Potrzebuję się wygadać, więc jeśli ktoś nie będzie miał ochoty komentować, to zrozumiem. Mam doła, kryzys, czy może nawet depresję. Nie mam pracy od kilku miesięcy. Szukałam czegoś ciekawego, ogólnie w moim zawodzie i nawet jak znalazłam, to się okazywało, że nawet nikt nie raczył zadzwonić czy napisać, że ma mnie gdzieś... Nie jestem jakoś super wykształcona. Ot, humanista, miałabym ochotę napisać humanista-tumanista. Widzę braki w swoim wykształceniu czy umiejętnościach w stosunku do ludzi, którzy mają po dwadzieścia parę lat. Ale nie mam motywacji do samodzielnej nauki np. języków, na kolejne studia podyplomowe nie mam po prostu pieniędzy. Mam trzydzieści parę lat. Czuję się nikim. Czuję jakbym po raz kolejny musiała zaczynać życie. Mam stałego partnera, mieszkamy razem, ale ostatnio uświadomił mi, że od ponad roku nie uprawiamy seksu, w sumie od śmierci mojego ojca, która mnie bardzo dobiła, choć aż tak bardzo nie byłam związana z ojcem. Po prostu pochłonęło mnie przygnębienie, żałoba, do tego doszły problemy zdrowotne i problemy z matką, która stała się bardzo wymagająca, zaborcza i skupiona na sobie, chociaż swego męża, a mojego ojca miała gdzieś, swego czasu nawet mieli się rozwieść. No i tak. Nie mam pracy. Nie mam dzieci. Mam partnera (jeszcze, bo nie wiem ile on wytrzyma). Mam toksyczną matkę. Nie mam gdzie mieszkać. Wynajmujemy mieszkanie. Właśnie właściciel podniósł nam czynsz, który w obecnej sytuacji (mój brak pracy) nas przerasta. Moglibyśmy pomieszkać z innymi ludźmi gdzieś na wspólnym mieszkaniu, ale ci inni ludzie mogliby być moimi dziećmi! Nikt w wieku ok. 30 lat nie wynajmuje mieszkania ze studentami. Po prostu nie wyobrażam sobie tych imprez w ciągu tygodnia itd. A ciężko znaleźć kawalerkę w niskiej cenie... Znajomi z moich roczników mają już mieszkania, dzieci, podwyżki w pracy itd. A mnie nawet nie stać na utrzymanie kota...
Czy ktoś jest w podobnej sytuacji?
2 2015-06-05 19:16:31 Ostatnio edytowany przez jaMajkaa (2015-06-05 19:17:05)
Witaj Salvia ![]()
Widzę, ze to juz nie brak wiary w siebie..ale wrecz stany depresyjne (ok nie mi to oceniać)
Mialam kiedyś podobnie.Zacznij od małych kroków. Przecież każda droga zaczyna się od tego pierwszego kroku.
Masz partnera-wiec nie jesteś sama. Rozmawialas z Nim o swoim stanie? Nie zostawiaj z tym sama skoro jest ON.Masz szczescie:)
Co do matki...odizoluj się, zachowuj sie zachowawczo.Nie dzwigaj Jej ciężaru , póki nie uniesiesz swojego.Nie czuj sie odpowiedzialna.Ba! Wygadaj się Jej.
Jaki jest stosunek Twojego partnera do Ciebie w obecnej sytuacji?
jaMajkaa,
dziękuję za zainteresowanie moim postem. I za słowa otuchy. Zastanawiałam się czy to nie depresja. Ze skali Becka wychodzi mi depresja, ale nie czuję się na tyle chora, żeby lecieć do psychiatry, a potem zaleczać depresję lekami. Cały czas mi się wydaje, że są ludzie, którzy naprawdę chorują i to im jest potrzebna pomoc, nie mnie. To, co by mi się przydało, to psycholog i nie raz chciałam iść do psychologa. Raz po śmierci ojca, bo nie potrafiłam tego ogarnąć. I kilka razy po kłótni z matką. Wygadać się swojej matce... Chciałabym sobie w ten sposób ulżyć i czasem to robię, że jej wygarniam pewne rzeczy. Ona jest jak dziecko. Wykorzystuje też fakt, że mieszkam w tym samym mieście i nie mam dzieci, więc nie mam rodziny i muszę być do jej dyspozycji. Musiałam też ją wspomóc finansowo, chociaż dzisiaj tak bardzo by mi się przydały te pieniądze. Ach, jest tyle rzeczy! Nawet teraz się cieszę, że nie mam pracy, bo matka nie ciągnie ode mnie pieniędzy, a chciała, żebym wyremontowała jej mieszkanie. I w tym kontekście wiem, że przydałby mi się psycholog, który by mnie przeprowadził przez te zawiłe układy z matką, powiedział co jest normalne, a co nie.
Wiem, że mam szczęście, że mam partnera. Teraz jesteśmy bardziej jak rodzeństwo. Bardzo blisko siebie, ale bez sfery seksualnej, bo jak to Maleńczuk śpiewa "seks mnie nie łechce". Martwię się bardzo o przyszłość. Chciałabym mieć mieszkanie, pracę, dzieci i wiem, że nie mogę na to czekać w nieskończoność. Nie ten wiek. Gdy mówię mojemu partnerowi, że jestem nieszczęśliwa i że mamy beznadziejne życie, to mi mówi tylko: "To je zmień". I nie wiem co chce mi przez to powiedzieć. Czy mam gdzieś wyjechać? A może rzucić się z mostu? Wtedy byłaby zmiana i to radykalna. Ale myślę, że on też jest sfrustrowany całą naszą sytuacją.
Mam pamiętnik z lat nastoletnich. Czasem go czytam. Czytam o tym jakie miało być moje życie. Patrzę na siebie oczyma 12-latki i jestem przerażona. Próbuję żyć uczciwie, staram się jak mogę, a teraz wychodzi na to, że nawet nie stać mnie na wynajem mieszkania. Zazdroszczę moim rodzicom tego, że mimo życia w PRLu, mogli mieć dzieci i mieszkanie. Chociaż wkurza mnie to, że nie uskładali przez cale życie na remont, tylko ja teraz musiałam dokładać, a potem się dziwię, że nie mam na mieszkanie. Swoje mieszkanie. Wiem, że powinnam być asertywna. I jestem. Staram się. Ale zaczynam mieć wszystkiego dość. Życie mnie przerasta. Choć tak naprawdę nie znam prawdziwych problemów. Jestem zdrowa, mam dwie ręce, dwie nogi, w zasadzie nic mi nie jest. Ale czuję się parszywie.
4 2015-06-05 20:43:33 Ostatnio edytowany przez jaMajkaa (2015-06-05 20:44:33)
Nic nie musiałaś. ..Ty ewentualnie MOŻESZ pomoc Mamie...widzę, ze i Ona ma wpływ na Twoje życie. Niestety negatywny wpływ. ..póki się nie podniesiesz...dla wlasnego dobra ogranicz z Nią kontakt do minimum.
Skoczyć z mostu? No tak. ..zawsze można. Ale po co? Bo chwilowo nie dajesz sobie rady ze swoim życiem? Nie wiesz co Cię czeka. .więc skok odradzam ![]()
Nie warto. Nie bądź tchórzem.
Nie rozumiem dlaczego piszesz, że pomoc lekarza nie jest dla Ciebie? Uważam, że Twoja sytuacja jest na tyle poważna, że jest to wręcz wskazane.Serio.
Zacznij od odbudowywania tego co masz.Mam na myśli związek.Bliskosc to nie koniecznie sex....to dotyk...przytulenie...Pokaż swojemu partnerowi, ze Ci zależy na Was (?)
Jego wsparcie moze Tobie dużo dać. ..może On czeka na to? Nie przewalutowuj Waszych relacji na relacje rodzeństwa. Przecież to jest kolejne ryzyko dla Ciebie, ze możesz kogoś stracić. Zacznij od przytulenia...powiedz mu, ze Tobie na Nim zależy. .że Go potrzebujesz. Czujesz wgl taką potrzebę?
Salvia..a nie jest tak, ze Ty po prostu nie poradzilas sobie, z odejściem Twojego Taty?
6 2015-06-05 21:25:18 Ostatnio edytowany przez Salvia (2015-06-05 21:31:41)
jaMajkaa,
jesteś kolejną osobą, która mi mówi i uświadamia jaki toksyczny wpływ ma moja matka na mnie. Mówią mi to przyjaciele i ja sama to wiem, ale wiesz jak to jest z toksycznymi rodzicami, ciągłe wyrzuty sumienia. Staram się ograniczyć kontakty, ale potem pojawiają się te wyrzuty sumienia. A zaraz potem lamenty mojej matki, że mam ją gdzieś itd. granie na emocjach, szantaż emocjonalny. Najgorsze jest to, że ona sobie nie zdaje sprawy z tego, jak mnie krzywdzi. Wszystko bierze do siebie. Jej życie się nie udało, więc zaplanowała życie mnie i mojej siostrze. Siostra uciekła za granicę i spokojnie sobie żyje z dala od wszystkiego, z człowiekiem, którego moja matka nie znosi, więc jest jakby wyklęta. Zostałam ja, więc mnie jeszcze można wymyślić życie. Wiem, co usłyszałabym od psychologa. To, co Ty piszesz, żeby ograniczyć kontakty do minimum. Tylko jak to zrobić? Żeby nie zwariować? Czasami żałuję, że to ojciec pierwszy umarł...
Pewnie, że nie chcę skoczyć z mostu. Nie zrobiłabym tego swojemu partnerowi. Nie chcę umierać. Chcę żyć. Cieszyć się życiem. Naprawdę. Tylko, że zawsze mamy pod górkę i zastanawiam się kiedy będzie trochę lżej... Kiedy w końcu usiądę na balkonie w swoim mieszkaniu, z którego nikt mnie nie wyrzuci, pogłaszczę swojego kota czy psa, czy świnkę morską nawet, utulę dziecko i z uśmiechem powiem; "chwilo, trwaj"... Może dobija mnie fakt, że większość znajomych ma ułożone życie, że nie doceniają tego, co mają, że nie cieszą się swoimi czterema ścianami, dziećmi, nawet zasmarkanymi, wstawaniem do pracy... Ja cały czas jestem na etapie dwudziestokilkulatki i czuję, że zmierzam donikąd.
Co do lekarza, to myślisz, że faktycznie kwalifikuję się po pomoc? Nie chcę brać leków... Ale czy psychiatra może od razu skierować do psychologa, bo to chyba tak się odbywa?
Co do związku, to oczywiście bliskość jest. Nie ma spontaniczności jak dawniej, ale to chyba normalne, biorąc pod uwagę staż i moje zmartwienia. Wiadomo, że to wszystko jest ze sobą powiązane. Gdybym nie miała problemów z matką, problemów z mieszkaniem, pracą, to byłabym bardziej "radosna" i umiałabym tę radość okazać. To po prostu taki efekt domina. Wali się jedno, to wiadomo, że reszta też poleci. A na pracę i finanse to akurat mamy chyba najmniejszy wpływ. I tak to jest
Dziękuję, jaMajkaa, że odpisujesz. Dzięki Twoim słowom i pytaniom próbuję to jakoś poukładać. Chciałabym móc wreszcie zająć się życiem i nie tracić czasu na użalanie się nad sobą, ale często mam momenty kryzysowe... Do tego jeszcze niska samoocena, brak wiary w siebie itp.
Co do taty, to wydaje mi się, że zaliczyłam wszystkie etapy żałoby. Mój ojciec też był trudnym człowiekiem. Z matką skalali sobie do gardeł i nigdy nie byli dobrym małżeństwem. To, że z takim wzorem ja i moja siostra potrafiłyśmy stworzyć swoje związki, to cud. Ale ojciec nie ingerował w moje życie, co miało plusy i minusy w zasadzie. Po śmierci ojca matka stała się nie do wytrzymania, jeszcze bardziej zaborcza i toksyczna, bo przecież osamotniona. Nie docierało do niej, że ja z siostrą straciłyśmy ojca. Nie, najwazniejsze, że ona straciła męża. Myślę, że w kontekście toksyczności matki bardziej brakuje mi ojca. Bo wiem, że gdyby to on został wdowcem, wszystko byłoby łatwiejsze, wspieralibyśmy się, a nie walczyli o to, kto bardziej cierpi...
Witaj Salvia ![]()
Masz nakreslony problem.Ba! Jesteś świadoma, tak naprawdę co nim jest.
Świadomość to ponoć klucz. Od Ciebie zależy,
co teraz z nim zrobisz.Nie wiem z j
akiej części kraju
pochodzisz.Czy w Twoim miejscu sa grupy wsparcia bądź poradnie.
Ogólnie z toksycznym rodzicem trudno sobie poradzić. Jest wiele czynników, które
"nakazują"...źle-wpędzaja nas w poczucie winy, obowiązku itd
Twoja siostra jest odcięta od tej sytuacji. Wiec
cala uwaga skupia się na Twoim życiu.Jeśli
wyrzuty sumienia, poczucie winy sprawia, że nie umiesz ograniczyć relacji, która Cię
niszczy-TAK powinnaś skorzystać z pomocy
lekarza. Bądź obiektywna..nie tylko Tobie to
niszczy życie.Również partnerowi, ktory przy
Tobie trwa.
Znam to z doświadczenia (z pozycji partnerki)
Moja przyszła teściowa-jest toksycznym
czlowiekiem...a raczej toksyczna matką.Tacy
ludzie-mimo, że odrębne jednostki, mają
podobne schematy działania.
Wczoraj na naukach przedmalzenskich,
prowadzonych przez świetną parę
psychologów, potwierdzilam tylko partnerowi
kim jest Jego matka.
Piszę potwierdziłam, bo już wcześniej
otworzyłam oczy mojemu narzeczonemu na to
co robi Jego matka.Zrobił z tym porządek.
Jego matce nadal się nie otworzyły oczy.Trwa
w swoim chorym przekonaniu.Mimo, ze nadal
sa podchody, próby jej
dzialania...automatycznie sa blokowane przez
świadoma reakcję mojego partnera.
No i tu jest problem.(Twoj problem) Mężczyźni
są mniej podatni i emocjonalni.Dlatego łatwiej
im działać tam ,gdzie emocje biorą górę.
Dlaczego Tobie piszę o tym?
Otóż chodzi mi o to, że Twoj partner zbiera
również plony tej sytuacji. Twoje emocje,
poczucie wartości-stany w których się
znajdujesz mają wplyw na Wasz związek.
..więc również na Niego.Spojż jak dlugo to trwa.
Pamiętaj, że partner ma prawo tego nie
wytrzymać. .ma prawo ułożyć sobie życie i byc
szczesliwy.Jest osobną jednostką, która znosi
to póki co. Chociaż nie musi.Robi to najpewniej, bo Cię kocha.Ale ile jeszcze zniesie.Wziol Cię
jako kobietę. ..a teraz ma siostrę. Jeśli sama
nie masz siły się odizolowac od kogos kto Cie
niszczy, ustawia Twoje życie. ..szukaj
pomocy.Co sie stanie , gdy partner powie
DOŚĆ..ja chcę założyć rodzinę, mieć kobietę.
..byc szczesliwy...bo mam prawo!
Dlatego doradzam Tobie, żebyś sie skupiła na swoim życiu . Pamiętaj, ze rodzie wychowują dzieci dla świata, a nie na swoje potrzeby.
I jeszcze jedno...po pół roku biernego obserwowania, co moja przyszla tesciowa wyprawia-powiedzialam STOP. I powiedzialam jej, ze szantaż emocjonalny jest tani (grozila smiercia, byly jej krokodyle łzy.Wyrzuty, ze nie ma dla kogo zyc , wyimagowane choroby itd.)Nawet nie miala
oporów zeby mi ublizyc
Gdy powiedzialam w tej jej histerii (spokojnie) ze mam w głębokim poważaniu jej tani szantaż emocjonalny.Wybiegla rozhisteryzowana, krzycząc, ze sie zabije......po czym wrocila po kilku h, by mnie przepraszac:/
Mam wrażenie, że tacy ludzie naprawdę nie wiedzą co czynią
Też miałam załamanie nerwowe. Szkoła , egzaminy , szukanie mieszkania i jeszcze znajomi tez nawalają . ;/ Gorzej być nie mogło ;/ na początki chciałam się wyciszyć przez spacery i sport . Pomagało to jednak tylko na chwilę ;/ W końcu zobaczyłam reklamę Forstres. I bardzo mi pomogło bardzo , do wszystkiego podchodziłam z dystansem . I problemy jakoś się rozwiązały super
Doskonale cię rozumiem. Jedni mają szczęście w życiu , inni nie. Ja nie mam. Cały czas ktoś mi chodzi po głowie i nic , nic mi się nie udaje. Leczyłam się z depresji farmakologicznie , ale co z tego? Bez depresji i tak swiat jest ten sam. Nie chce mi się zyc.
I jeszcze jedno...po pół roku biernego obserwowania, co moja przyszla tesciowa wyprawia-powiedzialam STOP. I powiedzialam jej, ze szantaż emocjonalny jest tani (grozila smiercia, byly jej krokodyle łzy.Wyrzuty, ze nie ma dla kogo zyc , wyimagowane choroby itd.)Nawet nie miala
oporów zeby mi ublizyc
Gdy powiedzialam w tej jej histerii (spokojnie) ze mam w głębokim poważaniu jej tani szantaż emocjonalny.Wybiegla rozhisteryzowana, krzycząc, ze sie zabije......po czym wrocila po kilku h, by mnie przepraszac:/
Mam wrażenie, że tacy ludzie naprawdę nie wiedzą co czynią
To mi przypomina zachowanie mojej siostry kiedy przyszło do podziału spadku po ojcu. Dokładnie to samo! Nieważne , że ojciec umarł , ważna kasa! I histerie , agresje , wyzwiska , niby przeprosiny- a potajemnie kopanie pode mną dołków... i w końcu się jej udało...
Też miałam załamanie nerwowe. Szkoła , egzaminy , szukanie mieszkania i jeszcze znajomi tez nawalają . ;/ Gorzej być nie mogło ;/ na początki chciałam się wyciszyć przez spacery i sport . Pomagało to jednak tylko na chwilę ;/ W końcu zobaczyłam reklamę Forstres. I bardzo mi pomogło bardzo , do wszystkiego podchodziłam z dystansem . I problemy jakoś się rozwiązały super
Znajomi... nigdy nie miałam przyjaciół , takich prawdziwych. I może dlatego im bardziej waliło mi się życie , tym bardziej znajomi odsuwali się ode mnie , aż zostałam sama. Ile razy można dzwonić , proponować spotkanie , które później ktoś kilka razy przekłada?...
Salvia..a nie jest tak, ze Ty po prostu nie poradzilas sobie, z odejściem Twojego Taty?
Każdemu z nas ktoś umiera. Ale jedni przez to przechodzą normalnie. A innym wali się świat , kiedy odejdzie ktoś , w kim mialo się oparcie. I już często się nie może podnieść. Jesli nic w zyciu nie " toczy się dalej" , to nic tego nie zmieni. Nie warto nawet myśleć...
jaMajkaa napisał/a:I jeszcze jedno...po pół roku biernego obserwowania, co moja przyszla tesciowa wyprawia-powiedzialam STOP. I powiedzialam jej, ze szantaż emocjonalny jest tani (grozila smiercia, byly jej krokodyle łzy.Wyrzuty, ze nie ma dla kogo zyc , wyimagowane choroby itd.)Nawet nie miala
oporów zeby mi ublizyc
Gdy powiedzialam w tej jej histerii (spokojnie) ze mam w głębokim poważaniu jej tani szantaż emocjonalny.Wybiegla rozhisteryzowana, krzycząc, ze sie zabije......po czym wrocila po kilku h, by mnie przepraszac:/
Mam wrażenie, że tacy ludzie naprawdę nie wiedzą co czyniąTo mi przypomina zachowanie mojej siostry kiedy przyszło do podziału spadku po ojcu. Dokładnie to samo! Nieważne , że ojciec umarł , ważna kasa! I histerie , agresje , wyzwiska , niby przeprosiny- a potajemnie kopanie pode mną
dołków... i w końcu się jej udało...
Dokładnie. ..popieram. ..Tacy ludzie nie ważne jak, byle do celu.
Przykład na żywo...szanowna teściowa znowu byla.10min temu...i powrót do przeszłości.
Znowu knucie ,histeria, płacz.
Wiedziałam, że znowu zacznie swoje szantaze emocjonalne. To była kwestia czasu.Dlatego nie uwierzylam w jej słodkie pierdzenie"przepraszam"Dzięki temu mnie dzisaj nie zaskoczyła:D
I Autorka nam znikła.
Salvia daj znać jak się trzymasz.Jak samopoczucie?
Jakieś zmiany? (Jak tak-mam nadzieję, że na lepsze
)
16 2015-06-16 10:32:45 Ostatnio edytowany przez Salvia (2015-06-16 11:03:41)
Jestem, jestem
Fajnie, że inni dołączyli do wątku. To znaczy, że nie jestem sama. Marne pocieszenie, bo nie powinno tak być, ale jakoś tak raźniej.
jaMajkaa,
dziękuję za wszystkie Twoje słowa i uwagi
W sumie nie wiem która z nas ma gorzej... Czy lepiej mieć toksyczną matkę czy teściową. Może jednak teściowa to jednak większe zło, bo trzeba walczyć za siebie i męża. Ja bardzo ucinam pępowinę mojej matki, ale ona nie potrafi tego zaakceptować, bo... się do mnie przyssała, jakbym nie była odrębnym bytem z własnym życiem. Zupełnie innym życiem. Tak naprawdę jedna drugą jest rozczarowana. Ja jestem rozczarowana tym, że matka nie pozwala mi na wolność, której bardzo potrzebuję. Może zabrzmi to dziwnie i chamsko, ale mnie by dobrze było nawet z pół roku nie widzieć i nie kontaktować się z matką. W ogóle by mi jej nie brakowało. Z drugiej strony moja matka by chciała, żebym z nią mieszkała, żebyśmy były takimi psiapsiółkami, żebym miała dzieci i żeby wszyscy razem żyli i byli szczęśliwi. I w pewnym sensie to rozumiem, bo są takie rodziny i nawet w mojej rodzinie są takie przypadki, że trzy pokolenia mieszkają pod jednym dachem i są zadowoleni. Ale ja tak nie potrafię. Może mam jakiś defekt pod tym względem, nie wiem. Co do tego, że mój partner zbiera żniwo moich relacji z matką, to oczywiście masz rację. Zawsze z odwiedzin u matki wracam roztrzęsiona albo wściekła. I on musi na to patrzeć i mnie wysłuchiwać. To, o czym piszesz w kontekście szantażu ze strony teściowej, to miałam i mam nadal to samo. Gdy wyprowadzałam się z domu, to były akcje "wyskakiwania przez okna", bo ja nie mogę mieć swojego życia, nie mogę zostawić matki. Nie obyło się bez ingerencji ciotek. Cały czas tłukę matce do głowy, że mnie szantażuje itd. Raz na jakiś czas ostro się kłócimy. Jest jej płacz, tanie zagrywki itd. Jeśli chodzi o śmierć ojca, to nie mogę przeboleć, że to on pierwszy odszedł, bo w kontaktach z moją matką był takim buforem. Teraz ona na każdym kroku chce mi pokazać, ze mąż jej umarł (bo że mnie umarł ojciec to nieważne) i że jest taka samotna i nieszczęśliwa i że ja się nią muszę zająć i zaopiekować.
Brianne1710,
w jakim sensie nie masz szczęścia? W związkach? Ja to raczej zawodowo porażka na całej linii
Za co się wezmę, to nic mi nie wychodzi. Co do znajomych i przyjaciół, to mam podobnie. Moje przyjaciółki powyjeżdżały za granicę i już nie wyskoczę z nimi na kawę, żeby się pożalić. Inne z kolei, to singielki, więc nie chcę ich dobijać jak mi się życie uczuciowe nie układa, bo one np. nie mają żadnego życia uczuciowego
I w sumie tak nawet nie mam komu się wyżalić... I dzięki temu każdy tkwi w swych problemach. Albo mam "przyjaciół", ale nie znoszę się z nimi spotykać, bo mnie skręca z zazdrości jak z nimi rozmawiam. Jak ich widzę tylko. Mają swoje mieszkania, niektórzy kupione przez rodziców, mają drugie połówki, dzieci, plany wakacyjne, dobrą pracę i nie wiedzą jak to jest oddawać całą pensję na wynajem mieszkania, szukać pracy, chodzić na rozmowy i dowiadywać się, że jest się ostatnim nieudacznikiem itd. Próbując po prostu dożyć do następnego dnia...
Może chodzi o to, że rodzice mnie nauczyli życia zgodnie z zasadą "jakoś to będzie". Takiej bierności i poddaniu się bylejakości. Ale o ile to mogło się sprawdzić w starych czasach, kiedy kończyło się szkołę, czy studia i dostawało nakaz pracy, to w tych czasach to w ogóle się nie sprawdza. Wiem, że powinnam się zmierzyć z ..., nawet nie wiem z czy, samą sobą, życiem, rzeczywistością. Gdy byłam nastolatką, to mi się wydawało takie proste szkoła, praca, dom, rodzina itd. Ale w dorosłym życiu nic nie jest takie proste. Na dodatek mam spierdzielone życie zawodowe dzięki moim rodzicom, którzy uznali, że dobrze zdana matura to wstęp do lepszego życia. A dziś od rana słyszę piosenkę Lady Pank "Myślisz może, że więcej coś znaczysz, bo masz rozum, dwie ręce i chęć. Twoje miejsce na Ziemi tłumaczy zaliczona matura na pięć"....
Salvia..witaj...cieszę się, że "wróciłaś":)
Fakt..Gorsza jest obca osoba(ta prawie teściowa) Uwierz mi...mimo, ze jej syn przy niej stoji za mną murem..to gdy nie ma jej...potrafi się
obrócić przeciw mnie;
tak ,że aż serce mi pęka.
Okazuje się wtedy, że
złem nie wiele się różni od niej.
Ale ja postanowiłam być
twarda.Dalam mu wybór, albo kocha i szanuje
....albo niech spier....nicza;)
Póki co..ignoruje mnie.Nie sprzedam honoru i godności za dom który On posiada (mam swoje mieszkanie w centrum dużego miasta 800km stąd) On nie rozumie co to lojalność, oddanie...nawet nie rozumie co to rewanż:/
O co mi chodzi? O to, że bliska Tobie jaki mi osoba oczekuję od nas wszystkiego...nie dając w zamian nic.Ba! Wręcz przeciwnie. ..zabiera i rząda.Tylko w imię czego? W imię siebie i swoich egoistycznych potrzeb. (Warto? )
Ściskam Ciebie mocno...życząc Tobie jaki sobie siły...w walce o nas
18 2015-06-16 16:33:30 Ostatnio edytowany przez Salvia (2015-06-16 16:39:31)
jaMajkaa,
to, co opisujesz to jest straszne
Matki są takie zaborcze. Dzisiaj się zastanawiałam jak to jest być z wielodzietnej rodziny i co by było gdybym miała brata, o którym zawsze marzyłam. Myślałam o tym, że może zostałby z matką i byliby szczęśliwi, a my z siostrą mogłbyśmy się jakoś odseparować od reszty. Teraz po Twoim poście myślę, że dziewczyna tego mojego wyimaginowanego brata miałaby przechlapane. Chociaż faceci też różnie reagują w takich sprawach. Moja matka ma dwie koleżanki, które mają synów - jedynaków. I tak, jeden uciekł do Stanów, a drugi uciekł w narkotyki i ledwie żyje. Powód? Zapewne apodyktyczność matki. Po prostu nie wyrabiali nerwowo. Ja nie wiem co tym matkom tak odwala. A jak u Ciebie z przyszłym teściem?
Te chore relacje z matką powodują, między innymi oczywiście, że nie mogę się zdecydować na dziecko. Nie chcę być taka jak moja matka. Nie chcę nieświadomie powielać tych samych zachowań. Mam też przy mojej matce problem z kobiecością. I zastanawiam się jakby to psycholog wytłumaczył. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, że dopóki moja matka żyje wstrzelę się na takie wyżyny kobiecości, że będę w ciąży i będę miała dziecko. Nie, bo ja muszę być twardą chłopaczarą przy matce i za każdym razem ją "tresować", że mam swoje życie. Tak, jakbym musiała być zawsze na posterunku, z bronią w ręku i wojskowych buciorach, aby strzec granic swojej niezaleźności. Boję się, że jakbym była w ciąży, to albo bym zmiękła i przystała na pomysły matki, albo z nerwów bym po prostu poroniła. Masakra, nie?... Też trzymam kciuki za nas. Mam wrażenie, że każda z nas ma swoją Bukę z Muminków ![]()
Salvia co Ty mi piszesz. ..umiała byś zrezygnować z siebie dla Matki? Przestań. ..proszę. ..Zależy mi, na tym byś nabrała siły. Uwierz mi...nie warto się poświęcać dla tych, którzy umieją tylko brać.
Oni sa niesprawiedliwi w rozrachunkach.Potrafią brać garściami, nie patrząc ile zawdzięczają.
Salvia jesli masz tak wspaniałego partnera, który jest obok...wciąż czeka...To zacznij budować swoje życie dla siebie i Was.Nie oddawaj siebie, nie stój na komende swojej Matki (proszę) Przecież toksyczna osoba i tak sobie nie zda sprawy ,ile dostaje.Wciaż będzie jej mało..będzie chcieć więcej. .a ile jeszcze z siebie umiesz dac? W imię czego?
Co do mnie...dzisiaj postawilam na przełom. Albo oprzytomnieje, albo niech mnie "wypier..." za dużo ze mnie wzięto. Za dużo poświęciłam.
Co do teścia? Heh dziwne, że pytasz. .
Oznajmilam dzisaj, ze nie będę amebą bez honoru jak On...Stracil siebie. Swoją osobowość w imię tego ,że pokochal tego potwora (swoją żonę)
Dał zabić siebie, za życia.
Ja zbieram siłę, by tak się nie dać ich synowi ![]()
Salvia...przeczytalam dwa razy, to co napisalas..kurka masz odp...spr odciąć się od Matki na pół roku..a nóż widelec"ulecisz" w życiu.
Mimo, że nie mam toksycznej matki...wiem jakie one potrafią być (widzę zmiane po partnerze! ) to wampiry energetyczne...nic nie mają wspólnego z prawdziwymi matkami...to samoluby ![]()
jaMajkaa,
to nie jest tak, że stoję na baczność przy matce. Nie. Ja potrafię wyznaczyć granice i bardzo bronię "swojego terytorium". Teraz w sumie najbardziej mnie boli moje nieudane życie zawodowe, na które bardzo wpłynęła matka, niestety. Beznadziejny ogólniak na końcu miasta, w którym byłam outsiderem, bo twierdziła, że nie dostanę się do dobrej szkoły. Potem pracę mi znalazła, w której przecierpiałam kilka lat, a znajomym, którzy poszli na studia, musiałam wmawiać, że to taki mój rodzaj buntu, że wcale nie chcę studiować itd. A ja chciałam, tylko brakowało mi zachęty ze strony rodziców. Ojciec wtedy był w ogóle oderwany od rzeczywistości i w ogóle się moimi wyborami nie interesował. A bez sensu to wszystko się ułożyło...
Szkoda Twojego teścia, że tak zgasł. Mój ojciec jednak miał swój charakterek i staczali z matką ciągłe wojny. Ale fakt, że mój ojciec nie był w żadnym wypadku wampirem energetycznym, zaakceptował moją dorosłość i nie miał z tym problemu. Za to mojej matce na każdym kroku muszę udowadniać, że jestem dorosła i mogę robić, co zechcę. Wkurza mnie to. Poczytałam jednak wczoraj trochę to forum, zwłaszcza dział o relacjach z rodzicami i doszłam do wniosku, że moje problemy to jednak nic przy opowieściach niektórych ludzi, w tym np. Twojej, bo ja mam tylko toksyczną matkę, a Ty masz toksyczną teściową i tą toksyną "skażonego" narzeczonego, więc to jakby już dwoje
((((((
Witaj Salvia ![]()
Masz racje moj pakiet jest gorszy.Tutaj maja wplyw inne czynniki niezależne od mojej osoby.
Ale i na to znalazłam sposób. Moj narzeczony nie przepada za swoja matka..czuję sie przez nią skrzywdzony.Staral sie poprawic z nią relacje-NIC to nie dało. Kobieta wrecz to zaczęła wykorzystywac.
Zdrowiej było ograniczyć kontakt do minimum.
Partner niestety ma dużo wyniesionych zachowań z domu.Nawet czasem używa tych słów co ona.
Moją metodą jest nakreślać Mu to.Pokazuje...porównuje ich identyczne zachowania.I podkreslam, ze nie stanę
się kopią Jego Ojca.tylko dlatego, że On się zachowuję jak swoja matka.Poki co działa
ale na jak dlugo nie wiem. Ratuje mnie to, że On nie chce byc taki jak ona
Salvia...ok skoro umiesz i bronisz swoje terytorium przed Matką.Skoro Twoja Mama miała wplyw w" przeszłości" na Twoja karierę zawodową. To wytłumacz mi, jak dziecku..jak Ona teraz wplywa na Twoje życie? Mentalnie? Tu też dasz radę postawić granicę. O to chodzi, ze tylko Ty sama masz wplyw na swoje życie. Napiszę dobitnie.Jesli masz czas na narzekanie w swoim życiu, to masz również czas by zmienić to życie ![]()
jaMajkaa,
o tyle dobrze, że Twój narzeczony nie przepada za swoją matką, jest tego świadomy - to duży plus. Teraz zastanawiam się nad sobą w kontekście tego, co napisałaś o swoim narzeczonym... czy ja nie wyniosłam z domu jakiś zachowań i nie powielam zachowania matki. Pewnie tak, na pewno. Bywam agresywna słownie, ale to dlatego, że wkurzam się na matkę i to taki zaklęty krąg. Poza tym u mnie na porządku dziennym były kłótnie między rodzicami, a myślę, że dobra kłótnia nie jest zła. Tylko, że mój partner miał w domu inaczej i nie umie się kłócić. Ale pracuję nad sobą i tą agresją słowną. Zresztą, widzę, że ona nie przynosi efektów hehehe
Co do mojej matki i jej wpływu na mnie teraz?... No cóż, wtrąca się w moje życie, teraz już mniej, bo swoje wywalczyłam, ale kiedyś to był koszmar. To ględzenie o ślubie, potem o dzieciach, bo przecież wszystkie moje koleżanki mają dzieci, a ona tak marzy o jakimś bobasku. Potem ględzenie o to, żeby z nią mieszkac, bo ona taka samotna. Wiesz, nie ważne było jakie mam JA plany względem swojego życia. Ważne było CO ja mogę zrobić, żeby mamie umilić życie. Co do życia zawodowego... To pewnych spraw już się nie zmieni, bo jednak pewnych wyborów trzeba dokonać w młodzieńczym wieku. Mogłam pójść do liceum, gdzie szli wszyscy moi znajomi i dzięki temu od razu iść na studia i może dzisiaj byłabym dobrą księgową, lekarzem, prawnikiem itd. Ja oczywiście próbuję zmieniać wciąż swoje życie i naprawdę chwytam się różnych zawodów, żeby odnaleźć swoje miejsce w życiu, ale w wieku ok. 30 lat masz bardziej ograniczony wybór niż w wieku lat nastu. Taka jest niestety prawda. Pewnie, że mogę studiować co tylko chcę, są studia zaoczne itd. Ale nie mogę stać przed wyborem zapłacić za studia czy za mieszkanie, bo to byłby taki wybór. Takie życie, ot co. A czasami trzeba ponarzekać ![]()