Zawsze byłam optymistka. Wszak optymistom zyje sie łatwiej;-)
Coraz częściej jest mi bardzo smutno. Mieszkam z mężem dziećmi i rodzicami. Rodziców mam bardzo złych ;-( Moja mama jest osoba , która mnie niszczy ( mieszkamy w jednym domu ale w oddzielnych mieszkaniach) . jest toksyczna. Potrafi mnie obrazić, wyprowadza mnie z równowagi. Kazda konfrontacja z nia, rozmowa wyprowadza mnie z równowagi. ograniczam kntakty jak mogę.
częst mówi mi ,że jestem nikim, smieciem nic nie warta. wiem, że jest to przemoc psychiczna. Ona jest nauczycielką......Myślę ,że odreagowuje na mnie swoje stersy.
Ja jestem osoba radosną i dobra. Wiem o tym. Ale kompletnie nie wierze w siebie. mam bardzo wysoki puls serca. Ostatnio właśnie ta moja radość z zycia jakoś uciekła. Czuje sie jakbym była poza sobą. Ciężko mi ogarnąc dom, nie mam na nic chęci. Czuję się nic nie warta gorsza od innych. I ostatnio mam bardzo duże problemy z pamięcia. zapominam słów , zapominam co miałam zrobic, zapominam po co poszłam do 2 pokoju.
Zaczełam mieć równiez dziwne lęki nocne. boję sie wstać do łazienki z obawy ,że ktos jest w 2 pokoju. Ktos obcy.
Dziwne to wszystko.
czuje fizycznie i psychicznie ,że cos się ze mna dzieje nie tak. Boje się. Nie wiem czego ale sie boję.
Witam chętnie z tobą porozmawiam jeżeli chciałabyś popisać to mój nr gg 54000347.
nie mam gg przykro mi
Kochana, Twoje objawy coś mi przypominają...
Miałam podobne. Miewam podobne. To nerwica lękowa. Udaj się do lekarza pierwszego kontaktu, niech Ci da skierowanie do psychiatry.
To żaden wstyd.
5 2015-05-27 18:17:17 Ostatnio edytowany przez Sysia01 (2015-05-27 18:17:51)
Biała róża- Twoje kontakty z mamą były od najmłodszych lat takie same ?
Powinnaś porozmawiać z mamą dlaczego to robi, mam nadzieję ,że masz wsparcie w mężu, jeśli masz możliwość idz do psychologa na tzw wygadanie się, wizyta u psychiatry też pomogłaby przepisałby Ci leki, które w dużej mierze mogłyby Ci pomóc.
nie mam gg przykro mi
a możesz wysłać mi swojego maila ![]()
Biała róża- Twoje kontakty z mamą były od najmłodszych lat takie same ?
Powinnaś porozmawiać z mamą dlaczego to robi, mam nadzieję ,że masz wsparcie w mężu, jeśli masz możliwość idz do psychologa na tzw wygadanie się, wizyta u psychiatry też pomogłaby przepisałby Ci leki, które w dużej mierze mogłyby Ci pomóc.
Niestety, z takimi ludźmi nie da się rozmawiać.
Sysia01 napisał/a:Biała róża- Twoje kontakty z mamą były od najmłodszych lat takie same ?
Powinnaś porozmawiać z mamą dlaczego to robi, mam nadzieję ,że masz wsparcie w mężu, jeśli masz możliwość idz do psychologa na tzw wygadanie się, wizyta u psychiatry też pomogłaby przepisałby Ci leki, które w dużej mierze mogłyby Ci pomóc.Niestety, z takimi ludźmi nie da się rozmawiać.
Taj, już nie raz próbowałam rozmowę. Zawsze tak było. Od małej byłam ta gorsza.
Rozmowa nic nie da, masz racje.
Do psychiatry iść chciałam ale mam Małe Dzieci i boje się ,że leki mnie otumanią.
Cynicznahipo napisał/a:Sysia01 napisał/a:Biała róża- Twoje kontakty z mamą były od najmłodszych lat takie same ?
Powinnaś porozmawiać z mamą dlaczego to robi, mam nadzieję ,że masz wsparcie w mężu, jeśli masz możliwość idz do psychologa na tzw wygadanie się, wizyta u psychiatry też pomogłaby przepisałby Ci leki, które w dużej mierze mogłyby Ci pomóc.Niestety, z takimi ludźmi nie da się rozmawiać.
Taj, już nie raz próbowałam rozmowę. Zawsze tak było. Od małej byłam ta gorsza.
Rozmowa nic nie da, masz racje.
Do psychiatry iść chciałam ale mam Małe Dzieci i boje się ,że leki mnie otumanią.
Nie jest powiedziane, że dostaniesz od razu leki.
Ja dostałam, bo miałam silne lęki do tego stopnia, że bałam się wyjść z pokoju.
Nie otumaniły mnie.
Równocześnie chodziłam na psychoterapię.
Na chwilę obecną nie biorę żadnych leków, czuję się b. dobrze. Czasem miewam lęki, ale radzę sobie z nimi. Wspiera mnie mąż.
Spróbuj, nie masz nic do stracenia.
Chciałabym jeszcze dodac powód dla którego moja mama tak mnie oczernia. Otóż wg niej jesteśmy ja i mój mąż mało zaradni. Mamy za mało pieniedzy i jak mówi przynosimy wstyd całej rodzinie. Bogatej rodzinie. dodam,że oboje pracujemy. łącznie mamy 3.000- 3.400 zł miesięcznie. Po opłaceniu opłat zostaje nam niezła sumka i spokojnie sobie żyjemy. Wg mojej mamy nie zyjemy normalnie bo... nie kupujemy sobie co chwile nowych fieranek, mebli itp. Tylko po co ? oboje z mężem wolimy wyjechac z dziecmi gdzies na wycieczkę albo na basen lub gdzieś do dinoparku itp ;-) Wolimy kupic rowery i jezdzic na długie wycieczki. ale moja mama uważa że jestesmy biedni bo nie mamy samochodu z salonu.
11 2015-05-27 20:19:38 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-05-27 20:19:59)
Z takimi ludźmi tak już jest.
Zawsze znajdą jakiś powód, by Cię załamać, oczernić.
Toksyna jak stąd do Liverpool'u.
Moja jest podobna z tym, ze ja starałam sobie wyłumaczyc w ten sposób, że sama szczęśliwa nie jest, skoro tak sie zachowuje. Teraz mi bardziej jej żal niż mam do niej pretensje. Nie denerwuje mnie już. Przynajmniej rzadko. Uodporniłam się. Pomogła mi książka Matki, które nie potradią kochać i Toksyczni rodzice.
Biala Róża napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:Niestety, z takimi ludźmi nie da się rozmawiać.
Taj, już nie raz próbowałam rozmowę. Zawsze tak było. Od małej byłam ta gorsza.
Rozmowa nic nie da, masz racje.
Do psychiatry iść chciałam ale mam Małe Dzieci i boje się ,że leki mnie otumanią.Nie jest powiedziane, że dostaniesz od razu leki.
Ja dostałam, bo miałam silne lęki do tego stopnia, że bałam się wyjść z pokoju.
Nie otumaniły mnie.
Równocześnie chodziłam na psychoterapię.Na chwilę obecną nie biorę żadnych leków, czuję się b. dobrze. Czasem miewam lęki, ale radzę sobie z nimi. Wspiera mnie mąż.
Spróbuj, nie masz nic do stracenia.
Cynicznahipo- ma rację nie otumanią Cię leki też biorę leki na lęki, i normalnie funkcjonuje powiem tak Twoja mama sama potrzebuje lekarza, najwidoczniej nie radzi sobie ze swoimi problemami wyżywając się na Tobie . Jeśli miałabyś tylko możliwość wynajęcia mieszkania, to nie patrzcie na nic, Ty się denerwujesz Twój mąż , a nie długo dzieci zrozumieją jaka babcia jest nie dobra i też będą cierpieć
Co za pizgnięta rodzina... Jakby dla mnie matka albo teściowa taka była, to natychmiast zabroniłbym im kontaktów z nami i dziećmi i w swoich czterech ścianach niech gadają sobie co chcą. Szkoda że mieszkacie tak blisko siebie, ale to jednak inne mieszkania. Na moje wciągnęłaś się w jakąś depresję połączoną z zaburzeniami lękowymi. Wizyta lekarska i leki pomagają - a nie wszystkie powodują senność, a wiele powoduje senność tylko w pierwszych dniach stosowania. Natomiast i tak uważam że będziesz faszerować się lekami tak długo jak będziesz dawać sobie wciskać tej perfidnej osobie.
Co za pizgnięta rodzina... Jakby dla mnie matka albo teściowa taka była, to natychmiast zabroniłbym im kontaktów z nami i dziećmi i w swoich czterech ścianach niech gadają sobie co chcą. Szkoda że mieszkacie tak blisko siebie, ale to jednak inne mieszkania. Na moje wciągnęłaś się w jakąś depresję połączoną z zaburzeniami lękowymi. Wizyta lekarska i leki pomagają - a nie wszystkie powodują senność, a wiele powoduje senność tylko w pierwszych dniach stosowania. Natomiast i tak uważam że będziesz faszerować się lekami tak długo jak będziesz dawać sobie wciskać tej perfidnej osobie.
Wiesz to nie chodzi o to ,że ja sie jej daje tak traktować. Wiem, że to nie jest normalne. Wiem. Ale to nadal Matka. I nawet jesli nie jestem w stanie jej tego wybaczyc- jestem obok niej i ją kocham. Nie można przestac kochac matki. Mozna ją nienawidzieć ale nie przestać kochać.
A niestety słowa rodziców rania ze zdwojona siłą.
Po każdej jej takiej napaści potrafię być do końca dnia zdenerwowana i cała się trząsc. To jest okropne.
chyba muszę faktycznie pójść do specjalisty.
A nie mozesz porozmawiac z mezem o przeprowadzce do innego miejsca zdala od tak toksycznej matki? Nie mozesz jej usprawiedliwiac, ze odreagowuje stres poniewaz to moze byc powod dla kazdego. A powiedz kiedy dochodzi do waszych spotkan znaczy jakie sa okolicznosci? czy czesto sie z nia widzisz? Maz cie jakos wspiera?
Koniecznie powinniście się wyprowadzić nie bacząc na to ile włożyliście w mieszkanie tam.
widujemy sie codziennie bo mimo ,że dwa oddzielne mieszkania ale jest 1 podwórko i jedno wejscie.
Przeprowadzka to dobry pomysł bo bym sie uwolniła ale tutaj may już swoja prace, dzieci mają przedszkole. A mieszkam w takiej miejscowosci ze cięzko o mieszkanie. jak już to wybudowac wlasny dom, na co nas aktualnie nie stac. myslalam i tym jak dzieci troszke podrosna.w meżu wsparcie mam jako takie. z tym ze on nie chce sie wyprowadzac bo twierdzi ze to bez sensu lepiej nie wchodzic sobie w droge .
Mąż ma racje , czasem lepiej skromniej żyć a mieć święty spokój... Poszukajcie jakiegoś mieszkania aby wynająć zobaczyłabyś stan zdrowia momentalnie by Ci się poprawił.
to co opisujesz tutaj, nie dziwi mnie, ze tak teraz sie dzieje. Przez lata wypieralas negatywne emocje a one teraz wychodza i niszcza Ciebie. To jest ostatni dzwonek aby cos zmienic. Zmienic sytuacje. Matki nie zmienisz, ona Cie niszczyla i niszczyc bedzie. Tacy ludzie nie zasluzyli na milosc, ona tez milosci Ci nie dala a byla to jej powinnosc. To ze jest Twoja biologiczna matka nie oznacza, ze musisz ja kochac. Tak Tobie to zostalo wpojone, co by Ci matka nie uczynila musisz ja kochac, bo to Twoja MATKA. Ona nie zasluguje na takie miano. Nawet jesli to za ostro brzmi. To ona Tobie wyrzadza krzywdy. Jednym jedynym wyjsciem jest przeprowadzka do innego mieszkania, bo potem bedzie za pozno i psychika Ci nie wytrzyma a z nim posypie sie zdrowie. Teraz potrzebujesz fachowej pomocy. Zglos sie po nia, bo wszystko zaszlo za daleko. Moge Ci powiedziec, ze tez mi pamiec zawodzila do tego stopnia, ze nie wiedzalam jaki jest dzien, nie potrafilam policzyc przyslowiowego 1+1 mialam stany lekowe i utraty sluchu oraz rozne inne dolegliwosci. TO sa objawy, wypierania ze swiadomosci faktu, ze jestes przez wiele lat psychicznie meczona. Wypierasz sowje uczucia. Nazbieralo sie w Tobie niezliczone gory negatywnych odczoc, z ktorymi nie mozesz sobie juz poradzic. Zrob cos! A maz ma Ciebie wspeirac. Powodzenia
Chciałabym jeszcze dodac powód dla którego moja mama tak mnie oczernia. Otóż wg niej jesteśmy ja i mój mąż mało zaradni. Mamy za mało pieniedzy i jak mówi przynosimy wstyd całej rodzinie. Bogatej rodzinie. dodam,że oboje pracujemy. łącznie mamy 3.000- 3.400 zł miesięcznie. Po opłaceniu opłat zostaje nam niezła sumka i spokojnie sobie żyjemy. Wg mojej mamy nie zyjemy normalnie bo... nie kupujemy sobie co chwile nowych fieranek, mebli itp. Tylko po co ? oboje z mężem wolimy wyjechac z dziecmi gdzies na wycieczkę albo na basen lub gdzieś do dinoparku itp ;-) Wolimy kupic rowery i jezdzic na długie wycieczki. ale moja mama uważa że jestesmy biedni bo nie mamy samochodu z salonu.
jak można dołować własne dziecko/
jesli uważa że auto z salonu jest wyznacznikiem szczęscia,bogactwa niech wam kupi
Temat starszy ale niewiele starawy-) wiec spiesze sie pisać -) mam niemal identycznie i moja matka to nauczycielka doskonale wiem jak mnie chowała tłukla mnie i stosowała przemoc psychiczna byłam wielkim nikim ,kompleksem , ataki były i sa okropne! presja!ze mam byc służąca dla rodziny!ataki takie ze lecze sie miedzyinnymi z tego powodu psychatrycznie! dziwnie mnie kochała !poniżali!brat był cholbiony bo to facet,ja słyszałam ze nic ze mnie nie bedzie ,byłam ładnym dzieckiem o smutnym spojrzeniu.Bila, krzyczała,mówiła ze mam wypi..z,domu jak byłam pełnoletnia wyniosłam sie. Tego piekła za wiele , nadal mnie atakuje ale nie mieszkamy razem.Co do Twojego problemu to radzę sie wynieść, wiem, wiem nie zawsze sie da, niezawsze można, ale czasami lepiej wynająć duży pokój, nawet u kogos obcego i miec spokój,póki mieszkasz z matka ona ma nad tobą władze i nie zaznasz tam spokoju, a nauczycielki sa niektóre ciężkie i chowają dzieci jak w wojsku fala zwłaszcza te panie nauczycielki z czasów PRL-u.Ten typ tak ma.Uciekaj, ratuj sie.Pozdrawiam.
W sumie nie wiem, czy gorsza jest przemoc fizyczna, czy psychiczna. Ja miałem bardzo trudne dzieciństwo, moja matka potrafiła mnie tak krzywdzić psychicznie, że między 13, a 17 rokiem życia miałem niewiele nieprzepłakanych nocy. Nie wyglądałem tak, jak jej wymarzone dziecko, dlatego skrzywiła mnie na tyle, że nie potrafię obecnie rozmawiać normalnie z innymi ludźmi. Chyba najbardziej wbiło mi się w pamięć sformułowanie "Jesteś taki brzydki, że żadna nigdy cię nie pokocha!". Dla niektórych może to się wydać błahe, ale będąc, dzieckiem słyszałem to niemal codziennie, razem z masą innych obelg. Trudne czasy. Nie mogłem złapać kontaktu z rówieśnikami, praktycznie się nie uśmiechałem... Rozumiem, co przeżywasz, choć u mnie trwało to krócej. Najlepiej jest tak, jak to zrobiłaś, ograniczyć kontakt i w miarę możliwości się wyprowadzić. Wtedy część problemów znika.
Masz męża, który powinien Cię wspierać. Ja otrzymałem dawno temu takie wsparcie i tylko dzięki niemu mam prawie normalny kontakt, ze swoją rodziną.
Ja również Cię rozumiem, sama nie dawno pisałam podobnego typu post. To jest wielkie szczęście, że masz męża i dzieci:) Kochany mąż napewno wspiera, a dzieci dają siłę do życia. Wierze całym sercem, że to co piszesz jest prawdą i zdaje sobie sprawę jak jest. Ja mam 23 lata od 14 roku życia matka moja stopniowo mnie niszczy i obecnie zażywam leki uspakajające, mam nerwice lekowa.
Wyprowadzka to jest bardzo dobry pomysł, ale w twoim przypadku osobne mieszkania to jest super sprawa. Poprostu unikaj ją tyle ide sie da i bedzie juz lepiej.
Masz racje, matka jest jedna i zawsze bedzie jedyna wiec nigdy nie uwolnisz sie od niej ale możesz to ograniczyc. Bądz silna. Ze mnie marny pocieszacz bo ja tez jestem w podobnej sytuacji i sama nie wiem juz co napisać, jak sama nie wiem co zrobic w swojej sytuacji.
Nie wiem po co sie wpier** w twoje zycie, skoro jestes dorosła, pracujesz, zarabiasz i masz SWOJE ŻYCIE. Nie pozwól jej na wszystko.
Pozdrawiam
Wiem ,ze rodzice potrafią zgnoić .. potem to się bardzo odbija na psychice , Ja na Twoim miejscu dziewczyno poszukałabym mieszkania ( oczywiście tak by twoja matka się o tym nie dowiedziała ) i zostaw to wszystko , ten dom i ją samą . niech sama się topi w swoich zgryzotach i jak to się mówi : przyjdzie kryska na Matyska , w końcu pójdzie po rozum do głowy gdy będzie trzeba jej tyłek podetrzeć , zobaczysz :] pożałuje kiedyś tego
Matki nie zmienisz mozeszj jej dac odczuc ze cos nie tak to wtedy moze troche sie zmieni....ja bym na Twoim miejsu jak nie jestes od niej uzalezniona odcieła sie od niej zupełnie i poczekała czy sama bedzie szukać kontaktu ,,a Ty kochana mussisz chyba wzmocnic sie psychicznie przez porady z psychologiem nawet wziasc leki isc do lekarza bo wchodzisz w stan depresyjny nie mozesz tego bagatelizowac
Trzeba być mocnym psychicznie i poszukać sobie jakieś odskoczni
Aż dziw bierze, że nadal jesteś optymistką. Matka raczej się nie zmieni, to widocznie typ człowieka, który uwielbia podcinać innym skrzydła, niszczyć. Ogranicz z nią kontakty do minimum. Ja to przerabiam z teściową, specem od unieszczęśliwiania innych.
Witajcie.Od przeszło dwóch godzin czytam wszystkie wątki na tym forum nt toksycznych matek,.Mój przypadek to jednak zupełnie inna historia i sama już nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak czy może przesadzam bo przecież wiem że mama mnie kocha tylko jakoś inaczej....
Mam 43 lata,moja mama 63.Jestem jedynaczką.Rodzice rozwiedli się jak byłam mała ,ojca prawie nie pamiętam,umarł kilka lat później.Moja mama wychowywała mnie sama kilka lat ale mieszkaliśmy z dziadkami w 3 pokojowym mieszkaniu.Potem mama poznała faceta,z którym jest do dziś i mimo że nigdy nie wzięli ślubu zawsze był dla mnie jak ojciec.Swoich dzieci nie mają.Przez 30 lat finansowo radzili sobie bardzo dobrze,miałam super dzieciństwo,pełne wyjazdów wakacyjnych,modnych ciuchów,słowem mimo ciężkich czasów - dzieciństwo sielanka.Musze też wspomnieć o tym że oboje pracowali więc wychowanie w pierwszych latach w dużej mierze spadło na dziadków,szczególnie babcię.Wiedziałam że mnie kochają oboje i choć od mamy NIGDY nie usłyszałam że tego słowa wiedziałam że tak jest.Póżniej zaczęłam dorastać..pierwsze miłości,pierwsze młodzieńcze głupotki,papieroski za garażami itp...ale co za tym idzie zaczał się okres pełnej inwigilacji ..mama wspólnie z babcią zamiast starać się rozmawiać z dorastającą nastolatką postanowiły przejąć kontrolę nad moim życiem.Od 1 klasy szkoły podstawowej pisałam pamiętnik który chowałam głęboko w ciuchach zapisując różne ważne dla mnie wydarzenia,szczególnie stany emocjonalne towarzyszące zakochaniuNie wiem ile czasu minęło bo było to już tak dawno że czas zatarł w pamięci szczegóły ale po chyba kilku latach przypadkiem babcia wygadała się z wiedzą o jakiejś informacji którą mogła znać tylko z pamiętnika...uczucie niedowierzania,zażenowania itp pamiętam do dziś.Byłam tak zawiedziona i rozczarowana tym że ktoś od lat czytał moje prywatne zapiski że już wtedy przysięgłam sobie nigdy czegos takiego nie zrobić własnemu dziecku... Potem było już tylko gorzej...podłsuchiwanie rozmów z drugiego telefonu,sledzenie mnie,przeszukiwanie kieszeni kiedy myślały że nie widzę,głośne wypowiedzi na temat moich koleżanek z których większość była tumanami,niewartymi zainteresowania, ,akceptacja tylko niektórych ,te nieakceptowane nie miały prawa kontaktowania się ze mną poza szkołą,potem kiedy do szkoły już dawno nie chodziłam miałam 23-24 lata i dzwoniła któraś z nich - razem ignorowały ten fakt odkładając słuchawkę.Tylko dlatego że nakręcały się obie opowiadając sobie bzdury na ich temat).Pyskata dośc byłam więc kilka razy tylko za to że odważyłam się odpyskować (oczywiscie zadnych wulgaryzmów,zwykłe nastoletnie odszczekanie się) dostałam w twarz.I od matki i od babci.Pamietam upokorzenie i piekący ból w policzku...dzis wiem ze to była bezsilność z którą nie umiały sobie poradzić.W wieku 17 lat poznałam 10 lat od siebie starszego mężczyznę.Był rozwiedziony,miał 7 letniego syna.Zakochałam się naprawdę,po raz pierwszy wielką miłością,której nie przeszkadzał ani róznica wieku ani stan cywilny.Umawialiśmy sie już rok choć nie bywał u mnie w domu az odważyłam się powiedzieć prawdę.I zaczęło się piekło.Próby rozbicia naszego związku trwały kilka lat (matka,ojczym i również babcia stworzyli wspólny front przeciw nam bez żadnego powodu),wymyslanie nie stworzonych historyjek o nim co niby robił w przeszłości,oczernianie,wyśmiewanie,obrzydzanie mi,zakazy widywania się z nim pod groźbą szlabanu (miałam już 20 lat a wciąż czułam strach przed rzekomymi konsekwencjami swoich decyzji),odkładanie słuchawki kiedy dzwonił ,wytwarzanie plotek na jego temat ...a ten człowiek nigdy nic im nie zrobił,kochał mnie tak ja jego...przez 7 lat.Po 7 latach nasz związek się skończył,trudno mówić że w końcu dopięli swego bo przyczyn było kilka ale niewątpliwie swoją dużą zasługę w tym mieli wszyscy domownicy którzy wspólnie postanowili zniszczyć ten związek nie licząc się,ba NIGDY nawet nie pytając o moje uczucia.Nawet do głowy nikomu nie przyszło że ja go po prostu kochałam.Oni wiedzieli że to jest dla mnie złe,on jest zły bo "stary" i rozwiedziony,bo taki i owaki...Awantur z nimi,przepłakanych nocy i dni nie zliczę,do dziś zastanawiam się dlaczego po prostu nie wyprowadziłam się wtedy z domu...bałam się że stracę zródło niezłych pieniędzy które od nich dostawałam?Zabiorą mi samochód który kupili mi na 18? Czy może po prostu byłam zbyt młoda i głupia żeby wiedzieć czy czuć że to będzie miłośc mojego życia i jest o co walczyć ... Minęło kilka lat,młodzieńcze związki,kilka poważniejszych ,kilka przelotnych romansów - matka mało wiedziała o tym okresie w moim zyciu bo wtedy już nie wiele interesowało mnie jej zdanie , aż do roku 1998 kiedy poznałam obecnego ale już prawie ex męża,który został zaakceptowany w 100 proc.Huczne wesele na 150 osób itp... Po roku urodził sie nam syn.Zamieszkaliśmy oczywiście w moim rodzinnym domu,w jednym dużym pokoju z małym dzieckiem (mimo że mozliwości finansowe aby zakupić nam mieszkanie były ogromne.Ja się nie prosiłam ,dali pieniądze na otwarcie interesu dla mnie ,męża zatrudnili w firmie - to nam wystarczało)Rodzice w międzyczasie zamieszkiwali już swój wielki wybudowany dom , dziadek umarł więc zostaliśmy razem z babcią bo tego oczekiwała matka,zeby babcia nie była sama.Już wtedy zaczęła wpędzać we mnię poczucie winy i uczucie wdzięczności za to że babcia mnie wychowywała,pielegnowała kiedy byłam chora,karmiła itp więc powinnam teraz z nią mieszkać. ..Dodam że matka ma dwoje rodzeństwa którzy do swojej matki (mojej babci a de facto też do nas) przyjeżdżali co 2-3 dzień.Czyli my dziecko,babcia (zupełnie sprawna ) oraz odwiedzające ją cały tydzień dzieci,plus wpadające sąsiadki,znajomi itp.Początkowo jakoś się układało choć matka przyjeżdżała CODZIENNIE niby do babcj ale też żeby kontrolować nasze życie,robić awantury o nie posprzątany korytarz czy łazienkę,komentować to jak ubieram,karmię synka ...wciąż wtedy nie z pokorą ale jeszcze znosiłam te uwagi.Powoli zaczęłam ignorować i odpyskowywać co początkowo budziło jej złość,niedowierzanie ale kiedy po kilku miesiącach po urodzeniau dziecka postanowiliśmy wynając swoje pierwsze mieszkanie nie wiem do dziś jak udało jej się tak nas zastraszyć ,czym zaszantażować (znów było że babcia,wdzięczność,itp itd) że straciłam nawet kilkaset złotych za pośrednictwo ale zrezygnowałam....I kolejne 10 lat mieszkaliśmy z babcią ,dojeżdżającą codziennie matką,oraz wujem ,ciotką - czasem rozmawiali o naszych poczynaniach,sprawach,zachowaniach wspólnie siedząc przy stole w kuchni i szepcząc,nawet wtedy babcia potrafiła jeszcze próbować podłsuchiwać nasze rozmowy,potem ochoczo dzieląc się tym co usłyszała z resztą swoich dzieci,kazdy z przybywających wiedział o każdej awanturze,powrocie późnym do domu, ...przez te wszystkie lata zyłam z przeświadczeniem że nie mogę się wyprowadzić bo wdzięczność babci za wychowanie jest sprawą nadrzędną.Aż do roku 2009 kiedy awantury z matką wciąż kontrolującą (choć w jej mniemaniu absolutnie nie miałam racji,jak zawsze)stały się tak powszechne i męczące że mieszkanie znalazłam w ciągu 3 dni i nie zważając już na nic po 4 dniach w wieku 36 lat (!) zamieszkaliśmy na swoim.Matka nie odzywała sie do mnie około pół roku.W ogóle.Ojciec był pierwszym który przyjechał zobaczyć jak mieszkamy.Matka chyba po roku zrozumiała że stało się i nigdy już nie wrócę do rodzinnego domu.Nasze stosunki uległy znacznej poprawie ,co zresztą przewidziałam wcześniej ale do idealnych nigdy należeć nie będą.Babcia z racji wieku zaczęła podupadać na zdrowiu ale wciąż mieszkała sama aż do roku 2012 kiedy to upadła tak nieszczęsliwie że pękło jej żebro.Mama zabrała ją do siebie i od tego czasu się nią opiekuje ,babcia jest od roku już całkowicie niedołężna i zdana tylko na pomoc.
Na skutek różnych zawirowań życiowych,w zeszłym roku rozeszłam się z mężem,a juz kilka lat wczęsniej dość duża i pręznie działająca firma moich rodziców zaczęła popadać w finansowe tarapaty.Moi rodzice a szczególnie mama w związku z tym wszystkim znów uaktywniła swoją zdolność do wiecznego narzekania na tym razem odmieniony tak bardzo na gorszy los,brak pieniędzy,widmo zajęcia firmy przez banki,pracę w firmie i opiekę nad babcią,w której pomaga jej opiekunka,rehabilitantka,czasem siostra i tym samym wzbudzania we mnie poczucia winy że nie pomagam w tym wszystkim,nie uczestniczę tak jak powinnam.Wysłuchuję porcji narzekań raz na tydzień przez telefon ,przyjmuję całą negatywną moc która wypływa z tego domu ale już nie daję rady.Mój syn 16 letni dziś powiedział to o czym ja wiem od dawna.Nie da się na codzień przebywac z ludzmi którzy sa wiecznie na siebie obrażeni,wieczny foch,zero uśmiechu,psychiczny dół - jakby widmo utraty firmy (choć na pewno bolesne ale wciąz pozostaną niezłe środki do życia) było końcem świata.Trwa to już ok 2 lat,nasiliło się w tym roku.Matka nie umie poprosić mnie o pomoc,zadzwonić że potrzebuje mnie tego i tego dnia .Nie,ja mam się domyślać a że ani mi to w głowie by ją w tym wyręczać, przy kazdej nadarzającej sie okazji wysyczy w podtekście że gdzie moja wdzięczność za to wszystko co od nich dostałam i że dla babci byłam zawsze ukochaną wnuczką a ja teraz jestem w odwiedzinach raz w tygodniu czy czasem raz na dwa...Dobra i wdzięczna córka i wnuczka byłaby codziennie mimo swoich spraw,pracy,życia.Pewnie tak i było ale im jestem starsza a babcia bliższa odejścia na tamten świat coraz bardziej pamięć przypomina mi te niefajne momenty ,te wszystkie upokorzenia których od niej doznałam i nic nie pomaga tłumaczenie sobie że one obie tak pojmowały troskę czy miłośc...Dziś mam być wdzięczna za te wszystkie lata szczególnie dzieciństwa którego coraz mniej pamietam a zamiast wdzięczności czuję złość że gdyby nie te ich walki ze mną moje życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej.A to wszystko przeplatane wzruszeniem kiedy na nią patrzę ,taką siwiutką i bezradną...wszystkie emocje się mieszają czasem sama już się nie rozumiem.Pewnie że nie żałuję bo nie miałabym mojego wspaniałego syna ale mimo to zostaje gdzieś żal że straciłam milość swojego życia ,że dałam się tłamsić,że tyle czasu nie mogłam się wyzwolić....ze tyle lat ciagle ktoś kontrolował moje życie....Ostatnio w przypływie złości kiedy znów usłyszałam ukryty podtekst o niewdzeczności i braku pomocy powiedziałam że "masz rodzeństwo to niech ci pomagają przy babci"Zabrzmialo okropnie wiem i wcale nie myslałam tak ale tak wypłynęła ze mnie też taka ukryta frustracja .niemoc,moja cierpliwość też się kończy,ma swoje granice....No i już kończę....Teraz obraza majestatu potrwa pewnie z miesiąc ( nie pierwszy raz) a ja zanim zasnę zadam sobie po raz setny to samo pytanie : Czy jestem naprawdę niewdzięczna i powinnam się wstydzić i czym prędzej włączyć sie aktywnie w pomoc przy babci skoro mieszkam na drugim końcu miasta,prowadzę własny biznes,wychowuję syna i najczęsciej nie mam czasu zeby zająć się sobą....Czy zmęczenie fizyczne i psychiczne mojej matki jest ważniejsze niż moje i powinnam poświęcać jej więcej czasu ? I ostatnie pytanie : Dlaczego moja matka nie pamięta w ogóle lub udaje że tego wszystkiego co opisałam w ogóle nie było ?
30 2015-07-13 09:49:32 Ostatnio edytowany przez pinkpiwonia (2015-07-13 09:50:14)
Sylka, ja mialam podobnie-zylam w klatce ich przekonan i wydawalo mi sie ze mam sie dobrze, bo mi to babcia i mama wmawialy.Wychowywaly mnie dla siebie, zeby zapewnic sobie na starosc"dziewczynke do sprzatania "
Prawie wszystko bylo na pokaz, dla ludzi. Jak przejrzalam na oczy, i przestalam zyc wydychanym przez nie powietrzem , zaczely zarzucac mi niewdziecznosc, brak serca i podobne inne bzdury.
Jesli chodzi o Twoja sytuacje, to PRZEDE WSZYSTKIM , wdzieczna powinna byc babci ,twoja matka, jako ze zostala przez nia latami odciazona z rodzicielskich obowiazkow, mogla sobie spokojnie pracowac i zarabiac pieniazki !
Biała Różo, myślę, ze najlepsze rozwiązanie, proponowane tutaj to wyprowadzenie się od rodziców i zamieszkanie we własnym lokum. Wielu pokoleniom przed Tobą to znacznie ułatwiło wzajemną egzystencję :-)
Być może frustracja Twojej mamy bierze się także stąd, ze z nią razem mieszkacie, może w fakcie, ze się nie usamodzielniliście upatruje źródła Waszej niezaradności i ponieważ jesteście na jej terytorium pozwala sobie robić i mówić co jej się podoba. Na Waszym własnym będziesz miała prawo powiedzieć:stop, nie zgadzam się, u niej w domu w większości milczysz i przyjmujesz na siebie. Długo tak Twoja konstrukcja psychiczna może nie wytrzymać, sama już widzisz tego symptomy, ucierpisz Ty, ucierpi Twoja rodzina.
Wydaje mi się, ze musisz poważnie rozważyć zamieszkanie w innym miejscu. Spróbuj podejść do tego tematu, może rozwiązanie przyjdzie samo i nie będzie to takie trudne jak teraz Ci się wydaje. Może znajdzie się mieszkanie, ktoś zechce sprzedać w dobrej cenie dom, który moglibyście wyremontować. Jak masz zaufane osoby popytaj, czasem ktoś komuś coś powie i może znajdzie się dla Was lokum szybciej niż myślisz. :-)
Sylka, ja mialam podobnie-zylam w klatce ich przekonan i wydawalo mi sie ze mam sie dobrze, bo mi to babcia i mama wmawialy.Wychowywaly mnie dla siebie, zeby zapewnic sobie na starosc"dziewczynke do sprzatania "
Prawie wszystko bylo na pokaz, dla ludzi. Jak przejrzalam na oczy, i przestalam zyc wydychanym przez nie powietrzem , zaczely zarzucac mi niewdziecznosc, brak serca i podobne inne bzdury.
Jesli chodzi o Twoja sytuacje, to PRZEDE WSZYSTKIM , wdzieczna powinna byc babci ,twoja matka, jako ze zostala przez nia latami odciazona z rodzicielskich obowiazkow, mogla sobie spokojnie pracowac i zarabiac pieniazki !
Dziękuję ...potrzebuję czasem takich zwykłych słów potwierdzających że nie jestem sama z tym i że mogę mieć rację....Bo całe życie zawsze ktoś obok wiedział lepiej.
toksyczny (dysfunkcyjny) rodzic to taki, który ze względu na swoje emocjonalne problemy/zaburzenia/uzależnienia nie widzi dziecka jako osoby z własnym potrzebami, uczuciami i pragnieniami, zza własnych niezaspokojonych potrzeb i emocji. Dziecko zaczyna być traktowane przedmiotowo, bardziej ma służyć rodzicowi niż rodzic jemu, rodzic w niewielkim stopniu spełnia swoje funkcje i potrzeby dziecka są niezaspokojone (niekoniecznie wszystkie - fizycznie dziecko może być zadbane, ale te psychiczne i emocjonalne na pewno). Tak może być nawet gdy rodzić świadomie chce dobrze, ale ma tyle własnych niepouzdrawianych spraw, że i tak nie jest w stanie widzieć dziecka takim jakie ono jest (np. nieświadomie projektuje i przenosi na nie jakieś swoje problemy), ani adekwatnie na nie reagować, zajmować się nim. I nie są to pojedyncze zachowania/problemy lecz stan permanentny.
Każdy rodzic ma czasem gorszy dzień, łapie się na tym, że nie wie jak się porozumieć z dzieckiem, ma go czasem dość, odkrywa, że np. metody wychowawcze które działały w stosunku do jednego dziecka są nieskuteczne do drugiego - o innym charakterze itp. Natomiast toksyczny rodzic nie będzie szukał rozwiązania w sobie, nie będzie elastyczny, nie pójdzie raczej na kurs dla rodziców itp. - prędzej obwini dziecko i będzie starał się by to dziecko nagięło się do niego, a nie on dostosował metody do potrzeb i możliwości dziecka. Nie mówię tu o ustępowaniu dziecku, ale wielkiej sztywności postaw i metod i przerzucaniu odpowiedzialności za problemy na dziecko. Ono jest głupie i nie rozumie, ono jest uparte, anie rodzic ma problemy z komunikacją itp.
Problem jest bardzo powszechny. Żadna z Was (nas) nie jest sama.