Bywały gorsze chwile, ale zawsze gdy się pokłóciliśmy, tego samego dnia godziliśmy się, mówiliśmy że kochamy etc, jakby to powiedzieć codziennie byliśmy przeeee szczęśliwi ze sobą. Ale muszę przyznać że to z mojej inicjatywy wychodziło szybkie pogodzenie się (bo co żyć w niezgodzie jak i tak zaraz ma być dobrze) i nauczyłam go zachowania, 'zawsze ona przeprosi, zawsze ona postara się, ona zrobi'.
Ostatnio mieliśmy gorszy okres, dodam również że mieszkamy razem. Mój partner ogólnie ma bardzo ciężki charakter, mówiła mi to nawet moja mama, 'czy wiem na co decyduje się i czy będę potrafiła wytrzymać?' Dodam że jest alkoholikiem nie pijącym od 5 lat. A na co dzień lubi palić marihuanę. Jak mówi 'dzięki temu może normalnie funkcjonować, myśleć, zrelaksować się'. Nie odpowiadało mi to, starałam się z tym walczyć ale w końcu uległam. Bardzo szybko potrafi mu zmienić się humor, potrafi wkurzyć się o pogodę. A marihuana jest przecież depresantem a nie antydepresantem
Ogólnie od zawsze narzekałam na brak czułości z jego strony, empatii, ale można powiedzieć że sama jestem sobie winna bo wiedziałam co brałam, jest takim typem człowieka. Przyznam im dłuższej moje uczucia odbijają się o to ścianę zobojętnienia tym gorzej dla mnie co za tym idzie dla nas, bo były spięcia a on mówił, 'że przesadzam, że jest dobrze, wymyślam'. Często czuje się po prostu samotna. Mieliśmy problem z seksem ale to poniekąd związane było z depresją i nie jaraniem wtedy. Bardzo ucierpiało przy tym moje poczucie wartości. Chodził kiedyś do agencji towarzyskich, na początku nie zrobiło to na mnie szczególnego wrażenia, poza tym nie mam żadnego wpływu na jego przeszłość. Z czasem gdy przyszedł brak porozumienia i seksu zaczęłam się zastanawiać. Niska samoocena, to że nie jest tak czuły jak bym chciała, mówię o problemie i on to ignorował. Chciałam z nim porozmawiać o tych wizytach tam ale on się wkurzył i powiedział że nigdy nie będzie ze mną o tym rozmawiać.
Dodam, że poza brakiem tej wrażliwości jest cudowny na każdej platformie. Dba o mnie, widać że chce się starać ale często nie wie jak.
Miesiąc temu dogadaliśmy się, każdy poszedł na jakiś kompromis, zaczęliśmy słuchać siebie i dostrzegać swoje potrzeby. Zrozumiałam że nie mogę mu zakazywać jarania, to musi samo wyjść. Obiecałam mu że nie będę gderać, popracuje nad swoim zachowaniem, on również parę rzeczy mi obiecał i przyznam że od tego czasu jest o wiele lepiej. Nie kłócimy się, a rozmawiamy i rozwiązujemy ew. problem, najczęściej jakaś błahostka jak już. On poszedł to psychologa, dostał tabletki na depresję i dzisiaj idzie nawet na drugie spotkanie do terapeuty. Z seksem też zaczęło się układać ale znowu zaczął prace i jedyne o czym marzy gdy wróci do domu to prysznic, jedzonko i położyć się. Zapewniał mnie, że mnie bardzo kocha i pragnie ale że jest zmęczony.
Niestety wczoraj mi odwaliło delikatnie mówiąc.. Bardzo tego żałuje, bo na pewno nie powinnam w taki sposób stawiać sytuacji i w ogóle tak robić. Ogólnie to chodziło o brak czułości i gdy tak wczoraj siedziałam w domu a on był w pracy, zaczęłam się schizować. Zaczęłam oglądać strony agencji towarzyskich, te kobiety etc.. Wyszłam na dwór z psami i akurat wracał z pracy więc ze mną pochodził. I w sumie tak na dzień dobry, wybuchłam, że innym kobietom potrafił płacić za seks a mnie tutaj 'za darmo' nie chce, że jakie one były itp itp.. Strasznie mi wstyd teraz. Poszedł do domu, też wróciłam i powiedziałam czego oczekuje, że to świeża sprawa dla mnie i tekst typu 'Ty jesteś najpiękniejsza, z Tobą jest mi dobrze' wystarczyłby mi żeby się lepiej poczuć, dobrze zdawał sobie sprawę z tego że mam z tym problem i tutaj dochodzi moja niska samoocena. Powiedziałam że mam dość tego, że wiem jaki jest ale mógłby czasem zrobić coś. Powiedział że jestem egoistką, że nie będzie robić nic na pokaz. Pokaz? Spytałam czy zwykłe staranie się i chęć by dziewczyna poczuła się lepiej jest na pokaz? Prosiłam żeby postarał się być odrobinę czuły. Dodałam również że ja go nigdy nie zostawiałam z problem, zawsze wspierałam jak tylko mogłam i oferowałam pomoc. A ze względu na jego charakter często było mi bardzo przykro, mówił mi okropne rzeczy ale ja nie odpuszczałam, on później też mnie przepraszał i bardzo żałował. Dlatego nie rozumiem dlaczego kiedy ja pierwszy raz mam jakiś problem on mnie odtrąca. Wychodząc powiedział żebym się uspokoiła i przepraszał mnie za uszczypliwości, co mu zarzuciłam chwile wcześniej (ma tak że jak jest zły tu nic do niego nie dociera i za wszelką cenę chce mi dokuczyć). Czekałam aż wróci, myślałam że coś powie, powiedział tylko że zjara sobie kulkę i pogadamy. Powiedziałam że to jest ostatnia rzecz teraz jaką powinien robić i żeby ze mną porozmawiał na trzeźwo. Wyszłam z pokoju na chwilę jak wróciłam on już kończył. Bardzo się zdenerwowałam i zaczęłam płakać, zaczęłam tam niby wyciągać jego rzeczy, on nic nie robił siedział, aż w końcu spytałam czemu nie reaguje. Powiedział że rzeczywiście nie ma to sensu, że on sobie musi znaleźć mieszkanie ale dzisiaj tutaj zostanie bo nie ma gdzie pójść. Że nie możemy się oszukiwać (tutaj chodziło o to że nic nie mówiłam o problemie a wybuchłam, gdy chciałam porozmawiać wcześniej to powiedział że nie ma tematu więc nie rozumiem o co mu chodzi). Że dla nas to będzie najlepsze. Ze kocha mnie bardzo ale czuje że to nie wyjdzie. I poszliśmy spać. Dzisiaj rano powiedział że wychodzi już do pracy, wyszłam z nim na korytarz, zawsze się ta żegnaliśmy jak ktoś gdzieś szedł. Powiedziałam mu że przemyślałam sobie wczorajsza sytuację, że nie powinnam po ciężkim dniu w pracy atakować go na dzień dobry, nie w taki sposób, a wcale i ewentualnie później spróbować o tym porozmawiać, że domyślam się jak mógł się poczuć wtedy i że go bardzo przepraszam za to i na pewno tak się nie zachowam już. Pocałował mnie i powiedział że przyjdzie po terapii.
I boje się co teraz będzie, dzisiejszy wieczór, nie rozumiem czemu coś takiego spowodowało u niego taką reakcję. Dwa dni temu kupił mi mnóstwo pięknych tulipanów, powiedział że bardzo mnie kocha, dbamy o siebie, mówi mi że mnie kocha, całuje na dobranoc, po prostu czuje się że jest dobrze i nie jest to wyreżyserowane a on tak wypala. Nawet sam powiedział wczoraj, że rano było jeszcze dobrze. Wiem że nie powinnam się tak zachować ale też miewam słabsze dni.. o ile można się usprawiedliwić w taki sposób.