"Kocham Cię ale wiesz dobrze że nie możemy się dogadać wiec nie wiem czy można to nazwać życiową miłością raczej nie bardzo"
Proszę Was o radę. Co byście zrobiły usłyszawszy te słowa? Za parę miesięcy urodzi nam się dzidziuś. Mieliśmy brać ślub. A teraz coraz bardziej zastanawiam się czy to ma jakikolwiek sens. Kocham go mimo że czasem po prostu nie umiemy się dogadać. Oboje mamy "przeraźliwie" wybuchowe charaktery, żadne z nas nie chce odpuścić. Przez co dochodzi między nami do spięć. Ostatnio też usłyszałam te słowa. Więc szczerze teraz to się nawet zastanawiam czy on mnie kocha. Wydawało mi się że tak. W każdym razie i mówił i mówi dalej Kocham Cię. Po jego gestach też można tak to odczytać. Ale chyba też po prostu pomału ma dość naszych kłótni.Żeby to jeszcze były kłótnie jakieś ważne. A to są kłótnie o jakieś błahostki które nawet ważne nie są. Mam dwa wyjścia zostać sama z dzieckiem albo wziąć ślub i żyć razem. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym żeby wszystko między nami było takie proste. Bez zgrzytów.
Dziękuje z góry.
hm miłość jest wtedy, kiedy dana osoba czuję że ta druga jest wyjątkowa dla niej mimo wad i zalet które posiada. Pytanie co ma na myśli: nie możemy się dogadać- jest jakiś problem to rozwiązania. Ja jak powiedziałem Kocham to trwało długo, aż nie poczułem że ta osoba jest dla mnie i słowa które wypowiadam wypłyną prosto z serca. Znam facetów co mówią kocham bo mają ochotę na zbliżenie fizyczne.
Hm ja np. do kłotni podchodzę w taki sposób, że jak szkoda nerwów i problem jest mało istotny aby się denerwować to podchodzę bez emocji. W każdym związku muszą być kompromisy, jeśli to nie uwłacza twojej godności, nie obraża to czasami warto pokazać że mimo ciężkiego chrakteru można wyluzować. Awantury heh to jest temat jak rzeka, ja pamiętam że jak dochodziło do spięcia, a ja jestem tym milszym to podchodziłem i przytulałem mówiąc: spokojnie nic się nie dzieje, aby się kłocić. Mocno uścisk pomaga najczęsciej ![]()
Nie u nas kocham Cię było o wiele później niż współżycie. Nikt nikogo do tego nie zmuszał. Samo z czasem cisnęło się na ustach. On pierwszy to powiedział ja dopiero później jak byłam gotowa bo jeszcze żadnemu facetowi tego nie mówiłam.
Ale my nie mamy żadnego poważnego problemu do rozwiązania. Zaczyna się od jakiejś głupoty a że żadne potem nie chce odpuścić wychodzi co wychodzi. Ile razy mówiłam sobie że odpuszczę nie będę dolewać oliwy do ognia. A tu mój charakter wygrywa, który nie jest ustępliwy. I niestety u niego też nie. Dwa wulkany które najpierw się kłócą a zaraz im złość przechodzi i już się kochają.