Cześć! Nazywam się Ola, mam 24 lata, za miesiąc ślub. Jestem po zaręczynach 2 lata, tyle też mieszkamy i ślub niestety/stety wtedy nie był planowany przez mojego, bardzo silnego narzeczonego. Bo on musi skończyć studia, ustabilizować się. Ok. W wakacje mówił, że nie chce nawet myśleć o ślubie, wtedy bardzo się między nami popsuło. Chciałam bardzo wtedy zerwać, ale że jestem zbyt dobra, nie zrobiłam tego przez wzgląd na jego ważne egzaminy. Później okazało się, że dostał pracę w innym miescie, możemy się widywać tylko raz w tygodniu (4dni) i bach! Do urzędu zamawiać datę ślubu. Bez rozmów, niby tylko wyciągnąć mój akt urodzenia. Mój największy błąd, że się na to zgodziłam.
Jednak ostatnio powiedział mi, że żałuje że nie ma wesela (tylko obiad). Wyciągnęłam też od niego, że wstydzi się mojej rodziny przed swoją. Dodał, że nie chce brać ślubu na mojej ziemi. Teraz, kiedy wiem co on myśli, nie mam serca zapraszać mojej rodziny, którą bardzo kocham. On też nie chce ze mną jeździć. Mamy marzec, a moje zaproszenia jeszcze nie rozdane, za sukienką jeszcze się nawet nie rozglądałam.
Na początku oczywiście byłam ślepo zakochana. Starszy, przystojny, inteligentny, zdolny, niezależny. Ja jestem dziewczyną z biednej rodziny ze wsi, bez szczególnych zainteresowan. Dlatego tak chętnie dla niego się zmieniałam ? schudłam, przestałam chodzić na imprezy, poświęcałam mu cały wolny czas, porzuciłam znajomych. On planował wolny czas, ja się podporządkowywałam. Zanim mnie poznał wiele podróżował, jednak ja okazałam się zbyt duży balastem, możemy sobie pozwolić jedynie na wyjazdy samochodowe. Dlatego się nie sprzeciwiałam, nawet ciężkim treningom kilka razy w tygodniu (współne nowe hobby) i kilkukrotnym zagrożeniem życia podczas jednego z wypadów. Kilka razy nazwał mnie p****ną k**ą/kretynką za to, że np. na nartach nie zauważyłam go kiedy skręciłam na złą trasę. Zawsze takie wybuchy/głupotę wybaczalam.
Kiedy się dłużej nie widzimy nie tęsknię za nim, kiedy się spotykamy czasami nawet się nie przytulamy. Zawsze kiedy się przytulamy złapie mnie za minimalną fałdkę, mówi że widzi mój każdy kilogram. To oczywiście niby na żarty, bo ważę 54 przy 173cm, ale przez to teraz zawsze czuję się grubo. Ważyłam tyle kiedy się poznaliśmy, wtedy powiedział, że jakbym schudła z 5 kg byłoby idealnie; wiec schudłam do 46. Tak byłam zaślepiona. Kiedyś miałam wrażenie, że mogę wszystko, teraz nie mam energii życiowej.
Narzeczony też mówi, ze mnie kocha, ale ja nie wiem czy mu wierzyć. Mam wrażenie, że się żenić głównie ze strachu przed samotnością i że nie znajdzie cytuję ?drugiej tak mądrej i ładnej?. Gdyby mnie naprawdę kochał, inaczej wyglądałby ślub, relacje z moją rodziną. Czułabym to, np. podczas rozmów. A on potrafi mowić tylko o sobie lub motorach. Nie interesuję go, kiedy zaczynam temat albo nie słyszy, albo szybko zmienia. Bardzo rzadko mnie rozśmiesza, nie lubi się bawić. Chce planować za mnie moje życie.
Nie mam z nim szans na duchowe tematy, czego mi strasznie brakuje. On nie lubi ludzi niewykształconych (moja rodzina), ja w każdym chcę widzieć coś dobrego, nikogo nie oceniam. To z mojej strony też błędne, bo kiedy inni odradzali mi narzeczonego, ja chciałam go poznać, poszukać głębi. Jest pesymistą, uważa, że oboje jesteśmy już starzy. Przy nim naprawde czuje się staro. Jest strasznym egoistą, np potrafi zrobić mi awanturę przed moim egzaminem za to że nie zrobiłam mu dobrego śniadania. Bardzo słucha swoich rodziców, jego mama na pewno ma ważniejsze zdanie niż moje.
On mowi, ze się zmieni, że będę dla niego najważniejsza, wiąże ze mną przyszłość, wspólny dom. Nie mowi tego otwarcie, ale wiem że jego rodzina chce, żebym po ślubie wyjechała do niego, mimo że zapowiada mi się świetna kariera tu na miejscu. Nie chcę go krzywdzić, mówi że jak go zostawię, nie będzie miał nikogo i nikogo sobie nie znajdzie. Ale przygotowalam go na to, w ostatnim czasie już trzy razy się prawie rozstaliśmy, bo ja dawałam nam drugą szansę. Tylko ze on poza kwiatami mało zmieniał w sobie.
Wszyscy mówią, że powinnam odwołać ślub i się wyprowadzić; sama jeszcze niedawno bylam na to gotowa, ale teraz, kiedy przyszło do pakowania mam spore wątpliwości. Jest mi go żal, jego teraz nie ma w Polsce, wróci za tydzień i prosi żebym go nie zostawiała, że nie mam serca. Chyba sama zapomniałam jakim wrakiem byłam jeszcze kilka tygodni temu; próbuję z nim zakończyć to od 2óch miesięcy i za każdym razem się lituję. Jak znaleźć w sobie siłę?