Domyślacie się pewnie że to jeden z kolejnych tematów, faceta który nie potrafi ogarnąć swojej partnerki. Otóż problem jest dosyć poważny i nie za bardzo wiem jak mam się zachować w takiej sytuacji. Problem dotyczy tego że poznałem Ją przez portal społecznościowy , obydwoje założyliśmy tam konta dla "rozrywki w nudne wieczory". Otóż zaczęło się od tego że pisaliśmy ze sobą jakiś czas, dzwoniliśmy do siebie. Opowiadaliśmy sobie o naszych "nieudanych" randkach. Po czym stwierdziliśmy że można byłoby się spotkać na kawę i porozmawiać jak to zwykle robiliśmy, tyle że twarzą w twarz. A więc spakowałem najlepszego kumpla do samochodu i wybraliśmy się do owego miejsca spotkania. (inne miasto) . Spotkanie wypaliło , więc jakoś zacząłem się z nią spotykać. Tak zupełnie po koleżeńsku , pewnego dnia zaproponowała mi wspólny wyjazd nad morze, oczywiście się zgodziłem. Po pewnym czasie zostaliśmy parą. I tak jesteśmy ze sobą już około roku. Problem polega na tym że gdy się spotykaliśmy , to była naprawdę żywiołowa dziewczyna, wszędzie razem chodziliśmy , zakupy, kino, spacery. Przeprowadziła się tu na studia, no i się zaczęło.
Przyszła zima rzadziej wychodziliśmy z domu jak to w zimie. Ja miałem lekki nawał pracy więc w swoim domu praktycznie nie nocowałem, żyje na "walizkach" , każdą wolną chwile spędzamy razem. Po pracy wracałem często zmęczony, a po pracy słuchałem jej narzekania, jak to jej źle i nie dobrze, ogólnie dziewczyna ma nerwicę. Zaczęło mnie to strasznie męczyć , wsiadło mi to na głowę. Bo co to za facet jeżeli jego kobieta nie czuję się zbyt dobrze , a ja z tym nie mogę nic zrobić, przeczytałem już chyba wszystko w necie żeby tylko zrozumieć to co ona przeżywa. Bez skutku. Zaczęły się kłótnie , wszystko tłumaczy tym że powinienem być bardziej wyrozumiały, bo nie rozumiem co to znaczy mieć nerwicę. Dziewczyna potrafiła mieć objawy somatyczne takie jak bóle brzucha, migrena itp. Strasznie ciężko mi z tym żyć. Dziewczyna bierze "doraźnie" lek na uspokojenie- dosyć silny moim zdaniem , przepisała jej to lekarz. Kilka godzin temu mieliśmy kłótnie o to że zwyczajna prosta czynność jak wyjście do kina sprawia jej wielki problem. Moim zdaniem trochę zasłania się tą chorobą. I jedzie na zwolnieniach, z uczelni bo niby nie potrafi wysiedzieć z ludźmi w jednym miejscu. Najlepsze jest to że wczoraj bez problemu wyszła z koleżanką na kilka godzin na spacer po mieście. A ze mną ma wielki problem , więc ja jako facet nie potrafię sprawić by moja kobieta czuła się bezpiecznie przy mnie. Poczułem się tak jakbym robił wszystko odwrotnie.O wszystko ma do mnie problem, ostatnio jak byłem u niej na święta wielkanocne źle się poczuła i wzięła ową tabletkę. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie -była totalnie naćpana...
Dziś przyszła do mnie do pracy i zaczęła mnie przepraszać i stwierdziła że ona jest gotowa na duże zmiany w jej życiu. Powiedziała że mnie kocha, tyle że ja nie potrafię wyobrazić sobie tego związku w przyszłości, boję się tego że będę musiał ją prowadzić za rączkę przez całe życie , ja potrzebuję kobiety a w takiej sytuacji czuję się jak terapeuta ... Powiedziałem jej że potrzebuje czasu, ta kłótnia to był zapalnik. Nie wiem już sam czy zrobiłem dobrze że powiedziałem jej że potrzebuję czasu , może wstrząs który teraz przeżyje postawi ją w końcu na nogi. I zrozumie to że życia nie przeżyje na zwolnieniach. POMOCY.