Co Teraz...rozwód - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co Teraz...rozwód

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 52 ]

1

Temat: Co Teraz...rozwód

Witam, mam 37 jestem 18 lat po ślubie i mam prawie dorosłego syna. Jakiś czas temu poznałam na imprezie u męża w pracy jego kolegę...oni zaczęli się przyjaźnić. Potem pojechalismy na wspólne wakacje. Podczas jednego wieczoru mój mąż poszedł szybciej spać a my w kilka osób poszliśmy na miasto. Pomimo ze nie pije, wypiłam  3 drinki w głowie zaszumiało i zaczęłam całować się z męża przyjacielem.Po powrocie do domu jakieś 3 tygodnie potem spotkaliśmy się i zaczęło się ... zakochaliśmy się w sobie. Wiem nie ma dla mnie wytłumaczenia nie potrafię spojrzeć sobie w oczy ale tez skończyć tego. Trwa to już ponad rok. On domaga się abym wzięła rozwód i była z nim. Tu trzeba dodać ze jest młodszy o 3 lata i nie ma rodziny.Z mężem od jakiś 10 lat żyjemy...jak przyjaciele. On ma swoje życie a  ja swoje. nigdy mnie nie słuchał, czego pragnę i jest b nerwowy jesli domyślacie się o co chodzi.Ale on tego tak nie widzi. Zawsze dla niego jest ok a ja jestem psychiczna jak cos nie gra.  Nie wiem co mam zrobić. Mąż chyba się domyśla ...zmienia się,  jest miły pyta ...stara się chyba naprawić blędy. Ja go nie kocham ale tez nie chce go skrzywdzić. Ostatnio mi powiedział ze jak cos ...nic mi się nie należy wszystko tz majatek jest jego. Nigdy nie myślałam o pieniądzach chce spokoju i miłości. Ale zabijają mnie wyrzuty sumienia. Miotam się. Boję się ze  zwariuje naprawdę.    Przepraszam za haos, ale  pisze w dużych emocjach.

2 Ostatnio edytowany przez verdad (2015-04-19 08:57:19)

Odp: Co Teraz...rozwód

Dlugo to trwa ?
Jestes niespelniona w malzenstwie, byc moze dlatego zainteresowalas sie innym.Meza nie kochasz ?
Czy to co czujesz do tego drugiego jest szczere ? Dlaczego on w wieku trzydziestu kliku lat jest samotny ? Kawaler ? Nie chodzi mu o to, zeby wyrwac mezatke ? Kolega meza ?
Ja bym na  ten moment nie podejmowala zadnych drastycznych decyzji.Musisz powoli i spokojnie wszystko przemyslec.I nie na pewno nie zaczynac od rozwodu.Mozna tak na jakis czas sie rozstac, aby dac sobie czas na uporzadkowanie swoich uczuc.
Bo skoro zalozylas ten watek na forum, to znaczy, ze nie jestes pewna jak postapic.

3

Odp: Co Teraz...rozwód

Spójrz więc na rzecz tak- ten drugi, to rzekomo przyjaciel Twojego męża, a przynajmniej za takiego on chce uchodzić w oczach otoczenia i w oczach Twojego męża. A skoro tak,  to zastanów się,  z kim Ty się zadawałaś. Masz do czynienia z fałszywym człowiekiem, który niczym złodziej wlazł w cudza rodzinę, wlazł w Twoją rodzinę. Czy Ty nie widzisz w tym żadnej obrzydliwości? A gdyby sytuacja była odwrotna i w Twoją rodzinę wlazłaby jakaś obca fałszywa kurwa, która mąciłaby we łbie Twojemu mężowi. Szanowałabyś larwę? Co byś o niej myslała? Czy nie dziwiłabyś się mężowi, że on chce taką babę? Nic nie zajarzyłoby Ci w głowie? Obca baba ustawiałaby Twojego męża i mieszała w Twoim życiu.
Wpuściłaś do swojej rodziny zwykłą szuję, jakiegoś zakłamanego chłystka, który sm iał wyciągnąć łapę po cudze. Naprawdę tego nie widzisz? Z kim Ty chcesz się związać? Napisałaś, że nie kochasz męża, bo on taki jest i sraki- w takim razie, skoro nie widzisz szans na dalsze z nim zycie, to rozwiedź się z tym człowiekiem, ale zrób to godnie. niech on też ma szansę na poznanie kogoś, kto zaakceptuje go takim, jakim on jest i pokocha szczerze i za całego serca. Nie musisz gnoić tego człowieka na pożegnanie. Potem pobądź troszkę sama albo zakręć się koło znalezienia dla siebie odpowiedniego faceta (moim zdaniem zrobisz błąd, bo może sprawdzi się w Twoim przypadku powiedzenie o szukaniu wiatru w polu- głupota zawsze daje beznadziejne owoce), natomiast tego aktualnego złodzieja wykop ze swojego życia i zrób to raz i porządnie. Unikaj fałszywych przyjaciół, jak ognia. Dziś ten człowiek jest fałszywym przyjacielem dla |Twojego męża- jutro on oszwabi ciebie. Patrz przytomnie, a nie kierujesz się pobożnymi swoimi życzeniami.
Wykop lowelasa i nie słuchaj tego, co on nawija Ci na uszy, bo skończysz marnie.

4

Odp: Co Teraz...rozwód

Tu już osoby wyżej pisały o fałszywym przyjacielu poddając w wątpliwość czy takiej osobie można ufać, więc nie będę tego powtarzać. Znam jednak sytuację z nieco innej strony - takiej pseudo przyjaciółki mego już byłego.
Znajoma od lat pojawiła się nagle chcąc odnowić koleżeńskie relacje z moim ówczesnym facetem. Jak naprawdę wyglądała ich przyjaźń tego się pewnie nie dowiem, niemniej jednak kobieta po tym jak usłyszała od mego ex, że ode mnie nie odejdzie i żeby na nic więcej nie liczyła w przypływie "solidarności" postanowiła mi zakomunikować, że mnie z nią zdradzał.
Nie możesz mieć pewności jak ten wasz pseudo przyjaciel się zachowa, kiedy postanowisz zmienić wasze relacje. Skoro nie ma skrupułów, by sypiać z żoną kolegi, to i nie będzie miał przed zrobieniem innego świństwa, nawet Tobie. On jest wolny, za to Ty masz rodzinę.

5

Odp: Co Teraz...rozwód

Masz prawie  dorosłego syna- pomyśl więc o tym chłopaku. Jaki Ty dasz mu przykład? Co młody chłopak pomysli sobie na temat kobiet? Przecież nie ukryjesz gacha- każdy i tak dowie się o jego istnieniu. Nauczysz swojego syna, że każda kobieta jest gówno warta, więc właściwie należałoby gnoić każdą dziewczynę. Do czego więc doprowadzisz w końcu swojego syna? On nie będzie umiał wybrać właściwej kobiety i bedzie plątał się między różnymi, sam nie wiedząc, która z nich jest godna szacunku, a która nadaje się tylko i wylącznie do użycia. Na koniec on już tak zgłupie, że wybierze spośród wieli koleżanek, akurat tę, której powinien był unikać, jak diabeł święconej wody. Potem będzie łaził po śadach i przezywał jakies traumy z powodu latawicy, którą sobie wybrał. O tym kobieto pomysl.
Bo czym innym bedzie, jesli rozwiedziesz się z mężem, ale nie dla kochanka, tylko faktycznie dla siebie. Dla Twoje rodziny będzie to straszna sytuacja, ale w końcu każdy ciebie zrozumie. Nie stracisz szacunku męża, syna i innych ludzi.
Jeśli natomiast światło dzienne ujrzy jakiś złodziej, to ja Ciebie przepraszam, ale na własne życzenie, przypniesz sobie do piesi odpowiednią łatkę. jest Ci potrzebne coś takiego do szczęścia?
Dalej- załóżmy, że lowelas nawet się z Toba zwiąże (a ja w to nie wierzę, bo musiałby upaść na łeb, żeby brac sobie babę, która kogos dla niego zdradza- amatorzy mężatek przeważnie wiedzą dlaczego łajdaczą się z właśnie z mężatkami, chociaż wiem, że czasem trafi się i osioł), że będzie na tyle głupi, że ożeni się z Tobą- to pomyśl- kogo Ty sobie weźmiesz za towarzysza zycia? Będziesz mogła ufać człowiekowi, wiedząc o tym, że on komuś zrobił takie świństwo? Na jakiej podstawie bedziesz  budowała wiarę w takiego człowieka, przekonanie, że akurat Tobie, to on świństwa na pewno nie zrobi?
Zakończ ten syf- wybacz sobie i więcej nie szmać się dla żadnego faceta.

6

Odp: Co Teraz...rozwód
Da38 napisał/a:

Witam, mam 37 jestem 18 lat po ślubie i mam prawie dorosłego syna. Jakiś czas temu poznałam na imprezie u męża w pracy jego kolegę...oni zaczęli się przyjaźnić. Potem pojechalismy na wspólne wakacje. Podczas jednego wieczoru mój mąż poszedł szybciej spać a my w kilka osób poszliśmy na miasto. Pomimo ze nie pije, wypiłam  3 drinki w głowie zaszumiało i zaczęłam całować się z męża przyjacielem.Po powrocie do domu jakieś 3 tygodnie potem spotkaliśmy się i zaczęło się ... zakochaliśmy się w sobie. Wiem nie ma dla mnie wytłumaczenia nie potrafię spojrzeć sobie w oczy ale tez skończyć tego. Trwa to już ponad rok. On domaga się abym wzięła rozwód i była z nim. Tu trzeba dodać ze jest młodszy o 3 lata i nie ma rodziny.Z mężem od jakiś 10 lat żyjemy...jak przyjaciele. On ma swoje życie a  ja swoje. nigdy mnie nie słuchał, czego pragnę i jest b nerwowy jesli domyślacie się o co chodzi.Ale on tego tak nie widzi. Zawsze dla niego jest ok a ja jestem psychiczna jak cos nie gra.  Nie wiem co mam zrobić. Mąż chyba się domyśla ...zmienia się,  jest miły pyta ...stara się chyba naprawić blędy. Ja go nie kocham ale tez nie chce go skrzywdzić. Ostatnio mi powiedział ze jak cos ...nic mi się nie należy wszystko tz majatek jest jego. Nigdy nie myślałam o pieniądzach chce spokoju i miłości. Ale zabijają mnie wyrzuty sumienia. Miotam się. Boję się ze  zwariuje naprawdę.    Przepraszam za haos, ale  pisze w dużych emocjach.

Kolejna kobieta, której oczy na "prawdziwy obraz małżeństwa" otworzył kochanek.
Samotny przez tyle lat. Nieśmiałość zapewne nie była tego powodem. Ciekawe więc, co?
Zastanawiałaś się nad tym?
Jeśli ta samotność  to jego styl życia,to winszuję.

7

Odp: Co Teraz...rozwód

Ten " mój" facet miał kobiete jakies 10 lat rozstali się ponieważ jak twierdzi nie pasowali do siebie i oboje tak uznali że czas się rozstać. Pochodzi z rodziny gdzie ojciec pił i bił. Zabiega bardzo o moje względy jest zazdrosny i chyba bardzo mnie kocha. Nic naprawdę nie planowałam nigdy nie myślałam nawet ze cos takiego mi się przydarzy.
Z moim męzem jego stosunki uległy pogorszeniu. Mąż na jednej z imprez powiedział, że dziwnie ten facet na mnie patrzy i nie chce aby obok nas się szwedał. Nie spotykaja się już.

8

Odp: Co Teraz...rozwód

Nie otworzył mi oczu kochanek... nie wiedziałam co mam zrobic juz dawno.Robiłam zawsze to co mąż chciał. Nigdy sie nie sprzeciwiałam. Nie mam na kogo liczyć rodziców nie mam, wiec nikt mi nie mógł pomóc. Wiem że to co robie jest obrzydliwe. chciałam skonczyc to juz z 3 razy. Ale zawsze wracamy do  siebie. boje się czasami ze on sobie cos zrobi. Twierdzi, że jestem jego całym światem że mnie b kocha. Z mężem nie sypiam od jakiegos roku. Nie mogę ...

9

Odp: Co Teraz...rozwód

Biedny ten twój mąż jeleń. Szkoda mi chłopa. Daj mu najlepiej spokój, rozwiedź się, może pozna szanującą się obietę z klasą, a tobie jeszcze podziękuje za to co zrobiłaś. Sra** we własne gniazdo i to  z taką szują,a wystarczyły ci do tego 3 drinki, śmiechu warte.

10

Odp: Co Teraz...rozwód

Da38,
Powinnaś sama wiedzieć czego chcesz i nie liczyć, że ktoś Ci pomoże ? bo to Twoje życie. Jeżeli nie kochasz męża, a dziecko jest prawie dorosłe, to jaki jest sens trwać w małżeństwie? Dla zasady? Dla dziecka, które zaraz się usamodzielni i  wyprowadzi z domu?
Jesteś zakochana, to widać, chociażby po tym jak piszesz o kochanku. Pytanie, czy chcesz z nim być?
Wiem, że trudno podjąć konkretną decyzję, ale chyba gorsze to trwanie w zwieszeniu, bo to psychicznie wykańcza. 
Ja jakiś czas temu przechodziłam przez podobną sytuację, tylko byłam jakby po drugiej stronie ? to ja byłam wolna a on miał żonę i dziecko. Wydawało się beznadziejna sytuacja. Zakochałam się po uszy, on we mnie też. Nie chciałam rozbijać jego rodziny, ale on mi wciąż powtarzał, że nie powinnam mieć wyrzutów sumienia, że jego małżeństwo to pomyłka i że nie wyobraża sobie życia beze mnie. Stawał niemal na głowie, bym nie miała wątpliwości a mi było coraz ciężej z tym wszystkim. W końcu trzeba było podjąć decyzję albo w jedną albo w drugą stronę, bo byśmy się oboje w tej sytuacji wykończyli, a na pewno ja?. No ale i tak się nam zeszło prawie 2 lata?
Trzeba naprawdę dużo siły by rozwiązać tą sytuację, w którą się wplatałaś, bo chyba sama wiesz, że tak dalej być nie może, że musisz coś z tym zrobić...bo inaczej, jak sama napisałaś - "zwariujesz".

11

Odp: Co Teraz...rozwód

Anastazja...jestes z nim? jak wam się układa?

12

Odp: Co Teraz...rozwód
Da38 napisał/a:

Anastazja...jestes z nim? jak wam się układa?

Tak jesteśmy razem, ale nie było łatwo. Szczególnie ten okres przed jego rozwodem. Potem poznawanie dziecka itd.
Byłam nawet zdecydowana zerwać z nim definitywnie. Przez pewien czas nie mieliśmy kontaktu - dałam mu czas na poukładanie swoich spraw. Męczyłam się bardzo, ale to była jedyna słuszna decyzja. Wróciliśmy do siebie po jego rozwodzie.

13

Odp: Co Teraz...rozwód

Boisz się, że kochanek coś sobie zrobi? A może on się rozpije z Twojego powodu? Może dostanie zawału?
Oj głupiutka i zepsuta dziewczynko- on, nim kur zapieje namierzy sobie inną. Kończysz z nim, bo coś tam, ale ciagle wracasz, bo tak bardzo go kochasz- i Ty coś takiego pewnie jeszcze uważasz za przejaw miłości z jego strony. "Choćbyś głupca starł w moździerzu razem z krupami, nie opuści go głupota.". Zwyczajnie jest moja droga- od roku puszczasz się z jakąś męską szują i łykasz wszystko, co usłyszysz od tego chłopa, jak jakiś pelikan. On do Ciebie wraca, bo mu na to pozwalasz i on wie, że Twoje zrywania, to tylko takie nędzne poszczekiwania. Facet był podobno 10 lat z jakąś kobietą, ale rozstał się z nią, bo nie układało się między nimi- dziwne, że ten gościu aż dekadę musiał zastanawiać się na sensem ciągnięcia nieformalnego związku, w którym, to niby, było tak źle, że aż z tego wszystkiego on poświęcał się dla jakiejś nieudacznej kobiety aż dziesięć lat. A może tamta kobieta myślała o chłystku poważnie, lata mijały, a lowelas migał się od konkretnej deklaracji? Może o to między nimi chodziło, nie sądzisz? Nie jest  to, Twoim zdaniem, możliwe? Pewnie tamtą kobietę też skutecznie otumanił, że dawała mu się zwodzić całą dekadę. Ależ otumanił Cię ten złodziej.
Rozwiedź się ze swoim mężem albo zostań na starych śmieciach, ale pod warunkiem, że zakończysz z szują.
Nie masz rodziny, żadnego wsparcia, zero bliskich osób, które mogłyby ci pomóc w potrzebie- w takim razie bierz pod uwagę swoją sytuację i tym bardziej nie zadawaj się z tym fałszywym człowiekiem, ponieważ jesteś na dobrej drodze do tego, by pogorszyć sobie zycie jeszcze bardziej. Ja rozumiem, że gdybyś Ty miała zaplecze w swojej zwartej i zgranej rodzinie, której członkowie mocno się wspierają, żeby nie wiem, co się działo, to rozumiem, że w razie kopa w dupę, jakiego byś doczekała się od lowelasa, Ty miałabyś na kogo liczyć. Ty natomiast masz taką sytuację, jaką masz, jesteś sama, masz tylko męża, którym wprawdzie pogardzasz, ale to on jest jednak z Tobą na co dzień i ponosi koszty życia z Tobą - przyjdzie co do czego, to pies z kulawą nogą Tobie nie pomoże. Rozwalisz swoją rodzinę, zmarnujesz syna, swoją dobrą reputację, dobre swoje imię i zostaniesz sama, jak kołek w płocie. Zamienił stryj siekierkę na kijek.
zApewniam Cię, że chłop, który włazi w cudze życie, ma czelność wyciągać  łapę po cudzą żonę, jest gówno warty.
On tak Ciebie kocha, jak i ja Ciebie kocham, chociaz ja jestem przynajmniej szczera w stosunku do Ciebie. Ty dziewczyno podobasz mu się, jako kobieta, pociąga do Twój tyłek, Twoje cycorki i na dodatek zapewniasz mu adrenalinkę, która sprawia, że on czuje się nie wiadomo, jakim   to menem. Żaden porządny mężczyzna nie pozwoliłby sobie na  to, by wyciągnąć łapy po czyjąś żonę. Nawet, gdyby ta zona sama do niego lazła, to on wiedziałby, jak wyhamować napaloną.
Jesteś ogarnięta wielką chucią i na ten moment, nie ma sensu tłumaczyć Ci czegokolwiek, bo Ty i tak wiesz swoje. Jesteś w rui i jak oszalała pójdziesz na zatracenie z powodu jakiegoś wacka.
Ja się wyłączam- dla mnie jesteś, na ten moment, przypadkiem niereformowalnym. Szkoda mi Twojego męża i prawie dorosłego syna, ale cóż. Dostaniesz takie baty od życia, że z rozumem się dziewczyno nie pozbierasz- za złe wybory zawsze się płaci i to najwyższą cenę. Powodzenia.

14

Odp: Co Teraz...rozwód

Do Julkii...Nie mam wytłumaczenia dla swojego postępowania. Jestem oszustką i obłudna. Ale potrzebuje wsparacia i miłości jak kazdy z nas. Nie wiem czy da mi kochanek ale mąż nie dawał mi szansy nigdy aby mu cos poopowiadac..a ten chociaz mnie słucha.

15

Odp: Co Teraz...rozwód
Da38 napisał/a:

Witam, mam 37 jestem 18 lat po ślubie i mam prawie dorosłego syna. Jakiś czas temu poznałam na imprezie u męża w pracy jego kolegę...oni zaczęli się przyjaźnić. Potem pojechalismy na wspólne wakacje. Podczas jednego wieczoru mój mąż poszedł szybciej spać a my w kilka osób poszliśmy na miasto. Pomimo ze nie pije, wypiłam  3 drinki w głowie zaszumiało i zaczęłam całować się z męża przyjacielem.Po powrocie do domu jakieś 3 tygodnie potem spotkaliśmy się i zaczęło się ... zakochaliśmy się w sobie.

Co jak rozumiem, seks z kochankiem był nieziemski i nie Jesteś nadal w stanie z z tych fajerwerków zrezygnować. Rozumiecie się teraz jak dwie bratnie dusze, nawet bez słów. Kochanek wypełnia Twoje poczucie kobiecości wszystkim tym, czego od dawna nie było w małżeństwie. Odczucia i zachowania typowe dla podobnej sytuacji. No to ja też napisze typowo:
Po pierwsze: Twoje małżeństwo już nie istnieje. Po prostu dokonałaś jego eutanazji.
Po drugie: Żyjesz w kłamstwie i Masz tego świadomość. Twoje zachowanie, mimowolnie zmieniło się i Twój jm ma tego świadomość.
Co z tym zrobić? Dokończyć dzieła. Po co Masz się męczyć sama z ta sytuacją, skoro dalej Piszesz:

Da38 napisał/a:

Wiem nie ma dla mnie wytłumaczenia nie potrafię spojrzeć sobie w oczy ale tez skończyć tego. Trwa to już ponad rok. On domaga się abym wzięła rozwód i była z nim. Tu trzeba dodać ze jest młodszy o 3 lata i nie ma rodziny.

Nikt tego za Ciebie nie zrobi. Jm na pewno będzie zaskoczony, potem będzie cierpiał, ale po jakimś czasie dojdzie do wniosku, że nic lepszego, jak zwrócenie wolności, nie mogło mu się przytrafić. Wtedy poszuka sobie i pewnie znajdzie kobietę, dla której bezie ważny i ona będzie dla niego ważna i postanowią dalej, razem iść przez życie.
A Ty? odzyskasz spokój sumienia, będziesz z młodszym, sprawniejszym, zapewne bardziej przedsiębiorczym partnerem. Jest tylko jedno małe niebezpieczeństwo, że Ty w jego oczach, kiedy dokonasz transformacji z kochanki na pełnoprawna partnerkę, stracisz atut osoby z którą kontakty wywołują tak wiele adrenalinki...

Da38 napisał/a:

Z mężem od jakiś 10 lat żyjemy...jak przyjaciele.

No wybacz, ale wolałbym mieć z dziesięciu prawdziwych wrogów, niż Ciebie za przyjaciela...

Da38 napisał/a:

On ma swoje życie a  ja swoje. nigdy mnie nie słuchał, czego pragnę i jest b nerwowy jesli domyślacie się o co chodzi.Ale on tego tak nie widzi. Zawsze dla niego jest ok a ja jestem psychiczna jak cos nie gra.  Nie wiem co mam zrobić. Mąż chyba się domyśla ...zmienia się,  jest miły pyta ...stara się chyba naprawić blędy.

Tylko tyle, że pewnie zaczyna do niego docierać. Im dłużej będziesz zwlekać, z wyjaśnieniem całej sytuacji, tym gorzej dla Ciebie i kochanka. Samodzielne odkrycie prawdy przez Twojego jm, może bardzo zaboleć... kochanka również...

Da38 napisał/a:

Ja go nie kocham ale tez nie chce go skrzywdzić. Ostatnio mi powiedział ze jak cos ...nic mi się nie należy wszystko tz majatek jest jego.

Ty już go skrzywdziłaś i robisz to permanentnie od roku, sęk w tym, że on jeszcze nie jest tego pewien.   

Da38 napisał/a:

Nigdy nie myślałam o pieniądzach chce spokoju i miłości. Ale zabijają mnie wyrzuty sumienia. Miotam się. Boję się ze  zwariuje naprawdę. Przepraszam za haos, ale  pisze w dużych emocjach.

Inaczej, jak mówiąc prawdę, nie pozbędziesz się wyrzutów sumienia.

16

Odp: Co Teraz...rozwód

Męża nie kochałaś wcale od samego początku. Jedynie potrzebowałas 3 drinków aby sobie uzmysłowić swój stan. Napatoczył się przyjaciel męża (fajny przyjaciel czy tam znajomy) i nabrałaś wielkie chęcie na niego, zainponował Ci.
Ach... baby, mężatki jakie one są samotne w małżeństwie, jakie one są niedoceniane.
Dla polepszenia stanu znajdą sobie kochanka, rozwalą cały związek dla niby miłości.
A jak uważam, że kochanek jest do kiedy trwa małżeństwo, skończy się małżeństwo to i zniknie kochanek.
Na co mu cudza baba, ale frajda jak się ją popycha, no, jakby  nie było, na konto męża.

17 Ostatnio edytowany przez Da38 (2015-04-19 13:10:29)

Odp: Co Teraz...rozwód

Do paulo " zapewne bardziej przedsiębiorczym partnerem" myślisz ze chodzi mi o kasę...? ja jestem po 2 fakultetach mam fajną prace sporo zarabiam a moj kochanek jest rzemieślnikiem wiec nie o to tu chyba chodzi.

18

Odp: Co Teraz...rozwód

Słuchaj dziewczyno- ostatni raz do Ciebie piszę.
Twoje wykształcenie nie ma nic do rzeczy, bo człowiek może skończyć nie wiadomo, jakie to fakultety i przeczytać wagon książek, a być głupim życiowo, jak but z lewej nogi i na dodatek być też zepsutym do szpiku kości. Co ma piernik do wiatraka?
Są ludzie prości, którzy nie pokończyli żadnych szkół, a przecież mają taką życiową mądrość, że mogłabyś z takich ludzi czerpać garściami wszelkie życiowe mądrości i źle byś na tym nie wyszła.
wiesz  co powinnaś zrobić?
Usiądź sobie i jeszcze raz na spokojnie przemyśl  czy rzeczywiście słusznie robisz pokładając aż tak wielkie nadzieje w facecie, który oszukał Twojego męża i wlazł w Twoją rodzinę robiąc w niej rozpierduchę dla własnego widzi mi się. Czy według Twoich standardów, takie postępowanie dyskwalifikuje kogoś, jako człowieka, któremu można ufać, czy też uważasz, że to normalne i właściwie nie ma o czym dyskutować?
Skoro wynik Twoich przemyśleń na temat wartości tego człowieka, jako takiego, wyjdzie Ci na korzyść kochanka, to  powiedz kochankowi, że właśnie się do niego przeprowadzasz, bo Ty sprawę przemyslałaś i niech dzieje się, co chce, Ty zdecydowałaś się na zycie z nim na co dzień. Powiedz mu też, że zabierasz ze sobą prawie dorosłego syna i że masz wprawdzie troszkę długów i różnych niedokończonych spraw na głowie, ale niczego się nie boisz, bo wiesz, że to, co was łączy pokona wszystkie przeszkody, jakie staną wam na drodze. Powiedz mu, że już jesteś spakowana i żeby przyjechał po Ciebie za godzinę, weźmiesz na razie podstawowe rzeczy, a resztę Twoich maneli sprowadzicie później. Powiedz, że tak go kochasz, że ani minuty dłużej nie wytrzymasz już tego oczekiwania w napięciu- raz kozie śmierć.
Zrób tak- co Ci zależy? Przecież jesteś taka pewna jego miłości i jego uczciwych zamiarów wobec Ciebie- on też wie, że kochasz go nad własnego syna, więc jaki widzisz problem? Niech rzecz się wyda już teraz- przecież inne osoby, w tym Twój mąż, i tak domyslają się prawdy. Gdy zaczniesz rozwodzić się, to sprawa gacha i tak ujrzy światło dzienne, więc co to za róznica, kiedy rzecz się wyda. Miłość silniejsza nad wszystko.
Jeśli natomiast wynik Twoich rozmyślań na temat kochanka wyjdzie na niekorzyść dla niego, to zakończ tę znajomość i to natychmiast. Potem nie odbieraj od niego telefonów, nie pisz do niego, nie dzwoń, niczego mu nie wyjaśniaj i siedź cicho, jak mysz pod miotłą i módl  się, żeby syf nie zrobił się jeszcze większy.
Potem zastanów się, co dalej z Twoim małżeństwem- czy chcesz ciągnąć aż tak nieudany związek, czy też popracujesz troszkę nad waszym związkiem i jakoś powolutku ogarniesz swoje zycie osobiste.
Nie tłumacz się w taki sposób, że mąż nie dał Ci szansy, że Ciebie nie słucha, bo naprawdę jest mocno żenujące to, że tak ględzisz. Twój maż dał Ci szansę, bo ożenił  się z Tobą, macie syna i jesteście razem od wielu lat. On kiedyś przed laty mógł sobie Ciebie uzyć, kopnąć w zadek i dopiero zobaczyłabyś, co to znaczy, gdy ktoś nie daje Ci szansy.
Masz, moim zdaniem, za dobrze i dlatego poprzewracało Ci się w głowie od nadmiaru dobrostanu i braku prawdziwych kłopotów.
Sama prosisz się więc o baty i jesli dalej będziesz się upierała, to ja zapewniam Cię, że doprosisz się kłopotów, bardzo wielkich kłopotów. Wtedy dopiero zrozumiesz, co takiego sobie narobiłaś, jednak na poprawę sytuacji bedzie troszkę za późno.
Zamiast myśleć o głupotach i szukać guza, zacznij myśleć rozsądnie, jak dorosła i mądra kobieta.
Przestań się puszczać, bo nie wiesz z iloma kobietami, oprócz Ciebie, używa sobie Twój cudowny wybranek, nie wiesz więc czy nie złapiesz od takiego jakiegoś choróbska. Jeśli już tak bardzo uparłaś się na tego człowieka, to sprawdź sobie przynajmniej, jakie naprawdę są jego intencje wobec Ciebie. A potem, w zalezności od tego, co stwierdzisz, będziesz działała dalej albo skończysz z zaprzaństwem..
Ja radzę Ci zakończenie tej znajomości, bo wiedzę na temat wartości tego człowieka, masz przecież podaną, jak na tacy. Co jeszcze miałabyś sprawdzać? Mnie wystarczyłoby to, co wiem na ten moment. Powodzenia.

19

Odp: Co Teraz...rozwód
Da38 napisał/a:

Do paulo " zapewne bardziej przedsiębiorczym partnerem" myślisz ze chodzi mi o kasę...? ja jestem po 2 fakultetach mam fajną prace sporo zarabiam a moj kochanek jest rzemieślnikiem wiec nie o to tu chyba chodzi.

A czy ja napisałem , że chodzi o jakąś kasę.
Nie, po prostu uważam, że żyłaś pod dachem tyle lat z świadomością braku miłości do męża, a wyszłaś za mąż, pewnie ślub kościelny był. Przyżekłaś wierność, miłość itd.
To , że coś między wami się  popsuło to powinniście razem naprawiać, ale stało się.
WIęc, powinnaś najpierw się rozejść a później szukać partnera.
A twój kochanek, to w końcu znajomy czy przyjaciel męża, no, jeśli taki z niego fajny kumpel męża to tylko pozazdrościć.
Dla mnie osobiście to facet szuja, bo powinien odrazu powiedzieć, a przynajmniej przypomnieć Ci, że jesteś żoną kumpla i nie w dawać się w romans.
Nie raz mi się znajomych czy kumpli żony podobały, ale nigdy nie posunąłbym się do romansów.

Przykre jest że nie potrafią ludzie stanąć prosto w oczy i powiedzieć tej drugiej stronie, że odchodzą podając prawdziwy powód.
Tylko najpierw szukają innych ramion a później uciekają.

20

Odp: Co Teraz...rozwód
julkaxx napisał/a:

Skoro wynik Twoich przemyśleń na temat wartości tego człowieka, jako takiego, wyjdzie Ci na korzyść kochanka, to  powiedz kochankowi, że właśnie się do niego przeprowadzasz, bo Ty sprawę przemyslałaś i niech dzieje się, co chce, Ty zdecydowałaś się na zycie z nim na co dzień. Powiedz mu też, że zabierasz ze sobą prawie dorosłego syna i że masz wprawdzie troszkę długów i różnych niedokończonych spraw na głowie, ale niczego się nie boisz, bo wiesz, że to, co was łączy pokona wszystkie przeszkody, jakie staną wam na drodze. Powiedz mu, że już jesteś spakowana i żeby przyjechał po Ciebie za godzinę, weźmiesz na razie podstawowe rzeczy, a resztę Twoich maneli sprowadzicie później. Powiedz, że tak go kochasz, że ani minuty dłużej nie wytrzymasz już tego oczekiwania w napięciu- raz kozie śmierć.
Zrób tak- co Ci zależy? Przecież jesteś taka pewna jego miłości i jego uczciwych zamiarów wobec Ciebie-

julkaxx dobrze napisałaś.
Sprawdź autorko swojego kochanka, czy on ma dobre intencje w twoim kierunku.
Jak Ci powie, że nie jest przygotowany na przyjęcie cię w domu własnym , tzn, masz odpowiedź.
Ma cie tylko do posuwania.

21

Odp: Co Teraz...rozwód

Zgadzam się z tym co napisała Julkaxx i Paulo71.
Moim zdaniem Twój oblubieniec to zwykła szuja i złodziej wykradający potajemnie koledze żonę.
Pomyśl, czy jeśli zaproszona do domu Twoja przyjaciółka okradłaby Cię z biżuterii, to nadal byłaby przyjaciółką? Co byś myślała o takiej osobie?
Piszesz, że facet Cię przynajmniej słucha. Tak teraz słucha, a raczej sprawia takie wrażenie, bo chce uchodzić w Twoich oczach za kogoś lepszego od Twojego męża, a w rzeczywistości wcale mu na Tobie nie zależy.
Zastanawia mnie to, że z nim potrafisz rozmawiać a z mężem nie, to przepraszam czy Twój mąż jest głuchy a Ty nie znasz języka migowego?
Prawda jest taka, że Ty z nim wcale nie rozmawiałaś, nie dałaś mu pewnie nawet szansy na poprawę waszych relacji, tylko wybrałaś najgorszą z możliwych dróg, czyli destrukcję waszego małżeństwa poprzez wskoczenie do łóżka jakiegoś frajera, który mając ponad 30 lat nie ma poukładanego życia.
Finał Twojej historii będzie taki, że skończysz sama jak palec, bez szacunku wśród najbliższego otoczenia i z synem, który Cię znienawidzi za rozwalenie mu rodziny.
Mam nadzieję, że pójdziesz po olej do głowy i zrozumiesz, że na krzywdzie innych nie buduje się własnego szczęścia, bo to jest nie możliwe i prędzej czy później całe zło, które wyrządziłaś synowi i mężowi do Ciebie wróci, czego oczywiście Ci nie życzę.

22

Odp: Co Teraz...rozwód

W sumie nie dziwią mnie komentarze, bo większość tu zdradzonych. Więc swoją złość muszą gdzieś rozładować, najlepiej obrażając innych. Ale ci zdradzeni, też nie są święci jak starają się pokazać.  Poza tym facet, który zdradził łatwiej nie wiedzieć czemu uzyskuje wybaczenie niż kobieta. Zdradził, opamiętał i wrócił, więc już cacy. To kobieta która go uwiodła jest zła. Kiedy kobieta zdradziła i nawet wróciła to ona nadal zła. A jak odeszła z kochankiem to jest zła do potęgi n-tej. A tak naprawdę zdrada nie bierze się z niczego.
Czasy małżeństw z przymusu się skończyły. Uzależnienia kobiety od mężczyzny też. Każdy ma prawo do własnego szczęścia. I nie rozumiem pomówień, że jak ktoś się rozwiódł, to buduje szczęście na innym nieszczęściu, bo szczęśliwe małżeństwa się nie rozwodzą!  To że jednej stronie jest wygodnie w małżeństwie i się nie musi starać, bo przecież klamka zapadła i zawsze tak będzie (że ma wszystko dane jak na tacy), a tu nagle się okazuje że niekoniecznie i jest tym wielce oburzona, no cóż... trzeba było docenić to co się ma w domu.
Ja pomimo, że związałam się z rozwodnikiem, jestem przeciwna rozwodom. Ale nie pro forma. Ale na zasadzie, masz związek (decydujesz się na niego) to dbaj. A jeśli nie dbasz to się licz że stracisz tą osobę. Nic nie jest dane na wieczność. Paradoksalnie gdyby wszyscy tak do tego podchodzili nie byłoby zdrad i rozwodów, albo nie aż tyle.

23

Odp: Co Teraz...rozwód

Piszesz ze mąż jest miły, chyba się domyśla ze nosi poroze i stara się naprawić błędy.
Nie ma takiego błędu który uzasadniał by, usprawiedliwiać per filie zdrady.

Wyszlas za mąż mając 19 lat, syn dorosły i uderzył Cię kryzys wieku średniego. Chcesz znowu czy się jak wtedy kiedy wychodsilas za mąż, ale mąż Ci się znudził, nie potrafiła zadbać o Waszą miłość. I poszukają w sobie zauroczenia do faceta którego mąż wpuścił do domu.

Myślisz, że za 10 lat nie zaczniesz znowu szukać ciekawszego modelu? 
Może i nie, bo wtedy bedziesz,potrzebowala bardziej przyjaciela niż kochanka obok siebie.
Ale za 10 lat kochanek tez będzie rozglądać się za nowszym modelem, tak jak to robi teraz.

Zresztą to Twoje życie, Twoje bledy.

Ale ta podwójna perfidia która wyrządził iście mężowi Ty jako żona i kochanek jako jego przyjaciel...
Na długo nie da mu żyć w spokoju.

idz,do kochanka, już, teraz, zostaw męża i dziecko, powiedz im prosto w oczy ze ich zdradzają, wolisz kochanka i seksowny z nim od rodziny.
Miej chociaż odwagę wyjawić im prawdę o sobie.

I przestań dawać sygnały (migowe? Dymne? ).

24

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:

W sumie nie dziwią mnie komentarze, bo większość tu zdradzonych. Więc swoją złość muszą gdzieś rozładować, najlepiej obrażając innych. Ale ci zdradzeni, też nie są święci jak starają się pokazać.  Poza tym facet, który zdradził łatwiej nie wiedzieć czemu uzyskuje wybaczenie niż kobieta. Zdradził, opamiętał i wrócił, więc już cacy. To kobieta która go uwiodła jest zła. Kiedy kobieta zdradziła i nawet wróciła to ona nadal zła. A jak odeszła z kochankiem to jest zła do potęgi n-tej. A tak naprawdę zdrada nie bierze się z niczego.
Czasy małżeństw z przymusu się skończyły. Uzależnienia kobiety od mężczyzny też. Każdy ma prawo do własnego szczęścia. I nie rozumiem pomówień, że jak ktoś się rozwiódł, to buduje szczęście na innym nieszczęściu, bo szczęśliwe małżeństwa się nie rozwodzą!  To że jednej stronie jest wygodnie w małżeństwie i się nie musi starać, bo przecież klamka zapadła i zawsze tak będzie (że ma wszystko dane jak na tacy), a tu nagle się okazuje że niekoniecznie i jest tym wielce oburzona, no cóż... trzeba było docenić to co się ma w domu.
Ja pomimo, że związałam się z rozwodnikiem, jestem przeciwna rozwodom. Ale nie pro forma. Ale na zasadzie, masz związek (decydujesz się na niego) to dbaj. A jeśli nie dbasz to się licz że stracisz tą osobę. Nic nie jest dane na wieczność. Paradoksalnie gdyby wszyscy tak do tego podchodzili nie byłoby zdrad i rozwodów, albo nie aż tyle.

Anastacja, jest pewna różnica pom?ędzyzakończeniem związku z powodu zdrady, a rozstaniem się dwojga ludzi bo wypaliły się w nich uczucia i każde układa sobie życie na nowo.
Tak jak napisałaś, nic nie trwa wiecznie, ale czy masz pewność, że Twój partner nigdy Cię nie zdradzi? Dałabyś sobie za to rękę uciąć.
Powiedz jaki byś miała stosunek do kobiety która Ci go zabierze i do niego samego, gdyby wasze rozstanie nastąpiło na skutek jego zdrady poprzedzonej stertą kłamst?
Nadal uważałabyś, że to porządny człowiek, a ona kobieta z zasadami?
Czy nie zupełnie inaczej odbierałabyś ich, gdyby nie oszukiwali Cię, tylko uczciwie załatwili sprawę i związali sie ze sobą dopiero wtedy, kiedy Twoj pan zakończyłby uczciwie związek z Tobą?
Nikt nie lubi być oszukiwany myślę, źe Ty równieź. I nie uwierze, że nie gardzisz kłamstwem, a czymże innym jak nie kłamstwem jest zdrada i pozostawanie w związku mając na boku kochankę czy kochanka.
Chciałabyś być tak potraktowana?

25

Odp: Co Teraz...rozwód
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

W sumie nie dziwią mnie komentarze, bo większość tu zdradzonych. Więc swoją złość muszą gdzieś rozładować, najlepiej obrażając innych. Ale ci zdradzeni, też nie są święci jak starają się pokazać.  Poza tym facet, który zdradził łatwiej nie wiedzieć czemu uzyskuje wybaczenie niż kobieta. Zdradził, opamiętał i wrócił, więc już cacy. To kobieta która go uwiodła jest zła. Kiedy kobieta zdradziła i nawet wróciła to ona nadal zła. A jak odeszła z kochankiem to jest zła do potęgi n-tej. A tak naprawdę zdrada nie bierze się z niczego.
Czasy małżeństw z przymusu się skończyły. Uzależnienia kobiety od mężczyzny też. Każdy ma prawo do własnego szczęścia. I nie rozumiem pomówień, że jak ktoś się rozwiódł, to buduje szczęście na innym nieszczęściu, bo szczęśliwe małżeństwa się nie rozwodzą!  To że jednej stronie jest wygodnie w małżeństwie i się nie musi starać, bo przecież klamka zapadła i zawsze tak będzie (że ma wszystko dane jak na tacy), a tu nagle się okazuje że niekoniecznie i jest tym wielce oburzona, no cóż... trzeba było docenić to co się ma w domu.
Ja pomimo, że związałam się z rozwodnikiem, jestem przeciwna rozwodom. Ale nie pro forma. Ale na zasadzie, masz związek (decydujesz się na niego) to dbaj. A jeśli nie dbasz to się licz że stracisz tą osobę. Nic nie jest dane na wieczność. Paradoksalnie gdyby wszyscy tak do tego podchodzili nie byłoby zdrad i rozwodów, albo nie aż tyle.

Anastacja, jest pewna różnica pom?ędzyzakończeniem związku z powodu zdrady, a rozstaniem się dwojga ludzi bo wypaliły się w nich uczucia i każde układa sobie życie na nowo.
Tak jak napisałaś, nic nie trwa wiecznie, ale czy masz pewność, że Twój partner nigdy Cię nie zdradzi? Dałabyś sobie za to rękę uciąć.
Powiedz jaki byś miała stosunek do kobiety która Ci go zabierze i do niego samego, gdyby wasze rozstanie nastąpiło na skutek jego zdrady poprzedzonej stertą kłamst?
Nadal uważałabyś, że to porządny człowiek, a ona kobieta z zasadami?
Czy nie zupełnie inaczej odbierałabyś ich, gdyby nie oszukiwali Cię, tylko uczciwie załatwili sprawę i związali sie ze sobą dopiero wtedy, kiedy Twoj pan zakończyłby uczciwie związek z Tobą?
Nikt nie lubi być oszukiwany myślę, źe Ty równieź. I nie uwierze, że nie gardzisz kłamstwem, a czymże innym jak nie kłamstwem jest zdrada i pozostawanie w związku mając na boku kochankę czy kochanka.
Chciałabyś być tak potraktowana?

Szczerze, nie znam małżeństw, które się rozwiodły, bo się uczucie wypaliło, no chyba że były w toksycznych związkach, ale i wtedy szuka się wparcia, zrozumienia, gdzie indziej (najpierw), a jak się znajduje, to do romansu, zdrady 1 krok.
I wybacz nie wierze w tłumaczenia że mąż/zona miał wszystko, że nie dawało się powodów by coś tam.. tak się mówi dla usprawiedliwienia siebie. A prawda zazwyczaj inna jeśli nie leży po środku. Tak samo jak Twoja żona zdradziła z jakiegoś powodu, tak autorka męża, tak mój facet żonę. Każdy z tych 3 przypadków łączy jedno - wypalenie uczuć w małżeństwie, brak komunikacji. Przez lata!

26 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2015-04-19 17:33:15)

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Da38 napisał/a:

Anastazja...jestes z nim? jak wam się układa?

Tak jesteśmy razem, ale nie było łatwo. Szczególnie ten okres przed jego rozwodem. Potem poznawanie dziecka itd.
Byłam nawet zdecydowana zerwać z nim definitywnie. Przez pewien czas nie mieliśmy kontaktu - dałam mu czas na poukładanie swoich spraw. Męczyłam się bardzo, ale to była jedyna słuszna decyzja. Wróciliśmy do siebie po jego rozwodzie.

Anastazjo,
Twoja sytuacja znacząco odbiega od dytuacji Da38. Gdyż ona zakochała się i zdradziła a Twój lowelas ruchał, co napotkał na drodze pomimo, iż był żonaty.  Ale widocznie na razie mu się znudziło skakanie i postanowił podobnie jak poprzednio przy żonie zagrzać dłużej miejsca przy jednej d...ie. Zobaczymy jak długo.
W każdym bądź razie oboje nie mieliście żadnych obiekcji moralnych w przeciwieństwie do autorki.

27

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

W sumie nie dziwią mnie komentarze, bo większość tu zdradzonych. Więc swoją złość muszą gdzieś rozładować, najlepiej obrażając innych. Ale ci zdradzeni, też nie są święci jak starają się pokazać.  Poza tym facet, który zdradził łatwiej nie wiedzieć czemu uzyskuje wybaczenie niż kobieta. Zdradził, opamiętał i wrócił, więc już cacy. To kobieta która go uwiodła jest zła. Kiedy kobieta zdradziła i nawet wróciła to ona nadal zła. A jak odeszła z kochankiem to jest zła do potęgi n-tej. A tak naprawdę zdrada nie bierze się z niczego.
Czasy małżeństw z przymusu się skończyły. Uzależnienia kobiety od mężczyzny też. Każdy ma prawo do własnego szczęścia. I nie rozumiem pomówień, że jak ktoś się rozwiódł, to buduje szczęście na innym nieszczęściu, bo szczęśliwe małżeństwa się nie rozwodzą!  To że jednej stronie jest wygodnie w małżeństwie i się nie musi starać, bo przecież klamka zapadła i zawsze tak będzie (że ma wszystko dane jak na tacy), a tu nagle się okazuje że niekoniecznie i jest tym wielce oburzona, no cóż... trzeba było docenić to co się ma w domu.
Ja pomimo, że związałam się z rozwodnikiem, jestem przeciwna rozwodom. Ale nie pro forma. Ale na zasadzie, masz związek (decydujesz się na niego) to dbaj. A jeśli nie dbasz to się licz że stracisz tą osobę. Nic nie jest dane na wieczność. Paradoksalnie gdyby wszyscy tak do tego podchodzili nie byłoby zdrad i rozwodów, albo nie aż tyle.

Anastacja, jest pewna różnica pom?ędzyzakończeniem związku z powodu zdrady, a rozstaniem się dwojga ludzi bo wypaliły się w nich uczucia i każde układa sobie życie na nowo.
Tak jak napisałaś, nic nie trwa wiecznie, ale czy masz pewność, że Twój partner nigdy Cię nie zdradzi? Dałabyś sobie za to rękę uciąć.
Powiedz jaki byś miała stosunek do kobiety która Ci go zabierze i do niego samego, gdyby wasze rozstanie nastąpiło na skutek jego zdrady poprzedzonej stertą kłamst?
Nadal uważałabyś, że to porządny człowiek, a ona kobieta z zasadami?
Czy nie zupełnie inaczej odbierałabyś ich, gdyby nie oszukiwali Cię, tylko uczciwie załatwili sprawę i związali sie ze sobą dopiero wtedy, kiedy Twoj pan zakończyłby uczciwie związek z Tobą?
Nikt nie lubi być oszukiwany myślę, źe Ty równieź. I nie uwierze, że nie gardzisz kłamstwem, a czymże innym jak nie kłamstwem jest zdrada i pozostawanie w związku mając na boku kochankę czy kochanka.
Chciałabyś być tak potraktowana?

Szczerze, nie znam małżeństw, które się rozwiodły, bo się uczucie wypaliło, no chyba że były w toksycznych związkach, ale i wtedy szuka się wparcia, zrozumienia, gdzie indziej (najpierw), a jak się znajduje, to do romansu, zdrady 1 krok.
I wybacz nie wierze w tłumaczenia że mąż/zona miał wszystko, że nie dawało się powodów by coś tam.. tak się mówi dla usprawiedliwienia siebie. A prawda zazwyczaj inna jeśli nie leży po środku. Tak samo jak Twoja żona zdradziła z jakiegoś powodu, tak autorka męża, tak mój facet żonę. Każdy z tych 3 przypadków łączy jedno - wypalenie uczuć w małżeństwie, brak komunikacji. Przez lata!

Wiesz ja też nie wierzę w takie tłumaczenia, w moim małżeństwie też czegoś żonie brakowało i mi zresztą równierz, tylko różnica jest taka, że ja jej mówiłem czego mi brakujei mimo, że wielu rzeczy nie poprawiła to jej nie zdradziłem, a ona nic nie mówiąc wybrała drogę zdrady i kłamstwa.
Poza tym sama sobie zaprzeczasz w tym co piszesz, bo na końcu posta napisałaś, że zdradę mojej żony, autorki i Twojego partnera łączy wypalenie uczuć w naszych związkach, a na początku piszesz, że nie znasz małżeństw, które rozwiodły się z powodu wypalenia uczuć. Tak więc zawsze skutkiem ostatecznym wypalenia się tych uczuć jestnrozwód, tylko o ile w przypadku pominięcia zdrady ludzie rozchodzą się w przyjaźn, nie krzywdząc swojego partnera, tak jeśli dochodzi do niej to zawsze osoba zdradzona jest tą skrzywdzoną, a rozstanie nie zawsze odbywa się tak pokojowo.
Po co więc krzywdzić swojego dotychczasowego partnera, jak można sprawę uczciwie załatwić zanim dopuści się do zdrady?

28

Odp: Co Teraz...rozwód
Piotr74 napisał/a:

Wiesz ja też nie wierzę w takie tłumaczenia, w moim małżeństwie też czegoś żonie brakowało i mi zresztą równierz, tylko różnica jest taka, że ja jej mówiłem czego mi brakujei mimo, że wielu rzeczy nie poprawiła to jej nie zdradziłem, a ona nic nie mówiąc wybrała drogę zdrady i kłamstwa.
Poza tym sama sobie zaprzeczasz w tym co piszesz, bo na końcu posta napisałaś, że zdradę mojej żony, autorki i Twojego partnera łączy wypalenie uczuć w naszych związkach, a na początku piszesz, że nie znasz małżeństw, które rozwiodły się z powodu wypalenia uczuć. Tak więc zawsze skutkiem ostatecznym wypalenia się tych uczuć jestnrozwód, tylko o ile w przypadku pominięcia zdrady ludzie rozchodzą się w przyjaźn, nie krzywdząc swojego partnera, tak jeśli dochodzi do niej to zawsze osoba zdradzona jest tą skrzywdzoną, a rozstanie nie zawsze odbywa się tak pokojowo.
Po co więc krzywdzić swojego dotychczasowego partnera, jak można sprawę uczciwie załatwić zanim dopuści się do zdrady?

Ja napisałam co łączy. Czyli w domyśle co skłoniło do zdrady. W końcu w każdym z tych 3 przypadków była zdrada.  Nie wiem jak sobie zaprzeczam, że nie znam małżeństw które się rozwiodły z powodu wypalenia uczuć. Mylisz 2 rzeczy.To nieszczęśliwe małżeństwo, prowadzi do zdrady a ona do rozwodu najczęściej. I nie są to zazwyczaj perfidne działania. Ktoś znajduje to czego mu brakuje gdzie indziej. A serce nie sługa. Znasz mój watek czy Kroteczki, teraz ten - w każdym mowa o głębszym uczuciu do nowej osoby. Owszem lepiej myśleć że nie odwzajemniona, bo zdradzonemu łatwiej to przyjąć. Ale tak jak u mego faceta tak i u Ciebie, choć zona wróciła, małżeństwa już nie ma i tylko czekać aż się rozpadnie. Tylko że Ty wtedy będziesz miał pozorną przewagę, że to Ty zakończyłeś, po jej powrocie i że jej się nie udało. Ot taka różnica.

29

Odp: Co Teraz...rozwód
Da38 napisał/a:

Nie otworzył mi oczu kochanek... nie wiedziałam co mam zrobic juz dawno.Robiłam zawsze to co mąż chciał. Nigdy sie nie sprzeciwiałam. Nie mam na kogo liczyć rodziców nie mam, wiec nikt mi nie mógł pomóc. Wiem że to co robie jest obrzydliwe. chciałam skonczyc to juz z 3 razy. Ale zawsze wracamy do  siebie. boje się czasami ze on sobie cos zrobi. Twierdzi, że jestem jego całym światem że mnie b kocha. Z mężem nie sypiam od jakiegos roku. Nie mogę ...

Nie kochanek pokazał Ci beznadzieję małżeństwa?
Przecież, dokąd nie pojawił się "przyjaciel domu", nie rozważałaś rozwodu.
Tytuł wątku sugeruje, że zdałaś sobie sprawę, że wszystko odbywa się od d..y strony, nie tak, jak być powinno.
A to, że brzydzisz się męża, to akurat zrozumiałe, dochowujesz przecież wierności i nie chcesz "zdradzać".
Klasyka.

30 Ostatnio edytowany przez Olinka (2015-04-20 15:32:57)

Odp: Co Teraz...rozwód

Anastazjo, pleciesz androny- naoglądałaś się chyba za dużo amerykańskich filmów i coś Ci się pomieszało.
Do zwykłego [wulgaryzm] dopisujesz jakieś ideologie.
Facet, z którym jesteś, rozwiódł się z żoną, ponieważ pojawiłaś się Ty i skutecznie namieszałaś mu we łbie. W przeciwieństwie do jego poprzednich bocznych dup, Ty nie dałaś zrobić z siebie jego darmowej dziwki, bo postawiłaś mu określone warunki i trzymałaś się ich konsekwentnie. Sama napisałaś, że przeciągnęłaś go po podłodze za kudły i że trwało to jakies dwa lata, zanim chłop ten ostatecznie zostawił swoją żonę. Inne jego kochanki (nie wierzę w to, że byłaś pierwszą, skoro on był aż taki niezadowolony ze swojej zony- może była, według jego oceny, za stara dla niego?)pewnie nie były takie sprytne i nie potrafiły poradzić sobie z tym panem? Może wydzwaniały do niego dniami i nocami, płaszczyły się przed nim, więc on znudził się nimi? Ty byłaś kumata a wte klocki i raz podsuwałaś mu pod nos marchewkę, a za chwilę odstawiałaś go od cycka- w ten oto prosty sposób rozpaliłaś żądze tego chłopa, aż na koniec doczekałaś się tego, że chłoptaś zostawił dla Ciebie żonę. Pewnie jesteś bardzo z siebie dumna- a ja powiem Ci tak- smród za Tobą będzie ciągnął się do końca Twoich dni. Możesz opowiadać tu różne bajki i wymadrzać się, ale jednego faktu nie zmienisz- rozwaliłaś czyjeś małżeństwo i spowodowałaś, że przez Ciebie cierpiała jakaś kobieta, która nie zrobiła Ci żadnej krzywdy.
I kogo Ty dostałaś w nagrodę? dostałaś faceta, który potrafi zdradzać i kogoś okłamywać- cóż to za zwycięstwo.
Ja nawet nie przyznawałabym się do czegoś takiego- Ty wprost przeciwnie, jeszcze się obnosisz ze swoim [wulgaryzm] oraz głupotą.
Piotr nie rozwalił swojego małżeństwa, ponieważ to nie on poszedł bzykac się z inną. to jego zona zdradziła i nie tylko raz to zrobiła, żeby była jasność.
Dzisiaj wróciła do męża, bo gach pokazał jej, gdzie zgina się dziób pingwina i zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Ot, wróciła baba, ponaparzała się z jakimś etatowym uwodzicielem, amatorem mężatek, otrzepała mokre pióra niczym kaczka na deszczu i siedzi w domu, pewnie do następnego gacha.
To nie wina Piotra, że ta kobieta ma taką, a nie inną mentalność- to pani sklepowa, która lubi być adorowana przez klientów. Może ona wychodzi z założenia, że jej się przecież nie wymydli? Jaką to głupią trzeba być kobietą, żeby zachowywać się tak, jak ona. Ja nie wiem, jakim cudem Piotr może szanować tę kobietę, liczyć się z jej zdaniem i w ogóle znosić jej obecność w domu? Ale spokojnie- to małżeństwo praktycznie już nie istnieje. Jest tylko kwestią czasu, gdy pojawi się następny super men i wtedy Piotr bez żalu podziękuje pani za dalszą współpracę.
Nie pisz bzdur, jakoby wina zawsze leżała po środku- tak nie jest. Gdy w grę wchodzi zdrada, czyli świństwo w najbardziej ohydnej postaci, to zawsze jest to winą tego, który zdradza. Wszystkie inne powody i niedociągnięcia którejś ze stron bledną w obliczu tego rodzaju zaprzaństwa. Zdrada jest podłością najwyższego rzędu i nie ma żadnego usprawiedliwienia dla kogoś, kto robi takie rzeczy. W życiu nie przekonasz mnie, że są jakieś wyjątki w tej dziedzinie- zdrada jest chyba jedyna rzeczą, która podchodzi pod kategorię niewybaczanych czynów.
W wracając do wątku autorki- czy Ty naprawdę nie widzisz o co chodzi w jej sprawie, czy też dalej, jako zaprawiony demagog, będziesz zawijała gówno z sreberko?
Autorka wdała się w szujowaty romans z jakimś chłopem, który niczym złodziej wkradł się z cudze zycie udając przyjaciela czy tam znajomego jej męża. Nie odrzuca Ciebie od takich ludzi? Nie widzisz w takim postępowaniu niczego obrzydliwego? Dlaczego mącisz w głowie tej dziewczynie i próbujesz wmanewrować ją w układ z takim człowiekiem?
Jeśli tak jej źle i niefajnie z mężem, to niech się z nim rozwiedzie, ale niech w żadnym wypadku niech potem ona nie wiąże się z tą szują. Niech potem żyje samotnie albo znajdzie kogoś porządnego, ale tego konkretnie gościa ona powinna odstawić i to natychmiast.
Powinna to zrobić dla siebie i dla swojego syna przede wszystkim.
Co Ty sobie dziewczyno wyobrażasz? Myślisz, że życie, to jakiś film? Za złe wybory płaci się wysoką cenę, bardzo wysoką cenę- kiedyś na własnej skórze przekonasz się o tym. Ktoś powie Ci że jesteś [wulgaryzm], a Ty tylko się obliżesz, bo nie bedziesz miała żadnych argumentów na swoją obronę. Może tak powie do Ciebie nawet ten, który dla Ciebie się rozwiódł? Życie pisze różne scenariusze- nawet nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, jak podli potrafią być ludzie. A Ty podskakujesz i pysznisz się tym, że złapałaś cudzego chłopa.  Wstydź się kobieto.


Zgodnie z Regulaminem Forum używanie słów obraźliwych i wulgarnych jest zabronione. Proszę o dostosowanie języka do panujących u nas zasad.

31

Odp: Co Teraz...rozwód

Piszesz,że chcesz spokoju i miłości. To mądry wybór. Nie można żyć z kimś kogo się nie kocha i udawać,że jest ok,jeśli nie jest. W ten sposób się wykończysz i NIGDY nie będziesz szczęśliwa. Walcz o swoje szczęście. Warto. Ja zawalczyłam własnie w wieku 38 lat. smile I nie żałuję smile Ni musisz być Matka Polką i cierpieć,bo tak mężowi przysięgałaś. Masz prawo do własnego szczęśliwego zycia. Pamietaj o tym. I nie miej wyrzutów sumienia,bo raczej Twój mąż ich nie ma i miał nie będzie. Pozdraiwam i trzymam kciuki za Ciebie smile

32

Odp: Co Teraz...rozwód
julkaxx napisał/a:

Anastazjo, pleciesz androny- naoglądałaś się chyba za dużo amerykańskich filmów i coś Ci się pomieszało.
Do zwykłego [wulgaryzm] dopisujesz jakieś ideologie.
Facet, z którym jesteś, rozwiódł się z żoną, ponieważ pojawiłaś się Ty i skutecznie namieszałaś mu we łbie. W przeciwieństwie do jego poprzednich bocznych dup, Ty nie dałaś zrobić z siebie jego darmowej dziwki, bo postawiłaś mu określone warunki i trzymałaś się ich konsekwentnie. Sama napisałaś, że przeciągnęłaś go po podłodze za kudły i że trwało to jakies dwa lata, zanim chłop ten ostatecznie zostawił swoją żonę. Inne jego kochanki (nie wierzę w to, że byłaś pierwszą, skoro on był aż taki niezadowolony ze swojej zony- może była, według jego oceny, za stara dla niego?)pewnie nie były takie sprytne i nie potrafiły poradzić sobie z tym panem? Może wydzwaniały do niego dniami i nocami, płaszczyły się przed nim, więc on znudził się nimi? Ty byłaś kumata a wte klocki i raz podsuwałaś mu pod nos marchewkę, a za chwilę odstawiałaś go od cycka- w ten oto prosty sposób rozpaliłaś żądze tego chłopa, aż na koniec doczekałaś się tego, że chłoptaś zostawił dla Ciebie żonę. Pewnie jesteś bardzo z siebie dumna- a ja powiem Ci tak- smród za Tobą będzie ciągnął się do końca Twoich dni. Możesz opowiadać tu różne bajki i wymadrzać się, ale jednego faktu nie zmienisz- rozwaliłaś czyjeś małżeństwo i spowodowałaś, że przez Ciebie cierpiała jakaś kobieta, która nie zrobiła Ci żadnej krzywdy.
I kogo Ty dostałaś w nagrodę? dostałaś faceta, który potrafi zdradzać i kogoś okłamywać- cóż to za zwycięstwo.
Ja nawet nie przyznawałabym się do czegoś takiego- Ty wprost przeciwnie, jeszcze się obnosisz ze swoim [wulgaryzm] oraz głupotą.

Ani nie wstydzę, ani nie pysznię. Nie jestem za rozwodami, ale za tym by ludzie którzy decydują się być razem o siebie dbali i szanowali.  Może tak myślę, bo znam wiele osób co się rozwiodły i wyszło im to zdecydowanie na lepsze. Stworzyli bardziej dojrzałe związki, oparte na doświadczeniu, niż te zawarte we wczesnej młodości pod wpływem pewnej presji. Owszem można być nieszczęśliwą mężatką do usranej śmierci bo tak trzeba. I na odwrót. Ile kobiet, zwykle kobiet tu na forum pisze, jak jest traktowanych przez mężczyzn, mężów ? aż się włos na głowie jeży. Uważasz, że powinny dalej w tym tkwić, bo trzeba? Właśnie ta niezależność powoduje, że nie musimy. A dzieci wcale nie muszą na tym ucierpieć jeżeli ma się ich na względzie. Inaczej jak są powodem do przepychanek. Myślisz, że lepiej jakby się wychowywały w toksycznej rodzinie, gdzie i tak nie ma miłości?
I nie mówię tu o zdradach, a bo komuś brakuje seksu, ale wtedy taka osoba nie szuka, nie buduje więzi emocjonalnej z inną. Wiele się tu pisze o różnicach pomiędzy jednorazową zdradą a romansem. Akurat w moim przypadku i żona mego faceta kogoś miała. I to dłużej niż nasz trwał romans. Uważasz, że takie małżeństwo mogło funkcjonować, tylko dla dziecka? Zdrada emocjonalna była dużo wcześniej z obu stron. Zamiast współżycia tylko kłótnie i unikanie siebie nawzajem. Teraz każdy żyje własnym życiem, bez napięć. Ona się nie ukrywa ze swoim nowym i my także. A dziecko nie uważam, że jest skrzywdzone, bo tak jak matce tak i ojcu na nim zależy. Tylko teraz ma 2 domy z fajną atmosferą zamiast jednego w którym ciepła brak. Ot tyle.
I nie mące w głowie, mówię jedynie że jest i 2 strona medalu, o której tu się nie mówi, z racji tego że większość zna sytuację od strony zdradzonych.
Autorka sama zdecyduje co zrobić.

33 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2015-04-19 19:48:20)

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
julkaxx napisał/a:

Anastazjo, pleciesz androny- naoglądałaś się chyba za dużo amerykańskich filmów i coś Ci się pomieszało.
Do zwykłego [wulgaryzm] dopisujesz jakieś ideologie.
Facet, z którym jesteś, rozwiódł się z żoną, ponieważ pojawiłaś się Ty i skutecznie namieszałaś mu we łbie. W przeciwieństwie do jego poprzednich bocznych dup, Ty nie dałaś zrobić z siebie jego darmowej dziwki, bo postawiłaś mu określone warunki i trzymałaś się ich konsekwentnie. Sama napisałaś, że przeciągnęłaś go po podłodze za kudły i że trwało to jakies dwa lata, zanim chłop ten ostatecznie zostawił swoją żonę. Inne jego kochanki (nie wierzę w to, że byłaś pierwszą, skoro on był aż taki niezadowolony ze swojej zony- może była, według jego oceny, za stara dla niego?)pewnie nie były takie sprytne i nie potrafiły poradzić sobie z tym panem? Może wydzwaniały do niego dniami i nocami, płaszczyły się przed nim, więc on znudził się nimi? Ty byłaś kumata a wte klocki i raz podsuwałaś mu pod nos marchewkę, a za chwilę odstawiałaś go od cycka- w ten oto prosty sposób rozpaliłaś żądze tego chłopa, aż na koniec doczekałaś się tego, że chłoptaś zostawił dla Ciebie żonę. Pewnie jesteś bardzo z siebie dumna- a ja powiem Ci tak- smród za Tobą będzie ciągnął się do końca Twoich dni. Możesz opowiadać tu różne bajki i wymadrzać się, ale jednego faktu nie zmienisz- rozwaliłaś czyjeś małżeństwo i spowodowałaś, że przez Ciebie cierpiała jakaś kobieta, która nie zrobiła Ci żadnej krzywdy.
I kogo Ty dostałaś w nagrodę? dostałaś faceta, który potrafi zdradzać i kogoś okłamywać- cóż to za zwycięstwo.
Ja nawet nie przyznawałabym się do czegoś takiego- Ty wprost przeciwnie, jeszcze się obnosisz ze swoim [wulgaryzm] oraz głupotą.

Ani nie wstydzę, ani nie pysznię. Nie jestem za rozwodami, ale za tym by ludzie którzy decydują się być razem o siebie dbali i szanowali.  Może tak myślę, bo znam wiele osób co się rozwiodły i wyszło im to zdecydowanie na lepsze. Stworzyli bardziej dojrzałe związki, oparte na doświadczeniu, niż te zawarte we wczesnej młodości pod wpływem pewnej presji. Owszem można być nieszczęśliwą mężatką do usranej śmierci bo tak trzeba. I na odwrót. Ile kobiet, zwykle kobiet tu na forum pisze, jak jest traktowanych przez mężczyzn, mężów ? aż się włos na głowie jeży. Uważasz, że powinny dalej w tym tkwić, bo trzeba? Właśnie ta niezależność powoduje, że nie musimy. A dzieci wcale nie muszą na tym ucierpieć jeżeli ma się ich na względzie. Inaczej jak są powodem do przepychanek. Myślisz, że lepiej jakby się wychowywały w toksycznej rodzinie, gdzie i tak nie ma miłości?
I nie mówię tu o zdradach, a bo komuś brakuje seksu, ale wtedy taka osoba nie szuka, nie buduje więzi emocjonalnej z inną. Wiele się tu pisze o różnicach pomiędzy jednorazową zdradą a romansem. Akurat w moim przypadku i żona mego faceta kogoś miała. I to dłużej niż nasz trwał romans. Uważasz, że takie małżeństwo mogło funkcjonować, tylko dla dziecka? Zdrada emocjonalna była dużo wcześniej z obu stron. Zamiast współżycia tylko kłótnie i unikanie siebie nawzajem. Teraz każdy żyje własnym życiem, bez napięć. Ona się nie ukrywa ze swoim nowym i my także. A dziecko nie uważam, że jest skrzywdzone, bo tak jak matce tak i ojcu na nim zależy. Tylko teraz ma 2 domy z fajną atmosferą zamiast jednego w którym ciepła brak. Ot tyle.
I nie mące w głowie, mówię jedynie że jest i 2 strona medalu, o której tu się nie mówi, z racji tego że większość zna sytuację od strony zdradzonych.
Autorka sama zdecyduje co zrobić.

Anastazjo,
Czego to ty jeszcze nie wybajdurzysz żeby siebue i swojego kochanka wybielić big_smile
MASAKRA!
A tak czysto teoretycznie: Czy gdyby zdrada twojego kochasia, o której przecież nie mieliście wcześniej pojęcia, nie ujrzała światła dziennego to czułabyś się chocuaż trochę gorzej niż teraz?

GUUUUFFFFNO ZAWINIĘTE W SREBRRKO DALEJ ŚMIERDZI JAK GUUUFFFFFNO

A tutaj fragment z ostatniego wpisu w wątku panibaronowej

Andora napisał/a:

Ja jestem po rozwodzie, próbowaliśmy ratować małżeństwo, ale nie wyszło, żadnej traumy nie było, po prostu nie pasowaliśmy do siebie, rozstaliśmy się w zgodzie

Można? Można
Ale trzeba być człowiekiem i mieć zasady

34

Odp: Co Teraz...rozwód
Aleksandra81 napisał/a:

A tutaj fragment z ostatniego wpisu w wątku panibaronowej

Andora napisał/a:

Ja jestem po rozwodzie, próbowaliśmy ratować małżeństwo, ale nie wyszło, żadnej traumy nie było, po prostu nie pasowaliśmy do siebie, rozstaliśmy się w zgodzie

Można? Można
Ale trzeba być człowiekiem i mieć zasady

No i? Mój tez się rozstał w zgodzie i traumy nie było. Teraz każdy żyje własnym życiem bez skakania sobie do gardeł.
Można? Można!
Już nie wiesz co wymyślić... tak wiem, zaraz napiszesz, że zdrady itd. Że nie ta kolejność. Z 2 str. ok zdradził, więc się rozwiódł. Może czekał na odpowiedni moment? Może dlatego, że poczekał i wszystko przemyślał, rozstali się w zgodzie?

35

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

A tutaj fragment z ostatniego wpisu w wątku panibaronowej

Andora napisał/a:

Ja jestem po rozwodzie, próbowaliśmy ratować małżeństwo, ale nie wyszło, żadnej traumy nie było, po prostu nie pasowaliśmy do siebie, rozstaliśmy się w zgodzie

Można? Można
Ale trzeba być człowiekiem i mieć zasady

No i? Mój tez się rozstał w zgodzie i traumy nie było. Teraz każdy żyje własnym życiem bez skakania sobie do gardeł.
Można? Można!
Już nie wiesz co wymyślić... tak wiem, zaraz napiszesz, że zdrady itd. Że nie ta kolejność. Z 2 str. ok zdradził, więc się rozwiódł. Może czekał na odpowiedni moment? Może dlatego, że poczekał i wszystko przemyślał, rozstali się w zgodzie?

Rozstali się w zgodzie, bo oboje byli siebie warci. Jedno zdradzało drugie więc mogli sobie przybić piątkę.
Ale czy myślisz, że gdyby jego żona była mu wierna, to ich rozstanie wyglądałoby podobnie. Ja osobiście myślę, że nie.

36 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2015-04-19 20:30:10)

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

A tutaj fragment z ostatniego wpisu w wątku panibaronowej

Andora napisał/a:

Ja jestem po rozwodzie, próbowaliśmy ratować małżeństwo, ale nie wyszło, żadnej traumy nie było, po prostu nie pasowaliśmy do siebie, rozstaliśmy się w zgodzie

Można? Można
Ale trzeba być człowiekiem i mieć zasady

No i? Mój tez się rozstał w zgodzie i traumy nie było. Teraz każdy żyje własnym życiem bez skakania sobie do gardeł.
Można? Można!
Już nie wiesz co wymyślić... tak wiem, zaraz napiszesz, że zdrady itd. Że nie ta kolejność. Z 2 str. ok zdradził, więc się rozwiódł. Może czekał na odpowiedni moment? Może dlatego, że poczekał i wszystko przemyślał, rozstali się w zgodzie?

Rozsatsli w zgodzie tylko dlatego, że ten twój fagas jest oprócz kłamcy również tchórzem i nie przyznał się do zdrad
Dziewczyno nie ośmieszaj się dłużej.
Albo naiwna jesteś albo niezbyt rozgarnięta big_smile

GUUUFFFNO ZAWINIĘTE W SREBERKO NADAL ŚMIERDZI JAK GUUUFFFNO !

Jak można się cieszyć związkiem z wieloktotnym zdradzaczem, który nie czuje niewłaściwości swojego postępowania.
Oboje jesteście żałośni

37

Odp: Co Teraz...rozwód

Ja też jestem po rozwodzie, małżeństwo trwało dwa lata. Czemu zdradziała mnie, poszukała sobie dupka a może więcej dupków. Zajmowałem się swoim dzieckiem i jej, starałem się aby wszystko było ok. Co mnie za to spotkało, zdrada, brak współżycia, obelgi w moim kierunku.
I co okazało się, że wyszła za mnie aby sobie tylko zmienić nazwisko i ewentualnie nie mieć panna z dzieckiem.
Cóż, córka jej płakała jak odchodziłem.
Syn był za mały, aby zrozumieć, ale musiałem dużo wysiłku włożyć, aby wychować go na faceta z wszystkimi uczuciami.
Po rozwodzie, gach zniknął, ulotnił się jak dymek papierosa.
Wtedy żonka o mnie sobie przypomniałem, ale jak usłyszałem w sądzie, że mną się brzydziła. To ja większego wstrętu nabrałem aż do końca moich dni.
A ostatnia moja partnerka , to jest opisane, choć pisze do mnie emaile co mnie dziwi bo nie wiem czego ona odemnie chce.
A ludzie którzy do siebie nie pasują to się rozchodzą i dopiero szukają a nie od dupy strony zaczynają nowe związki.
Dzisiaj, to już nie wiem , czy lepiej być już samemu.

38

Odp: Co Teraz...rozwód
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

A tutaj fragment z ostatniego wpisu w wątku panibaronowej

Można? Można
Ale trzeba być człowiekiem i mieć zasady

No i? Mój tez się rozstał w zgodzie i traumy nie było. Teraz każdy żyje własnym życiem bez skakania sobie do gardeł.
Można? Można!
Już nie wiesz co wymyślić... tak wiem, zaraz napiszesz, że zdrady itd. Że nie ta kolejność. Z 2 str. ok zdradził, więc się rozwiódł. Może czekał na odpowiedni moment? Może dlatego, że poczekał i wszystko przemyślał, rozstali się w zgodzie?

Rozstali się w zgodzie, bo oboje byli siebie warci. Jedno zdradzało drugie więc mogli sobie przybić piątkę.
Ale czy myślisz, że gdyby jego żona była mu wierna, to ich rozstanie wyglądałoby podobnie. Ja osobiście myślę, że nie.

Piotr74, sam masz swoje za uszami, ktoś Cię teraz wspiera. Załóżmy że twoja ex, może nie, ale załóżmy. Dalej Ci się nie układa, z tamtą osobą coraz więcej Cie łączy, masz w niej wsparcie, zrozumienie itd. W domu obojętność (spowodowaną zdradą o której wiesz, ale mógłbyś nie wiedzieć) i dalej ta znajomość się rozwija.. w końcu widzisz w niej kobietę z która chciałbyś być, w przypływie słabości, namiętności zdradzasz. Ale wiesz że się oboje kochacie i chcecie być razem. Co teraz? kiedy wiesz, że żona zdradziła może i powiedziałbyś jej prosto w twarz że ty też. A gdybyś nie wiedział skąd wynika ta jej obojętność? Czy dumnie przyszedłbyś zakomunikować jej, że zdradziłeś i kochasz inną? Czy wolałbyś w spokoju zakończyć to co i tak nie ma sensu i zacząć od nowa? Można oceniać, ganić. Ja jednak uważam że rozstanie, kiedy oboje się na to zgodzili nie wymagało tłumaczeń. Bo i po co? Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.

39

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

No i? Mój tez się rozstał w zgodzie i traumy nie było. Teraz każdy żyje własnym życiem bez skakania sobie do gardeł.
Można? Można!
Już nie wiesz co wymyślić... tak wiem, zaraz napiszesz, że zdrady itd. Że nie ta kolejność. Z 2 str. ok zdradził, więc się rozwiódł. Może czekał na odpowiedni moment? Może dlatego, że poczekał i wszystko przemyślał, rozstali się w zgodzie?

Rozstali się w zgodzie, bo oboje byli siebie warci. Jedno zdradzało drugie więc mogli sobie przybić piątkę.
Ale czy myślisz, że gdyby jego żona była mu wierna, to ich rozstanie wyglądałoby podobnie. Ja osobiście myślę, że nie.

Piotr74, sam masz swoje za uszami, ktoś Cię teraz wspiera. Załóżmy że twoja ex, może nie, ale załóżmy. Dalej Ci się nie układa, z tamtą osobą coraz więcej Cie łączy, masz w niej wsparcie, zrozumienie itd. W domu obojętność (spowodowaną zdradą o której wiesz, ale mógłbyś nie wiedzieć) i dalej ta znajomość się rozwija.. w końcu widzisz w niej kobietę z która chciałbyś być, w przypływie słabości, namiętności zdradzasz. Ale wiesz że się oboje kochacie i chcecie być razem. Co teraz? kiedy wiesz, że żona zdradziła może i powiedziałbyś jej prosto w twarz że ty też. A gdybyś nie wiedział skąd wynika ta jej obojętność? Czy dumnie przyszedłbyś zakomunikować jej, że zdradziłeś i kochasz inną? Czy wolałbyś w spokoju zakończyć to co i tak nie ma sensu i zacząć od nowa? Można oceniać, ganić. Ja jednak uważam że rozstanie, kiedy oboje się na to zgodzili nie wymagało tłumaczeń. Bo i po co? Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.

Maj got
A ta znowu to samo
Ona uważa, ona, ona i wciąż ona
Czy ty dziewczyno widzisz coś poza czubkiem swojego egoistycxnego nosa? Naprawdę nie możesz pojąć jak cierpią zdradzeni? Musisz ich dobijać? Przecież oni nie krzywdzili z premedytacją jak ty i twój fagas-wszystkobzykający

40

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

No i? Mój tez się rozstał w zgodzie i traumy nie było. Teraz każdy żyje własnym życiem bez skakania sobie do gardeł.
Można? Można!
Już nie wiesz co wymyślić... tak wiem, zaraz napiszesz, że zdrady itd. Że nie ta kolejność. Z 2 str. ok zdradził, więc się rozwiódł. Może czekał na odpowiedni moment? Może dlatego, że poczekał i wszystko przemyślał, rozstali się w zgodzie?

Rozstali się w zgodzie, bo oboje byli siebie warci. Jedno zdradzało drugie więc mogli sobie przybić piątkę.
Ale czy myślisz, że gdyby jego żona była mu wierna, to ich rozstanie wyglądałoby podobnie. Ja osobiście myślę, że nie.

Piotr74, sam masz swoje za uszami, ktoś Cię teraz wspiera. Załóżmy że twoja ex, może nie, ale załóżmy. Dalej Ci się nie układa, z tamtą osobą coraz więcej Cie łączy, masz w niej wsparcie, zrozumienie itd. W domu obojętność (spowodowaną zdradą o której wiesz, ale mógłbyś nie wiedzieć) i dalej ta znajomość się rozwija.. w końcu widzisz w niej kobietę z która chciałbyś być, w przypływie słabości, namiętności zdradzasz. Ale wiesz że się oboje kochacie i chcecie być razem. Co teraz? kiedy wiesz, że żona zdradziła może i powiedziałbyś jej prosto w twarz że ty też. A gdybyś nie wiedział skąd wynika ta jej obojętność? Czy dumnie przyszedłbyś zakomunikować jej, że zdradziłeś i kochasz inną? Czy wolałbyś w spokoju zakończyć to co i tak nie ma sensu i zacząć od nowa? Można oceniać, ganić. Ja jednak uważam że rozstanie, kiedy oboje się na to zgodzili nie wymagało tłumaczeń. Bo i po co? Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.

Anastacjaa ja Ciebie absolutnie nie krytykuję, obrałaś taką drogę, Twój wybór, masz do niego prawo. Ale czy z czystym sumieniem możesz powiedzieć, że w kwestiach światopoglądowych i moralnych punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Masz swoje wartości, których tu bronisz. Ja to szanuję. Ale zgodnie z filozofią ,,miejsca usadowienia", którą przytaczasz, wychodzi, że Twoje zdanie może się zmienić jak pan zafunduje Ci to co swojej żonie.
Ja nie twierdzę, że jestem ideałem, ale mojej żony nie zdradziłem.
Owszem mam teraz wsparcie, nie jest to ex tak dla Twojej wiadomości, ale jest to kobieta.
Powiem Ci jedno, w tym momencie jestem w 50% czlowiekiem wolnym, pozew rozwodowy nie został wycofany i nie zostanie.
Natomiast jeżeli chodzi o kwestię rozstania z żoną, to tak potrafiłbym przyjść i uczciwie powiedzieć, że to jest koniec naszego małżeństwa.
Nie pptrafiłbym żyć z myślą, że okłamuję dwie kobiety. Albo jedna albo druga, po co się męczyć i męczyć partnera?

41

Odp: Co Teraz...rozwód
Aleksandra81 napisał/a:

Maj got
A ta znowu to samo
Ona uważa, ona, ona i wciąż ona
Czy ty dziewczyno widzisz coś poza czubkiem swojego egoistycxnego nosa? Naprawdę nie możesz pojąć jak cierpią zdradzeni? Musisz ich dobijać? Przecież oni nie krzywdzili z premedytacją jak ty i twój fagas-wszystkobzykający

A możesz się ode mnie odczepić i przestać w ten sposób komentować co piszę? Taką krótką masz pamięć? Przecież sama byłaś kochanką i związałaś się z żonatym, czy tam rozwodnikiem.
A teraz świętą i moralizatorkę udajesz.
Po raz już nie wiem który mówię, daj spokój!
Każdy tu wyraża swoją opinię, a ty żeś się mnie uczepiła jak rzep...  bo to żałosne!!!!
Pomijając hipokryzję.

42

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

Maj got
A ta znowu to samo
Ona uważa, ona, ona i wciąż ona
Czy ty dziewczyno widzisz coś poza czubkiem swojego egoistycxnego nosa? Naprawdę nie możesz pojąć jak cierpią zdradzeni? Musisz ich dobijać? Przecież oni nie krzywdzili z premedytacją jak ty i twój fagas-wszystkobzykający

A możesz się ode mnie odczepić i przestać w ten sposób komentować co piszę? Taką krótką masz pamięć? Przecież sama byłaś kochanką i związałaś się z żonatym, czy tam rozwodnikiem.
A teraz świętą i moralizatorkę udajesz.
Po raz już nie wiem który mówię, daj spokój!
Każdy tu wyraża swoją opinię, a ty żeś się mnie uczepiła jak rzep...  bo to żałosne!!!!
Pomijając hipokryzję.

Ale ja nie udaję świętoszki jak ty.
Mówię wprost, iż oboje zachowywaliśmy się niemoralnie i bez zasad - tak jak ty i twój fagas zostsliśmy pochłonięci przez żądzę. Ale ja nie bzykałam się z nim po hotelach i wiem, iż tylko ze mną zdradził żonę. I naprawdę miał w domu toksynę, o czym świadczy przyznanie mu dzieci przez sąd.
A ten twój pożal się boże gach, który wieloktotnie zdradzał i ty która przyszłaś na forum po instrukcje jak go przekonać do porzucenia żony. Ale jeszcze się doczekasz.

43

Odp: Co Teraz...rozwód
Piotr74 napisał/a:

Anastacjaa ja Ciebie absolutnie nie krytykuję, obrałaś taką drogę, Twój wybór, masz do niego prawo. Ale czy z czystym sumieniem możesz powiedzieć, że w kwestiach światopoglądowych i moralnych punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Masz swoje wartości, których tu bronisz. Ja to szanuję. Ale zgodnie z filozofią ,,miejsca usadowienia", którą przytaczasz, wychodzi, że Twoje zdanie może się zmienić jak pan zafunduje Ci to co swojej żonie.
Ja nie twierdzę, że jestem ideałem, ale mojej żony nie zdradziłem.
Owszem mam teraz wsparcie, nie jest to ex tak dla Twojej wiadomości, ale jest to kobieta.
Powiem Ci jedno, w tym momencie jestem w 50% czlowiekiem wolnym, pozew rozwodowy nie został wycofany i nie zostanie.
Natomiast jeżeli chodzi o kwestię rozstania z żoną, to tak potrafiłbym przyjść i uczciwie powiedzieć, że to jest koniec naszego małżeństwa.
Nie pptrafiłbym żyć z myślą, że okłamuję dwie kobiety. Albo jedna albo druga, po co się męczyć i męczyć partnera?

Ja cię rozumiem i śledziłam Twój wątek choć się jakoś nie udzielałam. I tez uważam, że Twoje małżeństwo nie przetrwa. tzn przetrwa dopóty dopóki któreś sobie znów kogoś nie znajdzie. I możesz to być Ty tym razem. Bo już Ci nie zależy. I pewnie wtedy szczerze przyznasz dlaczego bo nie będziesz miał skrupułów. Ale nie sądzę, że odejdziesz, bo się uczucie wypaliło a wypaliło. Bo potrzebny jest inny bodziec - druga osoba. I możesz mówić co chcesz, ale tak jest. Gdybyś teraz poznał kobietę którą byś pokochał z wzajemnością, odszedłbyś. Czy się mylę, powiedz szczerze?

44

Odp: Co Teraz...rozwód
Aleksandra81 napisał/a:

Ale ja nie udaję świętoszki jak ty.
Mówię wprost, iż oboje zachowywaliśmy się niemoralnie i bez zasad - tak jak ty i twój fagas zostsliśmy pochłonięci przez żądzę.

Dlatego proszę, odpuść, bo to żałosne.
Pozwól że sama się zajmę swoim życiem. Jakbyś nie zauważyła to nie mój watek. Jak chcesz się wypowiadać to do autorki nie do mnie.
bez odbioru smile

45 Ostatnio edytowany przez Aleksandra81 (2015-04-19 21:22:45)

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Aleksandra81 napisał/a:

Ale ja nie udaję świętoszki jak ty.
Mówię wprost, iż oboje zachowywaliśmy się niemoralnie i bez zasad - tak jak ty i twój fagas zostsliśmy pochłonięci przez żądzę.

Dlatego proszę, odpuść, bo to żałosne.
Pozwól że sama się zajmę swoim życiem. Jakbyś nie zauważyła to nie mój watek. Jak chcesz się wypowiadać to do autorki nie do mnie.
bez odbioru smile

Hihihi big_smile
Przecież sama prowadzisz KILKA równoległych dialogów nie na temat w tym w tym wątku.
Źdźbło trawy widzisz u innych a belki we własnym oku nie dostrzegasz.
Typowe dla ludzi, którzy krzywdzą innych jak ty

46

Odp: Co Teraz...rozwód

Autorko, jest tu kilka dobrych rad dla Ciebie. Pisza tez panowie. Pisza ci, ktorzy byli zdradzeni.. Posluchaj ich.
Domyslam sie, ze nie bylas w pelni szczesliwa i tak latwo przyszlo utoniecie w cudzych ramionach..  Ale ... przemysl to. Czy naprawde juz nic nie czujesz do meza? Widac ze on jest zazdrosny, ze nadal mu zalezy, ze czuje cos do Ciebie. Przeciez daje Ci wyrazne komunikaty. A "przyjaciela" juz pogonil bo zorientowal sie, ze jest cos nie tak. Jesli juz nie chcesz byc z mezem, to zakoncz malzenstwo. Ale wczesniej zakoncz romans. Serce Twojego meza rozpadnie sie na 1000 kawalkow, kiedy sie dowie... A jesli kiedykolwiek go kochalas, to i Ty zle to zniesiesz. Nie warto. Porozmawiaj z mezem, ratuj to, jesli jeszcze sie da. Kochanek.. Wszysto co napisalas jest tak typowe i schematyczny. Bo zainteresowanie, bo slucha... bla, bla , bla.. Nie widzisz tego? Kazda kobieta miala pewnie nie jeden podobny kryzys i mysli, ze maz ja ignoruje i poswieca za malo czasu. I mysle, ze wiele z nich mialo okazje na romans lub skok w bok. Ale nie zrobily tego. Opamietaly sie w odpowiednim momencie z zdaly sobie sprawe, ze nie tedy droga. Za 10 lat bedziesz pisala to samo, co teraz. Tylko o obecnym kochanku i nowym, ktory okaze Ci wiecej zainteresowania. Moze sie myle, obym sie mylila. Przemysl wszystko, zebys nie stracila tego, co najcenniejsze. Wierze, ze madrze wybierzesz.
Piotr, czytam Twoja historie.. Zycze Ci, abys byl szczesliwy.
Paulo..
Kazdy zasluguje na szczescie, ale nie cudzym kosztem. Jesli nie jestesmy szczesliwi, moze partner tez nie jest.  Jesli uczucie sie wypalilo i nie ma szans na naprawe zwiazku, to pozostaje rozstanie. Byle nie klamstwo i zdrada. Traci sie wtedy szacunek do samego siebie. Warto? Chyba nie...
pozdrawiam

47

Odp: Co Teraz...rozwód
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Anastacjaa ja Ciebie absolutnie nie krytykuję, obrałaś taką drogę, Twój wybór, masz do niego prawo. Ale czy z czystym sumieniem możesz powiedzieć, że w kwestiach światopoglądowych i moralnych punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Masz swoje wartości, których tu bronisz. Ja to szanuję. Ale zgodnie z filozofią ,,miejsca usadowienia", którą przytaczasz, wychodzi, że Twoje zdanie może się zmienić jak pan zafunduje Ci to co swojej żonie.
Ja nie twierdzę, że jestem ideałem, ale mojej żony nie zdradziłem.
Owszem mam teraz wsparcie, nie jest to ex tak dla Twojej wiadomości, ale jest to kobieta.
Powiem Ci jedno, w tym momencie jestem w 50% czlowiekiem wolnym, pozew rozwodowy nie został wycofany i nie zostanie.
Natomiast jeżeli chodzi o kwestię rozstania z żoną, to tak potrafiłbym przyjść i uczciwie powiedzieć, że to jest koniec naszego małżeństwa.
Nie pptrafiłbym żyć z myślą, że okłamuję dwie kobiety. Albo jedna albo druga, po co się męczyć i męczyć partnera?

Ja cię rozumiem i śledziłam Twój wątek choć się jakoś nie udzielałam. I tez uważam, że Twoje małżeństwo nie przetrwa. tzn przetrwa dopóty dopóki któreś sobie znów kogoś nie znajdzie. I możesz to być Ty tym razem. Bo już Ci nie zależy. I pewnie wtedy szczerze przyznasz dlaczego bo nie będziesz miał skrupułów. Ale nie sądzę, że odejdziesz, bo się uczucie wypaliło a wypaliło. Bo potrzebny jest inny bodziec - druga osoba. I możesz mówić co chcesz, ale tak jest. Gdybyś teraz poznał kobietę którą byś pokochał z wzajemnością, odszedłbyś. Czy się mylę, powiedz szczerze?

Nie nie mylisz się, ale zanim odejdę zakończę teb etap mojego życia w którym jestem teraz.
Taj chyba powinno to wyglądać koniec jednego początek drugiego bez zostawiania sobie furtki bezpieczeństwa, bo dka mnie śmierdzi to czystym tchórzostwem.
Tak jak Ci pisaĺem, szanuję Twoje wybory, kaźdy ma do nich prawo a forum nie jest po to aby wdeptywać kogoś w glebę ale po to, aby konstruktywnie ze sobą rozmawiać i polemizować.
Nie pochwalam tego co zrobiłaś, ale nie daje mi to prawa do traktowania Ciebie jako kogoś gorszego.
To Twoje życie i Ty poniesiesz konsekwencje własnych wyborów, tak hak i ja.

48

Odp: Co Teraz...rozwód
Da38 napisał/a:

Ten " mój" facet miał kobiete jakies 10 lat rozstali się ponieważ jak twierdzi nie pasowali do siebie i oboje tak uznali że czas się rozstać. Pochodzi z rodziny gdzie ojciec pił i bił. Zabiega bardzo o moje względy jest zazdrosny i chyba bardzo mnie kocha. Nic naprawdę nie planowałam nigdy nie myślałam nawet ze cos takiego mi się przydarzy.
Z moim męzem jego stosunki uległy pogorszeniu. Mąż na jednej z imprez powiedział, że dziwnie ten facet na mnie patrzy i nie chce aby obok nas się szwedał. Nie spotykaja się już.

Kochanek jest DDA....
nie potrafił sobie ułożyć życia w związku, a teraz trafiła mu się jak ślepej kurze ziarnko kobieta której po 3 drinkach zaszumiało w głowie a na dodatek jest znudzona małżeństwem.

Myślisz, że bedzie potrafił ułozyć sobie związek z Tobą ?
romans to nie codzienne życie z drugą osobą.

Z bagażem DDA, zachowuje się jak bluszcz i nie potrafił ułozyć sobie związku z kobietą - chcesz być Samarytanką ?
Ale, cóż tam najważaniesze żeby poczuć się jak nastolatka z motylkami w brzuchu smile

49

Odp: Co Teraz...rozwód
julkaxx napisał/a:

Spójrz więc na rzecz tak- ten drugi, to rzekomo przyjaciel Twojego męża, a przynajmniej za takiego on chce uchodzić w oczach otoczenia i w oczach Twojego męża. A skoro tak,  to zastanów się,  z kim Ty się zadawałaś. Masz do czynienia z fałszywym człowiekiem, który niczym złodziej wlazł w cudza rodzinę, wlazł w Twoją rodzinę. Czy Ty nie widzisz w tym żadnej obrzydliwości? A gdyby sytuacja była odwrotna i w Twoją rodzinę wlazłaby jakaś obca fałszywa kurwa, która mąciłaby we łbie Twojemu mężowi. Szanowałabyś larwę? Co byś o niej myslała? Czy nie dziwiłabyś się mężowi, że on chce taką babę? Nic nie zajarzyłoby Ci w głowie? Obca baba ustawiałaby Twojego męża i mieszała w Twoim życiu.
Wpuściłaś do swojej rodziny zwykłą szuję, jakiegoś zakłamanego chłystka, który sm iał wyciągnąć łapę po cudze. Naprawdę tego nie widzisz? Z kim Ty chcesz się związać? Napisałaś, że nie kochasz męża, bo on taki jest i sraki- w takim razie, skoro nie widzisz szans na dalsze z nim zycie, to rozwiedź się z tym człowiekiem, ale zrób to godnie. niech on też ma szansę na poznanie kogoś, kto zaakceptuje go takim, jakim on jest i pokocha szczerze i za całego serca. Nie musisz gnoić tego człowieka na pożegnanie. Potem pobądź troszkę sama albo zakręć się koło znalezienia dla siebie odpowiedniego faceta (moim zdaniem zrobisz błąd, bo może sprawdzi się w Twoim przypadku powiedzenie o szukaniu wiatru w polu- głupota zawsze daje beznadziejne owoce), natomiast tego aktualnego złodzieja wykop ze swojego życia i zrób to raz i porządnie. Unikaj fałszywych przyjaciół, jak ognia. Dziś ten człowiek jest fałszywym przyjacielem dla |Twojego męża- jutro on oszwabi ciebie. Patrz przytomnie, a nie kierujesz się pobożnymi swoimi życzeniami.
Wykop lowelasa i nie słuchaj tego, co on nawija Ci na uszy, bo skończysz marnie.

100% racji i nazywanie spraw po imieniu. Witamy na forum! Ten czlowiek to nie przyjaciel meza i nigdy nim nie byl. To medna. Moze i jest wam fajnie ale meza oklamujesz oraz zyjesz w obludzie. To niszczy. W sumie tez dobra rada zeby ew. sie nie wiazac. Zobaczyc potem jaki kto jest. Jesli jednak opcja jest malzenstwo to w 100% zakonczenie romansu oraz kontaktu i praca nad zwiazkiem przez stworzenie wiezi od nowa, wspolne zycie, spedzanie czasu, seks, rozmowy. A w tej chwili zyjecie w trojkacie co chyba nie jest opcja ani na teraz, ani na przyszlosc.

50

Odp: Co Teraz...rozwód
Piotr74 napisał/a:

Nie nie mylisz się, ale zanim odejdę zakończę teb etap mojego życia w którym jestem teraz.
Taj chyba powinno to wyglądać koniec jednego początek drugiego bez zostawiania sobie furtki bezpieczeństwa, bo dka mnie śmierdzi to czystym tchórzostwem.

Piotrze, mnóstwo jest hipokryzji na tym forum, szczególnie w tym temacie dotyczącym zdrad, romansów itd. Każdy (też poniekąd ja) chce się wybielić czy chociaż znaleźć zrozumienie dla swoich błędów.  Czasem jednak obiektywnie złych postępowań.
Nie jestem święta. I bynajmniej nikogo nie umoralniam, ale czytając Twój wątek, widząc jaką masz postawę, też mam negatywne odczucia. Był tu na forum jeden taki, udzielający się m. in. w moim wątku, który się chlubił tym, że zrobił wszystko w należytej, akceptowalnej, jedynej właściwej kolejności - nie zdradził będąc w małżeństwie, choć miał wiele możliwości. Podkreślając jednocześnie że od kilku lat podobała mu się pewna kobieta z którą prowadził intensywną korespondencję, często na pikantne tematy, pomagał jej kiedy tego potrzebowała, ale był twardy i "wierny" .. Jak się nie trudno domyślić małżeństwo zaczęło się sypać, on nie starał, ale wciąż miał się za "przykład", bo jest ktoś z kim mógłby zdradzić, ale tego nie (z)robił. Fantazje rosły, pewnie jego ego też, tamta niejednoznacznie dawała mu nadzieję a on żył w przekonaniu, że tylko rozwód go dzieli od tej piękności. W końcu mając już ustaloną datę rozwodu, niby w przyjaźni, zakomunikował tamtej (a zwlekał by zrobić wrażenie) że się rozwodzi czekając na fanfary i podskoki z radości. Tamta jednak się na niego wypięła bo w międzyczasie znalazła innego. A on już nie wiem ile czasu ale chyba ze 2 lata czy więcej żył w marzeniach o tamtej i się ślinił na każdą jej wiadomość, uwagę. No ale dalej sądzi że postąpił moralnie, bo nie zdradził do rozwodu i chlubił się tym, że można nawiązując do mojej sytuacji.
Chyba wiesz, co chciałam powiedzieć w kontekście twojej sytuacji...

51

Odp: Co Teraz...rozwód

"On (kochanek) domaga się abym wzięła rozwód i była z nim".

" On... (maz) nigdy mnie nie słuchał, czego pragnę i jest b nerwowy jesli domyślacie się o co chodzi.Ale on tego tak nie widzi. Zawsze dla niego jest ok a ja jestem psychiczna jak cos nie gra."

Autorko, przypominasz mi troche listek na wietrze, ladny i zielony, ale jednak listek. A gdzie Twoj glos, twoje potrzeby, twoje zycie? Jesli nie zmienisz nastawienia, z nastepnym mezczyzna znajdziesz sie szybko w podobnej sytuacji, w jakiej jestes z mezem. A wlasciwie prawdopodobnie w znacznie gorszej. Teraz jestes zona, matka, masz szacunek i uznanie.

"Nie wiem co mam zrobić".

Zostaw kochanka, zachowaj swoja zdrade dla siebie na zawsze i zajmij sie rodzina. Powoli, ale skutecznie nawiazuj lepsze relacje z mezem, zmieniaj to co mozesz, akceptuj to, czego zmienic nie jestes w stanie. Masz duza wartosc - meza, syna, ustabilizowane zycie, czego teraz nie doceniasz. Latwo to stracisz i powrotu nie bedzie.

"Nigdy nie myślałam o pieniądzach chce spokoju i miłości".

Jesli chcesz spokoju, to nie rob zamiszania, jesli chcesz milosci - to kochaj syna, siebie, rodzicow. Meza nie musisz. Jesli bedziesz mu prawdziwym przyjacielem (w koncu) i partnerka zyciowa, bedzie zadowolony. Aha i o pieniadzach mysl, jak najbardziej. Jedzenie samo do domu nie przychodzi.

52

Odp: Co Teraz...rozwód
Da38 napisał/a:

Witam, mam 37 jestem 18 lat po ślubie i mam prawie dorosłego syna. Jakiś czas temu poznałam na imprezie u męża w pracy jego kolegę...oni zaczęli się przyjaźnić. Potem pojechalismy na wspólne wakacje. Podczas jednego wieczoru mój mąż poszedł szybciej spać a my w kilka osób poszliśmy na miasto. Pomimo ze nie pije, wypiłam  3 drinki w głowie zaszumiało i zaczęłam całować się z męża przyjacielem.Po powrocie do domu jakieś 3 tygodnie potem spotkaliśmy się i zaczęło się ... zakochaliśmy się w sobie. Wiem nie ma dla mnie wytłumaczenia nie potrafię spojrzeć sobie w oczy ale tez skończyć tego. Trwa to już ponad rok. On domaga się abym wzięła rozwód i była z nim. Tu trzeba dodać ze jest młodszy o 3 lata i nie ma rodziny.Z mężem od jakiś 10 lat żyjemy...jak przyjaciele. On ma swoje życie a  ja swoje. nigdy mnie nie słuchał, czego pragnę i jest b nerwowy jesli domyślacie się o co chodzi.Ale on tego tak nie widzi. Zawsze dla niego jest ok a ja jestem psychiczna jak cos nie gra.  Nie wiem co mam zrobić. Mąż chyba się domyśla ...zmienia się,  jest miły pyta ...stara się chyba naprawić blędy. Ja go nie kocham ale tez nie chce go skrzywdzić. Ostatnio mi powiedział ze jak cos ...nic mi się nie należy wszystko tz majatek jest jego. Nigdy nie myślałam o pieniądzach chce spokoju i miłości. Ale zabijają mnie wyrzuty sumienia. Miotam się. Boję się ze  zwariuje naprawdę.    Przepraszam za haos, ale  pisze w dużych emocjach.

A ja sobie myślę że pisząc ten temat próbujesz uspokoić swe sumienie i oczekujesz poparcia (usprawiedliwienia) na tym forum swego postępowania (romansu).... Ja jako osoba która znalazła się w podobnej sytuacji (będąc na miejscu twego męża) nie przyklasnę Ci w robieniu największej głupoty w życiu. Bo jak wytłumaczyć że po 18 latach małżeństwa i wielu wspaniałych chwilach spędzonych z mężem (a przypuszczam że było ich wiele) uzmysławiasz sobie że nie kochasz męża że jest Ci obojętny, że nic do niego nie czujesz i rozpoczniesz nowe szczęśliwe życie u boku gościa którego miałaś czelność nazwać przyjacielem męża (wg mnie to wielki sk.... a nie przyjaciel). Śmiem przypuszczać że jesteś znudzoną mężatką która ma wszystko czego można od życia oczekiwać ALE TOBIE TO ZA MAŁO. Chcesz potwierdzenia że jaszcze jesteś atrakcyjna dla młodszego, że masz wzięcie , ale pomyśl za trzynaście lat ty będziesz miała 50 a on 47 (myślisz że tego nie będzie widać -BĘDZIE i to bardzo) pomyśl że jego będą kręciły te młodsze, a sądząc po jego postępowaniu dziś nie będzie miał większych oporów moralnych aby sobie odmienić. KOBIETO ZACZNIJ MYŚLEĆ SERCEM I GŁOWĄ a nie ... Wiem że wina za stan waszego małżeństwa leży po obu stronach - męża i twojej, ale od czego macie narząd mowy, trzeba było rozmawiać,rozmawiać i znaleźć jakieś rozwiązania a nie leżć pierwszemu do łóżka.
Dla pocieszenia dodam że małżeństwo w takiej postaci jak teraz jest do uratowania (moje właśnie jest tym przykładem). Tak że życzę Ci głębokich i mądrych przemyśleń w tym temacie....
Pozdrawiam rumpel

Posty [ 52 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co Teraz...rozwód

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024