moja historia z początku zaznaczam, nie ma happy endu.
jakiś czas temu dałam anons na jednym z portali randkowych.
poznałam kogoś, wydawał się miły, pisaliśmy z sobą miesiąc czasu, zanim doszło do spotkania.
pisaliśmy o rożnych sprawach, rodzinie, pracy, seksie.... wysyłaliśmy zdjęcia swoje by się lepiej poznać.
dogadywaliśmy się znakomicie, nic nie podejrzewałam co stanie się później.
zaproponował, że mnie odwiedzi, wiec sie zgodziłam. dużo podróżuje po Polsce bo jest handlowcem
akurat się zdarzyło, że miał blisko do mnie, wiec przyjechał. został na noc - wyjechał ode mnie nad ranem, ok 4-5.
niby nic podejrzanego, ale .. nagle wyłączył telefon, zero odzewu, zero odp na maila... jakby pod ziemie się zapadł.
nie wiedziałam , nie rozumiałam, no ale... zdarza sie.. pomyślałam.. minęło tygodnie...
dostaje telefon, oczywiście dzwoni on, z zastrzeżonego.. jego rozmowa jeszcze teraz doprowadza mnie do rozchwiania emocjonalnego.
otóż zaczął mnie szantażować, że jeśli nie zapłacę mu tysiąca złotych, to moje i jego maile ( no, były pikantne), zdjęcia ( także porobił mi jak spałam ), pokaże moim znajomym, rodzinie... odpowiedziałam, by spadał na drzewo.
okazało sie, że on od początku miał to w planach. wykorzystać i wyłudzić kasę. dzwonił parę razy dziennie, pisał maile, doprowadził do tego, że bałam się każdego dzwonka w telefonie, dzwonka do drzwi, wychodzenia z domu, szykanował mnie na każdym kroku. miałam tego dosyć, szczerze myślałam o najgorszym już... mieszkam w małej miejscowości i tu takie informacje roznoszą się w mig.
zaczęłam na własną rękę go szukać internecie. udało się. tu zrobiłam coś naprawdę najgorszego co mogłam zrobić. weszłam na jego pocztę ( w sumie włamałam się ), by wykasować moje maile, by nie mógł mnie szantażować. ( wiem, proszę mnie nie osadzać... )
i tu zaznałam tak wielkiego porażenia że nie mogę się pozbierać, nie mogę sie z tym pogodzić co tam zobaczyłam.
otóż było tam około 3 tys maili, każdy z nich w sumie dotyczył tej samej sytuacji co moja. Od dwóch lat chłopak ten spotykał się z kobietami z anonsu, dzień w dzień, na godziny, noce... także anonsu płatnego seksu, uprawiając seks z każdym , kobieta, facetem, trójkąty, małoletnimi ( które sprzedawały dziewictwo) . każdej groził tak jak mi. szantażował.. za kasę. jak nie zapłacą, to roześle maile, zdjęcia... itp...
także dowiedziałam sie, ze chłopak ten ma zonę, dziecko, szczęśliwa nic nie świadoma rodzinę. zdobyłam jego prawdziwe dane, nr tel, adres..
gdy następnym razem do mnie zadzwonił, ostrzegłam go, by dał sobie spokój, inaczej osobiście odwiedzę jego zonę. rozłączył się...
był zdziwiony tym, że wiem o nim wszystko, wiec gdy nie miał już o co mnie szantażować, wymyślił, że chce już 2 tysiące, raz jak mu nie zapłacę , to idzie na policje zgłosić włamanie na konto pocztowe. powiedziałam mu, że niech idzie, jak nie wstydzi się pokazać im, co na tym mailu ma. po chwili stwierdził, że już był na policji to zgłosić, oraz wyśle na pocztę potwierdzenie. ( i tak go nie dostałam)
po paru minutach znów zaczął mi pisać, ze wycofa zgłoszenie włamania na pocztę , że kocha zonę, synka -jeśli dam spokój i nie powiem nic jego rodzinie.
myślałam, ze wylewu z nerwów dostane.
wiec się tak wkurzyłam, ze sama się ubrałam i poszłam tez na policje, przyznać się co do mojej winy, z tym włamaniem, oraz poinformowaniem dlaczego tak zrobiłam i co na mailu miał. podałam jego wszystkie dane. o tym,ze wymusza ode mnie kase za milczenie... oczywiście porobiłam skany tych maili, ( cała noc zajęło), by móc się bronic.
oczywiście prosiłam o anonimowość przy składaniu zeznań...
nie myślałam nigdy, ze mnie , osobie po życiowych przejściach trafi się taki dupek, co "kopie leżącego". z poprzedniego związku "dochodziłam do siebie" dwa lata. teraz... przestałam wierzyć w uczucie. nie wiem już co z sobą mam zrobić, nie mam nawet komu się wygadać, nie mogę znalesc miejsca, cały czas o tym myślę. boje się tego człowieka, boje się, ze będę musiała zeznawać w tej sprawie, że dostane jakiś wyrok za to włamanie, starce reputacje, prace. moje miasto jest małe.
poza tym chyba nie miałam innego wyjścia niż iść z tym na policje, gdyż dręczył mnie, do tego stopnia, że odechciało mi się żyć.