Zauroczyła mnie pewna dziewczyna, zaprosiłem ją na kawę i zdawało nam się że siedzimy 2 godziny a okazało się że przesiedzieliśmy 6,5h. Poczuliśmy do siebie taki pociąg że na trzecim spotkaniu już się ostro całowaliśmy i "ocieraliśmy" robiąc sobie nawzajem dobrze.
Postaram się to opisać po krótce. Jesteśmy ze sobą 2 miesiące. Jestem w niej już na pewno zakochany to nie jest tylko zauroczenie. Ona przeżyła w życiu bardzo dużo złego, min. ciężkie związki i ciężkie życie w wieku 14-17 lat (ostre melanże, wyprowadzki z domu i takie podobne) i ma wielki problem z zaufaniem. Nie chce też uprawiać seksu (oczywiście kompletnie mi to nie przeszkadza, szanuję ją), nie ma problemów żeby mi zrobić dobrze, nie ma problemów z tym że ja jej robię dobrze ale ona nie potrafi dojść, każe przestać w tym najgorętszym punkcie. Oczywiście nie przeszkadza mi to, szkoda mi jej że ktoś jej zrobił w życiu coś takiego że ona teraz ma z tym problem, nawet raz się popłakała ![]()
Problem jest taki że jestem bardzo uczuciowym facetem, robię dla niej wszystko, cieszę się z jej sukcesów, robię niespodzianki, wstaję rano to pierwsze co przychodzi mi na myśl to jest ona.. wysłać jej sms. Po pracy zadzwonić zapytać co tam u niej, jak się czuje i takie tam, normalne rzeczy.
Niestety to jest tylko w jedną stronę
, ona jeszcze dla mnie niczego nie zrobiła takiego od Siebie. Nie pisze do mnie sms, nie odpisuje na sms, nie dzwoni (raz mi zadzwoniła w te całe 2 miesiace bo potrzebowała pomocy a przyjaciółki nie odbierały), na fb też cisza, jak wspomniałem o tym żeby dodać nasze wspólne zdjęcie na fb to mówi że nie bo zaraz jej będą spamować a jej nie chce się odpisywać, więc nie. Nigdy nie zainicjowała takiego normalnego spotkania, nie licząc jakiejś wystawy na którą mnie zaprosiła ale to już po tym jak raz z nią rozmawiałem o tym żeby gdzieś mnie zaprosiła kiedyś. Ogółem nie chce się ze mną jakoś tak za często widywać, mimo że ma czas. Jak ma zły dzień to woli sama siedzieć, bo po co mam przychodzić i ją męczyć. Ogółem olewka.
Zebrałem się w sobie i jakoś z nią o tym porozmawiałem i powiedziała mi że jakoś rok temu jej się takie coś włączyło że nie jest już taka uczuciowa jak kiedyś i że przeszkadza jej to ale mówi że nic nie jest w stanie z tym zrobić. Mówi mi że jestem facetem o jakim zawsze marzyła i że bardzo by chciała i może z czasem jej się uda mnie pokochać i że będzie się starać znowu poczuć i zaufać ale muszę zaczekać, co dla mnie oznacza tyle, że dalej będzie tak jak było i będę cierpieć z tego że nic od niej nie dostaję. Ona ma swoją pasję i poświęca jej bardzo dużo czasu, ja się z tego cieszę, ale bije od niej "niezależność". Ona po prostu ze mną jest i tyle.
Powiedzcie mi co mam robić, bo w głowie mam mętlik. Chcę być jej powodem dla którego żyje, i chcę pomóc jej zwalczyć jakieś lęki i problemy z przeszłości, chcę żeby widziała we mnie tego jedynego, którego zawsze szukała ale chyba nie umiem zaufać w "może Cię pokocham" i będzie sobie żyła ze Swoimi przyjaciółkami, chodziła po klubach, a ja będę tylko dodatkiem do jej niezależnego życia.
Nie śpię już po nocach bo się zastanawiam, a może kiedyś napisze, może zadzwoni, możę jednak na nastepnym spotkaniu zrobi mi niespodziankę jakąkolwiek.
Byłem już raz w takim związku i męczyłem się 8 miesięcy "czekając"... więc jestem też przewrażliwony na tym punkcie... Pisałem na szybko tekst dopieszczę wieczorem. Jak macie jakieś pytanie to pytajcie śmiało odpowiem na wszystkie.
Powiedzcie mi co mogę zrobić, może ja źle na to patrzę? ale wydaje mi się że na początku zwiazku powinno być magicznie a dopiero potem siępsuć a tutaj już na początku brak jest z jednej strony zaangazowania ![]()
MAM metlik w głowie, co robić? jest sens czekać? jest szansa że coś się zmieni? nie mam już do tego głowy, nie potrafiębyć w zwiążku gdzie druga połówka olewa... to mnie niszczy psychicznie
help
Pozdrawiam