Witam
Postaram się częściowo opisać moje małżeństwo i choć troszkę naświetlić cała sytuacje która teraz się dzieje.
Jesteśmy małżeństwem od 8 lat, mamy dwójkę dzieci córeczka 7 i syn 4 latka. Od w sumie początku naszego małżeństwa żyjemy problemami innych z rodziny co chyba zresztą jest jedną z głównych przyczyn tego co się dzieje że zaczynamy być obcymi ludźmi dla siebie. Ale może od początku - już od samego początku zawsze coś się nie układało niestety poroniona ciąża żony, ciężki stan mojej żony po poronieniu, intensywna terapia i słowa lekarzy które pozostają do dziś w głowie. Obecnie sytuacja wygląda kiepsko bo od jakiegoś czasu do mojej żony podbija jakiś koleś, współpracują ze sobą i gdzieś zaczeło coś iskrzyć napewno z jego strony a ze strony żony nie wiem w sumie powiedziała mi o tym itp. Ogólnie napewno czuje się niedowartościowana przeze mnie bo nie ukrywam nie jestem wylewny w uczuciach jednak nie moge nazwać siebie bez uczuciowym. Pewnie to doprowadziło do obecnego stanu że żona nie wie co czuje, napewno jest przed wyborem i nie wiem co wybrać piękne smsy od niego nie ułatwiają sprawy acha i dodam że On ma żone oraz dzieci ale jak twierdzi nie układa im się. Pomimo próby terapii z mojej strony to odbyła się tylko jedna sesja i żona zrezygnowała bo nie chce być zmuszana do tego, potrzebuje czasu do podjęcia decyzji bo nie wie co czuje. Czasem mam wrażenie że sie poddała i nie chce walczyć że stoi nad przepaścią. Rozmowa nic nie daje a jeszcze pogarsza. Oczywiście ma czas ja jej go daje ale nie wiem ile czekać, kiedy sama sobie odpowie na pytanie co robić. Im więcej naciskam tym gorzej więc pozostawiam sprawę żeby czas załatwił reszte bo chyba czas leczy pewne rany i rozterki. Doceniam jednak to że była szczera wobec mnie, że powiedziała co się z nią dzieje ale musi dać sobie pomóc. Siedzi w niej dużo rzeczy a mało rozmawialiśmy o wszytskim zaczeło być życie i ciągle to! Sprawy codzienne a gdzie MY?
Ja wyciągam do niej dłoń i Wie o tym więc teraz moge tylko czekać. Myślę że nacisk nic nie pomoże jeżeli w pewnym sensie czuje się gdzieś zagubiona.
Chyba każdy z nas miał w małżeństwie chwile rezygnacji jeszcze jak osoba trzecia dołoży swoje to tym bardziej odciąga osobę od domu i rodziny.
Ja mam oczywiście różne myśli w głowie ale wierze że żona podejmie słuszną decyzje i zostanie jeżeli jednak będzie to inna decyzja to i z tym bede musiał się pogodzić.
Powiedz mi jedno - dlaczego tak łatwo rezygnujesz?Myślisz, że czas pomoże tak sam z siebie, a ja myślę, że czas działa na twoją niekorzyść. A nie wydaje ci się, że jeśli ci powiedziała to był to sygnał - zrób coś, bo jak nie, to mam do kogo odejść? Działaj kolego,zajmij się żoną, jakieś wspólne wyjścia, najlepiej wyjazd tylko we dwoje, kwiaty,przypomnienie sobie jak to było gdy się poznaliście.Masz dzieci, masz dla kogo ratować rodzinę.Nie siedź i nie czekaj, bo do niczego dobrego to nie prowadzi.
Witam
Ja wyciągam do niej dłoń i Wie o tym więc teraz moge tylko czekać. Myślę że nacisk nic nie pomoże jeżeli w pewnym sensie czuje się gdzieś zagubiona.
Czy zona wie o tym, że Ty wyciągasz rękę ?
i dlaczego ją wyciągasz ? co chcesz tą ręką uchwycic ?
Nie wyciągaj ręki, nie wysyłaj sygnałów, ale zacznij rozmawiać,
mówić tak jak potrafisz,
to co czujesz, to co chciałbyś zrobić
zaproponuj działania - chwile sam na sam, miłe,
co żona lubi?
wycieczki, koncert, lubi tańczyć, oglądnąć film, teatr, spacer - zaproponuj i IDŹ TAM Z NIĄ,
Ja mam oczywiście różne myśli w głowie ale wierze że żona podejmie słuszną decyzje i zostanie jeżeli jednak będzie to inna decyzja to i z tym bede musiał się pogodzić.
co to jest słuszna decyzja ?
dla kogo słuszna ?
nie stawiaj tak sprawy, to co słuszne wg Ciebie niekoniecznie musi być słuszne wg zony.
Nie rozmawiacie ze sobą, nie wiecie nawzajem co jest słuszne dla każdego z Was.
Nie rozumiem Cię chłopie! Czemu stoisz w miejscu i czekasz?
To kobieta powinna czekać jak Ty, gdy mężczyzna nie wie, czego chce, zaś mężczyzna w takiej sytuacji powinien walczyć o swoją kobietę.
Czemu jej kwiatów bez żadnej okazji nie kupisz? Czemu obiadu nie zrobisz? nie wyręczysz ją w jakieś pracy?
Czemu nie walczysz, tylko czekasz? Czemu nie prawisz jej czułych słówek?
Wiesz, że jej się pewnie podoba, że ktoś ją zdobywa.. może nie chcieć tego kogoś, ale dlaczego ma zazdrościć, że ktoś ma coś, czego Ty nie masz, a możesz to jej dać?
DO PRACY !!! nic samo się nie zrobi.
Witaj
Tak owszem i z tym się zgodzę, ale każdy mój ruch jest odbierany no może nie każdy jako nacisk.
Powiedziała mi że potrzebuje czasu bo sam jej to obiecałem. Owszem spędzamy czas wspólnie byliśmy w górach bez dzieci. W knajpie itd. Pewnie ja oczekuje fajerwerków na które muszę niestety poczekać bo życia i małżeństwa nie można naprawić odrazu jak się coś psuło bardzo długo.
Musze wyważyć to co mówię i czego oczekuje bo nie odrazu będą czułe relacje między nami. Nie wiem czy ma do kogo odejść podczas naszej rozmowy mówiła że nie zostawi mnie i dzieci dla kogoś kogo nie zna bo nie wie ile w nim jest prawdy.
Dużo mówię o tym co czuje i co się dzieje ze mną. Czasem jednak mam wrażenie że to przynosi odwrotny efekt.
Po pierwsze nie zrezygnowalby z terapii. Po drugie poniewaz jest Twoja zona masz prawo np. pojsc do jej pracy i naswietlic sytuacje, pojsc i porozmawiac z zona, rodzina tego kolesia, masz tez prawo wymagac od swojej zony zerwania tej relacji. Kryzys malzenski to naturalna rzecz, ktora sie zdarza wszystkim. Cos was jednak kiedys laczylo? Przezyliscie trudne chwile? Nie jestes wylewny ale przeciez mozecie gdzies spedzac razem czas? Przede wszystkim jednak trzeba uciac w 100% tamta znajomosc i to juz. Srodki sie nie licza. Nie mozna pozostajac w zwiazku godzic sie na wolny wybor partnera. Wybor moze jedynie dotyczyc byc albo nie byc a nie byc zgoda na bylejakosc tak jak jest teraz. Chyba ze i Tobie nie zalezy, bo i tak moze byc. A z zona spedzac czas, uprzedzac kolesia, caly czas byc przy zonie. W koncu to przyniesie rezultaty.
A ja mam taki plan żeby dziś wyjść, żeby kilka godzin została sama w domu i dostała trochę przestrzeni której potrzebuje. Bo mam wrażenie że im więcej Ciebie tym mniej i się po prostu dusi o czym mi zresztą powiedziała. Kontakty z tym gościem się ochłodziły co widać zresztą gołym okiem. Podejrzewam że gdybym przyniósł kwiaty to odebrała by to jako próbę osaczenia i zaczeła się bronić. Albo stwierdziła że robie to żeby ratować sytuacje a za chwile i tak mi przejdzie.
A ja mam taki plan żeby dziś wyjść, żeby kilka godzin została sama w domu i dostała trochę przestrzeni której potrzebuje. Bo mam wrażenie że im więcej Ciebie tym mniej i się po prostu dusi o czym mi zresztą powiedziała. Kontakty z tym gościem się ochłodziły co widać zresztą gołym okiem. Podejrzewam że gdybym przyniósł kwiaty to odebrała by to jako próbę osaczenia i zaczeła się bronić. Albo stwierdziła że robie to żeby ratować sytuacje a za chwile i tak mi przejdzie.
Wiesz ale to jest szukanie dziury w calym. A facet powinien byc pewny swojego dzialania i jesli np. kupuje kwiaty to po cos co sam uwaza a nie zona. Zawsze przeciez moze je wurzycic lub kupic nastepne. Jesli sie bedziesz ciagle patrzyl jak Twoje postepowanie ocenia zona to do czego dojdziecie? Moim zdaniem do niczego.
Witam ponownie.
W sumie nie wiem ale ja mam wrażenie choć każdy to odradza z Was żeby dać Jej czas, myślę że zrobiłem już wszystko co było możliwe, powiedziałem co miałem powiedzieć tym samym było z komplementami itp. ale zauważyłem że męczy ją to i raczej daje to odwrotny efekt. Sama mi powiedziała że potrzebuje czasu być może rozczarowanie tamtym facetem który przez chwile był jak książe z bajki ale sprawy się trochę skomplikowały i mam wrażenie że czuje się oszukana przez niego a chodzi o jego małżeństwo bo niby było takie do bani że żyje z żona dla dzieci itp. i ogólnie jak jest mu źle. Jednak po czasie wychodzi na to że wcale tak nie jest że nie jest takim ideałem jakim się stawiał. Moja żona sama zaczyna mieć wątpliwości tutaj zawiedziona a z drugiej strony ma rodzine i nasze małżeństwo.
Myśle że jest w sytuacji kryzysowej ja staram się dawać jej do zrozumienia że zależy mi na tym że podaje jej moja dłoń ale Ona też musi chcieć i walczyć razem z nami. Ciężko mi wejść do jej głowy i wiedzieć co myśli to byłoby zbyt proste, ja jestem gotowy na zmiany oczywiście na lepsze zmiany i uważam że to jest moment zwrotny w małżeństwie albo będzie pięknie albo nie będzie nic.
Przez te 8 lat starałem się być dobrym mężem i z czasem mam wrażenie że to mnie zniszczyło, wziołem wszystko na swoje barki i w pewnym momencie wszystko stało się moim obowiązkiem. Angażowałem się we wszystko i być może wtedy coś sie zaczeło pieprzyć coraz więcej obowiązków dla mnie a mniej dla żony.
Skoro sprawy tak się mają, to może przyjmij odwrotną strategię.Nie nadskakuj już żonie (sory, jeśli to głupio zabrzmiało),zacznij ją trochę traktować bardziej obojętnie, w końcu zrobiłeś już chyba wszystko łącznie z martwieniem się, że jej zdrada nie wyszła.Może wtedy dotrze do niej, że może stracić naprawdę wartościowego człowieka, może wtedy zacznie się starać odbudować wasze relacje.
Ja np straciłam wszystko przez to, że postępowałam wobec męża podobnie jak ty - dopiero jak zorientowałam się, że do tego typu nie trafia dobro odsunęłam się i to zadziałało.Zrozumiał, że może mnie stracić i zaczął "odkręcać" wszystko.Niestety dla nas okazało się za późno.
Właśnie i to jest chyba złoty środek w tej sytuacji żeby dać jej powietrza i na chwile być obojętnym. Kiedy nie działa ten pierwszy środek to ostatnim jest właśnie ten o którym piszesz czyli dać spokój i czas na przemyślenia. Żona leci do przyjaciółki praktycznie od 8 lat się umawiają i jakoś teraz jest chyba ten moment, co prawda to tylko 5 dni ale myślę że jak i jej tak i mnie jest to potrzebne. Jeżeli to ma być ten punkt zwrotny to niech będzie. Myślę że bardzo jej to pomoże jak i w przemyśleniach tak i odpoczynku. Wiem tez że przyjaciółka Żony jest zdania że trzeba walczyć o rodzinę i o siebie bo małżeństwo nie jest po to by się poddawać ale żeby walczyć więc myśli podobnie jak ja. Napewno zrobi wszystko co w jej mocy ale kluczową osobą jest moja żona i jak już odnajdzie siebie wróci a wtedy zmieni się nasze życie.