Hej
Pisze bo.. chciałam się wygadać. Nie ma chyba już dla mnie żadnej rady
Jestem mega nieśmiała w nowym towarzystwie i przy większej liczbie nowych osób. Nie umiem zagadywać, jedyne, co przychodzi mi w takich chwilach do głowy, to jakieś półsłówka, przytakiwanie, ewentualnie dopytuję, gdy czegoś nie zrozumiałam albo niedosłyszałam. Oprócz tego - milczę jak zaklęta.
Jakoś z tym żyłam, unikałam stresujących sytuacji, było mi dobrze. Ale ostatnio poznałam faceta. Jest świetnie, spotykamy się, gdy jesteśmy we dwoje, buzia mi się nie zamyka, często żartujemy albo gadamy na poważne tematy. Jest tylko jeden problem - on jest strasznie towarzyski. Próbuje mnie zapoznać ze swoimi znajomymi. I klops. Nic z tego nie wychodzi, chyba go rozczarowywuję. Uśmiecham się na tych spotkaniach, przytakuje, jak ktoś mnie o coś spyta a poza tym nic. Wiem, jak wygląda to z boku. Jakbym była mrukiem.
Nie chciałabym, żeby musiał się za mnie wstydzić. Gdy wiem, że czeka mnie znów jakieś spotkanie z nim i większą liczbą ludzi stresuję się od rana. Ostatnio boli mnie przez to brzuch.
Boję się, że przez to mnie zostawi, a jest na prawdę świetnym człowiekiem, nie chciałabym go stracić.
Czasami myślę, że może warto by było z nim o tym porozmawiać, mogłabym mu powiedzieć, dlaczego tak robię, że potrzebuję czasu żeby się z ludźmi oswoić, ale jakoś nie potrafię o tym rozmawiać. Dla mnie to jest okropnie wstydliwe.
Czeka mnie niedługo taka większa impreza... Macie jakieś rady? Jak to zmienić? Czy się w ogóle da? Czy Wy będąc na jego miejscu, przestalibyście się z kimś takim jak ja spotykać?