Witam.
Bardzo proszę o pomoc. Mój mąż ma z poprzedniego małżeństwa adoptowaną 9 letnią córkę. Jest to przysposobienie pełne. Nastąpiło gdy mała miała 2,5 roku. Niestety adopcja ta miała być "plastrem" na nieudane, walące się małżeństwo. Zadziałała jak przysłowiowy gwóźdź do trumny. Po niespełna dwóch latach od adopcji ich małżeństwo rozpadło się. On wniósł o rozwód. Mała została oczywiście przy mamie. Mąż zdążył się związać z córką dlatego walczył o to, by uczestniczyć w jej wychowaniu. Niestety mama traktowała małą jak kartę przetargową a kiedy już nie mogła nic ugrać utrudniała ich spotkania. Szarpali się o każde widzenie. Mąż walczył....do czasu. Po jakimś czasie tej ciągłej szarpaniny zauważyłam, że coraz częściej rezygnuje, że ma dość. Zwłaszcza, że córka nie wykazuje żadnego zainteresowania spotkaniami, chyba, że jej się to opłaca bo tata coś kupi. Wiemy, że matka zrobiła w jej głowie ogromne spustoszenie opowiadając jej niestworzone historie. Nie mniej jednak mąż spostrzegł, że to on walczy o spotkania a córce jest to jakby obojętne. Nawet nie zadzwoni do ojca choć ma swój tel. Od prawie roku nie mają kontaktu. poza jednym spotkaniem, które wręcz wymusiłam na mężu, prosząc aby jeszcze raz spróbował z nia porozmawiać. Porozmawiał. Poprosił aby się odzywała. Ja również zapewniłam, że zawsze na nią czekamy. Przytaknęła. I nic... cisza. Zero kontaktu. Widzę, że uczucie które było w moim mężu dawno umarło śmiercia naturalną. Został sprowadzony przez byłą do bycia bankomatem od alimentów. Nic więcej. tylko pieniądze..... Dziecka nie ma. Widzę, że w mężu umarło przywiązanie jakim obdarzył przybraną córkę a narodziła się wręcz niechęć do niej. Wczoraj dowiedziałam się, że chce sądownie rozwiązać adopcję. zrobił naprawdę wiele, aby być jej tatą wierzcie mi. Ale doszedł do momentu z którego nie ma odwrotu, bo nie ma uczuć do tego dziecka. jest niechęć... Powiedział, że ma dość bycia frajerem od płacenia kasy. Że skoro nawet nie ma z nią kontaktu, to nie chce już z nią być w jakikolwiek sposób związany. nie chce dłużej płacić i nie chce by w jakikolwiek sposób obciążała naszą rodzinę. szczerze mówiąc rozumiem go. Naprawde dużo poświęcił a nie dostał nic. Proszę o radę, Jaka jest szansa na rozwiązanie tej adopcji która stała się dla niego jedynie obciążeniem finansowym. Mąż nie chce dłużej figurować jako jej ojciec. Rozwiązanie adopcji i tak w jej życiu niczego nie zmieni. I tak nie maja kontaktu.Jej mama związała się z innym mężczyzną i wioda wspólne życie.
Chyba sobie żartujesz - zrobił wiele?
Ot, mała sprawia kłopoty, nie jest idealnym dzieckiem - pozbywamy się balastu.
Gratuluję partnera. Lepiej nie zachodź w ciążę z tym Panem... chociaż, zawsze można oddać, jak zacznie sprawiać problemy...
Ja juz takich "glupot" nie möge czytac. Zbiera mi sie na odruch wymiotny. Obciazenie finansowe? Widzialy galy co braly, Rece opadaja.
4 2015-05-13 18:22:12 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2015-05-13 18:24:10)
Prawo polskie dopuszcza rozwiązanie adopcji w pewnych ważnych przypadkach.
Jednym z nich jest rozwód rodziców przysposobiających, pozostanie dziecka przy jednym z rodziców, które zawarło nowy związek i brak związków uczuciowych z drugim z rodziców.
Twój mąż ma duże szanse na eozwiązanie adopcji ale o tym decyduje sąd biorąc pod uwagę dobro dziecka.
Rozwiązanie adopcji będzie jednostronne. Matka nadal będzie matką adopcyjną.
Cynicznahipo zgadza się. Czytałam tą rozprawkę uzytkowniczki mariola38 i poczułam obrzydzenie i niesmak. Skąd tacy ludzie sie biorą ?!
To jest jego córka, nie jest ważne, że ją adoptował (choć dla niego na pewno). Jego rodzona córka jak najbardziej mogłaby się zachowywać tak samo. Dzieci bywają samolubne, roszczeniowe, interesowne, złośliwe itp. zupełnie jak dorośli - tylko rozumu często mniej. Teraz nie chce kontaktów, ale może jeszcze dojrzeć do tego że nie warto go odtrącać.
maga164 ale sądząc po takim podejściu to nie dziwne, że to 9 letnie dziecko nie chce kontaktu z takimi ludzmi. Egoizm w czystej postaci.
Znudziło się płacenie alimentów - to rozwiążemy adopcję! Super pomysł!
Niedobrze się robi. Prawdziwa miłość do dziecka nigdy nie ustaje, czy dziecko ją odtrąca, czy też nie.
Znudziło się płacenie alimentów - to rozwiążemy adopcję! Super pomysł!
Niedobrze się robi. Prawdziwa miłość do dziecka nigdy nie ustaje, czy dziecko ją odtrąca, czy też nie.
tymbardziej, ze chyba wiedza oni dlaczego odtraca. Wiec zamiast rozwiazywac problem, to wola sie go pozbyc.
Nie prosiłam o ocenę ale o porade kogoś kto ma o tym pojecie. Nie będę się tłumaczyć , bo tylko mój mąż wie tak naprawdę co się działo a co nie. I nikt nie chce rozwiązać adopcji bo mała zaczęła sprawiać problemy. Jakoś specjalnie nigdy ich nie sprawiała, niczego takiego nie napisałam. Jeśli już czytacie to róbcie to ze zrozumieniem. Matka dziecka po prostu doprowadziła do sytuacji, kiedy mąż nie ma ŻADNEGO kontaktu z dzieckiem i na skutek braku kontaktu więź uległa zniszczeniu niestety. Na uczucia nie mamy wpływu. A żeby kochać obce dziecko potrzeba dużo samozaparcia i przede wszystkim stałej bliskości, której tu nie ma. Mąż jest wspaniałym ojcem. Mogę swobodnie o tym powiedzieć. mamy wspólną córeczkę. jest RÓWNIEŻ CUDOWNYM TATA DLA MOJEGO DZIECKA Z POPRZEDNIEGO ZWIĄZKU. Zatem i dla tego dziecka potrafiłby pewnie być taki. Zresztą był kiedy się poznaliśmy. Niestety trudno było utrzymać uczucie nie mając kontaktu ŻADNEGO. Tak czy siak jest w miejscu, w którym jest. Nie jest z tego powodu ani dumny, ani szczęśliwy. Paniom posiadającym monopol na ocenę życia innych serdecznie dziękuję za udział. Tym, którzy mogą służyć mądrym słowem będę wdzięczna. KLEOMA - ogromnie dziękuję.
Witam.
Bardzo proszę o pomoc. Mój mąż ma z poprzedniego małżeństwa adoptowaną 9 letnią córkę. Jest to przysposobienie pełne. Nastąpiło gdy mała miała 2,5 roku. Niestety adopcja ta miała być "plastrem" na nieudane, walące się małżeństwo. Zadziałała jak przysłowiowy gwóźdź do trumny. Po niespełna dwóch latach od adopcji ich małżeństwo rozpadło się. On wniósł o rozwód. Mała została oczywiście przy mamie. Mąż zdążył się związać z córką dlatego walczył o to, by uczestniczyć w jej wychowaniu. Niestety mama traktowała małą jak kartę przetargową a kiedy już nie mogła nic ugrać utrudniała ich spotkania. Szarpali się o każde widzenie. Mąż walczył....do czasu. Po jakimś czasie tej ciągłej szarpaniny zauważyłam, że coraz częściej rezygnuje, że ma dość. Zwłaszcza, że córka nie wykazuje żadnego zainteresowania spotkaniami, chyba, że jej się to opłaca bo tata coś kupi. Wiemy, że matka zrobiła w jej głowie ogromne spustoszenie opowiadając jej niestworzone historie. Nie mniej jednak mąż spostrzegł, że to on walczy o spotkania a córce jest to jakby obojętne. Nawet nie zadzwoni do ojca choć ma swój tel. Od prawie roku nie mają kontaktu. poza jednym spotkaniem, które wręcz wymusiłam na mężu, prosząc aby jeszcze raz spróbował z nia porozmawiać. Porozmawiał. Poprosił aby się odzywała. Ja również zapewniłam, że zawsze na nią czekamy. Przytaknęła. I nic... cisza. Zero kontaktu. Widzę, że uczucie które było w moim mężu dawno umarło śmiercia naturalną. Został sprowadzony przez byłą do bycia bankomatem od alimentów. Nic więcej. tylko pieniądze..... Dziecka nie ma. Widzę, że w mężu umarło przywiązanie jakim obdarzył przybraną córkę a narodziła się wręcz niechęć do niej. Wczoraj dowiedziałam się, że chce sądownie rozwiązać adopcję. zrobił naprawdę wiele, aby być jej tatą wierzcie mi. Ale doszedł do momentu z którego nie ma odwrotu, bo nie ma uczuć do tego dziecka. jest niechęć... Powiedział, że ma dość bycia frajerem od płacenia kasy. Że skoro nawet nie ma z nią kontaktu, to nie chce już z nią być w jakikolwiek sposób związany. nie chce dłużej płacić i nie chce by w jakikolwiek sposób obciążała naszą rodzinę. szczerze mówiąc rozumiem go. Naprawde dużo poświęcił a nie dostał nic. Proszę o radę, Jaka jest szansa na rozwiązanie tej adopcji która stała się dla niego jedynie obciążeniem finansowym. Mąż nie chce dłużej figurować jako jej ojciec. Rozwiązanie adopcji i tak w jej życiu niczego nie zmieni. I tak nie maja kontaktu.Jej mama związała się z innym mężczyzną i wioda wspólne życie.
,,gartuluje,, partnera
Nie prosiłam o ocenę ale o porade kogoś kto ma o tym pojecie. Nie będę się tłumaczyć , bo tylko mój mąż wie tak naprawdę co się działo a co nie. I nikt nie chce rozwiązać adopcji bo mała zaczęła sprawiać problemy. Jakoś specjalnie nigdy ich nie sprawiała, niczego takiego nie napisałam. Jeśli już czytacie to róbcie to ze zrozumieniem. Matka dziecka po prostu doprowadziła do sytuacji, kiedy mąż nie ma ŻADNEGO kontaktu z dzieckiem i na skutek braku kontaktu więź uległa zniszczeniu niestety. Na uczucia nie mamy wpływu. A żeby kochać obce dziecko potrzeba dużo samozaparcia i przede wszystkim stałej bliskości, której tu nie ma. Mąż jest wspaniałym ojcem. Mogę swobodnie o tym powiedzieć. mamy wspólną córeczkę. jest RÓWNIEŻ CUDOWNYM TATA DLA MOJEGO DZIECKA Z POPRZEDNIEGO ZWIĄZKU. Zatem i dla tego dziecka potrafiłby pewnie być taki. Zresztą był kiedy się poznaliśmy. Niestety trudno było utrzymać uczucie nie mając kontaktu ŻADNEGO. Tak czy siak jest w miejscu, w którym jest. Nie jest z tego powodu ani dumny, ani szczęśliwy. Paniom posiadającym monopol na ocenę życia innych serdecznie dziękuję za udział. Tym, którzy mogą służyć mądrym słowem będę wdzięczna. KLEOMA - ogromnie dziękuję.
Jakby Twojemu mężowi zależało, to by poszedł do sądu o ustalenie widzeń, skoro matka jest durna i nie da się z nią dogadać.
Także nie pisz bzdur.
To forum publiczne - każdy może wyrazić swoją opinię.
To chyba jakiś żart...
Mąż powinien złożyć wniosek do sądu rejonowego o rozwiązanie przysposobienia. W miejscu zamieszkania dziecka.
Może się zdarzyć też taka sytuacja, że mimo rozwiązania przysposobienia alimenty będą nadal zasądzone jeśli matka wykaże, że sama nie jest w stanie dziecka utrzymać.
Razem z wnioskiem trzeba wpłacić 200 zl chyba.
Przykłady wniosków o rozwiązanie są w internecie. Dobrze jednak jest zwrócić się do prawnika aby poprawnie uzasadnić wniosek o rozwiązanie.
Może się zdarzyć też taka sytuacja, że mimo rozwiązania przysposobienia alimenty będą nadal zasądzone jeśli matka wykaże, że sama nie jest w stanie dziecka utrzymać.
Uuu, to kapa, co nie, Autorko? ![]()
16 2015-05-13 19:13:38 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2015-05-13 19:17:52)
Sąd kieruje się dobrem dziecka. We wszystkich aspektach dotyczących życia dziecka.
Czasem właśnie dla dobra dziecka wskazane jest rozwiązanie przysposobienia z ojcem przysposobiającym aby nadać dziecku nazwisko nowego partnera życiowego matki, aby dziecko mogło z matką i jej nowym partnerem stanowić nową rodzinę w nowym miejscu gdzie nie chcą aby otoczenie wiedziało o adopcji. Przypadki są różne.
Sąd kieruje się dobrem dziecka. We wszystkich aspektach dotyczących życia dziecka.
Czasem właśnie dla dobra dziecka wskazane jest rozwiązanie przysposobienia z ojcem przysposobiającym aby nadać dziecku nazwisko nowego partnera życiowego matki, aby dziecko mogło z matką i jej nowym partnerem stanowić nową rodzinę w nowym miejscu gdzie nie chcą aby otoczenie wiedziało o adopcji. Przypadki są różne.
Kleomo, wierzę, że są przypadki, kiedy się rozwiązuje adopcję dla DOBRA dziecka.
Ale ten przypadek takim nie jest, niestety.
Cyniczna.
Tego nie wiemy. Dlatego ja nie oceniam. Niech to sąd oceni.
Być może dziecko jest bardzo mocno już związane emocjonalnie z nowym partnerem matki i nie jest jej potrzebny "stary" tata.
Może go nie lubi, od zawsze lub od jakiegoś czasu gdy stracili kontakt.
Żądanie kontaktów z dzieckiem przez sąd uważam za pomyłkę jeżeli dziecko naprawdę tego nie chce.
Bo jak można zmuszać dziewczynkę do kontaktów z osobą, której nie ma ochoty widywać?
Ona ma już 9 lat. W tym wieku dziecku nie można nakazać spotykać się z ojcem bo nic dobrego z tego i tak nie wyjdzie.
Jeszcze jest do wyjaśnienia jedna rzecz.
Autorko, czy dziecko wie, że jest adoptowane?
Kleomo. Wiem, że alimenty mogą pozostać. Uzmysłowiłam to mężowi. Mąż jednak twierdzi, że mimo to podjął już decyzję. Jak mówi, skoro nie może jej wychowywać i mieć wpływu na jej życie nie chce kiedyś być odpowiedzialny za to, jak będzie żyła.
A tobie cyniczna mam do powiedzenia jedno. Nie wypowiadaj się na tematy o których nie masz bladego nawet pojęcia. Mój mąż ma za sobą rozprawe sądową o utrudnianie kontaktów. Sąd napomniał i oczywiście nakazał. i co z tego? Z postanowień sadu mamausia sobie kpi. Bo wyegzekwowanie to już inna bajka. Wiesz jak się egzekwuje w Polsce widzenie na które nie chce zezwolić matka? Zapewne nie masz pojęcia, bo w przeciwnym razie nie zabierałabyś głosu.
Kleomo. Dziękuję za Twoje mądre słowa. I za to, że jako jedyna nie bawisz się w Pana Boga a odpowiadasz na konkretne pytania. Ja sama nie wiem co o tym myśleć....
Mam koleżankę, która w wieku 5 lat zamieszkała z matką u jej nowego partnera. I mimo, ze pan krzywdy jej nie robił, zawsze był dla niej dobry, wykazywał przyjacielskie zamiary, zagadywał, dawał prezenty, poświęcał z własnej inicjatywy czas dla niej , wyrażał chęć zabawy, rozmowy to ona nigdy z nim nie była związana emocjonalnie, był jej obojętny.
Nigdy nie miała potrzeby zwierzać się mu, rozmawiać z nim, nawet była skrępowana gdy dorastała, że mieszka z obcym facetem.
Wiedziała, że nie jest jej ojcem i nie potrafiła się przełamać, traktowała go z szacunkiem ale żadnych uczuć, był jak sąsiad, nauczyciel, jakiś znajomy, daleki krewny.
Może i tutaj tak jest.
A finansowo sąd dziecku krzywdy nie zrobi.
21 2015-05-13 19:52:46 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-05-13 19:55:12)
Będę się wypowiadała na każdy temat, jeśli tylko będę miała ochotę.
Owszem, wiem, jak wygląda egzekwowanie widzeń z dzieckiem. Dalej tłumaczyć się nie zamierzam.
Próbujecie wraz z mężem zrobić rzecz ohydną. Za ciężko walczyć o dziecko, lepiej unieważnić adopcję, pozbyć się problemu.
NIC Was nie usprawiedliwia.
Kleomo, istnieje możliwość, że dziecko jest zmanipulowane przez matkę, dlatego nie chce kontaktów z ojcem.
Na pewno najlepszym rozwiązaniem NIE JEST pozbycie się dziecka. Takie moje zdanie.
Tak Kleomo. Ona wie, że jest adoptowana. Kiedyś zwierzyła się mojej córce, że nie chce tu być. Że chce wrócić do swoich rodziców. Nie wie, że rodzice to patologia. Zawsze miała mówione, że ją kochali tylko nie mieli pieniążków i było im ciężko. Kiedyś też przepadała za moim mężem. Ale "praca" mamy jaką włożyła aby zepsuć ich relacje przyniosła efekty. Myślę, że nie bez znaczenia jest też świadomość tego, że nie jest ich biologiczym dzieckiem..... Pewnie wszystko po trosze ale fak jest taki, że mąż nie chciał wchodzić po nią z policją i siłą zabierać na widzenia, bo jak powiedział miała już w życiu dość atrakcji. Niestety to wszystko doprowadziło do tego, że właścwie od dawna nie ma jej w jego życiu i stało się jak się stało. Zbieram się do rozmowy z nim tylko nijak nie wiemco powiedzieć. Bo nie wiem co czułabym na jego miejscu. Trzeba pochodzić w czyichś butach aby móc oceniać.
Czy matka jej wie, że planujecie rozwiązanie adopcji? jeśli tak to jakie ma zdanie na ten temat?
jej matka nie wie, bo to świeży temat. Dopiero wczoraj mąż mnie poinformował, że myśli o tym. Ale pewna jestem, że nie będzie z nia niczego konsultował. Bo nie ma z kim rozmawiać. Ta kobieta to.... szkoda słów. Podam Ci przykład na jej mądrość i miłość matczyną. Kiedy mój mąż kilka tygodni z rzędu dzwonił i żądał aby dała dziecko wrzeszczała, że nie bo mają swoje plany, bo wyjeżdżają, bo... tysiące innych powodów. Bądź że mała jest chora. Zawsze na przekór. Kiedyś wpadłam na pomysł i poprosiłam aby nie dzwonił, że chce zabrać tylko wysłał krótkiego sms a o treści: Nie wezmę jutro dziecka, gdyż mamy swoje plany i nam nie pasuje.... Odpowiedź była natychmiastowa i taka jak się spodziewałam. Absolutnie kazała przyjechać po dziecko. O czym rozmawiać z kimś takim?
Powodów do porozmawiania jest wiele, wydaje mi się, że jednak trzeba porozmawiać. O tym np. jak przygotować dziecko na taką wiadomość. A głownie aby dowiedzieć się czy dziecko na pewno nie chce kontaktów. Czy może jednak chce. One są blisko ze sobą, matka powinna wiedzieć jaki stosunek ma dziecko do Twojego męża. Może rozmawiają ze sobą na ten temat. Ta rozmowa na pewno coś da, być może zmieni się decyzja męża a może także postępowanie jego byłej żony.
Nie prosiłam o ocenę ale o porade kogoś kto ma o tym pojecie. Nie będę się tłumaczyć , bo tylko mój mąż wie tak naprawdę co się działo a co nie. I nikt nie chce rozwiązać adopcji bo mała zaczęła sprawiać problemy. Jakoś specjalnie nigdy ich nie sprawiała, niczego takiego nie napisałam. Jeśli już czytacie to róbcie to ze zrozumieniem. Matka dziecka po prostu doprowadziła do sytuacji, kiedy mąż nie ma ŻADNEGO kontaktu z dzieckiem i na skutek braku kontaktu więź uległa zniszczeniu niestety. Na uczucia nie mamy wpływu. A żeby kochać obce dziecko potrzeba dużo samozaparcia i przede wszystkim stałej bliskości, której tu nie ma. Mąż jest wspaniałym ojcem. Mogę swobodnie o tym powiedzieć. mamy wspólną córeczkę. jest RÓWNIEŻ CUDOWNYM TATA DLA MOJEGO DZIECKA Z POPRZEDNIEGO ZWIĄZKU. Zatem i dla tego dziecka potrafiłby pewnie być taki. Zresztą był kiedy się poznaliśmy. Niestety trudno było utrzymać uczucie nie mając kontaktu ŻADNEGO. Tak czy siak jest w miejscu, w którym jest. Nie jest z tego powodu ani dumny, ani szczęśliwy. Paniom posiadającym monopol na ocenę życia innych serdecznie dziękuję za udział. Tym, którzy mogą służyć mądrym słowem będę wdzięczna. KLEOMA - ogromnie dziękuję.
A uważasz, że jakbyście się rozstali i nie widywał się z Waszym wspólnym dzieckiem, to też by machnął w końcu ręką i olał? Bo się nie widuje? Śmieszna jesteś. Faktycznie, cudowny tatuś.
Jest to przysposobienie pełne.
Piszesz: pełne, ale w znaczeniu potocznym czy prawnym? Są różne rodzaje przysposobienia.
Jeśli było to całkowite (anonimowe), to jest ono nierozwiązywalne.
Witam.
Bardzo proszę o pomoc. Mój mąż ma z poprzedniego małżeństwa adoptowaną 9 letnią córkę. Jest to przysposobienie pełne. Nastąpiło gdy mała miała 2,5 roku. Niestety adopcja ta miała być "plastrem" na nieudane, walące się małżeństwo. Zadziałała jak przysłowiowy gwóźdź do trumny. Po niespełna dwóch latach od adopcji ich małżeństwo rozpadło się. On wniósł o rozwód. Mała została oczywiście przy mamie. Mąż zdążył się związać z córką dlatego walczył o to, by uczestniczyć w jej wychowaniu. Niestety mama traktowała małą jak kartę przetargową a kiedy już nie mogła nic ugrać utrudniała ich spotkania. Szarpali się o każde widzenie. Mąż walczył....do czasu. Po jakimś czasie tej ciągłej szarpaniny zauważyłam, że coraz częściej rezygnuje, że ma dość. Zwłaszcza, że córka nie wykazuje żadnego zainteresowania spotkaniami, chyba, że jej się to opłaca bo tata coś kupi. Wiemy, że matka zrobiła w jej głowie ogromne spustoszenie opowiadając jej niestworzone historie. Nie mniej jednak mąż spostrzegł, że to on walczy o spotkania a córce jest to jakby obojętne. Nawet nie zadzwoni do ojca choć ma swój tel. Od prawie roku nie mają kontaktu. poza jednym spotkaniem, które wręcz wymusiłam na mężu, prosząc aby jeszcze raz spróbował z nia porozmawiać. Porozmawiał. Poprosił aby się odzywała. Ja również zapewniłam, że zawsze na nią czekamy. Przytaknęła. I nic... cisza. Zero kontaktu. Widzę, że uczucie które było w moim mężu dawno umarło śmiercia naturalną. Został sprowadzony przez byłą do bycia bankomatem od alimentów. Nic więcej. tylko pieniądze..... Dziecka nie ma. Widzę, że w mężu umarło przywiązanie jakim obdarzył przybraną córkę a narodziła się wręcz niechęć do niej. Wczoraj dowiedziałam się, że chce sądownie rozwiązać adopcję. zrobił naprawdę wiele, aby być jej tatą wierzcie mi. Ale doszedł do momentu z którego nie ma odwrotu, bo nie ma uczuć do tego dziecka. jest niechęć... Powiedział, że ma dość bycia frajerem od płacenia kasy. Że skoro nawet nie ma z nią kontaktu, to nie chce już z nią być w jakikolwiek sposób związany. nie chce dłużej płacić i nie chce by w jakikolwiek sposób obciążała naszą rodzinę. szczerze mówiąc rozumiem go. Naprawde dużo poświęcił a nie dostał nic. Proszę o radę, Jaka jest szansa na rozwiązanie tej adopcji która stała się dla niego jedynie obciążeniem finansowym. Mąż nie chce dłużej figurować jako jej ojciec. Rozwiązanie adopcji i tak w jej życiu niczego nie zmieni. I tak nie maja kontaktu.Jej mama związała się z innym mężczyzną i wioda wspólne życie.
Przyznam,że dawno temu spotkałem się ale z innym przypadkiem.
Ale ok myślę,że problem da się rozwiązać.Z tym ,że musisz chwilę poczekać bo powoli powoli dochodzę do siebie.Ciężko jest się wymiksować z obowiązku alimentów,nie mniej jest kilka furtek i luk prawnych zwłaszcza,ze nie jest biologicznym ojcem.
Adopcja dziecka był w tym przypadku błędem. A za błędy się niestety płaci....
Luc - skoro piszę przysposobienie pełne, to pełne. Nie całkowite.
Wszystkim bardzo dziękuję za każde mądre słowo.
Słodko-kwaśny - a jak już ochłoniesz to moglibyśmy porozmawiać? Większość przyszła tu pouczać a ja poszukuję rozeznania w sprawie, którą nie ja spieprzyłam. Czytam tu, że ta adopcja była błędem.... Cóż za odkrycie. O tym to ja wiem od dawna. Mam na temat tej adopcji własne zdanie i mąż niejednokrotnie usłyszał ode mnie co o tym myślę. Kiedy wali się małżeństwo ludzie nie powinni decydować się na dziecko nawet własne a co dopiero obce. Nie chodzi tu ani o moją opinię, bo nie ja adoptowałam to dziecko, ani o opinię kogokolwiek innego. Chodzi o to, że sytuacja zawędrowała do takiego a nie innego momentu i jakoś trudno mi o tym nie myśleć. Nie twierdzę ani że mąż idzie w dobrym kierunku ani że w złym. Nie oceniam. Zresztą sama to póki co przerabiam w sobie. Ale znam sytuację, bo żyję z mężem od kilku lat. Widziałam jego walkę, szarpaninę, a teraz rezygnację. Nie wiem, czy na jego miejscu też nie miałabym dość. Nie wiem... Dość nie dziecka, tylko sytuacji jaka zaistniała. A fakt jest taki, że od roku nie widuje córki, nie ma ŻADNEGO kontaktu.....Płaci na kogoś, kto de facto w jego życiu nie istnieje... Wczoraj powiedział mi, że bardzo chciałby aby sąd zniósł również obowiązek alimentacyjny, bo finansowo wesprzeć może ją zawsze ale wtedy ona, kiedy dorośnie, przynajmniej miałaby świadomość, że dawał coś bo chciał, a nie bo był zmuszony. Na chwilę obecną mama wmawia jej, że tata jej nie chce, że bił mamę i mama musiała uciekać na policję co jest absolutną bzdurą. Opowiada historie rodem z horroru, aby tylko zrazić małą. Kiedyś mała powiedziała, że mama Cię tato nie lubi i cieszy się jak ja nie chcę z Tobą czegoś robić.... O czym tu mówić....Nie wybielam męża ale wiem, że zabiegał o małą długi czas. Nie wypiął się po rozwodzie. To była żona w odwecie za to, że ją zostawił kara go w ten sposób. A skoro uważa, że mąż do małej nie ma praw i nie jest potrzebny, to może niech też weźmie na siebie utrzymanie? Co do tego jednego nie jest taka chętna. Co rusz upomina się o dodatkowe pieniądze. Więc uważam, że albo w tę albo we wtę....Albo jest ojcem albo nie. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć jedno, to co zaobserwowałam. On już nie jest jej ojcem. Bo nie ma uczuć takich jak być powinny. Powiem szczerze, że jakiś czas temu obawiałam się, że to się tak może skończyć i się nie pomyliłam....Do budowania więzi z takim dzieckiem potrzebna jest bliskość...Bliskość, której tu nie ma.
Luc - skoro piszę przysposobienie pełne, to pełne. Nie całkowite.
Wszystkim bardzo dziękuję za każde mądre słowo.
Słodko-kwaśny - a jak już ochłoniesz to moglibyśmy porozmawiać? Większość przyszła tu pouczać a ja poszukuję rozeznania w sprawie, którą nie ja spieprzyłam. Czytam tu, że ta adopcja była błędem.... Cóż za odkrycie. O tym to ja wiem od dawna. Mam na temat tej adopcji własne zdanie i mąż niejednokrotnie usłyszał ode mnie co o tym myślę. Kiedy wali się małżeństwo ludzie nie powinni decydować się na dziecko nawet własne a co dopiero obce. Nie chodzi tu ani o moją opinię, bo nie ja adoptowałam to dziecko, ani o opinię kogokolwiek innego. Chodzi o to, że sytuacja zawędrowała do takiego a nie innego momentu i jakoś trudno mi o tym nie myśleć. Nie twierdzę ani że mąż idzie w dobrym kierunku ani że w złym. Nie oceniam. Zresztą sama to póki co przerabiam w sobie. Ale znam sytuację, bo żyję z mężem od kilku lat. Widziałam jego walkę, szarpaninę, a teraz rezygnację. Nie wiem, czy na jego miejscu też nie miałabym dość. Nie wiem... Dość nie dziecka, tylko sytuacji jaka zaistniała. A fakt jest taki, że od roku nie widuje córki, nie ma ŻADNEGO kontaktu.....Płaci na kogoś, kto de facto w jego życiu nie istnieje... Wczoraj powiedział mi, że bardzo chciałby aby sąd zniósł również obowiązek alimentacyjny, bo finansowo wesprzeć może ją zawsze ale wtedy ona, kiedy dorośnie, przynajmniej miałaby świadomość, że dawał coś bo chciał, a nie bo był zmuszony. Na chwilę obecną mama wmawia jej, że tata jej nie chce, że bił mamę i mama musiała uciekać na policję co jest absolutną bzdurą. Opowiada historie rodem z horroru, aby tylko zrazić małą. Kiedyś mała powiedziała, że mama Cię tato nie lubi i cieszy się jak ja nie chcę z Tobą czegoś robić.... O czym tu mówić....Nie wybielam męża ale wiem, że zabiegał o małą długi czas. Nie wypiął się po rozwodzie. To była żona w odwecie za to, że ją zostawił kara go w ten sposób. A skoro uważa, że mąż do małej nie ma praw i nie jest potrzebny, to może niech też weźmie na siebie utrzymanie? Co do tego jednego nie jest taka chętna. Co rusz upomina się o dodatkowe pieniądze. Więc uważam, że albo w tę albo we wtę....Albo jest ojcem albo nie. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć jedno, to co zaobserwowałam. On już nie jest jej ojcem. Bo nie ma uczuć takich jak być powinny. Powiem szczerze, że jakiś czas temu obawiałam się, że to się tak może skończyć i się nie pomyliłam....Do budowania więzi z takim dzieckiem potrzebna jest bliskość...Bliskość, której tu nie ma.
Kobieto ty mylisz pojecia. Twoj obecny maz podpisal adopcje, czyli podpisal to ,ze chce byc ojcem tego dziecka i wszystkim obowiazkami wynikajacymi z posiadania dziecka , tez z utrzymaniem. Trudno miec pretensje do 9 letniego DZIECKA. Ja widze TU rozgrywke z matka dziecka , ktora ty usilnie popierasz. Dla mnie to jest N I E M O R A L N E. Osobiscie nie chcialabym miec takiego partnera. Obrzydliwosc i tyle w temacie.
A nie lepiej byłoby dogadać się z matką sądownie? Jeśli mu zależy na córce, to powinien próbować aż do skutku.
Ja tu nie widzę niechęci do ojca ''bo tak'', tylko przez matkę, która dzieckiem manipuluje.
To MOŻNA naprawić, nie trzeba od razu rozwiązywać adopcji!
Twojemu mężowi nie zależy, bo gdyby mu zależało, szukałby innego rozwiązania, a nie szedłby na łatwiznę, jak teraz.
Jedynie widmo rozprawy o rozwiązanie adopcji może coś zmienić w zachowaniu matki.
Gdy będzie musiała odpowiadać na niewygodne dla niej pytania o kontakty ojca z dzieckiem a właściwie o ich brak i powody braku.
Sąd może nie całkowicie znieść obowiązek alimentacyjny ale może zmniejszyć kwotę alimentów od ojca jeśli on przedstawi dokumenty, że założył nową rodzinę, ma kolejne dziecko wspólne i dziecko nowej partnerki.
Matka także jest zobowiązana do łożenia na dziecko. Dziecko jest na tyle duże, że ona może pracować.
Częste są sytuacje gdzie matka mimo, że dziecko jest w wieku pozwalającym jej na pracę to pracy nie podejmuje i utrzymuje się z alimentów na dziecko i jeszcze korzysta z tych alimentów jej niepracujący nowy partner. Bo im tak wygodnie.
Cyniczna
ale jak ojciec może to naprawić jeśli wszystko zawiodło i matka nie dopuszcza go do dziecka?
Podaj przykłady co on może jeszcze zrobić.
Dla ścisłości : adopcja całkowita, to też pełna, tylko nierozwiązywalna, zwana też blankietową. W opisanym przypadku pewnie mowa o adopcji pełnej, rozwiązywalnej.
Procedury rozwiązania stosunku przysposobienia są skomplikowane, długotrwałe.Trwają mniej więcej od 6 miesięcy do nawet 4 lat, przy udziale kuratora, prokuratury. Najczęściej powołuje się tzw. biegłych ( którzy de facto biegłymi nie są ) z RODK.
Rozwiązanie stosunku przysposobienia nie jest dopuszczalne, jeśli wskutek niego miałoby ucierpieć dobro małoletniego. Kluczową sprawą będzie zbadanie, czy zachodzą ważne powody do rozwiązania adopcji np. : trwały i pełny rozkład więzi emocjonalnej, wrogość między powodem a pozwanym ( w tym przypadku małoletnim dzieckiem ). Żądający rozwiązania przysposobienia powinien przed sądem wykazać, że podjęte zostały starania do przezwyciężenia trudności, które powodują starania o rozwiązanie adopcji.
Fakt, że przysposabiający poczuł się źle w roli ojca, czy fakt, że małoletnie dziecko nie spełniło jego oczekiwań, czy że przysposobiony nie spełnił, czy też nie mógł spełnić złożonych oczekiwań układnego i bezkonfliktowego dziecka - nie są to ważne powody dające podstawy do rozwiązania stosunku przysposobienia ( wyrok SN z 08.01.1981 574/80 ).
Jednym słowem - niełatwa sprawa. W ciągu roku rozpatruje się kilkadziesiąt pozwów. O rozwiązaniu orzeka się kilkanaście procent.
O alimentach już wcześniej pisano. Rozwiązanie adopcji nie jest równoznaczne ze zniesieniem obowiązku alimentacyjnego. Sąd może. Jeśli zechce.Nie musi. Co innego inne prawa i obowiązku np. dziedziczenia itp., ale to osobna sprawa.
36 2015-05-14 10:40:11 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-05-14 10:42:18)
Jedynie widmo rozprawy o rozwiązanie adopcji może coś zmienić w zachowaniu matki.
Skąd wiesz?
Pamiętaj, że znamy sytuację z punktu widzenia tylko jednej ze stron.
Kleomo, masz dzieci?
Jak wiele byś dla nich zrobiła?
Ja bym spała pod drzwiami dziecka, gdybym musiała.
Przychodziłabym codziennie, gdyby dalej matka nie zgadzała się na widzenie z dzieckiem, dzwoniłabym na policję i tak aż do skutku!
Rozmawiałabym z dzieckiem, przychodziłabym pod szkołę.
Dziecko musi widzieć, że rodzicowi zależy, wtedy nie przekonałyby go manipulacje drugiego rodzica.
Poszłabym znowu do sądu.
Ludzie, no WALCZYŁABYM O MOJE DZIECKO! A nie rezygnowałabym z rodzicielstwa!! Kochający rodzic walczy o dziecko do samego końca.
I niech nikt nie waży się napisać (tak, do Ciebie to kieruję, Autorko wątku), że nie wiem, o czym piszę! Bo wiem doskonale, byłam małą dziewczynką, gdy rodzice się rozwiedli, było dużo awantur, ograniczenie praw, oj działo się, działo. Dlatego dziś wiem, że o dziecko się walczy, dziecko na to czeka. O mojego syna, gdybym musiała, walczyłabym z całych sił. Dobro dziecka jest najważniejsze. Dziecko potrzebuje rodziców. I tyle. Nikt mi nie wmówi, że rozwiązanie adopcji jest dobrym rozwiązaniem.
Sorry, piszę z emocjami, ale jako kiedyś opuszczone dziecko, nie potrafię zrozumieć, jak kochający (podobno) rodzic może rozważać w ogóle coś takiego i jeszcze śmie twierdzić, że to dla dobra dziecka!
Dlaczego traktujecie dziecko jak zabawkę?! "Plaster" na sklejenie małżeństwa? Przecież to dziecko cierpi przez Waszą głupotę i niedojrzałe zachowanie! A dzieci mają brac z dorosłych przykład.... bez komentarza.
Dlaczego traktujecie dziecko jak zabawkę?! "Plaster" na sklejenie małżeństwa? Przecież to dziecko cierpi przez Waszą głupotę i niedojrzałe zachowanie! A dzieci mają brac z dorosłych przykład.... bez komentarza.
Teraz to już nie ma nic do rzeczy, zaadoptowali dziecko, nie wyszło im, mleko się rozlało.
Rozwiedli się, każde z nich ma nowe życie.
Ale kurczę, trzeba walczyć o przyszłość tego dziecka, przecież może mieć oboje rodziców...
No cóż, kiepsko jest jak ludzie wydają daleko idące wnioski i osądy, nie bardzo będąc osadzonymi w realiach. Łatwo jest generalizować, łatwo dzielić świat na biały i czarny pomijając całą gamę szarych subtelności.
Mariola38 zadała pytanie : jak rozwiązać adopcję. W zamian , w większości otrzymała osądy samych sprawiedliwych.
Jeśli macie doświadczenia w sprawach adopcyjnych - doradzajcie, jeśli nie - to lepiej nie mącić.
Na tym polega właśnie dyskusja na forum. Ludzie wyrażają swoje opinie.
Forum ma pomagać.
Jeśli zależy im na dziecku tak, jak napisała - powinni wziąć pod uwagę inne rozwiązanie.
Mam prawo o tym napisać, nawet, jeśli to nie do końca taka odpowiedź, na jaką liczyła Autorka.
Dziecko miało być plasterkiem na rozpadające się małżeństwo...
Ja mam tylko jedno pytanie - kto pozwala takim ludziom adoptować dzieci?Niby rodzice adopcyjni przechodzą taka ścisłą weryfikację, spotkania z psychologiem (!?)itd,a potem wychodzą tego rodzaju kwiatki.
Dziecko miało być plasterkiem na rozpadające się małżeństwo...
Ja mam tylko jedno pytanie - kto pozwala takim ludziom adoptować dzieci?Niby rodzice adopcyjni przechodzą taka ścisłą weryfikację, spotkania z psychologiem (!?)itd,a potem wychodzą tego rodzaju kwiatki.
Nikt nie przewidzial, ze malzenstwo sie rozpadnie. Tylko wraz z rozwodem, nie przestaje sie byc matka lub ojcem. Wiele osob tego nie rozumie i poprostu nie ma poczucia odpowiedzialnosci za swoje czyny.
43 2015-05-14 14:19:33 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2015-05-14 14:26:37)
Ja zakładam, że to co pisze autorka jest prawdą.
Jeśli matka się uprze to on nic nie jest w stanie zrobić aby mieć ciągły kontakt z dzieckiem.
Nie pomoże policja, zresztą nie uważam tego za słuszne aby dziecko brać przy asyście policji. Nie pomoże sąd bo już przecież sprawa o utrudnianie kontaktów była i nic to nie dało. Matka jak zechce to powód znajdzie aby do spotkań nie doszło.
Nastawia też przecież dziecko przeciwko ojcu, oczernia go i niechęć dziecka do ojca zaczyna się pojawiać.
Jeśli on nie wystąpi o rozwiązanie to nadal będzie ojcem tylko na papierze i dojną krową i wkrótce nie pozna własnej córki bo dziecko wyrasta, zmienia się fizycznie.
Dziecko jest w takim wieku, że jest w stanie bez kontroli matki nawiązać z ojcem kontakt, choćby telefoniczny. Ojciec taki kontakt inicjował.
Jest też sprawa nowego partnera matki. Być może dziecko już się do niego bardzo przywiązało, są w dobrych relacjach i dziecko nie chce mieć dwóch tatusiów bo jest lojalne wobec tamtego. Może też nowy partner oczekuje od matki i dziecka, że zaprzestaną wszelkich kontaktów z mężem autorki.
I to się wszystko może wyjaśnić na tej sprawie, może się różnie ułożyć dalej ta sytuacja.
Doba ma tylko 24 godziny.
Ojciec pracuje, musi mieć czas na dojazd do pracy, na sen, na posiłek, na kontakty z nową rodziną, nowym dzieckiem, nową partnerką, na obowiązki domowe.
Nie da się fizycznie nie zaniedbywać tego co musi zrobić i walczyć o tamto dziecko, warować pod szkołą, pod dziecka
domem. Sąd ustalił częstotliwość i godziny widzeń. Jeśli matka tego nie respektuje, utrudnia to nie ma innego wyjścia jak decyzja o rozwiązaniu adopcji. Może nowy tata chce zaadoptować.
44 2015-05-14 14:22:53 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-05-14 14:24:01)
Jeśli matka się uprze to on nic nie jest w stanie zrobić aby mieć ciągły kontakt z dzieckiem.
Nie zgadzam się z tym. To nie jest prawda. Wystarczy odrobina dobrej woli, cierpliwość i konsekwencja.
9-latka może nawiązać kontakt z ojcem poza kontrolą matki? Wątpię. 9-letnia dziewczynka to jeszcze dzieciak.
Kleoma napisał/a:Jeśli matka się uprze to on nic nie jest w stanie zrobić aby mieć ciągły kontakt z dzieckiem.
Nie zgadzam się z tym. To nie jest prawda. Wystarczy odrobina dobrej woli, cierpliwość i konsekwencja.
9-latka może nawiązać kontakt z ojcem poza kontrolą matki? Wątpię. 9-letnia dziewczynka to jeszcze dzieciak.
No to sama sobie przeczysz. Jeśliby przyszedł pod szkolę na przerwie to co wtedy? Wtedy dziecko nie jest pod kontrolą matki. Telefonicznie też dziecko 9 letnie chyba potrafi się komunikować, skasować smsa czy fakt rozmowy.
Edytowałam poprzedni post, dopisałam trochę.
Cynicznahipo napisał/a:Kleoma napisał/a:Jeśli matka się uprze to on nic nie jest w stanie zrobić aby mieć ciągły kontakt z dzieckiem.
Nie zgadzam się z tym. To nie jest prawda. Wystarczy odrobina dobrej woli, cierpliwość i konsekwencja.
9-latka może nawiązać kontakt z ojcem poza kontrolą matki? Wątpię. 9-letnia dziewczynka to jeszcze dzieciak.
No to sama sobie przeczysz. Jeśliby przyszedł pod szkolę na przerwie to co wtedy? Wtedy dziecko nie jest pod kontrolą matki. Telefonicznie też dziecko 9 letnie chyba potrafi się komunikować, skasować smsa czy fakt rozmowy.
Edytowałam poprzedni post, dopisałam trochę.
Dziecko jest zmanipulowane przez matkę. Dlatego nie ma możliwości/nie potrafi nawiązać kontaktu z ojcem.
Moim zdaniem.
ja w ogóle nie rozumiem jak można traktować dziecko z adopcji gorzej a ciekawe jakby to było rodzone to też by się zrzekł praw? Żenujące to jest.
A może ustalenie kontaktów przez Sąd? Jak matka nie będzie dawał dziecka to można ją ukarać grzywną za każdy niezrealizowany kontakt. Trochę to wszystko trwa, ale lepiej walczyć o dziecko.
Czytam to wszystko i włos się jeży. Sprawiedliwe wśród narodów świata
. Cyniczna dzwoniłaby po policję do skutku, wystawała pod szkołą etc. etc........ Mam pytanie: a kto Ci powiedział, że mój mąż tego nie robił??? Że nie robił wielu innych rzeczy?? Kto Ci powiedział? Bo co? Bo nie opisałam całej historii życia??? I nie zamierzam opisywać. Skro napisałam, że zrobił wiele, to wiem co mówię. I tyle w temacie. Współczuję Ci złamanego dzieciństwa ale bez względu na wszystko czas już dorosnąć, przestać obwiniać cały świat.
Rita39 - nic dodać nic ująć do tego co napisałaś. Dziękuję.
Kleomo Kochana - jest dokładnie tak jak piszesz. Takie mamy chore prawo, że wyegzekwowanie go niestety często graniczy z cudem. Owszem, można jeszcze kilka razy wezwać policję. Czemu nie. Efekt? Mąż z policją pod drzwiami, była w drzwiach, słowne przepychanki a pośrodku płaczące w głos, przerażone dziecko. Mąż zrezygnował widząc jej rozpacz i przerażenie. Nie chciał jej fundować takiego stresu. Zresztą córka po takich akcjach była jeszcze bardziej zniechęcona. Podobno też miała nigdy nie wrócić do domu, bo skoro tata przyszedł z policją to ją zabierze i wywiezie daleko. Tak opowiadała jej mama i ona bardzo się tego bała.....Ech, szkoda słów. Ale uzmysłowiłaś mi jedną rzecz, że jeśli faktycznie miałby przez resztę lat być jak to pięknie nazwałaś tylko dojna krową to....... chyba niech rozwiąże tą adopcję
(( Sama już nie wiem co lepsze. Zmuszanie córki do kontaktu jest też bez sensu.... skoro nie chce. Bo gdyby chciała ma możliwość. Jak chciała tableta to umiała dzwonić po kilka razy dziennie w tajemnicy przed mamą...... hmmmmm. Nie chce mi się tego wszystkiego opisywać. Jest jak jest.
Czytam to wszystko i włos się jeży. Sprawiedliwe wśród narodów świata
. Cyniczna dzwoniłaby po policję do skutku, wystawała pod szkołą etc. etc........ Mam pytanie: a kto Ci powiedział, że mój mąż tego nie robił??? Że nie robił wielu innych rzeczy?? Kto Ci powiedział? Bo co? Bo nie opisałam całej historii życia??? I nie zamierzam opisywać. Skro napisałam, że zrobił wiele, to wiem co mówię. I tyle w temacie. Współczuję Ci złamanego dzieciństwa ale bez względu na wszystko czas już dorosnąć, przestać obwiniać cały świat.
Rita39 - nic dodać nic ująć do tego co napisałaś. Dziękuję.
Kleomo Kochana - jest dokładnie tak jak piszesz. Takie mamy chore prawo, że wyegzekwowanie go niestety często graniczy z cudem. Owszem, można jeszcze kilka razy wezwać policję. Czemu nie. Efekt? Mąż z policją pod drzwiami, była w drzwiach, słowne przepychanki a pośrodku płaczące w głos, przerażone dziecko. Mąż zrezygnował widząc jej rozpacz i przerażenie. Nie chciał jej fundować takiego stresu. Zresztą córka po takich akcjach była jeszcze bardziej zniechęcona. Podobno też miała nigdy nie wrócić do domu, bo skoro tata przyszedł z policją to ją zabierze i wywiezie daleko. Tak opowiadała jej mama i ona bardzo się tego bała.....Ech, szkoda słów. Ale uzmysłowiłaś mi jedną rzecz, że jeśli faktycznie miałby przez resztę lat być jak to pięknie nazwałaś tylko dojna krową to....... chyba niech rozwiąże tą adopcję(( Sama już nie wiem co lepsze. Zmuszanie córki do kontaktu jest też bez sensu.... skoro nie chce. Bo gdyby chciała ma możliwość. Jak chciała tableta to umiała dzwonić po kilka razy dziennie w tajemnicy przed mamą...... hmmmmm. Nie chce mi się tego wszystkiego opisywać. Jest jak jest.
A ja widze, ze najbardziej was bola te pieniadze(alimenty). Najpierw corka byla plastrem, a teraz bedzie pucharem przechodnim, bo matka ma partners (on adopcji nie podpisywal). Moze zaproponujcie mu sprzedanie adopcji to jeszcze na tym zarobicie.
51 2015-05-14 19:24:39 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-05-14 19:25:28)
Współczuję Ci złamanego dzieciństwa ale bez względu na wszystko czas już dorosnąć, przestać obwiniać cały świat.
Jesteś bezczelna. Tyle Ci tylko napiszę.
Moje dzieciństwo nie ma nic wspólnego z Waszym brakiem empatii i odpowiedzialności.
52 2015-05-14 19:35:06 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2015-05-14 19:38:15)
Elfina
Przesadzasz.
Każde rozwiązanie czy to pozostawienie sprawy tak jak do tej pory jest czy rezygnacja z adopcji niczego za bardzo nie zmieni w życiu dziecka.
Kontaktów nie ma i tak i nie zapowiada się aby były, alimenty jeżeli sąd uzna to być może nadal ojciec będzie płacił.
Weźcie pod uwagę, że ten człowiek też ma jakieś uczucia i świadomość niesprawiedliwości powoli doszła do granic jego wytrzymałości.
Która z was by tak chciała aby traktowano ją tak jak jego? Ma płacić i cicho siedzieć, nie wolno mu przebywać z dzieckiem, nie wolno uczestniczyć w jej życiu, nie wolno patrzeć jak rośnie ...
Ma tylko obowiązek a nie ma prawa do przyjemności obcowania z dzieckiem.
I nie ma w tym jego winy, nie zrobił nic złego aby kontaktu z dzieckiem go pozbawiać. Tylko taka jest wola matki i jej dręczenie go sprawia przyjemność, odgrywa się na nim.
Ludzie się rozstają nie pierwszy i nie ostatni raz, jedno z biologicznych rodziców opuszcza dom. Jedne rodziny jakoś sie dogadują, mądrze to rozgrywają, inne nie- i używają dzieci do rozgrywek, zemsty.
Tu jest rodzina adopcyjna ale powinno być tak samo.
Nie wiadomo czy tak samo zachowywałaby się ta matka gdyby to było jej biologiczne dziecko. Czy też utrudniałaby kontakty.
Dlatego, nie oceniajcie.
53 2015-05-14 19:59:21 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-05-14 20:22:06)
Tyś kobieta wątpię jesteś facetem, żadna kobieta nie zachowała by się tak beznadziejnie i ohydnie. Kobieta ma instynkt macierzyński.
Tyś kobieta wątpię jesteś facetem, żadna kobieta nie zachowała by się tak beznadziejnie i ohydnie. Kobieta ma instynkt macierzyński.
Z tym instynktem to różnie bywa.
Ma tylko obowiązek a nie ma prawa do przyjemności obcowania z dzieckiem.
Tego obowiązku podjął się sam. Z własnej, nieprzymuszonej woli. To - według mnie - tak samo jakby to dziecko osobiście spłodził.
Cynicznahipo nie przejmuj się masz rację w 100%
Witam.
Bardzo proszę o pomoc. Mój mąż ma z poprzedniego małżeństwa adoptowaną 9 letnią córkę. Jest to przysposobienie pełne. Nastąpiło gdy mała miała 2,5 roku. Niestety adopcja ta miała być "plastrem" na nieudane, walące się małżeństwo. Zadziałała jak przysłowiowy gwóźdź do trumny. Po niespełna dwóch latach od adopcji ich małżeństwo rozpadło się. On wniósł o rozwód. Mała została oczywiście przy mamie. Mąż zdążył się związać z córką dlatego walczył o to, by uczestniczyć w jej wychowaniu. Niestety mama traktowała małą jak kartę przetargową a kiedy już nie mogła nic ugrać utrudniała ich spotkania. Szarpali się o każde widzenie. Mąż walczył....do czasu. Po jakimś czasie tej ciągłej szarpaniny zauważyłam, że coraz częściej rezygnuje, że ma dość. Zwłaszcza, że córka nie wykazuje żadnego zainteresowania spotkaniami, chyba, że jej się to opłaca bo tata coś kupi. Wiemy, że matka zrobiła w jej głowie ogromne spustoszenie opowiadając jej niestworzone historie. Nie mniej jednak mąż spostrzegł, że to on walczy o spotkania a córce jest to jakby obojętne. Nawet nie zadzwoni do ojca choć ma swój tel. Od prawie roku nie mają kontaktu. poza jednym spotkaniem, które wręcz wymusiłam na mężu, prosząc aby jeszcze raz spróbował z nia porozmawiać. Porozmawiał. Poprosił aby się odzywała. Ja również zapewniłam, że zawsze na nią czekamy. Przytaknęła. I nic... cisza. Zero kontaktu. Widzę, że uczucie które było w moim mężu dawno umarło śmiercia naturalną. Został sprowadzony przez byłą do bycia bankomatem od alimentów. Nic więcej. tylko pieniądze..... Dziecka nie ma. Widzę, że w mężu umarło przywiązanie jakim obdarzył przybraną córkę a narodziła się wręcz niechęć do niej. Wczoraj dowiedziałam się, że chce sądownie rozwiązać adopcję. zrobił naprawdę wiele, aby być jej tatą wierzcie mi. Ale doszedł do momentu z którego nie ma odwrotu, bo nie ma uczuć do tego dziecka. jest niechęć... Powiedział, że ma dość bycia frajerem od płacenia kasy. Że skoro nawet nie ma z nią kontaktu, to nie chce już z nią być w jakikolwiek sposób związany. nie chce dłużej płacić i nie chce by w jakikolwiek sposób obciążała naszą rodzinę. szczerze mówiąc rozumiem go. Naprawde dużo poświęcił a nie dostał nic. Proszę o radę, Jaka jest szansa na rozwiązanie tej adopcji która stała się dla niego jedynie obciążeniem finansowym. Mąż nie chce dłużej figurować jako jej ojciec. Rozwiązanie adopcji i tak w jej życiu niczego nie zmieni. I tak nie maja kontaktu.Jej mama związała się z innym mężczyzną i wioda wspólne życie.
Rozumiem autorkę. Swoje biologiczne dziecko to jednak całkiem co innego. Ta dziewczynka pewnie od dawna nie traktuje tego mężczyzny jak ojca. Więc taka sytuacja tylko sprawia ból i niezręczne sytuacje dla obydwu stron.
To jest A D O P C J A a nie zwrot towaru. Mam nadzieje, ze sad wyda madry wyrok.
Adopcja to nie to samo co biologiczne dziecko...... To nie jest i nigdy tym samym nie będzie. Nawet nie ma o czym mówić. I nie ma tu zadnego porównania. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym jakiekolwiek dziecko pokochać tak jak kocham własne.
I decydując się na adopcję tę ogromną różnicę należy sobie uświadomić, zdać sobie sprawę z tej różnicy. Niestety wielu osobom się wydaje, że takie dziecko wypełni jakąś lukę, że nie będzie różnicy... I dlatego potem słyszy się o tzw. nieudanych adopcjach. Bo różnica jest przeogromna. I myślę, że trzeba dwojga cholernie kochających się ludzi aby takie przedsięwzięcie powiodło się. W przypadku mojego męża i jego byłej żony sam pomysł adopcji był jak dla mnie karygodny. Tylko czemu dziś mam wrażenie, że mnie ta sytuacja gryzie bardziej niż ich......I jeszcze mi się obrywa chociażby tutaj... A to nie ja wzięłam na siebie obce dziecko. Mam pytanie do wszystkich tak chętnie oceniających: kto z Was ma adoptowane dziecko??? jestem pewna, że pojęcia nie macie co to znaczy obce dziecko w domu. Dziecko z takim bagażem. Dziecko trudne. Niejednokrotnie zachowujące się wręcz nienormalnie. Bo i gdzie miało się tej normalności nauczyć??? Od kogo???? Ja mam przykład w swoim życiu jak trudne są te relacje. Dlatego daleka jestem od oceniania życia innych. Kiedy słyszę, że gdzieś ktoś adoptował dziecko a potem oddał..... współczuję tym ludziom i temu dziecku. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak trudna to musiała być decyzja i jaka droga do niej wiodła. Najlepiej oceniać, nie wiedząc nawet co to znaczy....Ja wiem jedno. Adopcja to jedna z najtrudniejszych rzeczy jakich można się podjąć. Ja bałabym się. bałabym się że zawiodę. Niestety. Dlatego lepiej nie brać dziecka jeśli myślimy przez pryzmat tego, co ono nam da. Bo to bardzo błędne myślenie. To nie ono ma dać tylko MY!!! Ono może nigdy nie dać nic, albo dać popalić a my musimy być na to gotowi, i odporni. Kto potrafi, jak najbardziej niech adoptuje. Kto oczekuje aniołka niech da sobie spokój. Ja dziś mam w domu cudownego męża, kochającego ojca....i jego przeszłość w postaci tej dziewczynki. Czy raczej w postaci świadomości jej istnienia. Zadałam dziś mężowi pytanie, czy zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo ją oboje skrzywdzili? Tak. Ma tego świadomość. Tylko co to zmienia w jej życiu?? Od kilku dni patrzę na to, rozmyślam o tym i dochodzę do wniosku, że nie wiem jaki to wszystko ma sens....może on ma rację z tym rozwiązaniem adopcji...bo w obecnej chwili, po tym wszystkim co zaistniało mogę naciskać na niego aby nadal szarpał się i widywał choć czasem.... Tylko co pozytywnego takie wymuszone spotkanie wnosi do ich życia? Nawalili dorośli, płaci dziecko. A sytuacja jest w takim miejscu, że jak nie stanąć d..a z tyłu....
mariola38, widzisz, doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że Twój mąż i jego żona skrzywdzili tę dziewczynkę. Więc chociaż Twój mąż poprzez te alimenty wesprze ją finansowo. Wiadomo, że pieniądze są potrzebne przy wychowaniu dziecka. Nie zastąpią rodzica, ale dadzą jaki taki komfort życia. A może to kiedyś zaprocentuje... to, że córka kiedy już w miarę dorośnie może pomyśli, że jednak ma ojca który się na nią jednak nie wypiął... I dla samego męża, że jednak będzie mógł spokojnie patrzeć w lustro przy goleniu...
Mariola, mam adoptowana siostre wujeczna. Dzisiaj to juz dorosla kobieta posiadajaca wlasnie dzieci. Poniewaz jestem öd niej duzo starsza widzialam ile milosci i poswiecenia dalo mojej siostrze, wujostwo. Pamietam jak wujek spal przy jej lozeczku, aby byc pod reka gdy tylko zaplacze. Tej dziewczynce nie brakowalo niczego. Wychowali ja i kochali jak swoje wlasnie, ale to byli porzadni i odpowiedzialni ludzie. Dziewczynka pochodzila z rodziny alkoholikow, ale dzieki poswieceniu i tej milosci bardzo szybko wyrownala braki. Trzeba tylko chciec. Twoje usprawiedliwianie nieodpowiedzialnego malzonka, kiedys "wyjdzie CI bokiem".
Adopcja to nie to samo co biologiczne dziecko...... To nie jest i nigdy tym samym nie będzie. Nawet nie ma o czym mówić. I nie ma tu zadnego porównania. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym jakiekolwiek dziecko pokochać tak jak kocham własne.
I decydując się na adopcję tę ogromną różnicę należy sobie uświadomić, zdać sobie sprawę z tej różnicy. Niestety wielu osobom się wydaje, że takie dziecko wypełni jakąś lukę, że nie będzie różnicy... I dlatego potem słyszy się o tzw. nieudanych adopcjach. Bo różnica jest przeogromna. I myślę, że trzeba dwojga cholernie kochających się ludzi aby takie przedsięwzięcie powiodło się. W przypadku mojego męża i jego byłej żony sam pomysł adopcji był jak dla mnie karygodny. Tylko czemu dziś mam wrażenie, że mnie ta sytuacja gryzie bardziej niż ich......I jeszcze mi się obrywa chociażby tutaj... A to nie ja wzięłam na siebie obce dziecko. Mam pytanie do wszystkich tak chętnie oceniających: kto z Was ma adoptowane dziecko??? jestem pewna, że pojęcia nie macie co to znaczy obce dziecko w domu. Dziecko z takim bagażem. Dziecko trudne. Niejednokrotnie zachowujące się wręcz nienormalnie. Bo i gdzie miało się tej normalności nauczyć??? Od kogo???? Ja mam przykład w swoim życiu jak trudne są te relacje. Dlatego daleka jestem od oceniania życia innych. Kiedy słyszę, że gdzieś ktoś adoptował dziecko a potem oddał..... współczuję tym ludziom i temu dziecku. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak trudna to musiała być decyzja i jaka droga do niej wiodła. Najlepiej oceniać, nie wiedząc nawet co to znaczy....Ja wiem jedno. Adopcja to jedna z najtrudniejszych rzeczy jakich można się podjąć. Ja bałabym się. bałabym się że zawiodę. Niestety. Dlatego lepiej nie brać dziecka jeśli myślimy przez pryzmat tego, co ono nam da. Bo to bardzo błędne myślenie. To nie ono ma dać tylko MY!!! Ono może nigdy nie dać nic, albo dać popalić a my musimy być na to gotowi, i odporni. Kto potrafi, jak najbardziej niech adoptuje. Kto oczekuje aniołka niech da sobie spokój. Ja dziś mam w domu cudownego męża, kochającego ojca....i jego przeszłość w postaci tej dziewczynki. Czy raczej w postaci świadomości jej istnienia. Zadałam dziś mężowi pytanie, czy zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo ją oboje skrzywdzili? Tak. Ma tego świadomość. Tylko co to zmienia w jej życiu?? Od kilku dni patrzę na to, rozmyślam o tym i dochodzę do wniosku, że nie wiem jaki to wszystko ma sens....może on ma rację z tym rozwiązaniem adopcji...bo w obecnej chwili, po tym wszystkim co zaistniało mogę naciskać na niego aby nadal szarpał się i widywał choć czasem.... Tylko co pozytywnego takie wymuszone spotkanie wnosi do ich życia? Nawalili dorośli, płaci dziecko. A sytuacja jest w takim miejscu, że jak nie stanąć d..a z tyłu....
POMOGĘ CI DAJ MI CHWILE.
Opinia innych jakoś mnie nie interesuje ten wątek jest po to aby pomóc nawet w sprawach trudnych.Daj mi po prostu chwilę aby się zebrać do kupy.Jestem według lekarza alkoholikiem im dłużej nie piję tym bardziej cierpię i źle się czuję.Daj mi moment i musisz mi po prostu zaufać.
Elfina- nie oceniaj proszę mojego męża, bo nic o nim nie wiesz. Zanim znalazł się w takim miejscu w jakim jest pokonał trudną drogę. Dlaczego jest nieodpowiedzialny? Bo starał się ze wszystkich sił o to dziecko a sprowadzony został do jak to słusznie nazwała Kleoma dojnej krowy? Bo ma dość walki z wiatrakami? To on się starał o to dziecko a matka, o ile można ją nazwać matką, zrobiła wszystko by go odseparować i spieprzyć ich relacje... i dziś, nawet jeśli jego psychika zawiodła, to on jest nieodpowiedzialny? A nie ta pseudo mamusia czasami? Bo mnie się wydaje, że jednak ona. Nie wiem jaka będzie ostatecznie decyzja męża, ale jeśli postanowi rozwiązać adopcję, chcę wiedzieć wszystko, co mogę wiedzieć na temat takiej sprawy. I tyle
Słodko-kwaśny, czekam cierpliwie....i pozdrawiam ciepło.
SA zawsze dwie strony medalu. Tak jak poprzednio napisalam, niech sad rozstrzyga, a moja opinia dalej pozostanie taka sama i mam do niej prawo.
Mariola, mam adoptowana siostre wujeczna. Dzisiaj to juz dorosla kobieta posiadajaca wlasnie dzieci. Poniewaz jestem öd niej duzo starsza widzialam ile milosci i poswiecenia dalo mojej siostrze, wujostwo. Pamietam jak wujek spal przy jej lozeczku, aby byc pod reka gdy tylko zaplacze. Tej dziewczynce nie brakowalo niczego. Wychowali ja i kochali jak swoje wlasnie, ale to byli porzadni i odpowiedzialni ludzie. Dziewczynka pochodzila z rodziny alkoholikow, ale dzieki poswieceniu i tej milosci bardzo szybko wyrownala braki. Trzeba tylko chciec. Twoje usprawiedliwianie nieodpowiedzialnego malzonka, kiedys "wyjdzie CI bokiem".
Jakżebym chciała, aby to było takie proste: poświęcenie, miłość. " Trzeba tylko chcieć ". Niestety, to nie wystarcza. Wielokrotnie, jednak mam nadzieję, że nie w większości przysposobień. Ale łatwo nie jest i w pełni, do życia z dzieckiem przysposobionym nie można się przygotować. To codzienne życie pisze niecodzienne scenariusze. A osądzanie od czci i wiary ludzi, którzy z podobnym problemem sobie nie radzą, jest ogromnie krzywdzące.