19 lat małżeństwa. Teraz chwila przed rozwodem. To decyzja męża . To on rozwalił i zniszczył wszystko. Ja się tylko bronię przed jego głupotą, wybujałym ego. W głupią rozgrywkę wciągam najbliższe mi osoby. Bo tak trzeba. Bo muszę wnosić o rozwód z winy męża. Bo trzeba go zatrzymać zanim się rozbuja.
Syn stanie w sądzie przeciw ojcu. On ( syn) nie ma z tym problemu. Sam tak chce. A ja mam. Olbrzymi. Nie wiem jak będzie kiedyś w życiu. Co się wydarzy. Czy kiedyś moje dziecko nie będzie tego żałowało? Jest dorosły. Ma prawie 19 lat. Ale jest jeszcze bardzo młody. Bardzo wrażliwy. I tak mało doświadczony. Ojciec zrobił mu krzywdę. Jemu i mi. Porzucając rodzinę. Jego tata to spaczony człowiek. Z racji zawodu i doświadczeń. Syn jest najważniejszym świadkiem na sprawie rozwodowej. Nie chcę tego ale wszyscy (słownie :WSZYSCY ) mówią, że tak trzeba. A ja sobie z tym nie radzę.
Jestem silną babą. Ale z tym nie potrafię sobie poradzić. Nie chcę się mścić na mężu. Wybrał inne życie. I Ok. Przecierpiałam dużo. Szantaż, manipulacje, upokorzenia, przemoc głównie psychiczną. Jestem zahartowana. A dzieciak? Co ja robię? Niby ratuję nas. Niby dbam o dobro syna. Bo ojciec się na wszystko wypiął. Bo na niego nie płaci chociaż ma pracę, niezłe stanowisko i dobrą pensję. Nie widział syna od roku. A teraz syn nie chce go znać. Jest zawsze przy mnie i po mojej stronie. Ufa mi. Mąż chce walczyć o majątek. Czy mam prawo do tej chorej wojny wykorzystać dziecko? Nie ma mnie. Czy kiedyś będę? Co ja wyprawiam? Może powinnam się wycofać? Może oddać wszystko mężowi i ochronić syna? Gdybym miała pieniądze zapłaciłabym mężowi. Dała rozwód bez orzekania. Nie dość, że łamię swoje zasady to jeszcze jestem złą matką. Z jednej strony wiem co muszę i co powinnam, a z drugiej - tak bardzo nie chcę.
Nie napisałaś dlaczego wystapiłaś o rozwód w winy męża i so dzięki temu chcesz osiągnąć.
Twój syn chce zeznawać, a do tego nie ma kontaktu z ojcem. Być może chce to wykorzystać i do ojca przemówić, ale wcale nie w Twoim imieniu. Może chce głośno powiedzieć, w miejscu z którego jego ojciec nie będzie mógł uciec, to to go boli i o co on ma do ojca pretensję. Nie odbieraj mu tej szansy.
Nie naciskaj, nie odradzaj, daj synowi możliwośc decyzji.
Moja córka zeznawała w sądzie, ona tego chciała i powiedziała ojcu wszystko co jej na sercu leżało. Bardzo to przeżyła, relacje z ojcem nie poprawiły się, ale było to dla niej oczyszczenie, a ból po jakimś czasie minął.
Twój syn jest dokładnie w moim wieku. To już dorosły człowiek, daj mu decydować. Też byłam młoda (gimnazjum) i jestem wrażliwa, jakoś przeżyłam. Wiedziałam, że mama mnie potrzebuje i on też to wie. Sytuacja byłaby beznadziejna, gdybyś kazała mu zeznawać przeciwko ojcu, z którym dobrze się dogaduje. 1. Niczego mu nie każesz, on sam chce. 2. On nie dogaduje się dobrze z ojcem. I żeby nie było, jestem zagorzałą przeciwniczką wciągania dzieci w rozwody, ale on już dzieckiem nie jest. Miałby duże wyrzuty sumienia, gdyby się okazało, że przegrałaś sprawę przez jego nieobecność. Jego ojciec nie wyraża żadnej chęci poprawienia relacji z synem?
Może oddać wszystko mężowi i ochronić syna?
I będziecie mieszkać pod mostem? Daj spokój, co to za ochrona?
Posluchaj mnie uwaznie,nie doszlam do twojego etapu ,ale bylam blisko.Moj syn bez zastanowienia zeznawalby przeciwko ojcu gdyby zaszla taka potrzeba.Wlasnie przez to pomagasz mu sie jakos okreslic.Wolalabys zeby ci powiedzial ,ze jest mu to obojetne?On tez stracil poczucie bezpieczenstwa i bardzo potrzebuje opoki.Poniewaz ojciec oddalil sie ,wiec opowiada sie za toba.Pozwol mu na to,tym ksztaltujesz jego kregoslup moralny.Czcesz mu przekazac ,ze ojciec postepuje uczciwie?Chcialabys ,zeby byl przeciwko tobie?Ja jestem dumna ze swojego syna,ze pomimo wczesniejszej solidarnosci meskiej ,potrafil odroznic dobre od zlego i jednoznacznie opowiedziec sie po jakiejs stronie.Nie miej wyrzutow sumienia,przyjaciol poznaje sie w biedzie.Jak chcesz bardziej prywatnie napisz mi na moj adres mailowy.
Twój syn jest już prawie dorosłym facetem i jeśli to jego decyzja, to dlaczego miałby nie zeznawać w sądzie przeciwko swojemu ojcu, widać ma swoje powody, tym bardziej, że od roku tatuś nie ma z nim żadnego kontaktu i raczej nie ma na to najmniejszej ochoty. Chyba, ze ograniczasz pełnoletnim facetom możliwości spotkania się, w co bardzo wątpię żeby to w ogóle było mozliwe ![]()
I nie rób sobie z powodu decyzji syna żadnych wyrzutów, on jest przy Tobie.
Twój syn ma 19 lat i jesli tego chce to , nie ma kontaktu z ojcem , chce przeciwko niemu zeznawac- niech to zrobi.
Nie mozesz mu zakazac.
Niepotrzebnie masz wyrzuty, przeciez dzieciak ma swój rozum, widział/słyszał swoje i ma swoje zdanie.
I bardzo dobrze.
Wyrzuty mogłabys miec jedynie w sytuacji gdybyś to Ty buntowała dziecko przeciwko ojcu.
Tu sprawa jasna- tatuś sobie zasłużył.
Tak, wiem. Ja to wszystko wiem. Że dorosły, że chce. Ale czy kiedyś nie będzie żałować? Przed nim całe życie. Kto wie jak potoczą się losy.
Moi rodzice są ze sobą 45 lat. Są przy sobie i przy nas. Mój ojciec (chodź nie zawsze był ideałem) to zawsze był dobrym człowiekiem. Gdybym teraz ja musiała stawać w sądzie przeciwko niemu nie wiem co bym zrobiła. Ale może dlatego, że nie zrobił mi krzywdy nie potrafię wczuć się w taką sytuację.
Po prostu żal mi mojego dziecka. Chłopak wchodzi w dorosłość zaczynając od spraw w sądzie. Ja w jego wieku latałam po dyskotekach i beztrosko się bawiłam.
Boję się też, że on to robi dla mnie. Nie dlatego, żeby pokazać ojcu swoją krzywdę tylko dlatego, że ojciec skrzywdził mnie. Rozumiecie, taki "rycerzyk mamusi ".
Chociaż to baaardzo dojrzały i mądry facet
).
annaJo
adwokat tak doradza, zatrzymać "pana męża " przed sprawami majątkowymi, a do rozwodu z jego winy są podstawy
A swoją drogą to nie zdawałam sobie sprawy, że takie sytuacje ( dziecko - rodzic na sprawie rozwodowej) są tak częste.
Czyli puścić chłopaka na głęboką wodę i pozwolić mu być mężczyzną.
Czy Wy nie mielibyście żadnych wątpliwości? Przecież rozwód to sprawa między matką a ojcem. Powinnam swoje dziecko przeprowadzić przez to najbezpieczniej jak się da.
Tak, wiem. Ja to wszystko wiem. Że dorosły, że chce. Ale czy kiedyś nie będzie żałować? Przed nim całe życie. Kto wie jak potoczą się losy.
Moi rodzice są ze sobą 45 lat. Są przy sobie i przy nas. Mój ojciec (chodź nie zawsze był ideałem) to zawsze był dobrym człowiekiem. Gdybym teraz ja musiała stawać w sądzie przeciwko niemu nie wiem co bym zrobiła. Ale może dlatego, że nie zrobił mi krzywdy nie potrafię wczuć się w taką sytuację.
Po prostu żal mi mojego dziecka. Chłopak wchodzi w dorosłość zaczynając od spraw w sądzie. Ja w jego wieku latałam po dyskotekach i beztrosko się bawiłam.
Boję się też, że on to robi dla mnie. Nie dlatego, żeby pokazać ojcu swoją krzywdę tylko dlatego, że ojciec skrzywdził mnie. Rozumiecie, taki "rycerzyk mamusi ".
Chociaż to baaardzo dojrzały i mądry facet).
annaJo
adwokat tak doradza, zatrzymać "pana męża " przed sprawami majątkowymi, a do rozwodu z jego winy są podstawyA swoją drogą to nie zdawałam sobie sprawy, że takie sytuacje ( dziecko - rodzic na sprawie rozwodowej) są tak częste.
Czyli puścić chłopaka na głęboką wodę i pozwolić mu być mężczyzną.
Czy Wy nie mielibyście żadnych wątpliwości? Przecież rozwód to sprawa między matką a ojcem. Powinnam swoje dziecko przeprowadzić przez to najbezpieczniej jak się da.
Piszesz o twoim synu, jakby miał 10 lat, a nie 19. Porównujesz jego relacje z ojcem do swojej.
A syn ma 19 lat, on już wszedł w dorosłość, a ojciec mu w tym bardzo pomógł. Sąd nie jest tego pierwszym momentem w dorosłości i w lataniu po dyskotekach nie przeszkadza. Być może syn bardzo przeżyje zeznawanie w sądzie (Ty też), ale to silny młody mężczyzna (NIE DZIECIAK) i da sobie z tym radę.
Jesteście rodziną i syn tak to postrzega, on pomaga Ci walczyć o rodzinę, bądź z niego dumna.
Często niestety się zdaża, że panowie rozwodzą się z żonami i dziećmi. Wy macie taką sytuację i Twój rozwód jest też rozwodem Twojego syna. Ty masz prawo do zeznań, a Synowi na to pozwól.
Jakim prawem pytasz?
Prawem szeleszczących banknotów.
Kasa rządzi światem, a jeśli do tego dochodzi możliwość dokonania na kimś zemsty to człowiek zdolny jest do wszystkiego.
Im szybciej Twój syn posiądzie te wiedzę o świecie tym lepiej.
Al_donka
Mam to odebrać "do siebie"?
że ja chcę tych szeleszczących banknocików?
Nie. Nie chcę.
Mąż nie spłaca wspólnego dużego kredytu. Robię to ja. Mąż nie płaci na syna. I ok. Radzę sobie. Nie ja zaczęłam wojnę, ale muszę podnieść rękawicę. Wyszedł z domu rok temu i nigdy nie wrócił. Rozmawialiśmy ze sobą w ciągu tego roku 2 razy. To co ustaliliśmy on olał. Nigdy się nie wywiązał. Zawsze karał mnie pieniędzmi i dalej tak robi. Nie chciałam od niego niczego, żeby nie dawać mu satysfakcji. Ale muszę się teraz przed nim bronić bo obrał sobie za cel zniszczyć mnie i moich bliskich. Mam gdzieś jego i jego kasę byle zniknął z naszego życia nie rujnując nas. Ten facet ma zryty berecik.
Boję się też, że będzie się mścić na synu.
11 2015-03-15 10:40:08 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-03-15 10:47:41)
Jakim prawem pytasz?
Prawem szeleszczących banknotów.
Al_donka
Mam to odebrać "do siebie"?
że ja chcę tych szeleszczących banknocików?
Nie. Nie chcę (...) Mam gdzieś jego i jego kasę byle zniknął z naszego życia nie rujnując nas. Ten facet ma zryty berecik.
Boję się też, że będzie się mścić na synu.
A JAKBYŚ spróbowała NIE ODBIERAĆ wypowiedzi TAK personalnie...
"JAKIM prawem pytasz" (skoro NIE prawem szeleszczących banknotów): CZY DOROSŁY CZŁOWIEK może decydować (współdecydować) o kształcie życia jakie POTEM będzie prowadzić?
CZY liczysz się z potrzebą syna DO WYPOWIEDZENIA własnego zdania w sądzie - BYĆ MOŻE bardzo mu NA TYM zależy!?
Czy liczą się tylko TWOJE "demony"?
A może przyjmij postawę: "ja jestem w porządku, mój syn jest w porządku, ON jako dorosły człowiek zdecyduje CZY chce wystąpić przed sądem" (w sprawie, która JAK NAJBARDZIEJ i jego dotyczy)...
Może chłopaczyna winszuje sobie by PRAWDA UJRZAŁA światło dzienne?
Dobra. Nie odbieram osobiście. Wkurza mnie tylko, że wszędzie kasa i kasa. Jakby nic innego się w życiu nie liczyło. I dla tej kasy ludzie upadają tak nisko, że później już nie można się podnieść. I dlatego też mam wątpliwości jeśli chodzi o zeznania syna. Gdyby on złożył pozew o alimenty na siebie, gdyby walczył sam o siebie, gdyby sprawa nie dotyczyła mojego rozwodu, mojej "wojny", powiedziałabym "idź i walcz". " I wygraj". Ale to dotyczy mnie. I czuję tak, jakby syn był mięsem armatnim, żywą tarczą. No kurcze. Nic nie poradzę, że tak czuję.
Ale super się czyta Wasze opinie. Ustawiacie mnie do pionu. Na co z resztą, piszą tu, cichutko liczyłam.
Więc jeśli mogę prosić, to krzyczcie i tupcie, żeby mi ten moralniak z głowy wyfrunął.
A tak na marginesie, to nikt mi nie powie "masz rację dziewczyno, to twój biznes i musisz sobie radzić sama, zostaw syna w spokoju"? ![]()
Zobacz rzeczywistość.
De M, rozwód jest Twoją albo czyjąkolwiek rozgrywką czy też konsekwencją, niestety, nieudanego małżeństwa i decyzją o jego formalnym zakończeniu? Podjęłaś decyzję o formalnym zakończeniu związku w trosce i o siebie, i o syna.
Syn, pełnoletni, podjął decyzję o świadczeniu przeciw ojcu, chce przed sądem przedstawić fakty. Gdzie Twoje wciąganie go w jakieś rozgrywki?
Dla swojego, a przede wszystkim dla dobra swego syna, spójrz na niego przytomnym okiem. Zobacz, że nie jest już dzieckiem, że ma swoje zdanie, że podejmuje swoje decyzje, że ponosi i ponosić będzie ich konsekwencje. Ma do tego prawo.
Nie jesteś, na szczęście, ani złą matką, ani matką idealną. Jesteś wystarczająco dobrą.
Inaczej syn nie chciałby Ciebie też znać, ani świadczyć w sądzie. Ale jako 'wystarczająco dobra' matka, nie decyduj za syna, nie chroń go, nie wciągaj z powrotem pod spódnicę.
Na forum jest mocno rozbudowany, wart przeczytania, wątek na temat rozwodu:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=19766 - zajrzyj do niego.
Edit:
Zachęcam Cię jednak, byś nie robiła z siebie ofiary, byś nie jawiła się w oczach i syna, i innych osób jako uciemiężona Matka-Polka, która "nie chce, ale musi". Nie musisz składać wniosku o rozwód z winy męża, możesz. Równie dobrze możesz podjąć decyzję o rozwodzie bez orzekania winy. Ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi albo z jednej, albo z drugiej decyzji. Bo to Twoja decyzja.
Edit2:
A propos 'moralniaka'. Od syna w sprawie rozwodu nie masz prawa niczego żądać/oczekiwać, ale też nie masz prawa niczego mu zabraniać.
Przytomności życzę i trzymam kciuki za najmniej bolesne przejście przez ten czas.
Al_donka
Mam to odebrać "do siebie"?
że ja chcę tych szeleszczących banknocików?
Nie. Nie chcę.
Chcesz. Jesteś matką. Samicą gatunku. Jesteś ewolucyjnie przystosowana do walki o byt swój i potomstwa. Za wszelką cenę.
Ja Cię nie potępiam. Wręcz przeciwnie. Mając potomstwo oskubałabym dziada ze wszystkiego i puściła w skarpetkach.
Narobią bachorów, zmarnują nam naście lat życia, a potem zwijają manatki i idą do nieródki, albo mówią jestem gejem. To kobieta ryzykuje decydując się na macierzyństwo, potem jak coś pójdzie nie tak to ona traci, chłop zawsze jest wygrany więc niech chociaż poniesie konsekwencje materialne swoich wyborów.
A młody niech się uczy, że życie to nie bajka.
Mądrze prawicie. Gdybym to ja miała komuś doradzać w tej kwestii, mówiłabym to samo co Wy.
Nie jestem uciemiężona. Wprost przeciwnie. Mam wolę i siłę walki. Mogłabym chłopu przegryźć tętnicę. Tylko czemu mam się zniżać do jego poziomu?
Tylko dlatego, że w wielu kwestiach bezgranicznie zaufałam i zatraciłam instynkt . Trzeba było myśleć wcześniej , a nie łykać wszystko jak pelikan. A teraz płacz i ratujcie narody.
Chodzi o to, że odpowiedzialność za moją ułomność spadła nie tam gdzie trzeba.
Tak. Decyzje są moje. Mogę, ale nie muszę. Chociaż .....muszę, Muszę teraz tak, żeby później było lepiej.
Tak. Jednak walczę o kasę. Tak. Zeznania syna to do kopanie tatusiowi.
Czyli cel uświęca środki.
Ale to ja jestem odpowiedzialna za syna, a nie on za mnie. Jeszcze jest ta kolejność :-)
Powinnam swoje sprawy załatwiać sama. A już na pewno nie przy pomocy dziecka.
Mam to przekuć na sukces wychowawczy? Daję dziecku kolejną lekcję w szkole życia? Tylko czesne wysokie.
Lubisz samobiczowanie. ![]()
Proponuję zmianę sposobu myślenia, a z nim nazewnictwa. Niby drobna zmiana, ale niezwykle istotne.
Walczysz z mężem i zniżasz się do jego poziomu? A może przestajesz być, wybacz, słodką idiotką i dbasz o swoją godność i szacunek?
Nie musisz, nie powinnaś. Możesz dalej żyć tak, jak do tej pory, możesz jednak wyprostować się, spojrzeć w lustro i uśmiechnąć się do siebie mówiąc "Mam prawo do godnego życia, do szacunku.".
"Cel uświęca środki." To zdanie napisane przez Ciebie ma bardzo pejoratywne znaczenie. Czego niewłaściwego domagasz się od swego jeszczemęża? Tego, by poniósł konsekwencje własnych działań? Fe, faktycznie, złą kobietą jesteś.
Zeznania syna to dokopanie tatusiowi? Czyżby? A nie przedstawienie faktów?
Odzłość się gdzieś na boku, odpłacz, odsmutkuj. Targają Tobą różne, nie najprzyjemniejsze emocje, wśród nich rozczarowanie związkiem, bo przecież "nie tak miało być", złość na jeszczemęża za to, co uczynił. Stąd pomysł, że rozwód z orzeczeniem winy to dokopanie mu; stąd pomysł, że zeznania syna to kolejne dokopanie. A może zobacz, czy faktycznie nie chcesz dokopać jm, czy nie masz w sobie pokładów pochowanej złości? Jeśli tak jest, to zamiast strzykać jadem, zamiast dopytywać się czy przypadkiem nie dokopujesz, pozbądź się jej (a przynajmniej zmniejsz ją)?
Mówisz o tym jakbyś miała wyrzuty z powodu namawiania syna do zeznań przeciwko ojcu.
Jeśli syn sam tak zdecydował to nie możesz ich mieć, a tę sytuację można przekuć w sukces wychowawczy, który zaowocuje w przyszłości, podobno szkoły z najwyższym czesnym są najlepsze, jeśli jest mądrym i wrażliwym człowiekiem, jak mówisz, to taka szkoła życia może wręcz przydać się Twojemu synowi w jego przyszłych relacjach z kobietami.
Pełny dzban
Gdzieś chyba czytałam (jeśli się mylę to sorry) u Ciebie też był rozwód, też masz dziecko i czy Ty nie robiłeś tak, żeby dzieciakowi ułatwić przejście przez ten syf?
Nie namawiam syna do zeznań. On wie, że nie musi. Syn zdecydował bo dostał taką propozycję. Nie mówiliśmy o tym dopóki adwokat tego nie zaproponował.
Mam wyrzuty sumienia bo to ojciec i syn. Bo ten ojciec był kiedyś fajnym kolesiem. Bo uczestniczył w porodzie , bo kąpał, karmił i przebierał młodego. Bo był kiedyś dobrym mężem.
Właśnie .BYŁ. Ale od kilku lat już nie jest. Zatarł po sobie dobre wspomnienia. Teraz jest zły, ale kiedyś było inaczej. Dlatego mam wątpliwości. Bo wszystko się zmienia i nie wiem jak będzie wyglądało życie mojego syna. Może kiedyś wszystko się odwroci. A od zeznań w sądzie już nie będzie odwrotu. Może będą się kiedyś wzajemnie potrzebować, a przez taką sytuację nie dadzą sobie szansy.
"Nie tak miało być" każda rozwódka ma to zdanie w swojej głowie. Przynajmniej przez pewien okres.
Wielokropek
Wkurzasz mnie :-)
Słodką idiotką przestałam być jakiś czas temu. Dlatego pan wyleciał z domu.
Właśnie dlatego, że zadbałam o własną godność i szacunek.
Płakać nie zamierzam, bo i nie ma po kim. Z resztą dużo wody już upłynęło i zatarł się ból i żal. Żałoba minęła.
Jakim ja strzykam jadem?
Czy moje ludzkie, matczyne wątpliwości to strzykanie jadem?
No to ja chyba faktycznie muszę poszukać specjalisty.
Uważam, że jeśli można ominąć szambo to trzeba je omijać a nie w nie skakać i jeszcze liczyć na to, że inni wskoczą za mną.
Może kiedyś wszystko się odwroci. A od zeznań w sądzie już nie będzie odwrotu. Może będą się kiedyś wzajemnie potrzebować, a przez taką sytuację nie dadzą sobie szansy.
Zawsze jest możliwość odwrotu, ale do tego potrzeba czasu. Nie specjalistów, mediatorów, rodzinnych terapii, ale przede wszystkim czasu. Pan mąż pewnie przeżywa teraz drugą młodość, musi się wyszaleć. Wiem, przerabiałyśmy to z moją mamą.
Jak się wyszalaje, to może zmądrzeje. "Wywalenie" złości oczyszcza. Lepsze to, niż tłumienie jej w sobie.
Matczyne wątpliwości... Omijanie szamba... Wielkie słowa.
Masz pełnoletniego syna. Twój mąż jakiś czas temu przestał być dobrym mężem. Przestał być dobrym ojcem. W ogóle przestał być i ojcem, i mężem (bo o formalnościach nie wspominam). Zdecydowałaś się na przeprowadzenie rozwodu.
By uniknąć tego, jak nazwałaś szamba, zmień wniosek, zdecyduj się jednak na rozwód bez orzekania winy. Wówczas i Twe wątpliwości co do naruszania dobrostanu dorosłego syna znikną, nie będzie zeznawać. Tylko... czego w ten sposób go nauczysz?
Wkurzam Cię? Zrobiłam to po raz ostatni.
Dlaczego nazywasz rozwód szambem?
Może małżeństwo to było szambo.
Wyczyść gościa przy pomocy wszelkich dostępnych środków... pomyśl, że robisz przy tym dobry uczynek. Chronisz następną kobietę przed małżeństwem ze złym człowiekiem. Żadna gołodupca sobie na kark nie weźmie, żadna na cudze alimenty pracować nie będzie będzie musiał obniżyć wymagania
))))))))))))))))))))))))
Twój syn jest dorosłym człowiekiem.Wspiera Ciebie,broni.I bardzo dobrze,że będzie Twoim świadkiem w sadzie.To bedzie może nawet oczyszczające.Przecież powie tylko prawdę.Samą prawdę.Tak zadecydował.Dlaczego tatuś nie płaci mu alimentów?
23 2015-03-15 19:53:04 Ostatnio edytowany przez De M (2015-03-15 20:01:22)
Wielokropek
Ostro, krótko i treściwie.
Masz rację. Koniec samobiczowania. Chociaż to bardziej wątpliwość a nie masochizm. :-)
Dziękuję.
Al_donka
Nie kuś, bo jak mi się spodoba ta Twoja wizja, to pan mąż bez skarpet zostanie.
Ty chyba nie lubisz facetów. :-))
Skąd u Ciebie takie teorie? :-) ))
A może praktyka?
Zamoszcz
Tatuś to wyszkolony manipulant. Nie płaci, bo syn nie chce z nim kontaktu. Tzn. tatuś przez chwilę płacił, później płacił 1/3 a teraz wcale. Za karę. Jak syn go będzie "kochał i szanował to dostanie kasę"
rozwód do rozwodu podobny, ale okoliczności każdego jednego są zupełne inne. Twój syn jest już prawie dorosłym człowiekiem, który sam chce zeznawać na Twoją korzyść w sądzie, jest w całej tej sytuacji po Twojej stronie i wydaje mi się że nawet Cię wspiera w pewien sposób. Nie znam powodów które doprowadziły do takich relacji ojciec-syn, gdzie nie ma odzewu od roku.
Nawet jeśli w przyszłości dojdzie do sytuacji, że mieliby się potrzebować, to upłynie już trochę czasu, a wtedy mąż i syn spojrzą na wszystko już z innej perspektywy.
To prawda, że nie chciałem angażować swojej córki (14 lat) w sprawy sądowe (chociaż mogła być ważnym świadkiem w orzekaniu winy mojej ex), tylko i wyłącznie dlatego, że mała ogromnie przeżyła rozstanie, a do tego miała poważne problemy ze sobą i nie chciałem jej już dokładać dodatkowych nieprzyjemności, została z matką. Mieliśmy bardzo dobre relacje i mimo, że mieszkamy ponad 300 km od siebie nadal mamy bardzo dobre relacje i wręcz ciężko wyobrazić mi sobie żeby to miało się zmienić jak w przypadku Twojego męża. Chociaż między mną i córką nie zawsze było różowo (co jest chyba normalne), a ja nie byłem idealnym ojcem, potrafimy znaleźć wspólny język i możemy rozmawiać o wielu rzeczach.
De M dlatego ja uważam, że nie powinnaś robić sobie wyrzutów.
Co do męża to podobno ludzie się nie zmieniają, a tu masz ![]()
Fanie słuchać faceta. W końcu moje dziecko to też mężczyzna. Dlatego dobrze wiedzieć, że facet i ojciec ma takie zdanie. Dzięki.
Tak. Jestem z niego dumna. Jest super gościem i kocham go nad życie. I dlatego się zawahałam.
A ludzie się zmieniają. Gdyby tak nie było dalej rżnęlibyśmy w pampersy :-)
26 2015-03-15 21:54:22 Ostatnio edytowany przez Al_donka (2015-03-15 21:54:59)
Al_donka
Nie kuś, bo jak mi się spodoba ta Twoja wizja, to pan mąż bez skarpet zostanie.
Ty chyba nie lubisz facetów. :-))
Skąd u Ciebie takie teorie? :-) ))
A może praktyka?
Nie to nie tak, ja uwielbiam mężczyzn, naprawdę (nawet za bardzo, kocham żonatego, może dlatego staram się nie tracić obiektywizmu
)
Nie mam podobnych doświadczeń. Nigdy nie byłam zdradzona (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo) i nie mam dzieci.
Ale jestem kobietą, moje przyjaciółki mają dzieci, borykają się z różnymi problemami i dokładnie to doradziłabym mojej przyjaciółce - niech drań chociaż płaci. Taki jest pewny, że dotychczasowe życie nie warte jest starania, chce zaczynać wszystko od nowa i jego siksa też? Bardzo proszę, ale od zera i nie kosztem dzieci i niedługo ich dzieci
Pomyśl, za parę lat będziesz miała wnuka, dlaczego jakaś pinda byłego męża ma nosić drogie buty, a Twój syn będzie musiał się gimnastykować, żeby było dla dziecka na aparat na zęby... noż to byłoby wariactwo... zadbaj już teraz o zdrowie wnuka, zamiast sponsorować nowy stolik dla siksy byłego chłopa.
Skoro nie płaci alimentów na syna,aby go w ten sposób ukarać,to jest na to sposób.Trzeba w sądzie założyc sprawę o alimenty.To dziecku należy się jak psu buda.Od razu spuści z tonu.