Witam, nawet nie wiem po co to piszę, chyba tylko po to żeby anonimowo się wyżalić.
Dwa lata temu zerwałem z dziewczyną, z resztą gdzieś tu chyba o tym pisałem- nieważne. Od tamtej pory zdarzało się kilka przelotnych znajomości, ale zero seksu. Spotykałem się z dziewczyną, którą uwielbialem w szkole średniej, ale zanim doszło do poważnej relacji urwała to. Oczywiście znalazła kogoś po miesiącu. Kolejny rok samotności, aż zagadałem do mojej kolejnej sympatii tym razem ze studiów. Spotykaliśmy się prawie rok, spędziliśmy razem sylwestra, urodziny kumpla. Też urwała- bo nie nadaje się na dziewczynę. Teraz niedawno poznałem kolejną i na samym starcie tekst typu 'muszę sobie ułożyć życie'.
Dużo osób mówi mi, że szukam dziewczyny na siłę, ale sam tak nie uważam. Owszem, bardzo chcę poważnego związku- ale nie naciskam nigdy, proponuje spotkania raz na tydzień, nie piszę dziennie smsków jak dzieciak itp. No i w ciągu 2 lat samotności zagadałem może do 6 dziewczyn, z czego dwie same się do mnie uśmiechały. To chyba nie tak wiele?
Nie brakuje mi samego seksu, w sumie w ogóle nie czuje żeby mi go brakowało- bo nigdy nie miałem go na co dzień. Po prostu wiele rzeczy, które lubię robić są o wiele lepsze z drugą połową. Dochodzi jeszcze do tego ten strach, że jak poznam kogoś dopiero około trzydziestki (mam 23 lata) to nie zdążymy się poznać dobrze a zaraz trzeba będzie brać ślub i robić dzieci bo przecież już mamy tyle lat. No i strach przed brakiem doświadczenia. Mam 23 lata, miałem jedną dziewczynę w życiu, z którą uprawialiśmy seks raz, mimo kilku prób bo była dziewicą i było ciężko. Mam wrażenie że życie mi przecieka przez palce, mimo że z niego korzystam. Wychodzę na rolki, na rower, czasem do akademików na piwo, gdzieś potańczyć.. Ale pod koniec dnia kładę się i wiem, że nie mam nikogo o kim mogę myśleć, a kto kładzie się w tym momencie w swoim łóżku i myśli o mnie.
Nie jestem najprzystojniejszy, najzabawniejszy i najpewniejszy siebie, ale jestem w miarę przystojny, zabawny i pewniejszy siebie niż większość facetów których znam. Dziennie widzę nudziarzy, zazdrośników (którym sam kiedyś byłem, więc umiem poznać ich toksyczność), i niedbających o siebie kolesi- a nawet połączenie tych wszystkich cech w jednej osobie- z ładną i miłą dziewczyną przy ich boku. I za każdym razem zastanawiam się, co ja robię nie tak?
Wiem czego chce od dziewczny, nie mam wysokich wymagań- zadbana, szczera, radosna. A mimo tego nie potrafię znaleźć kogoś, przy kim mógłbym konie kraść, jak to się mówi. A jeżeli znajdę, to jest zajęta/niedawno zerwała/ jest w kimś zakochana. Wiem, że mam dopiero 23 lata, ale ludzie w tym wieku mają już kilkuletni staż, albo chociaż jakieś doświadczenie..
Właściwie żadnego pytania nie sformułowałem, ale trochę mi lżej że mogłem to napisać. Ktoś ma podobnie, lub zna kogoś kto ma taki problem? Jakieś rady, cokolwiek?