Cześć, trafiłam na to forum przypadkiem gdy szukałam w internecie pomocy jak poradzić sobie z rozstaniem.. co zrobić żeby wrócił... itp..
Mam 24 lata, mój były narzeczony też. Poznaliśmy się w liceum, był moim przyjacielem. Z racji tego, że i on i ja byliśmy wolni to poszliśmy razem na studniówke i wtedy się wszystko zaczeło.. zaiskrzyło między nami, że nie mogliśmy się od siebie oderwać. Dwa dni później bylismy oficjalnie parą. Później razem poszliśmy na studia do tego samego miasta. Przez pierwszy rok pomieszkiwaliśmy u siebie, od drugiego mieszkaliśmy już razem. Zawsze się dogadywaliśmy, zawsze dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie, jedynego co byłam pewna w życiu, to to, że on mnie bardzo mocno kochał... było to coś między nami, jednakże bylismy stosunkowo luźnym związkiem, na imprezach mogliśmy spędzać czas z innymi ludzmi, ale zawsze bylismy gdzieś niedaleko siebie, nigdy sobie nie zakazywaliśmy wyjśc na piwo z kolegami czy koleżankami. po 4 latach bycia razem znajomi zaczęli pytac kiedy zaręczyny kiedy coś dalej... oświadczył mi sie po 5 latach i 1msc (luty 2015). Byłam mega szczesliwa, to było takie moje małe spełnienie marzeń, mały krok w dorosłość, on planował rozbudowąc rodzinny dom i tam mielismy zamieszkać po ślubie, (slub miał być za 3lata, bo chcieliśmy sami na niego uzbierać). od 3 lat on pracuje w fastfoodzie i studiuje, ja pracowałam tam jeszcze rok temu. Po tym czasie podjęłam prace w zawodzie na pół etatu i jednocześnie studiowałam dziennie. Od marca mój narzeczony zaczął dużo pracować w tym fastfood'zie więcej niż zwykle, wychodzić na piwka z kolegami z pracy po zmianach. Po jednej zmianie miał iść na 1 piwko i wrócić, zrobiło się późno w nocy wiec do niego dzwoniłam, martwiłam się bo nie odbierał. Okazało sie ze poszedł na kolejne piwka z ekipą z pracy.. zrobiła się z tego kłótnia, ze ja się zamartwiam o niego a on nie dawał znaków zycia.. wtedy powiedział mi, że od dawna się miedzy nami psuje, ze on nie wie co czuje, ze zaręczyny to była presja otoczenia, że ja jestem dojrzała a on nie tak bardzo, że wszyscy sie w okół zaręczają i biora śluby a go to przytłacza, ze wg niego było źle już od poczatku tego roku, że jak wychodził na te piwka to nie czuł, ze mnie nie ma obok, że brakuje mu czułości i czasu ze sobą, ale nie robił od tego niby stycznia z tym nic,bo nie widział potrzeby ratowania tego... okazało się też (po przejrzeniu mu fb, mimo ze nie chciałam tego robić) ze rozmawia z kolega o jakiejś 21 letniej dziewczynie z pracy, ze go zauroczyła, że myśli o niej, że chciał do niej zadzwonić i usyszeć jej głos, ze im sie dobrze rozmawiało.. Gdy wszystko mu wyrzuciłam, zę wiem o tej dziewczynie, nie wiedział co powiedzieć, ale podjął decyzje, że nie chce tego tracić co ma, że będzie się starał, że bedzie wszystko robił zeby to zaufanie odbudować, ale mijał tydzien.. dwa.. ja się starałam, spędzałam z nim czas nawet jak miałm coś do zrobienia na uczelni to odkładałam to na później.. on cały czas nie wiedział co czuje, nie starał się nie robił nic.. aż postanowiliśmy, ze robimy sobei przerwę - 4 dniową. Ja nie potrafiłam się do niego nie odzywać... pytałam co u niego.. mówił, że czuje pustkę, ale mu mnie jakoś mocno nie brakuje... ostatniego dnia przerwy powiedział, że nie widzi sensu tego ciągnąc dalej, że nie widzi jakbyśmy mogli byc dłużej razem, ze wie ze może żałowac tej decyzji bo ja już mogę nie byc wolna gdy do niego to dotrze, ale podkreślał, że ta dziewczyna nie miała na to wpływu, ze on nie ma jej w myslach.. ryczałam.. błagałam.. prosiłam.. krzyczałam.. robiłam z siebie idiotkę.. wyprowadziałam sie ze wspólneog mieszkania, bo nie mogłam na to patrzeć wiecej.. oddając mu klucze płakał. od rozstania minęły 3 tygodnie.. przez pierwszy tydzien niby czuł pustke, tęsknił, chciał się przytulić, gdy musiał mi oddac jeszcze jakieś moje rzeczy mówił, że na ten moment nie poczuł czegoś co by skłoniło go do powrotu, że moze coś ejszcze poczuje.. ale juz po 1,5 tyg gdy upewnił się, ze ta dziewczyna tez do niego coś czuje to już stwiedził ze jest mu lepiej, ze skoro nic nie poczuł do mnie to juz nie poczuje, ze juz nie ma mnie w moim sercu. a ja.. idiotka cierpie, tęsknie, kocham, mimo ze mi tyle przykrości zrobił, tyle przykrych słów... ja wciąż licze ze wróci, ze sie obudzi. Nikt nie poznaje go, jego zachowania, rodzice, dziadkowie, wspólni znajomi. Ja sobie jedynie sytuację tłumacze tym... zaręczylismy się, przytłoczyło go to, zobowiązania i myśl o ślubie, natrafiła się w pracy dziewczyna 21 letnia, która w jakiś sposób się nim zainteresowała, zauroczył się w niej, szukał potem motylków w brzuchu u nas w związku, a wiadomo po 5 latach tego juz nie ma, więc szukał złych chwil u nas... i się pogubił, nie widział sensu ratowania nas. dodatkowo odciął sie praktycznie od wspólnych znajomych.. i imprezuje się z tymi ludzmi z pracy 18-21 lat, a wiadomo na pierwszym roku czy drugim ma się co innego w głowie niz kończąć studia...
Jak Wy oceniacie sytuacje?
czy w długotrwałym związku zdarzają sie zauroczenia ? (przyznam się, ze ja sie zauroczyłam w jego koledze, który zdecydowanie na mnie leciał, ale powiedziałam sobie.. ej laska, ogarnij się, masz chłopaka, który Cie kocha i nie chcesz tego zmarnować, i po jakimś czasie mijało)
Czy można w kimś sie zauroczyć, wyrzucić na pare dni z głowy (podczas gdy się podejmuje decyzje o rozstaniu) i po tygodniu znów o niej myśleć?