Cześć, jestem nowa na forum ale nie mam z kim podzielić się swoimi odczuciami i doświadczeniami... otóż..
mam 21 lat i studiuję na 3 roku politechniki.. studiuję razem z moim chłopakiem, ma 23 lata, studiujemy jeden kierunek, widzimy się non stop na uczelni - mamy wspólnie zajęcia, jesteśmy ze sobą ponad półtora roku. Mój chłopak nie jest zbyt ambitny - choć inteligentny, jest leniwy.. rzadko kiedy zdarza się że zainteresuje się czymś bardziej i coś bardzo chętnie chce zrobić, wręcz z zapałem.. pracuję nad nim, żeby wyrobił w sobie jakiś nawyk określił się co chciałby robić w przyszłości, przecież musi mieć jakiś cel.. Ja jestem inna zawsze dążyłam do postawionego sobie celu, chodź miałam w życiu bardzo trudno, dużo osiągnęłam tylko i wyłącznie dzięki swojej pracy - bez wsparcia rodziców (mieszkałam z babcią od liceum i też nie miałam od niej dużego wsparcia) to gdzie jestem mogę zawdzięczyć sama sobie. Zawsze jestem "obowiązkowa" wszystkie projekty chcę oddać w terminie, wszystko chcę zrobić sama, najlepiej jeszcze ze zrozumieniem, denerwuję się jak mi to nie wychodzi.. a często robimy wspólnie projekty i przy tym się nie dogadujemy.. Z kolei jak mojemu chłopakowi pójdzie dobrze jakaś odpowiedź (lepiej ode mnie) to czuję złość i zazdrość.. że przecież on nie spędził tyle czasu nad tym zagadnieniem.. często to ja jestem >tą skarbnicą wiedzy<, czuję się trochę wykorzystana.. że on się nie angażuje tylko np. słucha co ja mówię i później to wykorzystuje - dobrze że tak robi, ale przemawia wtedy przeze mnie zazdrość i mnie to wyniszcza, strasznie się przez to kłócimy.. nie chcę żeby to rozwaliło nasz związek ale nie wiem jak mogłabym nad tym zapanować.. nie wiem czy się da..
Dodam jeszcze, że od matury rok w rok pracuję (żeby móc się utrzymać) na prawdę ciężko pracuję, nie mam odpoczynku, mój chłopak nigdy nie pracował.. nie wie jak to jest, stwierdza że ma 23 lata ale jego rodzice łożą na jego studia - tylko uważam że dość dużym kosztem bo np. mama musi pracować na 2 etaty.. strasznie mi się to nie podoba.. a w każdej rozmowie, w której usiłuję mu wytłumaczyć że mógłby się ruszyć - słyszę że jak będzie musiał to pójdzie do pracy... z jednej strony brak jego "chęci" pracy mnie dobijają, a z drugiej jak mu się coś udaje to nie potrafię się cieszyć bo mam wrażenie że na to nie zapracował.. ze skrajności w skrajność ale nie wiem jak sobie poradzić
Źle, że powoduje Tobą zazdrość. Bardzo prawdopodobne, że chłopak jest zdolny, ale leniwy. To nie w porządku, że jesteś zła w sytuacjach, gdy czasem lepiej mu się wiedzie, mimo, że nie wkłada w naukę tyle pracy co Ty.
Nie zdziwiłabym się, gdyby po studiach znalazł lepszą pracę niż Ty, po kierunkach technicznych faceci mają jakby bardziej zielone światło, oczywiście nie musi tak być.
Nie powinnaś także ingerować w jego układy z rodzicami, to w tej chwili nie Twoja sprawa.
Możesz ewentualnie mieć obawy co do Waszej wspólnej przyszłości; brak wspólnych zainteresowań, jego lenistwo w innych dziedzinach życia itp.
Nic więcej nie napisałaś, po za tym, że po prostu zazdrościsz mu, że ma w życiu łatwiej niż Ty.
Czy Twój chłopak nie denerwuje się zbytnio że "pracujesz nad nim"? Czytając to z boku strasznie męczysz mu kichę, jestem ciekawa czy on to toleruje, czy jest obojętny? Dzielisz się z nim wiedzą, nie nazwałabym tego wykorzystaniem, bo robisz to dobrowolnie a on jest pewnie typem osoby, która łatwo zapamiętuje i taka nauka "lektorska" lepiej wchodzi mu do głowy niż siedzenie w książkach. Wiem że ciężko jest zaakceptować fakt że jedni mają z górki inni pod górkę, ale czasem trzeba odpuścić jak nie sobie to innym. Powinnaś raczej być z siebie dumna że dzięki Tobie się motywuje i dobrze idzie mu na uczelni. Sama z dobrej woli wspierasz chłopaka, więc nie rozumiem dlaczego masz mu za złe.
Nie powinnaś także ingerować w jego układy z rodzicami, to w tej chwili nie Twoja sprawa.
Możesz ewentualnie mieć obawy co do Waszej wspólnej przyszłości; brak wspólnych zainteresowań, jego lenistwo w innych dziedzinach życia itp.
Nic więcej nie napisałaś, po za tym, że po prostu zazdrościsz mu, że ma w życiu łatwiej niż Ty.
Miałam bardzo ciężko w życiu, mieszkałam z babcią od liceum bo moja matka jest alkoholiczką, mam z nią sporadyczny kontakt, który niezbyt dobrze na mnie wpływa, bo ona się mną nie interesuje, nawet nie zapyta co u mnie - dzwoni tylko jak czegoś sama chce. Dlatego do wszystkiego doszłam sama, pracowałam od matury żeby móc pójść na studia, moja babcia zmarła rok temu i teraz praktycznie jestem sama, jestem nauczona pracy i tak, boję się o przyszłość. Bo mnie uczono aby jak najszybciej się usamodzielnić, a on ma 23 lata i w wakacje siedzi w domu "bo nie musi" - jak będę musiał to pójdę do pracy - przez to trochę traci w moich oczach.
I z jednej strony go rozumiem, ale nie potrafię postawić się w jego sytuacji (bo nigdy tak nie miałam) i wydaje mi się że ja już dojrzałam i przeskoczyłam ten etap życia i nie dam rady się cofnąć, muszę poczekać aż on też do niego dojrzeje. Ale nie wiem ile to jeszcze może trwać..
@agugiee za nim chłopak dojrzeje to musisz poczekać co najmniej z 10 lat
Nie możesz obwiniać swojego chłopaka o to, że ma łatwiejsze życie od Twojego.
To nie jego wina, że urodziłaś się w takiej, a nie innej rodzinie.
Rozumiem Twój ból, bo sama mam za sobą podobną historię (ojca alkoholika i tego typu przeboje) i sama musiałam sobie poradzić, pracowałam i jednocześnie uczyłam się w klasie maturalnej, potem studia...
Musisz albo sama uświadomić sobie, że Twoje myślenie jest złe - albo niech Ci w tym pomoże specjalista. To żaden wstyd prosić o pomoc. Jeżeli nie zrobisz z tym nic, to Twój związek może tego nie przetrwać. No i Twój sposób myślenia może po czasie zamienić się w coś poważnego, np. w depresję lub nerwicę (u mnie tak było, bo zaczęłam się zadręczać).
Macie rację i ja to widzę ale jak to powstrzymać?