Witam. Mam pewien problem. Może dla kogoś będzie wydawać się banalny, ale dla mnie to duży problem, który nie daje mi spokoju.
Mam 21 lat i mam trądzik. Wcześniej jeszcze jako tako wyglądała moja twarz. Ale przed świętami strasznie mnie wysypało i wygląda to koszmarnie. Wstydzę się patrzeć ludziom w oczy, nie umiem być pewna siebie. A przed tym wysypem czułam się super, mogłam rozmawiać z każdym i nie przejmowałam się twarzą.
Od dłuższego czasu podoba mi się pewien mężczyzna. I wtedy, kiedy miałam idealny dzień, by go spotkać i z nim pierwszy raz pogadać, poznać go to właśnie jakoś w tym czasie strasznie mnie wysypało. I dalej to trwa.
Problem w tym, że jadąc na uczelnię, boję się, że go spotkam i że mnie z bliska zobaczy. A przecież musi mnie zobaczyć z bliska byśmy ze sobą pogadali. Gdy go gdzieś zobaczę z dalszej odległości to się patrzę na niego, ale jak sobie pomyślę, że miałby np. do mnie podejść, a ja taką twarz mam teraz okropną to strasznie się denerwuję.
Już byłam gotowa psychicznie, by go poznać, nawet byłam przygotowana do niego sama zagadać, a tu proszę pełno pryszczy, które nie chcą zejść i które ciężko zatuszować makijażem.
Boję się, że mogę stracić miłość swojego życia przez ten cholerny trądzik. Nie chcę, by mnie poznał, pierwszy raz z bliska zobaczył w takim złym stanie mojej cery. Planuję sobie, że zagadam do niego, gdy mi się trochę poprawi twarz, ale ciągle pryszcze jak były to są.
Utrzymujemy ze sobą kontakt wzrokowy już od dłuższego czasu, dzisiaj nawet udało mi się do niego uśmiechnąć z daleka. Ale po chwili pomyślałam sobie "Po co się uśmiechasz, a jak zaraz podejdzie i Cię zobaczy w tym okropnym stanie to co zrobisz?" Ale jednak spontanicznie mi to tak wyszło, sama się zaskoczyłam tym moim uśmiechem.
Proszę o jakieś wsparcie ![]()