Cześć,
Piszę z małą sprawą do Was internautów, gdyż jestem bardzo ciekaw co o niej sądzicie. Otóż jestem od niecałych 3 miesięcy w związku z jedną dziewczyną. Ja mam lat 21, ona 20 ? więc teoretycznie osoby dorosłe
Mieszkamy w jednej miejscowości, dzieli nas jakieś 20-30 min. jazdy autobusem. Nie jestem Casanovą, ale miałem kilka dziewczyn wcześniej - na palcach od jednej ręki bym policzył. Dla niej natomiast to jest zupełnie nowa przygoda bo jej doświadczenie w tej kwestii jest niemalże równe zeru (nie przesadzam). Dodatkowo jest dość nieśmiała i chociaż w naszych relacjach w miarę się rozbestwiła, to np. w środowisku nawet swoich znajomych też jest uważana za nieśmiałą (nawet nie wiecie ile musiało czasu minąć i ile się musiałem namęczyć żeby ją chwycić za rękę lub pocałować). Nie ukrywam też, że modelką to ona nie jest, ale mimo tego zależy mi na niej i w zasadzie nawet o wiele bardziej niż np. na wcześniejszych, którym fizycznego wdzięku nie brakowało.
Problemem jest czas jaki dla siebie poświęcamy. W zasadzie przywykłem do tego, że jeżeli się z kimś jest, no to widywanie się co najmniej co drugi dzień jest czymś normalnym. Natomiast ostatnio, chociaż nie wiem czy nie było tak nawet od początku, widujemy się 1-2 w tyg. mieszkając w tak niewielkiej odległości od siebie. Bardzo rzadko powodem takiej sytuacji jestem ja, chyba tylko raz czy dwa nie pasowało mi jakiekolwiek spotkanie. Co do niej? tu jest o wiele gorzej, albo zasłania się nauką, albo jakimiś zupełnie innymi wymysłami, ostatnio usłyszałem nawet, że jest leniem i nie chce jej się wychodzić z domu. Uczymy się w tym samym miejscu i na tym samym kierunku, więc wiem ile czasu poświęca się na naukę, tym bardziej, że nie mam z nią najmniejszego problemu. Nikt z nas nie pracuje na chwilę obecną, także naprawdę czasu jest bardzo dużo, tym bardziej, że bardzo dobrze znam jej tryb życia więc mogę z czystym sumieniem to stwierdzić. Potem jeżeli chcę żeby coś się w tym związku dalej posunęło, to mam odpowiedź, że jeszcze zbyt mało czasu ze sobą spędziliśmy? Mi się nie spieszy, ale to mnie akurat niepokoi. Inne pary, które oddalone są od siebie o dziesiątki czy setki kilometrów byłyby zachwycone, gdyby przyszło im mieszkać tak blisko siebie. Dodam jeszcze, że inicjatywa związku wyszła z jej strony, ja postanowiłem, że jednak spróbuję i się tak jakoś dość mocno wkręciłem.
Powiem też szczerze, że będąc z nią, przynajmniej ja, bardzo dobrze się czuję. Ona według mnie też - w zasadzie buzia jej się nie zamyka, prawie cały czas się śmieje. Nie wiem, może tak dobrze odgrywa swoją rolę...
Oczywiście zapytałem czy chce się spotykać, nawet wyszedłem z sugestią, że jeżeli chce, to możemy rzadziej się widywać (chociaż sam nie wiem już czy można rzadziej). Zawsze wychodzę z założenia, że nic na siłę i chociaż zazwyczaj jestem "gorączka" człowiek, to staram się ten swój entuzjazm szybko gasić jeżeli miałby komuś przeszkadzać. Na moje zapytanie odpowiedziała, że jak najbardziej wszystko jest w porządku i chce się spotykać, ale gdy zapytałem ją o powód takiej częstotliwości spotkań i wyraziłem swoje zdanie oraz przedstawiłem jej także opinię jednej, naszej wspólnej koleżanki na ten temat, która to w zasadzie wyśmiała mnie, gdy jej opowiedziałem o takim sposobie spotykania (oczywiście rozmowa z koleżanką była incognito, nie mówiłem o nikim bezpośrednio, tylko akurat rozmawialiśmy o jej relacjach, koleżanka natomiast stwierdziła, że jej nikt na razie do szczęścia nie jest potrzebny bo brakuje jej czasu, a nie wyobraża sobie widywać faceta tylko w weekendy - oczywiście ona pracuje, uczy się i ma jeszcze kilka innych zajęć, więc to byłbym w stanie zrozumieć). Jak swojej dziewczynie to wszystko powiedziałem, to tak jak w zasadzie ciągle o czymś mówi, to wtedy autentycznie ją zatkało. Zapadła cisza na jakieś kilka minut. Więc pominąłem temat i zacząłem poruszać jakieś luźne, humorystyczne sprawy.
Sam już nie wiem. Z jednej strony mówi mi, że wszystko jest jak najbardziej ok, ale z drugiej mam dziwne wrażenie jakby ona robiła to wszystko z jakiegoś obowiązku. Wiem, głupio to brzmi, ale czasami ona się tak zachowuje. Jakby, to chodziło o odhaczenie jakiegoś spotkania w tygodniu i już potem wszystko cacy. Jeżeli faktycznie wszystko jest ok, to szkoda by mi bardzo było, to psuć bo na prawdę dziewczynę darzę uczuciem i chociaż to nie jest może jakaś relacja 1-2 letnia, to mimo wszystko chyba trochę inaczej powinna wyglądać. Może i nie jestem samcem alfa, jeżeli chodzi o temperament, ale jestem uparty i w pewnych kwestiach też w gorącej wodzie kąpany i nie chciałbym przez to też czegoś schrzanić.
Nawet kontakt telefoniczny jest jakiś taki... czasami napisze smsa, rzadko kiedy dzwoni. Jeżeli ja sam się nie odezwę, to może na drugi dzień by się ze mną skontaktowała. Co ja mam myśleć o tym? Moja ostatnia dziewczyna zasypywała mnie smsami jeżeli nie byliśmy akurat razem. W sumie obecna, początkowo, nawet potrafiła napisać smsa o 8.00 rano z głupim "Dzień dobry", a teraz sam muszę się "zgłaszać".
Może Wy coś doradzicie, albo wyrazicie przynajmniej swoje opinie. Nie wiem czy to jest kwestia mojej skrzywionej wizji związku, czy może z nią jest coś źle.
Dzięki za uwagę
L.
P.S. Jeżeli to miałoby pomóc Wam w ocenie sytuacji, to dodam, że czasami ma także (w sumie dość często) problemy z wyczuciem chwili. Otóż przykładowo siedzimy razem w jakimś romantycznym klimacie, załóżmy przy zachodzie słońca, objęci, a ona mi wyjeżdża z tym co by było, gdyby wtedy do mnie nie zagadała i nie zaczęłoby się to wszystko. Albo, że tam jakaś babcia czy ktoś ostatnio jej powiedziała, iż nie rozumie w ogóle dzisiejszych studentów bo powinni wziąć się za robotę, a nie sobie bimbać. Niespodzianki? Nee... dostałem już kilka razy opierdol za to, że nie powiedziałem jej gdzie idziemy, gdy zabrałem ją w parę fajnych miejsc i to taki konkretny. Prezenty? Chyba tylko kwiaty, reszta to tak jakoś wpada "oo jakie fajne" i zaraz po temacie. Nie chodzi mi o to, żeby się kobieta rozwodziła nad jakimś podarkiem bo to wglądałoby idiotycznie. Jednak to wszystko się dzieje bez takiej żadnej uczuciowości z jej strony.
Niedawno się zdziwiłem bo mi podziękowała. Podziękowała mi za to, że rozumiem, iż ona potrzebuje dużo czasu, żeby dojść czy też przywyknąć do niektórych rzeczy, które w "normalnych" parach są czymś normalnym oraz za to, że "chcę ją taką jaką jest" - jej autentyczne słowa. W zasadzie poczułem się jakby mówiła o jakimś towarze czy przedmiocie, ale tak czy siak zrobiło mi się miło.
Co za tym idzie, ona chyba zdaje sobie sprawę ze swojego zachowania... tylko czym jest ono podyktowane? Może powinienem jeszcze bardziej zwolnić?