Niestety uważam, że zdrada jest nadal akceptowana społecznie, podobnie jak alkoholizm.I też podobnie pleni się w najlepsze.
Nie będę tu określać wyszukanymi epitetami zdradzających, bo szanuję zasady panujące na forum i uważam, że są słuszne.Ale - zdradzacze, powiedzcie mi co tak naprawdę wami powoduje, że to robicie?I kobiety, które decydujecie się na odebranie w tym sensie męża innym,czy potraficie żyć z tym normalnie, czy sprawia wam to satysfakcję, czy jesteście aż tak zdesperowane brakiem faceta,że łapiecie co podejdzie, byleby zaspokoić swoje chucie? Czy jako kobiety, nieraz nawet matki, ba,żony, nie jesteście w stanie wyobrazić sobie, jak czuje się ta zdradzana, na jaką straszną traumę narażacie przecież również kobietę,matkę,żonę?Czy to tak trudno sobie wyobrazić będąc człowiekiem myślącym,który może kierować swoją wolą, nie jak zwierzątka, na które przychodzi czas rui i instynkt im podpowiada, że warto za wszelką cenę znaleźć partnera? Czy zdajecie sobie sprawę, że to forma złodziejstwa, wchodzicie do cudzego domu i kradniecie to co w nim najcenniejsze, coś, co ludzie zdobywali latami,hołubili jak skarb najcenniejszy,a wy wchodząc z ubłoconymi walonkami bez żadnych skrupułów brudnymi łapskami bierzecie to jak swoje, rujnujecie ludziom spokój i nadzieję na przyszłość, którą zbudować łatwo nie jest, bo życie samo w sobie jest trudne.? Czy wystarczający jest powód, że was swędzi między nogami, a pan był ładny, czy miły,więc dlaczego by nie skorzystać.A co tam żona, a co tam dzieci,ważne, że dałam upust swojej zwierzęcej chuci, a jeszcze super jestem 100 % kobieta, bo potrafiłam odbić faceta innej kobiecie?? O to chodzi?
A panowie, którzy zdradzacie żony, żalicie się, że to kobieta zła, samolubna i podstępna, albo za słaba w łóżku,albo zbyt delikatna (
),albo zestarzała się za szybko, albo dominuje nad wami.Każdy powód jest dobry.Nawet taki, że tylko dla zabawy albo mechanicznie, że to żadna zdrada, ot przygoda niewinna.Jacy są z was ludzie, czy jeszcze ludzie? Czy tylko osobniki płci męskiej, które tak jak panie powyżej zachowują się jak nierozumne zwierzątka poddające się swojej chuci? A może by tak zająć się lepiej żoną, więcej rozmawiać, próbować rozwiązywać życiowe problemy, próbować budować lepszy związek, zrozumieć, że żona ma prawo być przeciążona obowiązkami, że może być chora,zniechęcona i może to być ściśle związane z waszą postawą na codzień? Ale po co?Jest okazja, jest zabawa, prawda?
Dziwi mnie też to, że skoro wy zdradzacze uważacie, że wszystko jest ok,a ta druga zdradzona połówka jest co najwyżej głupia i upierdliwa, bo usiłuje dociec do sedna, dlaczego tak się stało,bo usiłuje coś zrozumieć, ba, nawet nieraz ratować, nawet wybaczyć w imię czegoś dla was tak egzotycznego, jak miłość.Dlaczego w takim razie zachowujecie się jak pluskwy, które boją się metaforycznie światła, czyli tego, że prawda wyjdzie, czy wyszła na jaw? Skoro to taka fajna zabawa, a wy uważacie, że nie robicie nic złego, to skąd to skradanie,uciekanie po kątach z tel.przy dooopie, czyszczenie historii w kompie,"zostawanie" po godzinach w pracy, przedłużające się delegacje?
A teraz do zdradzonych - uważam, że mamy prawo mówić głośno wszem i wobec o tym z jaką kanalią przyszło nam żyć, niech wiedzą wszyscy,rodzina, znajomi, sąsiedzi.Wiem, że często głupota ludzka bierze górę i ludzie z boku potrafią złośliwie stwierdzić,że ona tak a taka nie dziwię się, że ją zdradzał.Nauczmy się mieć to w dalekim poważaniu.To nie świadczy źle o nas, tylko o tych, co wyrażają tak głupie,złośliwe opinie.Nie wolno nam się wstydzić, że zostaliśmy zdradzeni, to w żadnym wypadku nie nasza wina,istnieją poradnie małżeńskie,istnieją rozwody.Nie zdradą i upodleniem rozwiązuje się problemy w związku!
Mamy prawo do żalu, do nienawiści, do najwyższej pogardy, nie odbierajmy sobie do tego prawa, nie pozwólmy się tłamsić jeszcze bardziej.Mamy prawo walnąć pięścią w stół,zrobić partnerowi piekło z życia, postanowić co dalej bez brania pod uwagę opinii kanalii, która nas zdradziła.I wreszcie - mamy prawo zostać nadal z tą kanalią, jeśli to nam zapewni choć namiastkę spokoju i szczęścia.
Gdyby ktoś miał wątpliwości, to dodam, że ja również,i myślę, że nie tylko ja z tych zdradzonych miałam nieraz okazję w trakcie małżeństwa zejść na manowce, poddać się pokusie "przygody", nie zrobiłam jednak tego nigdy, dając odpowiedź zbyt nachalnym panom - masz żonę, rodzinę, nimi się zajmij lub w przypadku wolnego - mam męża, rodzinę, szukaj wolnej.To proste jak drut,moi drodzy, trzeba tylko kierować się głową, nie tym, co między nogami.I zapewniam was, że nieobca mi była namiętność,pragnienie, jak również znużenie małżeństwem,codzienną gonitwą i brakiem czasu na przyjemności.Ale na wszystko jest czas i pora i odpowiednie okoliczności.I to na tyle ode mnie.
1 2015-06-08 10:43:02 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-06-08 10:45:32)
Tak, zdrada jest zła, jednak strasznie tendencyjny ten wątek.
Ja zdradziłam i nie, nic mnie nie swędziało. Z innych przyczyn. Czy mnie to tłumaczy? Chyba nie, choć nie wrzucałabym wszystkich do jednego wora.
3 2015-06-08 11:09:46 Ostatnio edytowany przez klementyna9 (2015-06-08 11:11:05)
Mnie życie nauczyło tego, że nikt nie jest idealny. I moze ktoś być dobrą żoną, praczką, kucharką, sprzątaczką, ale może być złą kochanką. I wtedy faceci szukają tego co im brakuje gdzieś indziej. Można w to nie wierzyć, ale jak się jest tą kochanką to nie ma żadnej satysfakcji, z bycia nią. Bo niby co? "On przychodzi do mnie czyli woli mnie!" NIE. Bo to nie z tobą spędza każdy dzień. A poza tym, trzeba sobie postawić pytanie, czy taka kochanka chciałaby mieć na stałe zwiazek z takim facetem? By każdego dnia sie zastanawiać gdzie jest i czemu nie odbiera telefonu? NIE. Seks to seks. Moze wychodzić lepiej lub gorzej z każdym. Przepraszam, ale ja jestemz tych co zdradę akceptują, o ile nie jest krzywdząca.
I NIE MÓWICIE MI TERAZ ŻE ZAWSZE JEST. dobrze wiecie, ze to nie prawda.
znam kobietę, która dla sportu rozwala inne związki. tak po prostu. pije z facetem, omota go, idzie z nim do łóźka i tyle. nie ma w tym filozofii. a dużo pije i dużo imprezuje. niby jest ładna i zgrabna. zawsze wybiera żonatych/zaręczonych/ mających partnerkę. oni jej niby zawsze obiecują że z nią będą. to czasem jeden numerek a czasem dłuższy romans. tak samo zdradzała kolesia z którym była kilka lat. on chyba nic nie wie.... nikt z nich nie chce z nią być.
reasumując, ona nie robi tego dla idei, dla miłości... uważam, że ma coś nie tak z głową.
ale zaczyna się o niej mówić, że dzi***. ja z nią zerwałam znajomość po tym jak się dowiedziałam że i z moim flirtowała.
nie ma na nie rady - są chore i zalezy im tylko na jednym - aby rozbijać rodziny. są puste emocjonalnie i nie mają uczuć, nic ich nie obchodzi i nie mają skrupułów.
Mnie życie nauczyło tego, że nikt nie jest idealny. I moze ktoś być dobrą żoną, praczką, kucharką, sprzątaczką, ale może być złą kochanką. I wtedy faceci szukają tego co im brakuje gdzieś indziej. Można w to nie wierzyć, ale jak się jest tą kochanką to nie ma żadnej satysfakcji, z bycia nią. Bo niby co? "On przychodzi do mnie czyli woli mnie!" NIE. Bo to nie z tobą spędza każdy dzień. A poza tym, trzeba sobie postawić pytanie, czy taka kochanka chciałaby mieć na stałe zwiazek z takim facetem? By każdego dnia sie zastanawiać gdzie jest i czemu nie odbiera telefonu? NIE. Seks to seks. Moze wychodzić lepiej lub gorzej z każdym. Przepraszam, ale ja jestemz tych co zdradę akceptują, o ile nie jest krzywdząca.
I NIE MÓWICIE MI TERAZ ŻE ZAWSZE JEST. dobrze wiecie, ze to nie prawda.
Po pierwsze jakim cudem zdrada może nie być krzywdząca? Po drugie - jeśli żona nie jest dobrą kochanką, to sory ale widziały gały co brały,poza tym jeśli facet jest dobrym kochankiem, to i z kamienia wykrzesze iskry
A poza tym są rozwody.To żadne usprawiedliwienie zdrady wybacz.
pannapanna, masz rację,zdradzacze nic nie chcą zrozumieć, bo tak im wygodniej.A co do tej pani, o której piszesz, to zwykły worek na spermę,kurew jak kto woli, to już w ogóle nie ma o kim gadać.Ale zastanawia mnie jakiego pokroju muszą być faceci, którzy z nią bywają.
Po co zdradzać skoro można organizować fajne wielokąty.
Po co zdradzać skoro można organizować fajne wielokąty.
Jeśli kto lubi, to proszę bardzo.Można też zwyczajnie umówić się między sobą,że prowadzi się związek otwarty, np.gdy okaże się, że jednak nie dopasowali się pod jakimś względem.Znam taką parę.Jest wiele sposobów żeby się dogadać, ale zdrada to najprostsza rzecz,na jaka stać co niektóre istoty.
Mnie to już wisi,ale widzę jak strasznie męczą się zdradzone kobiety, pomijając własne przeżycia.Nie tylko kobiety, dzieci cierpią najbardziej.Takie coś często zwichnie im nieodwracalnie psychikę do końca życia.Ale z tego zdaje sobie sprawę tylko ten z rodziców, który został zdradzony, ten drugi unika takich dylematów,udaje, że to nie jego wina,wypiera ze świadomości.Mało tego nieraz zwala winę na swą ofiarę ( tak, tak ofiarę - nazywajmy rzeczy po imieniu ),która nie ma żadnego oparcia.Bo zdrada ma przyzwolenie społeczne,ludzie obok stwierdzą - oj, daj spokój każdy zdradza,lub właśnie sławetne - a może w łóżku nie była dobra, a może zupa była za słona
Kretyństwo.
Po co to roztrząsać, skoro i tak nie dojdziecie do porozumeinia i jednoznaczej konkluzji
każdy ma swoje zdanie, ja akurat jestem jednoczenie osobą, która zdradziła jak i z nią zdradzono (nie wiem tylko czy mnie zdradzono, bo o tym mi nikt nie powiedział). Ale każdym kierują inne pobudki i każdy to robi z jakichś swoich powodów. No takie jest życie. Zaakceptyjmy to.
A może warto to roztrząsać.Widzę, że nie podchodzisz do życia dojrzale,może szkoda?
Pani zbytdelikatna, żadna różnica by dla Ciebie była, gdyby Twój nieskazitelny, dobry partner, niezły w łóżku Ciebie umiejętnie zdradzał. Bo byś po prostu nic o tym nie wiedziała. Na co dzień świetny mężczyzna, pomocny, uczynny, ale równocześnie taki, który umie rozgraniczyć życie z Tobą w związku, a romansem z inną na boku.
oczywiście takiego miałabyś prawo pogonić, ale tylko w wypadku, gdyby jego romans, tego romansy dowody dotarły do Ciebie.
więc niech se każdy romansuje jak chce, tyle tylko że musi mieć świadomość tego, żeby to robił umiejętnie. a dużo osób nie ma o tym pojęcia, a się ładuje w taką kabałę.
nie usprawiedliwiam zdradzaczy, ale i ich nie potępiam. każdy żyje jak chce. i niech sobie tak żyje. ale niech też umie ponosić konsekwencje. ot, np. święte oburzenie na siebie pani zbytdelikatnej, o ile to ją zdradził.
Czyli, że można zdradzać tylko cichcem
Fajna filozofia życiowa, gratuluję twojej partnerce dobrego wyboru ![]()
Tak.. strasznie tendencyjny wątek ![]()
Nie wiem za bardzo, jaki ma cel takie pompatyczne umoralnianie i generowanie tez, które prędzej czy później upadają:)
Wiesz, zdradzać można na różne sposoby, niekoniecznie łóżko. I boleć może bardziej niż sex. To po pierwsze.
Jak chcesz żyć w pogardzie, pluć na człowieka, który Cię zdradził, opowiadać wszystko po rodzinie i znajomych - Twoje życie i Twój wybór.
Wiesz, strasznie to niszczące dla Ciebie samej. Zemsta i robienie komuś piekła z życia to zabijanie siebie i wszystkiego, co w człowieku dobre.
Miłość nie jest najpiękniejsza, gdy rozpada się na kawałki ( to tak odnoście Twojego opisu. Wtedy jest już po miłości).
Strasznie tendencyjne odpowiedzi
No trudno spodziewałam się tego.Masz rację, niech ta zraniona osoba chowa się przed ludźmi i wstydzi się, że ma męża sk...lub żonę sucz.Ale was boli hehe
A co do podpisu, to nie czujesz ironii.Nic dziwnego...
Ale jesteś agresywna
))
Na Twoje pytanie odpowiem : Nie, nie chować się po kątach i wychodzić jak najwięcej do ludzi.
Dla siebie. A nie z intencją, żeby zdradzaczowi bruździć.
Nie, nie wyczułam ironii. Naprawdę takie to dziwne? A może już wyrobiłaś sobie " zdanie" na mój temat, po jednym komentarzu w Twoim wątku?
zdrada jest dla mnie czyms obrzydliwym...Obok zlodziejstwa jest to najbardziej ohydne ludzkie zachowanie-w moim subiektywnym odczuciu,oczywisciwe.Bylam zdradzana i to w sposob wyjatkowo brutalny i wyrafinowany-w ten spoob karal mnie psychopata za probe odejscia od niego.Niech go szlag najjasniejszy trafi.Uwazam,ze aby zdradzac ,trzeba to juz miec w sobie-to bylejaka sklonnosc.Wiecej juz nie chce pisac,nie mam zamiaru sie denerwowac.
Zdrada jest czymś ohydnym i jest pójściem na łatwiznę.
Jednak radzenie sobie z tym w sposób , jaki opisała to autorka jest dla mnie pozbywaniem się własnej godności.
Chcesz, odchodzisz i się odcinasz. A nie oblepiasz ciągle błotem, żeby zrobić zdradzającemu " na złość".
Życie nienawiścią to śmierć. Tyle ode mnie.
Nie wiem za bardzo, jaki ma cel takie pompatyczne umoralnianie i generowanie tez, które prędzej czy później upadają:)
Jaki cel? Chyba tylko podbudowanie własnego ego, samopoczucia poprzez naubliżanie innym tu: zdradzającym.
Już sama agresja świadczy o tym, że autorka nie pogodziła się wciąż z faktem że została zdradzona.
I takie pisanie o zdradzie, że ktoś wszedł z butami w czyjś związek i ukradł to co do innej osoby należało jest trochę śmieszne. Nikt nie jest niczyją własnością i nikt nikogo do zdrady nie zmusza!
Pewnie ile przypadków tyle powodów. Jedni mają potem wyrzuty sumienia, inni nie.
Zdradzić czy też skrzywdzić drugą osobę można na wiele sposobów. Tak jak ktoś wcześniej napisał nie musi być to koniecznie seks. Czasem wystarczą słowa czy czyny wobec drugiej osoby (współmałżonka). Tak łatwo "oceniać" zdradę czy zdradzających nie przebierając w słowach....
Ja się więc pytam, co taka osoba, która ma w sobie tyle jadu i agresji, sobą reprezentuje? Czuje się lepsza i upoważniona do tego tylko dlatego, bo nie zdradziła? Słabe...
18 2015-06-08 17:01:22 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-06-08 17:05:03)
zdrada jest dla mnie czyms obrzydliwym...Obok zlodziejstwa jest to najbardziej ohydne ludzkie zachowanie-w moim subiektywnym odczuciu,oczywisciwe.Bylam zdradzana i to w sposob wyjatkowo brutalny i wyrafinowany-w ten spoob karal mnie psychopata za probe odejscia od niego.Niech go szlag najjasniejszy trafi.Uwazam,ze aby zdradzac ,trzeba to juz miec w sobie-to bylejaka sklonnosc.Wiecej juz nie chce pisac,nie mam zamiaru sie denerwowac.
Dzięki, że się odezwałaś,jakaś przeciwwaga, bo chętnie dyskutanci by mnie zjedli.wiadomo - uderz w stół...itd.A mnie zarzuca sie tu agresję.No nazywajmy rzeczy po imieniu.
Natomiast co do obrzucania błotem- taka osoba sama obrzuciła się błotem.A sąsiedzi, rodzina itd dobrze widzą, że coś jest nie tak.Czasem nawet prędzej niż to zauważy sama zainteresowana.Wiadomo-zdradzany dowiaduje się ostatni.I czy nie wygląda to głupio, gdy kryjemy tę osobę wymyślając różne historyjki, żeby ją wybielić? Dlaczego nie stać nas, żeby przyznać, że ludzie maja rację?Czy nie wystarczy już tego poniżenia, jakie zafundowała nam najbliższa niby osoba?
Ja nie zdradziłam, zostałam zdradzona.
Tylko podchodzę do tego w zupełnie inny sposób. Nie w głowie mi wylewanie pomyj na głowę tego, który to zrobił i obnoszenie się z tym w każdym towarzystwie. Nie jestem ofiarą i nigdy, przenigdy w roli ofiary nie wystąpię. Każdy ma wybór, chce być ofiarą i żyć zdradą lub nie.
W każdym razie powodzenia.
Czy chcesz czy nie, ofiarą jesteś.
A njabardziej irytuje mnie jak zdradzacze argumentuja swoje postepowanie.Moj byly np mowil,ze zdradzal moja [poprzedniczke,bo...byla gruba i musial od czasu do czasu miec seks z normalna kobieta.W ten sposob usprawiedliwiaja swoja bylejakosc i spaczony system wartosci.Koszmar...
22 2015-06-08 17:10:19 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2015-06-08 17:12:28)
Chyba żartujesz:)))Najłatwiej postawić się w roli ofiary, użalać się i biadolić LATAMI.
Ofiarą jest ten, kto CHCE nią być.
Reprezentujemy tak różne fronty, że dyskutować nie ma sensu, nikt nikogo do niczego nie przekona.
Napisałam tylko, żebyś wiedziała, że nie każdy zdradzony tak odbiera rzeczywistość jak Ty.
Autorka zostala pogromiona przez forumowiczow odbierajacych zdrade i bycie oszukiwana jako (matko boska!)...cos normalnego.A byc moze jest to nawet jakis przywilej?
Czyli, że można zdradzać tylko cichcem
Fajna filozofia życiowa, gratuluję twojej partnerce dobrego wyboru
nic nie zrozumiałaś.
czy jeden fakt, że partner zdradził zmienia całkowicie Ci jego odbiór, gdzie do tej pory był dobrym człowiekiem, pracowitym partnerem, idealnym ojcem, opiekuńczym synem, itd? jedno zdarzenie powoduje, że reszta idzie w niepamięć? owszem, zdradził, masz go. masz prawo się rozstać, ale czy negowanie wszystkiego na jego temat, opluwanie, mieszanie z błotem, ciskanie w niego od najgorszych nie jest brakiem szacunku do niego? można odejść z godnością, a można i tak jak to opisujesz. upadlanie człowieka w kontekście jednego jego czynu to dopiero ohyda.
a już w ogóle obrzydlistwem jest besztanie nieznanych Ci ludzi poprzez tylko to jak oni widzą zdradę. nie wiesz kim są. nie masz prawa ich osądzać.
Autorka zostala pogromiona przez forumowiczow odbierajacych zdrade i bycie oszukiwana jako (matko boska!)...cos normalnego.A byc moze jest to nawet jakis przywilej?
![]()
Ismena1976 napisał/a:Autorka zostala pogromiona przez forumowiczow odbierajacych zdrade i bycie oszukiwana jako (matko boska!)...cos normalnego.A byc moze jest to nawet jakis przywilej?
...ale ja Cie tu bede bronic przed milosnikami zdrady.
Nie zauważyłam ani jednego miłośnika zdrady tutaj. Wręcz przeciwnie.
Jestem w szoku heheh, chyba pierwszy raz na tym forum spotykam się z tak płytką interpretacją tego, co mają do przekazania inni komentujący.
Nie zauważyłam ani jednego miłośnika zdrady tutaj. Wręcz przeciwnie.
Jestem w szoku heheh, chyba pierwszy raz na tym forum spotykam się z tak płytką interpretacją tego, co mają do przekazania inni komentujący.
Dokładnie. Wątek powinien mieć tytuł "nawrzucajmy tym co (nas) zdradzili.. nie ważne, że lata minęły.. oni tacy be a my cacy
A w domyśle.. nie mogę się z tym pogodzić, że wybrał inną... A nie miał prawa, bo mi ślubował!
Paradoksalnie się nagle okazuje każdy zdradził "idealną" partnerkę...
Jak śmiał?! Do końca życia musi się to za nim ciągnąć, a najlepiej jakby wszyscy się od niego odwrócili a on/ona zostali spaleni na stosie
Nikt nie ma prawa o tym haniebnym czynie nie wiedzieć ani zapomnieć!
Nie ważne jak jest/było w związku ma być wierny i tyle!
Ja powiem tylko tyle:
"Odchodzenie z godnością" w naszym społeczeństwie znaczy tyle, co "Pokaż, że masz gdzieś kilka(naście) lat wspólnego życia, wszystkie wspomnienia, plany i nadzieje. Wychodź jak najczęściej do ludzi i pokaż im, że jesteś szczęśliwą, pewną siebie kobietą [posłużę się formą żeńską] nie potrzebującą takiego faceta jak on. W ogóle zacznij go ignorować z dnia na dzień. Niech się bawi i szaleje, jeśli ma na to ochotę, niech sobie układa życie z kochanką skoro chce, albo niech bierze udział w orgiach. Ty się jednak szanuj, oczywiście, bo kobiecie nie przystoi, poza tym nie pozwól by pomyślał, że jesteś taka jak on. NIGDY, ALE TO NIGDY nie obgaduj go w towarzystwie, miej swoją godność. Wszystkie doniesienia na to co on mówi o Tobie znoś z kamienną twarzą, choćby bolało jak cholera. Masz gorszy dzień i już nie możesz wytrzymać? To 1. usiądź w kącie, rycz i wyrywaj sobie włosy z głowy w myśl zasady 'cierpienie uszlachetnia'; 2. zaproś przyjaciółkę i jej się pozwierzaj - ona na pewno nikomu nie wygada, że Tobie jest zwyczajnie źle po jego romansie; 3. idź do psychologa."
Teraz się zapytam:
Dlaczego jako stworzenie czujące, zdolne do uczuć i emocji, mam niepisany zakaz uzewnętrzniania swojego cierpienia na forum publicznym? Dlaczego mam się z nim zaszywać w domu, grając wśród znajomych silną-wreszcie-niezależną-kobietę, skoro moje ciało i umysł rozrywa niewyobrażalny ból? W imię czego? Żebym nie przeszkadzała ex w zabawie i nowym, wspaniałym życiu? Dlaczego to on może dać w tym momencie upust swoim emocjom, a ja nie? Dlaczego niekiedy bywa, że winy byłego zostają w magiczny sposób trochę zmazane, gdy zranione kobiety mówią "Zdradzał mnie, według mnie jest śmieciem i k...rzem, nienawidzę go z całego serca"? Dlaczego mam być fair w stosunku do osoby, która mnie zdeptała? Dlaczego mam nie okazywać słabości?
Ja powiem tylko tyle:
"Odchodzenie z godnością" w naszym społeczeństwie znaczy tyle, co "Pokaż, że masz gdzieś kilka(naście) lat wspólnego życia, wszystkie wspomnienia, plany i nadzieje. Wychodź jak najczęściej do ludzi i pokaż im, że jesteś szczęśliwą, pewną siebie kobietą [posłużę się formą żeńską] nie potrzebującą takiego faceta jak on. W ogóle zacznij go ignorować z dnia na dzień. Niech się bawi i szaleje, jeśli ma na to ochotę, niech sobie układa życie z kochanką skoro chce, albo niech bierze udział w orgiach. Ty się jednak szanuj, oczywiście, bo kobiecie nie przystoi, poza tym nie pozwól by pomyślał, że jesteś taka jak on. NIGDY, ALE TO NIGDY nie obgaduj go w towarzystwie, miej swoją godność. Wszystkie doniesienia na to co on mówi o Tobie znoś z kamienną twarzą, choćby bolało jak cholera. Masz gorszy dzień i już nie możesz wytrzymać? To 1. usiądź w kącie, rycz i wyrywaj sobie włosy z głowy w myśl zasady 'cierpienie uszlachetnia'; 2. zaproś przyjaciółkę i jej się pozwierzaj - ona na pewno nikomu nie wygada, że Tobie jest zwyczajnie źle po jego romansie; 3. idź do psychologa."Teraz się zapytam:
Dlaczego jako stworzenie czujące, zdolne do uczuć i emocji, mam niepisany zakaz uzewnętrzniania swojego cierpienia na forum publicznym? Dlaczego mam się z nim zaszywać w domu, grając wśród znajomych silną-wreszcie-niezależną-kobietę, skoro moje ciało i umysł rozrywa niewyobrażalny ból? W imię czego? Żebym nie przeszkadzała ex w zabawie i nowym, wspaniałym życiu? Dlaczego to on może dać w tym momencie upust swoim emocjom, a ja nie? Dlaczego niekiedy bywa, że winy byłego zostają w magiczny sposób trochę zmazane, gdy zranione kobiety mówią "Zdradzał mnie, według mnie jest śmieciem i k...rzem, nienawidzę go z całego serca"? Dlaczego mam być fair w stosunku do osoby, która mnie zdeptała? Dlaczego mam nie okazywać słabości?
Rozprawilas sie z obluda spoleczna tym postem.I dobrze.
A czy to co napisała Była Narzeczona dotarło do was ? Bo jaśniej to już się chyba nie da.
zbytdelikatna napisał/a:Czyli, że można zdradzać tylko cichcem
Fajna filozofia życiowa, gratuluję twojej partnerce dobrego wyboru
nic nie zrozumiałaś.
czy jeden fakt, że partner zdradził zmienia całkowicie Ci jego odbiór, gdzie do tej pory był dobrym człowiekiem, pracowitym partnerem, idealnym ojcem, opiekuńczym synem, itd? jedno zdarzenie powoduje, że reszta idzie w niepamięć? owszem, zdradził, masz go. masz prawo się rozstać, ale czy negowanie wszystkiego na jego temat, opluwanie, mieszanie z błotem, ciskanie w niego od najgorszych nie jest brakiem szacunku do niego? można odejść z godnością, a można i tak jak to opisujesz. upadlanie człowieka w kontekście jednego jego czynu to dopiero ohyda.
a już w ogóle obrzydlistwem jest besztanie nieznanych Ci ludzi poprzez tylko to jak oni widzą zdradę. nie wiesz kim są. nie masz prawa ich osądzać.
Dobre Clint, dobre. Jednak pukanie przyjaciółki w trójkącie zmienia człowieka. Nie masz zasad moralnych za grosz.
A niby czemu nie można osadzać zdradzaczy? Bo co? Złodzieja też mi nie wolno osądzać? Bo może biedulek był biedny to ukradł a ja taka niemiła jestem? Zdradzacz jak chce inne stukać to niech stuka, proszę bardzo, ale dlaczego moim kosztem? Wytłumacz mi ciemnej bo nie rozumiem. Dlaczego moim kosztem? Nikt zdradzacza za nogi nie trzyma. Nikt nie chce być robiony w bambuko. To takie trudne do zrozumienia?
Jak koleś nie jest zadowolony to powinien powiedzieć to swojej partnerce i odejść. Dlaczego ona ma nieświadomie robić za kucharkę, sprzątaczkę, pocieszycielkę, kochankę i całą resztę? Dlaczego on jej mówi o miłości, razem planują, robią zakupy, rozmawiają o wszystkim po czym on idzie do innej i tamtej wyznaje miłość? Dla mnie to obrzydliwe i nie fair. On omawia ich wspólne sprawy z inną kobietą. I tak, to wystarczy aby wszystko co było wcześniej stało się nieważne. Bo co znaczą słowa o miłości w ustach takiego człowieka? Jakby cię obrzygał się czujesz.
Nie obchodzi mnie kim są ci ludzie. Dla mnie są zdradzaczami. Nie ma nic usprawiedliwiającego zdradę. Jeżeli ktoś wybiera drugą osobę i obiecuje jej miłość i są razem to chyba jego słowa coś znaczą? Skoro mu przeszło to nie powinien robić na boku ale odejść. Takie jest moje zdanie.
Brzydzę się zdrady i nie ma dla mnie gorszej rzeczy na świecie. Większej krzywdy nie można wyrządzić drugiemu człowiekowi. Dla mnie to kwestia honoru, ale dziś mało kto wie, co to oznacza. Ludzie honorowi nie zdradzają. Najpierw się rozstają. Ale takie czasy - zdrajcy są bronieni i głaskani po główkach a ich ohydne zachowanie jest usprawiedliwiane na wiele sposobów.
33 2015-06-08 18:49:49 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2015-06-08 18:51:11)
A czy to co napisała Była Narzeczona dotarło do was ? Bo jaśniej to już się chyba nie da.
Zachowaj proszę swój protekcjonalny ton na prywatny użytek, ponieważ wszyscy tutaj jesteśmy dorosłymi ludźmi, inteligentnymi, z jakąś tam przeszłością, ze swoim życiem i swoimi wyborami a także ze swoimi systemem wartości.
Więcej w tym wątku nie napiszę.
Betsy80 napisał/a:Nie zauważyłam ani jednego miłośnika zdrady tutaj. Wręcz przeciwnie.
Jestem w szoku heheh, chyba pierwszy raz na tym forum spotykam się z tak płytką interpretacją tego, co mają do przekazania inni komentujący.
Dokładnie. Wątek powinien mieć tytuł "nawrzucajmy tym co (nas) zdradzili.. nie ważne, że lata minęły.. oni tacy be a my cacy
A w domyśle.. nie mogę się z tym pogodzić, że wybrał inną... A nie miał prawa, bo mi ślubował!
Paradoksalnie się nagle okazuje każdy zdradził "idealną" partnerkę...
Jak śmiał?! Do końca życia musi się to za nim ciągnąć, a najlepiej jakby wszyscy się od niego odwrócili a on/ona zostali spaleni na stosieNikt nie ma prawa o tym haniebnym czynie nie wiedzieć ani zapomnieć!
Nie ważne jak jest/było w związku ma być wierny i tyle!
Nie słonko, jako była kochanka odwracasz kota ogonem tak aby tobie pasowało. Wyjaśnię ci więc o co chodzi. Żaden biedny misiu NIE MUSI cierpieć do końca swych dni i być w związku z "idealną" partnerką. Obecnie jest coś takiego jak rozwód czy zwykłe rozstanie. Skoro Pan poznał dajmy na to przecudowną Anastazję to niech do niej idzie a nawet biegnie w podskokach. Jest jednak jedno ale. Niech zakończy najpierw sprawę z tą "idealną". Powie, że ma inną i odchodzi. A nie cichcem, na boczku, esemesując ze sracza czy innej łazienki kradnie cudowne chwile. Albo jeszcze lepiej, po seksie i czułych słówkach, które nawijał na uszy aktualnej partnerce. Nie sądzisz, że takie oszustwo jest wstrętne? Ja osobiście tego nienawidzę w zdradzaczach, tego obrzydliwego oszustwa.
A co złego w tym, że niby coś się ciągnie za zdradzaczem? Przecież wg ciebie zdrada to nie wstyd. Zdradzał bo......., każdy powinien zrozumieć i współczuć biedakowi. Nie rozumiem więc twojej hipokryzji.
...
Nie wiem co napisać.
przecież ja nigdzie zdradzaczy nie usprawiedliwiałem...
Pisałem w innym kiedyś wątku ze jak ktoś nie dotrzymuje słowa to jest kłamcą. A ja kłamców nie lubię.
I co mam napisać? Truizm że kłamstwo, niedotrzymywanie słowa jest moralnie naganne? Toż to truizm i sadzilem że wszyscy to tu wiedza. Jednak tak samo naganny jest brak poszanowania czyjejś prywatności. Dociekanie za wszelka cenę czy on już mnie zdradził czy jeszcze nie jest żenujący. Jeśli nie ufa się partnerowi to po jaką cholerę z nim się jest? Aby go traktować jak dziecko? Jak się nie podoba taki związek, jak się partnerowi nie ufa to niepptrzeba jego zdrady. Mam nadzieje ze jasno się wyrazilem. Bo nie chce sie znów powtarzać, ze nie jestem fanem zdrad.
Nie słonko, jako była kochanka odwracasz kota ogonem tak aby tobie pasowało. Wyjaśnię ci więc o co chodzi. Żaden biedny misiu NIE MUSI cierpieć do końca swych dni i być w związku z "idealną" partnerką. Obecnie jest coś takiego jak rozwód czy zwykłe rozstanie. Skoro Pan poznał dajmy na to przecudowną Anastazję to niech do niej idzie a nawet biegnie w podskokach. Jest jednak jedno ale. Niech zakończy najpierw sprawę z tą "idealną". Powie, że ma inną i odchodzi. A nie cichcem, na boczku, esemesując ze sracza czy innej łazienki kradnie cudowne chwile. Albo jeszcze lepiej, po seksie i czułych słówkach, które nawijał na uszy aktualnej partnerce. Nie sądzisz, że takie oszustwo jest wstrętne? Ja osobiście tego nienawidzę w zdradzaczach, tego obrzydliwego oszustwa.
A co złego w tym, że niby coś się ciągnie za zdradzaczem? Przecież wg ciebie zdrada to nie wstyd. Zdradzał bo......., każdy powinien zrozumieć i współczuć biedakowi. Nie rozumiem więc twojej hipokryzji.
I nie musisz rozumieć. Choć nie wiem czy to hipokryzja, ale tak patrze na to z 2 strony. Jednak uważam, że nikt albo mało kto odważy się zakończyć związek, szczególnie mówię o małżeństwie, z powodu wygaśnięcia miłości, nieporozumień, bo zbyt wiele jednak łączy, lepiej przyjąć że tak już MUSI być. Jedyne co pozostaje to szukanie szczęścia na "boku" i albo taki delikwent tylko będzie bzykał ot tak dla chwilowego "zapomnienia" albo się naprawdę zaangażuje i zobaczy że można żyć inaczej, lepiej, że małżeństwo w którym tkwi to nie wyrok ... I jedyne to skłoni go do świadomego odejścia, przejścia przez to wszystko.. no chyba że przy pierwszym lepszym skoku w bok żona się zorientuje i go kopnie - wtedy i on ma problem.
Zdrada to najgorsze świństwo i nie rozumiem, czemu inni myślą inaczej. Albo się kogoś kocha i się z nim jest, zakłada się z nim rodzinę, jest się jednocześnie przyjaciółmi i kochankami albo się z kimś zrywa i szuka przygód. I nie ma żadnego usprawiedliwiania się. Coś się w związku wypaliło to trzeba to spróbować naprawić albo związek zakończyć - dopiero po zakończeniu można "zaszaleć".
Araquelle napisał/a:Nie słonko, jako była kochanka odwracasz kota ogonem tak aby tobie pasowało. Wyjaśnię ci więc o co chodzi. Żaden biedny misiu NIE MUSI cierpieć do końca swych dni i być w związku z "idealną" partnerką. Obecnie jest coś takiego jak rozwód czy zwykłe rozstanie. Skoro Pan poznał dajmy na to przecudowną Anastazję to niech do niej idzie a nawet biegnie w podskokach. Jest jednak jedno ale. Niech zakończy najpierw sprawę z tą "idealną". Powie, że ma inną i odchodzi. A nie cichcem, na boczku, esemesując ze sracza czy innej łazienki kradnie cudowne chwile. Albo jeszcze lepiej, po seksie i czułych słówkach, które nawijał na uszy aktualnej partnerce. Nie sądzisz, że takie oszustwo jest wstrętne? Ja osobiście tego nienawidzę w zdradzaczach, tego obrzydliwego oszustwa.
A co złego w tym, że niby coś się ciągnie za zdradzaczem? Przecież wg ciebie zdrada to nie wstyd. Zdradzał bo......., każdy powinien zrozumieć i współczuć biedakowi. Nie rozumiem więc twojej hipokryzji.I nie musisz rozumieć. Choć nie wiem czy to hipokryzja, ale tak patrze na to z 2 strony. Jednak uważam, że nikt albo mało kto odważy się zakończyć związek, szczególnie mówię o małżeństwie, z powodu wygaśnięcia miłości, nieporozumień, bo zbyt wiele jednak łączy, lepiej przyjąć że tak już MUSI być. Jedyne co pozostaje to szukanie szczęścia na "boku" i albo taki delikwent tylko będzie bzykał ot tak dla chwilowego "zapomnienia" albo się naprawdę zaangażuje i zobaczy że można żyć inaczej, lepiej, że małżeństwo w którym tkwi to nie wyrok ... I jedyne to skłoni go do świadomego odejścia, przejścia przez to wszystko.. no chyba że przy pierwszym lepszym skoku w bok żona się zorientuje i go kopnie - wtedy i on ma problem.
Nie rozumiem jednego. Oboje tkwią w tym małżeństwie i oboje zapewne są nieszczęśliwi. Dlaczego mam jemu współczuć a nie jej? Dlaczego mam rozumieć jego potrzeby i nieszczęście a ją traktować jako samo zło? Razem na to pracowali a jako kobiecie bliżej mi do współczucia żonie, niestety. Rozumiem jednak, że tak się dzieje jak napisałaś. I mimo nieakceptowania zdrad w pewnym sensie ją rozumiem. Jednak pod warunkiem. Że nie sypiał z żoną i nie kłamał jej jak to ją kocha itd. Ich oddalenie było prawdziwe a zdrada wynikała z ww przyczyn.
zbytdelikatna nie szkoda Tobie czasu na zastanawianie się, dlaczego inni ludzie dokonują takich lub innych wyborów ? Nie lepiej zająć się sobą i czymś bardziej rozwijającym, niż analizowanie przyczyn cudzych zdrad ?
Większość z nas jest dość słaba przez co nie zawsze postępuje uczciwie. Dotyczy, to różnych aspektów życia, niekoniecznie tylko sfery "łóżkowej". Czynimy innym zło najczęściej z głupoty, czasami z chęci zysku lub z potrzeby podłechtania swojego ego. Nie twierdzę, że zdrady należy akceptować, ale życie tylko zdradą partnera, rozdrapywanie ran własnych i zamęczanie latami najbliższego otoczenia opowieściami o tym jak bardzo zostaliśmy zranieni, też nie wydaje mi się ciekawym sposobem na życie. Uważam, że dla dobra własnego należy jak najszybciej uporać się z bólem i zacząć na nowo cieszyć się życiem.
Nie chcę Cię zniechęcać ale Twoje umoralnianie "zdradzaczy", to raczej strata czasu... ![]()
Nie szkoda mi czasu, to taki temat, na który powinien znaleźć się czas,również w realu.Wiem, że ten kto zdradził z premedytacją będzie szedł w zaparte i nie przekonam,ale może choć jedna osoba na tym temacie skorzysta w jakiś sposób?A może miałam dość tego lękliwego usprawiedliwiania się zdradzonych ze ....zdrad swoich połówek.Bo tak to wygląda.Niech raz poczują się górą ![]()
Anastaciaa, czytałaś mojego posta w tym temacie?
Mam wrażenie, że reprezentujesz podobny poziom, do tej mojej "znajomej"....
Wiesz zbytdelikatna... teoretycznie pogadać można, ale stając przed realnym wyborem w 'słabszym" momencie naszego życia, nie możemy mieć pewności, że akurat nie zbłądzimy
Mnie tam romanse z żonatymi osobnikami raczej nie interesują. Z drugiej jednak strony myślę sobie, że może mam akurat "szczęście", że żaden taki osobnik nie zrobił na mnie na tyle dużego wrażenia, aby mi się chciało z mojej obranej drogi "zboczyć". Wcale nie jestem taka pewna jak bym postąpiła w sytuacji, gdyby tak niespodziewanie przed moim nosem zmaterializował się mój męski ideał... ![]()
Nie szkoda mi czasu, to taki temat, na który powinien znaleźć się czas,również w realu.Wiem, że ten kto zdradził z premedytacją będzie szedł w zaparte i nie przekonam,ale może choć jedna osoba na tym temacie skorzysta w jakiś sposób?A może miałam dość tego lękliwego usprawiedliwiania się zdradzonych ze ....zdrad swoich połówek.Bo tak to wygląda.Niech raz poczują się górą
Zastanawiam się nad jednym: jest już kilka wątków "ogólnych" z tematem zdrady w tytule, w żadnym nie została określona definicja zdrady, ani jej przyczyny. Dlaczego? - bo nie da się tego określić jednoznacznie i ując w uniwersalne ramy. Tyle pojęć zdrad, ilu ludzi wypowiadających się. Każdy ma inne, swoje granice dopuszczalności zachowania partnera, które zdrada nie są, a przekroczenie ich, zdradą już się stają.
Nie będę bronił zdradzaczy teraz, jak nie broniłem do tej pory, ale w jednym z wątków napisałem o innej stronie zdrady:
- Kolega z pracy w podczas rozmowy dał przykład ze swojego życia - ma dwoje dzieci, starszego syna i młodsza córkę. Syn w szkole, córka powinna iść do przedszkola, ale w żadnym nie chcą jej przyjąć. Na zebraniu w szkole syna poznaje mamę koleżanki syna i okazuje się, że jest ona dyrektorka przedszkola. Mało tego, jest samotną matką. Nie zastanawiał się długo, zawarł z nią głębszą znajomość i... znalazło się miejsce dla jego córki w przedszkolu.
Czy taka zdrada może być równoznaczna z długotrwałym romansem, destrukcyjnym dla związku? Inaczej to wyglądało dla niego, inaczej dla mnie, a na pewno jeszcze inaczej dla żony tegoż kolegi.
Anastaciaa, czytałaś mojego posta w tym temacie?
Mam wrażenie, że reprezentujesz podobny poziom, do tej mojej "znajomej"....
Z pewnością wygodne jest takie myślenie o kobietach które "ukradły", czy też uwiodły cudzych mężów.
Co innego jednak jest "puszczać się" z kim popadnie dla fanu po pijaku, a co innego świadomie wchodzić w bliższą relację z daną osobą.
Nie zamierzam się tu wybielać, bo to nie ma sensu, jednak nie interesowały mnie romanse, tylko konkretny mężczyzna z którym teraz jestem.
Też wcześniej myślałam, że nigdy bym nie mogła z żonatym itd. Jednak właśnie dla takiego straciłam głowę (z wzajemnością zresztą).
Witajcie drogie panie i drodzy panowie
. Jestem osoba, która nigdy nie zdradziła i nie została zdradzona przez chłopaka. Tak jak autorka tego tematu uważam, że zdrada to najgorsze co można zrobić drugiej osobie. Tej osobie , która w pewnym czasie była dla nas wszystkim. Przecież to tak bardzo rani . jeśli ktoś ma choć trochę serca to powinien najpierw się rozstać a później robić co zechce.
Najgorzej jak z roli ofiary, człowiek przemienia się w kata.
Wiesz zbytdelikatna... teoretycznie pogadać można, ale stając przed realnym wyborem w 'słabszym" momencie naszego życia, nie możemy mieć pewności, że akurat nie zbłądzimy
Mnie tam romanse z żonatymi osobnikami raczej nie interesują. Z drugiej jednak strony myślę sobie, że może mam akurat "szczęście", że żaden taki osobnik nie zrobił na mnie na tyle dużego wrażenia, aby mi się chciało z mojej obranej drogi "zboczyć". Wcale nie jestem taka pewna jak bym postąpiła w sytuacji, gdyby tak niespodziewanie przed moim nosem zmaterializował się mój męski ideał...
Pisałam o tej sytuacji w 1 poście.
Starr, no to facet poświęcił się dla dobra rodziny
Toż to bohater
Ciekawe, czy kiedyś pochwali się córce jak załatwiał jej przedszkole ?
No i widzicie jaka dziwna sytuacja,ktoś twierdzi, że zdrada to zło ( dziękuję tym którzy mnie poparli - dzięki wam wraca mi wiara w ludzi i wyższe wartości ),wg społecznie przyjętych zasad w naszym społeczeństwie,że już nie wspomnę o religii - to ewidentne zło,społecznie szkodliwe,a jednak są ludzie, niestety przynajmniej na forum w większości, którzy twierdzą, że wcale tak nie jest,że to tylko taka niewinna zabawa lub asekurują się w ten sposób, że : no ja to nie wiem, bo życie jest nieprzewidywalne,bo okoliczności, bo bo bo.Smutne to bardzo. Obrazuje jak podchodzimy do innych spraw,miłości,oddania dla drugiego człowieka,dziecka,empatii itd.Pociąga to za sobą całą lawinę negatywnych postaw i zachowań.Konsumpcja na 1 miejscu.:(
Istnieja w spoleczenstwie osoby,ktore zdradzaja z przyjemnoscia-oszukiwanie innych jest dla nich niczym hobby.A juz totalnie irytuje mnie jak gloryfikuja swoj zwiazek -ze niby bardzo udany.Poza tym,on (ona)jej(go)nie krzywdzi,bo skoro o niczym nie wie.I tak ofiara takie skurvenssona-zdradzacza zyje w blogiej nieswiadomosci oraz w przekonaniu,ze ma cudnego meza(zone).Zawsze uwazalam,ze szczescie wynika z glupoty,z niewiedzy...Czlowiek nieuswiadomiony jest szczesliwy....Straszne.Obluda spoleczenstwa jest karygodna.Mdli mnie jak ktos usprawiedliwia ekscesy zdradzacza.Drazni mnie przyzwolenie spoleczne na tego typu postawe.Drazni mnie obluda z tym zwiazana.
Drazni mnie przyzwolenie spoleczne na tego typu postawe.
gdzie Ty to przyzwolenie widzisz? w jaki sposób się ono ukazuje?
Ismena1976 napisał/a:Drazni mnie przyzwolenie spoleczne na tego typu postawe.
gdzie Ty to przyzwolenie widzisz? w jaki sposób się ono ukazuje?
Chodzi o postawę Dulskiej
Clint Jones napisał/a:Ismena1976 napisał/a:Drazni mnie przyzwolenie spoleczne na tego typu postawe.
gdzie Ty to przyzwolenie widzisz? w jaki sposób się ono ukazuje?
Chodzi o postawę Dulskiej
Bardzo czesto jest tak,ze kobieta odchodzi od takiego bawidamka-skurveenssona i w oczach tzw"otoczenia"(czyli sasiadek,"zyczliwych'kolezanek z pracy,tesciowej) to ona jest lafirynda.To ona(czy tez on-bo kobiety tez zdradzaja)bedac zdradzana,oszukiwana,zyjaca w klamstwie i cierpieniu jest spolecznie pietnowana.A zdradzacz jest rehabilitowany.
maniek_z_maniek napisał/a:Clint Jones napisał/a:gdzie Ty to przyzwolenie widzisz? w jaki sposób się ono ukazuje?
Chodzi o postawę Dulskiej
Bardzo czesto jest tak,ze kobieta odchodzi od takiego bawidamka-skurveenssona i w oczach tzw"otoczenia"(czyli sasiadek,"zyczliwych'kolezanek z pracy,tesciowej) to ona jest lafirynda.To ona(czy tez on-bo kobiety tez zdradzaja)bedac zdradzana,oszukiwana,zyjaca w klamstwie i cierpieniu jest spolecznie pietnowana.A zdradzacz jest rehabilitowany.
Jeśli tak jest dogłębnie się z tym nie zgadzam. Dlatego też często wyrażam tu inne zdanie, doszukująć się przyczyn po obu stronach a nie tylko po stronie osoby "pokrzywdzonej". Co do postawy Dulskiej to jasno określiłem w jednym słowie, to co sama chciałaś wyrazić i nie trzeba wielkiej inteligencji żeby domyśleć się jakiej postawy i kogo konkretnie to określenie dotyczy. Mnie też to razi, co więcej sam kiedyś podobnie myslałem (w sensie że to co sam robię nie rani innych). Doświadczenie zferyfikowało ten stary (młodzieńczy) pogląd. Nie moża bowiem jednocześnie uważać, że np. jazda po pijaku jest zła ale wyprzedzanie na podwójnej ciągłej już nie. Takie poglądy bowiem trącą nieco hipokryzją. Najlepiej po prostu nie robić komuś tego co dla nas byłoby nie miłe. I tyle.
Jeśli to o mnie chodzi z tym argumentem jazdy po pijanemu to trafiłeś jak kulą w płot.
Już wczesniej gdzieś tu na forum pisałem że prawne karanie za coś co nikomu postronnemu krzywdy nie robi jest chore i głupie. Sama jazda po pijaku takiej krzywdy nie robi. Te Twoje wyprzedzanie również. Jednakże (!) jeśli już ktoś spowoduje wypadek tak nieroztropną jazdą i jeśli ta brawura, alkohol okaże się ze miała na to negatywny wpływ, to takie osobniki winny być karane znacznie dotkliwie niż normalnie, a to po to, aby nauczyli się brać odpowiedzialność za swoje czyny. Skoro nie znał umiaru i nie znał siebie na tyle ze nie wiedział (a może wiedział!) że nie jest w stanie po alko jechać autem to tylko wyłącznie jego wina.
Dokładnie tak samo widzę sprawę zdrady. Im ktoś dłużej kusi los, to się doigra, ze się wyda. I pewnie będzie zmuszony ponieść odpowiedzialność, choćby moralną. W przypadku rozwodu tez finansową. Tyle ode mnie, bo nie jestem hipokryta jak mi powyżej się zarzuca.
Dlaczego to on może dać w tym momencie upust swoim emocjom, a ja nie?
Bo jego emocje są pozytywne, a Twoje negatywne.
Nastrój osób, które nas otaczają wpływa na nasz nastrój. A nikt nie chce czuć się źle. "Godność" w tym kontekście to racjonalizacja, która ma zasłonić to, że ludzie nie chcą czuć się źle z powodu Twojego cierpienia, masz je ukryć, żeby nie musieli na nie patrzeć.
Masz rację, nie w porządku.
nie wiem, nad czym tu deliberowac...
jesli ktos kradnie jest zlodziem- i tyle
jesli ktos zdradza, jest nie lojalny.
nie mozna darzyc go zaufaniem, bo co innego deklaruje, co innego robi.
mezczyzni duza wage przywiazuja do przyjazni- do lojalnosci w grupie/zespole.
jesli facet zawiedzie zaufanie przyjaciela- to traci w jego oczach wszystko(godnosc, zaufanie, oddanie)
jesli facet zdradza kobiete- to sie wybiela....dlaczego?
bo kobieta to nie przyjaciel- kobieta, to OBIEKT ktory warto posiadac(przydaje sie w domu)
dlatego jak poznaje zdradzacza- nie traktuje go powaznie, (jakkolwiek by tego nie argumentowal)
jak poznaje zlodzieja- to pilnuje sie, zeby mnie skroil...
facet, dojrzaly, ktory ma jaja zalatwia problemy deficytow w zwiazku z partnerem,
albo przyznaje, ze nie jest zdolny do monogamii- i to deklaruje otwarcie
tylko pipy robia bokami, zeby pancia sie dowiedziala- bo bedzie zla....
Już wczesniej gdzieś tu na forum pisałem że prawne karanie za coś co nikomu postronnemu krzywdy nie robi jest chore i głupie. Sama jazda po pijaku takiej krzywdy nie robi. Te Twoje wyprzedzanie również. Jednakże (!) jeśli już ktoś spowoduje wypadek tak nieroztropną jazdą i jeśli ta brawura, alkohol okaże się ze miała na to negatywny wpływ, to takie osobniki winny być karane znacznie dotkliwie niż normalnie, a to po to, aby nauczyli się brać odpowiedzialność za swoje czyny. Skoro nie znał umiaru i nie znał siebie na tyle ze nie wiedział (a może wiedział!) że nie jest w stanie po alko jechać autem to tylko wyłącznie jego wina.
Większych bzdetów od tego już dawno nie czytałem... chore i głupie... chore i głupie... omg.
Zbyt Delikatna, upraszczasz i to znacznie sprowadzając wszystko do chuci, do zwierzęcych zachowań. To rzadko kiedy chodzi tylko o to. Ja też raz zdradziłam ówczesnego chłopaka i przez pewien czas zdarzyło mi się spotykać z żonatym facetem. I nie chodziło o chuć. Ani mnie w żadnym z tych wypadków, ani temu żonatemu facetowi też nie.
Gdyby w zdradzie chodziło tylko o pożądanie, to właśnie łatwiej byłoby z tym żyć, łatwiej wybaczyć, zrozumieć. Ale to nie jest aż tak proste.
Bardzo czesto jest tak,ze kobieta odchodzi od takiego bawidamka-skurveenssona i w oczach tzw"otoczenia"(czyli sasiadek,"zyczliwych'kolezanek z pracy,tesciowej) to ona jest lafirynda.To ona(czy tez on-bo kobiety tez zdradzaja)bedac zdradzana,oszukiwana,zyjaca w klamstwie i cierpieniu jest spolecznie pietnowana.A zdradzacz jest rehabilitowany.
Osobiście nie spotkałam się z takim odbiorem zdradzonych, więc raczej nie jest to bardzo częste. A jeżeli już tak jest to chyba z innego powodu niż opisałaś. Możliwe, że chodzi o sam fakt, kto kogo (rodzinę) ostatecznie zostawił i w jakich okolicznościach - sceny, uprzykrzanie życia, robienie na złość itd. i usprawiedliwianie swoich czynów, zachowań niewiernością współmałżonka.
I nie jest tak, że przyklaskuję zdradom. Wiadomo, że lepiej żeby najpierw ktoś odszedł zanim się na ten krok zdecyduje. Jednak czy wcześniejsze odejście mniej by bolało? Nie jestem przekonana. Tak, zdrada = kłamstwo. Jednak bycie z kimś bez miłości też jest pewnego rodzaju kłamstwem, farsą. Kiedy któreś się do tego przyzna, druga osoba i tak najprawdopodobniej będzie czuła się zraniona i oszukana, w końcu lata poświęciła temu związkowi/małżeństwu. I zawsze będzie zadawać sobie pytanie dlaczego?
Nie jestem jednak za trwaniem w nieudanym związku, bo tak trzeba, za tym, że jak już się kogoś poślubiło to jest to "nasza' własność. Podziwiam pary co są ze sobą długie lata, pomimo różnych zawirowań, gorszych chwil itd. Jednak uważam, że takie osoby poza posiadaniem pewnych wartości, po prostu się dobrze dobrały. Nie tylko się kochają, ale są też dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, wsparciem.
Zdarza się jednak, że ludzie się wiążą zbyt pochopnie i dopiero czas weryfikuje, że nie była to dobra decyzja z rożnych względów i zaczynają się w tym związku męczyć. Wówczas rozstanie jest chyba najlepszym rozwiązaniem. Ważne jednak w jaki sposób to się zrobi. Jeżeli nawet najbardziej delikatnie, to i tak osoba której bardziej zależało, albo znalazła się w gorszej sytuacji, będzie miała żal. Dlatego ile przypadków, tyle opinii.
Jedno jednak nie podlega dyskusji, nikt nie powinien mówić, że kocha, jeżeli tak nie jest. A jeżeli się naprawdę kocha to się nie zdradza. I tyle.
Jako kobieta wierzę, że można seks traktować tylko jako seks. Mozna kochać jedną osobę a uprawiać seks z innymi i nie ma to żadnego wpływu na uczucia wobec tamtej osoby.
To nasza kultura kazała nam wiązać jedno z drugim, podczas gdy wg natury coś takiego jak monogamia u człowieka nie istnieje.
Bociany są monogamiczne i pan bocian nie musi się "pilnować" bądź "mieć silnej woli" by nie zrobić czegoś z inną bocianicą, bo po prostu nie ma na to ochoty. A ludzie muszą się pilnować by ni zdradzać, unikać okazji itd., ponieważ ich natura jest poligamiczna. Mężczyźni chcą uprawiać seks z jak największą ilością kobiet, natomiast kobiety chcą uprawiać seks z najlepszymi samcami.
Owszem, jesteśmy ucywilizowani, ale to nie znaczy że nasza prawdziwa natura się zmienia.
Już nawet Freud powiedział, że przyczyną największych frustracji jest walka między tym co wypada, a tym czego chce prawdziwa natura.
Przez tysiąclecia ludzie się zdradzali. Tak zawsze było i zawsze będzie. Nie masz racji pisząc, że jest na to w tej chwili pozwolenie, bo zawsze było. Ciche pozwolenie. Z tą róznicą że kiedyś kobiety nie rozwodziły się z powodu zdrady męża. To dlatego dziś jest tyle rozwodów i dzieci z rozbitych rodzin, bo ludzie do zdrady dopisali jakieś ideologie, podczas gdy to może być sam seks.
Statystyki mówią że w 70% związków była zdrada którejś ze stron. Ja sądzę że są zaniżone. Myślę że to oscyluje w granicach 90%. Trudno dokładnie takie coś zbadać, skoro ankietowani kłamią (nawet jeśli anonimowo), a poza tym nie jest wiarygodne pytanie o to 30-latków, którzy dopiero zaczynają życie. Wiarygodnym byłoby badanie ludzi na skraju życia, którzy już umierają.
Nie kojarzę żadnej DOROSŁEJ (mam na myśli ludzi 40+, 50+) pary, w której nie było zdrady.
Ja nie zdradziłam i nie byłam zdradzona, jeszcze młoda jestem, wszystko może się w życiu zdarzyć. Ale takie właśnie mam poglądy.
Zbyt Delikatna, upraszczasz i to znacznie sprowadzając wszystko do chuci, do zwierzęcych zachowań. To rzadko kiedy chodzi tylko o to. Ja też raz zdradziłam ówczesnego chłopaka i przez pewien czas zdarzyło mi się spotykać z żonatym facetem. I nie chodziło o chuć. Ani mnie w żadnym z tych wypadków, ani temu żonatemu facetowi też nie.
Gdyby w zdradzie chodziło tylko o pożądanie, to właśnie łatwiej byłoby z tym żyć, łatwiej wybaczyć, zrozumieć. Ale to nie jest aż tak proste.
Jasne rozumiem, chodziło o wspólne oglądanie filmów i słuchanie płyt.
/.../
Starr, no to facet poświęcił się dla dobra rodziny
Toż to bohater
Ciekawe, czy kiedyś pochwali się córce jak załatwiał jej przedszkole ?
Zdradzacz nigdy nie przyzna się dobrowolnie... on na pewno nie upowszechni tej informacji w rodzinie.
No i widzicie jaka dziwna sytuacja,ktoś twierdzi, że zdrada to zło ( dziękuję tym którzy mnie poparli - dzięki wam wraca mi wiara w ludzi i wyższe wartości ),wg społecznie przyjętych zasad w naszym społeczeństwie,że już nie wspomnę o religii - to ewidentne zło,społecznie szkodliwe,a jednak są ludzie, niestety przynajmniej na forum w większości, którzy twierdzą, że wcale tak nie jest,że to tylko taka niewinna zabawa lub asekurują się w ten sposób, że : no ja to nie wiem, bo życie jest nieprzewidywalne,bo okoliczności, bo bo bo.
Podałem tylko przykład zdrady odmienny od najbardziej rozpowszechnionej, jako materiał do dyskusji. Nie jestem zwolennikiem zdradzania, nie popieram żadnej jej formy, a w szczególności tej "odwetowej"...
Smutne to bardzo. Obrazuje jak podchodzimy do innych spraw,miłości,oddania dla drugiego człowieka,dziecka,empatii itd.Pociąga to za sobą całą lawinę negatywnych postaw i zachowań.Konsumpcja na 1 miejscu.:(
Fakt, smutne to bardzo, bo obrazuje, że człowiek to tylko zwierzę ulegające instynktom, a wolna wola jest w tym wypadku destrukcyjna
A pierwszy lepszy przykład Masz poniżej w tekście madoi...
Jako kobieta wierzę, że można seks traktować tylko jako seks. Mozna kochać jedną osobę a uprawiać seks z innymi i nie ma to żadnego wpływu na uczucia wobec tamtej osoby.
Oczywiście, można i tak. Oddzielenie seksu od uczuć i ciała od umysłu, jest typowe dla wszystkich osób trudniących się najstarszym zawodem świata, a jednocześnie posiadających stałych partnerów. Wszystko jest ok, jeżeli obie strony to akceptują. W przypadku nieświadomości jednej ze stron, o postępowaniu drugiej, jest to zwykłe oszustwo i narażenie na niebezpieczeństwo utraty zdrowia, lub wychowywania nie swojego potomstwa.
To nasza kultura kazała nam wiązać jedno z drugim, podczas gdy wg natury coś takiego jak monogamia u człowieka nie istnieje.
Oczywiście, w świecie zwierząt stadnych, szczególnie ssaków, monogamia nie istnieje. Człowiek, przez duże "Cz" jednak powinien respektować kodeks zasad, który wyróżnia go od zasad panujących w stadzie ssaków. Po to między innymi mamy kreatywny mózg i proces myślowy który stworzył kulturę. Aczkolwiek postawa niektórych ludzi wskazuje, że ich pradziadowie jako ostatni przyjmowali postawę pionową, bądź schodzili z drzewa... Tylko czy wszyscy zaraz muszą brać z nich przykład?
Rozważmy taki proces: wszystko idzie w kierunku totalnego zaniku zasad moralnych. Biorąc pod uwagę tempo zmian, idąc Twoim tokiem myślenia, za kilkanaście lat pojęcie gwałtu powinno samoistnie zaniknąć. Każdy mężczyzna będzie mógł uprawiać seks z dowolna kobietą w dowolnym miejscu i czasie. Czyż nie jest to dla Ciebie wspaniała perspektywa? Mało tego, wszystko pewnie w zgodzie z prawem!.
Tylko pozostanie jedno pytanie bez odpowiedzi: Na jakiego grzyba, potrzeba było przez prawie trzydzieści tysięcy lat układania kodeksów moralnych? Może chodziło o ekonomię, a może o zdrowie...
Bociany są monogamiczne i pan bocian nie musi się "pilnować" bądź "mieć silnej woli" by nie zrobić czegoś z inną bocianicą, bo po prostu nie ma na to ochoty.
Wśród ptaków monogamia istnieje...
A ludzie muszą się pilnować by ni zdradzać, unikać okazji itd., ponieważ ich natura jest poligamiczna. Mężczyźni chcą uprawiać seks z jak największą ilością kobiet, natomiast kobiety chcą uprawiać seks z najlepszymi samcami.
Mylisz mężczyzn z facetami... Ci pierwsi może maja takie chucie, ale powstrzymują je zgodnie z zasadami jakich zostali nauczeni w dzieciństwie i potrafią swoje myślenie skierować na inne dziedziny, w których wykazują swoja kreatywność...
Owszem, jesteśmy ucywilizowani, ale to nie znaczy że nasza prawdziwa natura się zmienia.
Już nawet Freud powiedział, że przyczyną największych frustracji jest walka między tym co wypada, a tym czego chce prawdziwa natura.
Proszę, zdefiniuj swoje pojęcie słowa "ucywilizowani".
Przez tysiąclecia ludzie się zdradzali. Tak zawsze było i zawsze będzie.
Zgodzę się, jeżeli ograniczymy się do kręgu wyznawców ST i NT. W innych przypadkach dopuszczane jest posiadanie więcej niż jednego partnera. Tam pojęcie zdrady, w naszym znaczeniu, nie istnieje.
Nie masz racji pisząc, że jest na to w tej chwili pozwolenie, bo zawsze było. Ciche pozwolenie. Z tą róznicą że kiedyś kobiety nie rozwodziły się z powodu zdrady męża. To dlatego dziś jest tyle rozwodów i dzieci z rozbitych rodzin, bo ludzie do zdrady dopisali jakieś ideologie, podczas gdy to może być sam seks.
No cóż...
Ja nie zdradziłam i nie byłam zdradzona, jeszcze młoda jestem, wszystko może się w życiu zdarzyć. Ale takie właśnie mam poglądy.
Biorąc pod uwagę to co napisałaś poniżej, Masz wszelkie prawo przypuszczać, że zostaniesz zdradzona i zdradzisz... Tylko mając taka pewność, po co się wiązać z kimkolwiek?
Statystyki mówią że w 70% związków była zdrada którejś ze stron. Ja sądzę że są zaniżone. Myślę że to oscyluje w granicach 90%. Trudno dokładnie takie coś zbadać, skoro ankietowani kłamią (nawet jeśli anonimowo), a poza tym nie jest wiarygodne pytanie o to 30-latków, którzy dopiero zaczynają życie. Wiarygodnym byłoby badanie ludzi na skraju życia, którzy już umierają.
Nie kojarzę żadnej DOROSŁEJ (mam na myśli ludzi 40+, 50+) pary, w której nie było zdrady.
Skąd sa te statystyki?
Pani zbytdelikatna, żadna różnica by dla Ciebie była, gdyby Twój nieskazitelny, dobry partner, niezły w łóżku Ciebie umiejętnie zdradzał. Bo byś po prostu nic o tym nie wiedziała.
Na tej samej zasadzie co Ci za różnica, jeśli co drugi dzień będę myła muszlę klozetową Twoją szczoteczką do zębów, dopóki o tym nie wiesz, jest w porządku.
Albo jeśli regularnie chodzisz do lokalu, w którym pracuje kelner, który Cię nie lubi, skutkiem czego raz na tydzień pijesz kawę doprawioną soczystą melą, albo jesz obiad pokropiony moczem. Ale dopóki nie wiesz, jest to całkowicie w porządku.
Niestety uważam, że zdrada jest nadal akceptowana społecznie, podobnie jak alkoholizm.I też podobnie pleni się w najlepsze.
Nie będę tu określać wyszukanymi epitetami zdradzających, bo szanuję zasady panujące na forum i uważam, że są słuszne.Ale - zdradzacze, powiedzcie mi co tak naprawdę wami powoduje, że to robicie?I kobiety, które decydujecie się na odebranie w tym sensie męża innym,czy potraficie żyć z tym normalnie, czy sprawia wam to satysfakcję, czy jesteście aż tak zdesperowane brakiem faceta,że łapiecie co podejdzie, byleby zaspokoić swoje chucie? Czy jako kobiety, nieraz nawet matki, ba,żony, nie jesteście w stanie wyobrazić sobie, jak czuje się ta zdradzana, na jaką straszną traumę narażacie przecież również kobietę,matkę,żonę?Czy to tak trudno sobie wyobrazić będąc człowiekiem myślącym,który może kierować swoją wolą, nie jak zwierzątka, na które przychodzi czas rui i instynkt im podpowiada, że warto za wszelką cenę znaleźć partnera? Czy zdajecie sobie sprawę, że to forma złodziejstwa, wchodzicie do cudzego domu i kradniecie to co w nim najcenniejsze, coś, co ludzie zdobywali latami,hołubili jak skarb najcenniejszy,a wy wchodząc z ubłoconymi walonkami bez żadnych skrupułów brudnymi łapskami bierzecie to jak swoje, rujnujecie ludziom spokój i nadzieję na przyszłość, którą zbudować łatwo nie jest, bo życie samo w sobie jest trudne.? Czy wystarczający jest powód, że was swędzi między nogami, a pan był ładny, czy miły,więc dlaczego by nie skorzystać.A co tam żona, a co tam dzieci,ważne, że dałam upust swojej zwierzęcej chuci, a jeszcze super jestem 100 % kobieta, bo potrafiłam odbić faceta innej kobiecie?? O to chodzi?
A panowie, którzy zdradzacie żony, żalicie się, że to kobieta zła, samolubna i podstępna, albo za słaba w łóżku,albo zbyt delikatna (),albo zestarzała się za szybko, albo dominuje nad wami.Każdy powód jest dobry.Nawet taki, że tylko dla zabawy albo mechanicznie, że to żadna zdrada, ot przygoda niewinna.Jacy są z was ludzie, czy jeszcze ludzie? Czy tylko osobniki płci męskiej, które tak jak panie powyżej zachowują się jak nierozumne zwierzątka poddające się swojej chuci? A może by tak zająć się lepiej żoną, więcej rozmawiać, próbować rozwiązywać życiowe problemy, próbować budować lepszy związek, zrozumieć, że żona ma prawo być przeciążona obowiązkami, że może być chora,zniechęcona i może to być ściśle związane z waszą postawą na codzień? Ale po co?Jest okazja, jest zabawa, prawda?
Dziwi mnie też to, że skoro wy zdradzacze uważacie, że wszystko jest ok,a ta druga zdradzona połówka jest co najwyżej głupia i upierdliwa, bo usiłuje dociec do sedna, dlaczego tak się stało,bo usiłuje coś zrozumieć, ba, nawet nieraz ratować, nawet wybaczyć w imię czegoś dla was tak egzotycznego, jak miłość.Dlaczego w takim razie zachowujecie się jak pluskwy, które boją się metaforycznie światła, czyli tego, że prawda wyjdzie, czy wyszła na jaw? Skoro to taka fajna zabawa, a wy uważacie, że nie robicie nic złego, to skąd to skradanie,uciekanie po kątach z tel.przy dooopie, czyszczenie historii w kompie,"zostawanie" po godzinach w pracy, przedłużające się delegacje?
A teraz do zdradzonych - uważam, że mamy prawo mówić głośno wszem i wobec o tym z jaką kanalią przyszło nam żyć, niech wiedzą wszyscy,rodzina, znajomi, sąsiedzi.Wiem, że często głupota ludzka bierze górę i ludzie z boku potrafią złośliwie stwierdzić,że ona tak a taka nie dziwię się, że ją zdradzał.Nauczmy się mieć to w dalekim poważaniu.To nie świadczy źle o nas, tylko o tych, co wyrażają tak głupie,złośliwe opinie.Nie wolno nam się wstydzić, że zostaliśmy zdradzeni, to w żadnym wypadku nie nasza wina,istnieją poradnie małżeńskie,istnieją rozwody.Nie zdradą i upodleniem rozwiązuje się problemy w związku!
Mamy prawo do żalu, do nienawiści, do najwyższej pogardy, nie odbierajmy sobie do tego prawa, nie pozwólmy się tłamsić jeszcze bardziej.Mamy prawo walnąć pięścią w stół,zrobić partnerowi piekło z życia, postanowić co dalej bez brania pod uwagę opinii kanalii, która nas zdradziła.I wreszcie - mamy prawo zostać nadal z tą kanalią, jeśli to nam zapewni choć namiastkę spokoju i szczęścia.
Gdyby ktoś miał wątpliwości, to dodam, że ja również,i myślę, że nie tylko ja z tych zdradzonych miałam nieraz okazję w trakcie małżeństwa zejść na manowce, poddać się pokusie "przygody", nie zrobiłam jednak tego nigdy, dając odpowiedź zbyt nachalnym panom - masz żonę, rodzinę, nimi się zajmij lub w przypadku wolnego - mam męża, rodzinę, szukaj wolnej.To proste jak drut,moi drodzy, trzeba tylko kierować się głową, nie tym, co między nogami.I zapewniam was, że nieobca mi była namiętność,pragnienie, jak również znużenie małżeństwem,codzienną gonitwą i brakiem czasu na przyjemności.Ale na wszystko jest czas i pora i odpowiednie okoliczności.I to na tyle ode mnie.
Zbytdelikatna dziekuje za ten wpis
Zgadzam sie z tym co napisalas. My zdradzone mamy plakac z zalu i bolu w czterech scianch , nie wolno nam tego pokazac, nie wolno nam sie pozalic, poplakac ....mamy wziasc sie w garsc i udawac szczesliwe ....tylko jak to robic skoro sie kochalo naprawde i mocno i wierzylo sie ze to do konca zycia ? Ja wiem ze ja mojego meza bede zawsze kochac bo to byla milosc moje zycia, tak nigdy nie kochalam wczesniej i juz wiem ze tak kochac nie bede a tym bardziej po tym co on mi zrobil po 25 latach naprawde szczesliwego malzenstwa.
Clint Jones napisał/a:Pani zbytdelikatna, żadna różnica by dla Ciebie była, gdyby Twój nieskazitelny, dobry partner, niezły w łóżku Ciebie umiejętnie zdradzał. Bo byś po prostu nic o tym nie wiedziała.
Na tej samej zasadzie co Ci za różnica, jeśli co drugi dzień będę myła muszlę klozetową Twoją szczoteczką do zębów, dopóki o tym nie wiesz, jest w porządku.
Albo jeśli regularnie chodzisz do lokalu, w którym pracuje kelner, który Cię nie lubi, skutkiem czego raz na tydzień pijesz kawę doprawioną soczystą melą, albo jesz obiad pokropiony moczem. Ale dopóki nie wiesz, jest to całkowicie w porządku.
Super wniosek Czarna Kotka
Lepiej tego nie mozna ujac.
Uważam, że zdradzacze i zwolennicy zdrad nadal nie potrafią wykazać się żadnymi argumentami przemawiającymi na ich korzyść ![]()
Bo takowe nie istnieją. Ninka,nie ma za co ![]()
Czarna kotka - szacun ![]()
Starr - z tym "bohaterem",to był sarkazm.Dobra rozprawka w temacie :)Pozdrawiam.