Witam wszystkich,
Znalazłem to forum pewnie z takiego samego powodu jak wszyscy tu piszący, nie radzę sobie zupełnie z tym co mnie spotkało. Może zacznę od opisania swojej sytuacji. Mam 27 lat z kobieta swojego życia byłem od 4, jest w podobnym wieku (nieznacznie młodsza) więc wydawało by się że powinna być też na takim poziomie emocjonalnym. Nasz związek wydawał mi się być szczęśliwym, przynajmniej ja taki byłem przez większość czasu. Podzielała moje zainteresowania czasem dosyć dziwne, słuchaliśmy podobnej muzyki, można było porozmawiać na każdy temat, jest po prostu bardzo inteligentna. Ale na pewno nie był to związek idealny a dla postronnej osoby pewnie patologiczny. Wyda wam się to śmieszne, ale moja wybranka jak w zegarku urządzała sobie flirty, czasami spotykała się nawet potajemnie za moimi plecami. działo się to regularnie co pół roku z kim popadnie. Było to z reguły wrzesień/sierpień oraz luty/marzec. Zwykle odkrywałem to i mówiłem jej o tym wprost. Był pewien moment krytyczny gdy nie zniosłem już tego i przy kolejnym gościu którego poznała w internecie postanowiłem ze odejdę. Jednak co dziwne z płaczem i prawie na kolanach przekonała mnie żebym został, że jestem miłością jej życia i tego typu słowa, tylko jak się okazało puste nic nie warte słowa. Ja zawsze wybaczałem jej błędy, było to dla mnie ciężkie ale wybaczałem liczyłem że się zmieni, doceni jakoś moja postawę...
Własnie przed paroma dniami spotkało mnie znowu to samo, postanowiła wyjechać do domu, do rodziców na weekend. Po powrocie prawie w drzwiach oznajmiła mi że miedzy nami koniec, mam się wyprowadzić, że decyzja jest ostateczna i nie mam nawet co próbować jej przekonywać... Zero jakiejś rozmowy, zero niczego. Stwierdziła że ona już rozmawiała z mamą i ustaliła, tylko czy nie powinna ze mną? Poczułem się strasznie, jak śmieć. W rozmowie wyszło że od 2-1,5 tygodnia (!) poznała kolejnego chłopka i twierdzi że to miłość (!), jak to usłyszałem dobiło mnie to już zupełnie. Rzeczywiście nie rozstawała się z telefonem nawet w toalecie, jednak nie szpiegowałem jej... W czasie tego wyjazdu cały dzień i noc spędziła z tym chłopakiem, jak się dowiedziałem. Najśmieszniejsze w tym jest to że na kilka dni przed, padały z jej strony słowa że mnie kocha, jestem dla niej wszystkim tak też się zachowywała... Dlatego zupełnie nie rozumiem jak można 4 lata rzekomej miłości poświęcić dla znajomości które trwa tydzień dwa. Czy tak powinna się zachowywać dorosła 24 letnia kobieta, a mówią że to podobno faceci myślą kut...? Oczywiście swoja decyzje wytłumaczyła tym że nie była szczęśliwa, że ten nowo poznany chłopka jako jedyny ja rozumie ze to na pewno jest miłość ta jedyna, ze nie chce mnie więcej krzywdzić i tego typu pierdoły. Gdy dopytałem o co chodziło z ta miłością, to powiedziała ze kochała mnie jak przyjaciela, że te stwierdzenia ze byłem dla niej wszystkim to tez jako przyjaciel (jak to możliwe?!). Dodam że jak ja ją poznałem tez takie słowa słyszałem tylko tym razem to ja byłem tą miłością która jako pierwsza ja rozumie itp. Wiem że poprzedniego chłopaka potraktowała w ten sam sposób, jeszcze wcześniejszego też i wielu innych... zawsze przechodzi z rąk do rąk. Zaczyna związek z kimś trwając jeszcze w poprzednim.
Musze dodać że jej przeszłość była ciężka, przygodny seks z kim popadnie a ilość partnerów ciężko zliczyć, masę "związków". Pamiętam że zaraz po poznaniu gdy było cudownie, dostawałem anonimy w których ktoś ostrzegał mnie przed nią, opisując cała jej historie. Nie wierzyłem... Pokazałem jej to, wyparła się. Później podostawałem linki do jej zdjęć i filmików wiadomo jakiego typu... W akcie desperacji włamałem się na jej meila, i tak to było wszystko prawda, sama je wysyłała komu popadnie. Ileż energii zmarnowałem żeby wyczyścić praktycznie cały internet z tego syfu (informatyka to moje hobby). Jednak zniosłem to wszystko, wybaczyłem, próbowałem zrozumieć... Nawet później oświadczyłem się.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, chyba jakaś walka o nią nie ma najmniejszego sensu? Pomimo że ją nadal bardzo kocham, to jednak czuje się wykastrowany, zeszmacony zupełnie, cały czas analizuję, nie mogę zapomnieć.