Czy to naprawde koniec - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to naprawde koniec

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 65 ]

Temat: Czy to naprawde koniec

Jestem nowy chciałbym podzielić się swoją historią...

Jestem z moją żona od 11 lat. Zakochałem się od pierwszego wejżenia. Na początku było cięzko bo miekszalismy daleko od siebie ale po 3 m-s znajomości i widywania sie co 2 tygodnie moja miłośc przyjechała do mojego miasta na pół roku na wymiane studnetów. Po tym czasie sprawy troche się skomplikowały bo musiałem wyjechać za granicę i po roku spotyaknia się 1/2 razu w miesiącu nasz zwiazek się rozpad. Po kilku miesiącach wróciłem do Polsi i wróciliśmy do siebie. Zamieszkaliśmy razem i po roku wzlieśmy kredyt na mieszaknie. Stworzyliśmy wspólny dom. Jej rodzina przyjeła mnie jak sowjego ( ja przeprodziałem sie do jej miasta). Od początku naszej znajomości byłem szczery i wyznałem grzechy młodości ( problemy z narkotykami jako nastolatek i małe konfilty z prawem). Zmieniałem się i kiedy sie poznalismy byłem zupełnie innym człowiekiem. Po 2 latach mieszaknia razem oświadczyłem się przy jej rodzicach co wydawało mi sie okazaniem szacunku i poważnego podejścia do życiowej decyzji. Niestety dzis zona twierdzi że to było ze względu na to że bałem się że odmówi ale namwet przez chwilę o tym nie pomysłałem. Bywało róznie miedzy nami ale nigdy nie dochodziło to cichych dni. Pragnelismy oboje dziecko i po ślubie zona zaszła w ciązę. Niesty straciuliśmy dziecko w 1 trymestrze. Kilka miesięcy pózniej udało nam sie i zona zaszła w ciąze. Urodziło nam się zdrowe kochane dziecko. Po jego urodzeniu nasze zycie się zmieniło na lepsze. Wszytko co robiliśmy było robionę z myślą o dziecku. W między czasie zona dostała bardzo dobrą pracę ale musiała często wykjeżdzać. Przez pierwszy okres około roku to żona głównie zajmowała sie synem ale ja tez starałem się angazować w tym etapie. Kiedy zona wróciła do pracy ja zmieniłem na bardziej regulowaną  abyśmy mogli lepiej planować wychowanie dziecko ( 2 rodziców w rozjadach utradniła by wychowawyanie). Spedzałem z synem każda wolną chwilę. Żona bardzo dużo pracowała i czesto była przemęczona. Siedziała po nocach i często odreagowywała na nie stres związany z pracą. Stanaweł się takim chłopcem do bica i wyładowayania emocji. Zaczeła mnie negowac na każdym kroku- że się nie myje 2 razy dziennie, że nie jestem aktywny ( chodz grałem w piłkę), że nie podejmuje decyzji jak męzczyzna chodz tworzylismy jak mi się wydawało związk partnerski. Przynaje, że potrafiłem dzownic do niej z byle pierdołą. Moja zona ma bardzo silny charakter i nawet obelgi przy znajomych czy rodzinie przyjmowałem na tzw klate. Były to sporadyczne sytacje a ja tez nie zawsze byłem w porządku. Ogladałem wieczorami tv kiedy zona pracowała, ale nie zaniedwyałem domoywch obowiązków ani wychowania dziecka. We wrześniu 2014 po wielu miesiącach przygotowac postawiliśmy wubuwać dom. Wzieliśmy kredyt i zaczeliśmy budowę. W pazdzeirniku straliśmy sie o 2 dziecko bo to miał byc dobrymoment. Niesty się nie udało. W grudniu zona zaczeła mówić o wyczuwalnym marazmie i zaczeły sie rozmowy odnosnie mojej wyprowadzki na zasadach odpoczytnku od siebie- tak to tłumaczyła. Wyczuwałem że coś jest nie tak bo zona dawała juz wcześniej takie sygnały. Utslismy że w styczniu sie wyproawdze gdziec blisko i odpoczniemy od sibie. Znalałzem pokój ale zona ze wzgledu na dużą liczbe wyjadów poprosiła o to żebym wyprowdził sie od lutego. Widać było że cos jest nie tak. Bardzo schudła, miała hustwaki nastroju i nie angazowała sie w sprawy domowe. Żona cos gryzło i wiedziałem że coś jest nie tak i musi byc jakis inny powód. Przeprowadzilśmy rozmowę podczas którj zapytałem o prawdziwe powody. Powiedziła że jest niesczęsliwa- zapytałem co to dla niej oznacza i co moge zrobic zeby poczuła się szcześliwa- nie potrafiła odpowiedzieć. Stwierdziła że rozłąka dobrze nam zrobi. Zgodziłem się. Pod koniec stycznia chciałem zrobic niespodziankę mojemu synkowi i wszedłem bez użycia domofonu żeby nie wiedział, że idę. Przed wejściem do mieszaknia usłuszłałem że żona z kimś rozmiawia i doszły do mnie słowa które mnie zaniepokoiły. Usłyszłame ze spotykała sie z kimś i ze on miał jakies plany. Wszełdem do domu i powiedziałem że teraz znam juz prawdziwy powód ale ona zaprzeczyła że miała romas a on jest poprostu jej przyjaciel- kochając i nie wierząc że żona mogłaby mnie zdradzić uwierzyłem. Jednak miałem pewne wątpliwości. Uzgodnilismy że sie wyprowadze ale bedziemy pracowac nad małżeństwem. Zapronowałem wyjazd w góry aby oderwać się i spedzic wiecej czasu w trójkę. Zgodziła sie. To było przed weekendem. W poniedziłek miała jechac do miasta z którego pochodzić jej"przyjaciel". Ona nie wiedziała że ja wiem skad on jest i poprosiłem zeby nie jechała. Poiwedziła że musi jechac bo ma ważne sprawy. Nie dawało mi to spokoju czy jedzie do niego i przed wyjściem z synem zostawiłem właczony telefon z dyktafonem- dowiedziałem sie ze on nie chce się spotykać i ze ma depreche. Że zawsze kiedy jechała do jego miasta on zawsze chetnie sie spotykał. Troche sie uspokoiłem że nie jedzie do niego ale reszta dała mi do myslenia- to nie był tylko przyjaciel. Nie było jej 2 dni. Po jej powrocie przez 3 dni zostawiałem dyktafon w domu i dopiero 3 dnia usłyszłem przebieg romasu. Znali sie 2 lataa a w lisopadzie podczas spotkania fimromego przespali się. Powtorzyało sie to w styczniu podczas wyjazdu w góry- de fackto zona została po szkoleniu 2 dni dłużej z nim i inny,i znajmowymi z pracy i ostani raz który chyba najbardziej mnie zabolał w połowie stycznia kiedy spotkali i on oznjamił że musi to skończyc bo ma zone i dzieci a ona namówiła gona pożegnalny seks. Usłuszłame wiele sczegółwo których żaden facet ani kobieta kochający nie powinien usłyszłec. Po odsłuchaniu wróciłem do domu i płaczać powiedziałem że wiem juz wszytko i jak mogła. Płakalismy razem. Wyszedłem z domu na dwór- zadzwoniła i przyszła jej mama która zajeła sie synkiem. Przegadaliśmy i przepłakalismy całą noc- było mi cięzko ale widziałem że ona załuję. Mówila wiele rzeczy pod wpływem emocji- że mnie kocha, że przeprasza, żebysmy poszli na terapie i ratowali nasza rodzine. Zasnelismy razem w łożku z naszym synkiem. Rano przyszło jej mama i siotra bo jechałem z synem na weekend do swojej mamy- wyjazd był zaplanowany juz dużo wczesniej. Nastepnego dnia wieczorem wróciłem z synkiem. Poprsiłem tesiową żeby zajeła sie dzieckiem a my poszlismy porozmawiać. Nie była to miła rozmowa- usłuszłałem że chce separcji i rodzielności zarzucając mi że jestem hazardzistą ( zagrałem z kolegami 2 razy w karty na pieniądze kilka m-s wczesniej o czym dowiedziała się od siostry- wydałem 100zł a kiedys grałem przez internet w karty na wirtualne pieniądze). Jest postawa zmieniła sie o 180 stopni. Spodziewałem się że bedzię to trudna rozmowa ale nie ataku na mnie. Wróciliśmy do domu i próbowałem po uspieniu synka z nią porozmawiać ale nie chciała rozmawiac mówiąc że nie mam godości i kilka innych przykrych słów. Njabrdziej zabolało mnie że na pytanie czy będzie miała z nim kontakt- opdiwedziała twierdząco że tak bo razem pracują a pozatym musi z nim jeszcze zamknać temat romasu- nie wytrzyamłem i uderzyłem głową w scianę. Zostawiła mnie i poszła do sypilani. Czułem się strasznie i nie wiedziałem co moge zrobić. Nie mogłem spać, poszedłem na spacer, posiedziłem w samochodzie i nie wierzyłem w to co sie dzieje. W sordku nocy napisałem list że jest mi cięzko, że kocham mojego syna i że nie moge sobie dać rady. Wszedłem do sypilani pocałowałem zonę i wyszełdem z domu. Wsiadłem w samochód i jechałem płacząc przed siebie. Po chwili zona zadzowniła ale nie odbierałem. Chwilę pózniej zaczela dzownic jej rodziną. Odebrałem po chwili bo byłem strasznie zaryczany. Prosiła zebym niczego nie robił i wrócił do domu. Powedziałem płaczać że za chwile bedę. Wszytko trawała może 30 minut. W domu był jej brat i szwagier. Czułem sie strasznie mając świadomośc że przysporzyłem tylu nerwów swoim bliskim. Jej siostra powiedziała że muszę jechać na interwencje psuchologiczną i zgodziłem się. Tam według procedury dostałem skierowanie na obserwacje- oczywiście mogłem się nie zgodzić bo nie było próby samobójczej o czym powiedziałem lekarzowi ale stwierdziłaem że to bedzie dla mnie pokuta. Pojechałem do szpitala psychiotrycznego. Po godzinie chciałem się wypisać ale lekarz powiesiał że żona dzowniła i jutro przyjedzie. Stwierdziałem że poczekam. Spałem na podłodzę przy pielegniarkach- straszne miejsce. Natępnego dnia przyjechała żona i powiedziała że ma doyc moich manipulacji i chce jak najszybciej sie rozwieć. Czułaem że jest przekanana sowjej decyzji. Nastepnego dnia wypisałem się i wróciłem do domu. Żona zarządała szybkiego rozwodu i moejej wyprowadzki. Poprosiłem żeby nie pdoejmowac decyzji pod wpływem emocji i żebyśmy poszli na terapie małżeńską. Zgodziła się ale pod warunkiem że terapia ma na celu poprawę relacji a nie ratowanie małżeństwa. Żona zrobiła wiele szumu wokół tej całej sytacji- powiedziała w przedszkolu że miałem próbe samobójcza i jestem w szpitalu i żeby nie wydawli mi syna, schowała paszport, wymieniła zamki w naszym mieszkaniu ( dzis już mam klucz). Kazała mi się wyprowadzić i zabrać wszytkie swoje rzeczy. Nie zgodziłem sie ale zagroziła że jak nie to ona sie wyprowadzi z dzieckiem. Stwierdziłem że dla dobra synka wyprowadze się. Chodzimy na terapie od 1,5 m-s ale ona nawet przez chwile nie daję sygnału że chce cos naprawić. Spędzam z synem więcej czasu niz zona bo ona wyjeżdza i ma szkołe co2 weekend. Chodze do psychologa i staram się odnaleśc w tej sytacji bo zależy mi na rataowniu rodziny i nadal kocham zonę. Kiedy próbuje z nią rozmowaić ona mnie atakuję. Nawet dzisiaj rano kiedy przyjechałem do domu zaczeła mówic jak to jest super kiedy nie mieszakam w domu bo jest porzadek i spókój ale nie wzieła pod uwage że 2 dniu temu to ja wysprzątałem całe mieszkanie jak była na wyjzedzie. Chce żebym wynajła mieszkanie i zabierał syna do niego. Wstepnie sie zgodziłem ale chciałem z nią jeszcze prozmaiwac tym bardziej że po sprzedaniu domu to ja mam mieszakac w mieszakniu w którym ona teraz mieszka. Nie wiem czy jest szansa na ratowanie. Najpierw zgodziła sie na wychowanie naprzemienie ale kilka dni temu zmieniła zdanie i powiedziła że chce żeby syn był przy niej a ja bede miał co 2 weekend i 2 dni w tygodniu u niej w domu bez spania. Twierdzi że nasz synek bedzie szczęsliwy ale ja widze że brakuję mi Nas wsolnie. Ostanio poprsił żebysmy go razem usypiali a wczesniej chciał żebysmy spedili czas razem. Chcialem dac mojemu synkowi bezpieczeństwo i nie dopuszczałem do siebie mysli że może wychowywać się w rozbitej rodzinie. Chciałem wybaczyc zonie, zmienić się i odbudwoac uczucie w niej. Nie wyobrażam sobie bycia weekendowym ojcem ale nasze mentalne prawo stoi po stronie mojej zony.
Taka moja historia

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:

Jestem nowy chciałbym podzielić się swoją historią...

Jestem z moją żona od 11 lat. Zakochałem się od pierwszego wejżenia. Na początku było cięzko bo miekszalismy daleko od siebie ale po 3 m-s znajomości i widywania sie co 2 tygodnie moja miłośc przyjechała do mojego miasta na pół roku na wymiane studnetów. Po tym czasie sprawy troche się skomplikowały bo musiałem wyjechać za granicę i po roku spotyaknia się 1/2 razu w miesiącu nasz zwiazek się rozpad. Po kilku miesiącach wróciłem do Polsi i wróciliśmy do siebie. Zamieszkaliśmy razem i po roku wzlieśmy kredyt na mieszaknie. Stworzyliśmy wspólny dom. Jej rodzina przyjeła mnie jak sowjego ( ja przeprodziałem sie do jej miasta). Od początku naszej znajomości byłem szczery i wyznałem grzechy młodości ( problemy z narkotykami jako nastolatek i małe konfilty z prawem). Zmieniałem się i kiedy sie poznalismy byłem zupełnie innym człowiekiem. Po 2 latach mieszaknia razem oświadczyłem się przy jej rodzicach co wydawało mi sie okazaniem szacunku i poważnego podejścia do życiowej decyzji. Niestety dzis zona twierdzi że to było ze względu na to że bałem się że odmówi ale namwet przez chwilę o tym nie pomysłałem. Bywało róznie miedzy nami ale nigdy nie dochodziło to cichych dni. Pragnelismy oboje dziecko i po ślubie zona zaszła w ciązę. Niesty straciuliśmy dziecko w 1 trymestrze. Kilka miesięcy pózniej udało nam sie i zona zaszła w ciąze. Urodziło nam się zdrowe kochane dziecko. Po jego urodzeniu nasze zycie się zmieniło na lepsze. Wszytko co robiliśmy było robionę z myślą o dziecku. W między czasie zona dostała bardzo dobrą pracę ale musiała często wykjeżdzać. Przez pierwszy okres około roku to żona głównie zajmowała sie synem ale ja tez starałem się angazować w tym etapie. Kiedy zona wróciła do pracy ja zmieniłem na bardziej regulowaną  abyśmy mogli lepiej planować wychowanie dziecko ( 2 rodziców w rozjadach utradniła by wychowawyanie). Spedzałem z synem każda wolną chwilę. Żona bardzo dużo pracowała i czesto była przemęczona. Siedziała po nocach i często odreagowywała na nie stres związany z pracą. Stanaweł się takim chłopcem do bica i wyładowayania emocji. Zaczeła mnie negowac na każdym kroku- że się nie myje 2 razy dziennie, że nie jestem aktywny ( chodz grałem w piłkę), że nie podejmuje decyzji jak męzczyzna chodz tworzylismy jak mi się wydawało związk partnerski. Przynaje, że potrafiłem dzownic do niej z byle pierdołą. Moja zona ma bardzo silny charakter i nawet obelgi przy znajomych czy rodzinie przyjmowałem na tzw klate. Były to sporadyczne sytacje a ja tez nie zawsze byłem w porządku. Ogladałem wieczorami tv kiedy zona pracowała, ale nie zaniedwyałem domoywch obowiązków ani wychowania dziecka. We wrześniu 2014 po wielu miesiącach przygotowac postawiliśmy wubuwać dom. Wzieliśmy kredyt i zaczeliśmy budowę. W pazdzeirniku straliśmy sie o 2 dziecko bo to miał byc dobrymoment. Niesty się nie udało. W grudniu zona zaczeła mówić o wyczuwalnym marazmie i zaczeły sie rozmowy odnosnie mojej wyprowadzki na zasadach odpoczytnku od siebie- tak to tłumaczyła. Wyczuwałem że coś jest nie tak bo zona dawała juz wcześniej takie sygnały. Utslismy że w styczniu sie wyproawdze gdziec blisko i odpoczniemy od sibie. Znalałzem pokój ale zona ze wzgledu na dużą liczbe wyjadów poprosiła o to żebym wyprowdził sie od lutego. Widać było że cos jest nie tak. Bardzo schudła, miała hustwaki nastroju i nie angazowała sie w sprawy domowe. Żona cos gryzło i wiedziałem że coś jest nie tak i musi byc jakis inny powód. Przeprowadzilśmy rozmowę podczas którj zapytałem o prawdziwe powody. Powiedziła że jest niesczęsliwa- zapytałem co to dla niej oznacza i co moge zrobic zeby poczuła się szcześliwa- nie potrafiła odpowiedzieć. Stwierdziła że rozłąka dobrze nam zrobi. Zgodziłem się. Pod koniec stycznia chciałem zrobic niespodziankę mojemu synkowi i wszedłem bez użycia domofonu żeby nie wiedział, że idę. Przed wejściem do mieszaknia usłuszłałem że żona z kimś rozmiawia i doszły do mnie słowa które mnie zaniepokoiły. Usłyszłame ze spotykała sie z kimś i ze on miał jakies plany. Wszełdem do domu i powiedziałem że teraz znam juz prawdziwy powód ale ona zaprzeczyła że miała romas a on jest poprostu jej przyjaciel- kochając i nie wierząc że żona mogłaby mnie zdradzić uwierzyłem. Jednak miałem pewne wątpliwości. Uzgodnilismy że sie wyprowadze ale bedziemy pracowac nad małżeństwem. Zapronowałem wyjazd w góry aby oderwać się i spedzic wiecej czasu w trójkę. Zgodziła sie. To było przed weekendem. W poniedziłek miała jechac do miasta z którego pochodzić jej"przyjaciel". Ona nie wiedziała że ja wiem skad on jest i poprosiłem zeby nie jechała. Poiwedziła że musi jechac bo ma ważne sprawy. Nie dawało mi to spokoju czy jedzie do niego i przed wyjściem z synem zostawiłem właczony telefon z dyktafonem- dowiedziałem sie ze on nie chce się spotykać i ze ma depreche. Że zawsze kiedy jechała do jego miasta on zawsze chetnie sie spotykał. Troche sie uspokoiłem że nie jedzie do niego ale reszta dała mi do myslenia- to nie był tylko przyjaciel. Nie było jej 2 dni. Po jej powrocie przez 3 dni zostawiałem dyktafon w domu i dopiero 3 dnia usłyszłem przebieg romasu. Znali sie 2 lataa a w lisopadzie podczas spotkania fimromego przespali się. Powtorzyało sie to w styczniu podczas wyjazdu w góry- de fackto zona została po szkoleniu 2 dni dłużej z nim i inny,i znajmowymi z pracy i ostani raz który chyba najbardziej mnie zabolał w połowie stycznia kiedy spotkali i on oznjamił że musi to skończyc bo ma zone i dzieci a ona namówiła gona pożegnalny seks. Usłuszłame wiele sczegółwo których żaden facet ani kobieta kochający nie powinien usłyszłec. Po odsłuchaniu wróciłem do domu i płaczać powiedziałem że wiem juz wszytko i jak mogła. Płakalismy razem. Wyszedłem z domu na dwór- zadzwoniła i przyszła jej mama która zajeła sie synkiem. Przegadaliśmy i przepłakalismy całą noc- było mi cięzko ale widziałem że ona załuję. Mówila wiele rzeczy pod wpływem emocji- że mnie kocha, że przeprasza, żebysmy poszli na terapie i ratowali nasza rodzine. Zasnelismy razem w łożku z naszym synkiem. Rano przyszło jej mama i siotra bo jechałem z synem na weekend do swojej mamy- wyjazd był zaplanowany juz dużo wczesniej. Nastepnego dnia wieczorem wróciłem z synkiem. Poprsiłem tesiową żeby zajeła sie dzieckiem a my poszlismy porozmawiać. Nie była to miła rozmowa- usłuszłałem że chce separcji i rodzielności zarzucając mi że jestem hazardzistą ( zagrałem z kolegami 2 razy w karty na pieniądze kilka m-s wczesniej o czym dowiedziała się od siostry- wydałem 100zł a kiedys grałem przez internet w karty na wirtualne pieniądze). Jest postawa zmieniła sie o 180 stopni. Spodziewałem się że bedzię to trudna rozmowa ale nie ataku na mnie. Wróciliśmy do domu i próbowałem po uspieniu synka z nią porozmawiać ale nie chciała rozmawiac mówiąc że nie mam godości i kilka innych przykrych słów. Njabrdziej zabolało mnie że na pytanie czy będzie miała z nim kontakt- opdiwedziała twierdząco że tak bo razem pracują a pozatym musi z nim jeszcze zamknać temat romasu- nie wytrzyamłem i uderzyłem głową w scianę. Zostawiła mnie i poszła do sypilani. Czułem się strasznie i nie wiedziałem co moge zrobić. Nie mogłem spać, poszedłem na spacer, posiedziłem w samochodzie i nie wierzyłem w to co sie dzieje. W sordku nocy napisałem list że jest mi cięzko, że kocham mojego syna i że nie moge sobie dać rady. Wszedłem do sypilani pocałowałem zonę i wyszełdem z domu. Wsiadłem w samochód i jechałem płacząc przed siebie. Po chwili zona zadzowniła ale nie odbierałem. Chwilę pózniej zaczela dzownic jej rodziną. Odebrałem po chwili bo byłem strasznie zaryczany. Prosiła zebym niczego nie robił i wrócił do domu. Powedziałem płaczać że za chwile bedę. Wszytko trawała może 30 minut. W domu był jej brat i szwagier. Czułem sie strasznie mając świadomośc że przysporzyłem tylu nerwów swoim bliskim. Jej siostra powiedziała że muszę jechać na interwencje psuchologiczną i zgodziłem się. Tam według procedury dostałem skierowanie na obserwacje- oczywiście mogłem się nie zgodzić bo nie było próby samobójczej o czym powiedziałem lekarzowi ale stwierdziłaem że to bedzie dla mnie pokuta. Pojechałem do szpitala psychiotrycznego. Po godzinie chciałem się wypisać ale lekarz powiesiał że żona dzowniła i jutro przyjedzie. Stwierdziałem że poczekam. Spałem na podłodzę przy pielegniarkach- straszne miejsce. Natępnego dnia przyjechała żona i powiedziała że ma doyc moich manipulacji i chce jak najszybciej sie rozwieć. Czułaem że jest przekanana sowjej decyzji. Nastepnego dnia wypisałem się i wróciłem do domu. Żona zarządała szybkiego rozwodu i moejej wyprowadzki. Poprosiłem żeby nie pdoejmowac decyzji pod wpływem emocji i żebyśmy poszli na terapie małżeńską. Zgodziła się ale pod warunkiem że terapia ma na celu poprawę relacji a nie ratowanie małżeństwa. Żona zrobiła wiele szumu wokół tej całej sytacji- powiedziała w przedszkolu że miałem próbe samobójcza i jestem w szpitalu i żeby nie wydawli mi syna, schowała paszport, wymieniła zamki w naszym mieszkaniu ( dzis już mam klucz). Kazała mi się wyprowadzić i zabrać wszytkie swoje rzeczy. Nie zgodziłem sie ale zagroziła że jak nie to ona sie wyprowadzi z dzieckiem. Stwierdziłem że dla dobra synka wyprowadze się. Chodzimy na terapie od 1,5 m-s ale ona nawet przez chwile nie daję sygnału że chce cos naprawić. Spędzam z synem więcej czasu niz zona bo ona wyjeżdza i ma szkołe co2 weekend. Chodze do psychologa i staram się odnaleśc w tej sytacji bo zależy mi na rataowniu rodziny i nadal kocham zonę. Kiedy próbuje z nią rozmowaić ona mnie atakuję. Nawet dzisiaj rano kiedy przyjechałem do domu zaczeła mówic jak to jest super kiedy nie mieszakam w domu bo jest porzadek i spókój ale nie wzieła pod uwage że 2 dniu temu to ja wysprzątałem całe mieszkanie jak była na wyjzedzie. Chce żebym wynajła mieszkanie i zabierał syna do niego. Wstepnie sie zgodziłem ale chciałem z nią jeszcze prozmaiwac tym bardziej że po sprzedaniu domu to ja mam mieszakac w mieszakniu w którym ona teraz mieszka. Nie wiem czy jest szansa na ratowanie. Najpierw zgodziła sie na wychowanie naprzemienie ale kilka dni temu zmieniła zdanie i powiedziła że chce żeby syn był przy niej a ja bede miał co 2 weekend i 2 dni w tygodniu u niej w domu bez spania. Twierdzi że nasz synek bedzie szczęsliwy ale ja widze że brakuję mi Nas wsolnie. Ostanio poprsił żebysmy go razem usypiali a wczesniej chciał żebysmy spedili czas razem. Chcialem dac mojemu synkowi bezpieczeństwo i nie dopuszczałem do siebie mysli że może wychowywać się w rozbitej rodzinie. Chciałem wybaczyc zonie, zmienić się i odbudwoac uczucie w niej. Nie wyobrażam sobie bycia weekendowym ojcem ale nasze mentalne prawo stoi po stronie mojej zony.
Taka moja historia

Dlaczego zgodziłeś się wyprowadzić z waszego mieszkania? To ona dała przysłowiowej d..y, więc niech ona się wyprowadzi. Odpuść sobie jakiekolwiek rozmowy, tłumaczenia, bo to nic nie da. Masz możliwość odseparować się od niej to zrób to. Nie pozwól aby to ona stawiała warunki odnośnie wychowania waszego dziecka, masz takie same prawa jak ona. Odpuść sobie jakiekolwiek starania o nią, niech poczuje, że traktujesz ją jak przysłowiowe powietrze, pewnie ją to zaboli i jeżeli mimo wszystko coś tam się w niej tli jeszcze z waszego związku, to będzie analizowała, czy aby na pewno dobrze robi.
Powodzenia życzę w układaniu życia.

Odp: Czy to naprawde koniec

Zarówno ona, ja i Ty zapewnie też, wiemy że sądy w Polsce uwazaja ojców za rodziców drugiej kategorii. Wyprowdziłem sie bo ona ma bardzo duży wpływ na mnie. Cięzko jest byc asertywnym kochając a jakiekolwiek próby z mojej strony kończą sie zarzutami jakim jestem egoistą i skór... . Ja wciąz mam nadzieje, że wrócimy do siebie pomimo jest stanowczego stanowiska. Czuję, że jezeli sie przeciwstawie to nie pozostawie cienia szansy a ona zabierze mi syna. Dzisaj jak zapytała czy znalałzem mieszaknie a ja powiedziałem że jeszcze nie i chciałbym z nią o tym porozmawiac zrobiła mi awanturę. Mówi, że nie skałda papierów ze względu na moje dobro ale jak będę stwarzał problemy to mnie kolokwialnie naywając załatwi. Cały czas tweirdzi, że chce abym miał jak najlepszy kontakt z synem i chce żeby tak było ale z drugiej strony chce bym stał sie weekendowym ojcem. Nie wiem co robic. Prawik pomagający ojcom powiedział żebym wrócił do domu i sam złoył pozew z orzekaniem o jej winie

4

Odp: Czy to naprawde koniec

Przykra jest Twoja historia, jednak ewidentnie żona chce zrobić z Ciebie wariata i psychopatę by mieć twarde dowody w sądzie, najgorzej że wciągnęła w tą awanturę całą rodzinę (sojusz), miałeś prawo sie wku.. i wrzucić z siebie emocje. Na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad adwokatem, dowód Ty również masz w postaci nagrania. Ona bez wyrzutów sumienia chce zacząć życie na nowo z kimś innym a całą winę zrzuca na Ciebie. Poczytałabym posty Baksa "baks" i jak napisał poprzednik, nie daj sobą pomiatać tylko zawalcz.

5

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:

Zarówno ona, ja i Ty zapewnie też, wiemy że sądy w Polsce uwazaja ojców za rodziców drugiej kategorii. Wyprowdziłem sie bo ona ma bardzo duży wpływ na mnie. Cięzko jest byc asertywnym kochając a jakiekolwiek próby z mojej strony kończą sie zarzutami jakim jestem egoistą i skór... . Ja wciąz mam nadzieje, że wrócimy do siebie pomimo jest stanowczego stanowiska. Czuję, że jezeli sie przeciwstawie to nie pozostawie cienia szansy a ona zabierze mi syna. Dzisaj jak zapytała czy znalałzem mieszaknie a ja powiedziałem że jeszcze nie i chciałbym z nią o tym porozmawiac zrobiła mi awanturę. Mówi, że nie skałda papierów ze względu na moje dobro ale jak będę stwarzał problemy to mnie kolokwialnie naywając załatwi. Cały czas tweirdzi, że chce abym miał jak najlepszy kontakt z synem i chce żeby tak było ale z drugiej strony chce bym stał sie weekendowym ojcem. Nie wiem co robic. Prawik pomagający ojcom powiedział żebym wrócił do domu i sam złoył pozew z orzekaniem o jej winie

Bardzo dobrze Ci doradził, słuchaj tego co mówi a nie żony. Ja też się wyprowadziłem z domu kiedy się dowidziałem, że mnie zdradza. Jednak wszyscy znajomi i rodzina mówili, chłopie co ty robisz, to nie ty rozwalasz to małżeństwo, wracaj do domu i walcz. Wrociłem, kazałem jej wybierać z kim chce być, informując jednocześniem że będę walczyĺ o dzieci, a ona jak chce to niech idzie do kochasia. Poczytaj mój wątek, może pomoże Ci jakoś. Finał jest taki, że w ten poniedziałek wróciła, leży teraz na moich kolanach i śpi a ja głaszczę ja po głowie, Pamiętaj zawsze słuchaj siebie, tego co czujesz, że dla Ciebie jest najlepsze. Nie pozwól aby ktoś inny sterował Twoim życiem. Chcesz ratiwać rodzinę? Rób to. Chcesz rozwodu? Do dzieła. Liczy się tylko szczęście Twoje i waszego dziecka.

Odp: Czy to naprawde koniec
redapples napisał/a:

Przykra jest Twoja historia, jednak ewidentnie żona chce zrobić z Ciebie wariata i psychopatę by mieć twarde dowody w sądzie, najgorzej że wciągnęła w tą awanturę całą rodzinę (sojusz), miałeś prawo sie wku.. i wrzucić z siebie emocje. Na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad adwokatem, dowód Ty również masz w postaci nagrania. Ona bez wyrzutów sumienia chce zacząć życie na nowo z kimś innym a całą winę zrzuca na Ciebie. Poczytałabym posty Baksa "baks" i jak napisał poprzednik, nie daj sobą pomiatać tylko zawalcz.

U adwokata byłem i powiedział że mam szanse ale duże mniejsze niż żona nad sprawowaniem opieki na synem. Ona o tym wie bo to samo powiedziała jej adwokat. Z tym że nawet jezeli uzsyakm opiekę to wcale nie bedzie zwycięstwo bo dziecko potrzebuje tak samo ojca jak i matki i dlatego to patowa sytuacja. Na ostaniej terapii kiedy przedstawiła swoją propozycję twierdzac że nic poza tym że nie bedziemy razem dla naszego dziecka nie zmieni to zapytałem czy ona przyjme te warunki tzn co drugi weekend i przychodzenie do synka do mnie to powiedziała że nie i był płacz. Naprawdę nie wiem co robić, jak się zachować a jedyne co mi przychodzi do głowy toratowac rodzinę

Odp: Czy to naprawde koniec

Nie dawno dzowniła zapytac jak synek. Rozmwaiła jak z obcym- zero emocji, techniczna rozmowa. Serce sciska że po 11 latach jestem intruzem w jej życiu.

8

Odp: Czy to naprawde koniec

A co źle jej było nie rozumiem takich kobiet sad

9

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:

Nie dawno dzowniła zapytac jak synek. Rozmwaiła jak z obcym- zero emocji, techniczna rozmowa. Serce sciska że po 11 latach jestem intruzem w jej życiu.

To chyba norma w wykonaniu zdradzających, taka forma ich samoobrony psychicznej. Traktowanie dotychczasowego partnera jak wroga, obcą osobę, no bo jak można by było zdradzić porządnego męża/żonę. Miałem to samo, dowiedziałem się, że manipulowałem żoną, nigdy jej nie szanowałem, nie kochałem, ogólnie złym mężem byłem, a kochanek to wzór wszystkich cnót. Nie daj wpędzić się w poczucie winy.

10

Odp: Czy to naprawde koniec
Piotr74 napisał/a:
NiepogodzonyTata napisał/a:

Nie dawno dzowniła zapytac jak synek. Rozmwaiła jak z obcym- zero emocji, techniczna rozmowa. Serce sciska że po 11 latach jestem intruzem w jej życiu.

To chyba norma w wykonaniu zdradzających, taka forma ich samoobrony psychicznej. Traktowanie dotychczasowego partnera jak wroga, obcą osobę, no bo jak można by było zdradzić porządnego męża/żonę. Miałem to samo, dowiedziałem się, że manipulowałem żoną, nigdy jej nie szanowałem, nie kochałem, ogólnie złym mężem byłem, a kochanek to wzór wszystkich cnót. Nie daj wpędzić się w poczucie winy.

Nie Piotr, zależy od człowieka. Pisalam o tym w twoim topicu.

11

Odp: Czy to naprawde koniec
NieZnamSiebie napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
NiepogodzonyTata napisał/a:

Nie dawno dzowniła zapytac jak synek. Rozmwaiła jak z obcym- zero emocji, techniczna rozmowa. Serce sciska że po 11 latach jestem intruzem w jej życiu.

To chyba norma w wykonaniu zdradzających, taka forma ich samoobrony psychicznej. Traktowanie dotychczasowego partnera jak wroga, obcą osobę, no bo jak można by było zdradzić porządnego męża/żonę. Miałem to samo, dowiedziałem się, że manipulowałem żoną, nigdy jej nie szanowałem, nie kochałem, ogólnie złym mężem byłem, a kochanek to wzór wszystkich cnót. Nie daj wpędzić się w poczucie winy.

Nie Piotr, zależy od człowieka. Pisalam o tym w twoim topicu.

Być może, ale z tych historii, które tu do tej pory czytałem, to wszędzie był ten sam schemat, w momencie wykrycia zdrady, zdradzający obarczał winą za swe postępowanie zdradzanego i maksynalnie się oddalał, tworząc między sobą a dotychczasowym partnerem wrogą, w najlepszym wypadku neutralną przestrzeń. No ale może mi w pamięci utkwiły tylko historie o takim scenariuszu smile.

12 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2015-03-28 23:48:33)

Odp: Czy to naprawde koniec

Dokładnie tak Piotr. Ja Ci opisałam moją historię w skrócie. Jest bardzo inna. A winą obarczam tylko siebie.... No ale długą drogę przeszłam....i pewnie zachowanie mojego jm sprawilo, że zaczęłam myśleć tak, nie inaczej.

13

Odp: Czy to naprawde koniec
NieZnamSiebie napisał/a:

Dokładnie tak Piotr. Ja Ci opisałam moją historię w skrócie. Jest bardzo inna. A winą obarczam tylko siebie.... No ale długą drogę przeszłam....i pewnie zachowanie mojego jm sprawilo, że zaczęłam myśleć tak, nie inaczej.

Ale tutaj mamy akurat taki przypadek, że żona autora stara się go obarczyć winą i maksymalnie odrzucić od siebie, tak aby nie chciał ratować tego związku. Teraz od jego postawy i dererminacji zależy, czy uda mu się osiągnąć swój cel.

14

Odp: Czy to naprawde koniec
Piotr74 napisał/a:
NieZnamSiebie napisał/a:

Dokładnie tak Piotr. Ja Ci opisałam moją historię w skrócie. Jest bardzo inna. A winą obarczam tylko siebie.... No ale długą drogę przeszłam....i pewnie zachowanie mojego jm sprawilo, że zaczęłam myśleć tak, nie inaczej.

Ale tutaj mamy akurat taki przypadek, że żona autora stara się go obarczyć winą i maksymalnie odrzucić od siebie, tak aby nie chciał ratować tego związku. Teraz od jego postawy i dererminacji zależy, czy uda mu się osiągnąć swój cel.

Jasne. Natomiast nie takiej, jak się jemu wydaje.
Bo płaczem i prośbami osiągnie dokładnie odwrotny skutek.

15

Odp: Czy to naprawde koniec
NieZnamSiebie napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
NieZnamSiebie napisał/a:

Dokładnie tak Piotr. Ja Ci opisałam moją historię w skrócie. Jest bardzo inna. A winą obarczam tylko siebie.... No ale długą drogę przeszłam....i pewnie zachowanie mojego jm sprawilo, że zaczęłam myśleć tak, nie inaczej.

Ale tutaj mamy akurat taki przypadek, że żona autora stara się go obarczyć winą i maksymalnie odrzucić od siebie, tak aby nie chciał ratować tego związku. Teraz od jego postawy i dererminacji zależy, czy uda mu się osiągnąć swój cel.

Jasne. Natomiast nie takiej, jak się jemu wydaje.
Bo płaczem i prośbami osiągnie dokładnie odwrotny skutek.

Dokładnie, dlatego pisałem wcześniej, że powinien sobie odpuścić a żonę traktować jak powietrze. A tak na marginesie sam calkiem niedawno myslalem, ze takie zachowanie bedzie odebrane przez zone jako oznaka braku ochoty na ratowanie malzenstwa i tylko pogorszy sytuacje. A okazuje sie, ze bylo zupelnie inaczej. Ludzka psychika jest jednak strasznie pokrecona i cos co czasem wydaje nam sie czarne, tak naprawde jest biale smile

16 Ostatnio edytowany przez NiepogodzonyTata (2015-03-29 10:30:56)

Odp: Czy to naprawde koniec

Dzieki za rady. Przestane byc uległy i godzić sie na wszytko-ale nie wiem jak załatwić kwestie powrotu do domu. Zakomunikować że wracam czy zostać na wynajętym. Obawiam sie że jak wróce to ona sie wyprowadzi z synem i zacznie mi ograniczać konatkty.

17

Odp: Czy to naprawde koniec

Z nia juz nic nie zrobisz ....

18

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:

Dzieki za rady. Przestane byc uległy i godzić sie na wszytko-ale nie wiem jak załatwić kwestie powrotu do domu. Zakomunikować że wracam czy zostać na wynajętym. Obawiam sie że jak wróce to ona sie wyprowadzi z synem i zacznie mi ograniczać konatkty.

Wróć, ale spodziewaj się tego, że zacznie wykorzystywać Twoją obecność i staniesz się niańką. Nie pozwól na to.

Jeśli używa dziecka jako miecza, od niego zginie. Wiem coś o tym. Mój były tego próbował. Już zaczyna tonąć.

Odp: Czy to naprawde koniec
Sponiewierana napisał/a:
NiepogodzonyTata napisał/a:

Dzieki za rady. Przestane byc uległy i godzić sie na wszytko-ale nie wiem jak załatwić kwestie powrotu do domu. Zakomunikować że wracam czy zostać na wynajętym. Obawiam sie że jak wróce to ona sie wyprowadzi z synem i zacznie mi ograniczać konatkty.

Wróć, ale spodziewaj się tego, że zacznie wykorzystywać Twoją obecność i staniesz się niańką. Nie pozwól na to.

Jeśli używa dziecka jako miecza, od niego zginie. Wiem coś o tym. Mój były tego próbował. Już zaczyna tonąć.

Juz tak jest bo spedzam z synem czas kiedy ona wyjezdza badz ma zajecia. Ona tak naprawde nie odczuwa naszego rozstania- oczywiście emcjonalnie tak. Nawet dzisiaj jest na zajeciach i pomimo że to jest mój dzień wróci okolo 17. Spodziewam się najgorszego ale dziwi mnie że niszczy wszytko co zbudowaliśmy przez ponad 10 lat. Najbardziej boli mnie, że synek na tym ucierpi bo nie będzie wychowywał się w normalnej rodzinie. Żona jest pewna, że sąd przyzna jej opiekę dlatego jest taka stanowcza.

20

Odp: Czy to naprawde koniec

Bo co? Bo ma prace i sie uczy?

Przykro mi z Twojego powodu, ale pamiętaj, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie burzy się zdrowego domu.

A jeśli już wspomniałeś o normalnej rodzinie.... Naprawde sądzisz, że stwarzać pozory wystarczy, by nią być?

Odp: Czy to naprawde koniec
Sponiewierana napisał/a:

Bo co? Bo ma prace i sie uczy?

Przykro mi z Twojego powodu, ale pamiętaj, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie burzy się zdrowego domu.

A jeśli już wspomniałeś o normalnej rodzinie.... Naprawde sądzisz, że stwarzać pozory wystarczy, by nią być?

Masz rację nie nie niszczy sie zdrowego związku bo taki nie był. Żona wdała sie w romans bo czegos jej brakowała. Pracowała w domu, była przemęczona i zestresowana a wyjazdy były chwila oderwanaia się. Pojawił sie on który jak to sama powiedziała dodał jej skrzydeł i poczucia własnej wartosci. Zaczeło się walić jak on sie pojawił i ją zaczarował. Ja napradę byłem dobrym męzęm co sama przyznała podczas rozmowy z koleżanką ale ona chciała "power love non stop". Bycie razem to nie są ciągłe uniesienia ale wspólne mierzenie sie z problemami. W nasz związek wdrała sie monotonia ale bez przesady. Teraz mówi że była zemną z litości co poprostu uderza we mnie z 2xsiłą. Wiem, że zaniedbałem pewne sfery naszego związku (m.i. intymne) ale to są kwestie które może zmienić. Nie skrzywdziłem zony, ufałem jej i mogła na mnie zawsze liczyć, opiekowałem się synem, pracowałem i starałem się byc mezczyzną przy którym bedzie czuła sie bezpiecznie. Dlatego chciałem.chce ratować ale niestety nie wiem jak bo im bardziej sie staram tym bardziej ona sie zamyka.

22

Odp: Czy to naprawde koniec

To dziewczyna miała szczęście, skoro mogła na Ciebie liczyć. Wiesz.... Ja nie przypominam sobie nawet jednego epizodu, kiedy to ja miałabym wsparcie u byłego. Nie chodzi mi o pomoc w opiece nad dziećmi, gdy były małe. Siedziałam w domu, więc nie przyszło mi nawet do głowy by czegoś od niego żądać. Moje życie było inne. Nie takie jak wasze.

Czasem, gdy czytam takie wątki jak Twój, myślę sobie: a gdyby tak te kobiety ubrać w moje buty i kazać im przejść moją drogę... Czy wtedy zachowałyby się inaczej?

Skoro nie chce być z Tobą, dlaczego tego nie powiedziała?

Odp: Czy to naprawde koniec
Sponiewierana napisał/a:

To dziewczyna miała szczęście, skoro mogła na Ciebie liczyć. Wiesz.... Ja nie przypominam sobie nawet jednego epizodu, kiedy to ja miałabym wsparcie u byłego. Nie chodzi mi o pomoc w opiece nad dziećmi, gdy były małe. Siedziałam w domu, więc nie przyszło mi nawet do głowy by czegoś od niego żądać. Moje życie było inne. Nie takie jak wasze.

Czasem, gdy czytam takie wątki jak Twój, myślę sobie: a gdyby tak te kobiety ubrać w moje buty i kazać im przejść moją drogę... Czy wtedy zachowałyby się inaczej?

Skoro nie chce być z Tobą, dlaczego tego nie powiedziała?

Powiedziała ale po tym jak wydał sie jej romans. Nie twierdze, że byliśmy idelaną parą ale starałem sie dać jej przestrzeń. Problemy jakie maja inne małżenstwa takie jak: brak kasy, alkoholizm, maż depsota i awanturnik, brak szacunki i zaufania były poza nami. Mieliśmy marzenia, zdrowie, cudowne dziecko i plany na przyłośc a teraz nic. Żona jest niezależna i ma wsparcie rodziny która pomimo tych wszytkich lat spedzonych razem przez ta sytację z listem nie chce zemną mieć kontaktu. Było mi poprostu cięzko i ogarnał mnie strach a teraz żałuje tego ruchu ale nie cofnę czasu. Ja niestety w trudnych chwilach reagowałem emcojonalnie czując się gorszym. Powtrarzałem żonie że była najlepszym co mnie spotkało ale ona uwazała że tylko mnie. Zmieniłem rzeczy które jej przeszkadzały: tv, brak sportu, usunełem tatuaże a także trudniejsze czyli poprosiłem o pomoc psychologa aby nauczyć się radzić z emcojami ale to wszytko dla niej nie ma znaczenia. Ja byłem gotów na wiele aby uratować naszą rodziną ale niestety tylko ja. Ona uwaza, że to pozory i nie wierzy że zmiany mogły by być stałe i to taka moja gra. Są chwilę kiedy rozmawiamy i spędzamy czas razem ale jest ich bardzo mało. Nie wyczuwam nawet chcwili zwątpienia w niej i to jest najgorszę ze znaczyłem dla niej tak mało.

24

Odp: Czy to naprawde koniec

Były to alkoholik. Od zawsze. W moim rodzinnym Domu tato pił od zawsze. Jeszcze w piątek zaproponowałam, że z byłym mogę chodzić na terapię, byleby uwolnić się od niego. Bo on wciąż nie pozwala mi żyć swoim życiem.

Wczoraj, po tym co usłyszałam z jego ust, najpierw popadłam w ogromny smutek, potem w zadumę. Inną jak do tej pory. Przespałam się z tym, jeśli oczywiście budzenie się co chwila możemy nazwać ukojeniem w ramionach Morfeusza. Z łóżka wyszła dziś zupełnie inna kobieta. Inna ja...

Strasznie dużo chciałabym Tobie powiedzieć, nie potrafię tak z marszu. Wiedz jedno... Musiałeś mieć jakieś symptomy tego co zadziało się teraz w wami. Nie dostrzegałeś ich.

A żeby Ciebie do mnie zniechęcić, bo czasem myślę, że nie jestem godna komentować Twojego wątku, też miałam kochanka. Nie do niego jednak odeszłam. Stworzyłam Mój Dom. Ze spokojnymi nocami i dniami. Bez muszę, bez trzeba, bez....

Wróć do początków waszej znajomości... Tam znajdziesz klucz.

Odp: Czy to naprawde koniec
Sponiewierana napisał/a:

Były to alkoholik. Od zawsze. W moim rodzinnym Domu tato pił od zawsze. Jeszcze w piątek zaproponowałam, że z byłym mogę chodzić na terapię, byleby uwolnić się od niego. Bo on wciąż nie pozwala mi żyć swoim życiem.

Wczoraj, po tym co usłyszałam z jego ust, najpierw popadłam w ogromny smutek, potem w zadumę. Inną jak do tej pory. Przespałam się z tym, jeśli oczywiście budzenie się co chwila możemy nazwać ukojeniem w ramionach Morfeusza. Z łóżka wyszła dziś zupełnie inna kobieta. Inna ja...

Strasznie dużo chciałabym Tobie powiedzieć, nie potrafię tak z marszu. Wiedz jedno... Musiałeś mieć jakieś symptomy tego co zadziało się teraz w wami. Nie dostrzegałeś ich.

A żeby Ciebie do mnie zniechęcić, bo czasem myślę, że nie jestem godna komentować Twojego wątku, też miałam kochanka. Nie do niego jednak odeszłam. Stworzyłam Mój Dom. Ze spokojnymi nocami i dniami. Bez muszę, bez trzeba, bez....

Wróć do początków waszej znajomości... Tam znajdziesz klucz.

Wyczułem ale chyba za pózno bo ona już trwała w romansie. Ich związek się skonczył- on to zakończył czy ją zranił a ja stałem się tak napradę ich ofiarą. On wybrał rodzine i powiedział o wszytkim zonie ale moja rodzina sie rozpoada. wiem że kobieta sczesliwa nie idzie w takie związki. 3 miesiące przed tym starlismy sie o dziecko, zaczelismy budowac dom i pozornie było okej. Analizowałem nasz związek od samego początku i niestety to ja zawsze bardziej kochałem i bardziej mi zależało przez co żona czuła sie silniejsza a ja dałem sie zdominować

26

Odp: Czy to naprawde koniec

Nie. Wróć raz jeszcze do początków. Musiałeś mieć sygnały. Nie chodzi już o kochanka. O was....

27

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:

Ona uwaza, że to pozory i nie wierzy że zmiany mogły by być stałe i to taka moja gra. Są chwilę kiedy rozmawiamy i spędzamy czas razem ale jest ich bardzo mało. Nie wyczuwam nawet chcwili zwątpienia w niej i to jest najgorszę ze znaczyłem dla niej tak mało.

To typowy mechanizm.Musi zracjonalizować swoje postępowanie - przyznanie się przed sobą do ku... nie wchodzi w grę.
Więc trzeba znaleźć usprawiedliwienie- stąd na siłę obarcza  partnera odpowiedzialnością za wszystko co popadnie.
Często wszystkie wady kochanka przypisywane są partnerowi , a zalety partnera kochankowi.Nagle dla rozpadu związku okazuje się kluczowym nie trafienie ogryzkiem do kosza  na śmieci 17 lat temu na biwaku w Mrągowie.I inne podobnego kalibru przestępstwa , o których tylko dlatego nic nie wiedziałeś bo ona swoim cichym ,męczeństwem chciała ten związek uświęcić , składając Twoje grzechy jako ofiarę na ołtarzu Waszej miłości.
I cokolwiek teraz nie zrobisz to albo będzie za późno , albo za mało.Ona usiłuje przerzucić na Ciebie tyle odpowiedzialności , na ile jej pozwolisz.Wjechała na Twój teren , atakuje żeby nie musiała się bronić.Nie daj się wciągnąć w te gierki, to bezcelowe.Nic nie osiągniesz.
Jeżeli kiedyś masz ją odzyskać - musisz dać jej odejść.
Ale skoro dałeś jej wszystko i to było dla niej za mało ,to raczej na powrót  na Twoim miejscu nie liczyłbym.

28

Odp: Czy to naprawde koniec

Witam. Przeczytalam Twoja historie i az lzy do oczu naplywaja. Przykro mi, ze tak Ci sie w zyciu ulozylo. Masz racje, szkoda synka. Powinienes sie podniesc. Nabrac sily i byc twardy. Z tego co napisales zrozumialam, ze w Waszym zwiazku to Ty zawsze byles ulegly. Jesli ona nie chce ratowac malzenstwa to nic nie zdzialasz placzem i prosbami. Moze teraz pora na inna metode. Prawda, ze jest matka, ale to Ty czesciej zajmujesz sie dzieckiem. Moze z czasem jej zawzietosc minie, zrozumie ze synek potrzebuje obojga rodzicow.. Jesli sie wyprowadzisz to stracisz kontakt. Ale nie blagaj jej juz. Powiedziales ( napisales) wszystko co chciales. Teraz pora nabrac sil dla synka. On na tym ucierpi najbardziej, ona jako matka powinna to wiedziec..  Nagle Wasze zycie postrzega w innym swietle.. Ktos jej w tym "pomogl" ze tak to widzi. Moze odtracenie jest najlepszym sposobem na przyciagniecie kogos ponownie. Moze gdy zobaczy Twoja obojetnosc i to ze nie rozpaczasz po tej stracie, zechce porozmawiac i naprawic Wasze malzenstwo..
wierze z calego serca, ze Ci sie uda ochronic synka. Zycze Ci tego. Pozdrawiam.

Odp: Czy to naprawde koniec
koni napisał/a:

Witam. Przeczytalam Twoja historie i az lzy do oczu naplywaja. Przykro mi, ze tak Ci sie w zyciu ulozylo. Masz racje, szkoda synka. Powinienes sie podniesc. Nabrac sily i byc twardy. Z tego co napisales zrozumialam, ze w Waszym zwiazku to Ty zawsze byles ulegly. Jesli ona nie chce ratowac malzenstwa to nic nie zdzialasz placzem i prosbami. Moze teraz pora na inna metode. Prawda, ze jest matka, ale to Ty czesciej zajmujesz sie dzieckiem. Moze z czasem jej zawzietosc minie, zrozumie ze synek potrzebuje obojga rodzicow.. Jesli sie wyprowadzisz to stracisz kontakt. Ale nie blagaj jej juz. Powiedziales ( napisales) wszystko co chciales. Teraz pora nabrac sil dla synka. On na tym ucierpi najbardziej, ona jako matka powinna to wiedziec..  Nagle Wasze zycie postrzega w innym swietle.. Ktos jej w tym "pomogl" ze tak to widzi. Moze odtracenie jest najlepszym sposobem na przyciagniecie kogos ponownie. Moze gdy zobaczy Twoja obojetnosc i to ze nie rozpaczasz po tej stracie, zechce porozmawiac i naprawic Wasze malzenstwo..
wierze z calego serca, ze Ci sie uda ochronic synka. Zycze Ci tego. Pozdrawiam.

...w ramach wyjasnienia ja już nie mieszakam w domu od 1,5 ale sypiam w domu podczas jej wyjazdów ( 3 razy w tygodniu). Własnie mój synek spi koło mnie i patrząc na niego serce mnie sciska. Trudno jest byc obojętnym dla osoby którą sie kocha i ona to czuje. Ma do mnie wiele żalu i wiem że ma podtsawy. Było kilka sytaucji w naszym związku kótrych żałuje ale kązdy ma coś na sumieniu. Wypomina mi sytacje sprzed naszego ślubu a nie które przedstawia w zupełnie innym świetle niż naprade było.
Dzięki, żę interseujecie się moją historią

30 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-03-29 16:25:18)

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:

Ma do mnie wiele żalu i wiem że ma podtsawy. Było kilka sytaucji w naszym związku kótrych żałuje ale kązdy ma coś na sumieniu. Wypomina mi sytacje sprzed naszego ślubu a nie które przedstawia w zupełnie innym świetle niż naprade było.

Czy ona Ciebie za coś karze? Skąd w niej tyle niepokory? Zastanawialeś się nad tym?

Skoro nie chce Ciebie, dlaczego tak atakuje? Bo czuje się winna? Przecież nie taką postawę powinno się przyjmować w sytuacji, gdy nie jest się szczęśliwym w związku.

Rozstać się w pokoju a bynajmniej ograniczać zadawanie bólu tej drugiej osobie. Czyż nie tak powinno być?

31

Odp: Czy to naprawde koniec

po pierwsze :
- nie uzyska rowzodu bez Twojej zgody - zdradziła Ciebie i jest winna ropzadu małzeństwa. Sąd nie da Wam rozwoduu z jej wniosku, jeżeli to żona jest winna. A przecież masz dowód - nagranie.
- nie uzyska rozwodu z przyczyn " sprzecznych z zasadami współzycia społecznego" - Twoja choroba, spowodowana jej zadradą wyklucza możliwość uzyskania prze nią rozwodu.

Po drugie :
- masz prawa ale i obowiązek mieszkać z rodziną i opiekować się nią. Nikt Ciebie z tego nie zwolnił, nikt nie może Ci tego nakazać. Ba jeżeli ktoś Ci teraz tak każe, to potem może wykazać to jako Twoją winę. Dlatego wracaj do domu - to Twoje prawo i OBOWIĄZEK.

Po trzecie :
- jesteś ofiarą przemocy domowej. Kpiny z Ciebie, manipulowanie, Wykorzystywanie Twojego stanu psychicznego, opowiadanie o nim w szkole, znajomym, zabranianie Ci odbierania dziecka - to przemoc wobec Twoich praw, wobec Ciebie. Tak samo przemocą jest wyrzucanie Ciebie z domu. Nie powazlaj na to, broń się - zastanowiłam bym się na założeniem niebieskiej karty żonie.
Facet nie może być "ciapa" który sobie na wszystko pozwala. Musi obronić swoją pozycję ale bez atakowania drgiej strony.


Współczuję Ci, masz trudną sytuację.
Ale nie jest to sytuacja bez wyjścia !
Postaraj się zaplanować swoje działania i postępuj konsekwentnie.
Nie żebrz o miłóśc żony !
O miłośc się nie prosi, jeżeli jej nie dostajesz...trudno z tym da się zyć.

32

Odp: Czy to naprawde koniec

Witam
Po pierwsze ubierz spodnie, bo jak czytam, to co napisałeś to mi się nóż w kieszeni otwiera!
Czy Ty wogóle siebie szanujesz, masz pojęcie czym jest szacunek do siebie?
Wcale mnie nie dziwi, że ten kurwiszon Tobą pomiata i traktuje niczym ścierkę do podłogi

Przejmij do cholery inicjatywę i przestań się jej bać! Bo póki co, to ten cwany babsztyl szykuje się, aby Ciebie uwalić w białych rękawiczkach..
Zacznij się zachowywać jak mężczyzna, a nie jak facet cipa jak tak dalej pójdzie, to będzie rozwód, ale z Twojej winy
Pozwoliłeś jej na kontrolę nad sytuacją. Zabierz jej to. Co prawda się wscieknie, ale dokładnie o to chodzi.
Niech się jej włącza emocje, a zacznie popełniać błędy.

Natychmiast wracaj do domu!  Inaczej wpadniesz w pułapkę, jaką ona na Ciebie zostawia. Jesteś już półtora miesiąca poza domem. Jej w to graj. Jako powód rozwodu poda porzucenie rodziny i masz pozamiatane.
Ona zapewne się szykuje do rozwodu, o ile już nie złożyła pozwu.

To jest również Twoje mieszkanie i Twój dom.
Jak jej nie pasi, spakuj ją i niech wyperdala do mamusi, kochanka czy też niech sobie coś wynajmie. Masz prawo tam mieszkać i to egzekwuj.
Również póki co nie zostały Tobie ograniczone prawa rodzicielskie, więc masz takie same prawa do syna jak ona.

W domu ma chodzić tak jak Ty jej zagrasz a nie jak jej się podoba.
Wyjazdy? A dziecko?Masz prawo do własnego życia, do spotkania z przyjaciółmi, kolegami.
Wszystkie opłaty na pół, w tym spłata kredytu, utrzymanie syna również.

Masz z nią wspólne konto? To uważaj, bo za moment będzie puste!.
Po cichu wypłać to co jest Twoje i dobrze ukryj.
Załóż drugie konto ale wyłącznie na siebie i tam przelewaj wypłatę
Ma Ciebie za fujarę? Niech dalej tak uważa. Nie wyprowadzają ją z błędu!
Graj dalej ciape, ale konsekwentnie szykuj jej trzęsienie ziemi!
Masz dowody na jej kurestwo? Jeśli tak, to je powiel i bardzo dobrze zabezpiecz.  Kompletnie nie informuj jej, co zamierzasz zrobić.

Przestań ją o cokolwiek prosić czy też błagać.
To nic nie da, a będzie Tobą coraz bardziej gardzić
Puść sukę wolno, ale na Twoich warunkach...
Zacznij się szanować, bo inaczej nikt szanować Ciebie nie będzie.

Nic złego nie zrobiłeś! Nie pozwalaj temu urwiszonowi  czymkolwiek obciążać.
TO ONA SIĘ SKURWIŁA, a nie Ty.
Jeszcze trochę, a wg niej będziesz odpowiadać za suszę w Somalii, gradobicie lub inne klęski żywiołowe

ale nie wiem jak załatwić kwestie powrotu do domu.

Normalnie,
Masz klucze? Wracasz w końcu do siebie. Tylko nie daj się jej sprowokować. Żadnych awantur, kłótni czy też alkoholu! Ale wszystko masz nagrywać, każdą rozmowę. W jej trakcie panuj nad sobą i emocjami. I żadnych rekoczynow! Wezwie policję i masz kłopoty gotowe.

Ja wciąz mam nadzieje, że wrócimy do siebie pomimo jest stanowczego stanowiska.

Przestań się łudzić. Nie ma czego tutaj ratować.
Ratuj wyłącznie siebie, bo ona szykuje Tobie Armagedon Tylko czeka na dogodny dla niej moment
Masz do czynienia z bezwzględnym, pozbawionym jakichkolwiek uczuć do ciebie kurwiszczem, Im szybciej wytrzeźwiejesz, włączysz logiczne myślenie tym szybciej zrozumiesz, o co kaman.
Nawet jak coś się Tobie stanie, to nie zrobi na niej najmniejszego wrażenia
Twoje uczucie do niej działa na Twoją niekorzyść, bo ona to bez mrugnięcia okiem, na zimno wykorzysta.
Musisz się stać wobec niej zimnym, obojętnym i przezroczystym, Kompletnie dla niej nieczytelnym.

To, że jej rodzina stoi murem za nią, nic nowego. Czego się spodziewałeś.
A wie, że się puszczała z żonatym facetem? Jeśli nie, to możesz ich uświadomić.

Mówi, że nie skałda papierów ze względu na moje dobro ale jak będę stwarzał problemy to mnie kolokwialnie naywając załatwi.

WTF!
Po czymś takim jeszcze masz jakiś problem?
Masz dowody jej kurestwa, gacha na świadka i nie czekaj na jej ruch, tylko składaj papiery o rozwód z jej winy.
Nawet pięciu minut się nie zastanawiaj

Żadnej budowy domu. Chyba byś na mózg całkiem upadł.
Jak wygląda sytuacja. Czyja jest działka budowlana, pisałeś o kredycie. Był to kredyt na mieszkanie, w którym mieszkasz z tą lafirynda, czy był wzięty na budowę domu?

Trzymaj się facet i nie daj sobą pomiatać jakiejś larwie
Bądź stanowczy, zdecydowny ale jednocześnie kulturalny.  Bądź po prostu mężczyzną, a nie trokami od kaleson
Tak jak napisałem, natychmiast wracaj do SWOJEGO MIESZKANIA, bo będzie miała pretekst. Przecież się wyprowadziles, a to jest porzucenie rodziny.
Wszystkie wydatki na utrzymanie, opłaty, to co kupujesz synowi, masz mieć udokumentowane

Wszystko, co się będzie działo w domu od momentu Twojego powrotu masz mieć NAGRANE. Każda rozmowa z nią, każda rozmowa z jej rodziną - dosłownie wszystko. W domu keyloger na kompa, również jej telefon na podsłuchu.
To, że jak Ciebie nie ma w domu, to nie oznacza, że ma się nie nagrywać.
Podsłuch w samochodzie plus lokalizacja GPS.
Nie wierz w bajki, że love story się skończyło. Zeszli tylko do podziemia
Dobrze by było skontaktować się z żoną jej kochanka.
Będziesz miał sojusznika

To tyle na szybko. Trzymaj się chłopaku i nie daj sobie w kaszę dmuchać!
Nie pozwól, aby jakąś lafirynda Tobą pomiatała.
Co do syna
Na wyłączną opiekę masz szanse niewielkie, ale na naprzemienną masz bardzo duże.

Odp: Czy to naprawde koniec
After napisał/a:

Witam
Po pierwsze ubierz spodnie, bo jak czytam, to co napisałeś to mi się nóż w kieszeni otwiera!
Czy Ty wogóle siebie szanujesz, masz pojęcie czym jest szacunek do siebie?
Wcale mnie nie dziwi, że ten kurwiszon Tobą pomiata i traktuje niczym ścierkę do podłogi

Przejmij do cholery inicjatywę i przestań się jej bać! Bo póki co, to ten cwany babsztyl szykuje się, aby Ciebie uwalić w białych rękawiczkach..
Zacznij się zachowywać jak mężczyzna, a nie jak facet cipa jak tak dalej pójdzie, to będzie rozwód, ale z Twojej winy
Pozwoliłeś jej na kontrolę nad sytuacją. Zabierz jej to. Co prawda się wscieknie, ale dokładnie o to chodzi.
Niech się jej włącza emocje, a zacznie popełniać błędy.

Natychmiast wracaj do domu!  Inaczej wpadniesz w pułapkę, jaką ona na Ciebie zostawia. Jesteś już półtora miesiąca poza domem. Jej w to graj. Jako powód rozwodu poda porzucenie rodziny i masz pozamiatane.
Ona zapewne się szykuje do rozwodu, o ile już nie złożyła pozwu.

To jest również Twoje mieszkanie i Twój dom.
Jak jej nie pasi, spakuj ją i niech wyperdala do mamusi, kochanka czy też niech sobie coś wynajmie. Masz prawo tam mieszkać i to egzekwuj.
Również póki co nie zostały Tobie ograniczone prawa rodzicielskie, więc masz takie same prawa do syna jak ona.

W domu ma chodzić tak jak Ty jej zagrasz a nie jak jej się podoba.
Wyjazdy? A dziecko?Masz prawo do własnego życia, do spotkania z przyjaciółmi, kolegami.
Wszystkie opłaty na pół, w tym spłata kredytu, utrzymanie syna również.

Masz z nią wspólne konto? To uważaj, bo za moment będzie puste!.
Po cichu wypłać to co jest Twoje i dobrze ukryj.
Załóż drugie konto ale wyłącznie na siebie i tam przelewaj wypłatę
Ma Ciebie za fujarę? Niech dalej tak uważa. Nie wyprowadzają ją z błędu!
Graj dalej ciape, ale konsekwentnie szykuj jej trzęsienie ziemi!
Masz dowody na jej kurestwo? Jeśli tak, to je powiel i bardzo dobrze zabezpiecz.  Kompletnie nie informuj jej, co zamierzasz zrobić.

Przestań ją o cokolwiek prosić czy też błagać.
To nic nie da, a będzie Tobą coraz bardziej gardzić
Puść sukę wolno, ale na Twoich warunkach...
Zacznij się szanować, bo inaczej nikt szanować Ciebie nie będzie.

Nic złego nie zrobiłeś! Nie pozwalaj temu urwiszonowi  czymkolwiek obciążać.
TO ONA SIĘ SKURWIŁA, a nie Ty.
Jeszcze trochę, a wg niej będziesz odpowiadać za suszę w Somalii, gradobicie lub inne klęski żywiołowe

ale nie wiem jak załatwić kwestie powrotu do domu.

Normalnie,
Masz klucze? Wracasz w końcu do siebie. Tylko nie daj się jej sprowokować. Żadnych awantur, kłótni czy też alkoholu! Ale wszystko masz nagrywać, każdą rozmowę. W jej trakcie panuj nad sobą i emocjami. I żadnych rekoczynow! Wezwie policję i masz kłopoty gotowe.

Ja wciąz mam nadzieje, że wrócimy do siebie pomimo jest stanowczego stanowiska.

Przestań się łudzić. Nie ma czego tutaj ratować.
Ratuj wyłącznie siebie, bo ona szykuje Tobie Armagedon Tylko czeka na dogodny dla niej moment
Masz do czynienia z bezwzględnym, pozbawionym jakichkolwiek uczuć do ciebie kurwiszczem, Im szybciej wytrzeźwiejesz, włączysz logiczne myślenie tym szybciej zrozumiesz, o co kaman.
Nawet jak coś się Tobie stanie, to nie zrobi na niej najmniejszego wrażenia
Twoje uczucie do niej działa na Twoją niekorzyść, bo ona to bez mrugnięcia okiem, na zimno wykorzysta.
Musisz się stać wobec niej zimnym, obojętnym i przezroczystym, Kompletnie dla niej nieczytelnym.

To, że jej rodzina stoi murem za nią, nic nowego. Czego się spodziewałeś.
A wie, że się puszczała z żonatym facetem? Jeśli nie, to możesz ich uświadomić.

Mówi, że nie skałda papierów ze względu na moje dobro ale jak będę stwarzał problemy to mnie kolokwialnie naywając załatwi.

WTF!
Po czymś takim jeszcze masz jakiś problem?
Masz dowody jej kurestwa, gacha na świadka i nie czekaj na jej ruch, tylko składaj papiery o rozwód z jej winy.
Nawet pięciu minut się nie zastanawiaj

Żadnej budowy domu. Chyba byś na mózg całkiem upadł.
Jak wygląda sytuacja. Czyja jest działka budowlana, pisałeś o kredycie. Był to kredyt na mieszkanie, w którym mieszkasz z tą lafirynda, czy był wzięty na budowę domu?

Trzymaj się facet i nie daj sobą pomiatać jakiejś larwie
Bądź stanowczy, zdecydowny ale jednocześnie kulturalny.  Bądź po prostu mężczyzną, a nie trokami od kaleson
Tak jak napisałem, natychmiast wracaj do SWOJEGO MIESZKANIA, bo będzie miała pretekst. Przecież się wyprowadziles, a to jest porzucenie rodziny.
Wszystkie wydatki na utrzymanie, opłaty, to co kupujesz synowi, masz mieć udokumentowane

Wszystko, co się będzie działo w domu od momentu Twojego powrotu masz mieć NAGRANE. Każda rozmowa z nią, każda rozmowa z jej rodziną - dosłownie wszystko. W domu keyloger na kompa, również jej telefon na podsłuchu.
To, że jak Ciebie nie ma w domu, to nie oznacza, że ma się nie nagrywać.
Podsłuch w samochodzie plus lokalizacja GPS.
Nie wierz w bajki, że love story się skończyło. Zeszli tylko do podziemia
Dobrze by było skontaktować się z żoną jej kochanka.
Będziesz miał sojusznika

To tyle na szybko. Trzymaj się chłopaku i nie daj sobie w kaszę dmuchać!
Nie pozwól, aby jakąś lafirynda Tobą pomiatała.
Co do syna
Na wyłączną opiekę masz szanse niewielkie, ale na naprzemienną masz bardzo duże.

Dzieki za komentarz. Przed chwilą wyszedłem z domu. Rozmiawailismy odnosni8e mieszkania i co dlaej. Powiedziałem że to jest tak samo mój dom jak i jej i mam prawo przebywac w nim w takim samym stopniu jak ona- i co usłyszłame ŻE JEJ GROŻE- o co chodzi??/

Wiem, że z boku może to wygladac słabo i że nie mam jaj ale ona albo płacze ale cisnie jak menelaica pod sklepem a co gorsza robi to przy dziecku. Dzisaj spina o komputer który dostaliśmy od jej matki na rocznice- mówie nasz a ona mój bo od mamsui, ja na to dostaliśmy na rocznice- a ona nie ja dostałam a jej mama powiedziała ze dla nas żeby mi nie było przykro. Ja na to to sobie weż.

O potrzucenie nie może byc mowy bo jestem w domu conajamniej 3/4 dni w tygodniu i conajmniej 2 dni spie. Zapisuje wszytko. Rachunki płacimy po pół. Wiecie, ja nadal coś do niej czuje. Mój brat mówi- nigdzie nie idz, połóz sie na kanapie i najwyzej pokaz jej drzwi ale ja taki nie juestem. Zarzuca mi kłamstwa i manipulacje ale naprawde nie wiem o co jej chodzi. Ja nie krzycze ale potrafie jak to sie mówi uderzyć w czuły punkt. Jak słysze, że te prawie 12 lat razem to była jej droga krzyzowa to mi się wierzyć nie chce jak ona może tak mówić.

Odp: Czy to naprawde koniec
Sponiewierana napisał/a:
NiepogodzonyTata napisał/a:

Ma do mnie wiele żalu i wiem że ma podtsawy. Było kilka sytaucji w naszym związku kótrych żałuje ale kązdy ma coś na sumieniu. Wypomina mi sytacje sprzed naszego ślubu a nie które przedstawia w zupełnie innym świetle niż naprade było.

Czy ona Ciebie za coś karze? Skąd w niej tyle niepokory? Zastanawialeś się nad tym?

Skoro nie chce Ciebie, dlaczego tak atakuje? Bo czuje się winna? Przecież nie taką postawę powinno się przyjmować w sytuacji, gdy nie jest się szczęśliwym w związku.

Rozstać się w pokoju a bynajmniej ograniczać zadawanie bólu tej drugiej osobie. Czyż nie tak powinno być?

Wydaje mi się, ze za to że była zraniona chociaz dzisiaj powiedziała że jezdziła po mnie bo chciała żebym odszedł a jej brakowało odwagi na taki krok.

35

Odp: Czy to naprawde koniec

Witaj. Przestań się przejmować co ona pomyśli, wracaj do domu. Nie podoba jej się, to niech sama się wyprowadzi. Dziecko jeśli masz możliwość zatrzymaj przy sobie, to jego dom, tam jest zameldowany, masz takie same prawa do opieki nad nim jak ona. Nie daj wzbudzić w sobie poczucia winy, to nie ty poszedłeś w tango tylko ona. Nie daj sobą manipulować, traktuj z obojętnością pokarz, że potrafisz żyć bez niej i radzisz sobie. Kupuj nowe ciuchy, zmień styl, nowa fryzura, nowi znajomi, jak jest szansa nowa lepsza praca. Niech zobaczy co traci. Jeśli ją nadal kochasz to od czasu do czasu daj jej to do zrozumienia, ale bez przesady. Na zasadzie chce z Toba być, ale jak nie to i tak dam rade. Ona nie może Tobą pomiatać, to podstawa do ratowania waszego małżeństwa. Pamiętaj rób to co czujesz i nie sugeruj się opiniami ludzi z zewnątrz, ale jeśli chcesz aby Ona zaczęła myśleć o Tobie w inny sposób, to musisz pokazać, że jesteś facet a nie jak to mówią tutaj kalesony. Trzymam kciuki za ciebie i pozdrawiam.

36

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:
Sponiewierana napisał/a:
NiepogodzonyTata napisał/a:

Ma do mnie wiele żalu i wiem że ma podtsawy. Było kilka sytaucji w naszym związku kótrych żałuje ale kązdy ma coś na sumieniu. Wypomina mi sytacje sprzed naszego ślubu a nie które przedstawia w zupełnie innym świetle niż naprade było.

Czy ona Ciebie za coś karze? Skąd w niej tyle niepokory? Zastanawialeś się nad tym?

Skoro nie chce Ciebie, dlaczego tak atakuje? Bo czuje się winna? Przecież nie taką postawę powinno się przyjmować w sytuacji, gdy nie jest się szczęśliwym w związku.

Rozstać się w pokoju a bynajmniej ograniczać zadawanie bólu tej drugiej osobie. Czyż nie tak powinno być?

Wydaje mi się, ze za to że była zraniona chociaz dzisiaj powiedziała że jezdziła po mnie bo chciała żebym odszedł a jej brakowało odwagi na taki krok.

Jezu.... Coś w tym klimacie uslyszałam od byłego. Boże mój...

37

Odp: Czy to naprawde koniec

Jestem obecnie w takiej samej sytuacji.....dziś mam 7 rocznicę ślubu. ....deszcz pada tak samo jak w dniu ślubu. ...nie mieszkam z mężem 4 miesiące.  Jestem typem melancholika introwertyczka samotnie lubiący ciszę i spokój nudne życie i miłą atmosferę.  Mimo spędzenia z mężem w sumie 12 lat uważam ze mnie nie rozumiał.  Tego jaką jestem, czego potrzebuję, itp. Różnice charakteru osobowości temperamentu.  Przez tyle lat nigdy razem nie zasypialismy ani nie budziliśmy się razem.  Ciągle  i zawsze coś.  Synek ma 6 latek.  Mąż spał z synkiem od 4 lat. Wcześniej ja z malcem w innym pokoju. Mąż noce spędzał przy kompie grając i pijąc piwo a ja leżałam za ścianą płacząc w poduszkę z żalu samotności z tego ze nie mam się do kogo przytulic.  Wyniszczająca pustka w duszy sercu. Brak sił żeby wstać i przeżyć kolejny dzień.  Bez wsparcia.  Bez uczucia.  Bez poczucia bliskości.  Przyczepił sie przez to depresja nerwica niemoc bezsilność.  Mam męża mieszkamy razem a jestem ciągle sama.  Przez to stałam się zgorzkniała smutna nastawiona przeciwko niemu samotna bez wiary na lepsze jutro jak w pułapce.  Mówiłam tłumaczyłam plakalam.  To odpowiedź słyszałam "jeśli nie chcesz mojej zguby krokodyla daj mi luby". Nic nie pojmować.  W listopadzie zrobił coś co spowodowało mój wybuch.  Nie miałam już sił przez swoją samotnośc dalej tego znosić.  Wywaliłam z domu. Czekam tęsknię płaczę czekam na zmianę bo mimo wszystko kocham mimo tego że nie było go przy mnie śle mamy kochanego syncia i dla niego za cisną bym zęby. ...ale żebym juz w końcu nie zasypiala i nie budziła sie sama. ...Moja historia pokazuje że kobieta ma uczucia i zawsze kocha ale gdy nie ma tego czego potrzebuje oddala sie. U mnie tak było.  Czuję się niepotrzebna nie kochana jak zbędny grat. A mąż tego nie rozumie.  A potem mężczyzna chce żeby kobieta była dobra uczuciowa uśmiechnięta i uczciwa.  Zastanów się nad tym ile jest w stanie znieść nie kochana kobieta do tego dom stres walka o przetrwanie w pracy. Ja wysiadlam.  Obecnie przechodzę terapię z psychologiem.  A gdyby tylko był przy mnie ....życie wyglądałoby obecnie inaczej. ....

38

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:
Sponiewierana napisał/a:
NiepogodzonyTata napisał/a:

Ma do mnie wiele żalu i wiem że ma podtsawy. Było kilka sytaucji w naszym związku kótrych żałuje ale kązdy ma coś na sumieniu. Wypomina mi sytacje sprzed naszego ślubu a nie które przedstawia w zupełnie innym świetle niż naprade było.

Czy ona Ciebie za coś karze? Skąd w niej tyle niepokory? Zastanawialeś się nad tym?

Skoro nie chce Ciebie, dlaczego tak atakuje? Bo czuje się winna? Przecież nie taką postawę powinno się przyjmować w sytuacji, gdy nie jest się szczęśliwym w związku.

Rozstać się w pokoju a bynajmniej ograniczać zadawanie bólu tej drugiej osobie. Czyż nie tak powinno być?

Wydaje mi się, ze za to że była zraniona chociaz dzisiaj powiedziała że jezdziła po mnie bo chciała żebym odszedł a jej brakowało odwagi na taki krok.

Tak działa psychopata.

Może jeszcze lepiej dla niej żebyś się powiesił po takiej "jeździe"...

39

Odp: Czy to naprawde koniec

Z tego co piszesz wnioskuje, ze jestes dobrym ojcem i to wszystko co robisz, co mowisz jest dla synka. Zeby mial pelna rodzine. Godzisz sie na wszystko, byle ona nie ograniczyla Ci kontaktow z malym. Byles na tyle zaskoczony cala sytuacja, ze wciaz widziales cos, co chciales widziec zamiast to, co jest naprawde. Stad te emocje i proby odzyskania rodziny, mimo zs to nie Ty powinienes o to zabiegac. Co takiego stalo sie w jej glowie, ze po tylu latach potrafi tak Cie ranic? Miala romans,  cos pewnie pchnelo ja w jego ramiona, wina zazwyczaj jest po obu stronach.. Ale powinna sie opamietac. Z tego wynika, ze kochanek jest madrzejszy, to on ja zostawil i zakonczyl romans. To pewnie ja boli, ze bylo tak pieknie a on juz jej nie chce. Przyznal sie nawet swojej zonie, ze popelnil blad. Nad jego motywami sie nie zastanawiam... mysle raczej jak mozna byc tak bezwzglednym, zeby to Ciebie o wszysto obwiniac i nie miec ani odrobiny pokory.. A moze cos sie stalo jeszcze, ze ma do Ciebie taki stosunek? Przeciez to ona zawinila, powinno jej zalezec na zalatwieniu sprawy po cichu, a ona obwinia Ciebie i atakuje. A moze to obrona przez atak? Oslabic przeciwnika, zeby byl skolowany i nie mial sily walczyc.. Rzeczywiscie wracaj do domu, jest Twoj. Dbaj o synka i nie mysl juz o niej, jak o zonie. Juz dawno przestala na to zaslugiwac.

40

Odp: Czy to naprawde koniec

To nie rady , kazdy czlowiek jest indywidualny , ale nic juz nie zrobisz - to koniec i zadne forum tego nie zmieni , ani Ice , Ecc, ani nikt inny  nawet Dewian big_smile tj takie sztuczne pocieszanie człowieka ! Dla mnie to takie nabijanie lajków smile co kto wiecej powie i napisze - a napisze nam życie inny scenariusz.

Odp: Czy to naprawde koniec

Jutro idziemy na terapie i zamierzam przedstawić swoje stanowisko bo tak naprawde to ona chciała zmian a zmieniła całe moje życie. Mieszka w naszym mieszakniu, ja opiekuje się dzieckiem kiedy wyjezdza, chce zostawić sobie dom który miał byc dla nas, chce aby syn był przy niej a ja żebym był weekendowym tatą i opiekunką kiedy ona wyjzezdza. Tak naprawde to w jej życiu za wiele sie nie zmieniło a to chyba nie tak powinno wygladać bo to ona się meczyła. Patrząc przez pryzmat ostaniego 1,5 ms to ona nie zmieniła prawie nic poza pozbyciem się mnie.
Meszkam na pokoju a do domu muszę się zapowiadać, widuje syna kiedy ona wyjzezdza badz ma zajęcia (wcześniej spedzałem z nim każdy dzień) a ona spedza tak napradę tyle samo czasu co wcześniej, marzenie o domu dla naszej rodziny mogę wrzucić do kosza, jej rodzinna która była mi bardzo bliska przez tą sytaucje z listem nie chce miec zemną kontaktu, straciłemosobą którą zawsze kochałem a to jej nie pasowało nasze życie. Czuje sie jak mebel który zaczął przeszkadzać i wystawiło się go do śmieci ale pozostała funcja opiekunki. Najdziwniejsze jest to, że wmawia mi, że nie skałada papierów dla mojego dobra a jakakolwiek próba rozmowy kończy się albo płaczem z jej strony albo wmawianiem mi jakim jestem sk... i egosita myśląc o swojej d... . Nie chce wojny ale co mam zrobić? Jak wróce do domu ona złoży papaiery rozwodowe i się wyprowadzi z synem, walka o dziecko może skrzywdzić synka bo nawet moja wygrana sprawi że ona zejdzie na drugi plan a przegrana że ja zejde na drugi a tego sobie nie wyobrażam.
Nie możemy się porozumieć i boję się że cokolwiek nie zrobie to i tak będzie żle.

Odp: Czy to naprawde koniec
koni napisał/a:

Z tego co piszesz wnioskuje, ze jestes dobrym ojcem i to wszystko co robisz, co mowisz jest dla synka. Zeby mial pelna rodzine. Godzisz sie na wszystko, byle ona nie ograniczyla Ci kontaktow z malym. Byles na tyle zaskoczony cala sytuacja, ze wciaz widziales cos, co chciales widziec zamiast to, co jest naprawde. Stad te emocje i proby odzyskania rodziny, mimo zs to nie Ty powinienes o to zabiegac. Co takiego stalo sie w jej glowie, ze po tylu latach potrafi tak Cie ranic? Miala romans,  cos pewnie pchnelo ja w jego ramiona, wina zazwyczaj jest po obu stronach.. Ale powinna sie opamietac. Z tego wynika, ze kochanek jest madrzejszy, to on ja zostawil i zakonczyl romans. To pewnie ja boli, ze bylo tak pieknie a on juz jej nie chce. Przyznal sie nawet swojej zonie, ze popelnil blad. Nad jego motywami sie nie zastanawiam... mysle raczej jak mozna byc tak bezwzglednym, zeby to Ciebie o wszysto obwiniac i nie miec ani odrobiny pokory.. A moze cos sie stalo jeszcze, ze ma do Ciebie taki stosunek? Przeciez to ona zawinila, powinno jej zalezec na zalatwieniu sprawy po cichu, a ona obwinia Ciebie i atakuje. A moze to obrona przez atak? Oslabic przeciwnika, zeby byl skolowany i nie mial sily walczyc.. Rzeczywiscie wracaj do domu, jest Twoj. Dbaj o synka i nie mysl juz o niej, jak o zonie. Juz dawno przestala na to zaslugiwac.

Ja przez to co przeszedłem w zyciu potrafie byc pokorny ale Ona nie. Masz racje że szczęsliwa kobieta nie romasnuje a ja nie byłem idealnym mężem ale jak mówiła że nie jest szczęsliwa a ja pytałem co dla niej jest szcęsciem nie potafiła odpowiedzieć. Jej zarzuty do mniej głwonie dotyczyłyn trywialnych rzeczy: rzucenie palenia, dbanie o sylwetkę, mycie się 2 razy dziennie, nie oglądanie tv, podjemowanie samemu decyzji a głównym zarzutem było słabe pożycie seksulane. Większość można było załatwić od tak i juz to zrobiłem, nawet byłem u seksuolga ale wtedy już spotykała się z tamtym i jakiekowiek próby zbileżenia z mojej strony schodziły na dalszy plan- nie dzisiaj, jestem zmęczona, daj spokój. Niestey tłumaczyłem sobie że to taki czas i zaraz bedzie lepiej. Zgodze się z Tobą że przyjeła atak jako formę obrony ale najabardziej mnie boli słysząc że te 12 lat to dla niej pasmo porażek i złych wspoamnień

43 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-03-30 18:32:07)

Odp: Czy to naprawde koniec

Powiedz sam sobie :
- co chcesz osiągnąć
- czego się obawiasz i jak temu zapobiec

Nie musisz się obawiać złożenia przez żonę pozwu rozwojowego. To ona zdradziła i masz na to dowód. Jej wniosek zostanie odrzucony. Być może dlatego go nie składa bo o tym wie i stara się żeby po 6 miesiącach Twojej nie bytności w domu starać się o Twój współudział w winie.

Czy przeprosiła Ciebie za zdradę? Widzisz jej skruchę poczucie do winy?
Jeżeli nie, to i tak nie masz nic do stracenia.
Z tej mąki chleba nie będzie, wtedy lepiej zrobić uderzenie wyprzedzając i samemu złożyć wniosek o rozwód z jej winy.

Czy jej rodzina wie jaki był powód Twojego listu?
Pomimo tego ma do Ciebie pretensje.?

Odp: Czy to naprawde koniec
Secondo1 napisał/a:

Powiedz sam sobie :
- co chcesz osiągnąć
- czego się obawiasz i jak temu zapobiec

Nie musisz się obawiać złożenia przez żonę pozwu rozwojowego. To ona zdradziła i masz na to dowód. Jej wniosek zostanie odrzucony. Być może dlatego go nie składa bo o tym wie i stara się żeby po 6 miesiącach Twojej nie bytności w domu starać się o Twój współudział w winie.

Czy przeprosiła Ciebie za zdradę? Widzisz jej skruchę poczucie do winy?
Jeżeli nie, to i tak nie masz nic do stracenia.
Z tej mąki chleba nie będzie, wtedy lepiej zrobić uderzenie wyprzedzając i samemu złożyć wniosek o rozwód z jej winy.

Czy jej rodzina wie jaki był powód Twojego listu?
Pomimo tego ma do Ciebie pretensje.?

O nie bytności w domu nie ma mowy bo spedzam w domu 3/4 dni od rana do wieczora i spie conajmniej 2 noce w tygodniu więc nie jest tak że wyproawdziałem się na dobre chociaż nie wiem jak sąd do tego podejdzie. Jej rodzina wie ale ma zal do mnie bo wyszło że była to zwykła manipulacja z premedytacją.
Czy przeprosiła- nie wiem czy można tak powiedzieć bo powiedziła że powinna najpierw odejśc. Powiedziła , że żałuje i przeprosiła bo wie że mnie tym zraniła
Pytasz co chce osiągnąc- szczerze to nie wiem. Chciłabym odzyksać sowje życie i dać szczęscie mojemu synkowi. Można byc dobrym ojcem po rozowdzie ale wizja że nie bedę przy nim w takim stopniu jak do tej pory nie daje mi spokoju. Ja nie mam w głowie innych kobiet. Kochałem i kocham ją dlatego byłem gotów wybaczyć i zmienić się ale ona nie ma w sobie takich chęci. Stawia się w roli mojej ofiary emocjonalnej patrząc przez pryzmat kilku sytuacji z naszego związku. Ja żałuję bo wiem że kilka razy zachowałem się nie wporządku ale nigdy nie robiłem tego z premedytacją. Brakowało w naszym związku namiętności i spontaniczności ale czy to jest najważniejsze? Mogła na mnie liczyć, nie byłem zazdrośnikiem, ufałem jej i momagałem. Zarzuca mi że wszytko było na jej głowie a tak naprawdę to obiektywnie rzecz ujmując ja więcej robiłem niż ona. Ja byłem gotow do poświeceń. Nawet kiedy dostała propozycję pracy w Wawie ja powiexziałem że zmienie pracę, kiedy wyjeżdzała ja brałem wolne albo urywałem się wcześniej z pracy. Dużo pracowała więc w weekendy zabierałem syna na pół dnia żeby mogła się wyspać i zrobić coś dla siebie. Zarzucła mi że nie potrafie ogarnać ważnych rzeczy a tak naprade sam załatwiłem kredyt, ekipy do budowy domu i dopilowałem od a do z budowę a dzisiaj mówi do mnie bądz facetem. A co to znaczy!!! Uważa, że się męczyła żyjąc zemną tak jakbym byłem jakimś żulem który tylko wymaga i nic nie robi. Ona robi kariere i nie widzi że ją w tym wspierałem wyręczając ją w wielu kwestiach a dzisiaj mówi że to ona utrzymywała. Problem w tym że oboje dobrze zarabiamy ( ona więcej) i przez to nie szanuje tego co mieliśmy. Nawet wczoraj powiedziła żebyśmy sprzedali dom za bezcen byle pozbyć się problemu a mi serce pęka bo włożyłem w ten dom kupę serca i miało to być takie nasze miejsce, dom marzeń i spokojne miejsce do dorsatnia dla naszego syna. Ja mam mniejsze potrzeby niz moja żona i często mi to wypominała. Dla mnie wakacje za granicą czy nad bałtykiem nie robiły róznicy bo ważne że byliśmy razem. Stac nas było na eksluzywne wakacje ale szkoda mi było wydac 15tys. na wakacje chociaż to robiliśmy.

45

Odp: Czy to naprawde koniec

Baby są durne.... masz prostą receptę, stworzoną po analizie wielu podobnych wątków na tym forum.
1. Twoja obojętność, stanowczość. Nie chce to nie, nie płaszcz się, nie błagaj, ona teraz nie ma mózgu, więc nie przyjmuje żadnych informacji smile
2. Jej zdziwienie... przecież do tej pory był inny.... o nieeee, coś jest nie tak.
3. Odzyskaj szacunek do siebie.
4. Harlequin potrwa rok, max dwa lata.

46

Odp: Czy to naprawde koniec

Niepogodzony, czas na zmiane nicka na Pogodzony. Czas na zaakceptowanie tego co jest - a jest zle - i podjecie wlasciwych krokow.
Twoja zona nie liczy sie z toba, nie kocha cie i prawdopodobnie nie zwaha sie, by ci jeszcze bardziej zaszkodzic. Moze byc niebezpieczna. To niestety nie jest juz czas na milosc, ale o czas na zadbanie o swoje dobro i dobro waszego syna.

Wroc do domu, zajmuj sie dzieckiem i wymagaj, by zajmowaka sie nim zona. Zadnych rozmow i konfliktow przy dziecku, a najlepiej zadnych w ogole. Tylko na tematy praktyczne. Zajmij sie praca, cwicz, spotykaj sie  zrodzina i przyjaciolmi.

Jesli zona bedzie chciala wyprowadzic sie z dzieckiem, trudno. Badz w kontakcie z adwokatem, rodzina, przyjacilmi. Pokaz, ze jesytes odpowiedzialny i zrownowazony. Zadnych emocjonalnych rozkiman wiecej, bo utrudni ci dostep do syna.

Przykro mi to pisac, ale to nie czas milosci tylko wojny. I musisz byc jak najlepszy strateg, by na niej nie polec. A co do zony, jesli sama bedzie kiedys chcial wroci, zastanowisz sie. Ale jak w przypadku Piotra, widzialam i widze spore szanse na uratowanie zwiazku, tak tutaj bardzo male, a wlasciwie zadne.

Odp: Czy to naprawde koniec
Magita napisał/a:

Niepogodzony, czas na zmiane nicka na Pogodzony. Czas na zaakceptowanie tego co jest - a jest zle - i podjecie wlasciwych krokow.
Twoja zona nie liczy sie z toba, nie kocha cie i prawdopodobnie nie zwaha sie, by ci jeszcze bardziej zaszkodzic. Moze byc niebezpieczna. To niestety nie jest juz czas na milosc, ale o czas na zadbanie o swoje dobro i dobro waszego syna.

Wroc do domu, zajmuj sie dzieckiem i wymagaj, by zajmowaka sie nim zona. Zadnych rozmow i konfliktow przy dziecku, a najlepiej zadnych w ogole. Tylko na tematy praktyczne. Zajmij sie praca, cwicz, spotykaj sie  zrodzina i przyjaciolmi.

Jesli zona bedzie chciala wyprowadzic sie z dzieckiem, trudno. Badz w kontakcie z adwokatem, rodzina, przyjacilmi. Pokaz, ze jesytes odpowiedzialny i zrownowazony. Zadnych emocjonalnych rozkiman wiecej, bo utrudni ci dostep do syna.

Przykro mi to pisac, ale to nie czas milosci tylko wojny. I musisz byc jak najlepszy strateg, by na niej nie polec. A co do zony, jesli sama bedzie kiedys chcial wroci, zastanowisz sie. Ale jak w przypadku Piotra, widzialam i widze spore szanse na uratowanie zwiazku, tak tutaj bardzo male, a wlasciwie zadne.

Dzieki za radę. Mam zamiar jutro na terapii zakuminkowac jej że wracam do domu. Najpierw chce wysłuchać jej bo tak ustaliśmy że na terapii powie mi czego odemnie oczekuję. Boję się, że jak to powiem to ona ograniczy mi kontakt z synkiem a mam go teraz bardzo dużo ( nawet więcej niz ona) i powrót do domu sprawi że zacznie mi utrudniać. Pytałem czemu nie możemy mieszkac razem bo przecież nie ma między nami patalogii, awantur etc na to ona że nie. Może cały czas się łudze że jeszcze coś się jej zmieni i zromumie co tak naprade jest ważne w życiu. W niedzile zagroizła że jak zaczne komplikować czytaj. nie bedę robił jak ona chce to złoży papiery i będzie walczyć o dziecko. Nie wiem co robić bo każda chwila spędza z synem daje mi siłę żeby przez to przejść ale z drugiej srony jak długo to ma jeszcze trwać

Odp: Czy to naprawde koniec
Secondo1 napisał/a:
NiepogodzonyTata napisał/a:
Sponiewierana napisał/a:

Czy ona Ciebie za coś karze? Skąd w niej tyle niepokory? Zastanawialeś się nad tym?

Skoro nie chce Ciebie, dlaczego tak atakuje? Bo czuje się winna? Przecież nie taką postawę powinno się przyjmować w sytuacji, gdy nie jest się szczęśliwym w związku.

Rozstać się w pokoju a bynajmniej ograniczać zadawanie bólu tej drugiej osobie. Czyż nie tak powinno być?

Wydaje mi się, ze za to że była zraniona chociaz dzisiaj powiedziała że jezdziła po mnie bo chciała żebym odszedł a jej brakowało odwagi na taki krok.

Tak działa psychopata.

Może jeszcze lepiej dla niej żebyś się powiesił po takiej "jeździe"...

W złożsci powiedziła, że wtedy kiedy napisałem list to gdybym miał próbę samobójczą to chociaż by jej było mnie szkoda a tak to za to że uważa że to była inscenizajca to mnie jeszcze bardziej nie nawidzi. Często w złości mówi rzeczy które ranią bardziej niż cokolwiek: że żałuję że jestem ojcem naszego syna, że żałuje że mnie poznała i gdyby nie nasze dziecko nie chciala by mnie znać.  A co ja jej takiego zrobiłem. Jak ona może tak mówić i tweirdzić że to ona była moją ofiarą. Ja byłem pewny że chcą z nią być i przeżyć zycie. Zarzuca mi że obarczałem ją swoimi problemai i grałem na emocjach. Wypomina sytuacje sprzed kilku lat których załuję ale to było mój brak taktu i wyczucia a nie wyrafinowane akcje skierowane aby ją skrzywdzić.

Brakuje mi już sił bo uwierzcie że życie mi się zawaliło, tracę wszytko co miałem i nie wiem co robić. Przyjaciele mówią żebym się trzymał dla syna i był silny ale czuje się strasznie.  Mówią, że  jestem jeszcze młody i jeszcze sobie ułoże życie. Może i tak i czas uleczy rany ale najgorsze jest to że zaczełem wierzyć w jej słowa i brać je do siebie. Człowiek który kocha nie mysli racjonalnie a mi cięzko się odciąć od uczuć i stawiać na swoim. Układam sobie w głowie co jej powiem i jak się zachowam ale przy niej poprostu nie potrafie. Chodzę do psychologa i pomaga mi to . Zrobiłem kilka kroków do przodu odnosnie ale mineły 2 miesiące a ja wciąż on niej myśle jak o swojej żonie.

49

Odp: Czy to naprawde koniec

Myślę, że powinieneś porównać swoja sytuację z opisaną w wątku Rozczarowanego życiem30 "czy walczyc , czy uszanowac decyzje" (netkobiety.pl/t80524.htm) bo widzę sporo podobieństw...
Śledzę Twój wątek od początku i chyba niczego ponad już wyrażone opinie tu nie dodam od siebie.
Jedyna radą jest tu skłonienie Cię do walki o siebie, a wówczas - przy okazji - walczyć będziesz o syna. A walką tą będzie z Twojej strony normalny powrót do domu - to nie Ty tu zniszczyłeś związek, nie Ty powinieneś sie tłumaczyć i podporządkowywać, nie Ty powinieneś wykazywać uległą i poddańczą postawę. Póki co - to właśnie robisz...
Zmień to wreszcie.

50 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-03-31 11:49:42)

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:
Secondo1 napisał/a:
NiepogodzonyTata napisał/a:

Wydaje mi się, ze za to że była zraniona chociaz dzisiaj powiedziała że jezdziła po mnie bo chciała żebym odszedł a jej brakowało odwagi na taki krok.

Tak działa psychopata.

Może jeszcze lepiej dla niej żebyś się powiesił po takiej "jeździe"...

W złożsci powiedziła, że wtedy kiedy napisałem list to gdybym miał próbę samobójczą to chociaż by jej było mnie szkoda a tak to za to że uważa że to była inscenizajca to mnie jeszcze bardziej nie nawidzi.

czyli oczekiwała od Ciebie próby samobójczej.
Udanej ?
Gdyby nie była udana, znowu oskarżałaby Ciebie o nieudolność lub inscenizację.

Co Ty zrobisz z taką osoba, która oczekuje od Ciebie poświęcenie swojego życia za swoją zdradę ...

Wybacz ale dla niej jedynym celem jest to żebyś zniknął z jej życia, nie licząc się z ceną którą Tobie przyjdzie za to zapłacić.
Choćby za cenę Twojego życia.
Twoje cierpienia, psychiczna udręka jest zupełnie dla niej nieistotna.


NiepogodzonyTata napisał/a:

. Często w złości mówi rzeczy które ranią bardziej niż cokolwiek: że żałuję że jestem ojcem naszego syna, że żałuje że mnie poznała i gdyby nie nasze dziecko nie chciala by mnie znać.  A co ja jej takiego zrobiłem. Jak ona może tak mówić i tweirdzić że to ona była moją ofiarą.

Twoją winą jest to, ze wybrałeś niewłaściwa osobę na towarzyszkę życia, na matkę swoich dzieci.
To raczej błąd, nie wina.
Cóz, często ludzie nas zwodzą swoim zachowaniem, nie dają sie poznać do końca.
A szczególnie trudno na taką ocenę gdy kogoś się kocha i zakłada ze podobnie szczerze się zachowuje względem nas.

To raczej Ty masz powód do żalu ze akurat ona - zdrajczyni jest matką Twojego dziecka, że taką traumę zrzuciła na Twoje dziecko i Ciebie,
Ty masz powód do żalu ze ją poznałeś - zdrajczynię, manipulantkę i psychopatkę.

Walcz o siebie, nie poddawaj się manipulacjom i wmawianiu winy za jej zdradę.

W małzeństwie, często trzeba byc tym któremu zalezy mniej, żeby zyskać więcej.
Żeby móc stanąc z boku, ocenić sytuacje, zając się sobą, popracowac nad sobą, nad swoim wyglądem zewnętrznym.
Zostawić druga osobe samej sobie - bo nie masz na nią wpływu.
Byc gotowym do życia samemu.
A wtedy lepiej wpasowac się we wspólne zycie.

Przygotuj sobie plan działania mając na uwadze to co chcesz osiągnąć, określ swoje cele i działaj konsekwentnie.
Walcz o siebie.

Odp: Czy to naprawde koniec

Dzisiaj rano kolejna awantura ze stronymojej żony bo chciałem jechać z synem i żoną do lekarza. Usłyczłem takie rzeczy że aż nie chce powtarzać ale zarzuty były poniżej pasa i godności. Skąd w niej tyle agresjii

Odp: Czy to naprawde koniec

Pytanie do kobiet-
Czym dla Was jest szczęscie- czy od miłości do nienawiści jest az tak cienka granica żeby widziec w drugiej osobie wroga? Czy jeżeli dobro waszego dziecko które kochacie było by zagrożone to zaryzykowałybyście odejście od jego ojca tylko pyto bo czegoś Wam brakowalo?

53

Odp: Czy to naprawde koniec

Wiesz moim zdaniem ona się tak zachowuje dlatego że sama nie potrafi sobie poradzić z tym co zrobił.  Nie radzi sobie z poczuciem winy zdradzacza i dlatego jest taka w stosunku do Ciebie. A im bardziej Ty jesteś dla niej dobry, mił,  chcesz to ratować bo ją kochasz tym bardziej ona się nakręca, bo wie że jesteś lepszy od niej. Wie że w tej kwestii nie dorasta Ci do pięt i to ją frustruje.

54

Odp: Czy to naprawde koniec

Twoja żona uprawia klasykę gatunku, czyli odwraca kota ogonem.
Nie daj się wmanewrować w te głupowate sztuczki.
Wiem, że to nie jest takie proste dla kochającego człowieka , ale nie daj się obarczyć winą.
Dostała kopa od kochanka, a skoro jesteś pod ręką, to na Tobie wyladowuje swoje frustracje.
Zresztą jak wcześniej pisałeś, za jej chłopca do bicia robiłeś
Oni są wyjątkowo pomysłowi, aby dokopać leżącemu ww taki sposób, aby go jak najbardziej bolało

Tak jak napisałem. Wracasz do SWOJEGO DOMU i tam mieszkasz.
Wykorzystaj broń, jaką masz póki co w swoich rękach. Z dowodami jej qrestwa do bardzo dobrego prawnika i nie czekaj, aż ona będzie miała argumenty przeciwko Tobie, tylko uderzaj już teraz.
To ma spaść na nią jak grom z jasnego nieba. Ma być dla niej jeszcze większym szokiem, niż to, gdy dostała kopa od kochanka.
Naprawdę nie szukaj przyczyn jej zachowania. Ciebie już to nie interesuje.
To taki typ kobiety, od której trza s*****ć, a nie się zastanawiać.

Masz jeszcze w miarę korzystne położenie, więc uderzaj póki masz jeszcze argumenty po swojej stronie. Wejdź w kontakt z żoną kochanka, zyskasz sojusznika i dodatkowo kochanek z kłopotami to jeden problem mniej.
Oczywiście jego powołujesz na świadka.
Jej absolutnie nie informuj o swoich planach. Masz cały czas być o dwa kroki przed nią.
Działaj z pełnego zaskoczenia. Byłeś dobrym ojcem, zajmując się synem, gdy pani się szlajala. Masz naprawdę olbrzymie szanse na opiekę naprzemienna
Co do prawnika, bierz najlepszego na jakiego Ciebie stać. Najlepiej takiego, który zęby zjadł na rozwodach
I nie łaź z nią na wspólną terapię. Bo się tylko odslaniasz ..
Jeśli już, to na indywidualną, wyłącznie dla Ciebie. Aby postawić Cię do pionu.

Pozdrawiam

55 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-03-31 20:50:20)

Odp: Czy to naprawde koniec

"Czy to naprawde koniec"

TAK. "To już jest koniec" - możesz iść ;-) Jesteś wolny. Nie ma już nic.

Całkowity, ostateczny i niepodważalny koniec.

Trwacie jeszcze dlatego, że kleisz się do niej jak guma do żucia, którą wycisnęła na maksa i wypluła aby się jej pozbyć. To osoba, która ceni tylko ludzi zdecydowanych i twardych a nie żebrzących o litość i trzęsących się jak galareta tchórzy.
Nie nie wróci do ciebie nawet wtedy gdy się postawisz - ale zacznie się z tobą liczyć.

TO TWÓJ DOM. We wspólnocie majątkowej nawet nieco lepsze zarobki żony NIE MAJĄ ZNACZENIA, ponieważ wykonywałeś inne ważne dla rodziny zajęcia, dzięki czemu ona mogłą rozwijać karierę.
Natychmiast wróć do domu w 100% wymiarze. JAKIM PRAWEM ZOSTAŁEŚ Z NIEGO USUNIĘTY? Przygotuj dyktafon i nagrywaj jej teksty, którymi będzie zachęcałą cię do wyprowadzki. To ważny dowód w sądzie. Pomyśl o adresie kolesia, ktory współżył z nią gdy wyjeżdżała - TO TWÓJ NAJLEPSZY ŚWIADEK, postaraj się aby wiedział, że masz jeszcze innych - jeśli on ma żone lub inną kobietę  wyjaśnij mu DWUZNACZNYM TONEM, że chciałbyś załątwić sprawę BEZ JEJ UDZIAŁU prosisz go tylko o prawdę na rozprawie. Nie szantażuj - to wystarczy - będzie śpiewał, żebyś tylko nie informował o szczegółach jego żony, czy kogo tam ma..
Staraj się mieć NON STOP kontakt z dzieckiem - jeśli jedzie z nim do lekarza pod twoją nieobecność to może się np. okazać, że pojechali do psychologa a ona tłumaczyła dzieciakowi przez 5 dni że tatuś opuścił dom i jest zły na mamę, aby uzyskać jakieś zaświadczenie. Psycholożce opowie, że stosujesz przemoc domową i leczysz się psychiatrycznie - co spowoduje uzyskanie zaświadczenia zgodnego z jej intencjami. W Polsce są tysiące głupich niedouczonych psycholożek z pokręconym życiem osobistym wypisujących najróżniejsze głupoty. 

Zostaw w domu urządzenia nagrywające gdy wychodzisz - jest szansa, że coś wyłapiesz co może się przydać w sądzie - rozmowy z kochankiem, ustawianie świadków.

Najczęstsze manipulacje takich kobiet sprowadzają się do przypisania Ci przemocy domowej. Jeśli nagrasz kilka jej awantur, możesz TY ZAŁOŻYĆ JEJ NIEBIESKĄ KARTĘ(!!!!). TAK nie żartuję!!!!
Natychmiast zrób to jeśli zdobędziesz dowody.

Im dłużej łudzisz się że ona wróci tym więcej śladów jej zdrady się zaciera. Zbieraj dowody, już teraz NATYCHMIAST miej kontakt z adwokatem, który powie ci jak unikać wmanipulowania się w "rolę" przemocowca, wariata itp.

Regularnie uczęszczaj do psychologa - postaraj się aby zauważył "znaczącą poprawę" twojego nastroju. Opinia w tej sprawie może się przydać.

Masz duże szanse zostać bez (1)domu w który wkłądałeś swoje serca, bez (2)dziecka izolowanego od ""psychicznego przemocowca", i oczywiście bez (3) żony i (4)szacunku dla ciebie.

Żona jest na straty. Pozostałe TRZY możesz zachować, ale też je stracisz jeśli w każdej sekundzie nie będziesz przygotowywał się do tego co cię czeka.

56

Odp: Czy to naprawde koniec

Napisalam dlugi post, ale przepadl... Teraz napisze w skrocie smile
Nie ma tu Twojej winy, a ona nie chce nic ratowac. Widze w niej porzucona i ponizona kobiete. Pelna goryczy i checi zemsty. Ponizyza sie i zeszmacila puszczajac sie z innymi, a on wybral swoja rodzine. Jest wsciekla i rozzalona. Bylaby dowartosciowana, gdyby kochanek wybral ja,ale tak sie nie stalo. Teraz dowartosciowuje sie niszczac Ciebie..
W Twoich wypowiedzach widze duzo uczucia do niej i chec ratowania zwiazku. Ale EXTRA ma racje. Nie mu juz czego ratowac.
Na Twoje pytanie odpowiem, ze szczescie dziecka jest dla mnie najwazniejsze. Czy od milosci do nienawisci jest blisko? Pewnie tak, ale ja na szczescie nie mialam okazji sie przekonac. Pewnie bylabym jak Ty. Pokorna i szukajaca w tym wszystkim swojej winy i sposobu na uratowanie czegos, czego juz nie ma. Nie wiem jak moze chcec Twojej smierci. Takich rzeczy nie mowi sie nawet w gniewie.. To ona oklamywala Cie cale zycie ze jest szczesliwa i teraz udaje ofiare.. Zle ulokowales uczucia, ale nie wszystko stracone. Na szczescie sa jeszcze kobiety, ktore potrafia docenic ofiarnosc i odpowiedzialnosc u faceta.
Teraz musisz byc twardy, dla synka. Jestes dla niego wzorem i od Ciebie uczy sie, jak powinien zachowywac sie mezczyzna. Pamietaj o tym! Pokazales jej swoja slabosc, ona to wykorzystala przeciwko Tobie. Tak sie nie robi. Dom jest Twoj. Stan na nogi i pokaz, ze masz jaja. Dosc juz wycierpiales. Pokazales ze Ci zalezy, jej juz nie. Trzymam za Ciebie kciuki! smile

Poza tematem: "kosmiczny.. ", jestes niemozliwy wink Czytam sobie Ciebie i nie do konca widze powody... , ale moze wzrok mi nawala. smile Brawo za wytrwalosc! wink

57

Odp: Czy to naprawde koniec

Dlaczego nie przechodzisz do kontrataku?
Najlepsza obrona jest atak.

Wchodzisz, lub choćby grozisz, że wejdziesz w kontakt z zona kochanka, grozisz ze poinformujemy przełożonych żony i kochanka o romansie w pracy.

Ostatnia rzeczą, i jedyna której się zona obawia jest skandal lub nawet utrata pracy.

Wracasz do domu i dyktuje swoje warunki.

Nie licz na to, że za straszna zona będzie wiarygodna zona, ale przynajmniej uzyskasz jej respekt przed Tobą i lepsze warunki do negocjacji o opiekę nad synem.

Teraz jesteś na kolanach i blagasz o jej litość.
To ja tylko rozzuchwala i robi Ci z przyjemnością "jazdy".
Manipuluje tobą, wmawia Ci grzechy całego swoata.
Pora na kontratak i zaplanowanie nad psychopata zanim zniszczy Ciebie i syna.

Masz w ręku argumenty, za chwilę ona zyska - okaże "chęć " naprawy (uczestnictwo w terapii i Ywoja,wyprowadzke z domu jako Twoja winę. Nieważne ze kilka dni w tygodniu spędzasz w domu, przecież mieszkasz w innym mieszkaniu niż syn i żona. To będzie jej argument.

Czy aby żona nie ma wsparcia jakiegoś prawnika?
Wygląda, ze ma to przemyślane.

Odp: Czy to naprawde koniec

O włąśnie! (Secondo)
Poszukaj użytkownika Espresso i znajdź jego wątek. Groźba wezwania na świadków kolegów z pracy, którzy mogli potwierdzić (ale nie MUSIELI - zawsze jednak można było ich wezwać na świadków) hulaszczy tryb życia żony był dodatkowym "gwoździem" do trumny - rozwiódł się z winy żony, która przyznałą się do niej w sądzie byle tylko nie doszło do odpytywania w sądzie jej kolegów o związek z jedny  z pracowników. Mogli nic nie wiedzieć, ale sprawa rozniosłaby się w pracy.

Odp: Czy to naprawde koniec
Secondo1 napisał/a:

Dlaczego nie przechodzisz do kontrataku?
Najlepsza obrona jest atak.

Wchodzisz, lub choćby grozisz, że wejdziesz w kontakt z zona kochanka, grozisz ze poinformujemy przełożonych żony i kochanka o romansie w pracy.

Ostatnia rzeczą, i jedyna której się zona obawia jest skandal lub nawet utrata pracy.

Wracasz do domu i dyktuje swoje warunki.

Nie licz na to, że za straszna zona będzie wiarygodna zona, ale przynajmniej uzyskasz jej respekt przed Tobą i lepsze warunki do negocjacji o opiekę nad synem.

Teraz jesteś na kolanach i blagasz o jej litość.
To ja tylko rozzuchwala i robi Ci z przyjemnością "jazdy".
Manipuluje tobą, wmawia Ci grzechy całego swoata.
Pora na kontratak i zaplanowanie nad psychopata zanim zniszczy Ciebie i syna.

Masz w ręku argumenty, za chwilę ona zyska - okaże "chęć " naprawy (uczestnictwo w terapii i Ywoja,wyprowadzke z domu jako Twoja winę. Nieważne ze kilka dni w tygodniu spędzasz w domu, przecież mieszkasz w innym mieszkaniu niż syn i żona. To będzie jej argument.

Czy aby żona nie ma wsparcia jakiegoś prawnika?
Wygląda, ze ma to przemyślane.

Dzisaj podczas terapii powiedziła że głównym zarzutem jest to że jestem i byłem egoistą i licze się tylko ja i moje potrzeby. Nie okazywałem jej wystrczająco dużo ciepła i doceniałem jej. Jej jest naprawdę cięzko bo widzę to w niej i serce mi ściska że nie wiem jak do niej dotrzec. Musze odpóścić i przyjąc to co będzie bez wględu na scenariusz

60 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-04-01 07:41:46)

Odp: Czy to naprawde koniec
NiepogodzonyTata napisał/a:

Dzisaj podczas terapii powiedziła że głównym zarzutem jest to że jestem i byłem egoistą i licze się tylko ja i moje potrzeby. Nie okazywałem jej wystrczająco dużo ciepła i doceniałem jej. Jej jest naprawdę cięzko bo widzę to w niej i serce mi ściska że nie wiem jak do niej dotrzec. Musze odpóścić i przyjąc to co będzie bez wględu na scenariusz

Jeżeli ktoś w związku czuje deficyty, stara się to zakomunikować, coś naprawić.
Najlepiej jak zaczyna naprawę związku od siebie.

Żona od razu przystawiła Ci lufę pistoletu do głowy:
- zdradziła.

Potem doszły jeszcze - manipulacje, pretensje o chęć zamiast próby samobójczej, wyrzucenie z domu, zrzucanie wszelkiej winy na Ciebie.

Zapamietaj, że za kryzys w związku odpowiedzialne są dwie strony,
ale za zdradę tylko ta która podjęła decyzję o zdradzie.

Ty nie jesteś winny tego, że żona zdecydowała zdradzić, nie konsultowała tego z Tobą, nie pytała Ciebie o zgodę, Ty  jej nie podsuwałeś kochanka...

Wracaj tato do syna, do domu !

61

Odp: Czy to naprawde koniec
rozterkowa napisał/a:

Przez tyle lat nigdy razem nie zasypialismy ani nie budziliśmy się razem.  Ciągle  i zawsze coś.  Synek ma 6 latek.  Mąż spał z synkiem od 4 lat. Wcześniej ja z malcem w innym pokoju.

Ale to o co masz pretensje do męża? 4 lata spałaś z dzieckiem, a teraz Ci nie pasuje, że mąż nie chce z Tobą spać?

62

Odp: Czy to naprawde koniec

Żona wróciła zza granicy i powiedziała mi że nie ma między nami chemii a ją ją wciąż bardzo mocno kocham ja mam mocną chemię

63

Odp: Czy to naprawde koniec
majkel311 napisał/a:

Żona wróciła zza granicy i powiedziała mi że nie ma między nami chemii a ją ją wciąż bardzo mocno kocham ja mam mocną chemię

Spytaj na kogo przeniosła ta "chemie" kiedy była za granica.

64

Odp: Czy to naprawde koniec

Jak slysze o chemii, to mnie rzuca.
To takie fajne slowko, na usprawiedliwienie zdrad, na rozbijanie rodziny, na irracjonalne zachowania.
Nazwijmy rzeczy po imieniu: " chce mi sie bzykac z nowym fiutkiem" ( bo najczesciej blizej nieznanym),
A nie " chemie poczulam/przestalam czuc- nic nie poradze, serce nie sluga"
Na prawde- niektore kobiety powinno sie ubezwlasnowolnic.

65 Ostatnio edytowany przez koni (2015-04-16 22:11:02)

Odp: Czy to naprawde koniec

Oldorando, oczywiscie ze to usprawiedliwienie.. Gdy juz sie nie chce, gdy stajemy sie obojetni, gdy nam czegos brakuje i ...jakims trafem ma to dla nas ktos inny. No i co? Przepraszam, ale ja wierze w ludzi. Wierze ze to my decydujemy o sobie. I wierze, ze zadna chemia mna nie pokieruje na tyle, zebym stracila resztki rozumu. Zdarzaja sie sytuacje, gdy pojawia sie ktos nowy, kto nas fascynuje i pociaga. I to normalne. Pytanie co dalej. Jesli to jednostronne i platoniczne, to nie jest tak szkodliwe. Chociaz to juz pewnie zdrada emocjonalna..  Zalezy jak to oceniac. A jesli oboje czuja chemia? Takich historii sa setki lub tysiace. Ale mamy rozum i myslimy. Czy nie da sie zauwazyc momentu, w ktorym trzeba przestac? To takie trudne? Walczyc zesoba? Wiem, ze moge wygrac. Mozna sie bronic na rozne sposoby.. Wierze, ze mozna. I to od nas zalezy jak jest w naszym zwiazku. A moze nie mam prawa tak mowic? Zabawne.. Zawsze tak samo. Pojawia sie ktos nowy i trach... to co bylo wczesniej traci znaczenie. Uslyszalam kiedys, ze to nic zlego, ze mezowi/zonie podoba sie ktos inny i spotyka sie z tym kims. Tylko rozmawiaja. Oczywiscie malzonek pojecia o tym nie ma.. I podobno zona powinna byc zadowolona. Bo facet zaczal dbac o siebie, stara sie w domu i jest dla niej lepszym mezem. Wolalabym, zeby to dla mnie maz dbal o siebie, a nie dla innej, z ktora sie po kryjomu spotyka.. Z czego sie cieszyc? Ze flirtuje, ok. Ale spotykanie sie z kims, do kogo czuje sie pozadanie... To dziwne. I zgodze sie, ze to moze sie sonczyc seksem. I mysle ze obie strony o tym wiedza. Chemia, to tylko reakcje organizmu na pewne zwiazki. Czysta chemia i nic wiecej. A z tym mozna wygrac, jesli zna sie mechanizmy tych reakcji...

Niepogodzony... jak Twoje sprawy? Mam nadzieje, ze juz lepiej sobie z tym wszystkim radzisz. Pozdrawiam Cie goraco!

Posty [ 65 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to naprawde koniec

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024