Nowa i problem zdrady - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nowa i problem zdrady

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1

Temat: Nowa i problem zdrady

Witajcie, jestem tu nowa i bardzo się cieszę, że do was trafiłam. Nazywam się Agnieszka, jestem z Opola i piszę obecnie pracę mgr z socjologii. Moim tematem są różne związki, w tym związki pozamałżeńskie. Bardzo byście mi pomogły gdybyście mogły mi opisać swoje historie: Czy to Was zdradzonych czy też zdradzających. Mój adres e-mail, na który bym prosiła o Wasze historie to : agnieszka.m.jaworskaMAŁPAinteria.eu
Byłabym Wam bardzo wdzięczna za pomoc, ponieważ od tego zalezy moja dalsza kariera naukowa. Chciałabym opis mniej więcej: kiedy i w jakich okolicznościach doszlo do zdrady, wiek Wasz i partnerów oraz kochanków/kochanek. Ponieważ wasze zwierzenia będę analizowac i opisywać to możecie się podpisać jakimiś fikcyjnymi przydomkami etc. Wszystko cokolwiek mi napiszecie, będzie anonimowe i NIKT poza mną nie będzie miał wglądu do przesłanych mi tekstów. Możecie też napisać czy jesteście z miasta i czy w przedziale do 100 tys. czy większe lub czy jesteście z wioski.

Odnośnie samej zdrady jednak, to też bym się Was chciała poradzić, czy warto? Ja jestem w 2 letnim związku, bardzo stabilnym (i niestety odrobinę nudnym). Partner jest ode mnie starszy o 3 lata. Zanim zaczęłam z nim być prowadziłam wspaniały flirt z mężczyzną o 20 lat starszym ode mnie, ale bardzo zadbanym i pociągającym mnie fizycznie. Wszystko było cudownie i prowadziło do romansu (ja byłam wtedy sama, ale on ma żonę), aż do momentu kiedy zaczęłam być z moim chłopakiem. Powiedziałam mu o tym i wszystko sie skończyło... az do... wczoraj. Znowu się spotkaliśmy, rozmawialiśmy i bylo wspaniale, a napięcie seksualne między nami było na bardzo wysokim poziomie. Czy warto w ogóle pchać się w zdradę? Czy (pytam zdradzających) nie przytłaczają Was wyrzuty sumienia..? Bo chociaz z jednej strony bardzo mam ochotę na romans i zronbiłabym wiele żeby do niego doszlo, jednak nie chciałabym żeby to zniszczyło mojego związku... Da się dobrze ukryć romans? Czy to kłamstwo, jak każde inne ma krótkie nogi?


Liczę na Wasza pomoc w obu kwestiach.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nowa i problem zdrady

pamiętaj, że prawda zawsze wychodzi na jaw. poza tym postaw się w sytuacji swojego partnera i żony potencjalnego kochanka. Chciałabyś znaleźć si e na ich miejscu? Zamiast niszczyć to, co już jest (zwłaszcza rozbijać rodzinę), lepiej się wycofać i nie kusić losu.
A tak na marginesie: zdrada to nie najlepszy sposób na rutynę w związku i najłatwiejsza droga. Może lepiej porozmawiać z obecnym partnerem, uświadomić mu, że wkradła się monotonia i spróbować WSPÓLNIE to naprawić. A jeśli uważasz, że nie ma szans na naprawę, uczciwiej byłoby się rozstać. Ale decyzja, co zrobisz, należy do Ciebie. Pozdrawiam smile

3

Odp: Nowa i problem zdrady

No przyznam sie, ze wiele o tym myślałam i na codzień nie mysle o nikim Innym. Ale kiedy się z NIM spotykkam, to wtedy nie jestem w stanie racjonalnie myśleć... pojawaia się uczucie, takie jak zawsze na początku, czyli swojego rodzaju podniecenie. W takich chwilach wyłącza się myślenie a górę (niestety!) bierze instynkt. No ale trzeba sobie z tym radzić.

4

Odp: Nowa i problem zdrady

dlatego (tak jak napisałam) lepiej jest nie spotykać się i nie kusić losu... Dla Ciebie to może być (jak to sama nazwałaś) romans, czyli czysty seks bez zobowiązań, a jego żonie może się zawalić życie. Na Twoim miejscu postarałabym się być bardziej empatyczna. Odpowiedz sobie na pytanie, co byś czuła, gdybyś się dowiedziała, że Twój partner Cię zdradza. Niemiłe uczucie, prawda?

5

Odp: Nowa i problem zdrady

mozesz probowac...pomoze Ci to w temacie Twojej pracy mgr...

6 Ostatnio edytowany przez nitka 24 (2009-11-27 02:26:03)

Odp: Nowa i problem zdrady

supersuckers, świetna riposta smile a tak na poważnie to ja bym nie ryzykowała. Ale Wafel i tak zrobi to, na co jej pozwoli sumienie.

7

Odp: Nowa i problem zdrady

Wygrzebałem temat, w którym do zdrady podchodzi się jak do problemu w znaczeniu tematu do refleksji. Emocje odsunięte na bok, problem można zbadać. Trochę się wahałem, czy poruszyć ten temat w takiej postaci bowiem zdaję sobie sprawę z cierpień i katastrof, jakich w związku z tak pojmowaną zdradą doświadczają ludzie. Nie mam zamiaru dyskredytować ich emocji, odczuć, przeżyć. Wydaje mi się też, że szanse na to, że rozważania na ten temat komukolwiek pomogą są raczej małe. Tym, na co liczę, jest zbliżenie się do rozumienia fenomenu zdrady.
Autorka zapytała, czy warto pchać się w zdrady i pytała o to w kontekście wyrzutów sumienia. Ja odwrócę trochę to pytanie. Chcę zapytać o to, na czym polega zło zdrady. Znam wprawdzie kilka wersji wyjaśnień, lecz są to takie wyjaśnienia, które dokładają więcej wątpliwości niż rozstrzygnięć. Słyszałem o tym, że nazywa się to zdradą, ponieważ osoba zdradzająca naraża swojego partnera na jakąś chorobę, którą może przywlec po zbliżeniu z kimś obcym. Ryzyko choroby... wydaje się argumentem sensownym, dlaczego jednak za zdradę w takim razie nie uznaje się niezdrowej kuchni? Systematycznego gotowania potraw, które mają być smaczne a nie zdrowe? Dieta taka prowadzić może do chorób poważniejszych, niż przywleczona choroba weneryczna. Dlaczego głowa rodziny ustalająca menu dla wszystkich członków rodziny (tak bywa, zdarza się, że unikanie jedzenia tego, co jest ugotowane i pichcenie sobie na boku traktowane jest jak obraza) nie jest uznawana za zdrajcę (zdradzacza(?) jeśli wybór potraw i dań stwarza realne zagrożenie chorobą? Analogia między cudzołożnikiem zarażającym partnerkę przywleczoną chorobą polega na podobieństwie skutków. Partner(ka) może zostać zarażona chorobą weneryczną podczas zbliżenia - rodzina jest narażona na chorobę przez niezdrową dietę.
Jeśli gotowanie wydaje się zbyt absurdalnym przykładem, co z palaczami palącymi w obecności swoich bliskich i narażających ich na "bierne palenie"? Dlaczego to nie jest taka sama zdrada, jak cudzołóstwo? Czy ryzyko zapadnięcia na raka jest w tym przypadku mniejsze, niż ryzyko zachorowania na chorobę weneryczną?
Inne wyjaśnienie - ryzyko spłodzenia bękarta. "Nie będę wychowywał/utrzymywał bękartów" Niemoje dziecko - zagrożenie dla dzieci moich? Załóżmy, że jedno z małżonków znajduje na progu domu podrzucone niemowlę i załóżmy, że prawo jest zawieszone (wojna?), nikt więc nie dba o formalne adopcje. Małżonek przygarnia podrzutka wbrew woli współmałżonka - czy to będzie nazwane zdradą? 
Jeszcze inne wyjaśnienie - utrata zaufania + zarzut kłamstwa (ukrywanie zdrady). Nie można ufać komuś, kto złamał obietnicę. Czy jednak w jakiejkolwiek innej sytuacji złamania obietnicy nie mającej związku z seksem z obcą osobą lub w sytuacji kłamstwa mówimy o zdradzie? Mąż dowiadujący się o raku i zatajający to przed żoną dlatego, że chce najdłużej jak to możliwe żyć bez irytujących lamentów... dokonuje zdrady (zatajenia ważnej sprawy)?
Kolejne wytłumaczenie - zdrada oznacza, że już nie kocha (kto kocha, nie zdradza). Co zatem z przypadkiem, gdy ktoś rzeczywiście poczuje, że przestał kochać mimo, iż nie odbył stosunku z obcą osobą? Uczucia siłą woli nie wskrzesi. Doszło tu do zdrady?

Główną pobudką cudzołóstwa jest chęć odczucia przyjemności. W jaki sposób przyjemność niedzielona z partnerem powoduje jego niekorzyść?  Na czym polega zło zdrady pojmowanej jako przyjemność seksualna zażywana z osobą spoza związku?

8

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Wygrzebałem temat, w którym do zdrady podchodzi się jak do problemu w znaczeniu tematu do refleksji. Emocje odsunięte na bok, problem można zbadać. Trochę się wahałem, czy poruszyć ten temat w takiej postaci bowiem zdaję sobie sprawę z cierpień i katastrof, jakich w związku z tak pojmowaną zdradą doświadczają ludzie. Nie mam zamiaru dyskredytować ich emocji, odczuć, przeżyć. Wydaje mi się też, że szanse na to, że rozważania na ten temat komukolwiek pomogą są raczej małe. Tym, na co liczę, jest zbliżenie się do rozumienia fenomenu zdrady.

Odrzucając sferę emocjonalną w refleksji na temat zdrady sam z góry skazujesz się na porażkę. Zdrada osadzona jest właśnie w uczuciach. Nie dostrzegając tego nie dostrzegasz "fenomenu zdrady". Zastanawia mnie więc co jest w tym dla Ciebie? Co masz z tego, że tak bardzo nie chcesz dostrzec, że uczucia w zdradzie znajdują się w samym centrum?

9

Odp: Nowa i problem zdrady

Nawiążę do zakurzonego postu inaugurującego wątek.
Autorka musiała mieć zewnętrzną porcję informacji.
Jej własny "powrót do przeszłości" nie byłby miarodajny dla promotora.
Ciekawe, jak połączyła teorię z praktycznym wykorzystaniem materiałów dla bezpiecznego doprawiania rogów własnemu partnerowi?
Teraz, to już chyba pani doktor, biorąc pod uwagę jej zaangażowanie? smile

10

Odp: Nowa i problem zdrady
Excop napisał/a:

Nawiążę do zakurzonego postu inaugurującego wątek.
Autorka musiała mieć zewnętrzną porcję informacji.
Jej własny "powrót do przeszłości" nie byłby miarodajny dla promotora.
Ciekawe, jak połączyła teorię z praktycznym wykorzystaniem materiałów dla bezpiecznego doprawiania rogów własnemu partnerowi?
Teraz, to już chyba pani doktor, biorąc pod uwagę jej zaangażowanie? smile

Przy takim potencjale to już chyba widoki na profesurę, swoją drogą ciekawe jak dużo własnego materiału naukowego zebrała w praktyce dotychczas.

11

Odp: Nowa i problem zdrady

A nie macie wrażenia, że opisana w pierwszym poście sytuacja może być fikcyjna, stworzona na potrzeby pracy? Choć jest to nieetyczne, to czasem ludzie stosują takie prowokacje.

12

Odp: Nowa i problem zdrady
Klio napisał/a:

Odrzucając sferę emocjonalną w refleksji na temat zdrady sam z góry skazujesz się na porażkę. Zdrada osadzona jest właśnie w uczuciach. Nie dostrzegając tego nie dostrzegasz "fenomenu zdrady". Zastanawia mnie więc co jest w tym dla Ciebie? Co masz z tego, że tak bardzo nie chcesz dostrzec, że uczucia w zdradzie znajdują się w samym centrum?

Podsuwasz ważny trop, a ja muszę się od razu wytłumaczyć. Nie chodziło mi o wykluczenie emocji z fenomenu zdrady a tylko o wykluczenie ich z rozważań. Dlatego znalazłem temat wymarły, który w dodatku nie dotyczył konkretnego przypadku zdrady. Tu można teoretyzować, wspominać ewentualne dawne emocje... zaletą jest to, że ból nie musi być świeży, jak to się dzieje w tematach zakładanych przez zdradzane osoby.
Poniekąd również moje rozważania krążą w pobliżu emocji. Zastanowiło mnie bardzo częste rozgraniczanie miłości od zakochania, zauroczenia. Zazwyczaj miłość widzi się jako swoistą mieszaninę "wartości duchowych", zaufanie, szacunek, troskliwość. Zakochaniu/zauroczeniu przypisuje się pożądanie cielesne, pierwsze motylki w brzuchu. Często też można usłyszeć coś w rodzaju: nie myl pożądania z miłością.
Jeśli się więc kocha drugą osobę, pragnie się jej dobra nawet kosztem własnego, prawda? "Oddałbym za Ciebie życie". Kolejna właściwość miłości - postulowany brak egoizmu. Miłość i egoizm wzajemnie się wykluczają według wielu złotych myśli, sentencji czy  być może nawet traktatów filozoficznych. Wydawałoby się, że szczęście kochanej osoby powinno być przez osobę kochającą oczekiwane a przynajmniej akceptowane. Przyjemność kochanej osoby powinna wywoływać uśmiech kochającej. I zazwyczaj tak się dzieje. Wyjątkiem jest to coś, co nazywa się eufemistycznie zdradą. Jak to się dzieje, że chociaż kochający życie gotowi są oddać za kochane, zawieszają swoje oddanie w przypadku wykrycia przyjemności zażywanych przez kochane z innymi osobami? Można poświęcić całość (życie) ale trudniej poświęcić cząstkę (akceptację autonomii kochanej osoby przeżywającej coś w oderwaniu od kochającej)? Jak scharakteryzować takie emocje? I czy są one potrzebne, czy może takie emocje należy zwalczać? Dla mnie najistotniejsze jest w tym kontekście pytanie - dlaczego te emocje powodują takie cierpienia?

Ps. Napisałem wyżej o eufemistycznej nazwie "zdrada"  z powodu porównania ze zdradą właściwą, w której wiadomo od razu na czym polega jej zło. Zdrada nielojalnego sojusznika, który wrogowi udostępnia informacje o sytuacji zdradzanej osoby ma wyraźny układ strat i ewentualnych korzyści. Zdradzana ewidentnie traci. Zdrajca być może wejdzie w układ korzystniejszy z nowym sojusznikiem.

Ps.2 - Wydaje się, że przyjąłem dość częste założenie odnośnie miłości w tym względzie, że pragnie się dobra kochanej osoby nawet kosztem własnego. Nie traktuję tego, bynajmniej, jako pewnik. Być może to tylko ideał, do którego się dąży, deklaracja, poezja...

13 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2016-07-13 18:10:51)

Odp: Nowa i problem zdrady

Dżdżownicku, mnie bardziej ciekawi czemu poświęcasz taką masę czasu na te konstrukcje logiczne (bądź sofizmaty - bez urazy wink), które mają dowieść - sobie (?) lub gawiedzi - że zdrada to nic takiego. Zdradzasz i potrzebujesz samorozgrzeszenia? Zostałeś zdradzony i próbujesz siebie przekonać, że nie było to nic strasznego? jesteś za wolnymi związkami i chcesz nawrócić innych na tą drogę, by mieć większą pulę potencjalnych partnerów/partnerek? wink

Natomiast odpowiedź na wszelkie Twoje pytania jest w definicji związku monogamicznego. Po to wchodzisz w związek (inny, niż otwarty), by partnera mieć na wyłączność. Wyłączność dawniej miała wiele wymiarów (finansowe, zdrowotne) - dziś sprowadza się to w większości do wymiaru ego. Ta wyłączność jest istotą związku (innego niż otwarty), a że w granicach naszej kultury takie związki dominują w przeważającym stopniu od dawien dawna - to bez wyraźnego poinformowania drugiej strony o swoich poglądach w domyśle wchodzisz w związek, powiedzmy, zamknięty. Zdrada jest złamaniem tego układu i zaprzeczeniem sensu związku per se. Twój partner/partnerka ma wszelkie prawo czuć się oszukanym, a w oszustwie zła chyba szukać nie trzeba.

Na świecie są otwarte związki, jest swing, jest poligamia i poliamoria - grunt, by odbywało się to na akceptowanych przez wszystkie strony zasadach i w szczerości, bo tej właśnie brakuje w zdradzaniu.

14

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Nie chodziło mi o wykluczenie emocji z fenomenu zdrady a tylko o wykluczenie ich z rozważań.
Tu można teoretyzować, wspominać ewentualne dawne emocje...
Poniekąd również moje rozważania krążą w pobliżu emocji.

Czyli w rozważaniach chcesz uwzględnić sprawy marginalne dla problemu zdrady. Wnioski będą równie marginalne i cały „fenomen zdrady” zostanie zmarginalizowany. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że o to właśnie Ci chodzi. Nadal jasno nie odpowiedziałeś na pytanie: co Ty z tego masz? Chyba, że sam nie potrafisz na to pytanie odpowiedzieć...

Twoje rozważania o „eufemistycznej” i „właściwej” zdradzie mówią o Twoim podejściu do zagadnienia więcej niż cały Twój post. Trzeba było się do tego ograniczyć. Bagatelizujesz problem zdrady i uczucia zdradzanych, jak rasowy zdradzający wink

Co do oddawania życia za ukochaną osobę, to jest to rodzaj pier...nia którego uszy moje znieść nie mogą. Podobnie jak twierdzenia, że zdrada, to nie zdrada, tylko eufemistyczne określenie na coś. W obu przypadkach doszukuję się problemu danej osoby, a nie „fenomenu zjawiska”.

15 Ostatnio edytowany przez dżdżownick (2016-07-13 21:21:54)

Odp: Nowa i problem zdrady

Waltonie, nie zdawałem sobie sprawy, że tak wiele czasu poświęcam tej sprawie smile Dlaczego poświęcam? Nie dlatego, bym szukał rozgrzeszenia, bo nie sypiam z kobietami poza związkiem. Nie zostałem też zdradzony i nie próbuję się przekonać, że to nic takiego, bo w zasadzie taki pogląd wydaje mi się naturalny i tak po prostu czuję. Dlaczego zatem? Bo ten problem wydaje mi się ciekawy właśnie na zimno, nie w emocjach, jest niemal jak paradoks (przekreślanie związku duchowego z powodu spraw ciała w sytuacji tworzenia opozycji "duch-ciało").
Związki otwarte oczywiście istnieją. To być może byłby dobry temat na kolejną dyskusję, czy dobre jest promowanie jednego typu związku i wpływanie w ten sposób na to, że wielu młodych ludzi przyjmuje wzorce, którym podołać nie potrafią lub się z nimi źle czują. W kontekście zdrady można zauważyć, że istnienie związków otwartych nie pomoże w niczym osobom cierpiącym z powodu zdrady w związku monogamicznym. Może im się ewentualnie przydać po rozpadzie ich związku.
Rozumiem też problem niewywiązywania się z zobowiązań i nie rozgrzeszam. Zresztą nawet nie jestem w stanie rozgrzeszyć ludzi, którzy wyznają własnie takie wartości, w których funkcjonuje również zamknięty rodzaj związku a zdradę uznają za błąd, grzech itp. Ciekawe jest to, jaką wagę przywiązuje się akurat do spraw cielesnych. W związku zamkniętym wierność seksualna, że się tak wyrażę, nie jest jedynym zobowiązaniem, złamanie jej jest za to uznawane za największy cios w związku, chociaż nikt raczej nie opiera związku na seksie. Czy wiesz już co wydaje mi się tak intrygujące w tym temacie?

Klio napisał/a:
dżdżownick napisał/a:

Nie chodziło mi o wykluczenie emocji z fenomenu zdrady a tylko o wykluczenie ich z rozważań.
Tu można teoretyzować, wspominać ewentualne dawne emocje...
Poniekąd również moje rozważania krążą w pobliżu emocji.

Czyli w rozważaniach chcesz uwzględnić sprawy marginalne dla problemu zdrady. Wnioski będą równie marginalne i cały „fenomen zdrady” zostanie zmarginalizowany. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że o to właśnie Ci chodzi. Nadal jasno nie odpowiedziałeś na pytanie: co Ty z tego masz? Chyba, że sam nie potrafisz na to pytanie odpowiedzieć...

Twoje rozważania o „eufemistycznej” i „właściwej” zdradzie mówią o Twoim podejściu do zagadnienia więcej niż cały Twój post. Trzeba było się do tego ograniczyć. Bagatelizujesz problem zdrady i uczucia zdradzanych, jak rasowy zdradzający wink

Co do oddawania życia za ukochaną osobę, to jest to rodzaj pier...nia którego uszy moje znieść nie mogą. Podobnie jak twierdzenia, że zdrada, to nie zdrada, tylko eufemistyczne określenie na coś. W obu przypadkach doszukuję się problemu danej osoby, a nie „fenomenu zjawiska”.

Klio, nie odpowiedziałem jasno, bo nie zrozumiałem pierwszego pytania. Napisałaś: "Nie dostrzegając tego nie dostrzegasz "fenomenu zdrady". Zastanawia mnie więc co jest w tym dla Ciebie?" Wydawało mi się, że to "w" wkradło się tam przypadkiem i że pytasz o to, co jest tym (fenomenem zdrady) dla mnie, a to miałem nadzieję rozwijać w trakcie dyskusji. Nie odczytałem tego jako pytania o to, co z tego będę miał. Będę miał tyle co Ty i inni rozmówcy. Chciałem, by to była ciekawa dyskusja. Nie piszę pracy z socjologii, jak założycielka tematu, nie piszę żadnej innej książki ani nie gromadzę materiałów.
Nie mam zamiaru ukrywać, że mój stosunek do zdrady odbiega znacznie od stosunku większości ludzi w związkach monogamicznych. Wg Ciebie ja bagatelizuję problem zdrady, wg mnie osoby cierpiące z tego powodu wyolbrzymiają go. I to wydaje się dobrym punktem wyjścia do dyskusji. Czy ksiądz przekonujący umierającego chrześcijanina, by się nie lękał śmierci, bagatelizuje problem śmierci? Jeśli tak, to ja bagatelizuję problem zdrady.
Klio, ja nie stawiam w tej dyskusji żadnych widełek odtąd-dotąd, to jest ważne a to nie. Teoretyzowanie jest tylko narzędziem zajmowania się tym tematem i nic nie stoi na przeszkodzie, by teoretyzować o emocjach, by te emocje nazywać i opisywać.(edit: już wiem w czym rzecz... wyraziłem się nieprecyzyjnie o "wykluczeniu emocji z rozważań". Miałem na myśli to, że dobrze jest mówić o emocjach, gorzej emocjami zastępować rozmowę).  Czy mam rozumieć, że wg Ciebie w ten sposób do niczego nie dojdziemy? Że to należy zwyczajnie przeżyć, by się dowiedzieć? Czy podobnie będzie w każdej innej dyskusji? O problemie przeszczepów będę mógł się wypowiadać, gdy będę "potrzebował" przeszczepu? O patriotyzmie mogę rozważać pp przeżyciu wojny?
Mam wrażenie, że dotknąłem tematu tabu. Tematu, którego treścią powinno być potępianie a zimna analiza jest nie na miejscu.

Być może się błaźnię tym moim podejściem i ciekawością badania. Jeśli tak jest, powiedzcie mi to proszę, nie będę dalej brnął. a odświeżę sobie na przykład dyskusję o honorze. Również mój stosunek do honoru znacznie odbiega od powszechnej opinii. Albo wrócę do limeryków smile
Kończymy więc ten temat? smile

16

Odp: Nowa i problem zdrady

Wbrew temu co piszesz nie zawsze i nie w każdym związku zdrada fizyczna uznawana jest za największy cios i przysparza najwięcej cierpień. Wszystko zależy od tego co stanowi priorytet, co jest najważniejsze w związku i jak wyglądają jego podstawy. Dla Ciebie priorytetem nie jest monogamiczność, stąd uważasz, że Ci dla których monogamiczność jest priorytetem, a którzy doświadczają zdrady, wyolbrzymiają swoje cierpienia. Ty tak byś nie cierpiał, oni tak. Nie jest to kwestia „fenomenu zdrady”, a granic empatii.

Uparłeś się aby zagadnienie zdrady oprzeć na zdradzie fizycznej, która dla Ciebie nie jest zdradą „właściwą”. Z takiej perspektywy łatwiej Ci się dyskutuje, bo rzeczywiście możesz podejść do zagadnienia czysto teoretycznie, nie babrając się w emocjach (te wręcz przeszkadzają). Co więcej zastanawia Cię dlaczego inni tak przejmują się zdradą fizyczną, gdy Ty potrafisz przejść nad tym do porządku dziennego. Ale zdrada jest inna dla każdego, o czym sam na przykładzie swoich poglądów powinieneś wiedzieć. Wnoszę, na podstawie Twoich postów, że dla Ciebie „właściwą” zdradą jest zdrada emocjonalna. Odpowiedzi na nurtujące Cię zagadnienie możesz więc poszukać najpierw w sobie substytuując oczywiście eufemistyczną zdradę - fizyczną, na właściwą - emocjonalną. Chyba, że pomyliłam się w ocenie i nie tu leży u Ciebie zdrada.
Teoretyzujesz o pojęciu zdrady, z którym się nie identyfikujesz. Dla kompletności tego teoretycznego modelu warto zastanowić się nad własnym pojęciem zdrady. Wtedy być może otrzesz się o te wyolbrzymione cierpienia, których nie potrafisz zrozumieć.

PS Daj spokój z porównaniami, bo nijak nie przystają i zamiast wyklarować Twój argument, jedynie go zaciemniają. Ksiądz przekonujący umierającego, by nie lękał się śmierci, przekonuje na podstawie wiary, że właśnie rozpoczyna się dla umierającego lepsze życie w niebie. Jak to miało wyjaśnić według Ciebie zagadnienie wyolbrzymiania/bagatelizowania w kontekście tego tematu, nie wiem. Wiem jedno: te porównania są o kant doopy potłuc i stanowią tylko pożywkę dla offtopu. Przynajmniej odpowiadając na moje posty unikaj ich i trzymaj się podstawowego zagadnienia.

17

Odp: Nowa i problem zdrady

Mnie się temat podoba, chętnie poczytałabym co ludzie o tym myślą.
Co do Ciebie autorze, jak to się mówi - na tyle znamy siebie na ile nas sprawdzono. Może się okazać (czego absolutnie nie życzę), że bagatelna zdrada teoretyczna gdy staje się realna boli jak cholera i z bagatelki zmienia się w górę lodową :-).
Przedstawię mój punkt widzenia. Zastanawiałam się do czego to porównać i przyszło mi do głowy tylko jedno - wiara chrześcijańska. Bóg jest miłością i chce dla człowieka jak najlepiej. Ale wymaga wzajemności i stawia wymogi, m.in. "nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną". Będziesz miał życie wieczne i raj ale w tej miłości jest miejsce tylko dla jednego Boga. A największym misterium w tym "związku" jest komunia (wyraz totalnego oddania, zaufania, wiary, miłości itp). Nie możesz pobyć sobie buddystą a potem lecieć z marszu do komunii twierdząc, że to było przecież przyjemne dla Ciebie. Możesz oczywiście oszukać ale teoretycznie powinieneś najpierw się wyspowiadać i dostać pokutę oraz rozgrzeszenie.
W pewnym sensie tak postrzegam miłość - dajemy sobie największe szczęście i wyłączność a seks jest tylko między nami, nie wpuszczamy tu innych i to świadczy o wyjątkowości. Może to ułomne postrzeganie ale uważam, że tą przyjemność partner powinien mieć tylko ze mną. Tak się zarzekał i obiecywał a ja uwierzyłam.  Choroby, dzieci to skutek uboczny zdrady a nie sedno problemu. Sednem jest zerwanie więzi emocjonalnej, utrata bliskości i tego bezgranicznego zaufania do partnera, ogromne zranienie psychiczne i utrata wiary w miłość.
A dlaczego akurat zdrada fizyczna jest tym największym złem? Myślę, ze dlatego bo nie ma nic bardziej intymnego między dwojgiem ludzi jak seks. I dla mnie to jest jedno z przykazań miłości - seks jest komunią naszej miłości i świadczy o wyjątkowości naszego uczucia.
Ale to moje postrzeganie, wiem że wielu ludzi widzi to inaczej. Dlatego mnie zdrada boli najbardziej na świecie, a dla kogoś będzie bagatelką.

18

Odp: Nowa i problem zdrady
Klio napisał/a:

Wbrew temu co piszesz nie zawsze i nie w każdym związku zdrada fizyczna uznawana jest za największy cios i przysparza najwięcej cierpień. Wszystko zależy od tego co stanowi priorytet, co jest najważniejsze w związku i jak wyglądają jego podstawy. Dla Ciebie priorytetem nie jest monogamiczność, stąd uważasz, że Ci dla których monogamiczność jest priorytetem, a którzy doświadczają zdrady, wyolbrzymiają swoje cierpienia. Ty tak byś nie cierpiał, oni tak. Nie jest to kwestia „fenomenu zdrady”, a granic empatii.

...ale ja wcale nie twierdzę, że zdrada fizyczna jest uznawana za największy cios zawsze i w każdym związku. Jest jednak uznawana za największy cios, jaki może nadejść ze strony kochanej osoby chyba przez znaczną większość ludzi przebywających w związkach monogamicznych.
Hm... dla mnie priorytetem nie jest monogamiczność, jak piszesz... W zasadzie racja, związek nie jest ważniejszy od nas dwojga. Gdyby żonie przestało odpowiadać bycie w związku, wolałbym, by odeszła i realizowała swoją wizję swojego szczęścia zamiast się męczyć dla dobra związku. W związku nie potrzebuję osób trzecich, nie chcę mieć drugiej lub kolejnych żon. W tym sensie jestem więc zwolennikiem monogamii, i - może Cię zaskoczę - mimo, iż potrafiłbym się odnaleźć w związkach otwartych, wolę jednak taki.

Klio napisał/a:

Uparłeś się aby zagadnienie zdrady oprzeć na zdradzie fizycznej, która dla Ciebie nie jest zdradą „właściwą”. Z takiej perspektywy łatwiej Ci się dyskutuje, bo rzeczywiście możesz podejść do zagadnienia czysto teoretycznie, nie babrając się w emocjach (te wręcz przeszkadzają). Co więcej zastanawia Cię dlaczego inni tak przejmują się zdradą fizyczną, gdy Ty potrafisz przejść nad tym do porządku dziennego. Ale zdrada jest inna dla każdego, o czym sam na przykładzie swoich poglądów powinieneś wiedzieć.

Jeśli przez zdradę fizyczną rozumiesz tylko kopulację, to śpieszę sprostować, że nie ograniczam się wyłącznie do niej w przyjmowaniu zdrady, o jakiej mowa w wielu tematach na tym forum. Może to być pocałunek, pieszczota, spółkowanie, orgia lub... flirt. Wszystko to sprowadzam do kategorii seksualności i poprzez tę kategorię symbolicznie odnoszę do cielesności, do ciała. Można kwestionować zaliczenie flirtu do cielesności. Jeśli przeszkadza Ci umieszczenie flirtu w jednym worze ze spółkowaniem (kurde, ależ my mamy w j. polskim niewygodne nazewnictwo) przedstaw swój punkt widzenia, być może musiałbym po Twoich argumentach zrezygnować z uogólnień.
Napisałaś: "zastanawia Cię dlaczego inni tak przejmują się zdradą fizyczną, gdy Ty potrafisz przejść nad tym do porządku dziennego". I to jest stwierdzenie wprowadzające nieco w błąd. Ktoś może to odczytać tak: "jak możecie cierpieć z tego powodu, gdy ja nie widzę w tym nic bolesnego?" "skoro ja nie cierpię, to i innym nie wypada". Napisałem dlaczego zastanawiam się, skąd się bierze to cierpienie. Bynajmniej nie dlatego, że ja go nie odczuwam, ale dlatego, że rzecz dzieje się w miłości. Dlatego, że chodzi o przyjemność/szczęście kochanej osoby. I miałem nadzieję na spokojne przeanalizowanie tego, co przemawia za akceptacją tej przyjemności i tego, co przemawia przeciw.

Klio napisał/a:

Wnoszę, na podstawie Twoich postów, że dla Ciebie „właściwą” zdradą jest zdrada emocjonalna. Odpowiedzi na nurtujące Cię zagadnienie możesz więc poszukać najpierw w sobie substytuując oczywiście eufemistyczną zdradę - fizyczną, na właściwą - emocjonalną. Chyba, że pomyliłam się w ocenie i nie tu leży u Ciebie zdrada.

Zdradą właściwą nazywam czyn skierowany przeciw osobie, do lojalności wobec której zobligowany był zdrajca, polegający na wykorzystaniu pewnego zasobu należącego do osoby zdradzanej (pula informacji, dobra materialne, itp) na jej niekorzyść najczęściej przy udziale osób trzecich. Zdrada w rozumieniu przyjmowanym w związkach rzadko bywa skierowana przeciw partnerowi. Dzieje się tak chyba tylko w tych przypadkach, gdy akt zdrady ma być karą dla partnera. Zdrada w związkach najczęściej polega na zwykłym czerpaniu przyjemności z pominięciem partnera i w tajemnicy przed nim.

Klio napisał/a:

Daj spokój z porównaniami, bo nijak nie przystają i zamiast wyklarować Twój argument, jedynie go zaciemniają. Ksiądz przekonujący umierającego, by nie lękał się śmierci, przekonuje na podstawie wiary, że właśnie rozpoczyna się dla umierającego lepsze życie w niebie. Jak to miało wyjaśnić według Ciebie zagadnienie wyolbrzymiania/bagatelizowania w kontekście tego tematu, nie wiem. Wiem jedno: te porównania są o kant doopy potłuc i stanowią tylko pożywkę dla offtopu. Przynajmniej odpowiadając na moje posty unikaj ich i trzymaj się podstawowego zagadnienia.

Zgoda. Odpowiadając na Twoje posty będę unikał porównań. Porównanie z księdzem pozwolę sobie jednak jeszcze wytłumaczyć. Pominęłaś szczegół - ksiądz przekonujący umierającego chrześcijanina. Obaj mają ten sam swiatopogląd i ksiądz odwołuje się do tego, co chrześcijanin uznaje. Jeśli ja przekonywałbym, że nie ma tu powodu do cierpienia to byłaby to osoba kochająca. Moje przekonywania byłyby bezsensowne w przypadku Pana, który potrzebuje nałożnicy na wyłączność (czy tez Pani potrzebującej "nałożnika") i tylko dla seksu. Tak, jak niezrozumiałe byłyby przekonywania księdza wobec ateisty. Analogia jest dość znaczna. Zarówno ksiądz jak i ja podkreślalibyśmy wyższość ducha nad ciałem. Miłość nie polega na seksie chociaż go nie wyklucza a życie nie kończy się wraz ze śmiercią ciała, chociaż ciało jest w pewnym etapie "domem ducha".
Koniec porównań. Ja ze swojej strony też mam prośbę. Przestańmy zajmować się mną. Nie jest istotne co ja czuję lub czego nie czuję. O problemie można dyskutować hipotetycznie. "A" kocha "B". Przez "kocha" rozumiemy..... A zdradza B. Zdrada to......
Dzięki temu również unikniemy offtopu.

19

Odp: Nowa i problem zdrady
Araquelle napisał/a:

W pewnym sensie tak postrzegam miłość - dajemy sobie największe szczęście i wyłączność a seks jest tylko między nami, nie wpuszczamy tu innych i to świadczy o wyjątkowości. Może to ułomne postrzeganie ale uważam, że tą przyjemność partner powinien mieć tylko ze mną. Tak się zarzekał i obiecywał a ja uwierzyłam.  Choroby, dzieci to skutek uboczny zdrady a nie sedno problemu. Sednem jest zerwanie więzi emocjonalnej, utrata bliskości i tego bezgranicznego zaufania do partnera, ogromne zranienie psychiczne i utrata wiary w miłość.
A dlaczego akurat zdrada fizyczna jest tym największym złem? Myślę, ze dlatego bo nie ma nic bardziej intymnego między dwojgiem ludzi jak seks. I dla mnie to jest jedno z przykazań miłości - seks jest komunią naszej miłości i świadczy o wyjątkowości naszego uczucia.
Ale to moje postrzeganie, wiem że wielu ludzi widzi to inaczej. Dlatego mnie zdrada boli najbardziej na świecie, a dla kogoś będzie bagatelką.

Zastanawiam się, czy nie podajesz skutku jako przyczyny. Sednem problemu zdrady jest wg Ciebie zerwanie więzi emocjonalnej, utrata bliskości i zaufania, zranienie psychiczne i brak wiary w miłość. To wszystko jest reakcją na zdradę. Dlaczego jednak taka reakcja następuje? Poza tym taka reakcja niekoniecznie musi wyniknąć, chociaż wynika najczęściej. Mankamentem przyjęcia takiego tłumaczenia problemu zdrady jest wyłączenie z kręgu zła zdrady, która się nie wydała, bo wtedy nie dochodzi do wymienionych przez Ciebie strat. Zgodzisz się z tym, że wystarczy doskonale się kryć, by zdrada nie była złem?
Rozumiem utratę zaufania, utratę wiary - ślubowało się przecież "miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci". Czy miłość jest mniej ważna od wierności? Jednorazowy "skok w bok", będący złamaniem obietnicy w kwestii wierności skutkuje wg Ciebie wymienionymi stratami. Dlaczego tak samo nie dzieje się w przypadku złamania obietnicy miłości? Dlaczego gdy pojawia się jednorazowa nienawiść uzewnętrzniająca się na przykład w niektórych kłótniach nie traktujesz tego tak samo pieczołowicie jak w przypadku skoku w bok? Dlatego, że seks jest bardziej intymny, niż miłość? Owszem, chyba jest...
...ale wrócę jeszcze do tej nieszczęsnej miłości. Jeśli małżonkowie ślubowali sobie m.in. miłość aż do śmierci, czy powinna popełnić samobójstwo ta osoba, która przestanie kochać i której nie uda się siłą woli uczucia przywrócić? Czy może w formule ślubowania miłość, wierność i uczciwość ślubuje się na stan aktualny a "do śmierci" dotyczy tylko nieopuszczenia? Jak myślisz?

20

Odp: Nowa i problem zdrady

Widzisz sam, że wszystko osadza się na indywidualnym podejściu do problemu. Jednakże jeżeli chcesz tworzyć model teoretyczny zdrady musi być on wystarczająco pojemny, aby uwzględniał różne indywidualne ujęcia problemu (nie posuwając się jednak do absurdu). Zdrada osadza się na świadomym zawiedzeniu zaufania, czy inaczej niewierności. Niewierność rozumiana zaś nie wąsko w kontekście seksualnym, ale szeroko: niezgodności z wyznawanymi w związku zasadami. Różne są zasady i różne są też niewierności/zdrady.
Własny model teoretyczny starasz się jednak zawęzić wykluczając gamę zachowań (zwłaszcza seksualnych), które większość ludzi uznaje za niewierność w związku. Wszystko to w imię pojętej na swój sposób miłości agape. Miłość jednak to również bardzo indywidualna sprawa i to co Ty pojmujesz jako wyraz miłości i dbałości o szczęście drugiej osoby, nie będzie tym samym dla kogoś innego.
Chcesz rozmawiać w kategoriach A kocha, zdradza, itp. B, ale wydaje mi się, że ja w tym momencie dochodzę do ściany. Nieobce są mi teorie miłości, ale sama jestem mocno osadzona w praktyce i tworzenie modelu teoretycznego, czy to w przypadku samej miłości, czy tez zdrady osobiście uważam za interesujące ćwiczenie umysłowe, które może i znajduje częściowe przełożenie na jednostkowe doświadczenie, ale tylko częściowe. Ilu ludzi, tyle zdrad i tyle miłości.

21

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

...ale wrócę jeszcze do tej nieszczęsnej miłości. Jeśli małżonkowie ślubowali sobie m.in. miłość aż do śmierci, czy powinna popełnić samobójstwo ta osoba, która przestanie kochać i której nie uda się siłą woli uczucia przywrócić? Czy może w formule ślubowania miłość, wierność i uczciwość ślubuje się na stan aktualny a "do śmierci" dotyczy tylko nieopuszczenia? Jak myślisz?

To jest bardzo ciekawe pytanie. Ba, bardzo trafne. Wielokrotnie już na forum pisałam, że uczucia powstają poza naszą wolą, co znaczy, że nie mamy wpływu na to, że się pojawiają, wpływ mamy wyłącznie na to, co z nimi zrobimy, jak je ukierunkujemy, czy zdławimy w zarodku, czy pozwolimy im się rozwinąć. Tak jest z miłością, jak i z nienawiścią, a nawet z uczuciem sympatii lub jej braku.
Biorąc pod uwagę, że miłość nie jest uczuciem wiecznym, a jej obiekt niejednokrotnie sam przyczynia się do faktu, że powolutku, kawałek po kawałku, dzień po dniu odchodzi, aż pewnego dnia człowiek uświadamia sobie, że to co czuje to już nie jest miłość, a w najlepszym wypadku przyzwyczajenie, to na dobrą sprawę nie może się za to winić. Mimo wszystko boli, kiedy dowiadujemy się, że druga strona już nie kocha. Czy jednak złamała przysięgę? Czy przysięgając mogła to przewidzieć? Czy przysięga sama w sobie nie jest już z założenia czymś niewłaściwym, bowiem (tu wrócę do początku) czy mamy prawo przysięgać coś, na co nie do końca mamy wpływ?

22

Odp: Nowa i problem zdrady
Klio napisał/a:

Widzisz sam, że wszystko osadza się na indywidualnym podejściu do problemu. Jednakże jeżeli chcesz tworzyć model teoretyczny zdrady musi być on wystarczająco pojemny, aby uwzględniał różne indywidualne ujęcia problemu (nie posuwając się jednak do absurdu). Zdrada osadza się na świadomym zawiedzeniu zaufania, czy inaczej niewierności. Niewierność rozumiana zaś nie wąsko w kontekście seksualnym, ale szeroko: niezgodności z wyznawanymi w związku zasadami. Różne są zasady i różne są też niewierności/zdrady.
Własny model teoretyczny starasz się jednak zawęzić wykluczając gamę zachowań (zwłaszcza seksualnych), które większość ludzi uznaje za niewierność w związku. Wszystko to w imię pojętej na swój sposób miłości agape. Miłość jednak to również bardzo indywidualna sprawa i to co Ty pojmujesz jako wyraz miłości i dbałości o szczęście drugiej osoby, nie będzie tym samym dla kogoś innego.
Chcesz rozmawiać w kategoriach A kocha, zdradza, itp. B, ale wydaje mi się, że ja w tym momencie dochodzę do ściany. Nieobce są mi teorie miłości, ale sama jestem mocno osadzona w praktyce i tworzenie modelu teoretycznego, czy to w przypadku samej miłości, czy tez zdrady osobiście uważam za interesujące ćwiczenie umysłowe, które może i znajduje częściowe przełożenie na jednostkowe doświadczenie, ale tylko częściowe. Ilu ludzi, tyle zdrad i tyle miłości.

Nie mam takiego talentu, by tworzyć jakiś jeden uniwersalny model. Ludzie są różni, ich życia toczą się różnymi drogami a i ja nie jestem choćby namiastką Hegla. Myślę, że ta dyskusja może być interesująca, jeśli uczestnicy zechcą napisać na czym wg nich polega zło zdrady. Jeśli chodzi o zakres pojmowania zdrady - wydaje mi się że mieszczę się w zakresie przyjętym przez autorkę tematu. Twoja propozycja rozszerzenia jest interesująca. Jak najbardziej jestem za jej przyjęciem, za włączeniem do dyskusji.
Piszesz o niezgodności z wyznawanymi w związku zasadami. To wymaga chyba doprecyzowania. Bo w związku istnieją zasady zarówno wtedy, gdy A ma swoje zasady i mniej lub bardziej stara się być im wierna a B ma swoje, jak też i wtedy, gdy A wraz z B na początku związku tworzą coś w rodzaju regulaminu związku w równym stopniu obowiązującego A i B. Najmniej korzystną jest chyba sytuacja, gdy w związku tylko A lub tylko B ma zasady i stara się do nich dostosowywać swoje postępowanie. W przypadku zasad, światopoglądów, idei dość ważne jest moim zdaniem ustalenie hierarchii ważności na poziomie - nazwijmy to -podmiot-przedmiot, gdzie podmiotem jest A i B a przedmiotem zasady. Ale to tylko moje zdanie, może to nie jest aż tak potrzebne...
Zasady są różne i różne zdrady. Dotąd jednak nigdy nie spotkałem tematu na forum czy skargi, że: "zostałem zdradzony/zdradził mnie partner", w którym zdrada polegałaby na przykład na zaproszeniu gości przez A bez konsultacji z B, chociaż mieli umowę, że gości przyjmują tylko wtedy, gdy oboje godzą się na to. Możesz podać jakiś Twój przykład zasady wykraczającej poza kontekst seksualny, której złamanie nałeżałoby uznać za zdradę?

Jeśli niewygodnie Ci pisać z wykorzystywaniem symboli (A, B... itp, jeśli by powstały) pisz, proszę, tak, jak Ci najwygodniej, tak, jak Ci się myśli. Chcesz pisać o sobie i swoich doświadczeniach - nie mam nic przeciwko temu. Moja prośba dotyczy tylko zaprzestania zajmowania się mną, a dokładniej moim związkiem. Bo to co ja myślę, przecież opisuję. Jesli niewygodnie Ci się czyta tekst, w którym używa się takich symboli, zaproponuj mi, proszę, inna formułę opisu.

Olinka napisał/a:
dżdżownick napisał/a:

...ale wrócę jeszcze do tej nieszczęsnej miłości. Jeśli małżonkowie ślubowali sobie m.in. miłość aż do śmierci, czy powinna popełnić samobójstwo ta osoba, która przestanie kochać i której nie uda się siłą woli uczucia przywrócić? Czy może w formule ślubowania miłość, wierność i uczciwość ślubuje się na stan aktualny a "do śmierci" dotyczy tylko nieopuszczenia? Jak myślisz?

To jest bardzo ciekawe pytanie. Ba, bardzo trafne. Wielokrotnie już na forum pisałam, że uczucia powstają poza naszą wolą, co znaczy, że nie mamy wpływu na to, że się pojawiają, wpływ mamy wyłącznie na to, co z nimi zrobimy, jak je ukierunkujemy, czy zdławimy w zarodku, czy pozwolimy im się rozwinąć. Tak jest z miłością, jak i z nienawiścią, a nawet z uczuciem sympatii lub jej braku.
Biorąc pod uwagę, że miłość nie jest uczuciem wiecznym, a jej obiekt niejednokrotnie sam przyczynia się do faktu, że powolutku, kawałek po kawałku, dzień po dniu odchodzi, aż pewnego dnia człowiek uświadamia sobie, że to co czuje to już nie jest miłość, a w najlepszym wypadku przyzwyczajenie, to na dobrą sprawę nie może się za to winić. Mimo wszystko boli, kiedy dowiadujemy się, że druga strona już nie kocha. Czy jednak złamała przysięgę? Czy przysięgając mogła to przewidzieć? Czy przysięga sama w sobie nie jest już z założenia czymś niewłaściwym, bowiem (tu wrócę do początku) czy mamy prawo przysięgać coś, na co nie do końca mamy wpływ?

Chyba o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby A i B byli ze sobą bez bata zobowiązań nad sobą ale na zasadzie chęci wynikających z uczucia. Jednak to tylko teoretycznie.
Chociaż... coś w tym jest. Na przykład przestrzeganie Prawa nadanego przez Boga Izraelowi było dla ludu problematyczne. W Nowym Testamencie zmieniono Prawo na ważne słowa Ap. Pawła o grzechu. Grzechem jest to, co robicie bez przekonania. Nie jest grzechem to, co robicie będąc do tego przekonani.To chyba zasada dość uniwersalna, mogłaby być też uznawana za ważną/mądrą przez niechrześcijan. W swojej istocie jest to dość liberalna zasada, dopuszczająca wszystko, o ile spełni się trudny warunek...

Oczy mi się kleją, piszę ten post już chyba niemal godzinę... Przepraszam, jeśli coś będzie niezrozumiałe. Wyślę to jednak...

23

Odp: Nowa i problem zdrady

Dżdżownick

będzie offtop ale muszę po przeczytaniu tego co napisałeś:) nie tyle uprościłeś naukę Pawła o grzechu ile ją zmieniłeś. Jeśli jestem przekonany o tym, że dziś Cię zabiję to nie będzie to grzechem? jeśli terrorysta zabija setki osób to nie jest to grzech bo on jest przekonany o tym, że czyni dobrze? Wiesz co mówił Paweł? zachęcam do całościowego potraktowania tematu, listy do Koryntian przede wszystkim ale i do Rzymian. Są tam wymienione wszelkie grzechy które kalają czlowieka i między innymi wszeteczeństwo i nieczystość, rozwiązłość itp. Zmieniłeś ewangelię:) nie mogę czytać tego nie ripostując:)

24

Odp: Nowa i problem zdrady

"A tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy. 2 Jeden jest zdania, że można jeść wszystko, drugi, słaby, jada tylko jarzyny. 3 Ten, kto jada [wszystko], niech nie pogardza tym, który nie [wszystko] jada, a ten, który nie jada, niech nie potępia tego, który jada; bo Bóg go łaskawie przygarnął. 4 Kim jesteś ty, co się odważasz sądzić cudzego sługę? To, czy on stoi, czy upada, jest rzeczą jego Pana. Ostoi się zresztą, bo jego Pan ma moc utrzymać go na nogach.
5 Jeden czyni różnicę między poszczególnymi dniami, drugi zaś uważa wszystkie za równe: niech się każdy trzyma swego przekonania! 6 Kto przestrzega pewnych dni, przestrzega ich dla Pana, a kto jada wszystko - jada dla Pana. Bogu przecież składa dzięki. A kto nie jada wszystkiego - nie jada ze względu na Pana, i on również dzięki składa Bogu. 7 Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: 8 jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana. 9 Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.
10 Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga. 11 Napisane jest bowiem:
Na moje życie - mówi Pan - przede Mną klęknie wszelkie kolano.
a każdy język wielbić będzie Boga.
12 Tak więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.

Unikanie zgorszenia

13 Przestańmy więc wyrokować jedni o drugich. A raczej to zawyrokujcie, by nie dawać bratu sposobności do upadku lub zgorszenia. 14 Wiem i przekonany jestem w Panu Jezusie, że nie ma niczego, co by samo przez się było nieczyste, a jest nieczyste tylko dla tego, kto je uważa za nieczyste. 15 Gdy więc stanowiskiem w sprawie pokarmów zasmucasz swego brata, nie postępujesz już zgodnie z miłością. Tym swoim [stanowiskiem w sprawie] pokarmów nie narażaj na zgubę tego, za którego umarł Chrystus.
16 Niech więc posiadane przez was dobro nie stanie się sposobnością do bluźnierstwa! 17 Bo królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym. 18 A kto w taki sposób służy Chrystusowi, ten podoba się Bogu i ma uznanie u ludzi. 19 Starajmy się więc o to, co służy sprawie pokoju i wzajemnemu zbudowaniu. 20 Nie burz dzieła Bożego ze względu na pokarmy! Wprawdzie każda rzecz jest czysta, stałaby się jednak zła, jeśliby człowiek spożywając ją, dawał przez to zgorszenie. 21 Dobrą jest rzeczą nie jeść mięsa i nie pić wina, i nie czynić niczego, co twego brata razi .
22 4 A swoje własne przekonanie zachowaj dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto w postanowieniach siebie samego nie potępia. 23 Kto bowiem spożywa pokarmy, mając przy tym wątpliwości, ten potępia samego siebie, bo nie postępuje zgodnie z przekonaniem. Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem.
(List do Rzymian 14,1-23)
Przepraszam Askingman smile To, co wczoraj napisałem oparłem na tym, co pamietałem z Listu do Rzymian. Czy z tego wynika, że jeślli będziesz przekonany do zabicia i zabijesz, nie będzie to grzechem? Prawdopodobnie tak. Jeden wyróżnia któryś z dni tygodnia, inny uważa że są równe i obaj mogą robić to, do czego są przekonani, chociaż w dziesięciorgu przykazań jest "pamiętaj, abyś dzień święty święcił". A świętość z punktu widzenia religii jest ważniejsza od człowieka. Jednak nie czuję się kompetentny i nie zawyrokuję jaka jest racja. Powiem tylko, że rozumiem to tak, że Apostoł Paweł pokładał taką wiarę w miłość, iz wydawało mu się niemożliwe przekonanie do czynienia krzywdy bez powodu, jesli ktoś jest człowiekiem miłującym bliźniego, czyli wg wierzeń chrześcijan, dzieckiem bożym. smile

25

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Chcę zapytać o to, na czym polega zło zdrady.

To takie samo pytanie, jak pytanie o powody zdrady. Każdy indywidualnie udzieli subiektywnej odpowiedzi.

1. W mojej opinii w zdradzie chodzi o atencję i pożądanie oraz pragnienie poczucia się kimś ważnym i wyjątkowym. W zdradzie zawsze idzie o emocje, odczuwane przez zdradzającego.
2. Partner zdradzającego ma identyczne pragnienia, tj. chciałby być otoczony jego atencją i pożądaniem oraz pragnie być dla niego kimś ważnym i wyjątkowym.
3. Zło zdrady polega na tym, że zdradzony czuje się odrzucony, niepożądany, nieważny i jakby był nikim wyjątkowym dla zdradzającego, kimś, kogo uczucia można pominąć.

26

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Zasady są różne i różne zdrady. Dotąd jednak nigdy nie spotkałem tematu na forum czy skargi, że: "zostałem zdradzony/zdradził mnie partner", w którym zdrada polegałaby na przykład na zaproszeniu gości przez A bez konsultacji z B, chociaż mieli umowę, że gości przyjmują tylko wtedy, gdy oboje godzą się na to. Możesz podać jakiś Twój przykład zasady wykraczającej poza kontekst seksualny, której złamanie nałeżałoby uznać za zdradę?

Dlatego wcześniej pisałam: Jednakże jeżeli chcesz tworzyć model teoretyczny zdrady musi być on wystarczająco pojemny, aby uwzględniał różne indywidualne ujęcia problemu (nie posuwając się jednak do absurdu).
Podany przykład jest właśnie posunięciem się do absurdu. Nie jest to zdrada, a właśnie brak dobrej komunikacji w związku. Reakcją na to nie jest zburzenie zaufania (przynajmniej nie powinno być), a wkurw.
Co do zasad obowiązujących w związku to część jest ustalana, część zaś niejako obowiązuje bez potrzeby ich wokalizowania. Najważniejsze jednak jest to, że powstają w związku, w ich powstaniu biorą udział obydwie osoby. Zasady nie są wyryte w kamieniu i mogą podlegać zmianie z czasem nie tylko w ramach związku, ale również wraz ze zmianą partnera. Wszystko rodzi się pomiędzy, nawet jeśli jakieś ustalone granice i poglądy mamy.
Co do innych zdrad nieseksualnych, to wskażę zdradę psychiczną, gdzie partner swoje myśli, plany, historie dnia codziennego, problemy związkowe, wady, zalety partnera, kłopoty i wszystko inne dzieli nie ze swoim partnerem/partnerką, a kimś innym. Swój umysł przed partnerem zaś zamyka. Nie chodzi tu o przyjacielskie zwierzenia bynajmniej, choć osoba w ten sposób zdradzająca może je pod to podciągać. Chodzi o intencjonalne i ciągłe przekazywanie tego typu informacji itp mimo, że są to informacje poufne, intymne, przynależne związkowi. Informacje te przekazywane są wbrew wyraźnym, bądź domyślnym, zastrzeżeniom partnera. To burzy zaufanie w związku na poziomie psychicznym.

Co do zła zdrady podciągam się pod to co napisała Summerka88, czyli tak właściwie inkluzja i wykluczenie.

W stosowaniu symboli nie chodziło mi o wygodę, bądź jej brak, ale właśnie o symboliczność, która czasem przystaje, a czasem nie, do rzeczywistości.

BTW Wiedziałam, że te religijne porównania sprowadzą temat problemu zdrady na manowce. Czy niniejszym moglibyśmy wszyscy zgodzić się co do nie zastanawiania się w kontekście zdrady: co by Jezus powiedział? Pierwsza osoba, która choćby napomknie o Judaszu dostaje w dziób wink tongue

27

Odp: Nowa i problem zdrady
summerka88 napisał/a:
dżdżownick napisał/a:

Chcę zapytać o to, na czym polega zło zdrady.

To takie samo pytanie, jak pytanie o powody zdrady. Każdy indywidualnie udzieli subiektywnej odpowiedzi.

1. W mojej opinii w zdradzie chodzi o atencję i pożądanie oraz pragnienie poczucia się kimś ważnym i wyjątkowym. W zdradzie zawsze idzie o emocje, odczuwane przez zdradzającego.
2. Partner zdradzającego ma identyczne pragnienia, tj. chciałby być otoczony jego atencją i pożądaniem oraz pragnie być dla niego kimś ważnym i wyjątkowym.
3. Zło zdrady polega na tym, że zdradzony czuje się odrzucony, niepożądany, nieważny i jakby był nikim wyjątkowym dla zdradzającego, kimś, kogo uczucia można pominąć.

a dla mnie zdrada to zlamanie pewnych ustalen bez wczesniejszej proby ich negocjowania. zwlaszcza jesli te ustalenia wyszly z inicjatywy drugiej strony i to druga strona je lamie.
moj poprzedni zwiazek zaczal sie od swingu. podobalo mi sie to i wcale nie dazylam do monogamii. dazyl moj partner. on to zaproponowal. a potem flirtowal i bzykal sie z innymi za moimi plecami (jednoczesnie wymagajac wiernosci ode mnie) - to jest dla mnie zdrada

28

Odp: Nowa i problem zdrady

Dziękuję, Summerko. Przypadek, jaki opisujesz wydaje mi się podobny do tego, co pisała Araquelle w tym sensie, że to zło powstaje w świadomości zdradzonego. Jest bardziej pośrednie, niż kategoryczne. Tzn. to nie zdradzający mówi do zdradzanej osoby "jesteś dla mnie nieważna, nie pożądam cię, nie jesteś wyjątkowa". To sobie interpretuje osoba zdradzona. Można wyciągnąć wniosek, że zdrada nie jest więc złem z obiektywnego punktu widzenia (dopóki w świadomości zdradzonego nie powstanie przekonanie o odrzuceniu itd. zdradzona osoba niczego nie traci). Złem się staje. Czy zatem jest możliwe zapobieżenie cierpieniu? Myślisz, że można zdradzić z więcej, niż jedną osobą (jednocześnie lub w krótkim odstępie czasu)? Jeśli tak, to by znaczyło, że można mieć wiele osób ważnych i wyjątkowych, a co za tym idzie, przekonanie osoby zdradzonej, że przestała być ważna i wyjątkowa nie musi być słuszne a na pewno nie da się go wywieść z samego faktu zdrady. Podobnie jest z odrzuceniem, brakiem pożądania.
Przy okazji - brak pożądania jako zarzut to jest też to, o czym napisała Olinka. Pożądanie jest niezależne od woli i trudno za jego brak kogoś winić. Ale... rzeczywistość jest jaka jest. Argument chyba nie wygrywa z emocjami.

29

Odp: Nowa i problem zdrady

Dziękuję _V_, dzięki Klio. Na razie tylko na szybko przyszło mi pytanie do Klio. Czy dopuszcza się zdrady osoba, która dzieli się z kimś innym myślami niezwiązanymi z partnerem jeśli nie dzieli się nimi jednocześnie z partnerem? Na przykład układając jakieś utopie, rozważając matematyczne zagadnienia, wymyślając teorie? Czy to już byłoby posunięcie się do absurdu?
Czy partnerzy powinni wiedzieć o sobie WSZYSTKO? Gdyby wynaleziono czytnik myśli, myślisz, że dobrym rozwiązaniem byłoby zaopatrzenie dwojga w związku w takie czytniki  w ramach ułatwienia komunikacji? Oczywiście czytnik umożliwiający ograniczenie odczytywania tylko jednemu odbiorcy. To poważne pytania. Nie zbijam się.

30

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Jeśli tak, to by znaczyło, że można mieć wiele osób ważnych i wyjątkowych, a co za tym idzie, przekonanie osoby zdradzonej, że przestała być ważna i wyjątkowa nie musi być słuszne

zalezy jak sie umowia

sa zwiazki tzw. menage a troi czy wrecz poliamoryczne. zakladaja romantyczne, intymne i seksualne relacje z wiecej niz jedna osoba w tym samym czasie

31 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-07-15 22:34:17)

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Dziękuję, Summerko. Przypadek, jaki opisujesz wydaje mi się podobny do tego, co pisała Araquelle w tym sensie, że to zło powstaje w świadomości zdradzonego. Jest bardziej pośrednie, niż kategoryczne. Tzn. to nie zdradzający mówi do zdradzanej osoby "jesteś dla mnie nieważna, nie pożądam cię, nie jesteś wyjątkowa". To sobie interpretuje osoba zdradzona. Można wyciągnąć wniosek, że zdrada nie jest więc złem z obiektywnego punktu widzenia (dopóki w świadomości zdradzonego nie powstanie przekonanie o odrzuceniu itd. zdradzona osoba niczego nie traci). Złem się staje. Czy zatem jest możliwe zapobieżenie cierpieniu? Myślisz, że można zdradzić z więcej, niż jedną osobą (jednocześnie lub w krótkim odstępie czasu)? Jeśli tak, to by znaczyło, że można mieć wiele osób ważnych i wyjątkowych, a co za tym idzie, przekonanie osoby zdradzonej, że przestała być ważna i wyjątkowa nie musi być słuszne a na pewno nie da się go wywieść z samego faktu zdrady. Podobnie jest z odrzuceniem, brakiem pożądania.
Przy okazji - brak pożądania jako zarzut to jest też to, o czym napisała Olinka. Pożądanie jest niezależne od woli i trudno za jego brak kogoś winić. Ale... rzeczywistość jest jaka jest. Argument chyba nie wygrywa z emocjami.

Czyli okazuje się, że mimo indywidualnego podejścia i subiektywnych opinii osób, które wypowiedziały się w kontekście zła zdrady, to można zacząć tworzyć zbiór wspólny wink

Nie wydaje mi się, że osoba zdradzona INTERPRETUJE sobie po tym jak została zdradzona zdradę jako zło.
Odbieram takie podsumowanie mojej wypowiedzi jako nadużycie. Dlatego że dwoje ludzi w związku umawia się na WYŁĄCZNOŚĆ (nie biorę pod uwagę związków otwartych, bo to oddzielna kategoria) i złamanie tej umowy powoduje AUTENTYCZNY BÓL I CIERPIENIE.
Ale masz rację w kwestii anatomii emocji, bo emocje są pochodną myśli, sami powołujemy do życia swoje emocje (oprócz emocji pierwotnych). Dotyczy to nie tylko tzw. negatywnych emocji, ale również pozytywnych. Nie każdego będzie cieszyć to samo. Ale skoro wiem, że coś sprawi przyjemność, radość komuś, to robiąc to COŚ wiem, jakie emocje u kogosia wywołam. Możemy to nazwać "fenomenem czynienia przyjemności" wink analogicznie do "fenomenu zdrady"

Odnośnie wielokrotnej zdrady, to jestem przekonana, iż bardzo często tak właśnie się dzieje. Wystarczy przytoczyć banał wśród zdrad kiedy to zdradzający przekonuje swojego kochanka, że w formalnym mężem/żoną nie sypia a rzeczywistość jest taka, że zdradza stałego partnera z kochanką a kochanka z mężem, itp.
Zdaję sobie sprawę, że miałeś na myśli inny gatunek wielokrotnej zdrady, ale to chyba za bardzo odbiega od dyskursu i zła zdrady.

32 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-07-15 23:56:13)

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Czy dopuszcza się zdrady osoba, która dzieli się z kimś innym myślami niezwiązanymi z partnerem jeśli nie dzieli się nimi jednocześnie z partnerem? Na przykład układając jakieś utopie, rozważając matematyczne zagadnienia, wymyślając teorie? Czy to już byłoby posunięcie się do absurdu?

Tak, to już posuwanie się do absurdu. W zdradzie psychicznej nie chodzi o to, że ktoś ma swoją przestrzeń, osobną, w ramach związku. Nie chodzi również o dzielenie się myślami emocjonalnie i psychicznie neutralnymi. Chodzi o to, że osoba zdradzająca w ten sposób nawiązuje silną więź psychiczną z kimś innym, angażują się w budowanie tej więzi i najczęściej zaniedbując budowanie tej więzi z partnerem. Poruszane tematy nie są neutralne psychicznie/emocjonalnie i dotyczą problemów intymnych zarówno tej osoby, jak i związku.
Osoba, z którą taka więź jest budowana jest idealizowana, podczas gdy deprecjacji ulega partner.

dżdżownick napisał/a:

Czy partnerzy powinni wiedzieć o sobie WSZYSTKO? Gdyby wynaleziono czytnik myśli, myślisz, że dobrym rozwiązaniem byłoby zaopatrzenie dwojga w związku w takie czytniki  w ramach ułatwienia komunikacji? Oczywiście czytnik umożliwiający ograniczenie odczytywania tylko jednemu odbiorcy. To poważne pytania. Nie zbijam się.

Nie, nie i nie. To o czym piszesz jest przerażającą utopią i na szczęście utopią.
Również w związku jest miejsce na prywatność. Jest również miejsce na dobrowolne, wzajemne zaufanie oraz rozmowę, a nie kompletną kontrolę.

33

Odp: Nowa i problem zdrady
Klio napisał/a:

W zdradzie psychicznej nie chodzi o to, że ktoś ma swoją przestrzeń, osobną, w ramach związku. Nie chodzi również o dzielenie się myślami emocjonalnie i psychicznie neutralnymi. Chodzi o to, że osoba zdradzająca w ten sposób nawiązuje silną więź psychiczną z kimś innym, angażują się w budowanie tej więzi i najczęściej zaniedbując budowanie tej więzi z partnerem. Poruszane tematy nie są neutralne psychicznie/emocjonalnie i dotyczą problemów intymnych zarówno tej osoby, jak i związku.
Osoba, z którą taka więź jest budowana jest idealizowana, podczas gdy deprecjacji ulega partner.

Zgadzam się z tym, co napisała Klio, od siebie dodałabym jeszcze, że w zdradzie emocjonalnej chodzi o naruszanie tej sfery, która do tej pory zarezerwowana była wyłącznie dla partnerki/partnera, a nagle zdradzający decyduje się swoją uwagę kierować w inną stronę. Te granice w różnych związkach będą różne, ale mówi się, że jeśli osoba zdradzona uznaje coś za zdradę - to jest to zdrada. Często jest to kwestia umowna, ale zawsze intymna.
Ogólnie trudno jest w sposób uniwersalny zdefiniować zdradę emocjonalną, właśnie dlatego, że dla każdego z nas pod tym pojęciem z reguły kryje się coś innego. Niemniej zdrada zdradzie nierówna, są takie, które łatwiej przychodzi wybaczyć (na przykład flirt przez wiele osób uznawany za zdradę, choć ja nazywam go raczej nielojalnością), a są takie, które bolą bardzo mocno i bardzo długo, nierzadko prowadząc do rozpadu związku.

34

Odp: Nowa i problem zdrady

Chyba macie rację określając jako zło zdrady to, co w jej efekcie powstaje, ale to chciałbym jeszcze przemyśleć.

Klio napisał/a:

Również w związku jest miejsce na prywatność.

Czy możesz o tym coś więcej napisać? Co może wchodzić w zakres prywatności w związku?

Ps. Będę miał trochę mniej czasu na udzielanie się na forum, ale mam nadzieję, że nie zahamuje to dyskusji.

35

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:
Klio napisał/a:

Również w związku jest miejsce na prywatność.

Czy możesz o tym coś więcej napisać? Co może wchodzić w zakres prywatności w związku?

Pozwolę sobie na samowolne wtrącenie smile.
Nie wyobrażam sobie, aby w moim związku nie było miejsca na prywatność, którą zresztą bardzo sobie szanuję. Co to oznacza? Że mam tylko swoje miejsca, swoich znajomych, swoje zajęcia i swoje pasje. Także czas, który rezerwuję wyłącznie dla siebie. Mam też swój komputer i swój telefon, notatnik i parę innych przedmiotów, których zawartości w żaden sposób nie zabezpieczam, a jednak mam pewność, że nikt niczego nie będzie tam szukał. Nikt nie czyta mojej korespondencji. Bez zbędnych pytań czy podejrzeń mogę wyjść z domu o każdej porze, na tych samych zasadach mogę wyjechać na cały weekend. W związku, który nie zostawiałby mi własnej przestrzeni - udusiłabym się.

36 Ostatnio edytowany przez dżdżownick (2016-07-16 07:06:45)

Odp: Nowa i problem zdrady

Myślę, że prywatność jest wazna. Tymczasem znowu jestem w pracy więc się nie rozpisuję.

Chyba muszę się wytłumaczyć z terminu fenomen. Uzyłem go nie w znaczeniu potocznym(coś wspaniałego) ale filozoficznym(mniej więcej przedmiot badań

37 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-07-16 11:04:27)

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Czy możesz o tym coś więcej napisać? Co może wchodzić w zakres prywatności w związku?

Co dokładnie może wchodzić w zakres prywatności w związku jest indywidualną kwestią każdego związku. Zakres ten wpisuje się w zasady jakie dwie osoby tworzą wspólnie w ramach związku. Każdy indywidualnie ma już swoje oczekiwania co do ilości prywatności i wolności, jakiej potrzebuje by czuć się szczęśliwym i spełnionym. W idealnej sytuacji związek tworzą dwie osoby o podobnych zasadach, oczekiwaniach, granicach itp. Jednakże idealna sytuacja rzadko znajduje przełożenie na nieidealną rzeczywistość. Wtedy trzeba zasady wypracować wspólnie, bądź dojść do wniosku, że pewne zasady nie podlegają negocjacji i zrezygnować z wypracowywania zasad wspólnych, ergo ze związku.
Zakres prywatności w związku wypływa moim zdaniem generalnie z zakresu wolności jaki mamy w sobie i na jaki przyzwalamy innym. Dla mnie ten zakres wolności wypływa z przekonania, że jesteśmy z kimś, bo chcemy, a nie dlatego, że musimy.

38

Odp: Nowa i problem zdrady

Dżdżownick

offtopu ciąg dalszy - mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie:) te wersety dotyczą porównania Zakonu Mojżeszowego z tym co przyniósł dla nas Jezus. Mianowicie Bóg dał Mojżeszowi pewne reguły i normy dotyczące pożywienia, pokarmów, działań, życia itp. Zostały dane aby człowiek zrozumiał że nie jest w stanie ich przestrzegać i po to Bóg dal przykazania by człowiek zobaczył co jest grzechem a co nie. I tak samo z pokarmami. Od czasów Jezusa jest łaska, prawo nie ma władzy nad tymi którzy oddali życie Jezusowi. Czyny wypływają z wiary. Spożywanie pokarmów "niedozwolonych" nie jest samo w sobie wykroczeniem. Będzie nim dopiero wtedy kiedy zgorszymy nim bliźniego którego tego nie uzna, wówczas przez wzgląd na bliźniego mamy powstrzymać się od spożywania takich pokarmów w towarzystwie. Więc kwestia tego że coś wypływa z przekonania i albo jest albo nie jest grzechem to takie uproszczenie. Tak samo jest z dniami tygodnia. Nie mamy ich święcić. Sabat jest dla Żydów by pamiętali o pewnych ważnych wydarzeniach, ale chrześcijanie święcą niedzielę jako dzień zmartwychwstania Jezusa. Nie są ważne rytuały, celebrowanie czegoś. Wiara jedynie jest ważna i serce. Nie sypanie popiołu na głowę. Rytuały nic nie zmyją z nas nigdy jedynie ofiara Jezusa

39

Odp: Nowa i problem zdrady

"Spożywanie pokarmów "niedozwolonych" nie jest samo w sobie wykroczeniem. Będzie nim dopiero wtedy kiedy zgorszymy nim bliźniego którego tego nie uzna, wówczas przez wzgląd na bliźniego mamy powstrzymać się od spożywania takich pokarmów w towarzystwie."
Większej bzdury dawno nie słyszałem :-D

40

Odp: Nowa i problem zdrady

Czyli jednak będziemy pitolić o religii w dziale Rozstanie, Flirt, Zdrada, Rozwód....


http://weknowmemes.com/generator/uploads/generated/g1376652989576894000.jpg

41

Odp: Nowa i problem zdrady
Klio napisał/a:
dżdżownick napisał/a:

Czy możesz o tym coś więcej napisać? Co może wchodzić w zakres prywatności w związku?

Co dokładnie może wchodzić w zakres prywatności w związku jest indywidualną kwestią każdego związku. Zakres ten wpisuje się w zasady jakie dwie osoby tworzą wspólnie w ramach związku. Każdy indywidualnie ma już swoje oczekiwania co do ilości prywatności i wolności, jakiej potrzebuje by czuć się szczęśliwym i spełnionym. W idealnej sytuacji związek tworzą dwie osoby o podobnych zasadach, oczekiwaniach, granicach itp. Jednakże idealna sytuacja rzadko znajduje przełożenie na nieidealną rzeczywistość. Wtedy trzeba zasady wypracować wspólnie, bądź dojść do wniosku, że pewne zasady nie podlegają negocjacji i zrezygnować z wypracowywania zasad wspólnych, ergo ze związku.
Zakres prywatności w związku wypływa moim zdaniem generalnie z zakresu wolności jaki mamy w sobie i na jaki przyzwalamy innym. Dla mnie ten zakres wolności wypływa z przekonania, że jesteśmy z kimś, bo chcemy, a nie dlatego, że musimy.

Gdyby rzeczywiście zależało na tym, by być ze sobą dlatego, bo taka jest chęć, nie byłoby zobowiązań, ślubów, kontraktów. Śluby i zobowiązania wprowadzają do związku element przymusu na wypadek, gdyby chęć uleciała. Prawdziwsze jest chyba zdanie, że związek zawiera się, bo tak chcemy, ale konieczne wydają się zabezpieczenia właśnie w postaci czynników chroniących związek przed zmianami.

Inna możliwość podejścia do kwestii prywatności może polegać na przyjęciu, że prawem do prywatności dysponujemy niemal od zarania, na pewno mamy je w pełni pod względem prawnym po uzyskaniu pełnoletniości. Przy zawieraniu związku wg takiego ujęcia nie "zeruje" się posiadanej prywatności by ustalać ją na nowo wspólnie z partnerem, tylko ustala się zakres związku. To w idealnej postaci, która w nieidealnej rzeczywistości rzadko występuje, bo najczęściej po prostu przyjmuje się "gotowca" formuły związku. Zwłaszcza, gdy związek zawierają ludzie młodzi, startujący dopiero "w życie".

42

Odp: Nowa i problem zdrady

Śluby i kontrakty zwykły następować po wyrażeniu chęci bycia razem. Z kolei zanim dojdzie do wyrażenia chęci, chęć ta już jest.
Ale nie o to tak naprawdę mi chodziło.
Bycie w związku dlatego, że się chce, a nie dlatego, że się musi niesie kluczowe konsekwencje dla związku i dla osób, które w związek wchodzą i się w nim znajdują. Wybierając kogoś dlatego, że chcemy, a nie musimy, otwieramy sobie drogę dla takiego samego wyboru z drugiej strony. Takie podejście do związku z obu stron pozwala zaś na uniknięcie patologicznych i toksycznych zachowań.
Odpada zatem wchodzenie w związek motywowane głównie poszukiwaniem poczucia bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, ważności, opieki (szeroko rozumianej), leczeniem kompleksów. Partner jest partnerem, a nie terapeutą, dzieckiem, rodzicem itd. Budowanie relacji polega zaś na komunikacji, a nie manipulacji i kontroli. U podstaw związku motywowanego chęcią, a nie przymusem jest nie tylko uczucie miłości, ale również szacunku, co przekłada się na podejście do realizacji potrzeb partnerów.
Dużo można by jeszcze pisać, ale myślę, że to wyjaśnia mój tok myślenia w odniesieniu do bycia w związku z wolnej i nieprzymuszonej woli.
W obu kwestiach nie chodziło mi zatem o formalnoprawny stan. To jak dla mnie sprawa drugorzędna.

43 Ostatnio edytowany przez Paweło (2016-07-17 16:08:47)

Odp: Nowa i problem zdrady

Ja rozszerzę  troszkę wypowiedź _v_ dodając iż największym świństwem ze strony zdradzających udowodniające ich egoizm jest to iż oni jako egoiści doskonale zdają obie sprawę jakie zło wyrządzają widza cierpienie tej osoby a jednocześnie wiedząc cierpienie swojej drugiej połówki a jednocześnie doskonale wiedzą iż oni sami nie znieśli by tego samego co naważyli, na miejscu ofiary,  co już nie raz zauważyłem (trochę ludzi już poznałem) bo są za wygodni co z resztą było następstwem zdrady czyli złamaniem wierności uczciwości.A gdy się wyda ciągle jaja biedaczek. Uczciwi ludzie nie żebrzą, wstydzą się tego.  bądź odwracanie kota ogonem czyli wzbudzenie w ofierze poczucia winy tj doprowadzenie do syndromu sztokholmskiego czyli syndromu kat ofiara jak przy porwaniu i długim przetrzymywaniu kogoś. czy zasłanianie się ofiarą tj niby dobrem dzieckiem jak terroryści/psychole zasłaniają się żywą tarczą czasem w postaci nawet własnej rodziny. A autor może jest księdzem którego boli iż ludzie się rozstają z powodu zdrady o dziwo nawet przy ślubie kościelnym...

44

Odp: Nowa i problem zdrady
Klio napisał/a:

Śluby i kontrakty zwykły następować po wyrażeniu chęci bycia razem. Z kolei zanim dojdzie do wyrażenia chęci, chęć ta już jest.
Ale nie o to tak naprawdę mi chodziło.
Bycie w związku dlatego, że się chce, a nie dlatego, że się musi niesie kluczowe konsekwencje dla związku i dla osób, które w związek wchodzą i się w nim znajdują. Wybierając kogoś dlatego, że chcemy, a nie musimy, otwieramy sobie drogę dla takiego samego wyboru z drugiej strony. Takie podejście do związku z obu stron pozwala zaś na uniknięcie patologicznych i toksycznych zachowań.
Odpada zatem wchodzenie w związek motywowane głównie poszukiwaniem poczucia bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, ważności, opieki (szeroko rozumianej), leczeniem kompleksów. Partner jest partnerem, a nie terapeutą, dzieckiem, rodzicem itd. Budowanie relacji polega zaś na komunikacji, a nie manipulacji i kontroli. U podstaw związku motywowanego chęcią, a nie przymusem jest nie tylko uczucie miłości, ale również szacunku, co przekłada się na podejście do realizacji potrzeb partnerów.
Dużo można by jeszcze pisać, ale myślę, że to wyjaśnia mój tok myślenia w odniesieniu do bycia w związku z wolnej i nieprzymuszonej woli.
W obu kwestiach nie chodziło mi zatem o formalnoprawny stan. To jak dla mnie sprawa drugorzędna.

O wyjęłaś mi to z ust smile Często spotykałem ludzi którzy uważali iż musieli mieć rodzinę i tacy ludzie byli bardzo zawistni i podejrzliwi w stosunku do normalnych rodzin a wyśmiewali i poniżali singli bo w ten sposób się dowartościowywali. Choć czuję iż w głębi duszy też im zazdrościli choć parafrazując einsteina względem singli nie mają oni powodów do zazdrości.

45

Odp: Nowa i problem zdrady
Klio napisał/a:

Śluby i kontrakty zwykły następować po wyrażeniu chęci bycia razem. Z kolei zanim dojdzie do wyrażenia chęci, chęć ta już jest.
Ale nie o to tak naprawdę mi chodziło.
Bycie w związku dlatego, że się chce, a nie dlatego, że się musi niesie kluczowe konsekwencje dla związku i dla osób, które w związek wchodzą i się w nim znajdują. Wybierając kogoś dlatego, że chcemy, a nie musimy, otwieramy sobie drogę dla takiego samego wyboru z drugiej strony. Takie podejście do związku z obu stron pozwala zaś na uniknięcie patologicznych i toksycznych zachowań.
Odpada zatem wchodzenie w związek motywowane głównie poszukiwaniem poczucia bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, ważności, opieki (szeroko rozumianej), leczeniem kompleksów. Partner jest partnerem, a nie terapeutą, dzieckiem, rodzicem itd. Budowanie relacji polega zaś na komunikacji, a nie manipulacji i kontroli. U podstaw związku motywowanego chęcią, a nie przymusem jest nie tylko uczucie miłości, ale również szacunku, co przekłada się na podejście do realizacji potrzeb partnerów.
Dużo można by jeszcze pisać, ale myślę, że to wyjaśnia mój tok myślenia w odniesieniu do bycia w związku z wolnej i nieprzymuszonej woli.
W obu kwestiach nie chodziło mi zatem o formalnoprawny stan. To jak dla mnie sprawa drugorzędna.

Tak, problem w tym, że gdyby opierać rzeczywiście związek na chęci, nie byłoby potrzeby zabezpieczeń formalnoprawnych. Nikt, kto wchodzi w związek z chęci, miłości itd. nie może być pewnym, że te pobudki będą trwały długo.

No i jak dotąd zarzut wobec zdrady, jaki się tu pojawił, polega na kwestii formalnej - złamanie obietnicy. Nie jest to więc tak do końca sprawa drugorzędna.

46

Odp: Nowa i problem zdrady

Podsumowując post nr 44 nie opłaca się wybaczać zdrady jeśli wcześniej nie krzywdziło się partnera brakiem elementarnego szacunku tj nie biło się go, nie piło się nie narkotyzowało, nie poniżało nie mówiło iż się go nie kocha, nie uzależniało się go od siebie finansowo bo chyba tylko to jest okolicznością usprawiedliwiającą. W końcu zdrada to zdrada miłości a jeśli jej nie było to i nie było zdrady.

47

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:
Klio napisał/a:

W obu kwestiach nie chodziło mi zatem o formalnoprawny stan. To jak dla mnie sprawa drugorzędna.

Tak, problem w tym, że gdyby opierać rzeczywiście związek na chęci, nie byłoby potrzeby zabezpieczeń formalnoprawnych. Nikt, kto wchodzi w związek z chęci, miłości itd. nie może być pewnym, że te pobudki będą trwały długo.

No i jak dotąd zarzut wobec zdrady, jaki się tu pojawił, polega na kwestii formalnej - złamanie obietnicy. Nie jest to więc tak do końca sprawa drugorzędna.

Dżdżownick, mam wrażenie, że konsekwentnie starasz się pominąć stronę emocjonalną zdrady i chcesz nadać jej wymiar formalny. Jakby emocje osób, których zdrada dotknęła były nierealne i wydumane. Jakby trudno było tobie zrozumieć, że złamanie obietnicy to tylko "formalnie ujęty włącznik" emocji albo inaczej nazwana zdrada, jej synonim w pewnym sensie. A przecież rozpoczęta przez ciebie dyskusja dotyczy zła zdrady, czyli spustoszenia, które zdrada czyni - mówiąc górnolotnie - w duszy zdradzonego. A może jednak chcesz tylko znaleźć bardziej przystępne dla ciebie określenie czym zdrada jest?

48 Ostatnio edytowany przez dżdżownick (2016-07-17 18:47:48)

Odp: Nowa i problem zdrady

Summerko, nie pomijam emocjonalnej strony zdrady. Wahałem się, ale uznaję, że macie rację - to jest wpisane w zdradę. Podobnie przecież mówi się o wojnie, że powoduje cierpienia mając na myśli cierpienia matek opłakujących swe zabite dzieci, opłakiwanie przez tych, którzy przeżyli śmierci bliźnich. To opłakiwanie można uznać za zło wojny, ale jest to skutek pośredni. Bo bezpośrednim złem wojny jest zabijanie i zadawanie cierpień bezpośrednio cierpiącemu: rany, okaleczenia, tortury, stres. Emocje późniejsze przetwarzają fakty bezpośredniego zła wojny. I niekoniecznie wszystkie będą takie same. Niektórzy mogą być nawet z pewnych efektów wojny zadowoleni: "przynajmniej zrobili porządek z tymi wrednymi sąsiadami"

W Twoim przykładzie (i nie tylko Twoim) zło zdrady polega na tych bolesnych emocjach wynikłych z faktu, że zdradzający złamał obietnicę (ślub wierności). Złamanie ślubu jest w tym przypadku złem, na podstawie którego osoba zdradzana interpretuje sobie (mimo, iż się nie zgadzasz, że to interpretacja) sytuację na swój sposób.
Spójrzmy jednak:

summerka88 napisał/a:

1. W mojej opinii w zdradzie chodzi o atencję i pożądanie oraz pragnienie poczucia się kimś ważnym i wyjątkowym. W zdradzie zawsze idzie o emocje, odczuwane przez zdradzającego.
2. Partner zdradzającego ma identyczne pragnienia, tj. chciałby być otoczony jego atencją i pożądaniem oraz pragnie być dla niego kimś ważnym i wyjątkowym.
3. Zło zdrady polega na tym, że zdradzony czuje się odrzucony, niepożądany, nieważny i jakby był nikim wyjątkowym dla zdradzającego, kimś, kogo uczucia można pominąć.

po uwzględnieniu tego:

summerka88 napisał/a:

Odnośnie wielokrotnej zdrady, to jestem przekonana, iż bardzo często tak właśnie się dzieje. Wystarczy przytoczyć banał wśród zdrad kiedy to zdradzający przekonuje swojego kochanka, że w formalnym mężem/żoną nie sypia a rzeczywistość jest taka, że zdradza stałego partnera z kochanką a kochanka z mężem, itp.
Zdaję sobie sprawę, że miałeś na myśli inny gatunek wielokrotnej zdrady, ale to chyba za bardzo odbiega od dyskursu i zła zdrady.

Zgodnie z podanymi przez Ciebie założeniami, skoro w zdradzie chodzi o poczucie bycia ważnym i wyjątkowym dla kogoś, to fakt dwukierunkowej zdrady w zasadzie niejako powtórnie nadaje obu osobom ważność i wyjątkowość. Jeśli A zdradza B z C, i wg B oznacza to, że dla A wyjątkową i ważną osobą jest C, bo na tym polega istota zdrady, to zdradzając C z B, A powoduje konkluzję, że B jest dlań wyjątkowa i ważna. Nie ma więc podstaw do uznawania, że B jest nieważna lub nie jest wyjątkowa, jak to miało miejsce w przyjętym przez Ciebie określeniu zła zdrady kryjącego się w emocjach. Znaczy to, że kilka osób może być ważnych i wyjątkowych. Ewentualnie, jeśli komuś trudno się pogodzić z takim postawieniem sprawy, że zdradzenie kochanka z legalnym partnerem przypisuje legalnemu partnerowi ważność i wyjątkowość, nalezy odsunąć myśl, że w zdradzie na pewno jest zawsze potrzeba ważności i wyjątkowości. Co potwierdzałaby zdrada z osobą świadczącą płatne usługi seksualne. Chyba zgodzisz się, że płatny seks jest zdradą? I chyba zgodzisz sie, że zdradzający w ten sposób wcale nie chcą być dla osoby świadczącej takie usługi kimś ważnym i wyjątkowym ani ta osoba taką dla zdradzających nie jest. Zatem nie ma pewności, że zdrada przenosi poczucie ważności i wyjątkowości z legalnego partnera na tę, z którą dokonuje się zdrady.
Pozostaje więc kwestia złamanej umowy i utraty zaufania. Czy chodzi o całkowite zaufanie? Jeśli złamany został jeden punkt umowy, to w niczym osobie dokonującej złamania nie mozna ufać, bo może złamać kolejne? Czy chodzi tylko o ten jeden punkt? Został złamany raz, może być złamany po raz drugi?

49

Odp: Nowa i problem zdrady

Jeśli cudzołóstwo świadczyłoby o tym, że osoba zdradzana nie jest już ważna i wyjątkowa, i gdyby to było prawdą, to znaczy, że przestała być taką wcześniej, co umożliwiło zdradę. Zło pojawiło się zatem PRZED zdradą. Zdrada tylko świadczy. Byłaby jak posłaniec ze złymi wieściami, którego się zabija.

50 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-07-17 22:18:17)

Odp: Nowa i problem zdrady

Dżdżownick, Pewnikiem nasza wymiana postów staje się dyskusją jałową. O ile cenię sobie to, że poszerzać granice swojego myślenia i horyzonty mogę często wówczas, gdy spotykam ludzi z którymi się nie zgadzam, to w dyskusji, której uczestnicy odwołują się do odmiennych porządków logicznych, mija się z celem, bo to tak jakby porozumiewać się w obcych sobie językach, raczej na migi niż werbalnie.

Spróbuję inaczej jeszcze raz.
W dojrzałym związku ludzie żyją we wzajemnej zależności a to oznacza, że oboje dają sobie coś, co dla nich obojga jest ważne, cenne i oczekiwane. I wcale nie chodzi o to, żeby dawali sobie to samo, nie chodzi o jakąś równość czy symetrię. Ale na pewno w dojrzałym związku jest dbałość o uczucia partnera i jego potrzeby a zdrada (z prostytutką dla niektórych także), to bolesny cios dla zdradzonego, który świadczy o braku troski o uczucia partnera. A brak dbałości o uczucia partnera to twardy dowód na obojętność wobec niego. Obojętność nie ma nic wspólnego z poczuciem bycia ważnym i wyjątkowym.

dżdżownick napisał/a:

Jeśli cudzołóstwo świadczyłoby o tym, że osoba zdradzana nie jest już ważna i wyjątkowa, i gdyby to było prawdą, to znaczy, że przestała być taką wcześniej, co umożliwiło zdradę. Zło pojawiło się zatem PRZED zdradą. Zdrada tylko świadczy. Byłaby jak posłaniec ze złymi wieściami, którego się zabija.

Z tym stwierdzeniem się zgadzam. Najczęściej, jeśli nie zawsze zdrada jest już tylko potwierdzeniem, że między partnerami od dawna źle się dzieje, ale albo udawali, że samo się naprawi lub zmieni z czasem, albo usilnie nie chcieli zobaczyć, że psuło się od dawna, albo wręcz nigdy nie byli w dojrzałym związku, czyli w takim, w którym podstawą jest ich dbałość o uczucia i przeżycia partnera, z WZAJEMNOŚCIĄ. Zdrada nie pozostawia żadnych złudzeń.

51

Odp: Nowa i problem zdrady

Summerko, nie wydaje Ci się niepoprawne przypisywanie zdradzie zła poczucia bycia kimś nieważnym  w sytuacji, gdy zło to pojawiło się w związku przed zdradą? Złe jest nie to, że małżonek już jest nieważny, ale to, że się o tym dowiaduje poprzez wykrycie zdrady? Może tak być, ale... zdarza się, że małżonkowie nawet wiedzą wcześniej, że ich związek się wypalił, są sobie obojętni lub się nienawidzą i z tym normalnie żyją, ale gdy pojawia się zdrada, pojawia się ból i cierpienie. Dlaczego? Musi być chyba inne zło zdrady, inne niż świadomość nieważności i to chyba bardziej istotne od wspomnianych emocji.

52 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-07-21 09:28:41)

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Summerko, nie wydaje Ci się niepoprawne przypisywanie zdradzie zła poczucia bycia kimś nieważnym  w sytuacji, gdy zło to pojawiło się w związku przed zdradą? Złe jest nie to, że małżonek już jest nieważny, ale to, że się o tym dowiaduje poprzez wykrycie zdrady? Może tak być, ale... zdarza się, że małżonkowie nawet wiedzą wcześniej, że ich związek się wypalił, są sobie obojętni lub się nienawidzą i z tym normalnie żyją, ale gdy pojawia się zdrada, pojawia się ból i cierpienie. Dlaczego? Musi być chyba inne zło zdrady, inne niż świadomość nieważności i to chyba bardziej istotne od wspomnianych emocji.

Dżdżownick, wydaje mi się niepoprawne to, że kryzys w związku i zdrada są dla ciebie tożsame. Wydaje mi się, że kryzys to przejściowy stan naturalny, który dotyka wielokrotnie każdy związek. Związki oparte na głębokiej więzi i wzajemnym poszanowaniu dojrzałych partnerów przechodzą przez kryzysy wspólnie szukając dla siebie najlepszego sposobu na oddalenie kryzysu. W związkach, w których brakuje wrażliwości na partnera oraz zaangażowania w związek, przejawiającego się chęcią podjęcia wysiłku, aby posłać kryzys w niebyt i jako rozwiązanie problemów w związku stosuje się różnorakie formy zdrady (od flirtów, przez spotkania z prostytutkami do regularnych romansów) nie pozostawiają żadnych złudzeń, że jest w nim głębsze porozumienie.

53

Odp: Nowa i problem zdrady
summerka88 napisał/a:

Dżdżownick, wydaje mi się niepoprawne to, że kryzys w związku i zdrada są dla ciebie tożsame. Wydaje mi się, że kryzys to przejściowy stan naturalny, który dotyka wielokrotnie każdy związek. Związki oparte na głębokiej więzi i wzajemnym poszanowaniu dojrzałych partnerów przechodzą przez kryzysy wspólnie szukając dla siebie najlepszego sposobu na oddalenie kryzysu. W związkach, w których brakuje wrażliwości na partnera oraz zaangażowania w związek, przejawiającego się chęcią podjęcia wysiłku, aby posłać kryzys w niebyt i jako rozwiązanie problemów w związku stosuje się różnorakie formy zdrady (od flirtów, przez spotkania z prostytutkami do regularnych romansów) nie pozostawiają żadnych złudzeń, że jest w nim głębsze porozumienie.

Ależ właśnie nie są dla mnie tożsame. Przyczyny zdrady mogą być różne, ale nawet jeśli spojrzymy na tę jedną najbardziej bolesną sytuację, w której zdrada świadczyć ma o tym, że partnerzy przestali być dla siebie ważni lub tylko jeden partner przestał być ważny dla drugiego, to zdrada jest na tej samej płaszczyźnie, na której są emocje osoby zdradzonej. Zdradzająca osoba poszukała sobie czegoś, czego w związku już nie było, czego już nie czuła. To nie zdrada spowodowała utratę bliskości. W tym konkretnym przypadku  zdrada była efektem braku bliskości i poczucia ważności. Czyli tej samej przyczyny, która wg Ciebie boli w zdradzie.
Teraz konfrontujesz zdradę z kryzysem. Łagodzisz to zło, które zaistniało w związku, lecz kojarząc zdradę ze sposobem na kryzys powodujesz przy okazji zauważenie, że interpretowanie zdrady jako świadectwa definitywnej utraty poczucia ważności patnera (w tym sensie, że partner jest definitywnie nieważny dla osoby zdradzającej) jest wyolbrzymione. Bo może być tylko świadectwem kryzysu, stanu przejściowego, który da się przezwyciężyć. Jeśli nie da się go przezwyciężyć z powodu kryzysu, to dochodzimy do paradoksu widocznego po podstawieniu pod pojęcie zdrady tego, co się w niej widzi. Wychodziłoby więc na to, że stan, w którym partnerzy przestali być dla siebie ważni dałoby się przezwyciężyć gdyby nie to, że doszło do utraty poczucia ważności, co jest niewybaczalne.
Jeśli zaś źle się domyślam, że w cierpieniu po zdradzie chodzi o utratę bliskości i ważności definitywną, to już samo to świadczy o wyolbrzymianiu problemu w tych przypadkach, które po wykryciu zdrady kończą się natychmiastowym rozwodem.
--------------------------
To są przykłady teoretyzowania. Klio ma absolutną rację - pomijając emocje oddalamy się od zrozumienia zła zdrady. Teoretyzowania niewiele są warte, ponieważ przemówić mogą do człowieka nie doświadczającego emocji wynikających ze zdrady, czyli do człowieka niezainteresowanego bezpośrednio. Emocje mają swoje prawa, nie kierują się racjonalnością ani argumentami. Trochę szkoda, że nie odkryliśmy innego powodu cierpienia niż poczucie bycia nieważnym, niekochanym. Na pewno jest też inny powód, o czym świadczą przypadki cierpienia dopiero z powodu zdrady, chociaż już wcześniej związek stał się fikcją, związkiem tylko na papierze, z czego partnerzy zdawali sobie sprawę. Do podobnego wniosku można dojść rozpatrując definicję zdrady podaną przez Klio:

Klio napisał/a:

Zdrada osadza się na świadomym zawiedzeniu zaufania, czy inaczej niewierności. Niewierność rozumiana zaś nie wąsko w kontekście seksualnym, ale szeroko: niezgodności z wyznawanymi w związku zasadami. Różne są zasady i różne są też niewierności/zdrady.

Zgodnie z tą definicją zdradą będzie również uczciwe oznajmienie partnerowi zmiany poglądów w kwestii dotychczas wyznawanych zasad, jest bowiem świadomym aktem niewierności wyznawanym w związku zasadom.  Wydaje się więc, że ta definicja jest tak sformułowana, tak rozciągnięta, by tylko dało się w niej zmieścić zdradę w takim rozumieniu, o jakim tu piszemy. A jednak to emocje muszą zwyciężyć. Nie da się skutecznie dowieść, że emocje mają zbyt słabe podstawy, by mozna było pozwalać im na powodowanie definitywnych rozstrzygnięć.
Na drugim biegunie tego problemu jest możliwość akceptacji zdrady. Za akceptacją przemawia niewiele. Chyba wyłącznie to, że zdradzający robi to dla własnej przyjemności/szczęścia, a nie przeciw partnerowi oraz... miłość partnera. Niewiele. Wprawdzie można przy tym postulować, że skoro tę wzniosłą miłość charakteryzowaną jako pragnienie szczęścia kochanej osoby, całkowite oddanie, niepamiętanie złego, brak dbałości o swoje odsyła się między bajki, można wraz z miłością odesłać tam przekonanie o wrodzonej monogamiczności człowieka. To są jednak tylko słowa. Uczuć się nie przeskoczy.

54

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Na pewno jest też inny powód, o czym świadczą przypadki cierpienia dopiero z powodu zdrady, chociaż już wcześniej związek stał się fikcją, związkiem tylko na papierze, z czego partnerzy zdawali sobie sprawę.

Skupiając się na tym zdaniu spróbuję wyjaśnić swoje stanowisko. Do kryzysu dochodzi się długo, czasem latami, jest to zatem proces stopniowy, do którego mamy czas się przyzwyczaić i przyzwyczajamy się, nawet jeśli coś nam w tym zgrzyta. Zdrada, a właściwie ten moment, kiedy się o niej dowiadujemy - dotyka nas nagle, nie dając czasu na przygotowanie się i oswojenie z nową sytuacją. Emocje, jakie temu towarzyszą są bardzo silne i są mocno negatywne.
Często też nie chce nam się zmieniać tego, co jest znane i do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, bo nowe wydaje się być ryzykiem, wymaga podejmowania działań, nierzadko przeraża. Zdrada działa jak terapia szokowa, która zmusza nas do podejmowania decyzji i w sposób dosyć brutalny wybudza ze śpiączki.

Tą są, moim zdaniem, powody dlaczego zdając sobie z tego sprawę tkwimy w związkach, które od dawna stały się fikcją i dlaczego dopiero zdrada wydziera uczucia ze szponów obojętności.

55

Odp: Nowa i problem zdrady
Olinka napisał/a:
dżdżownick napisał/a:

Na pewno jest też inny powód, o czym świadczą przypadki cierpienia dopiero z powodu zdrady, chociaż już wcześniej związek stał się fikcją, związkiem tylko na papierze, z czego partnerzy zdawali sobie sprawę.

Skupiając się na tym zdaniu spróbuję wyjaśnić swoje stanowisko. Do kryzysu dochodzi się długo, czasem latami, jest to zatem proces stopniowy, do którego mamy czas się przyzwyczaić i przyzwyczajamy się, nawet jeśli coś nam w tym zgrzyta. Zdrada, a właściwie ten moment, kiedy się o niej dowiadujemy - dotyka nas nagle, nie dając czasu na przygotowanie się i oswojenie z nową sytuacją. Emocje, jakie temu towarzyszą są bardzo silne i są mocno negatywne.
Często też nie chce nam się zmieniać tego, co jest znane i do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, bo nowe wydaje się być ryzykiem, wymaga podejmowania działań, nierzadko przeraża. Zdrada działa jak terapia szokowa, która zmusza nas do podejmowania decyzji i w sposób dosyć brutalny wybudza ze śpiączki.

Tą są, moim zdaniem, powody dlaczego zdając sobie z tego sprawę tkwimy w związkach, które od dawna stały się fikcją i dlaczego dopiero zdrada wydziera uczucia ze szponów obojętności.

To rzeczywiście klarowne wyjaśnienie. Brakuje tylko (a przynajmniej mam takie odczucie) wskazania tego, co stanowi o brutalności zdrady. Czy chodzi o to, że problem wychodzi na zewnątrz i trzeba w końcu zająć się nim? Już się nie da go ignorować? Czy może coś bliższego zazdrości? Bo żeby zdrada mogła zadziałać jak wstrząs, musi być w niej coś, co powoduje silne emocje... chyba nie te, do których osoby tkwiące w zdegenerowanym związku zdążyły przywyknąć, prawda?
Może warto inaczej zadać pytanie: czy osoba, z którą partner dokonuje zdrady, jest istotna, czy pełni marginalną rolę?

56

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

To rzeczywiście klarowne wyjaśnienie. Brakuje tylko (a przynajmniej mam takie odczucie) wskazania tego, co stanowi o brutalności zdrady. Czy chodzi o to, że problem wychodzi na zewnątrz i trzeba w końcu zająć się nim? Już się nie da go ignorować? Czy może coś bliższego zazdrości? Bo żeby zdrada mogła zadziałać jak wstrząs, musi być w niej coś, co powoduje silne emocje... chyba nie te, do których osoby tkwiące w zdegenerowanym związku zdążyły przywyknąć, prawda?

Przypuszczam, że nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi, dlatego napiszę może co mnie uderza w zdradzie. Kiedy komuś ufamy - przestajemy ufać, a przy tym mamy świadomość, że ze strony najważniejszej do tej pory osoby doświadczyliśmy brutalnego kłamstwa, odtąd zaczynamy być podejrzliwy, gubić się w tym, co do tej pory stawialiśmy za pewnik. Jeśli jesteśmy idealistami - nasze ideały w miłość i wierność idą się paść. Jeśli mamy wysokie poczucie własnej wartości - ono w tej jednej chwili błyskawicznie pikuje w dół. Któregoś ranka budzimy się i nagle zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę nie znamy człowieka, z którym dotąd dzieliliśmy codzienność, w tym troski i radości, mieliśmy wspólne plany, marzenia, któremu zwierzaliśmy się z najintymniejszych szczegółów z życia (zakładając scenariusz,że to wszystko nadal ma miejsce, bo może mieć). Zaczynamy gubić się w dawno oswojonej rzeczywistości, tracić poczucie bezpieczeństwa. Seks przestaje się kojarzyć z czymś, co dotąd było zarezerwowane tylko dla nas i partnera/ki, w ten sposób czujemy się obdarci z intymności. Jesteśmy zmuszeni podejmować decyzje, których podejmować nie chcemy.

Z drugiej strony to też nie jest tak, że zdrada pojawia się tylko wtedy, kiedy związek staje się fikcją. Czasem po prostu zwycięża ciekawość, potrzeba nowości, a z tą zawsze przegramy. 

dżdżownick napisał/a:

Może warto inaczej zadać pytanie: czy osoba, z którą partner dokonuje zdrady, jest istotna, czy pełni marginalną rolę?

Jest istotna, jeśli zaczynamy się do niej porównywać i idąc tą drogą szukać przyczyn zdrady, co chyba jednak nie zawsze ma miejsce.
Niemniej zawsze należy zdawać sobie sprawę, że to partner/ka nas zdradził i to on podjął taką, a nie inną decyzję. Druga osoba odegrała w tym tylko (i aż) znaczącą rolę.

57

Odp: Nowa i problem zdrady
Olinka napisał/a:

Przypuszczam, że nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi, dlatego napiszę może co mnie uderza w zdradzie. Kiedy komuś ufamy - przestajemy ufać, a przy tym mamy świadomość, że ze strony najważniejszej do tej pory osoby doświadczyliśmy brutalnego kłamstwa, odtąd zaczynamy być podejrzliwy, gubić się w tym, co do tej pory stawialiśmy za pewnik. Jeśli jesteśmy idealistami - nasze ideały w miłość i wierność idą się paść. Jeśli mamy wysokie poczucie własnej wartości - ono w tej jednej chwili błyskawicznie pikuje w dół. Któregoś ranka budzimy się i nagle zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę nie znamy człowieka, z którym dotąd dzieliliśmy codzienność, w tym troski i radości, mieliśmy wspólne plany, marzenia, któremu zwierzaliśmy się z najintymniejszych szczegółów z życia (zakładając scenariusz,że to wszystko nadal ma miejsce, bo może mieć). Zaczynamy gubić się w dawno oswojonej rzeczywistości, tracić poczucie bezpieczeństwa. Seks przestaje się kojarzyć z czymś, co dotąd było zarezerwowane tylko dla nas i partnera/ki, w ten sposób czujemy się obdarci z intymności. Jesteśmy zmuszeni podejmować decyzje, których podejmować nie chcemy.

Z drugiej strony to też nie jest tak, że zdrada pojawia się tylko wtedy, kiedy związek staje się fikcją. Czasem po prostu zwycięża ciekawość, potrzeba nowości, a z tą zawsze przegramy.

Chyba rozumiem. Kłamstwo... chodzi o złamany ślub wierności, prawda? I chyba próbę zatajenia. W związkach, które już przed zdradą stały się fikcją doszło też do innego niedotrzymania ślubu - a mianowicie ślubowanej miłości. Jednak wiemy, że na przemijanie miłości nie mamy wpływu, więc być może dlatego nie traktuje się tego kłamstwa jako czegoś brutalnego i zawinionego. Powinno być jednak podobnie (jak w przypadku niewierności) w przypadku wykrycia kłamstwa związanego z uczciwością małżeńską. Przypuśćmy zatem, że ktoś jednorazowo dopuścił się nieuczciwości małżeńskiej i nie powiadamia o tym partnera. Niech w tej nieuczciwości bierze też udział osoba trzecia. Czy po wykryciu kłamstwa poskutkuje to tak samo, jak w przypadku zdrady związanej z niewiernością? Ja na tym forum (ani gdziekolwiek indziej) nie spotkałem tematów związanych ze zdradą polegającą na niedotrzymaniu ślubu uczciwości małżeńskiej.
A może to, co sobie partnerzy ślubują jest w zasadzie bez znaczenia (kto wie co wchodzi w zakres uczciwości małżeńskiej?) a rozliczają się z obowiązków wynikających ze zwyczajów, z kulturowych schematów?

58

Odp: Nowa i problem zdrady

ja rozliczalam moich partnerow tylkonz tego, co sami, z nieprzymuszonej woli mi obiecywali. nigdy np. nie wymagalam wiernosci jako takiej, to zawsze moi partnerzy do tego dazyli, a potem lamali dane slowo.

nigdy tez nie przyszlo mi do glowy,zeby po zdradzie partnera miala mi spadac samoocena czy poczucie wlasnej wartosci. przeciez to oni zlamali slowo, nie dlatego,ze ja bylam taka kiepska, tylko dlatego,ze oni byli tchorzami i klamcami.

59

Odp: Nowa i problem zdrady
_v_ napisał/a:

ja rozliczalam moich partnerow tylkonz tego, co sami, z nieprzymuszonej woli mi obiecywali. nigdy np. nie wymagalam wiernosci jako takiej, to zawsze moi partnerzy do tego dazyli, a potem lamali dane slowo.

nigdy tez nie przyszlo mi do glowy,zeby po zdradzie partnera miala mi spadac samoocena czy poczucie wlasnej wartosci. przeciez to oni zlamali slowo, nie dlatego,ze ja bylam taka kiepska, tylko dlatego,ze oni byli tchorzami i klamcami.

...albo byli tak wyrachowani. Chcieli jednostronnego układu, w którym to Ty masz być wierna a oni nie. Raczej trudno się spodziewać, że ktoś na coś takiego przystanie (byłby to chyba wyjątkowy przypadek). Może dlatego kłamali.
_V_, Twój przypadek jest chyba pierwszym (jaki zauważyłem) przypadkiem zdrady związanej z nieuczciwością w związku.

60

Odp: Nowa i problem zdrady
dżdżownick napisał/a:

Chyba rozumiem. Kłamstwo... chodzi o złamany ślub wierności, prawda? I chyba próbę zatajenia.

Po części o to właśnie mi chodziło, ale także o te wszystkie mniejsze kłamstwa, które zwykle pojawiają się po drodze. Przecież zdradzający musi się jakoś wytłumaczyć z czasu, który spędza z kochanką/kiem, z własnych zachowań, które nagle ulegają zmianie (o ile padają pytania), z wielu innych rzeczy także. Kiedy osoba zdradzona dowiaduje się o zdradzie, to nagle przed oczami stają jej te wszystkie obrazy i one zaczynają układać się w całość. Wtedy naprawdę bolą.

dżdżownick napisał/a:

W związkach, które już przed zdradą stały się fikcją doszło też do innego niedotrzymania ślubu - a mianowicie ślubowanej miłości. Jednak wiemy, że na przemijanie miłości nie mamy wpływu, więc być może dlatego nie traktuje się tego kłamstwa jako czegoś brutalnego i zawinionego.

Zgadzam się, zresztą napisałam już wcześniej, że tak naprawdę przysięga miłości z samego założenia jest przysięgą pustą, nie jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć co będzie działo się po drodze i w jakim kierunku będą ewoluowały nasze uczucia. Moim zdaniem tę część z przysięgi powinno się usunąć - tak byłoby uczciwiej.

dżdżownick napisał/a:

(...) kto wie co wchodzi w zakres uczciwości małżeńskiej? (...)

Moja definicja mówi, że na uczciwość małżeńską składa się to wszystko, co wiąże się z uczciwością w biznesie - nie kłamiemy, nie oszukujemy, nie knujemy za plecami, jesteśmy lojalni, wierni zasadom uniwersalnym, dane raz słowo ma zawsze pokrycie w czynach. To tak na szybko smile.

61 Ostatnio edytowany przez dżdżownick (2016-07-28 15:34:25)

Odp: Nowa i problem zdrady

Olinko... jednak jeśli tym, co w zdradzie boli, są tylko kłamstwa - główne, mniejsze i większe - można się zastanowić po co właściwie dawana jest ta obietnica wierności? Jeśli wierność to tylko sprawdzian siły woli partnera, jego niezłomności i prawdomówności, to takim sprawdzianem mogłoby być cokolwiek innego. Owszem - musiałoby to być chyba coś na tyle kuszącego dla zobowiązującej się osoby, by powstrzymywanie się od tego mogło świadczyć o sile woli. I tak na przykład osoba lubiąca słodycze mogłaby zobowiązać się do niejedzenia słodyczy dopóki jest z partnerem, osoba lubiąca palić tytoń deklarowałaby niepalenie. Byłoby to przy okazji zdrowe. Seks sam w sobie szkodliwy nie jest, więc wydaje się nawet niepraktyczne sięganie po ten temat w składaniu zobowiązań. (Podkreślam - to ma sens tylko w przypadku, gdy zdradzie zarzucamy wyłącznie kłamstwa i nic poza tym. Kłamstwa skutkujące utratą zaufania.) Czy złożenie obietnicy o odpowiednim stopniu trudności jest własnie tym, czego partnerzy potrzebują by czuć się ważni dla siebie? Te pytania wyglądają wszakże na spłycanie problemu i ignorowanie czegoś innego, niż prawda. Summerka wspomniała, że w związku najważniejsza może być intymność a najbardziej intymny jest seks. I to jest zrozumiałe - ludzie wybierają sobie różne priorytety, mają różne wyobrażenia, różnymi bajkami żyją. Tylko, że w przypadku związków zorientowanych na seks trudno uwierzyć, że głównym problemem w zdradzie jest kłamstwo. Zwłaszcza jeśli inne kłamstwa nie są odbierane tak drastycznie.

Jak wytłumaczyć przyjmowanie obietnicy miłości do grobowej deski, jeśli kłamstwo w tej sprawie da się bagatelizować? Zgadzam się z Tobą - przysięganie miłości należałoby usunąć. Byłoby uczciwiej. Z całej tej przysięgi najbardziej zasadna jest chyba obietnica uczciwości małżeńskiej. Jak w biznesie. Kontrowersyjna jest przysięga wierności, jeśli służyć ma tylko cierpieniom czy niedogodnościom (albo pożądająca osoba zwalczać musi swoje pożądanie albo osoba zdradzona cierpi z powodu rzekomej nieważności). Czy takie sprawdziany ważności są w związkach rzeczywiście potrzebne?

Niedawno dowiedziałem się na kafejce o śmierci młodej matki. Popełniła samobójstwo po wykryciu zdrady partnera osierocając trzyletnie dziecko. Wracam do niej myślami odkąd się o tym dowiedziałem. A nie jest to przecież jedyny taki przypadek. Emocje rzeczywiście mają straszną siłę.
Mimo, iż wiem, że te moje rozważania są niezgodne z poglądami większości, są głupawe i bywają naciągane, czuję też, że niechęć do emocji sprzecznych z racjonalnym podejściem jest chociaż częściowo uzasadniona.

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nowa i problem zdrady

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024