Witajcie, kilka miesięcy temu opisywałam kulisy rozstania z moim chłopakiem. Wróciliśmy do siebie po miesiącu; on powiedział, że nie mógł wytrzymać beze mnie, że ten czas dał mu do myślenia iż jestem tą jedyną. Kilka tygodni temu stuknęła nam druga rocznica. Niestety kilka dni temu rozstaliśmy się po raz drugi...
Wszystko było super, oczywiście mieliśmy trochę kłótni ale nie dochodziły do nas myśli o rozstaniu chociaż musieliśmy się starać by było ok. Mówiliśmy o sobie nawzajem bardzo przyszłościowo - on miał przeprowadzić się na studia do miejscowości obok ze względu na mnie. Czułam jego miłość, słyszałam cudowne słowa. Mówił mi, że jeśli się rozstaniemy, to długo nie wytrzymamy osobno. Nawet dzień przed rozstaniem.
W ten dzień dyskutowaliśmy kiedy się spotkamy, bo wyniknął problem i nie wiedzieliśmy kiedy mogę do niego przyjechać(dzieli nas 200km). W pewnym momencie napisał mi, że nie wie czy jest tego wszystkiego pewien. Ja się zdenerwowałam, że zmienia zdanie, mówi co mu ślina na język przyniesie i że nic tak naprawdę się nie dzieje a on myśli, że wszystko się wali. Napisał, że ma wszystkiego dość i chce być sam. Po kilku godzinach dostałam smsa "Chcę się rozstać". Ja zadzwoniłam - powiedział, że podjął tę decyzję; "To i tak by prędzej czy później nastąpiło. Teraz nie wiemy kiedy się spotkamy więc będzie łatwiej odejść. W pewnym momencie pewnie pęknę i będę chciał wrócić, ale Ty będziesz mieć dość huśtawki." Na drugi dzień napisałam mu żeby wszystko jeszcze dokładnie przemyślał, bo mamy oboje świadomość tego co nas łączy itd. Dostałam odpowiedź, że źle się w tym czuł. Nigdy nie będziemy działać dobrze, decyzję podjął już dawno temu i że nie chce być ze mną...
W sobotę oboje mamy imprezę wspólnej koleżanki, mieliśmy być tam razem. Oczywiście mam zamiar się tam zjawić, ale dostaję od niego wiadomości bym nie zjawiała się tam, bo będzie bardzo niezręcznie i żebym nie próbowała go odzyskiwać. "Cieszę się bardzo z decyzji, którą podjąłem i jej nie zmienię. Moje serce już nie walczy z rozsądkiem". Ja w żaden sposób nie reaguję na to.
Drogie Netkobiety, naprawdę nie wiem co mam robić... Nigdy tak naprawdę nie zerwaliśmy "na żywo", bo po chwili leżeliśmy już przytuleni. Ja Go naprawdę kocham, i wiem co on czuje do mnie. Pomyślcie, że w takim wypadku na pewno nie byłoby łatwo odpuścić i byście walczyły. Mam takie dziwne wrażenie, że on mi to wszystko pisze bo boi się, że jak mnie zobaczy to zareaguje sercem i po chwili wylądujemy razem. Czuję się bezradnie.
Fajnie jeśli komuś chciało się to czytać, pozdrawiam :)