Witam
Jest to moj pierwszy post na tym forum i w zasadzie zarejestrowałem sie tylko dla tego posta, mam nadzieje ze mi pomożecie. Mam na imię Krzysiek i mam 22 lata, ze swoją dziewczyna jestem od Ok 1,5 roku. Ona jest rok młodsza. Poznaliśmy sie w internecie na Facebooku, przez wspólnych znajomych. Od pierwszego spotkania widziałem ze to jest ta dziewczyna, oboje byliśmy z reszta w podobnej sytuacji. Po 2 latach nasze stare związki rozsypały sie w podobnym czasie i wlasnie wtedy sie poznaliśmy. Wiem ze w tym czasie spotykała sie z innymi, ja z reszta tez, ale dla niej spaliłem wszystkie mosty, ona rownież. Przez pierwszy okres naszego związku traktowała mnie z dystansem i dawała mi duzo swobody jednak z czasem tej swobody było mniej i zaczęła sie mna bardziej interesować. Pomijając fakt, ze jest osoba bardzo zazdrosna i zaborcza pojawił sie jeden problem, którego nie potrafię obejść. To fakt, iż od Kilku miesięcy, myśle ze od jakichś 6-8 prawie codziennie pojawia sie temat ślubu, zaręczyn, wspólnego mieszkania i dziecka. Wspólne mieszkanie jak narazie odpada, ponieważ mieszkam z rodzicami koło uczelni, mam tu wszystko co potrzeba, nie jestem na garnuszku rodziców, ponieważ studiuje dziennie i jedboczesnie pracuje na pol etatu. póki studiuje nie mam co liczyć na pomoc rodziców co do wynajmu nowego mieszkania. Ona rownież nie ma takiej możliwości, ponieważ mieszka sama z matka, która nie zarabia kokosów. Wiele razy próbowałem jej to wytłumaczyć, ze póki nie skończę nauki i nie znajdę pracy nie ma szans na wspólne mieszkanie ale jak grochem o ścianę. Jej podstawowym argumentem jest fakt ze kilku z jej znajomych juz mieszka razem i sa nawet po zaręczynach, ale ja nie jestem jeszcze na to gotowy. Wiem ze to ta dziewczyna, ale sam fakt zaręczyn mnie przeraża, jestem jeszcze na to za młody, czuje to całym sobą nie wspominając juz ślubu i dziecka. Praktycznie codziennie jestem bombardowany zdjęciami sukni ślubnych, w galerii zatrzymujemy sie przy jubilerzy bo ogłada pierścionki a jak tylko pojawi sie jakieś dziecko to mowi ze nasze bedą najładniejsze. Ma juz wybrane dla nich imiona, a ja.... Nawet nie chce o tym słyszeć, chce sie cieszyć młodością i wolnością, póki mogę, nie chce za młodu być uwięziony przy dzieciach i pracować za marne grosze aby utrzymać rodzine, chce to robić jak bd miał wykształcenie i znajdę prace. ale te argumenty do niej nie trafiają. nasza sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna, bo ciagle kłócimy sie o to, a oba grozi mi, ze nie potrafi tak żyć, ze chce sie ustatkować i ze jk nie zmienię zdania to z nami koniec. Co mogę zrobić zeby zmieniła zdanie? Powinienem sobie odpuścić ten związek? Proszę o pomoc