Witam,
Mam potrzebę podzielenia się swoją skomplikowaną historią... Mam 35 lat, 8 -letnią córeczkę, złożyłam pozew o rozwód bo nie umiem dalej tak żyć jak żyłam. Mąż co jakiś czas miał romanse takie z uczuciem do innych kobiet, rok temu tez taka była, wyrzuciłam go z domu a on zamieszkał z nią (okłamując mnie że wynajął mieszkanie sam, niedaleko naszego domu). Po 3 miesiącach wrócił. Było nam wszystkim strasznie źle. Córka płakała za nim, dosłownie chorowała z tęsknoty. Mi też było ciężko i jemu również, postanowiliśmy że wróci i damy sobie ostatni raz szansę. Niestety nie udało się. Znów wyszła jakaś kolejna jego kobieta do której coś czuje i jest dla niego nową boginią piękności (znalazłam smsy, widze jego zachowanie). Nie wytrzymałam tego kolejny raz i złożyłam pozew. Tym bardziej że mój mąż nie jest zaradnym człowiekiem, nie pomaga mi, poza kobietami powychodziły inne kwiatki, nie płacone rachunki, długi u ludzi i w bankach o których nic nie wiedziałam. Do tego zabawa, alkohol, imprezy a ja czy chcę tego czy nie - uziemiona z dzieckiem w domu. I tak sie dzieje do dziś. Zwykle to ja byłam dbającą o wszystko i wspierającą męża kobietą. Jeśli chodzi o moją przeszłość, to do pewnego czasu byłam oddaną żoną i matką (jestem atrakcyjną i zadbaną kobietą, podobam się facetom) ale po którymś romansie męża, dałam się porwać pewnemu adoratorowi. Mamy romans od 2,5 roku, zakochałam się w nim bardzo mimo że on ma rodzinę z której nie zrezygnuje. To miał być tylko czysty układ, nie wychodzacy poza swoje granice. Pewnie mnie tu objedziecie porządnie.. ale przyznam się szczerze że nie żałuje niczego co przeżyłam z tym facetem. To on otworzył mi oczy i pokazał jaki facet może być dla kobiety a 2,5 roku to nie tydzień znajomości. Zaznaczę że on nie należy do facetów którzy mówią źle o żonie, obiecują i wyznają miłość- nie. Nigdy niczego takiego nie było. Były rozstania i powroty, przerwy i porywy namiętności na nowo. Niepokoi mnie tylko to że on równiez nie ma problemu z zawieraniem nowych znajomosci, ciągle jakieś zakochane kobiety się koło niego kręcą, jestem o nie chyba bardziej zazdrosna niż o jego zonę. To chore. Natomiast ja - kompletnie rozdarta, nie umiem sobie uporządkować wszystkiego w głowie. Wiem że teraz, kiedy mam ciężki czas z zakończeniem mojego małżeństwa, gdybym nie miała romansu, wpadłabym w depresję. Nie da się opisac wszystkiego co się działo i dzieje cały czas. Ale nie jestem pewna czy mój kochanek też mnie nie robi w trąbę. Pewnie najrozsądniej by było zakończyć i małżeństwo i romans, żeby zacząć wszystko od nowa i się wyleczyć z chorych układów ale nie potrafię zrezygnować z faceta w którym się zakochałam, uzalezniłam się od niego. bardzo mi odpowiada w łóżku a ja mam dość duży temperament i potrzebuję fizyczności. Nie chcę tego z nikim innym. Dzięki niemu nabrałam pewności siebie. Kiedyś psycholog mi powiedział że wbrew pozorom on odmienił bardzo pozytywnie moje życie. Otworzył mnie bardzo i pomógł spojrzeć z boku na moje toksyczne małżeństwo. Jednak to układ bez przyszłości. Jak się z tego uwolnić? Wiem że po rozwodzie zostanę sama z dzieckiem. Kochanek będzie miał swój dom i swoje ciepło. Ale ja mimo przerażającej samotności nie potrafiłabym dalej żyć z moim mężem. Nie ufam mu już kompletnie. Za dużo złego się wydarzyło.
Przepraszam Cię fioletko ... ale żadnych mega emocji tu nie widzę ....
Jak dla mnie ta historia, to po prostu kolejna historia o romansie z żonatym, jakich tu ostatnio mnóstwo.
Nic szczególnego.
Sama masz rozpieprzone życie i komuś rozpieprzasz.
No rzeczywiście, boski ten Twój kochanek.. jaki cudowny dla kobiet, jak wyzwala i w ogóle. Kłamca i zdrajca i złamas.
Jedzie na 2 baty i mu tak dobrze.. a Ty usychasz z miłości.
Zmień psychologa, dobra rada. Zajmij się swoim życiem, układaniem go tak aby miało sens, było więcej warte niż pościelówa z żonatym kochasiem a potem codzienność z mężem nieudacznikiem.
Współczuję Ci takich wyborów i takiego życia. jeśli tak ma się otwierać kobieta to ja serdecznie dziękuję za to " otwarcie".
Zero szacunku do siebie i do innych.
Mega emocje... czy wielki, znudzony, żałosny i pełen politowania ziew???
szczerze mówiąc skomplikowana tez nie jest, tylko jedna wielka patologia, współczuje dzieciom tylko, twojej corce i pewnie kochanek tez ma dzieci
A ja Cie poniekąd rozumiem. Nikt, kto nie znajdzie sie w takiej sytuacji nie oceni obiektywnie. Wiem po sobie...i swoim poscie.
Wiele osob pisze tu z jakiegoś powodu i raczej nie jest to radość i szczęscie. Nikt nie napisze Ci , ze maż to drań i lobuz, ale że Ty jestes tak najgorsza.
Ja sie z tym nie zgadzam. Kazdy kij ma dwa końce i trzeba byc obiektywnym.
Gdybym ja miala "raj na ziemi" tez bym tego nie zrobiła. A zeby bylo smieszniej...tez pogardzałam kobietami, ktore zdradzają. Ale zycie to nie bajka i wszystko czasami szlag trafia pomimo najszczerszych chęci.
Witam,
Mam potrzebę podzielenia się swoją skomplikowaną historią... Mam 35 lat, 8 -letnią córeczkę, złożyłam pozew o rozwód bo nie umiem dalej tak żyć jak żyłam. Mąż co jakiś czas miał romanse takie z uczuciem do innych kobiet, rok temu tez taka była, wyrzuciłam go z domu a on zamieszkał z nią (okłamując mnie że wynajął mieszkanie sam, niedaleko naszego domu). Po 3 miesiącach wrócił. Było nam wszystkim strasznie źle. Córka płakała za nim, dosłownie chorowała z tęsknoty. Mi też było ciężko i jemu również, postanowiliśmy że wróci i damy sobie ostatni raz szansę. Niestety nie udało się. Znów wyszła jakaś kolejna jego kobieta do której coś czuje i jest dla niego nową boginią piękności (znalazłam smsy, widze jego zachowanie). Nie wytrzymałam tego kolejny raz i złożyłam pozew. Tym bardziej że mój mąż nie jest zaradnym człowiekiem, nie pomaga mi, poza kobietami powychodziły inne kwiatki, nie płacone rachunki, długi u ludzi i w bankach o których nic nie wiedziałam. Do tego zabawa, alkohol, imprezy a ja czy chcę tego czy nie - uziemiona z dzieckiem w domu. I tak sie dzieje do dziś. Zwykle to ja byłam dbającą o wszystko i wspierającą męża kobietą. Jeśli chodzi o moją przeszłość, to do pewnego czasu byłam oddaną żoną i matką (jestem atrakcyjną i zadbaną kobietą, podobam się facetom) ale po którymś romansie męża, dałam się porwać pewnemu adoratorowi. Mamy romans od 2,5 roku, zakochałam się w nim bardzo mimo że on ma rodzinę z której nie zrezygnuje. To miał być tylko czysty układ, nie wychodzacy poza swoje granice. Pewnie mnie tu objedziecie porządnie.. ale przyznam się szczerze że nie żałuje niczego co przeżyłam z tym facetem. To on otworzył mi oczy i pokazał jaki facet może być dla kobiety a 2,5 roku to nie tydzień znajomości. Zaznaczę że on nie należy do facetów którzy mówią źle o żonie, obiecują i wyznają miłość- nie. Nigdy niczego takiego nie było. Były rozstania i powroty, przerwy i porywy namiętności na nowo. Niepokoi mnie tylko to że on równiez nie ma problemu z zawieraniem nowych znajomosci, ciągle jakieś zakochane kobiety się koło niego kręcą, jestem o nie chyba bardziej zazdrosna niż o jego zonę. To chore. Natomiast ja - kompletnie rozdarta, nie umiem sobie uporządkować wszystkiego w głowie. Wiem że teraz, kiedy mam ciężki czas z zakończeniem mojego małżeństwa, gdybym nie miała romansu, wpadłabym w depresję. Nie da się opisac wszystkiego co się działo i dzieje cały czas. Ale nie jestem pewna czy mój kochanek też mnie nie robi w trąbę. Pewnie najrozsądniej by było zakończyć i małżeństwo i romans, żeby zacząć wszystko od nowa i się wyleczyć z chorych układów ale nie potrafię zrezygnować z faceta w którym się zakochałam, uzalezniłam się od niego. bardzo mi odpowiada w łóżku a ja mam dość duży temperament i potrzebuję fizyczności. Nie chcę tego z nikim innym. Dzięki niemu nabrałam pewności siebie. Kiedyś psycholog mi powiedział że wbrew pozorom on odmienił bardzo pozytywnie moje życie. Otworzył mnie bardzo i pomógł spojrzeć z boku na moje toksyczne małżeństwo. Jednak to układ bez przyszłości. Jak się z tego uwolnić? Wiem że po rozwodzie zostanę sama z dzieckiem. Kochanek będzie miał swój dom i swoje ciepło. Ale ja mimo przerażającej samotności nie potrafiłabym dalej żyć z moim mężem. Nie ufam mu już kompletnie. Za dużo złego się wydarzyło.
Co tu można powiedzieć?
Ty wiesz o jego romansach. A Twój mąż o Twoim?
Dlaczego rok temu wyrzuciłaś ślubnego z domu za romans? W tym czasie od półtora roku już miałaś własnego przybocznego?
I ostatnie pytanie.
Jak długo będziecie jeszcze udawać rodzinę?
Dajże spokój erka ... nie trzeba zdradzać po to, żeby móc spojrzeć na sytuację kogoś, kto to robi.
Nie trzeba samemu tkwić w g*nie po uszy, żeby poczuć smród kogoś, kto tkwi.
Czyli co - osądzanie mordercy też nieobiektywne, bo jak dotąd nikogo jeszcze nie zamordowałam, to co ja tam wiem i co mi daje prawo do wypowiadania się ?
Jest coś takiego jak rozsądek, zasady którym wielu ludzi jest wiernych i co bardzo ważne - umiejętność korzystania i wyciągania wniosków z doświadczeń innych ludzi ... Gdyby nie to, to nadal bylibyśmy na etapie jedzenia rękami.
Dajże spokój erka ... nie trzeba zdradzać po to, żeby móc spojrzeć na sytuację kogoś, kto to robi.
Nie trzeba samemu tkwić w g*nie po uszy, żeby poczuć smród kogoś, kto tkwi.Czyli co - osądzanie mordercy też nieobiektywne, bo jak dotąd nikogo jeszcze nie zamordowałam, to co ja tam wiem i co mi daje prawo do wypowiadania się ?
Jest coś takiego jak rozsądek, zasady którym wielu ludzi jest wiernych i co bardzo ważne - umiejętność korzystania i wyciągania wniosków z doświadczeń innych ludzi ... Gdyby nie to, to nadal bylibyśmy na etapie jedzenia rękami.
Chyba pomyliłaś wątki, IsaBello, chociaż...:)
Dajże spokój erka ... nie trzeba zdradzać po to, żeby móc spojrzeć na sytuację kogoś, kto to robi.
Nie trzeba samemu tkwić w g*nie po uszy, żeby poczuć smród kogoś, kto tkwi.Czyli co - osądzanie mordercy też nieobiektywne, bo jak dotąd nikogo jeszcze nie zamordowałam, to co ja tam wiem i co mi daje prawo do wypowiadania się ?
Jest coś takiego jak rozsądek, zasady którym wielu ludzi jest wiernych i co bardzo ważne - umiejętność korzystania i wyciągania wniosków z doświadczeń innych ludzi ... Gdyby nie to, to nadal bylibyśmy na etapie jedzenia rękami.
Ja mie mówię, ze trzeba..ale czasami niestety pomaga
Najlepiej byłoby poszukac sobie wspanialych przyjaciol, takich bezinteresownych...co pomogą w kazdej sytuacji...dadzą wsparcie...utopia
Wtedy byloby idealanie...matka polka niesie swoj krzyż..bo przysiegała, a stary jak sie wyszumi to wróci..i beda zyli dlugo i szcześliwie
I nie popadajmy w skrajnosc...
Nie o skrajności mi chodziło Erko.
Chodziło mi raczej o to, że ni ma żadnego przymusu.
Stary chce szumiec i bawić się ?
A proszę bardzo uprzejmie. Kopa w doope, rozwód i matka polka wkracza w dalszy etap życia jako wolna osoba.
I wtedy nawet formalnie - ale - nikogo nie zdradza.
Jeśli zaś chodzi o wchodzenie w związki z zonatymi facetami - tu sprawa jest trudniejsza. Ale ciągle nie beznadziejna.
Przed angazowaniem się w relacje z osobami w związkach, mogą nas powstrzymać tylko nasze zasady. Szacunek do samych siebie.
rozumiem cie, choc przed toba bardzo ciezkie chwile, pewnego dnia bedziesz musiala/chciala zakonczyc romans. wszystko musi sie kiedys zakonczyc, szczegolnie jesli jest tak bardzo pokrecone....
strasznie duzo jest tutaj moralizatorow, ciekawe czemu im w zyciu nie wyszlo skoro na wszystko maja odpwowiedz?
Sama masz rozpieprzone życie i komuś rozpieprzasz.
No rzeczywiście, boski ten Twój kochanek.. jaki cudowny dla kobiet, jak wyzwala i w ogóle. Kłamca i zdrajca i złamas.
Jedzie na 2 baty i mu tak dobrze.. a Ty usychasz z miłości.
Zmień psychologa, dobra rada. Zajmij się swoim życiem, układaniem go tak aby miało sens, było więcej warte niż pościelówa z żonatym kochasiem a potem codzienność z mężem nieudacznikiem.
Współczuję Ci takich wyborów i takiego życia. jeśli tak ma się otwierać kobieta to ja serdecznie dziękuję za to " otwarcie".
Zero szacunku do siebie i do innych.
Mega emocje... czy wielki, znudzony, żałosny i pełen politowania ziew???
jakie to zycie proste, kobieta jest zawsze winna;) OM
13 2015-05-29 18:38:58 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2015-05-29 18:48:43)
Życie nie jest proste nigdy. U nikogo. Życie jest sztuką wyborów.
Bez względu na płeć.
Ten kochanek i jego postawa chyba nie wymagają jakiegoś wymyślnego komentarza, oceny.. czegokolwiek. Szkoda czasu.
Jeśli autorka wątku chce, żeby ją tutaj rozgrzeszać.. z tego, że po ogromnym bólu z powodu zdrad męża robi dokładnie to samo innej kobiecie i przy okazji także sobie wielką krzywdę ... to ok.
Ja natomiast życzę budowania własnego szczęścia bez toksycznych relacji, odbudowania poczucia własnej wartości w inny, szlachetniejszy i godny sposób.
Tyle ode mnie.
Kejt - skąd taki osąd, że nam w życiu nie wyszło?
A może właśnie wychodzi, bo wyciągamy jakieś wnioski, nie pomyślałaś?
Droga autorko,
jak dla mnie wszystko ok. Zdradzał Cię oszukiwał, zdecydowałaś się na rozwód ok.
Tylko nie rozumiem (skoro jesteś atrakcyjna - jak zresztą wszystkie kobiety) to dlaczego nie zakręcisz się koło jakiegoś wolnego faceta. To takie trochę komplikowanie sobie samemu życia na siłę.
Mąż Cię zdradzał, teraz ten gość zdradza żonę, i jaka pewność że nie zdradzi nie zrani znów Ciebie?
Jesteś młoda więc powinnaś sobie poszukać kogoś wolnego i starać się ułożyć życie na nowo.
Na czyimś nieszczęściu szczęścia się nie buduje.
Ale w czym masz problem autorko? Ty i mąż jesteście siebie warci.Rzeczywiście tylko dzieci szkoda.
Znalazłaś faceta, który jest identyczny jak Twój mąż. Tak samo krzywdzi swoją żonę i na bank oprócz Ciebie ma jeszcze kilka innych lasek. Po co tkwisz w takim układzie z kochankiem skoro to samo oferuje Ci mąż?????
Zastanów się po co bierzesz rozwód? Chyba właśnie z powodu zdrad to na chu.... pchasz się w taką samą sytuację z innym. Nie lepiej się rozwieść, odczekać aż się dojdzie do siebie i poszukać sobie wolnego faceta.
asia549,
"......to na chu.... pchasz się w taką samą sytuację...." ![]()
dałaś ognia ![]()
to ja byłem w wersji light, haha ![]()
może to wstrząśnie jakoś autorką i zobaczy że życie szybko umyka a ona popełnia ten sam błąd i za jakiś czas napisze podobny post.
To on otworzył mi oczy i pokazał jaki facet może być dla kobiety a 2,5 roku to nie tydzień znajomości
hmm cytując Twoje własne słowa pokazał Ci, że:
Mamy romans od 2,5 roku, (...) mimo że on ma rodzinę
Były rozstania i powroty, przerwy i porywy namiętności na nowo
on (...) nie ma problemu z zawieraniem nowych znajomosci, ciągle jakieś zakochane kobiety się koło niego kręcą
nie jestem pewna czy mój kochanek też mnie nie robi w trąbę
pokazał Ci, problem, że Ty tego najwyraźniej nie zauważyłaś.
Jak już poprzedniczki napisały - jest dokładnie takim samym facetem jakim jest Twój mąż. Jedyna różnica między nimi to sprawy łóżkowe.
Ty nie jesteś w nim zakochana. Ty jesteś zakochana w jego penisie.
20 2015-05-29 23:42:20 Ostatnio edytowany przez skarbonka (2015-05-29 23:43:33)
nie jestem pewna czy mój kochanek też mnie nie robi w trąbę
A czego Ty się spodziewałaś ? wierności z jego strony?
Przecież sama napisałaś,że to miał być czysty układ , tylko seks .W takim razie nie powinno Cię obchodzić kogo jeszcze bzyka.
A bzyka na pewno
21 2015-05-30 00:18:23 Ostatnio edytowany przez alpengold (2015-05-30 00:29:20)
niedobrze sie robi jak się to czyta.ty i twój mąż jesteście siebie warci.
Odnoszę wrażenie, że dokarmiany jest troll
ufff.. jedno drugiego warte !
Odnoszę wrażenie, że dokarmiany jest troll
Hihi niezła ściema
Też mi się zdaje, iż to mocno naciągane
dziękuję za wypowiedzi. Spodziewałam się że będę zmieszana z błotem ale myślałam że może odezwie się ktoś, kto przeżył coś podobnego i powie jak sobie poradził ze wszystkim. Być może w tym co i w jaki sposób napisałam, nie było widać emocji ale proszę mi wierzyć, są! Jestem przekonana że każdy lub większość osób które się tu wypowiedziały nigdy nie zaznały nawet 5% tego co ja i nie wiedzą o czym piszą. Najłatwiej oceniać i krytykować. Książkowo- "najpierw się rozwiedź a potem się z kimś spotykaj, jesteście siebie warci, twój kochaś to złamas" itp. itd. Ciekawe dlaczego sami wchodzicie na wątek "rozstanie, flirt, zdrada, rozwód" skoro macie tak wspaniałe i prawe życie. Nie szkoda Wam czasu na to zamiast pielęgnować swój wspaniały związek? a może ...dla sensacji, mocnych wrażeń, czy żeby wylać na kogoś pomyje a może z ciekawości jak to jest mieć kochanka... hmmm? Sami sobie zróbcie rachunek sumienia, doradcy wspaniali.
dziękuję za wypowiedzi. Spodziewałam się że będę zmieszana z błotem ale myślałam że może odezwie się ktoś, kto przeżył coś podobnego i powie jak sobie poradził ze wszystkim. Być może w tym co i w jaki sposób napisałam, nie było widać emocji ale proszę mi wierzyć, są! Jestem przekonana że każdy lub większość osób które się tu wypowiedziały nigdy nie zaznały nawet 5% tego co ja i nie wiedzą o czym piszą. Najłatwiej oceniać i krytykować. Książkowo- "najpierw się rozwiedź a potem się z kimś spotykaj, jesteście siebie warci, twój kochaś to złamas" itp. itd. Ciekawe dlaczego sami wchodzicie na wątek "rozstanie, flirt, zdrada, rozwód" skoro macie tak wspaniałe i prawe życie. Nie szkoda Wam czasu na to zamiast pielęgnować swój wspaniały związek? a może ...dla sensacji, mocnych wrażeń, czy żeby wylać na kogoś pomyje a może z ciekawości jak to jest mieć kochanka... hmmm? Sami sobie zróbcie rachunek sumienia, doradcy wspaniali.
Fioletka, z mężem się pewnie i tak rozwiedziesz. Poczekaj na reakcje kochanka. Pytałaś w pierwszym poście jak się z tego wyrwać - rozumieim że chodzi Ci o realacje z tym drugim, skoro rozwód jest pewny. Są dwie mozliwości pierwsza - kochanek mając możliwość bycia z Tobą pójdzie w Twoim kierunku, o ile nie jest tak, że dostarczasz mu emocji potrzebnych by wytrwać w swoim związku stałym, a jednak cos do Ciebie czuje. Druga możliwość, przeciwieństwo pierwszej - zdasz sobie sprawę, że on nie odejdzie od swojej rodziny a Ty zawsze byłaś tylko dodatkiem do jego życia. I obojętnie, czy on mówił Ci że Cię kocha, czy nie - wtedy okaże się że to było tylko słowo pozwalające trzymać Cię w zasięgu i sięgać w razie potrzeby, a nie prawdziwa miłość. Zobacz sama jak Ty na niego patrzysz. Jesteś bardziej zazdrosna o inne kobiety niz jego zona. Zobacz, jak dalece zaakceptowałaś to, że jesteś częścią układu, a nie jednostką, która stoi po drugiej stronie szali całej sprawy.
Tak czy siak, przypuszczam, że pierwsza wersja ma wieksze szanse powodzenia, no chyba że .... pomożesz szczęściu i sprawisz że jego żona się o Was dowie i go wywali z domu.... jak myślisz w czyje ramiona skieruje kroki?
Jestem przekonana że każdy lub większość osób które się tu wypowiedziały nigdy nie zaznały nawet 5% tego co ja i nie wiedzą o czym piszą. .
mamy żałować braku takich doświadczeń?
dziękuję za wypowiedzi. Spodziewałam się że będę zmieszana z błotem ale myślałam że może odezwie się ktoś, kto przeżył coś podobnego i powie jak sobie poradził ze wszystkim. Być może w tym co i w jaki sposób napisałam, nie było widać emocji ale proszę mi wierzyć, są! Jestem przekonana że każdy lub większość osób które się tu wypowiedziały nigdy nie zaznały nawet 5% tego co ja i nie wiedzą o czym piszą. Najłatwiej oceniać i krytykować. Książkowo- "najpierw się rozwiedź a potem się z kimś spotykaj, jesteście siebie warci, twój kochaś to złamas" itp. itd. Ciekawe dlaczego sami wchodzicie na wątek "rozstanie, flirt, zdrada, rozwód" skoro macie tak wspaniałe i prawe życie. Nie szkoda Wam czasu na to zamiast pielęgnować swój wspaniały związek? a może ...dla sensacji, mocnych wrażeń, czy żeby wylać na kogoś pomyje a może z ciekawości jak to jest mieć kochanka... hmmm? Sami sobie zróbcie rachunek sumienia, doradcy wspaniali.
Dzięki za słuszna uwagę.
Zrobię sobie taki rachunek sumienia.
Tobie również go proponuje.
Oceniasz męża, że zdradza, że ma swoje boginie, romansy, a jednocześnie sama szukasz zrozumienia dla swojego romansu.
Niby dlaczego Twój romans jest lepszy, szlachetniejszy od romansu męża??
Mąż przynajmniej nie dąży do rozwalenia czyjejś rodziny. Ty zabralas się za żonaty go dzieciatego.
Będziesz żądała rozwodu z winy męża?
Nawet po rachunku sumienia?
Jeżeli żona kochanka wezwie Cię na świadka na jej rozprawie, powiesz prawdę?
Dziecku tez powiesz prawdę o sobie?
! Jestem przekonana że każdy lub większość osób które się tu wypowiedziały nigdy nie zaznały nawet 5% tego co ja i nie wiedzą o czym piszą.
większość ludzi potrafi pohamować swoją chuć i myślą mózgiem więc się nie dziw.
Dajcie jej spokój ona ma dość sama wpadła w bagno
Nie wpadła, tylko świadomie w to bagno weszła, a teraz płacze, że mokro i grząsko.
To jest zasadnicza różnica.
Tak się zastanawiam. Ciekawe czy jej mąż w stosunku do tych innych kobiet nie był tym lekarstwem na ich skołatane serca. Nie otwierał im oczu na prawdziwą miłość i oddanie (w łóżku).
Swoją drogą to czysta hipokryzja sama zdradzała, a męża winiła.
Może mąż wcześniej nie zdradzał, tylko dopiero gdy żona się zmieniła pod wpływem tego cudotwórcy sam postanowił tak postępować.
No ale głupich nie sieją sami się rodzą.
1. żeby była jasność... bardzo kochałam mojego męża, był dla mnie najważniejszą osobą naświecie i kiedy pojawiło się dziecko dowiedziałam się że ma romans - to nie były przypuszczenia (zadzwonił do mnie mąż tamtej kobiety a mój mąż się przyznał) były łzy, był żal ale postanowiłam wybaczyć bo każdy ma prawo się pogubić. 1,5 roku dochodziłam do siebie zanim nasze życie wróciło do normalności. I wtedy uważałam że było warto to ratować. Nadal kochałam go bardzo a on dziękował że nie odeszłam. Po jakimś czasie jakieś dziwne sytuacje się znowu pojawwiły. Nie przyłapałam go na niczym ale ewidentnie mnie olał. Mnie i dziecko. Postanowiłam dac czas na ogarnięcie się ale to trwało bardzo długo. W międzyczasie pojawił się owy Pan nr 2. Z którym bardzo długo utrzymywałam kontakt przyjacielski, (bez fizyczności) po długim czasie dopiero wiedziałam że ten facet zawrócił mi w głowie, że daje mi dużo radości, ciepłych słów i samej obecności kiedy mój mąż gdzieś się czasem zagubił. I potem i do dziś nie żałuję że przerodziło się to w romans, bo potem wyszło na jaw kilka romansów mojego męża. żałowałabbym gdybym nie przeżyła nic, siedziała i płakała. żałuję tylko że dopuściłam do tak silnych uczuć do tego faceta.
2. Pan nr 2 nigdy nie powiedział mi że mnie kocha. Nigdy nie powiedział że zostawi rodzinę. Raczej na zasadzie "dlaczego nie poznaliśmy się wcześniej", po tym jak ja się w nim zakochałam, uciął wszelkie czułe słówka, nie rozmawiamy o uczuciach. Próbował mnie namawiać na ratowanie mojego małżeństwa ale myślę że on chce żebym się rozwiodła, coś tam kiedyś nawet mu się wymknęło. Nie wiem co czuje do mnie ale domyślam się że skoro trwa to tyle czasu i mimo że jego żona i mój mąż coś tam wiedzieli o nas i nadal to trwa to nie jestem mu obojętna.
Ja się rozwodzę na 100%. Powiem więcej, składając pozew myślałam że Pan nr 2 zwyczajnie zwieje (i brałam taką opcję pod uwagę), bo przecież kochanka-rozwódka może zacząć chcieć więcej. Ale póki co, męża już przy mnie nie ma a on jest a raczej bywa. Nie mam odwagi zdać mu pytania czy ze mną będzie bo sam mówi że nie zostawi dzieci. Więc sprawa jest prosta. Albo się zgadzam na taki układ albo nie. Ale nie potrafię z niego zrezygnować, jest jak narkotyk, jest dla mnie bardzo ważny. I jeszcze jedno, nigy nie doniosłabym jego żonie o nas. Chocbym nie wiem jak cierpiała nie zrobię tego. To ma być jego wybór. Ale póki co nie zamierza dokonywac żadnych wybrów i nie chce nic zmieniać. Przynajmniej jest wobec mnie szczery i nie mydli oczu że może kiedyś i że kocha nad życie...
chciałabym się kiedyś obudzić i poczuć że nie chcę już dalej bnąć w to jeśli on nie może/nie chce byc ze mną. A teraz jestem na etapie że chciałabym zasnąć i obudzić sie za pół roku. Przespać to wszystko. Niedługo mam sprawę rozwodową. Mimo wszystko nie jest łatwo zamknąc kilkunastu lat razem. ehhhh do d...y z tym wszytskim.
dziewczyno ty naprawdę żyjesz w iluzji lub lubisz wierzyć w cuda .Musisz się opanować spalić mosty i zacząć od nowa sama a nie miedzy młotem a kowadłem bo to się źle skończy ale dla ciebie i wtedy dopiero dostaniesz po d.......... Nie wiem trzy starczy ci sił ale spróbuj
ps -miłość nie istnieje to tylko chwilowe zauroczenie które topnieje z czasem jak śnieg na wiosnę i co zostaje
1 bagno
2 dwoje dopasowanych ludzi ale to rzadkość
3 dwoje ludzi żyjących w koszmarze życia
No i gdzie ten rachunek sumienia którego od nas tak żądałas?
Tylko uzalanie się nad sobą ....
Dunkis - myślisz że to możliwe co piszesz? że mógłby ze mną być?
Dunkis - myślisz że to możliwe co piszesz? że mógłby ze mną być?
Albo się zgadzam na taki układ albo nie. Ale nie potrafię z niego zrezygnować, jest jak narkotyk, jest dla mnie bardzo ważny.
Dlaczego on miałby wybrać Ciebie ?? On wie że jesteś zdolna do oszustwa, zdrady - czy to jest materiał na dobrą Partnerkę ?? Przecież zgadzasz sie na taki układ. Dopóki jesteś przyjemnością od czasu do czasu , nie wymagająca czegoś więcej lub żona go nie wyrzuci to będzie z Tobą.
Potrafisz z romansu zrezygnować ale tego nie chcesz
Pewna jesteś że chciałabyś mieć za partnera Pana który zdradza , oszukuje własna żonę przez 2,5 roku romansu. Masz już przecież takiego męża wiec w czym problem. W niczym sie nie różnią poza ilością kochanek.
To on otworzył mi oczy i pokazał jaki facet może być dla kobiety
Przecież Twój mąż jest taki sam w stosunku do SWOICH kochanek, a TWÓJ kochanek taki sam dla swojej żony ja Twój mąż do Ciebie.
I jeszcze jedno, nigy nie doniosłabym jego żonie o nas. Chocbym nie wiem jak cierpiała nie zrobię tego.
A jeśli was romans wyjdzie z innego źródła ?? Kochanek Cie zostawi i wróci do żony co będziesz w wtedy czuła ?? Ponownie zdradzona ?? Przecież on Ciebie też zdradza z własną żoną.
Twojego postępowania jako Kobiety ,Matki która powinna dać przykład własnej córce nawet nie będę komentować abyś nie czuła sie atakowana.
Spójrz w SWOJĄ przyszłość za rok , dwa - jak ją widzisz ??
Pytałaś co tu robimy skoro takie dobre życie mamy? No więc nie mamy. Ja tu np leczę się po zdradzie. Bo ktoś zniszczył mnie tym, prawie zabił. I jak myślisz, kto do mnie najbardziej przemawia w twoich żalach? Powiem ci - żona twojego kochanka. Wiem jak będzie cierpieć gdy się wyda, jak będzie wyła i chciała umrzeć. Gdybyś uderzyła po tym co cię spotkało w romans z wolnym mężczyzną złego słowa bym o tobie nie powiedziała. Ale sama przeżywając zdradę męża, "1,5 roku dochodziłam do siebie zanim nasze życie wróciło do normalności", mogłaś to samo zrobić innej kobiecie?!???? Jesteś gorsza niż najbardziej wyrachowana kochanka! Bo sama wiesz jak boli zdrada i jak niszczy życie a weszłaś w to pięć minut nie zastanawiając się co robisz innej kobiecie! za to cię potępiam. Zaliczaj wolnych. Dla mnie jesteś najgorszą kreaturą bez serca/.
Jednak odnoszę wrażenie że skoro romans fioletki trwa 2,5 roku A przedtem to ona taaaaak straaaaasznie kochała męża że aż musiała spróbować z innego źródełka. No i okazało się że sperma kochanka otworzyła jej oczy. Więc powoli oddalała się od męża, a mąż z braku laku zaczął poszukiwania ciepełka gdzieś indziej.
To takie proste. Skoro fioletka szuka wsparcia na forach to pewnie jej mąż dopytywał się u kumpli co i jak na tę okoliczność. W poradach pewnie padło określenie: "Klin klinem" albo " Na frasunek dobry trunek"
I tak w połączeniu wyszło że każda baba jest puszczalska...............
cha, a fioletka z tej miłości do męża stwierdziła że mu za dużo daje i pewnie żeby się nie zachłystnął tą miłością trafiła drugiego żonatego kochanka.
Nie wiem czy ona jest aż tak głupia, czy tylko naiwna.
Cipa ją swędzi więc.....
Pytałaś co tu robimy skoro takie dobre życie mamy? No więc nie mamy. Ja tu np leczę się po zdradzie. Bo ktoś zniszczył mnie tym, prawie zabił. I jak myślisz, kto do mnie najbardziej przemawia w twoich żalach? Powiem ci - żona twojego kochanka. Wiem jak będzie cierpieć gdy się wyda, jak będzie wyła i chciała umrzeć. Gdybyś uderzyła po tym co cię spotkało w romans z wolnym mężczyzną złego słowa bym o tobie nie powiedziała. Ale sama przeżywając zdradę męża, "1,5 roku dochodziłam do siebie zanim nasze życie wróciło do normalności", mogłaś to samo zrobić innej kobiecie?!???? Jesteś gorsza niż najbardziej wyrachowana kochanka! Bo sama wiesz jak boli zdrada i jak niszczy życie a weszłaś w to pięć minut nie zastanawiając się co robisz innej kobiecie! za to cię potępiam. Zaliczaj wolnych. Dla mnie jesteś najgorszą kreaturą bez serca/.
leczysz swoje rany kosztem innego czlowieka, nie ona jest najwieksza kreatura tylko twoj "wlasny" maz! a skoro mu wybaczylas to czemu "wloczysz" sie po forach o zdradzie i dowalasz cudzej kochance, musisz miec winnego?
zaklamanie i obluda, niczego sie nie nauczylas z lekcji o "zdradzie".
42 2015-06-25 19:25:07 Ostatnio edytowany przez Araquelle (2015-06-25 19:28:34)
Nikomu nie wybaczylam, skad to wzielas? A kochankom zonatych zawsze bede dowalac. Jak masz dla takich serce to je pocieszaj. Dla mnie to kreatury. W czym widzisz oblude? Gardze ludzmi wchodzacymi w zwiazki z zonatymi, sama w takie nie wchodze. I co jak co ale ty mi oceny za lekcje wystawiac nie bedziesz. Poglaszcz biedna kochanke po glowce bo ja skrytykowalam.
jest sporo roznica miedzy glaskaniem po glowce, a obrzucaniem blotem. ja w linczu udzialu brac nie bede. nawolywanie do nienawisci to zdecydowanie nie moja "rzecz".
coz, dowalaj araquelle, widcznie pozostalo ci "zycie" na forach i wyluskiwanie kochanek- smutne to!
Ja również nie wiem, jak można - po przejściu takiego samego piekła - fundować je innej kobiecie. Mnie osobiście już to by powstrzymywało od wejścia w jakąkolwiek bliską relację z lecącym na mnie facetem. Nieważne, czy żona byłaby mi znana czy nie. Czułabym się jak ostatnia szmata.