Czasami nachodzi mnie taki moment, że muszę zatrzymać się zobaczyć czy dokładnie robię wszystko tak jak powinnam, czy aby na pewno wszystko widzę co się dookoła mnie dzieje, czy nie pozostawiłam czegoś za sobą, czy podejmuje właściwe decyzje wybory..
Kiedyś pewna osoba nauczyła mnie że samemu trzeba podejmować decyzji- bo przecież nikt za Ciebie życia nie przeżyje, w życiu należy słuchać własnego serca.. Ale to najgorsze co może być.. no własnie- dokonywać wyboru.
Nie piszę tutaj dlatego, że chcę aby ktoś za mnie zdecydował.. potrzebuje waszych porad, może co zrobić żeby było lepiej.. a może z waszego punktu widzenia to co teraz przedstawię zupełnie nie ma sensu, szczera opinia wystarczy.. Tylko o to dzisiaj mi chodzi. Może ktoś potrafi dostrzec tego czego ja nie widzę.. i coś zrozumiem.
Na związki i nie tylko jestem bardzo wrażliwa. Często doznawałam rozczarowań ze strony ludzi. Jak szybko coś przychodziło tak szybko odchodziło.. Jednak prawdziwie kochałam tylko raz- bardzo cierpiałam. Teraz staram się podchodzić z dystansem- najczęściej jednak wygrywają uczucia. Nawet jeśli nie chce eh... Za późno. Poznałam chłopaka na weselu u bliskiej koleżanki. On przyszedł sam, ja również. Przystojny rok młodszy. To ja do niego pierwsza zagadałam. Po alkoholu włączyły się uczucia i zaczęliśmy się całować. Długo byłam sama, nikogo nie miałam, z nikim się nie spotykałam. To był czas w którym mogłam stworzyć coś. I tego szukam. Wiem, że to tylko parę chwil przyjemności i nic więcej. Niestety wpadłam po uszy. Po tej jednej nocy na której byłam mega wstawiona i połowy nocy praktycznie nie pamiętam.. no trudno stało się. Po weselu kontakt był internetowy, w wolnej chwili pisaliśmy nie za często ale tez nie tak rzadko. Najczęściej on pierwszy pisał. Nie nastawiałam się na nic, bo przecież nic o nim nie wiedziałam, czy się z kimś spotyka totalne zero. Nie wykazywałam aż tak oznak zainteresowania. Potem mieliśmy parę okazji żeby się widzieć i ten czas spędziliśmy równie miło (w gronie znajomych, jakieś buziaki przytulanie). Na początku dość niezręcznie po tym weselu, ale później było już tylko pięknie. No i mijały miesiące nie licząc tych spotkań co jakiś czas w gronie znajomych to nic. Mówię nie no nie mogę tak odpuścić jak czuję się przy nim dobrze, wolę wiedzieć na czym stoję i czas w końcu coś z tym zrobić- bo samo się nie zrobi. Zapytałam czy się spotkamy. No i spotkaliśmy się. W sumie to sama wybrałam dzień godzinę.. on po wykładach po mnie przyszedł. Nie umówiliśmy się tak jakoś konkretnie myślałam że mnie wystawi no ale zjawił się. Od godziny 15 do 22 spacerowaliśmy. Praktycznie dopiero teraz go poznałam, zauważyłam jaki jest, otworzył się przede mną, mówił mi rzeczy o których ja bym raczej powiedziała tylko osobie godnej zaufania.. chodzi mi tutaj o osobiste rzeczy. To dobry znak. Nie całowaliśmy się (tylko na pożegnanie buziak), ale było bardzo miło. Ma takie same poczucie humoru, ale jak trzeba to podejdzie do sprawy poważnie -to mnie w nim urzekło. Tak samo jak i jego skromność. Pomimo tego że jest miedzy nami rok różnicy.. zauważyłam też to trochę. On praktycznie co weekend spotyka się ze znajomymi, jeździ na imprezy, ma jeszcze takie ubogie życie nastolatka
Nie wiem czy chce się wiązać, dowiedziałam się ze był rok z dziewczyną. Chociaż ja też czasami gdzieś wyskoczę, ale nie jest to co tydzień albo częściej. Mu się zdarza. Zrobiłam krok do przodu, teraz czekałam na jego inicjatywę. Zaproponował spotkanie. Niestety kontakt internetowy trochę się pogorszył, już praktycznie nie piszemy, no ale za to spotykamy się i dzwoni do mnie . Kolejne spotkanie- idealne. Pocałował mnie, chodziliśmy za rękę, było bardzo miło śmiesznie itd. Znowu spędziliśmy z dobre 8 godzin razem. Wracał ostatnim autobusem. Zachowywaliśmy się jakbyśmy byli razem. Później do mnie napisał czy dotarłam i takie tam ![]()
W kolejnym tygodniu coś tam pisaliśmy ale ogólnie tydzień ciszy.... Byłam zła, nie powiem... Ale zadzwonił do mnie powiedział że miał dużo pracy poźniej był ze znajomymi. Rozmawialiśmy dluuugo. Bylam zla na początku, ale szybko mi przeszlo jak uslyszalam jego glos. Zawsze znalazł się temat. Zaproponował spotkanie na weekend i pięknie.
Wszytko dobrze no ale jest jakieś ale... On mieszka za miastem 30 km. Nie ma prawa jazdy, a w ciągu tygodnia jest totalnie pochłonięty pracą (kończy o 18), a w wolnej chwili przyjeżdżają do niego znajomi albo imprezuje. Do mojego miasta przyjeżdżał do szkoły w weekendy, niekoniecznie co tydzień. Teraz w wakacje nie będzie go w ogóle w moim mieście.. Pewnie przestaniemy się spotykać- bo niby kiedy...
Ja raczej nie mam planów na wakacje, nie licząc no może czasami jakiś wypadów ze znajomymi. Moze podejme sie jakies pracy. Jednak moi znajomi już są pochłonięci swoim życiem. Też trochę głupio się bym czuła jakby nie odzywał się przez tydzień po czym dzwonił i jak gdyby nigdy nic. (ogolnie dowiedziałam sie ze nie lubi pisać) Teraz jestem bardziej pochłonięta nauką i może nie odczuwam tego. Ale przecież tydzień to sporo czasu. Skoro nie dzwoni nie pisze nic to może nie myśli o mnie? W sumie ja bym mogła też zadzwonić, ale skoro ciągle pracuje, a później jest ze znajomymi w jego mieście to nie chcę mu przeszkadzać.
Chłopak przy którym czuje że żyję, jednak czy z nim mogłabym stworzyć coś stałego, pewnego w takiej sytuacji?
Też nie wiem w jaki sposób myśli o mnie.. czy jestem jedyną dziewczyną z którą się spotyka, czy nie traktuje mnie jako rozrywki.. Czy w ogóle coś do mnie czuje. Nie rozmawialiśmy o tym. Nie chcę go przestraszyć, nie spieszy mi się z takimi rzeczami.. wole poczekać i mieć coś pewnego niż od razu wyskoczyć z tematem.
Co myślicie o całej tej sytuacji, osobiście zobaczę jak to wszystko wyjdzie, czy znajdzie dla mnie czas.. ale myślicie ze ma szanse to przetrwać tym bardziej ze to dopiero zaczyna się.. o ile tak to mogę nazwać. Może jakieś porady, Mieliście jakąś podobną sytuacje i jak się skończyła? ![]()
Dodam ze u mnie sie juz ciagnie to 4 miesiace.