Żyję w chorym związku, w zasadzie również na własne życzenie. Mąż przyznał się, że zdradzał mnie od początku małżeństwa. Układ obecny jest bardzo skomplikowany. On ma kobietę, ja jestem w związku na odległość. Wszystko jest takie trudne.Chcemy przetrwać jeszcze jakiś czas ze względu na syna. Nie daje jednak rady z emocjami. Wybuchy płaczu, nerwica. Czuję się potwornie samotna. Nie mam z kim o tym rozmawiać. Czy takie życie pod jednym dachem z człowiekiem, do którego nic się nie czuje jest możliwe. Czy wytrwam?
Pytanie nie powinno brzmieć "czy wytrwam", ale: "po co trwać?" Dla dziecka lepiej, żeby miało mamę oddzielnie i tatę oddzielnie, niż żeby miało w domu dwoje nieszczęśliwych, niekochających się rodziców. Lepiej również będzie dla Ciebie, jeśli rozejdziesz się z tym człowiekiem.
3 2009-11-26 08:44:49 Ostatnio edytowany przez shedir (2009-11-26 12:37:15)
Nie warto trwać w takim zwiążku. Robicie dziecku większa krzywde niż pożytek. Dziecko widzi że coś jest nie tak i wcale nie jest szczęśliwe. Dzieci chcą mieć rodziców razem nawet jak nie jeste dobrze ale jeżeli wytłumaczy się im oczywiście w sposób stosowny do ich wieku to, że rodzice nie moga być razem zaczynają sobie to układać i akceptuja ten fakt. Wiem co mowie jestem w związku z mężczyzna z dzieckiem i przechodziliśmy to wsztko. Pozdrawiam i życze wyboru dobrej decyzji.
4 2009-11-26 12:09:17 Ostatnio edytowany przez Rosalee (2009-11-26 12:11:26)
maria01 - widzisz ja wychowałam się właśnie w takiej rodzinie jak Twoja z tym wyjątkiem, że moi rodzice się nie zdradzali. Ale żyli ze sobą w ciągłej walce. Jesli się nie kłócili (tak, że chowałam się pod kołdrę i zatykałam uszy) to milczeli długimi tygodniami. Atmosfera w moim domu zawsze była zimna i smutna. I przyznam Ci szczerze, że o wieeeeele bardziej wolałabym żeby moi rodzice się rozstali, znalezli sobie innych partnerów i osobo byli szczęśliwi. Myślę, że wtedy i ja byłabym szczęśliwa. Jasne, że każde dziecko chciałoby normalnego domu, w którym rodzice się kochają i szanują, ale jesli jest to niemożliwe to naprawdę lepiej dla dziecka jest odejść i ułożyc sobie życie z kimś innym. Moja mama nigdy mi się nie skarżyła na tatę, ale ja widziałam, że przez Niego płacze, że jest nieszczęśliwa. Więc ja tez nie potrafiłam. U mnie ten koszmar trwał do śmierci taty... maria po co czekać? po co trwac w związku, który Cię niszczy? Gwarantuje Ci, że Twój syn widzi, wyczuwa co się między Wami dzieje i sam nie jest, albo nie będzie szczęśliwy. Znam kilka rodzin, w których rodzice się rozwiedli i załozyli nowe rodziny, a ich dziecko/dzieci mają świetny kontakt tak z jedną rodziną jak i z drugą. Odwagi! Masz prawo być szczęśliwa! I Twój syn również.
Pozdrawiam.
Po co trwam? Nie wiem, napewno kwestia poświęcenia sie dla syna jest jednym z powodów. Nie myslcie, że uważam się za ofiarę. Przeciez to również jest na moje życzenie. Nie potrafie tylko poradzic sobie z pustką wokół siebie, ponosi mnie, kiedy mąż zamiast wracac po pracy do domu , do syna, czas spędza u innej. Niby ustaliliśmy warunki funkcjonowania w domu, ale to wszystko jest takie trudne do zniesienia. Jestem bardzo wybuchowa, znerwicowana. Wiem, że łatwiej byloby mi przetrwac ten czas, gdyby mężczyzna, z którym spotykam się raz na jakis czas był bliżej mnie. Dzieli nas duża odległość. Stanęłam w krytycznym punkcie i boję się o to, co będzie dalej. Nie chcę byc sama, a tego tez sie obawiam. Czy moge na nim polegać? Trudne pytania bez odpowiedzi.
Będzie tylko gorzej. Twój mąż zaczyna układać sobie życie z inną kobietą. Będzie coraz mniej czasu w domu spędzał. Jeśli zależy mu na synu to będzie chciał utrzymac kontak z nim ale zacznie sobie układać życie od nowa. Ma do tego prawo skoro wam nie wyszło i obydwoje jesteście już w innych związkach, a wasze małżeństwo jest już tylko na papierze. Ile lat ma wasz syn?
Syn ma 17 lat. Chcemy doprowadzić go do matury. Wiem, że taki wstrząs niekorzystnie wpłynąłby na niego. Chciałabym tylko, aby mąż wykazywał większe zainteresowanie sprawami syna, aby wiecej czasu z nim spędzał. Na razie jest bardziej zajęty swoimi. Niby relacje maja ogólnie dobre. Jednak syn widzi, że ojciec znika na całe popołudnia i wraca do domu późnym wieczorem. Wierzy, że spotyka się z kolegami. Nie potrafie przekonać męża, że powinien więcej czasu przebywać w domu. Czy nie wystarczą mu rzadsze spotkania? Dom jest juz dla niego prawie noclegownią. Nie chcę skrzywdzić syna.
maria01, z tego co piszesz, można wywnioskować, że chyba sądzisz, że Twój syn jest idiotą... Bo tylko idiota nie zauważyłby, że coś jest nie tak w tej rodzinie. Myślę, że już teraz nie jest mu łatwo i wątpię, żeby wieść o Waszym rozwodzie specjalnie go zdziwiła. Chłopak jest już prawie dorosły, rozumny, nie jest już tylko naiwnym dzieckiem.
Anemonne, to co napisałaś potwierdza sie z tym co słyszałam już od kilku osób. Próbowałam już rozmawiać z synem na ten temat. Mówiłam o przeprowadzce (mam taka możliwość), ale on nie chce o niczym słyszeć. Odpowiedział mi "chcę miec święty spokój w domu, chcę mieć normalne warunki do nauki i oboje rodziców w domu, a to co robicie to mnie nie interesuje". Nic nie wspominałam o tym, że oboje z mężem kogoś mamy. Dałam mu tylko do zrozumienia, że nic nas nie łączy i każde z nas powinno mieszkać oddzielnie. Do niego nie docieraja żadne argumenty. Muszę wytrwać tylko w tym stanie. Pytanie- jak?
zupelnie sie zgadzam z Netbabeczka! ja tez bym wolala patrzec na rodzicow, ktorzy zyja z innymi partnerami i sa szczesliwi, aniżeli patrzec na chlód jakim sie obdarzaja!!! zakoncz to, bo i tak predzej czy pozniej to sie rozsypie, a i tak syna to nie ominie! Ty tez zaslugujesz na szczescie!!!!!!!!!!!!!!!!
maria01 terz czy po maturze wstrząs będzie taki sam,później studia ,egzaminy...co dalej?
Karzesz siebie syn wyjdzie z domu a Ty zostaniesz kłębkiem nerwów... sama ...
12 2009-11-28 16:39:27 Ostatnio edytowany przez Julia24 (2009-11-28 16:41:15)
Mario piszesz ,ze boisz sie samotności ale kochana ty się na nią skazujesz będąc w takim małżeństwie...
To tylko się tak mówi-poświęcam się dla syna /dzieci / Wiem,ze dziecko w żadnym wieku nie chce się pogodzić z tym ,że rodzice się rozwodzą i zawsze ma nadzieję,że bedzie jak dawniej.....wiem coś o tym moi rodzice tak mieli.
Tato zdradzał Mamę od samego początku... potem Ją zostawił ze mna i siostrą /Mama była w ciąży/ znalazł sobie młodszą- dużo młodszą poleciała na kasę- ojciec jest w USA- mają 2 dzieci... szkoda mówić!!!!
Ja też żyłam w toksycznym związku... ale już nie jestem z kimś kto mnie zdradzał, krzywdził nasze dzieci...
Żałuję,że nie wziełam rozwodu 14-15 lat temu... Dzieci by może cierpiały ale tak to cierpiały 100razy bardziej bo fustracje swoje przerzucał na dzieci - znęcając się psychicznie i fizycznie. Dziś moje córki uważają,że trzeba było go gdy mnie zdradził - kopnąć w du..ę i walizki za drzwi !!! Uważają,że nie było im potrzebne takie poświęcenie.
Marysiu, kiedyś syn Ci powie,że wolał uśmiechniętą -szczęśliwą Mamę niż "udawaną szczęśliwą żonę" swego Taty
Ja też mam córki -nastolatki 1 w tym roku matura ,2 za dwa lata i uważają .że nic na siłę a wolały mieć odzielnie rodziców niż te kłótnie, łzy i ból....... Mario zastanów się Ty też masz prawo do szczęścia
nie czekaj aż będzie syn miał własne dzieci !!!!!!! pozdrawiam Cię JuliaM /nk po40/
Maria ja nie mam jeszcze dzieci, ale powiem Tobie, że osobiście nigdy nie chciałam żeby moi rodzice w jakikolwiek się poświęcali dla mnie. Wolałabym widzieć ich szcześliwymi, realizujacymi swoje zainteresowania w wolnej chwili, fajnymi, ciekawymi. Nie zawsze tak było w mojej rodzinie. Tato wiele dla mnie robił, martwił się, poświęcał, ciezko pracował na moje studia. Dla siebie nic nie chciał. Wolałabym żeby więcej chciała dla siebie. Rodzice traktują nas jak małe dzieci, ale tak nie jest. Mówię to dziś z perspektywy 30 letniej kobiety. Dzieciaki mają swój świat, swoje zainteresowania, oni nie poczebują w kółko troski rodziców, tej nadmiernej. Chcą widzieć fajnych rodziców, szcześliwym, ciekawych. Wierz mi. Twój syn ma 17 lat i na pewno wiele już rozumie, nie jest dzieckiem, wyczuwa atmosferę w domu...
Nie poświęcaj się tkwiąc w złym związku, Twój syn to zrozumie, rozmawiaj z nim, jemu okazuj ciepło.
Odnośnie Twojego zwiazku z nowym męzczyznom, na odległość. Mnie się zdaje że boisz się czy ten związek ma szansę by się udał. Czy to tylko przyjaciel? czy coś więcej? Wiem, że nie chcesz być sama, ale tkwić w związku z mężem, który zdradza czy jest lepiej?
Może lepiej być samą niż w takim chorym związku.
Trzymam za Ciebie kciuki.![]()