Nie wiem, czy szukanie odpowiedzi na forum jest dobrym pomysłem. Może za kilka godzin ochłonę i tego pożałuję, albo pożałuję tego, gdy przeczytam negatywne komentarze, które dobiją mnie jeszcze bardziej. Ale spróbuję.
Jestem złą dziewczyną. Jestem naprawdę złą dziewczyną, która nie traktuje dobrze swojego faceta. Która udaje, że on jej nie interesuje, ale z drugiej strony czepia się o WSZYSTKO. Najgorsze jest to, że jestem świadoma moich wad i staram się nad nimi pracować, ale czasem emocje i nerwy biorą górę i znowu robię coś nieodpowiedniego.
Z moim chłopakiem jestem jakieś pół roku. On też ma trudny charakter, ale na ogół znosił moje humory. Ostatnie dni były jednak prawdziwą katastrofą. Kłóciliśmy się o każdą pierdołę, ja pisałam obrażone smsy, on wydzwaniał w nocy i wkurzał się na mnie. No nie było miło. Ale wczoraj osiągnęliśmy apogeum. Marek nie wytrzymał i strasznie się do mnie darł, że jestem okropna, że go nie szanuję, że mam mu dać spokój, że mam gdzieś jego uczucia. Wszystko to okraszone wulgarnymi słowami i gestami. Nie mogłam uwierzyć, że tak wybuchnął. Poczułam się fatalnie i rozstaliśmy się. To była scena jak z naprawdę kiepskiego filmu, kiedy ja biegnę za nim, bo nie mogę uwierzyć że tak mnie potraktował i chce normalnie porozmawiać, a on się wyrywa, pokazuje mi środkowy palec na odchodnym. TO BYŁO STRASZNE. Potraktował mnie naprawdę źle i nie chcę być wulgarna, ale tak "zgnojona" nie poczułam się nigdy. Dlaczego mimo tego nie dałam mu w twarz i nie kazałam iść w diabły? Bo wiem, że cały czas podczas naszego związku jak traktowałam go gorzej, a on się starał. Potem jednak zaczął mnie przepraszać, miał łzy w oczach, powiedział, że już nie wytrzymał itd. No ogólnie telenowela.
Po powrocie do domu zaproponował, że napiszemy kartkę z listą rzeczy, które nie podobają nam się u drugiej osoby, że może to coś pomoże, bo mnie kocha itd. Powiedziałam, że nie sądzę, żeby to coś dało, ale że się zastanowię. Potem spędziłam wieczór z koleżanką i gdy wieczorem zgadaliśmy się na chwilkę na fb, on był niemiły. Chciałam do niego przedzwonić i porozmawiać chwilę, ale miał zajęte. Potem powiedział mi, że skończył grać w lola z koleżanką, ona poszła spać, więc zadzwonił do niej na chwilę i puścił jej kołysankę, czy coś tam. Nie wiem dokładnie, co on tam jej puścił, bo jakoś w połowie jego wypowiedzi krew zalała mi uszy. Do tego powiedział, że nie widzi sensu, żeby to ciągnąć i że jest bardziej szczęśliwy beze mnie. Dodam, że to wszystko mówił, płacząc. Powiedział, że chce się z tym też przespać i zadzwoni rano (?).
Rano napisał smsa, ze przeprasza, ale nie wyobraża sobie, że uda nam się wzajemną złość i obrażanie zamienić w udany związek, że chciałby ze mną być, ale to się nie uda. Zadzwoniłam do niego, bo prawdę mówiąc ja też się z tym przespałam i bardzo chciałam, żebyśmy jakoś spróbowali się dogadać. Powiedziałam mu, że ja doszłam do innych wniosków, niż on i że przykro mi, że tak mówi. Więc po tym chyba jakoś zmiękł i spotkaliśmy się na chwilę. Jeszcze nic nie powiedziałam, a on znowu miał łzy w oczach.
Stanęło na tym, że powiedział, że on musi odpocząć. Powiedział, że nie chce zrywać kontaktu, że chce żebyśmy kontaktowali się jak zawsze, ale żebyśmy przez kilka dni się nie widywali, bo on musi odpocząć. Powiedział, że chce za mną zatęsknić. Z jednej strony poczułam ulgę, bo mnie też ta sytuacja wymęczyła, a z drugiej - mam mnóstwo wątpliwości.
Boję się, że nie zatęskni.
Boję się, że nagle odkrył, że do swojej koleżanki od lola czuje coś więcej (bo nikt normalny nie dzwoni do koleżanek o 1 w nocy, puszczając kołysankę, dobranockę, whatever). Martwi mnie to i chciałabym zapytać go jakoś o to wprost, ale przecież zamiast odpocząć, poczuje się przytłoczony jeszcze bardziej.
Boję się, bo po głowie tłuką mi się słowa, że beze mnie jest szczęśliwszy niż ze mną i skoro tak, to przecież on nie zatęskni i nie wróci.
Naprawdę chcę dla niego się zmienić, doceniać go i traktować tak jak na to zasługuje. Ale boję się, że jest na to za późno. Że on naprawdę uzna, że ten czas, kiedy się nie widzimy jest dla niego lepszy, niż kiedy jesteśmy razem. Nie będę go zadręczać smsami lub telefonami, niech sobie zatęskni, jeśli chce. Wytrzymam to, ale mimo wszystko jestem kłębkiem nerwów, bo gdzieś z tyłu głowy siedzi mi tamta dziewczyna. No i jeszcze nie mogę zapomnieć, jak bardzo się wczoraj uniósł i nawet nie wiem, czy dobrze ulokowałam uczucia w facecie, który potrafi tak potraktować kobietę.
Przepraszam, że tak rozwlekle. Chyba musialam się wygadać.