Sama nie wiem, co o tym myśleć. Z mężczyzną spotykam się ok. dwa miesiące. Do tej pory było dość grzecznie, choć pomalutku jesteśmy coraz bliżej. Do tej pory zachowywał się jak dżentelmen i wyglądał na zachwyconego moją osobą pod każdym względem, a przede wszystkim był bardzo taktowny.
No i wczoraj zdarzyło się coś, co mnie zaskoczyło. Byliśmy w sytuacji intymnej. W sumie pierwszy raz aż tyle mnie rozebrał. Dotykając mojego tyłu miejsca nad pośladkami skomentował "sadełko". Początkowo nawet specjalnie się tym nie przejęłam, bo kompleksu nigdy pod tym względem nie miałam (jestem przed czterdziestką, ważę 57 kg przy wzroście 170, mam szerokie kobiece biodra, ale chyba w normie wszystko, mimo wszystko więcej w tym wszystkim kości niż czegokolwiek innego), a raczej tak przekornie zareagowałam żartem... że jeszcze nikt nigdy tak mnie nie skomentował, na co on najpierw powiedział, że jestem jego aniołkiem (tak do mnie mówi) ale to nie znaczy, że jestem idealna,ale że chce mnie taką jaka jestem, że powiedział mi, że będzie mówił mi zawsze prawdę, że muszę się do tego przyzwyczaić, dodał, że moi byli musieli mi nieźle słodzić, i dlatego pewnie tak szybko się w nich zakochiwałam... i jeszcze zaczął macać mój brzuch, czy tam też mam sadełko. Orzekł, że nie.
Kurde, to może być instruktaż, jak z w miarę pewną siebie, akceptującej swoje ciało ciało, wpędzić w kompleksy. ![]()
Nie wiem, o co mu chodziło. I dlaczego koniecznie musiał mi to powiedzieć. Gdybym pytała "podoba ci to czy tamto" rozumiałabym. Jak się zadaje pytania, trzeba się liczyć ze szczerością. Ale ja nie pytałam.
Zrobiło mi się przykro i odprawiłam gościa do domu. Bez jakichś wyrzutów, powiedziałam, że jesteś śpiąca, było późno. Chciałam to sobie przemyśleć.
Dzis jednak nadal jest mi dziwnie. Jakby opadło całe oczarowanie, które w ostatnim czasie czułam.
Czy ja przesadzam???