyjeżdżać na tygodnie, nawet nie miałam z kim pójść na piwo. A z nim to nawet mowy nie było o wyjściu, rozerwaniu się. Ponieważ on to wyniósł z domu. Tam robi za nich wszystko jego mama. Ja. Chciałam by miał tak dobrze jak w domu. I dlatego uległa mu we wszystkim. Na objąć to co lubił, w telewizji to co on lubił, itp. Ale ja zaczęła się do pominąć o czas, o wyjścia, o zajęcie się dzieckiem, o np.prezent na dzień kobiet. Ciężko mu to szło, wiecznie wymowki, że on nie wie co mi kupić, że nie wie jaka wedlina jest dobra, że papiery w banku źle wypełni, że on nie ma gustu do ubrań itd. Duże dziecko, na którego wychowanie nie miałam wpływu. Co mi powiedziala psycholog- Czego się Pani spodziewała?!!! Że w domu nic nie musiał, a tu obowiązki.! Wszystko było na nie, wszystko było z wielką laską i pytaniem : dlaczego ją?! A ty nie możesz, a ojciec nie może?! Dodam że mam wiekowych rodziców. Tata 81 mama74 lata.
I klocilam się z nim. Bo ogrodzenie się rozwala, bo po gaz trzeba jechać, bo opał trzeba przywieźć, drzewo pociasc. I do kogo miałam z tym iść?! Raz poprosiłam szwagra, raz sąsiada a jemu to pasowało. Tylko, że mi było cholernie glupio. A on nie widział w ty nic złego, no bo pracuje.
Wiesz teraz bez problemu mi ludzie pomagają. Bez łaski;)
11 2015-06-20 12:58:03 Ostatnio edytowany przez Iwona40 (2015-06-20 13:01:44)
Największym był brak zaufania. Ja po pewnych wydarzeniach nie umialam mu zaufać. A jak można zaufac człowiekowi, który ma dwa telefony, oba poblokowane, chodzi z nimi wszędzie i patrzy na nie co 15 minut. Jak można ufać jak spi 3 miesiące u rodziców, bo niby pomaga jak są chorzy a tak naprawdę zastanawia się co czuje do zony. Uciekl w pracę ode mnie. Skoro się odkochal mógł mi spojrzeć w oczy i to powiedziec. nie byłoby tych dwóch lat, pretensji, kłótni. Do miłości nikogo nie zmusimy!..
Typowy schemat: niedojrzałość, brak komunikacji w związku, brak bliskości w związku, zdrady, brak wzajemnego zrozumienia siebie i empatii. Oboje winni są...
Nie, nie i jeszcze raz nie.
13 2015-06-20 14:08:53 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-06-20 14:14:50)
On wyjeżdżał do pracy o 5 wracał po 22. Pracę ma blisko rodziców. Ja nie mam pewności, czy on był w tej pracy. Zwłaszcza, że równo z wyprowadzka powrócił do starego trybu pracy, czyli do 15. Zapomniałam wspomnieć, że maszyny dwie i stolarskie pierdoly typu frezy, silniki zaczął wywozić z domu i sprzedał na allegro z konta siostry. Odkryłam to kiedyś w historii mojego tabletu. Jak znalazłam pracę popołudniową powiedział, że jeździł po mnie nie będzie. A niestety dojazdu wieczorem nie mam z miasta
Nie są winni obije tylko on. Kto zdradza ten jest winny.
Myślę, że nie było innej kobiety. On po prostu uciekł od problemów. Ale teraz jak tu ktoś napisał przestraszył się, że już nie czekam, nie jestem na każde skiniecie. Chce się spotkać?! Czy poszlybyscie na to spotkanie.?! Czy mam go w ogóle wysłuchać?
Nie. Po co?
Spotkać się z nim mogłabyś, ale wyłącznie w obecności adwokatów, bo tmż jest manipulatorem, a ty jesteś naiwna.
Boisz się dopuścić do swojej świadomości, że zdradzał ciebie.
Jeżeli pójdziesz, jakikolwiek gest w jego strone wykonasz -onp.dpiszesz na sms- to już przegrałaś walkę o siebie.
To dorosły facet- odszedł od ciebie bo dokonał takiego wyboru, a ty jesteś dorosłą kobietą i masz wybór-konsekwentnie odciąć się od tego pana.
Wina autorki polega na tym, ze dała mu drugą szanse, nie szanowała siebie i niczego od niego nie wymagała.
Zgadzam się nie szanowalam siebie i nie miał żadnych obowiązków! Fajnie, że stawiacie mnie do pionu:)
zahir2603 a dlaczego chciałabyś, żeby on wrócił? Wypunktuj sobie wszystkie za i przeciw. A na samym końcu odpowiedz sobie na to pytanie. Jaka jest twoja pierwsza myśl w głowie?
Nie wiem dlaczego większość Cię tak bezkrytycznie broni.
1. Nie pracowałaś, ale wciąż chciałaś kasy.
2. Wyrzuciłaś go z domu, bo oglądał pornosy (!)
3. W kłótni BIJESZ GO i obrażasz najgorszymi słowami.
Ja na jego miejscu już dawno bym odeszła od takiej kobiety.
21 2015-06-21 14:38:01 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-06-21 14:47:23)
Rozumiem Madoja iż to że ja:
1 nie pracowałam i chciałam kasę na zycie i opłaty ( dla siebie o nic nie prosiłam, nie doczytalas, że miałam parę swoich grosikow, nie raz opłaty robilam też z nich) to jest niewybaczalne, zaś, to ,że on :
Odmówił mi dwa razy pomocy w założeniu własnego biznesu i odmówił przyjazdów po mnie do pracy z wieczornej zmiany, bo taką znalazłam jest ok
Nigdy nie przewinąl, nie wykąpał, nie zabrał na spacer, nie kupił nic dziecku, nie pojechał z nią do lekarza, nie pojechał 20km do logopedy, tylko targalam ją busami w zim? ..jest ok
Nie naprawiał nic w domu, nie jeździł po nic do miasta, wykorzystywał mojego 81letniego ojca do prac typu: rąbanie drzewa, cięcie drzewa, wrzucanie w?gla, naprawa ogrodzenia, co często kończyło się tym, iż robilam to ja lub rodzice kogoś do tego najmowali... jest ok
Ja: zawsze kosilam trawę ( rozwalilam 3 kosiarki, kupowałam za swoje nowe, bo jak twierdził nie dało się naprawić), malowalam 2 razy w ciągu tych lat 4 pokoje, latalam dziury, gladziowalam ( za swoje, bo jemu wygląd odpowiadał), przetykalam szambo ( bo on jest mało w domu, to na pewno nie zatkal), kupiłam gazówkę za swoje ( u rodziców jest to po co nam), targalam meble z mamą ( przecież dacie sobie radę), spędziłam każdego sylwestra przed TV, bo on nie jest rozrywkowy, rezygnowałam z imprez typu 40 brata, bo on nie pojedziec100 km, rezygnowałam z grillów u siostry, bo on nie pije bo albo wstaje rano albo źle się czuje, rezygnowałam ze wspólnych wycieczek z kuzynem i naszymi dzieciakami bo on jest zmęczony i w weekend chce odpocząć ( brał nadgodziny żeby nie być w domu, aczkolwiek czy był w pracy czy siedział u matki tego nie wiem), ja kupowałam prezenty dzieciaków na święta, ja kupowałam firmowe ciuszki mu na każde urodziny, imieniny itp a sama dostawalam stówę na urodziny a imieniny, dzień kobiet, walentynki nie istniały dla niego
Ja: znosilam to, że w wypadku odwiedzin mojej rodziny (jego nie przyjeżdża, bo oni nie są towarzyscy) często z własnej kasy szykowałam poczęstunek i alkohol ( on nie pije nie kupuje), znosilam, że to bracia bawili się z mojá córká w berka, chowanego itp ( on nie umie, bracia starsi od niego o 10-15 lat), znosilam, że jak wychodzilismy razem na spacer on zostawał ( znowu odpoczynek albo sen), znosilam, że mimo grypy musiałam wstać i lecieć do sklepu, apteki ( bo on nie chodził)... To jest ok
2.oglądał gołe baby jest ok ale że nie spał że mná pół roku, choć na kolanach prosiłam, żeby powiedział co jest tego problemem jest be i to moja wina
3.nie w kłótni, tylko po tym jak zobaczyłam że woli pooglądach sobie na fonie panienki. Sorry nie jestem taka tolerancyjna a ty po paru miesiącach braku bliskości i samotności co byś zrobiła? Siadła i pooglądala z nim, czy mu przyprowadziła inną, zamknęła drzwi i poszła płakać do drugiego pokoju?!
No przecież odszedł, to po co chce wracać??? Skoro ja już nie chce i wyraźnie mu napisałam i powiedziałam, że powrotu nie ma!
Nie wiem dlaczego większość Cię tak bezkrytycznie broni.
1. Nie pracowałaś, ale wciąż chciałaś kasy.
2. Wyrzuciłaś go z domu, bo oglądał pornosy (!)
3. W kłótni BIJESZ GO i obrażasz najgorszymi słowami.Ja na jego miejscu już dawno bym odeszła od takiej kobiety.
No też nie rozumiem. Przecież powinna mu była tyłek miodem smarować i przez próg przenieść po tym jak szanowny zechciał łaskawie dupsko do domu znów wprowadzić. No taka łaska spłynęła na nią , a tu tyle agresji ze strony żony i matki. Może teraz nadrobi. Dywan czerwony rozłoży i kapcie w zębach przyniesie. A jak łaskawca znów się wyprowadzi, to się na chwilę dywanik zwinie. Do następnego razu. Bo to wiadomo co "pana" urazi.
Powiem wam jedno. Dziś mnie każdy pyta jak ty to znosilas?! Znosilam, nikt mnie nie zmuszał. Chcialam, żeby miał jak w domu, czyli u mamy:). Dodam, że ma to po ojcu. Teść jak na jeden dzień teściowa musiała pojechać do rodziców to nawet chleba sobie nie kupił, a dla niego każdy wyjazd za bramę to sterta wypalonych papierosów. Dlatego ja wiedziałam jaki jest, staralam się z tym walczyć. Dla dziecka, bo też mały odludek rósł:) dla nas, bo przecież XXI wiek, ludzie nie sá takimi dzikusami. Robilam co mogłam, żeby mógł po pracy iść do tego warsztatu, żeby otworzył go, bo to miała być nasza przyszlosc- on prace typowo stolarskie, ja typowo biurowe z tym związane. Ale po pięciu latach straconych, bo kasy brakło a warsztat nie powstal, zrobił się nadwymiar egoistyczny. Widział tylko to, co on stracił. Nieważne było co ja poświęciłam, jak ja dalej widzę naszą przyszłość. Był czas, że gotowa byłam zmienić miejsce zamieszkania, żebym znalazła wreszcie ja pracę. Ale on by tego nie zrobił. On ma bardzo dziwny charakter, lęk przed ludźmi, przed zmianami, dlatego też w99% jestem pewna, że innej kobiety nie było.
W tym właśnie czasie, jak jego plany legly w gruzach odsunął się ode mnie. Najpierw do osobnego pomieszczenia, potem zaczął pracę ze swoim szwagrem i mieszkał u rodziców. Mam do nich żal, bo uwazam, że potraktowali mnie jak obcą osobę. Jak zadzwoniłam z zapytaniem, czy zamierza wrócić w ogóle, uslyszalam od teściowej, że oni się nie wtrącają a z domu go nie wygonią. Jak mieliśmy rozwiązać swoje problemy, jak jego w domu nie było, telefony moje mu przeszkadzały w pracy, zaś smsami tylko się nawzajem obrazalismy?!
Nie wiem czy jego rodzina miała wpływ na niego, zapewne tak bo ja zostałam całkowicie odsunięta na bok. Nie było w nim już miłości, która była wcześniej mimo tych wad, które ma. Nagle się okazało że mamy inne spojrzenie na życie. Dla mnie priorytet to rodzina a dla niego to...nie wiem!
Po tych pięciu miesiącach zmienił się na tyle, że zabiera córkę do sklepu i jej kupuje slodycze i zabawki i nawet wyraził chęć jeżdżenia z nią co tydzień do logopedy ( tylko zapomniał, że wakacje)!:)
Zadam pytanie:
Żalisz się w końcu jak ci źle bez niego ?
Czy chwalisz się że zdobyłaś się by kopnąć go w jaja ?
Jeśli chwalisz to straciłaś w jego oczach bo jego te jaja bolą,
jeśli żalisz się to widać że sama wiesz ile winy jest również z twojej strony.
Więc i tak jak nie patrzeć dupsko zawsze z tyłu.
Napraw najpierw siebie, potem rodzinę, a dopiero na końcu spróbuj go podsumować.
Okaże się że facet nie miał w domu tego co znalazł na porno stronach.
Koszulka pod szyję, sek przy zgaszonym świetle.... Nie proszę pana, do ręki nie wezmę, co to, to nie. Panną byłam, dzieci miałam z nieślubnego łoża, ale takie numery Bruner to nie ze mną Klos.
Chwalę, żalę odbieraj sobie jak chcesz! Artagnan!
Więc w czym rzecz ? Zadajesz pytanie na forum i nie potrafisz podać konkretów.
Podobnie jest w relacji ty i twój mąż. Masz do niego żal o coś co facet sobie funduje z netu.
Ogląda sobie strony z autami, nowymi ścigantami lub crossowcami, albo seks dupeczkami które rozkładają szeroko nogi.
On tego chce spróbować, dlaczego mu nie podać na tacy. Chcesz i masz, ale tylko ze mną.
Te fotki wywieś kolesiom w kiblu w pracy.
Ja ci to dam, bo jestem twoja i dla ciebie/
A ty jesteś mój i dla mnie
Tak to działa. Albo hipokryzja albo świętoszkowatość.
Albo hipokryzja albo świętoszkowatość.
A to nie to samo?
Reszty nie za bardzo zrozumiałam...
Okaże się że facet nie miał w domu tego co znalazł na porno stronach.
A któryś facet to ma?
...Zadajesz pytanie na forum i nie potrafisz podać konkretów...
Akurat "konkretów" aż nadto podała Autorka.
Artagnan, czy masz jakąś ...schizę na punkcie seksu? No wybacz, ale kazdego normalnego i dojrzałego człowieka ta sfera jest uzupełnieniem, dodatkiem w związku, nie podstawą. I trudno - jesli już - oczekiwać spełniania jakichkolwiek (zaobserwowanych w wyreżyserowanych i sztucznych scenkach z pornoli) fantazji, gdy inne, wazniejsze sferu kuleją... A że kulały - to widac chyba wystarczająco...? No wybacz, ale brak lojalności, opiekuńczości, dbałosci o własną zonę i własne dziecko, a jednocześnie chore przywiązanie do własnych rodziców - to chyba tylko swiadczyc może o tym, iż ten facet ...niechcący poslubił tą kobietę i spłodził z nia dziecko. A tak naprawdę wciąż jest małym, nierozumnym chłopczykiem. Wybacz, ale trudno wobec kogos tak postepujacego (a o tym sporo konkretnych przykładów) chcieć czegokolwiek...
Tak zapytam: czy dla Ciebie seks z jego najprzeróżniejszymi stronami ...to priorytet w związku? Masz jakies życiowe doswiadczenie, czy tyulko dajesz tu upust własnym frustracjom? Może skup sie na meritum miast wyciągać coś, co powinno byc tylko zwieńczeniem udanego związku. Związku, gdzie jest i miłość i szacunek i lojalność wobec własnej partnerki...
30 2015-06-21 20:08:01 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-06-21 20:10:41)
Skoro poruszylas ten temat to ci powiem jak było.
Pytam go po wyprowadzeniu do drugiego łóżka: co jest?! Mi coś brakuje, tobie?! Co się dzieje? ( w tym czasie ja miałam ochotę na seks, on nie). Pytam, co ci?! Zawsze taki ochoczy, a nagle co?!!! I wydało się co!tak.. A więc mówisz masz. Więcej seksu, ekstra bielizna, co PAN chce PAN ma. Myslisz, że mnie to nie wkurzylo, że nie dało do myślenia. I powiem ci, że nawet to go tak rozochocilo, ze było co wieczór i było fajnie. No ale życie rodzinne to nie tylko łóżko. A tymczasem mój mąż widział tylko to....a innych obowiązków to mąż nie maial. No super, że w łóżku fajnie ale poza nim ch..owo.
On 3dni przed wyprowadzką ( bo 2si? nie odzywaliśmy) sobie pobzykal, wstał rano powiedział kocham a swoje w ciągu dnia robił, a po dwóch dniach zrobił na dobre. Tylko myślał, że ją się nie zmienię.
On mi pisze teraz,: czemu się tak zmieniłas? Nie tesknisz, pewnie kogoś masz! Przecież tak mnie kochałas, przecież byłas najważniejszą zawsze, w łóżku najwspanialsza! A ja pytam, to czemu mnie zostawiłes na 5 miesięcy, po raz kolejny, gdzie byłeś, co robiles?! On się pomylił, on już dojrzał, on myśli, kocha, on to zrobił dla naszego dobra, żebyśmy teraz mieli lepiej.
Rozumiecie go, bo ja już nie!
Daj sobie z nim spokój, błagam Cię.
32 2015-06-21 20:44:08 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-06-21 20:45:04)
Zielony domek tak zamierzam zrobić. Odmowilam spotkania, napisałam, że nie życzę sobie więcej smsów ale obawiam się że on wejdzie do domu jak przyjedzie po córkę i mnie będzie czarował. Obawiam się reakcji serca, bo to dopiero 5 miesięcy, nie wiem jak zareaguję na jego widok. Czy znowu będą nieprzespane noce, wspominanie, szukanie swojej winy...czy przejdę normalnie do rzeczywistości, tej obecnej, którą sobie z trudem przez te miesiące budowałam
Chwalę, żalę odbieraj sobie jak chcesz! Artagnan!
tak, nie ma co się zastanawiać nad Nim.
W każdym wątku niezależnie od sytuacji te same teksty.
Hejter jakiś nieszczęśliwy.
Nie wiem dlaczego większość Cię tak bezkrytycznie broni.
1. Nie pracowałaś, ale wciąż chciałaś kasy.
2. Wyrzuciłaś go z domu, bo oglądał pornosy (!)
3. W kłótni BIJESZ GO i obrażasz najgorszymi słowami.Ja na jego miejscu już dawno bym odeszła od takiej kobiety.
Modaja jestem w szoku
, że to pisze kobieta.
Ty zapewne robisz za Matkę Teresę. Jeżeli chcialabyś mieszkać z darmozjadem dla którego uczucia partnera/partnerki wogóle się nie liczą to jest Twoja sprawa.
Ty zapewne jeszcze donosiłabyś mu nowe pornuski co by mu się repertuar odświeżył.
Ja też trochę przeżyłem lat i jak to w związkach bywa, raz jest lepiej a raz gorzej.
Ale wiem, że mogę zawsze na swoją żonę liczyć ( aczkolwiek wiem, że nie jestem słodkim mężem).
Tylko ja nigdy żony nie okradłem ( on sprzedał w tajemnicy na Allegro maszyny na które kasę dali jej rodzice).
Na miejsu autorki nie dałbym mu żadnej szansy i kopnął w
.
Tym bardziej, że dziewczyna podniosła się z podłogi a jej ego bardzo urosło.
I wiesz co bym jeszcze zrobił...., pozwoliłbym żebyś sobie wzięła go na zawsze.
......,on uż dojrzał
To śmieszne Zahir pamiętaj, że jabłko jeszce przed spadnięciem potrafi zgnić i nie nadaje się do spożycia.
Proszę nie pozwol z siebie zrobić materaca.
36 2015-06-24 13:03:03 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-06-24 13:09:50)
Zahir, ale Ty sobie sama, na własne życzenie chomąto założyłaś. Wiele kobiet wchodzi w ten wzorzec Matki Polki Utyranej: same przejmują większość obowiązków, bo miś się do nich nie kwapi, a w zamian oczekują docenienia i wdzięczności (zamiast tego dostają zazwyczaj przekonanie misia że taka jest naturalna kolej rzeczy, a cała praca w domu robi się sama) i tłumią w sobie żal, że miś się jednak nie kwapi. Kiedy w końcu mają dość, miś się tylko dziwi dlaczego wół przestał ciągnąć, przecież do tej pory tak dobrze mu szło. Kiedy wychodzi, ze oni mają też się starać i też wkładać wysiłek, to sie czują pokrzywdzeni: jak to? Przecież do tej pory nie musieli i było dobrze.
On to jedna sprawa, niedojrzały wygodny chłopczyk, ale Ty sama jesteś również odpowiedzialna za swoją sytuację: To Ty zrobiłaś z usuwania mu przeszkód spod nóg cel swojego życia, Ty pozwalałaś się traktować tak a nie inaczej, to Ty odpuszczałaś, kiedy on odmawiał współpracy, to Ty zrezygnowałaś ze swojej samodzielności. Nie patrz na to proszę, w kontekście winy, tylko w kontekście konsekwencji i odpowiedzialności.
Najważniejsza jest praca, żebyś nigdy więcej nie była od niego zależna finansowo.
I jeśli pozwolisz mu wrócić, to za miesiąc będzie tak samo jak było, o ile nie postawisz twardych warunków (serio, zapiszcie je na kartce i się pod tym podpiszcie) i nie będziesz się ich konsekwentnie trzymać. Podział obowiązków, kto co finansuje, etc.
Nic z tego nie wyjdzie, jeśli on też nie będzie się czuł odpowiedzialny za rodzinę.
Pogadajcie. Opowiedz mu o tym jak się czułaś, ale bez złości i żalu, o ile możesz. Pozwól mu opowiedzieć jak on się czuł. Powiedz, że powrót do dawnego modelu życia nie wchodzi w rachubę, bo nie byłaś w nim szczęśliwa i Wasze dalsze życie musiałoby wyglądać inaczej.
Potem zadecydujesz czy pozwolisz mu wrócić czy nie. Szczerze, ja bym raczej nie pozwoliła, bo nie wierzę, że ludzie są w stanie zmienić się tak bardzo z dnia na dzień.
Swoją drogą, uważam że porno jest w porządku, o ile nie zastępuje kontaktów seksualnych z żoną czy mężem.
37 2015-06-24 13:39:15 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-06-24 14:08:58)
Lexpar dzięki za opinię faceta. Aczkolwiek jedno wyjasnienie sprzedał rzeczy na które dostał kasę od swoich rodziców. Co oczywiście nie usprawiedliwia tego, że po kryjomu je wysprzedal.
Czarna kotko masz rację na własne życzenie to sobie zafundowalam. Na twoje słowa ..to ty odpuszczalam...właśnie starała się nie odpuszczam, ale to w nim nie zmieniło nic, a mnie tylko do nerwicy doprowadziło. A jak bardziej naciskała to uciekał.
Dzięki za wszystkie dotychczasowe opinie. Pomocne a jakże!
Jeszcze raz podkreślę, nie patrz na to w kontekście winy.
Chciałaś dobrze, tylko nie wiedziałaś, że takie zrezygnowanie z siebie na rzecz rodziny i faceta przynosi skutki inne niż "on to doceni". Bo taka nasza głupia, ludzka natura, że nie doceniamy tego, co nie kosztuje wysiłku.
Nie możesz być jedyną osobą, która czuje się odpowiedzialna za rodzinę.