Witam wszystkich forumowiczów.
Nie wiem jeszcze jak mi się to uda Wam przedstawić, postaram się jak najkrócej i najprościej.
Kochani, od pewnego czasu mam pewien problem, który jest dla mnie bardzo uciążliwy, nie wiem jak sobie z nim radzić. Szczerze mówiąc liczę na to, że trafi się tu osoba, która walczy bądź miała podobny problem do mojego i chciałaby się podzielić ze mną swoimi nizbyt przyjemnymi doświadczeniami.
Mam...nie wiem jak to nazwać...lęk przed związkiem? Płcią przeciwną? Chodzi o to, że gdy zaczynam coś czuć do tej drugiej osoby, poznaję faceta to mam dziwny stan samopoczucia, czyli jest mi niedobrze, mam odruchy wymiotne, wiecznie mnie mdli, mam biegunkę i dreszcze. Uwierzcie mi, że to nie są normalne objawy zakochania, bo to nie jest zwykłe zdenerwowanie. Pewnie część z was stwierdzi, że to błahy problem, co ja w ogóle wygaduje.
Przecież miłość to motylki w brzuchu i najwspanialszy stan jaki może być - cóż, chciałabym tak reagować jak inni. Niestety, moje objawy nie pozwalają mi z nikim związać się na stałe bądź na dłużej.
Przez to co się ze mną dzieje, unikam spotkań z facetami.
2 lata temu zakochałam się w chłopaku, na którym bardzo mi zależało. Chciałam z nim być, ale wtedy właśnie gdy zaczęło mi na nim zależeć i między nami dochodziło do jakiejkolwiek bliskości to od razu pojawiły się właśnie te objawy. Gdy tylko wstawałam rano, miałam odruchy wymiotne, biegunkę a jeść nie mogłam nic! Wytrzymałam tak miesiąc i ze łzami w oczach musiałam zakończyć naszą relację. Nie wiem co się ze mną działo. Zaznaczam, że nie mam żadnych problemów zdrowotnych. W innych sytuacjach funkcjonuję normalnie, jak gdyby nigdy nic. Każdego dnia zastanawiam się jaka może być przyczyna takiego zachowania, nie rozumiem...
Na co dzień jestem osobą wesołą, mam wielu kolegów, z którymi dobrze się dogaduję, możemy chodzić razem do kina, na kolacje i normalnie rozmawiać. Jednak jakbym miała iść z kimś na randkę na kim mi zależy - to włącza mi się po prostu blokada i te potworne objawy, z którymi ciężko sobie radzę.
Nie wiem już co mam robić. Najgorsze jest to, że jak w zeszłym roku zaczęłam spotykać się z innym chłopakiem, do którego coś poczułam objawy były te same. Być może w mniejszym stopniu (bo byłam już przygotowana na to jak będę reagować), ale one nadal były, nie zniknęły.Znowu miałam te odruchy wymiotne przed każdym spotkaniem i nic nie mogłam jeść.
Strasznie mnie to martwi, bo po prostu boję się, że nigdy nie uda mi się zbudować z kimś trwalszej i normalnej relacji. Nie chcę odpychać od siebie facetów, bardzo bym chciała już kogoś mieć u boku, ale jak pomyślę co będę przeżywać to po prostu mi się odechciewa....
Czy to może być jakaś nerwica? Skąd u mnie te objawy?