Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 58 ]

1 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-06-08 18:54:21)

Temat: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Znaczna część z nas szuka miłości i potrzebuje jej, by odczuwać prawdziwe szczęście. Niektórzy mają większe powodzenie, inni mniejsze, ale po wielu trudach zwykle udaje się trafić na tego jedynego/tę jedyną. Jednak co wtedy, gdy należymy do grupy ludzi, których trudno pokochać? Psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzosińska w wywiadzie udzielonym dla magazynu Pani opowiedziała o ludziach, którzy mają pecha w miłości:

Myślę, że taka osoba nie ma siły, a poza tym musiała się jakoś do tego przyczynić. Często słyszę: "To nie był mój wybór, po prostu znowu źle się zakochałam. Skąd mogłam wiedzieć?". Ale miłość nie zdarza się bez naszego udziału, a wejście w związek nie jest przypadkowe (...). Rzeczywiście, niektórzy nie budzą w innych pragnienia bliskości, zaciekawienia, chęci zażyłości. I nie chodzi tu o atrakcyjność - jest przecież mnóstwo przykładów na to, że osoby postrzegane jako mało atrakcyjne są kochane, mają udane związki. Atrakcyjność powoduje po prostu, że jest się łatwiej zauważanym, więc ma się więcej propozycji (...). Osoby, które nie wzbudzają w innych chęci zbliżenia się do nich, są bardzo zajęte sobą. Niekoniecznie są egocentryczne, tylko tak skupione na swoich wewnętrznych sprawach, że zamykają się na kontakt z drugim człowiekiem.

Według niej, miłości nie wzbudzają osoby niedostępne emocjonalnie. Ta emocjonalna niedostępność w odniesieniu do różnych osób może różnie się przejawiać. Zwykle są to osoby:
1) Sparaliżowane lękiem, które ciągle martwią się, że coś zrobią nie tak. Są skupione na własnym strachu, nie potrafią nawiązać bliskiej więzi z drugim człowiekiem.
2) Takie, które ciągle myślą co wypada, co powinno się zrobić, czego nie wolno robić itp.
3) Skupione na przeszłości (tutaj zaliczają się też ludzie nadmiernie związani ze swoją rodziną, np. maminsynkowie).

Musi być wzajemne zainteresowanie uczuciami, przeżyciami, pragnieniami drugiej strony, jej planami na przyszłość. Jeżeli ktoś tego nie umie, jego oferta miłosna jest bardzo słaba. Może obudzić zainteresowanie, ale prędzej czy później jego partner doświadczy pustki. Poczuje, jakby się ciągle odbijał od ściany. Sam fakt, że kogoś kochamy, nie przesądza, że się do siebie zbliżamy, że coś z siebie dajemy.

Czy zgadzacie  się z tymi słowami? Macie problem z niedostępnością emocjonalną? Mieliście go na jakimś etapie swojego życia? A może mimo wszystko kochacie osobę niedostępną emocjonalnie?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Zacznę od tego, że temat bardzo ciekawy. smile

Żadnego z wymienionych punktów nie mogłabym przyłożyć do siebie, jednak wydaje mi się, że w pewnym sensie jestem niedostępna emocjonalnie. Zwłaszcza na początkowym etapie znajomości (bez rozgraniczania na relacje miłosne i przyjaźnie wink), który dla mnie trwa bardzo długo. Z koleżankami ze studiów znam się już rok, widujemy się praktycznie codziennie i nie mogłabym powiedzieć, że jest to silna więź. Lubimy się, nawet bardzo, ale do głowy by mi nie przyszło, by się im zwierzać. Mam niekiedy problem, by zwierzać się mojej przyjaciółce, z którą znam się 8 lat...

To jest bardzo ciekawe zagadnienie, jednak prawie nigdy nie mogę podpasować się pod tego typu artykuły. Bo to, że jestem niedostępna jest faktem, nie ma raczej z czym dyskutować, moja przyjaciółka lubi nawet czasem się z tego zaśmiać (życzliwie oczywiście). big_smile Co dziwne, sporo osób może nawet nie zdawać sobie z tego sprawy, bo paradoksalnie jestem osobą otwartą, ciepłą, wrażliwą i uwielbiam ludzi słuchać, o jakichś problemach też potrafię opowiedzieć. Sęk w tym, że największe smutki, najczarniejsze myśli zostają zawsze we mnie. Obawiam się, że dostałam to w spadku po tacie, jednak staram się nad sobą pracować, przełamywać się, więc nie ma nawet porównania.

A teraz o moim tacie. Przykład osoby niedostępnej emocjonalnie w stopniu SKRAJNYM. W pewnym sensie go znam i potrafię przewidzieć, jak zachowa się w danej sytuacji, ale jeśli chodzi o jego uczucia, emocje... to wie tylko on. Naprawdę, to jest człowiek, którego nikt nie zna. Zastanawia mnie czasem co siedzi w jego głowie. Przede wszystkim zaś zastanawia mnie, czy nie okazuje emocji, bo po prostu nie jest zbyt emocjonalny, czy też tych emocji jest mnóstwo i czasem nawet nieświadomie sprawiam mu przykrość (wychodząc z założenia, że ma dystans i raczej zapomni za 5 minut). Myślę, że jest bardzo skoncentrowany na sobie, jednak nie mam tu na myśli rzeczy typu ubiór, jego korzyści itp., tylko bardziej jego "życie wewnętrzne". Ciekawy przypadek. wink

Odpowiadając na ostatnie pytanie. Tak, kocham osobę niedostępną emocjonalnie (może nie do końca w taki sposób, jak został skierowany artykuł, ale miłość to miłość smile). Ciężki kawałek chleba, tak naprawdę to nigdy nie usłyszałam "kocham Cię", "jesteś dla mnie ważna", żadnego przytulenia też sobie nie przypominam, może jak byłam bobasem. tongue Przyzwyczaiłam się do tego, dla mnie to normalne. Natomiast nigdy nie zdecydowałabym się na związek z taką chłodnią emocjonalną.

Musi być wzajemne zainteresowanie uczuciami, przeżyciami, pragnieniami drugiej strony, jej planami na przyszłość. Jeżeli ktoś tego nie umie, jego oferta miłosna jest bardzo słaba. Może obudzić zainteresowanie, ale prędzej czy później jego partner doświadczy pustki. Poczuje, jakby się ciągle odbijał od ściany. Sam fakt, że kogoś kochamy, nie przesądza, że się do siebie zbliżamy, że coś z siebie dajemy.

Właśnie - wzajemne. Rozpatrując cały czas dwa przypadki - mnie i tatę tongue. Mój tata nie potrafi ani interesować się pragnieniami drugiej osoby, ani opowiadać o swoich pragnieniach. Ja - bardzo lubię słuchać i zadawać pytania, interesuje mnie to. smile A jeżeli chodzi o mówienie o swoich potrzebach, "namiętnościach" - połowicznie. Suche fakty typu pasje, planowane wyjazdy, rzeczy, które ogólnie mnie interesują - bez problemu. Gorzej ze sferą emocjonalną. wink

3

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Ja jestem dość chłodną osobą , ciężko mi wyrażać uczucia. Z biegiem czasu więcej potrafię o nich mówić, ale ciężko mi było powiedzieć do partnera , że go kocham.. Przytulanie się na dzień dobry czy na do widzenia .. nie byłam tego w domu rodzinnym nauczona...

Ciężko mi się przytulać do przyjaciółki..

Facet często o tym ze mną rozmawiał i w sumie akceptował..
To bardzo ciężkie.. bo chce tego a nie potrafię tego pokazać.. coś w środku blokuje.

4

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Punkt 1 i 2 jest o mnie. I to mnie tak irytuje. Do tego kompleksy... Czasem myśle ze nigdy nie poczuje takiej prawdziwej miłośći. Tak samo jak daenerys7 otwieram sie dopiero po jakimś czasie.

5

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Teraz nawet nie wiem jak bym się zakwalifikowała. Kiedyś byłam modelowym przykładem niedostępności emocjonalnej. A teraz chyba trudno byłoby mnie tak określić, bo partnerowi rzeczywiście mówię o każdej pesymistycznej lub głupiej myśli, która mi przyjdzie do głowy. Nie muszę się niczego wstydzić. Ale całej reszcie ludzi nie mówię praktycznie niczego osobistego (to też zależy, co jest dla kogo osobiste). Kiedy mam jakiś problem - nawet błahy - nie umiem powiedzieć o nim np. rodzicom, gdy zapytają wprost. Czasami zdarza mi się wręcz skłamać. To jest w sumie jeden z dwóch przypadków, kiedy zdarza mi się skłamać. Nawet nie zdążę pomyśleć, co robię, to jest odruch.

Tak ogólnie wydaje mi się, że współcześnie jest bardzo dużo ludzi niedostępnych emocjonalnie - choć ta niedostępność oczywiście się stopniuje. Większość ludzi żyje we własnym świecie, a jakie są budowane przez nich związki, to każdy widzi. Niby wszyscy marzą o tej miłości, ale czy tak naprawdę potrafią otworzyć się na ludzi? Tak szczerze? Wydaje mi się, że to zainteresowanie drugą osobą jest często powierzchowne, chociaż nazywamy to pięknie miłością, która później się wypala.

6

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

O ile nie mam problemu ze zwykłą otwartością, czyli na przykład spontanicznością w kontaktach z innymi ludźmi, co przejawia się tym, że potrafię zupełnie obcej kobiecie na ulicy powiedzieć, że ma piękny kolor włosów, a w poczekalni u lekarza urządzić sobie swobodną pogawędkę, o tyle w zwierzaniu się jestem bardzo ostrożna. Musi upłynąć dużo wody w rzece, abym potrafiła komuś w pełni zaufać. Prawdę mówiąc w tej kwestii nie jestem typową kobietą, która lubi swoje problemy przegadywać, roztrząsać, radzić się pięciu przyjaciółek i faceta, bo jestem bardziej typem zadaniowca, który zamyka się sam ze sobą i swoimi myślami, a jak już znajdzie rozwiązanie, to działa.
Za to o uczuciach, emocjach, wewnętrznych przemyśleniach mówię bardzo chętnie, ale pod jednym, zasadniczym warunkiem - że ktoś mnie rozumie. Mówienie dla samego mówienia zwyczajnie mnie nie interesuje.

Za to zawsze przyciągałam osoby, które zwracały się do mnie ze swoimi problemami. W którymś momencie nawet zdałam sobie sprawę, że jest to moim przekleństwem, a jest nim, bo ludzie lubią nadużywać czyjejś dobrej woli i płynącej z serca życzliwości. W końcu musiałam to mocno ograniczyć.

cslady napisał/a:

A może mimo wszystko kochacie osobę niedostępną emocjonalnie?

Tak, kocham taką osobę, jest nią mój mąż. Co prawda chyba nie do końca wpisuje się w definicję osoby niedostępnej emocjonalnie, bo nie ma problemu z okazywaniem czułości i sam jej wyraźnie potrzebuje, ale rozmowa o własnych emocjach, głośne werbalizowanie tego, co w danym momencie czuje, to coś mu obcego. Nauczyłam się te wszystkie stany rozpoznawać i wiem, że taki po prostu jest, dlatego też nie naciskam, tym bardziej, że kiedy pojawiają się problemy, to potrafimy o nich konstruktywnie rozmawiać. Niemniej nie ukrywam, że czasem mi tych intymnych rozmów, których inicjatorem byłby mąż, po prostu brakuje. Na szczęście od czasu do czasu przynajmniej pozwala mi się w nie wciągać.

7 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-06-09 10:59:59)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Punkt 2.
Moja Mama chyba zrobiła mi nieświadomie krzywdę, wbijając mi do głowy szereg zachowań niegodnych mężczyzny w kontaktach z kobietami, których powinienem się wystrzegać (tych zachowań, oczywiście.:).
Zauważyłem, że świadomość tego paraliżowała mnie za każdym razem, gdy zainteresowałem się, jako nastolatek, jakąś dziewczyną.
Na szczęście, gwałtowne i niesamowite zauroczenie, miłość i późniejsze mniej pożądane przeżycia w związku z tą samą kobietą, wyleczyły mnie z nadmiernej, pogardzanej w wielu wypadkach uprzejmości, galanterii rodem z "Kodeksu honorowego" Boziewicza i tzw. bezinteresownego poświęcenia.
Zacząłem walczyć o swoje. I tak jest do dzisiaj.
Tylko, czy jestem jeszcze sobą, czy raczej ubieram się ciągle w piórka rajskiego ptaka, bo tak nakazuje doświadczenie i pamięć tamtych porażek?

8

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Nie jestem osobą niedostępną emocjonalnie, jak w opisie z Pani. Bardzo łatwo nawiązuję znajomości, wysłuchuję innych ludzi, prawię im komplementy- przychodzi mi to naturalnie. Z drugiej strony jednak, sama nie jestem wylewna, nie dzielę się swoimi problemami, nie mam potrzeby "wygadania się", co denerwuje mojego faceta, jak i byłych partnerów, bo cytując: "nigdy nie wiem co ty tam sobie myślisz".

9

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

To ja mam podobnie. Mimo, że pod te trzy punkty nie podlegam, to wydaje mi się, że jestem chłodny emocjonalnie w stosunku do większości osób. Jestem po prostu niewylewny. Mogę z ludźmi gadać godzinami, spotykać się z nimi, dobrze bawić, ale też mocno bronię mojej prywatności nie zwierzam się pierwszej napotkanej mi osobie, ani się specjalnie z nikim nie spoufalam poza koleżeńskimi wygłupami. Dlaczego czasem narzekają, że taki chłodny jestem i czasami zbyt służbowy. Trudno. Dla rodziny, przyjaciela i żony taki nie jestem.
Natomiast co do samego tematu. Nie wiem czy też tak macie, ale np. czasami jak przychodzą do mnie ludzie w jakiejś sprawie i już przekroczą próg to w stosunku do niektórych od razu odczuwam "przyjacielskość" dobre nastawienie, a niektórzy od razu wywołują negatywne emocje. Nawet zanim zdążą się odezwać. I taka rozmowa potem ciągnie mi się niemiłosiernie i ciężko się ją prowadzi. Trudno mi określić dlaczego tak jest, ale zdarza mi się to często.

10

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
M?rtainn napisał/a:

Nie wiem czy też tak macie, ale np. czasami jak przychodzą do mnie ludzie w jakiejś sprawie i już przekroczą próg to w stosunku do niektórych od razu odczuwam "przyjacielskość" dobre nastawienie, a niektórzy od razu wywołują negatywne emocje. Nawet zanim zdążą się odezwać. I taka rozmowa potem ciągnie mi się niemiłosiernie i ciężko się ją prowadzi. Trudno mi określić dlaczego tak jest, ale zdarza mi się to często.

Też tak mam, i jestem w stanie od razu powiedzieć dlaczego ktoś we mnie wzbudza negatywne uczucia. Otóż nie lubię marud. W momencie, kiedy z czyiś ust wydobywa się wyłącznie litania jojczenia na własny temat, to mnie zaczynają się zamykać uszy. Nie chodzi o to, że nie lubię pomagać komuś w kłopotach, wręcz przeciwnie, to bardzo satysfakcjonujące dojść do jakiś konstruktywnych rozwiązań, pocieszyć kogoś, że jest wyjście z jego problemu. Tu bardziej kaman o takich ludzi, którzy wyłącznie chcą niepodzielnej uwagi, skoncentrowanej na nich samych- takie wieczne sierotki marysie.

11 Ostatnio edytowany przez Otis (2015-06-09 12:20:48)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Wg mnie osoba niedostępna emocjonalnie to nie jest jakaś nieśmiała, wycofana dziewczyna. Taka osoba jest po prostu skrajnie nieśmiała. Osoba emocjonalnie niedostępna to ktoś, kto ma ściśle wytyczoną granicę, której nikt i nigdy nie przekroczy.

Mam bliskiego znajomego, nazwijmy go Andrzej, który jest doskonałym biznesmenem, człowiekiem niezwykłej dziś kultury, życzliwym i towarzyskim. Pierwsze małżeństwo mu się rozleciało, teraz rozpada się drugie. Nie z powodu zdrady czy jakiś fanaberii. Powodem jest mechaniczny system, który narzucił sobie na relacje z innymi (w tym na rodzinę). To człowiek, który pod egidą racjonalnego postępowania, mechanicznie wyznacza czas i formę kontaktów z innymi ludźmi, także najbliższymi. I choć w pierwszym (a nawet drugim) przybliżeniu wszystko jest OK, przecież facet zasuwa od świtu do nocy, kilka firm, masa obowiązków, do tego zawsze znajduje czas dla innych ? to po kilku latach obserwacji można dostrzec pewien wzorzec: nikt nie może przekroczyć pewnej granicy życzliwości, pewnego stopnia zażyłości. I ? uwaga ? nie boi się wchodzić w związki, co oba jego małżeństwa dobitnie pokazują.
Andrzej ufa swoim odczuciom. Wie jak z ludźmi postępować, nie waha się, nie myśli co wypada. Paradoksalnie to, że jest biznesmenem pomaga mu utrzymać tę jego niedostępność w racjonalnym opakowaniu: jako szef, przedsiębiorca, biznesmen ? ludzi musi traktować z rezerwą, a najbliżsi muszą zrozumieć tę jego rolę i wynikający z niej brak czasu.

Nie wiem jaka jest tego geneza. Z wielu rozmów przy piwie wyniosłem, że powodem może być identyczne zachowanie jego ojca; obecność fizyczna, ale nie emocjonalna, w życiu swojej rodziny.

Taka jest moja definicja emocjonalnej niedostępności. Osoby nieśmiałe nie mają ściśle wytyczonych granic, są jedynie mocno nieufne. Oczekują, że ktoś jednak rękę do nich wyciągnie, ktoś odpowiedni się w końcu znajdzie. Osoba emocjonalnie niedostępna programowo taką okoliczność wyklucza. Jest racjonalna w każdym aspekcie, przede wszystkim w sferze emocjonalnej. Dzięki temu może utrzymać - we własnym mniemaniu pożądany - zdrowy dystans do emocji i własnych uczuć.

12

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Otis napisał/a:

To człowiek, który pod egidą racjonalnego postępowania, mechanicznie wyznacza czas i formę kontaktów z innymi ludźmi, także najbliższymi.

Możesz to rozwinąć? To stwierdzenie wydało mi się bardzo ciekawe, ale nie jestem pewna czy do końca właściwie je odebrałam.

13

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
M?rtainn napisał/a:

Natomiast co do samego tematu. Nie wiem czy też tak macie, ale np. czasami jak przychodzą do mnie ludzie w jakiejś sprawie i już przekroczą próg to w stosunku do niektórych od razu odczuwam "przyjacielskość" dobre nastawienie, a niektórzy od razu wywołują negatywne emocje. Nawet zanim zdążą się odezwać. I taka rozmowa potem ciągnie mi się niemiłosiernie i ciężko się ją prowadzi. Trudno mi określić dlaczego tak jest, ale zdarza mi się to często.

Moim zdaniem, takie negatywne pierwsze wrażenie wywołują ludzie, którzy są niepewni siebie i swojej wartości. Są jak jeże zwinięte w kulkę smile Potem w trakcie rozmowy trudno jest zburzyć taki zbudowany na początku mur, ale nieraz się udaje.
I przeciwnie, ludzie którzy są wyluzowani i uśmiechnięci, wywołują stan pozytywnego nastawienia u drugiej strony.

14 Ostatnio edytowany przez czasymira (2015-06-09 12:44:40)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Bardzo ciekawy temat i ja również się nad nim zastanawiam. Zastanówmy się co zespala dwoje ludzi, co sprawia że się zbliżają do siebie ale też, zauważmy lęki, które powodują dystans. Są ludzi, którzy boją się ograniczeń w związku: przynależności, odpowiedzialności za drugą osobę, porównań..Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości, to moim zdaniem ludzie bardzo nieszczęśliwi, albo zadowoleni, że dokonali takiego wyboru..Czy ksiądz musi wzbudzać miłość w innych ? Czy zakonnica musi ? Czy ktoś, kto lubi samotność i nie lubi ludzi, musi wzbudzać miłość innych ? Do czego nam są potrzebni inni ludzie? Samotność jest straszna, to wie każdy z nas....ale też nie można wiązać się na siłę..Każdy też ma jakąś inną przestrzeń intymności, inne zasady etyczne, inne wychowanie, inną religię...Jak trudno jest to połączyć, wie w pewnym sensie każdy z nas. W naszej kulturze są zasady społeczne, aby wiązać się w pary...w parze łatwiej jest żyć, para to podstawowa komórka społeczna, to rdzeń rodziny..ale jak autorka wspomniała w tytule są ludzi , którzy nie potrafią żyć w parach...wobec tego jak mają żyć ? w stadzie ? w grupie ? czy w zupełnym odosobnieniu ? Zgodzę się, że ludzie zbyt skupieni na sobie, zalęknieni, są mniej dostępni...może po prostu trzeba najpierw na nowo pokochać siebie, żeby ktoś inny mógł Cię pokochać i zaakceptować, takim jakim jesteś.

15

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
M?rtainn napisał/a:

Nie wiem czy też tak macie, ale np. czasami jak przychodzą do mnie ludzie w jakiejś sprawie i już przekroczą próg to w stosunku do niektórych od razu odczuwam "przyjacielskość" dobre nastawienie, a niektórzy od razu wywołują negatywne emocje. Nawet zanim zdążą się odezwać. I taka rozmowa potem ciągnie mi się niemiłosiernie i ciężko się ją prowadzi. Trudno mi określić dlaczego tak jest, ale zdarza mi się to często.

Ogólnie tak, ale zdarza mi się tutaj mylić. Np. jeśli optymistyczna i ciepła osoba danego dnia ma bardzo zły nastrój i ja ją wtedy widzę po raz pierwszy, to odbiorę ją jako mało przyjemnego mruka. Takie pierwsze wrażenie często było zwodnicze w moim przypadku, dlatego wyrabiam sobie jakąś wstępną opinię dopiero po 2-3 spotkaniu, a za tym pierwszym razem staram się mieć otwarty umysł. Tak swoją drogą to jestem ciekawa jak mnie odbierają obcy ludzie, bo spotykam się z diametralnie różnymi opiniami.

16

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Ja raczej spotykam się z jedną opinią:) Niestety.... bo wszyscy przychodzą do mnie zanim iść tam gdzie trzeba:P:P:P

17

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Ja znam trochę ciepłych i sympatycznych osób, ale nie wszystkie odbieram jako otwarte. Nie wiem dlaczego, taki instynkt/intuicja. Zawsze wydaje mi się, że to ich maska, a wewnątrz tak naprawdę nie wiadomo co się dzieje.

18

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
cslady napisał/a:

Tak swoją drogą to jestem ciekawa jak mnie odbierają obcy ludzie, bo spotykam się z diametralnie różnymi opiniami.

Ja podobnie. Bardzo w pamięci utkwiła mi sytuacja, kiedy wróciłam do pracy po urlopie, weszłam i stwierdziłam, że w międzyczasie pojawiły się dwie nowe osoby. Po jakimś czasie jedna z nich powiedziała, że wówczas wydałam jej się niedostępna i wyniosła, ale teraz widzi, że było to bardzo mylne wrażenie. Druga z nich, zresztą wyraźnie zaskoczona, od razu się wtrąciła, mówiąc, że było wręcz przeciwnie, bo przecież byłam bardzo pomocna (byłam ich przełożoną), serdeczna i uśmiechnięta. Dokładnie ta sama sytuacja, to samo miejsce i ten sam dzień, a odczucia zupełnie inne.

19

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
cslady napisał/a:

Ja znam trochę ciepłych i sympatycznych osób, ale nie wszystkie odbieram jako otwarte. Nie wiem dlaczego, taki instynkt/intuicja. Zawsze wydaje mi się, że to ich maska, a wewnątrz tak naprawdę nie wiadomo co się dzieje.

Bo chyba można być ciepłym, sympatycznym i zamkniętym. Chyba jedno nie wyklucza drugiego.

20 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-06-09 13:30:27)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
tes_sa10 napisał/a:

Bo chyba można być ciepłym, sympatycznym i zamkniętym. Chyba jedno nie wyklucza drugiego.

Tak, masz rację.

Olinko, u mnie jest podobnie. Znajomi mówią mi, że kiedy po raz pierwszy mnie zobaczyli, to wzięli mnie za wyniosłą. Tutaj są dość zgodni. Ale w takim razie nie rozumiem tego fenomenu zaczepiania mnie przez obcych ludzi. Gdybym była wyniosła, to chyba strach do mnie podejść?:D Moja przyjaciółka dziś się ze mnie śmiała, bo w tym tygodniu (czyli w sumie od wczoraj) zaczepiło mnie łącznie 9 osób.  Stwierdziła, że nigdy by w to nie uwierzyła, gdyby sama tego nie widziała. Oczywiście zwykle to są jakieś konkretne zaczepki, np. pytanie o godzinę, jak gdzieś dojść, jak dojechać, gdzie jest najbliższa cukiernia itp. Zabawne jest jednak to, że dookoła mnie jest zawsze masa ludzi, więc jeśli faktycznie sprawiam wrażenie wyniosłej, to czemu nie zapytać kogoś pierwszego z brzegu? big_smile Zawsze mnie ciekawiło, co sprawia, że podchodzi się do konkretnej osoby i czy to rzeczywiście przypadek (tzn. pierwsza lepsza osoba), czy jednak ludzie kierują się tym pierwszym wrażeniem. Fascynuje mnie jeszcze jedna rzecz. Ci pytający o różne rzeczy ludzie wchodzą beztrosko w moją przestrzeń osobistą. Zawsze podchodzą bardzo blisko, pochylają się w moją stronę, często kładą rękę na ramieniu, gdy zadają pytanie. To chyba dość nietypowe, a może to ja jestem spaczona, bo nie lubię tak bliskiego kontaktu. Fakt, że trwa on tylko kilka sekund (czas zadania pytania), ale dziwi mnie to. Oczywiście nie chodzi mi tu o mężczyzn, tylko ogólnie.

21

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Raczej wrażenie:) Ja jak się kogoś chcę zapytać w obcym mieście to świadomie wybieram osoby na pierwszy rzut oka sprawiające pozytywne wrażenie:)

22 Ostatnio edytowany przez Otis (2015-06-09 14:00:31)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Olinka napisał/a:
Otis napisał/a:

To człowiek, który pod egidą racjonalnego postępowania, mechanicznie wyznacza czas i formę kontaktów z innymi ludźmi, także najbliższymi.

Możesz to rozwinąć? To stwierdzenie wydało mi się bardzo ciekawe, ale nie jestem pewna czy do końca właściwie je odebrałam.

Oczywiście organizacja czasu to dla Andrzeja podstawa bytowania. Zna dokładnie swój plan, ale także, wspólnie z zainteresowanymi - ustala plan zajęć swoich najbliższych (takie prozaiczne rzeczy, jak dziecko w te dni to, a żona w te to, a w inne dni tamto), wszyscy są w jakiś sposób zagospodarowani, wszystko pracuje jak w zegarku. Dodam, że jego żona zawodowo jest czynna - jest lekarzem.

Na pierwszy rzut oka wszystko jest jak należy ? zamożni ludzie, którzy raz ? pracowici, dwa - korzystają z pieniędzy i życia. Na dłuższą metę widać co innego ? sposób na utrzymanie zdystansowanych relacji; ?niech matka z dzieckiem korzystają, niech mają wszystko, jak czegoś im potrzeba ? proszę bardzo, tylko niech nie marudzą, że mnie przy nich nie ma, niech nie karzą mi w to wchodzić?. Wiele było sytuacji, które na to wskazywały ? rodzinne wyjazdy na wakacje to dla Andrzeja wyzwanie, zawsze jest spięty, rzadko kiedy ma to coś wspólnego z kwestiami zawodowymi. Potrafi zirytować się na telefon od żony z komunikatem ?wróciłam wcześniej do domu, jestem sama a potrzebuję twojej pomocy?. Andrzej słowo ?sama? potrafi po zakończonej rozmowie powtórzyć kilka razy ?jaka sama, jaka sama, ma wszystko na wyciągnięcie ręki?. Ze względu na jego sporą kulturę osobistą trudno nazwać to wybuchami. Ale widać, że ?sama - z tobą? dotyka czegoś w ważnego w Andrzeju. Spotkania ?przy piwie? to kolejny motyw. Zawsze jest na nie otwarty i jednocześnie zawsze wyczuwa się jego pewien wewnętrzny opór. Charakterystyczne jest to, że sam na bliskie spotkania nigdy nie nalega, rzuca jedynie ? ?wypadałoby się spotkać?. A po alkoholu trzyma taki sam dystans jak bez niego. I oczywiście nigdy nie nadużywa (ale kto nadużywa?).

Jest jeszcze jedna rzecz ? zawsze kiedy w bardziej bezpośredniej rozmowie jakiś temat zaczyna schodzić na sprawy osobiste, Andrzej zaczyna używać formy bezosobowej; ?powinno się?, ?mówi się?. Jakby chciał odwrócić uwagę od przedmiotu dyskusji, tutaj - emocji.

Dawno temu myślałem, że ten dystans, to część osobowości perfekcjonisty. Ale znam lepiej prosperujących ludzi, którzy choć są perfekcjonistami, to w relacjach bezpośrednich są bardzo ludzcy. Dzisiaj uznaję, że to raczej perfekcjonizm jest dla niedostępności emocjonalnej przykrywką niż vice versa.

23

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Na początku chcę podziękować autorce - cslady super temat, można spojrzeć na siebie trochę z boku.

Co do tematu, ja jestem kompletną odwrotnością, bardzo łatwo mi nawiązać kontakt z ludźmi i łatwo mi ufają. Mam kumpele dziewczyny i kumpli facetów. I jedni i drudzy są od czego innego. Z facetami najlepiej bić w miasto, obalić flaszkę, obejrzeć mecz albo pogadać o "du*ie Maryni". Natomiast nigdy nie przyszło mi do głowy zwierzać się drugiemu facetowi ze swoich problemów, czy to w rodzinie czy w związku. Dziewczyny są w tym temacie po prostu bardziej empatyczne. Jednak macie racje, parę razy trafiłem na tę granicę - tyle i już dalej nie. Nie można tego ominąć, nie można tego przeskoczyć, nie można tego pchać na siłę, bo po prostu zaczyna się strach i ucieczka z drugiej strony. To chyba zależy od danego człowieka, ale nie wiem co na to wpływa. Dom? Środowisko? Jakieś zranienia? Może wszystko razem.

24 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-06-09 14:06:27)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Otis, a ten Twój znajomy zawsze taki był? Czy dopiero praca go zmieniła? Zauważyłam, że takie osoby na początku kariery potrafią być entuzjastyczne, mają świetne kontakty z ludźmi i są otwarte, ale potem z biegiem czasu rodzi się w nich dystans mniej lub bardziej wyczuwalny. Ciężko byłoby mi żyć z takim człowiekiem, pewnie nie byłabym szczęśliwa. Oczywiście nie kwestionuję jego wiadomych zalet, ale chodzi mi o ten pewny stopień zamknięcia. Sądzę, że w zdrowym związku powinny bywać chociaż takie dni lub nawet godziny, gdy odrzuca się myśli o pracy, nie odbiera telefonów i skupia się tak naprawdę na tej drugiej osobie. Ale to tylko moje zdanie i moje potrzeby, bo wiem, że nie wszyscy tak mają.

25

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Otis, przypuszczam, że życie z takim facetem musi być strasznie ciężkie. Są pieniądze, możliwości, ale nie ma w tym wszystkim luzu, brakuje choć odrobiny elastyczności, każdy dzień musi być pod linijkę, zorganizowany do bólu. Można się w końcu udusić. Z jednej strony to daje poczucie panowania nad sytuacją, a z drugiej powstaje emocjonalna pustka. Facet jest przez cały czas spięty, bo czuje, że zarówno sytuacja, jak i on sam musi być pod nieustanną kontrolą.
Mnie to wygląda na perfekcjonizm połączony z pracoholizmem, co oczywiście może być przykrywką dla emocjonalnej niedostępności.

Nie wiem czy przypadkiem nie występuje tutaj równoczesna potrzeba bycia docenionym za to, co się robi dla innych, stąd komentarze w stylu "jaka sama, jaka sama, ma wszystko na wyciągnięcie ręki?. Niemniej brak tu umiejętności zauważenia rzeczywistych potrzeb drugiego człowieka, co grozi wpadaniem w pułapkę uszczęśliwiania na siłę. W końcu pieniądze to nie wszystko, czego oczekuje się od partnera.

Swoją drogą to bardzo ciekawy przykład, dlatego pzowoliłam sobie pociągnąć temat.

26

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Podpunkty 1,2 i 3 opisują mnie, a mimo to wzbudzam miłość. Chyba.

27

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
cslady napisał/a:

1) Sparaliżowane lękiem, które ciągle martwią się, że coś zrobią nie tak. Są skupione na własnym strachu, nie potrafią nawiązać bliskiej więzi z drugim człowiekiem.
2) Takie, które ciągle myślą co wypada, co powinno się zrobić, czego nie wolno robić itp.
3) Skupione na przeszłości (tutaj zaliczają się też ludzie nadmiernie związani ze swoją rodziną, np. maminsynkowie).

Gdyby tak było, to co 10 osoba byłaby samotna.
Ja wręcz bardzo cenię sobie dystans, opanowanie i kontrolowanie sytuacji. Tylko wtedy jak mam wszystko ,,pod kontrolą'' i jest zachowany odpowiedni dystans. Mogę być w związku szczęśliwa.
Z facetem otwartym uczuciowym, ciepłym, dobrym, rodzinnym bym była mega nieszczęśliwa. Miłość, związek, małżeństwo jak najbardziej ale wszytko tylko na model tak zwanego ,,układu''. Twoje, Moje. Ja, Ty. Taka nadmierna bliskość mnie zasmuca, przytłacza, onieśmiela i unieszczęśliwia.

28

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
cslady napisał/a:

Otis, a ten Twój znajomy zawsze taki był? Czy dopiero praca go zmieniła? Zauważyłam, że takie osoby na początku kariery potrafią być entuzjastyczne, mają świetne kontakty z ludźmi i są otwarte, ale potem z biegiem czasu rodzi się w nich dystans mniej lub bardziej wyczuwalny. Ciężko byłoby mi żyć z takim człowiekiem, pewnie nie byłabym szczęśliwa. Oczywiście nie kwestionuję jego wiadomych zalet, ale chodzi mi o ten pewny stopień zamknięcia. Sądzę, że w zdrowym związku powinny bywać chociaż takie dni lub nawet godziny, gdy odrzuca się myśli o pracy, nie odbiera telefonów i skupia się tak naprawdę na tej drugiej osobie. Ale to tylko moje zdanie i moje potrzeby, bo wiem, że nie wszyscy tak mają.

Nie znam go ?od zarania?. Znam go 10 lat, pomagałem mu budować jedno z jego przedsięwzięć. Zbliżyły nas kwestie zawodowe, poglądy i doświadczenia osobiste ? obaj w tym samym czasie się rozwodziliśmy. Wydaje mi się, że był taki odkąd pamiętam. Tak jak napisałem ? jest to jedyny taki przypadek spośród ludzi, których znam z takim lub wyższym statusem społecznym i zawodowym.

Sądzę, że praca nie może być przyczyną takich deficytów. W sytuacji jakiś problemów z samoakceptacją może być jedynie ich katalizatorem. Podobnie jak każda inna, znacząca międzyludzka relacja.

29 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-06-09 15:53:48)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Strach był kiedyś u mnie ale wyleczyłem się z tego reszta w ogóle do mnie nie pasuje, ja to ja i siebie akceptuję smile
Choć prawda co do meritum ja jestem osobą dość zamkniętą na ludzi spoza grona rodzina, żona(mam swoją granicę prywatności) choć udaję bardzo otwartego i zawsze miłego potrafię miło rozmawiać nawet z moherem ale jest to dość często złośliwe bo uruchamia mi się wtedy taki podświadomy mechanizm "uważaj to jest osoba głupsza" więc często kwituję (i nie tylko) rozmowę tak iż taka osoba myśli że ją poparłem a ja to zrobiłem ironicznie niestety przez to dwa razy wpadłem big_smile Raz miesiąc temu gdy stojący obok w średnim wieku mężczyzna zwrócił mi uwagę po dość przypadkowej rozmowie  moherkiem cytuję "nienawidzę taki inteligentnych obrzezanych (pudło big_smile) indywidualistów co potrafią dyskretnie wyśmiać prostą osobę która po prostu ufa Bogu" tak taka pobożna że sąsiadce życzy nieszczęścia...

30

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Olinka napisał/a:

Otis, przypuszczam, że życie z takim facetem musi być strasznie ciężkie. Są pieniądze, możliwości, ale nie ma w tym wszystkim luzu, brakuje choć odrobiny elastyczności, każdy dzień musi być pod linijkę, zorganizowany do bólu. Można się w końcu udusić. Z jednej strony to daje poczucie panowania nad sytuacją, a z drugiej powstaje emocjonalna pustka.(...)

Zdaje się, że poprzedni jego związek się własnie ?udusił?. Cholernie trudne jest wymanewrowanie siebie z tego rodzaju życiowej klęski. Ja preferuję zasadę ?żony, którą leje facet? ? to moja wina mówię. Niestety Andrzej ma tak samo. W moim przypadku poskutkowało to zmianą nastawienia do swoich partnerek. W jego ? w stronę jeszcze większej kontroli. Bo przecież coś musiał  przeoczyć. On to czuje, wie to. Ale przypomina to raczej ?jak się teraz zawezmę, to mi wyjdzie?. Ciągle coś mu jednak zasadniczego umyka. Tak sądzę.

Olinka napisał/a:

Nie wiem czy przypadkiem nie występuje tutaj równoczesna potrzeba bycia docenionym za to, co się robi dla innych, stąd komentarze w stylu "jaka sama, jaka sama, ma wszystko na wyciągnięcie ręki?. Niemniej brak tu umiejętności zauważenia rzeczywistych potrzeb drugiego człowieka, co grozi wpadaniem w pułapkę uszczęśliwiania na siłę. W końcu pieniądze to nie wszystko, czego oczekuje się od partnera.
Swoją drogą to bardzo ciekawy przykład, dlatego pzowoliłam sobie pociągnąć temat.

Wg mnie to jest przykrywka.?Dam z siebie więcej? oznacza tutaj ? ?będę we własnym odczuciu w porządku, a jeśli innym to nie wystarcza, to niech pokażą kto ma tak dobrze, jak wy ze mną?. Coraz ładniejsze opakowanie, coraz większe pudełko, coraz piękniejsza kokardka. A w środku nadal mało.

Przykład jest nietrywialny, łatwo Andrzeja posądzić o cynizm i wyrachowanie. W dodatku Andrzej jest bardzo przystojnym facetem. Kobieta dostaje kogoś w kim łatwo się zakochać, ale kogo nieporównywalnie trudniej jest później kochać. To różnica między nieśmiałością a emocjonalną niedostępnością.

31 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-06-09 15:57:01)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Otis o co ci chodzi z tą zasadą ?żony, którą leje facet? ?

32

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Syndrom bitej przez męża żony - "on mnie kocha, to ja zrobiłam mu za słoną zupę, należało mi się, to moja wina"

33

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

zaryzykuje tu autorefleksje- jako singielka.

mysle sobie, ze ja potrzebuje czasu, zeby komus zaufac.(punkt3?)
musze kogos poznac z pozytywnej strony, i w tych cechach sie zakochuje.
i jest to proces dlugiej obserwacji faceta w roznych, zyciowych okolicznosciach.

niestety w praktyce, to nie dziala- albo pan wchodzi w przyjazn, albo uznaje mnie za zimna/cyniczna, (bo brak chemii, motylkow u mnie)
albo znajduje "szybsza milosc"- jakos ja nie potrafie zakochac sie od 1,2,3 wejrzenia....

34

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Otis napisał/a:

Sądzę, że praca nie może być przyczyną takich deficytów. W sytuacji jakiś problemów z samoakceptacją może być jedynie ich katalizatorem. Podobnie jak każda inna, znacząca międzyludzka relacja.

Nie wiem jaki jest przypadek Twojego znajomego, ale tak ogólnie potrafię sobie wyobrazić, że praca i pieniądze psują relacje z ludźmi. Kiedy prowadzi się kilka firm, to w pracy są pożądane zachowania, które miałyby złe skutki w bliskich relacjach z ludźmi. Kilka miesięcy temu czytałam badania jakichś naukowców przeprowadzone na grupie zamożnych biznesmenów, prowadzących własne firmy. Okazało się, że te osoby nabyły pożądane w swoim zawodzie zachowania takie jak większa bezwzględność, mniejsza empatia itp. Nie twierdzę, że to prawda, ale rzeczywiście umiem sobie wyobrazić taką zależność. Trudno być zupełnie inną osobą w pracy, a po przestąpieniu progu zmieniać się o 180 stopni. A że praca zmienia ludzi to raczej banał, bo w końcu jest ważną częścią naszego życia, więc ma na nas duży wpływ.

35 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-06-09 21:38:02)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Myślę, że dużo ludzi jest niedostępnych emocjonalnie, owszem, mniej lub bardziej, ale wielu. Niektórzy właśnie nie są nauczeni jak okazywać uczucia, widzieli np rodziców, którzy są wobec siebie chłodni i potem sami mają z tym problem. Tak chyba bywa naprawdę dosyć często, jak czytam, słyszę o tym. Sama czasem też w takich trudnych sytuacjach mam problem, żeby zwierzyć się, nawet przyjaciółce faktycznie też. No, ale staram się to przełamywać. Oczywiście jest mi ona bardzo bliska, ufam jej, ta blokada nie dotyczy jej. To jest po prostu jakaś blokada, co widzę, że chyba wielu ludzi ma. Ciężko chyba nawet wytłumaczyć dlaczego ona jest. Może po prostu jakiś lęk, no ciężko to wyjaśnić. Racjonalnego wytłumaczenia chyba nie umiem znaleźć.

U mnie mama jest raczej otwarta, tata zamknięty w sobie i w sumie mam podobny do taty charakter, z tym, że jednak trochę bardziej otwarta i tak jestem, no i więcej mówię ogólnie. Niemniej z mówieniem o problemach owszem też mam problem. A jak ludzie mają problem przytulić, powiedzieć "Kocham Cię" to też właśnie pewnie dlatego, że u siebie w domu tego nie widzieli. Akurat z tym mam mniejszy problem, rodzice sobie okazują uczucia, nie zawsze tak bardzo wprost, ale po prostu to widać. Chociaż owszem i bliskością np z przyjaciółką czasem miałam problem, ale to tak widocznie bywa. Z chłopakiem jak sam wyznał mi uczucia, to potem nie miałam dużego problemu mu sama wyznać, chociaż owszem, trochę jeszcze byłam zawstydzona, ale nie było źle. Mój facet chyba miał większy problem, bo tak naprawdę nie miał przede mną dziewczyny, tylko takie dziewczyny spotykał, z czego nic nie wychodziło, a w domu jego rodzice są właśnie dosyć chłodni, więc miał trudniej.

Niemniej teraz też mówi o uczuciach, czasem może trochę mniej ode mnie, ale i tak nieźle, poza tym okazuje w czynach, ja oczywiście też. Czasem też nie jest łatwo pewnie w pewnych sprawach ludziom pocieszyć, więc czasem nie wiem czy mówić nawet przyjaciółce, bo wiem, że tutaj ciężko coś konkretnego powiedzieć. Chociaż w sumie też to buduje bliskość, dlatego staram się. Można myślę budować relacje z kimś zamkniętym w sobie w jakimś stopniu, niedostępnym emocjonalnie, chociaż owszem czasem to jest trudniejsze. Ludzie też czasem nie mają przyjaciela, a nie chcą np zwierzyć się koleżance. A rodzicom czasem też nie chcą. Ja czasem zwierzam się rodzicom, tak jak właśnie chłopakowi, przyjaciółce, choć jak pisałam też miewam tu problemy. Dużo osób niepotrzebnie też wstydzi się swoich problemów, więc wolą anonimowo o coś zapytać na forum. Jeśli to im pomaga, to ok, chociaż oczywiście czasem i tak wskazane, by porozmawiali z kimś bliskim.

A i u mnie to, że czasem mam problem mówić o problemach, to w sumie nie jest związane z tym, że ciężko mam zaufać innym ludziom. Owszem, zostałam czasem zraniona, ale mimo tego generalnie wierzę w ludzi, nie skreślam nikogo od razu, bo były jakieś złe doświadczenia. Niemniej, ta blokada czasem po prostu jest, dlatego komuś ufam, a i tak miewam problem. Tak czasem chyba po prostu bywa. To oczywiście nie jest też tak, że ufam komuś od razu, ale nie potrzebuję na to w sumie lat. Chociaż to chyba zależy od sytuacji.

Na pewno, mimo że sama mam problem z mówieniem o problemach (choć jak piszę jest lepiej, staram się to zmieniać i chyba jakoś lepiej mi się to udaje czasem), to sama umiem chyba słuchać, doradzać. Pewnie też dlatego w życiu czasem pytają mnie o radę, a ja doradzam lub wysłucham, dam wsparcie, bo tu akurat umiem. To chyba coś na zasadzie, że komuś umie się doradzić, jest bliskość, a odwrotnie, jak się potrzebuje wsparcia, to jest problem o tym samemu powiedzieć. No, ale jak piszę staram się i jest coś zawsze lepiej. Tym bardziej to dobrze, bo dzięki temu nie dam się tak wykorzystywać, jakby ktoś szukał tylko pocieszycielki, a kiedyś może czasem tak było, że sama wtedy nie mówiłam o problemach, nie próbowałam chyba nawet, tak jak teraz co się staram, a inni zwierzali się, może czasem nie wyczuwałam granicy, gdzie ktoś może mnie wykorzystać. No, ale z czasem to zobaczyłam. Po prostu tutaj jestem empatyczna, lubię komuś pomóc. No, ale teraz widzę, że jak każdy też tego potrzebuję, nie jest dobrze to dusić w sobie, więc już staram się mówić o problemach i trochę lepiej mi to wychodzi. Myślę, że ludzi, którzy zawsze sobie sami poradzą i nie potrzebują wsparcia jest mało, ja też do nich nie należę, więc tego potrzebuję, tylko widocznie taka blokada czasem po prostu u mnie jest, tak jak i u innych czasem pewnie.

No i widzicie, macie rację, też uważam, że można być ciepłą, a też zamkniętą w sobie. Ja może nie bardzo zamknięta w sobie, ale jednak trochę jestem, mimo że ciepła jestem raczej. Lubię pomagać, w życiu, na forum też, doradzić. No i powoli jak pisałam staram się sama też prosić o radę, mówić o problemach zaufanym osobom, no bo zawsze to lepiej niż jak dusiłam to w sobie. A tę blokadę po prostu staram się forsować, nie jest to łatwe, ale powoli się da i może nigdy nie będzie się całkiem otwartym, bo może taka zmiana nie jest aż tak łatwa, ale zawsze jakieś efekty będą smile

36

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Ten tamat jest o mnie. Mam prawie 40 lat, mase znajomosci damsko-meskich za soba. To zawsze byly krotkotrwale relacje, czasem kilkutygodniowe, czasem kulkumiesieczne. Zawsze to ja bylam odrzucana.
Po prostu nadchodzi czas kiedy facet mi oznajmia, ze juz nie chce, albo, ze poznal kogos innego, albo znika. Na poczatku latwo wywieram pozytywne wrazenie. Jestem swobodna, wygadana, blyskotliwa i podobam sie mezczyznom. Jestem tez raczej towarzyska, choc od tego bywaja wyjatki. Tak jest na poczatku. Im dalej w las, ja czuje coraz bardziej jakby podloze ze stabilnego zmienilalo sie w lodowisko. Jesli kilkadziesiat razy w zyciu odrzucil Cie ktos, a dokladnie wszystkie wazne osoby w twoim zyciu, to oczekiwanie na kolejne odrzucenie masz po prostu w swoim dna.
Mysle, ze mezczyzni wlasnie nie potrafia mnie kochac. Dzieje sie tak bez ich winy.. i bez mojej.
Na pewno jestem niedostepna emocjonalnie. Sa ludzie, ktorym z premedytacja nawet nie patrze w oczy podczas rozmowy. Ten uciekajacy wzrok to moj zasiek, za ktorym sie chowam.
To pewnego rodzaju kalectwo, choc nie dotyczy ciala. Dlaczego tak mam? Na pewno przez bardzo trudne doswiadczenia z dziecinstwa. Mysle, ze to jest uleczalne ale trzeba miec szczescie i trafic na kogos kto zniesie te powierzchowna szorstkosc i dowiedzie swoja postawa, ze sa ludzie ktorym warto ufac, bo nie zawioda. Do tej pory slyszalam o tym tylko i nigdy tego nie doswiadczylam.

37

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Ja jestem niedostępna emocjonalnie, ale nie w taki sposób jak jest to opisane, ja jestem otwarta na innych w sensie że nie odpędzam ludzi, po prostu ja jako ja nie lubię się przed nikim otwierać i moich myśli i uczuć chyba nikt dobrze nie zna, trochę szkoda bo już miałam okazję zobaczyć jak niektórzy mnie przez to źle odbierają, natomiast nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem tego kogoś wink właściwie od wieku nastoletniego zawsze ten ktoś był, także wydaje mi się że niedostępność emocjonalna to mało trafne określenie.

38 Ostatnio edytowany przez Otis (2015-06-10 10:31:30)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
cslady napisał/a:

Nie wiem jaki jest przypadek Twojego znajomego, ale tak ogólnie potrafię sobie wyobrazić, że praca i pieniądze psują relacje z ludźmi. Kiedy prowadzi się kilka firm, to w pracy są pożądane zachowania, które miałyby złe skutki w bliskich relacjach z ludźmi. Kilka miesięcy temu czytałam badania jakichś naukowców przeprowadzone na grupie zamożnych biznesmenów, prowadzących własne firmy. Okazało się, że te osoby nabyły pożądane w swoim zawodzie zachowania takie jak większa bezwzględność, mniejsza empatia itp. Nie twierdzę, że to prawda, ale rzeczywiście umiem sobie wyobrazić taką zależność.

To się nazywa asertywność. Jest empatia, jest i wrażliwość, tylko decyzje i sposób ich komunikowania  bywają trudne i dla otoczenia niewygodne. Stąd poczucie bezwzględności. Sam ewoluowałem z człowieka, który przekonuje do człowieka, który komunikuje. Dorośli odbiorcy to akceptują. Młodsi mają z tym problem, za dużo emocji.

Osobiście wolę myśleć, że praca i pieniądze psują tych, którzy popsuci są z definicji. Znam przedsiębiorców, którzy ze względu na piastowane stanowiska i ogromną praktykę w pracy z ludźmi (która jak wiemy łatwa nie jest) są bardziej ludzcy w podejściu i rozumieniu niż ich marudzący pracownicy, paradoksalnie. Co oczywiście nie oznacza, że ci przedsiębiorcy głaszczą wszystkich po główkach i na wszystko się zgadzają.

cslady napisał/a:

Trudno być zupełnie inną osobą w pracy, a po przestąpieniu progu zmieniać się o 180 stopni. A że praca zmienia ludzi to raczej banał, bo w końcu jest ważną częścią naszego życia, więc ma na nas duży wpływ.

Praca i pieniądze mogą być przyczyną. Tak. Ludzie stają się mniej przystępni. Tak.
Ale to są stwierdzenia zamykające. Mówimy o osobach emocjonalnie niedostępnych. Nie potrafię ocenić, czy skala tego zjawiska plasuje je na półce z etykietą ?choroba społeczna?. I czy w związku z tym stwierdzeń tych (uogólnień) potrzebujemy. Skupiłbym się raczej na przypadkach szczególnych, w ten sposób szukał definicji. Temat jest bardzo ciekawy.

39

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Otis napisał/a:

Praca i pieniądze mogą być przyczyną. Tak. Ludzie stają się mniej przystępni. Tak.

To działa także w drugą stronę, przy czym nie mam na myśli tylko pracy. Naprawdę trudne przeżycia, które stają się naszym udziałem, paradoksalnie potrafią nas otwierać. Kiedy człowiek w końcu zaczyna dosięgać emocjonalnego dna, to często przychodzi taki moment, że zaczyna zdawać sobie sprawę, że sam już sobie z tym nie poradzi i wtedy powolutku, stopniowo uczy się prosić o pomoc, ale żeby poprosić, to trzeba o tym najpierw opowiedzieć. Niemniej najpierw musi to do niego dotrzeć, a potem jeszcze musi chcieć naprawdę o siebie zawalczyć.

40 Ostatnio edytowany przez ZrezygnowanaSky (2015-06-10 12:14:49)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
cslady napisał/a:

Rzeczywiście, niektórzy nie budzą w innych pragnienia bliskości, zaciekawienia, chęci zażyłości.

I nie chodzi tu o atrakcyjność - jest przecież mnóstwo przykładów na to, że osoby postrzegane jako mało atrakcyjne są kochane, mają udane związki.


Atrakcyjność powoduje po prostu, że jest się łatwiej zauważanym, więc ma się więcej propozycji (...). Osoby, które nie wzbudzają w innych chęci zbliżenia się do nich, są bardzo zajęte sobą. Niekoniecznie są egocentryczne, tylko tak skupione na swoich wewnętrznych sprawach, że zamykają się na kontakt z drugim człowiekiem.[/i]

Według niej, miłości nie wzbudzają osoby niedostępne emocjonalnie. Ta emocjonalna niedostępność w odniesieniu do różnych osób może różnie się przejawiać. Zwykle są to osoby:
1) Sparaliżowane lękiem, które ciągle martwią się, że coś zrobią nie tak. Są skupione na własnym strachu, nie potrafią nawiązać bliskiej więzi z drugim człowiekiem.
2) Takie, które ciągle myślą co wypada, co powinno się zrobić, czego nie wolno robić itp.
3) Skupione na przeszłości (tutaj zaliczają się też ludzie nadmiernie związani ze swoją rodziną, np. maminsynkowie).

Zgadza sie,ale sa jeszcze ludzie prosci ograniczeni,ktorzy  sadza  ze skoro  ON/ONA nikogo nie ma,to  znaczy ,ze  jest brzydki/brzydka,nikt  jej /jego nie chce,skoro samotne zycie prowadzi..A tu chodzi tak naprawde  o cos innego smile

41

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Mnie się wydaje, że ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać miłości, znaleźć miłości w życiu, to najczęściej osoby, które nic z siebie nie dają. Czy to przez kompleksy, lęki czy też nadmierny egocentryzm, zamykają się w sobie i nie potrafią tak naprawdę nawiązać relacji z drugim człowiekiem. Paradoksalnie mogą to być jednostki bardzo dramatyczne, emocjonalne, wcale niekoniecznie małomówne. Problem jednak polega na tym, że wszystkie ich uczucia i zainteresowanie są skierowane wyłącznie na nich samych, natomiast nic nie idzie w stronę drugiej osoby.

42

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Jeśli kogoś wypełniają zasady, zadania i cele, to nie ma przestrzeni, by interesować się uczuciami innych, budować więzi. Kontakt z taką osobą przypomina wizytę, podczas której pani domu bardzo się troszczy o nasze potrzeby, wciąż podaje, nakrywa, donosi, martwi się, czy wszystko dostaliśmy, czy spróbowaliśmy, czy mamy pełny kieliszek, czy nie ma brudnych naczyń na stole, ale nas nie dostrzega. Gdy ktoś nieustannie myśli, co powinien, co musi, co mu wolno, nie wchodzi z innymi w emocjonalny rezonans.

Tak właśnie widzę osoby przesadnie skupione na pracy i karierze, które robią to niby dla rodziny. Zgadzam się, że temat jest dość złożony. Psychoterapeutka zauważa również, że wśród osób kochanych krótko mogą być też osoby, które wydają się otwarte i dużo o sobie mówią, ale w tym mówieniu są tak naprawdę skupione na swoim wewnętrznym problemie. Czyli samo zwierzanie się ludziom nie znaczy, że ktoś jest otwarty na drugiego człowieka. Może go po prostu traktować jako tzw. emocjonalny tampon.

43

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
cslady napisał/a:

Psychoterapeutka zauważa również, że wśród osób kochanych krótko mogą być też osoby, które wydają się otwarte i dużo o sobie mówią, ale w tym mówieniu są tak naprawdę skupione na swoim wewnętrznym problemie. Czyli samo zwierzanie się ludziom nie znaczy, że ktoś jest otwarty na drugiego człowieka. Może go po prostu traktować jako tzw. emocjonalny tampon.

Sądzę, że takich osób jest całkiem dużo. Ja sama wielokrotnie miałam i wciąż mam do czynienia z ludźmi, którzy chętnie mówią o sobie, ale w drugą stronę to już niestety nie działa. Mało tego, odnoszę wrażenie, że wydaje im się, że na zakończenie wylewnego monologu lub długiej rozmowy, która skupia się na ich własnej osobie, końcowe, lakoniczne pytanie "no dobrze, a co u ciebie?" w pełni załatwia temat. Przy czym istotne jest, że odpowiedź zwykle już nie zostaje w skupieniu uwagi na mówiącym wysłuchana.

44 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-06-10 16:05:22)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Olinka napisał/a:

Sądzę, że takich osób jest całkiem dużo. Ja sama wielokrotnie miałam i wciąż mam do czynienia z ludźmi, którzy chętnie mówią o sobie, ale w drugą stronę to już niestety nie działa. Mało tego, odnoszę wrażenie, że wydaje im się, że na zakończenie wylewnego monologu lub długiej rozmowy, która skupia się na ich własnej osobie, końcowe, lakoniczne pytanie "no dobrze, a co u ciebie?" w pełni załatwia temat. Przy czym istotne jest, że odpowiedź zwykle już nie zostaje w skupieniu uwagi na mówiącym wysłuchana.

Zgadzam się, Olinko. Dlatego wcześniej napisałam, że jeśli przyjąć taką - dość szeroką - definicję emocjonalnej niedostępności, to tak naprawdę większość ludzi ma problem przynajmniej z jedną z tych rzeczy. Określenie "niekochani" jest dość niefortunne, bo takie osoby wchodzą w związki. Tylko pytanie na ile te związki są szczęśliwe i pełne tej miłości. Lepiej chyba pasuje tutaj określenie "kochani krótko". To, co napisałaś i tak jest szczytem dyplomacji (chodzi o pytanie "no dobrze, a co u ciebie?"). Często ludzie nawet o to się nie postarają, tylko po "wyrzuceniu" swoich problemów oświadczają, że nie mają czasu, muszą już wracać do domu, bo coś tam itp. Ja znałam sporo takich osób, ale nie daję się już wmanewrować w bycie emocjonalnym tamponem, szkoda czasu. Właściwie każdy podręcznik do komunikacji interpersonalnej podkreśla, że jako ludzie jesteśmy nastawieni na mówienie, a nie słuchanie. Często zdarza nam się "słuchać" tak, że w czasie, gdy druga osoba mówi, my odpływamy myślami, snujemy marzenia itp. Sądzę, że to też jeden z problemów współczesnych relacji z ludźmi. Wiadomo, że każdy ma prawo być zamyślony, bo ma swoje problemy, dużo pracy, kredyty itp. Ale to wszystko zawsze odbije się na kontaktach z najbliższymi.

45

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Osobiście uważam, że nie wszystkie osoby niedostępne emocjonalnie nie wzbudzają miłości. Czasami właśnie ta niedostępność powoduje w związku napięcie, ciekawość i troskę.
Mój chłopak jest baaardzo niedostępną osobą. Jesteśmy razem kilka lat i naprawdę go kocham. Chociaż szczerze przyznam, że jego niedostępność jest wyzwaniem, zwłaszcza że jesteśmy skrajnościami. Ja jestem bardzo otwartym człowiekiem, uważam że ludzie są dla ludzi i na wstępie każdy kogo poznaje ma u mnie +30 do punktów za to ze w ogóle jest a u niego.. wręcz przeciwnie.

Na czym polega ta niedostępność: masakrycznie ciężko mówić mu o uczuciach. Wyznanie miłości polega na : "ja ciebie też" ogólnie jest bardzo troskliwy, pomocny, opiekuńczy.. ale tylko w taki sposób okazuje uczucia. Fizyczny kontakt typu całus, przytulenie - na co dzień całkowicie odpada. Jeśli chodzi o rozmowy to czasami otwiera się niesamowicie i nie potrafi przy mnie zamilknąć przez 3 h opowiadając o czymś co mu się spodobało. Ale później idziemy w jakieś towarzystwo i przybiera maskę której nawet ja nie znam. Widzę jak rozmawia z innym, nawet cały wieczór i podczas tej rozmowy nie zdradził nawet swojego imienia o ile ja go nie przedstawię. O sobie nie mówi całkowicie nic. Najgorzej że ja zachowuje się zawsze tak samo.. jestem gadatliwa przy nim, jestem gadatliwa przy innych. Tylko to wygląda wręcz śmiesznie, bo ja się śmieje i coś do niego mówię przyzwyczajona że jak jesteśmy sami to się zaśmieje a on ma kamienną twarz. Niektóre koleżanki jak powiem, że gdzieś tam z nim byłam i coś robiliśmy śmiesznego to nie mogą uwierzyć i mówią że zmyślam bo przecież go "znają"... można by się o tym rozpisywać jeszcze na 3 strony. Problem w tym że ja przez pryzmat jego coraz bardziej patrzę na swoją "otwartość" jako coś złego, a to chyba nie fair.

Ogólnie ten temat dał mi dużo do myślenia.. to wszystko co piszecie, o różnych ludziach. Czy taką osobę można zmienić? Czy powinno się próbować zmieniać? Otwierać choć trochę na innych czy po porostu akceptować jej wybory zachowania? No ale skoro mamy 2 osoby w związku powinny jakoś próbować dojść do kompromisów nieprawdaż?

46 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-06-10 16:14:16)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Mikada napisał/a:

Czy taką osobę można zmienić? Czy powinno się próbować zmieniać? Otwierać choć trochę na innych czy po porostu akceptować jej wybory zachowania? No ale skoro mamy 2 osoby w związku powinny jakoś próbować dojść do kompromisów nieprawdaż?

Sądzę, że to zależy od tego, czy danej osobie ta cecha przeszkadza i czy chce ją zmienić. Wtedy naturalnie można wspierać i starać się ją "otwierać". Mnie do "otworzenia" wystarczyło przebywanie z otwartymi ludźmi. Nie zmieniali mnie, to zadziałało na zasadzie "z kim przestajesz, takim się stajesz". Ale są ludzie, dla których bycie mało wylewnym jest naturalne, nie czują się z tym źle, akceptują siebie i nie mają potrzeby tego zmieniać. Wtedy takie zmienianie na siłę chyba nie jest fair. Można próbować znaleźć kompromis, ale czy zawsze i w każdej sytuacji da się to zrobić? Bo jeśli kompromis będzie polegał na tym, że obie osoby będą się czuły niekomfortowo (np. on mówiąc o uczuciach, a Ty niejako go do tego "zmuszając"), to chyba też nie o to chodzi?

47

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Innych ludzi nie da sie zmienic. Mozna zmienic tylko siebie big_smile

To, ze ktos nie jest gadula w towarzystwie, nie znaczy, ze jest emocjonalnie niedostepny. Nie do kazdej osoby ma sie taki sam poziom zaufania, nie z kazda osoba lacza nas intymne relacje. Wazne jak te relacje wygladaja w zwiazku, czy jest miedzy ludzmi szacunek, wzajemne wsparcie, okazywanie milosci (tez przez czyny, chyba bardziej niz slowa!), a nie czy ktos jezyk strzepi i bryluje na imprezach. Mozna bardzo sie towarzysko wywnetrzac, a w rzeczywistosci byc emocjonalnie plytkim, nastawionym tylko na czarowanie czlowiekiem.

48

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Beyondblackie napisał/a:

Innych ludzi nie da sie zmienic. Mozna zmienic tylko siebie big_smile

To, ze ktos nie jest gadula w towarzystwie, nie znaczy, ze jest emocjonalnie niedostepny. Nie do kazdej osoby ma sie taki sam poziom zaufania, nie z kazda osoba lacza nas intymne relacje. Wazne jak te relacje wygladaja w zwiazku, czy jest miedzy ludzmi szacunek, wzajemne wsparcie, okazywanie milosci (tez przez czyny, chyba bardziej niz slowa!), a nie czy ktos jezyk strzepi i bryluje na imprezach. Mozna bardzo sie towarzysko wywnetrzac, a w rzeczywistosci byc emocjonalnie plytkim, nastawionym tylko na czarowanie czlowiekiem.

Zgadzam się z tym. Często takie małomówne osoby potrafią być świetnymi słuchaczami, takimi aktywnymi, którym rzeczywiście zależy na wysłuchaniu. A że miłość okazują czynami zamiast gadaniem, to czy to coś złego? Nikt nie jest idealny. A dla mnie takie okazywanie uczuć jest lepsze, niż gadanie nie potrwierdzone działaniem. Nie przeceniałabym tej gadatliwości i pozornej otwartości. big_smile

49 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-06-10 19:47:58)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
Olinka napisał/a:
cslady napisał/a:

Psychoterapeutka zauważa również, że wśród osób kochanych krótko mogą być też osoby, które wydają się otwarte i dużo o sobie mówią, ale w tym mówieniu są tak naprawdę skupione na swoim wewnętrznym problemie. Czyli samo zwierzanie się ludziom nie znaczy, że ktoś jest otwarty na drugiego człowieka. Może go po prostu traktować jako tzw. emocjonalny tampon.

Sądzę, że takich osób jest całkiem dużo. Ja sama wielokrotnie miałam i wciąż mam do czynienia z ludźmi, którzy chętnie mówią o sobie, ale w drugą stronę to już niestety nie działa. Mało tego, odnoszę wrażenie, że wydaje im się, że na zakończenie wylewnego monologu lub długiej rozmowy, która skupia się na ich własnej osobie, końcowe, lakoniczne pytanie "no dobrze, a co u ciebie?" w pełni załatwia temat. Przy czym istotne jest, że odpowiedź zwykle już nie zostaje w skupieniu uwagi na mówiącym wysłuchana.

To prawda. Swoją droga miałam taką koleżankę, wprawdzie ona nazywała się moją przyjaciółką, ale czułam, że to nie przyjaźń choćby dlatego, że ona bardzo dużo mówiła o sobie, doradzałam jej jak mogłam, a jak coś co u mnie jej mówiłam, to widać było, że nie słucha za bardzo, że doradza raczej dla odczepnego, że niby doradziła, a nie dlatego, że bardzo chciała doradzić. W końcu zerwałam z nią kontakt, ale też dlatego, że okazała się bardzo zaborcza, mimo że i tak poświęcałam jej sporo czasu, umiałam pogodzić spotkania z chłopakiem, z nią, bo jak chce się, to się można, ale ona chyba miała problem, że w ogóle kogoś mam, jestem szczęśliwa, a ona nie. To już jest wtedy toksyczne, ja jej o tym mówiłam, ale z jej strony nic się nie zmieniało, więc w końcu mimo 7 lat koleżeństwa zerwałam kontakty. Nie było to też łatwe, ale w końcu po prostu zrozumiałam, że ona nie traktuje tej relacji tak jak ja, że jest bardziej zazdrosna niż mnie lubi, że po prostu jest zbyt toksyczna. Miała też cechy jakie lubiłam, ale jednak dominowały złe. Oczywiście życzę jej dobrze i mimo wszystko czasem myślę o niej, ale po takim zachowaniu wiedziałam, że nie ma co dłużej się kolegować. A kiedyś po latach, bo już 8 lat nie mamy kontaktu, to kiedyś myślałam, że go odbudujemy, ale jak wtedy zaczęłam z nią gadać przez telefon i cały czas zachowywała się tak samo, to uznałam, że nie ma co, więc może podjęłam trudną decyzję, ale uważam, że dobrą. No i czasem tak trzeba, nawet jak boli, tak jak mnie bolało, bo długa znajomość.

No i zgadzam się, że małomówność wcale nie jest zła. Nie nazwałabym tego tak. Każdy jest inny i nie oznacza to, że nie da sobie rady w relacjach. Są małomówne osoby, ale jak piszecie wiele też okazują czynami, nie trzeba też dużo mówić, by wiele wyrazić. Poza tym właśnie mogą być małomówni wobec bardziej obcych, a wobec bliskich też zawsze inaczej. Niemniej, nawet jakby wobec bliskich małomówni, to czynami właśnie też pokazują. Wiele facetów też nie jest jakoś bardzo rozmownych, chyba, że jest konkretny temat, a też nie jest to niczym złym.

50

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
truskaweczka19 napisał/a:

No i zgadzam się, że małomówność wcale nie jest zła. Nie nazwałabym tego tak. Każdy jest inny i nie oznacza to, że nie da sobie rady w relacjach. Są małomówne osoby, ale jak piszecie wiele też okazują czynami, nie trzeba też dużo mówić, by wiele wyrazić. Poza tym właśnie mogą być małomówni wobec bardziej obcych, a wobec bliskich też zawsze inaczej. Niemniej, nawet jakby wobec bliskich małomówni, to czynami właśnie też pokazują. Wiele facetów też nie jest jakoś bardzo rozmownych, chyba, że jest konkretny temat, a też nie jest to niczym złym.

Ja jeszcze zastanawiam się, co ludzie rozumieją przez to "mówienie o uczuciach", bo ja też nie wyznaję codziennie miłości. Wolę ją okazywać czynami. Zresztą, jeśli takie słowa zbyt często się powtarza, to tracą siłę rażenia i są powtarzane jakby z przyzwyczajenia. Wielkich rozmów o związku chyba też u mnie nie ma. Tzn. nie ma takiej sytuacji, że siadamy sobie z herbatą i któreś z nas mówi: "no to porozmawiajmy o nas". big_smile Każde problemy omawiamy na bieżąco, bez zbytnich ceregieli wokół tego. Pewnie, że zdarzają nam się romantyczne wyznania, ale to nie na co dzień, bo na co dzień dużo fajniejsze są czyny. A słowa powiedziane od święta więcej dla mnie znaczą, niż takie powtarzane ciągle i w kółko. smile Odróżniłabym też bycie osobą małomówną od bycia mrukiem, bo dla mnie to nie są do końca synonimy, tylko jest subtelna różnica.

51

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

No fakt, wiadomo, że nie ma co tez ciągle mówić o związku, na bieżąco omawia się te małe sprawy i wtedy zwykle nie urastają rangą do tych dużych i jest ok smile To prawda, bo można być mrukiem, być niesympatycznym, a można też być małomównym, ale jak najbardziej sympatycznym. Nie trzeba dużo mówić, by być miłą osobą, sympatyczną.

52 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-06-11 14:23:47)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Sądzę, że w związkach ważne jest też nasze subiektywne poczucie tego, czy jesteśmy kochani. Niektóre osoby mają kochających i dbających partnerów, a mimo tego nie czują się kochane. Psychoterapeutka wspomina tu o teorii przywiązania, którą stworzył John Bowlby. Różnimy się tzw. stylami przywiązania, które posiadają swoje korzenie w dzieciństwie:

Styl lękowo-ambiwalentny (popadanie w skrajność uzależnienia od innych) - boimy się opuszczenia. Już na początku znajomości widzimy - zamiast szansy na coś pięknego - możliwość porzucenia. Wchodząc w związek mamy poczucie, że jesteśmy kochani za mało albo nieprawdziwie. Nie dostajemy tyle miłości (czy na pewno?), by poczuć się bezpiecznie. Bardzo często jesteśmy zazdrośni i czujemy się niedoceniani. Osoby, które charakteryzuje ten styl przywiązania, ciągle szukają miłości doskonalszej i bardziej satysfakcjonującej, która być może nie istnieje w tak wyidealizowanej wersji. Występuje tu możliwość zaistnienia miłości prowadzącej niemal do obsesji, huśtawek emocjonalnych itp. Metaforą tego stylu jest meduza - "nałogowiec poszukiwania bliskości". Udaje słabą, by dostać wsparcie "na zapas".

Styl unikający (popadanie w skrajność samowystarczalności) - jesteśmy nieufni, krępuje nas bliskość innych ludzi. Unikamy intymności, narasta w nas poczucie nudy i frustracji. Mamy problemy z zaufaniem partnerowi, ale też często podkreślamy, że nie potrzebujemy innych ludzi, związków itp. Często występuje tutaj skłonność do przelotnych kontaktów seksualnych lub oddanie się bez reszty karierze. Rodzice najczęściej byli krytyczni, wymagający, mało troskliwi. Podobno ten styl jest bardzo silnie ugruntowany w naszej kulturze. Metaforą tego stylu jest  żółw - "nałogowiec unikania bliskości". Udaje silnego, bo nie wierzy, że otrzyma wsparcie.

Styl oparty na poczuciu bezpieczeństwa (równowaga) - swoje potrzeby komunikujemy w sposób otwarty i bezpośredni. Mamy satysfakcjonujące relacje z innymi, potrafimy się im zwierzać, ale też udzielać pomocy. Nie zakładamy masek, nie robimy tzw. dobrej miny do złej gry. Czujemy, że możemy sobie poradzić z wyzwaniami, ale jeśli będzie nam ciężko, to zawsze możemy poprosić kogoś o pomoc. Osiągnęliśmy równowagę między własną autonomią, a bliskością z innymi ludźmi. Metaforą jest tutaj słoń - jest wewnętrznie silny, ale posiada też swoje stado (bliskie osoby), na które zawsze może liczyć.

Ogólnie chodzi o to, że pierwszy i drugi styl przywiązania mogą bardzo niekorzystnie wpływać na to, czy ktoś nas pokocha na dłużej. W pierwszym przypadku nawet bardzo zakochaną osobę może zamęczyć ciągłe potrzebowanie uwagi, wieczne obawy, lęki i zazdrość. Natomiast w drugim przypadku, podczas dłużej relacji może odepchnąć ciągłe podkreślanie: "dam sobie radę sam", manifestowanie swojej niezależności itp. Skrajna niezależność albo zależność nie są zdrowe i mogą być przyczyną tego, że na dłuższą metę trudno nas kochać.

Zgadzacie się z tymi stylami przywiązania? Który najbardziej do Was pasuje?

53

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Mam kontakt z dziewczyną zamkniętą w sobie. Obraża się o byle co. Znajduje przypadkowych kolegów. Nie chce prowadzić dialogu. Chce być wychwalana. Zajmuje się tylko sobą. Możliwe że już nie da się nic zrobić żeby się otworzyła. Pamiętajcie o tym że połowa wszystkich ludzi na świecie to "portale organiczne". Zobaczcie sobie to hasło. To jest przyczyną tak powszechnego zobojętnienia.

54 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-06-14 06:02:23)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości
cslady napisał/a:

Sądzę, że w związkach ważne jest też nasze subiektywne poczucie tego, czy jesteśmy kochani. Niektóre osoby mają kochających i dbających partnerów, a mimo tego nie czują się kochane. Psychoterapeutka wspomina tu o teorii przywiązania, którą stworzył John Bowlby. Różnimy się tzw. stylami przywiązania, które posiadają swoje korzenie w dzieciństwie:

Styl lękowo-ambiwalentny (popadanie w skrajność uzależnienia od innych) - boimy się opuszczenia. Już na początku znajomości widzimy - zamiast szansy na coś pięknego - możliwość porzucenia. Wchodząc w związek mamy poczucie, że jesteśmy kochani za mało albo nieprawdziwie. Nie dostajemy tyle miłości (czy na pewno?), by poczuć się bezpiecznie. Bardzo często jesteśmy zazdrośni i czujemy się niedoceniani. Osoby, które charakteryzuje ten styl przywiązania, ciągle szukają miłości doskonalszej i bardziej satysfakcjonującej, która być może nie istnieje w tak wyidealizowanej wersji. Występuje tu możliwość zaistnienia miłości prowadzącej niemal do obsesji, huśtawek emocjonalnych itp. Metaforą tego stylu jest meduza - "nałogowiec poszukiwania bliskości". Udaje słabą, by dostać wsparcie "na zapas".

Styl unikający (popadanie w skrajność samowystarczalności) - jesteśmy nieufni, krępuje nas bliskość innych ludzi. Unikamy intymności, narasta w nas poczucie nudy i frustracji. Mamy problemy z zaufaniem partnerowi, ale też często podkreślamy, że nie potrzebujemy innych ludzi, związków itp. Często występuje tutaj skłonność do przelotnych kontaktów seksualnych lub oddanie się bez reszty karierze. Rodzice najczęściej byli krytyczni, wymagający, mało troskliwi. Podobno ten styl jest bardzo silnie ugruntowany w naszej kulturze. Metaforą tego stylu jest  żółw - "nałogowiec unikania bliskości". Udaje silnego, bo nie wierzy, że otrzyma wsparcie.

Styl oparty na poczuciu bezpieczeństwa (równowaga) - swoje potrzeby komunikujemy w sposób otwarty i bezpośredni. Mamy satysfakcjonujące relacje z innymi, potrafimy się im zwierzać, ale też udzielać pomocy. Nie zakładamy masek, nie robimy tzw. dobrej miny do złej gry. Czujemy, że możemy sobie poradzić z wyzwaniami, ale jeśli będzie nam ciężko, to zawsze możemy poprosić kogoś o pomoc. Osiągnęliśmy równowagę między własną autonomią, a bliskością z innymi ludźmi. Metaforą jest tutaj słoń - jest wewnętrznie silny, ale posiada też swoje stado (bliskie osoby), na które zawsze może liczyć.

Ogólnie chodzi o to, że pierwszy i drugi styl przywiązania mogą bardzo niekorzystnie wpływać na to, czy ktoś nas pokocha na dłużej. W pierwszym przypadku nawet bardzo zakochaną osobę może zamęczyć ciągłe potrzebowanie uwagi, wieczne obawy, lęki i zazdrość. Natomiast w drugim przypadku, podczas dłużej relacji może odepchnąć ciągłe podkreślanie: "dam sobie radę sam", manifestowanie swojej niezależności itp. Skrajna niezależność albo zależność nie są zdrowe i mogą być przyczyną tego, że na dłuższą metę trudno nas kochać.

Zgadzacie się z tymi stylami przywiązania? Który najbardziej do Was pasuje?

Ja raczej jestem teraz blisko 3 stylu, blisko, bo jednak pewne rzeczy pewnie jeszcze są do wypracowania. Czasem np mam jeszcze problem ze zwierzaniem się, bliskim osobom też, ale jest lepiej. Maski  i dobrą minę do złej gry czasem miałam właśnie z tego powodu, ale jest już tak rzadziej. Kiedyś byłam trochę jak w opisie z stylu 1, czyli bałam się opuszczenia, no jakoś tak miałam, mimo że i rodziców mam bardzo fajnych i dzieciństwo też dobre. Niemniej czasem bywałam mocniej zazdrosna czy miałam chwiejne nastroje - nie było to jeszcze do przesady, ale bywało. No, ale starałam się to zmienić i jest dużo lepiej, dlatego bardziej styl 3 obecnie. Z jednej strony po prostu miałam i trochę mam problem z okazaniem uczuć - czasem, z drugiej trochę bałam się opuszczenia, miałam różne nastroje, czasem chwiejne. No, ale teraz jest lepiej tutaj i dobrze smile

55

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Mnie też najbliżej jest do trzeciego stylu. Chociaż dawniej prezentowałam styl unikający w takiej skrajnej formie. Musiałam to przepracować, by dojść do tego najbardziej satysfakcjonującego stylu. Sądzę, że jeśli jest przewaga pierwszego albo drugiego stylu, to ciężko jest być szczęśliwym (może nawet to niemożliwe) w związku. Nie mówiąc już o tym, że taka osoba prędzej czy później zacznie męczyć i odrzucać partnera.

56

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Brakuje jeszcze jednego stylu dla kogoś, kto nie zaznał elementarnego ciepła w domu, wiec rzuca się na wszystko, co mu się trafi. Rodzice nie chwalili, więc idzie się w związek z babiarzem tylko dlatego, że on potrafi być miły. Ale potrafi też ranić.

57

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Myślę, że nie potrafię wzbudzać w sobie miłości... Jestem zbyt mało otwarta, introwertyczna i na dłuższą metę nie potrafię zainteresować drugiego człowieka..

58 Ostatnio edytowany przez Łada (2015-06-27 19:11:34)

Odp: Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Typologia Bowlbyego jest bardzo fajna. Już u małych dzieci można postawić diagnozę w zakresie stylu przywiązania - a to jest dobre, bo wczesna diagnoza - szybka korekcja. To akurat był eksperyment Mary Ainsworth (procedura "Obca sytuacja").

Uważam, że diagnoza psychoterapeutki jest trafna. Każdy tutaj napisał coś od siebie, różnych ludzi w życiu poznałam, jednak jedna osoba bardzo zapadła mi w pamięć i myślę, że ona idealnie odzwierciedla to, co zostało tutaj nazwane "niedostępnością emocjonalną".  Bo to nie jest chyba to, co się potocznie rozumie.

Miałam znajomą, która była bardzo otwartą na innych ludzi. Ona nie mogła żyć bez ludzi, nie wstydziła się ich, inicjowała kontakt, zagadywała. Gdy poznałam ją trochę lepiej zauważyłam, że niestety ale przez te kontakty zaspokajała własne potrzeby ekshibicjonistyczne. Efekt tego był taki, że poznałam ją bardzo dobrze, a ona mnie prawie wcale (przez półtora roku). Nie miała zahamowań w poruszanych tematach, chociaż oczywiście poruszała je z taktem. Tutaj sytuacja była zagmatwana, ponieważ cierpiała na poważne dolegliwości zdrowotne. Miała ogromną potrzebę zaznajamiania ludzi z tym tematem. A także z każdym innym: o toksycznych relacjach z bratem, matką. Przy czym nie miała w ogóle takiego narzędzia, by wyczuć, czy rozmówca chce o tym wszystkim słuchać. Pamiętam, że kiedyś wybrałyśmy się w pewne miejsce i zamiast kilku minut spędziłyśmy tam godzinę, ponieważ nie potrafiła zakończyć swojej opowieści.

Rozmówca dla niej trochę nie istniał, czas się zatrzymywał podczas monologów. Tak jak normalnie nie mam problemu z powiedzeniem "Przepraszam, że przerywam, ale muszę już iść", tak tutaj stanowiło to problem ogromny! I chyba wiem dlaczego. Bo to nie była gadka-szmatka, tylko ona obnażała się emocjonalnie w trakcie rozmowy, angażowała rozmówcę w swoje przeżycia, wycofanie się z tego byłoby jak jakaś przemoc.

Oczywiście była samotną osobą od wielu, wielu lat. Ja jestem dobrą słuchaczką, lubię ludzi obserwować i mam cierpliwość. I nie znam żadnego mężczyzny, który mógłby to przetrwać, nawet gdyby był zakochany.

Tutaj myślę też, że ludzie przy niej po prostu czuli się źle. Nie szanowani, wykorzystywani. Chociaż była bardzo sympatyczna. I bardzo ładna smile

Posty [ 58 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Ludzie, którzy nie potrafią wzbudzać w innych miłości

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024