koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

Temat: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!

Z moim partnerem byliśmy w związku 3.5 roku. Ja miałam wtedy 25 a on 24 lata. To nie był mój pierwszy związek natomiast mojego partnera tak. Na jego końcowym etapie było dość burzliwie, nie mogliśmy się dotrzeć, nie było kompromisu. Czułam ogromną potrzebę założenia rodziny, sformalizowania tego związku, marzyłam o zaręczynach i ślubie wywierając na nim jednocześnie presję która działała zupełnie odwrotnie. Rozchodziliśmy się na kilka dni i wracaliśmy do siebie. Od ostatniego rozstania upłynął ok miesiąc, a kontakt był sporadyczny. Wtedy przez kilka dni skorzystałam z portalu społecznościowego i poznałam kogoś. Poinformowałam o tym byłego partnera który natychmiast zareagował, podjął rozmowę oraz działania. Ja to wszystko odrzuciłam a on z czasem zrezygnował.
Na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy po rozstaniu poznałam dwóch mężczyzn z którymi stworzyłam trwające ok 2 miesiące "związki". Jeden i drugi przypadek wyglądał praktycznie tak samo-facet z podobnymi potrzebami, dający mi poczucie bezpieczeństwa i szansy założenia rodziny. Była też jakaś chemia. Przez bardzo krótką chwilę dawałam sobie sama wyimaginowaną pewność że to się uda, że istnieje życie po moim byłym partnerze, że jestem szczęśliwa. Swoim "szczęściem" jak gówniara dzieliłam się na fb, gdzie mam mnóstwo znajomych, przed rodziną. Nie robiłam tego po to aby zranić byłego partnera, ale aby mu pokazać że potrafię ułożyć sobie życie bez niego jednocześnie paląc za sobą most ewentualnego powrotu. Moje "szczęście" w jednym i drugim przypadku trwało krótką chwilę bo wszystko sprowadzałam do byłego partnera. Będąc z kimś myślałam o nim, nie byłam z niczego zadowolona bo mój były zrobiłby coś inaczej niż obecny. Tęskniłam z nim fizycznie i emocjonalnie. Po pierwszym dałam sobie szansę na kolejną znajomość myśląc że to może wina tej osoby, natomiast schemat się powtórzył w 100%. Po zakończeniu pierwszej znajomości miałam niewielki i chwilowy kontakt z byłym partnerem, natomiast wtedy mimo że miałam świadomość że wciąż go kocham nie szukałam powrotu, wiedziałam że nie damy rady. Po zakończeniu tej drugiej znajomości nadal wiedziałam że kocham byłego partnera ale poczułam, że chcę być tylko z nim i poczułam moc że to się uda!. Nawiązałam z nim kontakt i doszło do spotkań oraz rozmów. Opowiedziałam mu wszystko choć nie od początku byłam szczera co do tego co się wydarzyło. pewnych rzeczy dowiedział się czytając moje rozmowy z tamtymi mężczyznami. Po tym wiedział już absolutnie wszystko. On w między czasie spotykał się z kimś z kim doszło do zbliżenia natomiast nie traktował tej znajomości poważnie.
Szczerze mu wytłumaczyłam co mną kierowało, że zrezygnowałam z naszej miłości na rzecz czegoś nowego, dlaczego się poddałam. Te przeżycia uświadomiły mi jak bardzo go kocham, jak bardzo go szanuję, jak bardzo pragnę być tylko z nim. Dały mi chęć do walki z własnymi wadami i naprawianie błędów. On przyznał, że ta sytuacja w nim wiele zmieniła, otworzyła oczy, zobrazowała błędy. Pozwoliliśmy sobie na luźne sporadyczne spotkania które trwały 1.5 miesiąca. Te spotkania odbywały się w tajemnicy przed całym światem, w domowym zaciszu, dochodziło między nami do zbliżeń. Ja po każdym kolejnym spotkaniu dostawałam skrzydeł, wiary że to wszystko się ułoży i że już z nim będę na zawsze i nic się już nie wydarzy. Ja robiłam plany, bujałam w obłokach a on mnie stopował i spadałam na ziemię. Powiedział że potrzebuje czasu by zobaczyć do czego prowadzą te spotkania. Nie był ich pewien. Przez ostatnie kilka dni przestał się odzywać, wczoraj powiedział że zbyt wiele się wydarzyło i on nie może przestać o tym myśleć, że ciągle ma w głowie to że ktoś był inny, że z niego zrezygnowałam, że nie potrafi mi już zaufać. Obawia się że jeśli wrócimy do siebie i cos przestanie się między nami układać znów odejdę i będzie ktoś inny. Powiedział że mnie kocha ale to nie wystarczy. Nie radzi sobie psychicznie z przeszłością, odtrąceniem i całym zawodem .i z tym jak postąpiłam, że nie ukrywałam tych znajomości że się nimi chwaliłam przed światem. Przyjęłam to do wiadomości nie starałam się namawiać i poczułam niemoc. Zaproponowałam mu wspólną wizytę u psychologa, nie zgodził się bo uważa że nic nie może na niego wpłynąć. Powiedział że jest już w tym wieku gdzie chce założyć rodzinę i nie pozwoli sobie na powrót do rzeki w której mało się nie utopił.Zakończył naszą znajomość definitywnie.
Proszę nie skupiać się na wcześniejszych rozstaniach i powrotach z byłym partnerem ponieważ ten problem jest już jasny i jasne są możliwości rozwiązania problemów jakie pojawiały się w związku. Wtedy ich nie widziałam teraz są dla mnie proste i możliwe do naprawienia. Bardzo proszę o poradę czy mogę zrobić coś aby odnowić tę relację i jak ją odbudować? W jaki sposób przekonać go nie będąc przy tym natarczywa i zaborcza? Czy wizyta u psychologa byłaby w stanie mu pomóc? Jestem pewna swoich zamiarów i uczucia jak nigdy przedtem. Jestem gotowa do podjęcia walki tylko nie wiem zupełnie co mam robić. Bardzo proszę o pomoc.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
miistii napisał/a:

Z moim partnerem byliśmy w związku 3.5 roku. Ja miałam wtedy 25 a on 24 lata. To nie był mój pierwszy związek natomiast mojego partnera tak. Na jego końcowym etapie było dość burzliwie, nie mogliśmy się dotrzeć, nie było kompromisu. Czułam ogromną potrzebę założenia rodziny, sformalizowania tego związku, marzyłam o zaręczynach i ślubie wywierając na nim jednocześnie presję która działała zupełnie odwrotnie. Rozchodziliśmy się na kilka dni i wracaliśmy do siebie. Od ostatniego rozstania upłynął ok miesiąc, a kontakt był sporadyczny. Wtedy przez kilka dni skorzystałam z portalu społecznościowego i poznałam kogoś. Poinformowałam o tym byłego partnera który natychmiast zareagował, podjął rozmowę oraz działania. Ja to wszystko odrzuciłam a on z czasem zrezygnował.
Na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy po rozstaniu poznałam dwóch mężczyzn z którymi stworzyłam trwające ok 2 miesiące "związki". Jeden i drugi przypadek wyglądał praktycznie tak samo-facet z podobnymi potrzebami, dający mi poczucie bezpieczeństwa i szansy założenia rodziny. Była też jakaś chemia. Przez bardzo krótką chwilę dawałam sobie sama wyimaginowaną pewność że to się uda, że istnieje życie po moim byłym partnerze, że jestem szczęśliwa. Swoim "szczęściem" jak gówniara dzieliłam się na fb, gdzie mam mnóstwo znajomych, przed rodziną. Nie robiłam tego po to aby zranić byłego partnera, ale aby mu pokazać że potrafię ułożyć sobie życie bez niego jednocześnie paląc za sobą most ewentualnego powrotu. Moje "szczęście" w jednym i drugim przypadku trwało krótką chwilę bo wszystko sprowadzałam do byłego partnera. Będąc z kimś myślałam o nim, nie byłam z niczego zadowolona bo mój były zrobiłby coś inaczej niż obecny. Tęskniłam z nim fizycznie i emocjonalnie. Po pierwszym dałam sobie szansę na kolejną znajomość myśląc że to może wina tej osoby, natomiast schemat się powtórzył w 100%. Po zakończeniu pierwszej znajomości miałam niewielki i chwilowy kontakt z byłym partnerem, natomiast wtedy mimo że miałam świadomość że wciąż go kocham nie szukałam powrotu, wiedziałam że nie damy rady. Po zakończeniu tej drugiej znajomości nadal wiedziałam że kocham byłego partnera ale poczułam, że chcę być tylko z nim i poczułam moc że to się uda!. Nawiązałam z nim kontakt i doszło do spotkań oraz rozmów. Opowiedziałam mu wszystko choć nie od początku byłam szczera co do tego co się wydarzyło. pewnych rzeczy dowiedział się czytając moje rozmowy z tamtymi mężczyznami. Po tym wiedział już absolutnie wszystko. On w między czasie spotykał się z kimś z kim doszło do zbliżenia natomiast nie traktował tej znajomości poważnie.
Szczerze mu wytłumaczyłam co mną kierowało, że zrezygnowałam z naszej miłości na rzecz czegoś nowego, dlaczego się poddałam. Te przeżycia uświadomiły mi jak bardzo go kocham, jak bardzo go szanuję, jak bardzo pragnę być tylko z nim. Dały mi chęć do walki z własnymi wadami i naprawianie błędów. On przyznał, że ta sytuacja w nim wiele zmieniła, otworzyła oczy, zobrazowała błędy. Pozwoliliśmy sobie na luźne sporadyczne spotkania które trwały 1.5 miesiąca. Te spotkania odbywały się w tajemnicy przed całym światem, w domowym zaciszu, dochodziło między nami do zbliżeń. Ja po każdym kolejnym spotkaniu dostawałam skrzydeł, wiary że to wszystko się ułoży i że już z nim będę na zawsze i nic się już nie wydarzy. Ja robiłam plany, bujałam w obłokach a on mnie stopował i spadałam na ziemię. Powiedział że potrzebuje czasu by zobaczyć do czego prowadzą te spotkania. Nie był ich pewien. Przez ostatnie kilka dni przestał się odzywać, wczoraj powiedział że zbyt wiele się wydarzyło i on nie może przestać o tym myśleć, że ciągle ma w głowie to że ktoś był inny, że z niego zrezygnowałam, że nie potrafi mi już zaufać. Obawia się że jeśli wrócimy do siebie i cos przestanie się między nami układać znów odejdę i będzie ktoś inny. Powiedział że mnie kocha ale to nie wystarczy. Nie radzi sobie psychicznie z przeszłością, odtrąceniem i całym zawodem .i z tym jak postąpiłam, że nie ukrywałam tych znajomości że się nimi chwaliłam przed światem. Przyjęłam to do wiadomości nie starałam się namawiać i poczułam niemoc. Zaproponowałam mu wspólną wizytę u psychologa, nie zgodził się bo uważa że nic nie może na niego wpłynąć. Powiedział że jest już w tym wieku gdzie chce założyć rodzinę i nie pozwoli sobie na powrót do rzeki w której mało się nie utopił.Zakończył naszą znajomość definitywnie.
Proszę nie skupiać się na wcześniejszych rozstaniach i powrotach z byłym partnerem ponieważ ten problem jest już jasny i jasne są możliwości rozwiązania problemów jakie pojawiały się w związku. Wtedy ich nie widziałam teraz są dla mnie proste i możliwe do naprawienia. Bardzo proszę o poradę czy mogę zrobić coś aby odnowić tę relację i jak ją odbudować? W jaki sposób przekonać go nie będąc przy tym natarczywa i zaborcza? Czy wizyta u psychologa byłaby w stanie mu pomóc? Jestem pewna swoich zamiarów i uczucia jak nigdy przedtem. Jestem gotowa do podjęcia walki tylko nie wiem zupełnie co mam robić. Bardzo proszę o pomoc.

Kto zakonczyl wasz zwiazek, ty czy on? Chodzi mi o Wasze zwiazek przed tym rozstaniem.

3

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!

Zanim pojawili się Ci mężczyźni to ja zakończyłam związek, potem próbowałam wrócić 1.5 miesiąca się spotykaliśmy i to On zdecydował że to nic dobrego nie przyniesie i nie chce tego kontynuować. Proszę o poradę. Czy ktoś miał podobne doświadczenia którymi mógłby się podzielić?

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
miistii napisał/a:

/..../ Powiedział że jest już w tym wieku gdzie chce założyć rodzinę i nie pozwoli sobie na powrót do rzeki w której mało się nie utopił.Zakończył naszą znajomość definitywnie./.../.

Najpierw ty chcesz przejść na etap "małżeński" a on nie chce. Jest to powodem zerwania. Następnie on chce przejść na etap małżeński, ale nie z Tobą. Trochę to dziwne, że choć oboje macie dokładnie taki sam cel, nie udało się wam dogadać.

I to jest właśnie dla mnie niejasne - jeśli dwie osoby mające taki sam cel nie dogadały się, a w całym poście nie ma informacji bezpośrednio wyjaśniającej DLACZEGO to nie wiem czy da ci się odpowiedzieć. Niestety obawiam się, że przedstawiasz rzecz jednostronnie inaczej jego motywy byłyby jasne.

Innymi słowy, po krótkiej reaktywacji związku, twoj partner musiał "ODEBRAĆ" z Twojej strony jakieś negatywne zachowania, które nawarstwiały się już dawniej, podczas waszego długiego bycia razem i które z całą ostrością wróciły przy reaktywacji znajomości.

Ty natomiast nie przywiązujesz do tych zachowań ZADNEJ wagi - skoro nie poświęciłaś temu nawet jednego zdania w poście.

Jak chcesz zmienić jego decyzję w sprawie powrotu, skoro nie zdajesz sobie sprawy ze znaczenia i wagi z własnych zachowań, jak i z tego DLACZEGO go tak odrzucają? Na mój wizus ani ty go nie rozumiesz ani on ciebie. Dziwna "miłość" :-)

5

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
EXTRA_terrestrial napisał/a:
miistii napisał/a:

/..../ Powiedział że jest już w tym wieku gdzie chce założyć rodzinę i nie pozwoli sobie na powrót do rzeki w której mało się nie utopił.Zakończył naszą znajomość definitywnie./.../.

Najpierw ty chcesz przejść na etap "małżeński" a on nie chce. Jest to powodem zerwania. Następnie on chce przejść na etap małżeński, ale nie z Tobą. Trochę to dziwne, że choć oboje macie dokładnie taki sam cel, nie udało się wam dogadać.

I to jest właśnie dla mnie niejasne - jeśli dwie osoby mające taki sam cel nie dogadały się, a w całym poście nie ma informacji bezpośrednio wyjaśniającej DLACZEGO to nie wiem czy da ci się odpowiedzieć. Niestety obawiam się, że przedstawiasz rzecz jednostronnie inaczej jego motywy byłyby jasne.

Innymi słowy, po krótkiej reaktywacji związku, twoj partner musiał "ODEBRAĆ" z Twojej strony jakieś negatywne zachowania, które nawarstwiały się już dawniej, podczas waszego długiego bycia razem i które z całą ostrością wróciły przy reaktywacji znajomości.

Ty natomiast nie przywiązujesz do tych zachowań ZADNEJ wagi - skoro nie poświęciłaś temu nawet jednego zdania w poście.

Jak chcesz zmienić jego decyzję w sprawie powrotu, skoro nie zdajesz sobie sprawy ze znaczenia i wagi z własnych zachowań, jak i z tego DLACZEGO go tak odrzucają? Na mój wizus ani ty go nie rozumiesz ani on ciebie. Dziwna "miłość" :-)

To prawda drogi Forumowiczu, że dość chaotyczny ten mój opis. Zapewne masz racje że to moje czysto subiektywne spojrzenie. Uważam jednak, że nie chodzi o pozytywne lub negatywne zachowania bo takie nie miały miejsca z uwagi na to, że reaktywacji związku w zasadzie nie było. Czysto niezobowiązujące spotkania które sprowadzały się do zbliżeń fizycznych patrzenia na siebie maślanymi oczami. Nie były to częste spotkania-kilka. On w ten sposób miał sprawdzić czy jest w stanie odciąć się od tego co się wydarzyło i żyć bez tej świadomości. Stwierdził że nie potrafi. Boli go wcześniejsze odrzucenie, chęć związania z innym, twierdzi, że mi nie ufa i prawdopodobnie nikomu już nie zaufa. Nasz związek gdy trwał 3.5 roku oparty był na ogromnym zaufaniu nigdy żadne nnie dało sobie powodów do zazdrości. Powiedział że nie ma już do mnie żalu o to co zrobiłam po naszym rozstaniu, że jego już to nie boli, oswoił się z tym, ale nie potrafi o tym przestać myśleć gdy jest ze mną. Ja do końca sama tego nie rozumiem bo ja potrafię nie drążyc tego że on miał bliskie relacje z inną kobietą. To nei jest ważne ważne jest to w co wierzę że możemy zbudować. Potrafię zamknąć za sobą przeszłośc, ale każdy jest inny i nie mogę oceniać swoją miarą możliwości. Powiedział mi gdy zamykał nasz "rozdział" że uważa że jeśli będzie ze mną przyjdzie moment gdy eksploduje i przestanie mnie szanować a na to sobie nie może pozwolić. Jeśli chodzi o jego charakter jest stanowczy, opanowany, ma mnóstwo zasad które tak bardzo w nim cenię i podziwiam.

6 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-03-08 16:21:58)

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
miistii napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
miistii napisał/a:

/..../ Powiedział że jest już w tym wieku gdzie chce założyć rodzinę i nie pozwoli sobie na powrót do rzeki w której mało się nie utopił.Zakończył naszą znajomość definitywnie./.../.

Najpierw ty chcesz przejść na etap "małżeński" a on nie chce. Jest to powodem zerwania. Następnie on chce przejść na etap małżeński, ale nie z Tobą. Trochę to dziwne, że choć oboje macie dokładnie taki sam cel, nie udało się wam dogadać.

I to jest właśnie dla mnie niejasne - jeśli dwie osoby mające taki sam cel nie dogadały się, a w całym poście nie ma informacji bezpośrednio wyjaśniającej DLACZEGO to nie wiem czy da ci się odpowiedzieć. Niestety obawiam się, że przedstawiasz rzecz jednostronnie inaczej jego motywy byłyby jasne.

Innymi słowy, po krótkiej reaktywacji związku, twoj partner musiał "ODEBRAĆ" z Twojej strony jakieś negatywne zachowania, które nawarstwiały się już dawniej, podczas waszego długiego bycia razem i które z całą ostrością wróciły przy reaktywacji znajomości.

Ty natomiast nie przywiązujesz do tych zachowań ZADNEJ wagi - skoro nie poświęciłaś temu nawet jednego zdania w poście.

Jak chcesz zmienić jego decyzję w sprawie powrotu, skoro nie zdajesz sobie sprawy ze znaczenia i wagi z własnych zachowań, jak i z tego DLACZEGO go tak odrzucają? Na mój wizus ani ty go nie rozumiesz ani on ciebie. Dziwna "miłość" :-)

To prawda drogi Forumowiczu, że dość chaotyczny ten mój opis. Zapewne masz racje że to moje czysto subiektywne spojrzenie. Uważam jednak, że nie chodzi o pozytywne lub negatywne zachowania bo takie nie miały miejsca z uwagi na to, że reaktywacji związku w zasadzie nie było. Czysto niezobowiązujące spotkania które sprowadzały się do zbliżeń fizycznych patrzenia na siebie maślanymi oczami. Nie były to częste spotkania-kilka. On w ten sposób miał sprawdzić czy jest w stanie odciąć się od tego co się wydarzyło i żyć bez tej świadomości. Stwierdził że nie potrafi. Boli go wcześniejsze odrzucenie, chęć związania z innym, twierdzi, że mi nie ufa i prawdopodobnie nikomu już nie zaufa. Nasz związek gdy trwał 3.5 roku oparty był na ogromnym zaufaniu nigdy żadne nnie dało sobie powodów do zazdrości. Powiedział że nie ma już do mnie żalu o to co zrobiłam po naszym rozstaniu, że jego już to nie boli, oswoił się z tym, ale nie potrafi o tym przestać myśleć gdy jest ze mną. Ja do końca sama tego nie rozumiem bo ja potrafię nie drążyc tego że on miał bliskie relacje z inną kobietą. To nei jest ważne ważne jest to w co wierzę że możemy zbudować. Potrafię zamknąć za sobą przeszłośc, ale każdy jest inny i nie mogę oceniać swoją miarą możliwości. Powiedział mi gdy zamykał nasz "rozdział" że uważa że jeśli będzie ze mną przyjdzie moment gdy eksploduje i przestanie mnie szanować a na to sobie nie może pozwolić. Jeśli chodzi o jego charakter jest stanowczy, opanowany, ma mnóstwo zasad które tak bardzo w nim cenię i podziwiam.

Zatem on podchodzi do tego tematu jak do "zdrady w związku" a ty jak do sytuacji:

związek ->rozstanie->inny facet/ci->porażka->próba rozpoczecia nowego związku z poprzednim partnerem.

Oznacza to, że przez cały ten czas gdy ty byłaś z nim 'zerwana" ;-) on z tobą "zerwany" nie był.

Chyba udajesz, że tego nie wiedziałaś, lub udawałaś, że tego nie wiedziałaś, wchodząć w związki z seksem z innymi, gdy on jeszcze ciebie kochał. To "twoja odpowiedzialność" jeśli chcesz jego powrotu. Możesz jej uniknąć, tylko rezygnując z tego faceta. Natomiast jeśli "bierzesz go" - bierzesz wraz z jego przekonaniem o krzywdzie i poczuciem "zdrady". Bez tego "obciążenia" nie da się "go wziąć".

Jeśli tak zaproponuj , że godzisz się z jego "eksplozjami" i akceptujesz cierpienie, które to spowoduje, chcesz nim uwiarygodnić swoje zaangażowanie. Sądzę, że choć zaaplikuje ci jakąś porcję "BDSM", jeśli będziesz niewzruszona i komunikująca miłość i przywiązanie, szczerze wszystko wyjaśniając - bez obrony i ściemniania -  w końcu odpuści. Trzeba się ustawić "na masochistkę" to - chyba cena jego powrotu -  i długo w tej postawie wytrzymać, bo będzie testował Twoją wiarygodność.

To chyba jedyne wyjście jeśli chcesz właśnie jego. . Może na to pójdzie - ale nie będzie przyjemnie.

7

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
EXTRA_terrestrial napisał/a:
miistii napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Najpierw ty chcesz przejść na etap "małżeński" a on nie chce. Jest to powodem zerwania. Następnie on chce przejść na etap małżeński, ale nie z Tobą. Trochę to dziwne, że choć oboje macie dokładnie taki sam cel, nie udało się wam dogadać.

I to jest właśnie dla mnie niejasne - jeśli dwie osoby mające taki sam cel nie dogadały się, a w całym poście nie ma informacji bezpośrednio wyjaśniającej DLACZEGO to nie wiem czy da ci się odpowiedzieć. Niestety obawiam się, że przedstawiasz rzecz jednostronnie inaczej jego motywy byłyby jasne.

Innymi słowy, po krótkiej reaktywacji związku, twoj partner musiał "ODEBRAĆ" z Twojej strony jakieś negatywne zachowania, które nawarstwiały się już dawniej, podczas waszego długiego bycia razem i które z całą ostrością wróciły przy reaktywacji znajomości.

Ty natomiast nie przywiązujesz do tych zachowań ZADNEJ wagi - skoro nie poświęciłaś temu nawet jednego zdania w poście.

Jak chcesz zmienić jego decyzję w sprawie powrotu, skoro nie zdajesz sobie sprawy ze znaczenia i wagi z własnych zachowań, jak i z tego DLACZEGO go tak odrzucają? Na mój wizus ani ty go nie rozumiesz ani on ciebie. Dziwna "miłość" :-)

To prawda drogi Forumowiczu, że dość chaotyczny ten mój opis. Zapewne masz racje że to moje czysto subiektywne spojrzenie. Uważam jednak, że nie chodzi o pozytywne lub negatywne zachowania bo takie nie miały miejsca z uwagi na to, że reaktywacji związku w zasadzie nie było. Czysto niezobowiązujące spotkania które sprowadzały się do zbliżeń fizycznych patrzenia na siebie maślanymi oczami. Nie były to częste spotkania-kilka. On w ten sposób miał sprawdzić czy jest w stanie odciąć się od tego co się wydarzyło i żyć bez tej świadomości. Stwierdził że nie potrafi. Boli go wcześniejsze odrzucenie, chęć związania z innym, twierdzi, że mi nie ufa i prawdopodobnie nikomu już nie zaufa. Nasz związek gdy trwał 3.5 roku oparty był na ogromnym zaufaniu nigdy żadne nnie dało sobie powodów do zazdrości. Powiedział że nie ma już do mnie żalu o to co zrobiłam po naszym rozstaniu, że jego już to nie boli, oswoił się z tym, ale nie potrafi o tym przestać myśleć gdy jest ze mną. Ja do końca sama tego nie rozumiem bo ja potrafię nie drążyc tego że on miał bliskie relacje z inną kobietą. To nei jest ważne ważne jest to w co wierzę że możemy zbudować. Potrafię zamknąć za sobą przeszłośc, ale każdy jest inny i nie mogę oceniać swoją miarą możliwości. Powiedział mi gdy zamykał nasz "rozdział" że uważa że jeśli będzie ze mną przyjdzie moment gdy eksploduje i przestanie mnie szanować a na to sobie nie może pozwolić. Jeśli chodzi o jego charakter jest stanowczy, opanowany, ma mnóstwo zasad które tak bardzo w nim cenię i podziwiam.

Zatem on podchodzi do tego tematu jak do "zdrady w związku" a ty jak do sytuacji:

związek ->rozstanie->inny facet/ci->porażka->próba rozpoczecia nowego związku z poprzednim partnerem.

Oznacza to, że przez cały ten czas gdy ty byłaś z nim 'zerwana" ;-) on z tobą "zerwany" nie był.

Chyba udajesz, że tego nie wiedziałaś, lub udawałaś, że tego nie wiedziałaś, wchodząć w związki z seksem z innymi, gdy on jeszcze ciebie kochał. To "twoja odpowiedzialność" jeśli chcesz jego powrotu. Możesz jej uniknąć, tylko rezygnując z tego faceta. Natomiast jeśli "bierzesz go" - bierzesz wraz z jego przekonaniem o krzywdzie i poczuciem "zdrady". Bez tego "obciążenia" nie da się "go wziąć".

Jeśli tak zaproponuj , że godzisz się z jego "eksplozjami" i akceptujesz cierpienie, które to spowoduje, chcesz nim uwiarygodnić swoje zaangażowanie. Sądzę, że choć zaaplikuje ci jakąś porcję "BDSM", jeśli będziesz niewzruszona i komunikująca miłość i przywiązanie, szczerze wszystko wyjaśniając - bez obrony i ściemniania -  w końcu odpuści. Trzeba się ustawić "na masochistkę" to - chyba cena jego powrotu -  i długo w tej postawie wytrzymać, bo będzie testował Twoją wiarygodność.

To chyba jedyne wyjście jeśli chcesz właśnie jego. . Może na to pójdzie - ale nie będzie przyjemnie.

Jest dokładnie tak jak napisałeś. On uważa to mimo wszytsko jako zdradę. Jestem uczuciową osobą i nie dam sobie rady z brakiem szacunku i ewentualnym poniżaniem. Mam w sobie wiarę że można ttego uniknąć, że czas zadziała na korzyść, że zdystansuje i pozwoli na nowy rozdział zamykając jednocześnie stary. Niczego bardziej nie załuję niż swoich decyzji! Serce mi pęka że tak go zraniłam, zasłużyłam sobie na to odtrącenie przykro mi tylko że nie mam szansy aby to wszystko wynagrodzić...z nawiązką. wskoczyłabym za nim w ogień, dlaczego niektórzy są tak głupi że do takich wniosków dochodzą gdy dotyka trauma.

Chciałabym doradzić się w kwestii ewentualnych kontaktów. Osobiście czuję aby dac mu kilka miesięcy a później spróbować się z nim spotkać. Być może on w tym czasie też będzie sprawdzał czy się już może kimś znowu pocieszyłam...Będę teraz sama będę nad sobą pracować i czekać na niego. Jeśli ktoś w jego życiu się pojawi a jeśli on wciąż mnie kocha poczuje to co ja czułam będąc z innym. Pogodzę się ze wszystkim co wydarzy się w jego życiu kiedy mnie w nim nie ma.

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
miistii napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
miistii napisał/a:

To prawda drogi Forumowiczu, że dość chaotyczny ten mój opis. Zapewne masz racje że to moje czysto subiektywne spojrzenie. Uważam jednak, że nie chodzi o pozytywne lub negatywne zachowania bo takie nie miały miejsca z uwagi na to, że reaktywacji związku w zasadzie nie było. Czysto niezobowiązujące spotkania które sprowadzały się do zbliżeń fizycznych patrzenia na siebie maślanymi oczami. Nie były to częste spotkania-kilka. On w ten sposób miał sprawdzić czy jest w stanie odciąć się od tego co się wydarzyło i żyć bez tej świadomości. Stwierdził że nie potrafi. Boli go wcześniejsze odrzucenie, chęć związania z innym, twierdzi, że mi nie ufa i prawdopodobnie nikomu już nie zaufa. Nasz związek gdy trwał 3.5 roku oparty był na ogromnym zaufaniu nigdy żadne nnie dało sobie powodów do zazdrości. Powiedział że nie ma już do mnie żalu o to co zrobiłam po naszym rozstaniu, że jego już to nie boli, oswoił się z tym, ale nie potrafi o tym przestać myśleć gdy jest ze mną. Ja do końca sama tego nie rozumiem bo ja potrafię nie drążyc tego że on miał bliskie relacje z inną kobietą. To nei jest ważne ważne jest to w co wierzę że możemy zbudować. Potrafię zamknąć za sobą przeszłośc, ale każdy jest inny i nie mogę oceniać swoją miarą możliwości. Powiedział mi gdy zamykał nasz "rozdział" że uważa że jeśli będzie ze mną przyjdzie moment gdy eksploduje i przestanie mnie szanować a na to sobie nie może pozwolić. Jeśli chodzi o jego charakter jest stanowczy, opanowany, ma mnóstwo zasad które tak bardzo w nim cenię i podziwiam.

Zatem on podchodzi do tego tematu jak do "zdrady w związku" a ty jak do sytuacji:

związek ->rozstanie->inny facet/ci->porażka->próba rozpoczecia nowego związku z poprzednim partnerem.

Oznacza to, że przez cały ten czas gdy ty byłaś z nim 'zerwana" ;-) on z tobą "zerwany" nie był.

Chyba udajesz, że tego nie wiedziałaś, lub udawałaś, że tego nie wiedziałaś, wchodząć w związki z seksem z innymi, gdy on jeszcze ciebie kochał. To "twoja odpowiedzialność" jeśli chcesz jego powrotu. Możesz jej uniknąć, tylko rezygnując z tego faceta. Natomiast jeśli "bierzesz go" - bierzesz wraz z jego przekonaniem o krzywdzie i poczuciem "zdrady". Bez tego "obciążenia" nie da się "go wziąć".

Jeśli tak zaproponuj , że godzisz się z jego "eksplozjami" i akceptujesz cierpienie, które to spowoduje, chcesz nim uwiarygodnić swoje zaangażowanie. Sądzę, że choć zaaplikuje ci jakąś porcję "BDSM", jeśli będziesz niewzruszona i komunikująca miłość i przywiązanie, szczerze wszystko wyjaśniając - bez obrony i ściemniania -  w końcu odpuści. Trzeba się ustawić "na masochistkę" to - chyba cena jego powrotu -  i długo w tej postawie wytrzymać, bo będzie testował Twoją wiarygodność.

To chyba jedyne wyjście jeśli chcesz właśnie jego. . Może na to pójdzie - ale nie będzie przyjemnie.

Jest dokładnie tak jak napisałeś. On uważa to mimo wszytsko jako zdradę. Jestem uczuciową osobą i nie dam sobie rady z brakiem szacunku i ewentualnym poniżaniem. Mam w sobie wiarę że można ttego uniknąć, że czas zadziała na korzyść, że zdystansuje i pozwoli na nowy rozdział zamykając jednocześnie stary. Niczego bardziej nie załuję niż swoich decyzji! Serce mi pęka że tak go zraniłam, zasłużyłam sobie na to odtrącenie przykro mi tylko że nie mam szansy aby to wszystko wynagrodzić...z nawiązką. wskoczyłabym za nim w ogień, dlaczego niektórzy są tak głupi że do takich wniosków dochodzą gdy dotyka trauma.

Chciałabym doradzić się w kwestii ewentualnych kontaktów. Osobiście czuję aby dac mu kilka miesięcy a później spróbować się z nim spotkać. Być może on w tym czasie też będzie sprawdzał czy się już może kimś znowu pocieszyłam...Będę teraz sama będę nad sobą pracować i czekać na niego. Jeśli ktoś w jego życiu się pojawi a jeśli on wciąż mnie kocha poczuje to co ja czułam będąc z innym. Pogodzę się ze wszystkim co wydarzy się w jego życiu kiedy mnie w nim nie ma.

Wydaje mi się niestety, że to trzeba załatwić albo teraz albo nigdy. I NIESTETY nie unikniesz przepracowania tego co zrobiłaś, jeśli ma być to z nim. A to musi boleć.
Jego niechęć wiąże się też z faktem, że wymuszałaś zmianę w związku grożąc zdradą, i kiedy odpuścił i chcał coś zmienić nie dałaś szansy naprawy i poszłaś w tango. To "zabójcze " dla związku.
Byłoby fajnie gdyby nie trzeba było odpowiadać za swoje czyny, albo dało się je jednynie inaczej "NAZWAĆ" aby uciec od faktów. Ale to fikcja.

On jest silny skoro umie zerwać, zatem poradzi sobie sam zarówną z tą sytuacją jak i znalezieniem kogoś nowego. Moim zdaniem, Twoje szanse z czasem maleją a nie rozsną.

Weź odpowiedzialność, pogódź się z konsekwencjami, może wtedy JAKOŚ da radę wrócić.

9

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
EXTRA_terrestrial napisał/a:
miistii napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Zatem on podchodzi do tego tematu jak do "zdrady w związku" a ty jak do sytuacji:

związek ->rozstanie->inny facet/ci->porażka->próba rozpoczecia nowego związku z poprzednim partnerem.

Oznacza to, że przez cały ten czas gdy ty byłaś z nim 'zerwana" ;-) on z tobą "zerwany" nie był.

Chyba udajesz, że tego nie wiedziałaś, lub udawałaś, że tego nie wiedziałaś, wchodząć w związki z seksem z innymi, gdy on jeszcze ciebie kochał. To "twoja odpowiedzialność" jeśli chcesz jego powrotu. Możesz jej uniknąć, tylko rezygnując z tego faceta. Natomiast jeśli "bierzesz go" - bierzesz wraz z jego przekonaniem o krzywdzie i poczuciem "zdrady". Bez tego "obciążenia" nie da się "go wziąć".

Jeśli tak zaproponuj , że godzisz się z jego "eksplozjami" i akceptujesz cierpienie, które to spowoduje, chcesz nim uwiarygodnić swoje zaangażowanie. Sądzę, że choć zaaplikuje ci jakąś porcję "BDSM", jeśli będziesz niewzruszona i komunikująca miłość i przywiązanie, szczerze wszystko wyjaśniając - bez obrony i ściemniania -  w końcu odpuści. Trzeba się ustawić "na masochistkę" to - chyba cena jego powrotu -  i długo w tej postawie wytrzymać, bo będzie testował Twoją wiarygodność.

To chyba jedyne wyjście jeśli chcesz właśnie jego. . Może na to pójdzie - ale nie będzie przyjemnie.

Jest dokładnie tak jak napisałeś. On uważa to mimo wszytsko jako zdradę. Jestem uczuciową osobą i nie dam sobie rady z brakiem szacunku i ewentualnym poniżaniem. Mam w sobie wiarę że można ttego uniknąć, że czas zadziała na korzyść, że zdystansuje i pozwoli na nowy rozdział zamykając jednocześnie stary. Niczego bardziej nie załuję niż swoich decyzji! Serce mi pęka że tak go zraniłam, zasłużyłam sobie na to odtrącenie przykro mi tylko że nie mam szansy aby to wszystko wynagrodzić...z nawiązką. wskoczyłabym za nim w ogień, dlaczego niektórzy są tak głupi że do takich wniosków dochodzą gdy dotyka trauma.

Chciałabym doradzić się w kwestii ewentualnych kontaktów. Osobiście czuję aby dac mu kilka miesięcy a później spróbować się z nim spotkać. Być może on w tym czasie też będzie sprawdzał czy się już może kimś znowu pocieszyłam...Będę teraz sama będę nad sobą pracować i czekać na niego. Jeśli ktoś w jego życiu się pojawi a jeśli on wciąż mnie kocha poczuje to co ja czułam będąc z innym. Pogodzę się ze wszystkim co wydarzy się w jego życiu kiedy mnie w nim nie ma.

Wydaje mi się niestety, że to trzeba załatwić albo teraz albo nigdy. I NIESTETY nie unikniesz przepracowania tego co zrobiłaś, jeśli ma być to z nim. A to musi boleć.
Jego niechęć wiąże się też z faktem, że wymuszałaś zmianę w związku grożąc zdradą, i kiedy odpuścił i chcał coś zmienić nie dałaś szansy naprawy i poszłaś w tango. To "zabójcze " dla związku.
Byłoby fajnie gdyby nie trzeba było odpowiadać za swoje czyny, albo dało się je jednynie inaczej "NAZWAĆ" aby uciec od faktów. Ale to fikcja.

On jest silny skoro umie zerwać, zatem poradzi sobie sam zarówną z tą sytuacją jak i znalezieniem kogoś nowego. Moim zdaniem, Twoje szanse z czasem maleją a nie rozsną.

Weź odpowiedzialność, pogódź się z konsekwencjami, może wtedy JAKOŚ da radę wrócić.

Drogi Forumowiczu, być może i udźwignęłabym konsekwencje ale to nie jest tak że ja mam wybór. On mi go nie dał. Odszedł. Znam go i prosząc go nie wzbudzę w nim litości wręcz przeciwnie. Wzbudzę niechęć. Wiem że on nikogo teraz nie ma być może pojawi się ktoś bardzo szybko bo facet jest naprawdę konkretny i ciekawy, natomiast nie wierzę aby jego zaangażowanie było na tyle silne aby coś mocnego zbudować jeśli kocha mnie, A wiem że mnie kocha bazwarunkowo i nie mogę tego przeżyć że doprowadziłam go do takiego stanu kiedy świadomie rezygnuje z takiego uczucia.Że wzbudziłam w nim te wszystkie negatywne emocje i zadałam ból, zawiodłam. Po zakończeniu ostatniej znajomości minelo kilka dni gdy zaczęłam się z nim spotykać. To dla niego pewnie też było zbyt szybko. Łudzę się że on chce mi dac czas aby sprawdzić czy potrafię być sama ze sobą czekać na niego nie robiąc żadnych głupot, wyciszyć, przemyśleć. Czy to jest w ogóle możliwe z punktu widzenia faceta? Wiem,,,,Każdy jest inny trudno powiedzieć co w czyjejś głowie siedzi. To rozstanie dużo dało bo otworzyło oczy na błędny i moje i jego do czego się przyznał. Jest sposób na ich rozwiązanie i jest on bardzo prosty, wykonalny! Tylko jak on towiedział "jeśli jedno chce a drugie nie jest pewne czy chce to nic z tego nie będzie. Kocham Cię ale co z tego?" Ciąży na mnie odpowiedzialnośc że zniszczyłam najbardziej wartościową osobe jaka pojawiła się w moim życiu. Zniszczyłam jej poglądy i wiarę w wartości.

10 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-03-08 19:00:06)

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
miistii napisał/a:

/.../
Drogi Forumowiczu, być może i udźwignęłabym konsekwencje ale to nie jest tak że ja mam wybór. On mi go nie dał. Odszedł. Znam go i prosząc go nie wzbudzę w nim litości wręcz przeciwnie. Wzbudzę niechęć. Wiem że on nikogo teraz nie ma być może pojawi się ktoś bardzo szybko bo facet jest naprawdę konkretny i ciekawy, natomiast nie wierzę aby jego zaangażowanie było na tyle silne aby coś mocnego zbudować jeśli kocha mnie, A wiem że mnie kocha bazwarunkowo i nie mogę tego przeżyć że doprowadziłam go do takiego stanu kiedy świadomie rezygnuje z takiego uczucia.Że wzbudziłam w nim te wszystkie negatywne emocje i zadałam ból, zawiodłam. Po zakończeniu ostatniej znajomości minelo kilka dni gdy zaczęłam się z nim spotykać. To dla niego pewnie też było zbyt szybko. Łudzę się że on chce mi dac czas aby sprawdzić czy potrafię być sama ze sobą czekać na niego nie robiąc żadnych głupot, wyciszyć, przemyśleć. Czy to jest w ogóle możliwe z punktu widzenia faceta? Wiem,,,,Każdy jest inny trudno powiedzieć co w czyjejś głowie siedzi. To rozstanie dużo dało bo otworzyło oczy na błędny i moje i jego do czego się przyznał. Jest sposób na ich rozwiązanie i jest on bardzo prosty, wykonalny! Tylko jak on towiedział "jeśli jedno chce a drugie nie jest pewne czy chce to nic z tego nie będzie. Kocham Cię ale co z tego?" Ciąży na mnie odpowiedzialnośc że zniszczyłam najbardziej wartościową osobe jaka pojawiła się w moim życiu. Zniszczyłam jej poglądy i wiarę w wartości.

To co jest wspólne dla większości facetów to fakt, że lubią jasne stawianie sprawy. Napisz mu to co byłaś w stanie napisać tutaj, zaakceptuj jego prawo do odreagowania, weź odpowiedzialność zasygnalizuj, że czekasz. Bez terminu - bo go nie znasz - nie wiesz ile możesz czekać.
Macie wspólny cel - na tym etapie chcecie założyć rodzinę. To jedyna szansa.

Kombinacje że "z czasem" będzie mógł zaakceptować wizję tego co się stało jako "nowy związek" to próba uwiarygadniania fikcji, którą chciałaś mu wmówić ignorując jego uczucia w tej sprawie. Nikt nie wejdzie do tej samej rzeki dobrze znanych mu kombinacji w których gra się uczuciami. W których próbę wymuszenia czegoś siłą nazywa się inaczej ("stary związek"->nowy związek" itp.). Kombinacje należy zastąpić NA PNIU jasnością przekazu i uczciwością. Ale chcesz nadal byś "sprytniejsza". Nie wiem czy pisząc coś do niego potrafiłabyś z tego zrezygnować. Ale nie znam innej metody poza pełną uczciwością w sytuacjach konfliktowych - gdy w gre wchodzą uczucia. Inne metody można stosować "w interesach" czy w jakiś negocjacjach handlowych ale i tam nie zawsze się opłacją.

I jeszcze jedno. Przecież może się okazać, że "tak miało być" - że ty i on znajdziecie osoby bardziej odpowiednie, że w istocie się dla siebie nie nadawaliście.

11

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
EXTRA_terrestrial napisał/a:
miistii napisał/a:

/.../
Drogi Forumowiczu, być może i udźwignęłabym konsekwencje ale to nie jest tak że ja mam wybór. On mi go nie dał. Odszedł. Znam go i prosząc go nie wzbudzę w nim litości wręcz przeciwnie. Wzbudzę niechęć. Wiem że on nikogo teraz nie ma być może pojawi się ktoś bardzo szybko bo facet jest naprawdę konkretny i ciekawy, natomiast nie wierzę aby jego zaangażowanie było na tyle silne aby coś mocnego zbudować jeśli kocha mnie, A wiem że mnie kocha bazwarunkowo i nie mogę tego przeżyć że doprowadziłam go do takiego stanu kiedy świadomie rezygnuje z takiego uczucia.Że wzbudziłam w nim te wszystkie negatywne emocje i zadałam ból, zawiodłam. Po zakończeniu ostatniej znajomości minelo kilka dni gdy zaczęłam się z nim spotykać. To dla niego pewnie też było zbyt szybko. Łudzę się że on chce mi dac czas aby sprawdzić czy potrafię być sama ze sobą czekać na niego nie robiąc żadnych głupot, wyciszyć, przemyśleć. Czy to jest w ogóle możliwe z punktu widzenia faceta? Wiem,,,,Każdy jest inny trudno powiedzieć co w czyjejś głowie siedzi. To rozstanie dużo dało bo otworzyło oczy na błędny i moje i jego do czego się przyznał. Jest sposób na ich rozwiązanie i jest on bardzo prosty, wykonalny! Tylko jak on towiedział "jeśli jedno chce a drugie nie jest pewne czy chce to nic z tego nie będzie. Kocham Cię ale co z tego?" Ciąży na mnie odpowiedzialnośc że zniszczyłam najbardziej wartościową osobe jaka pojawiła się w moim życiu. Zniszczyłam jej poglądy i wiarę w wartości.

To co jest wspólne dla większości facetów to fakt, że lubią jasne stawianie sprawy. Napisz mu to co byłaś w stanie napisać tutaj, zaakceptuj jego prawo do odreagowania, weź odpowiedzialność zasygnalizuj, że czekasz. Bez terminu - bo go nie znasz - nie wiesz ile możesz czekać.
Macie wspólny cel - na tym etapie chcecie założyć rodzinę. To jedyna szansa.

Kombinacje że "z czasem" będzie mógł zaakceptować wizję tego co się stało jako "nowy związek" to próba uwiarygadniania fikcji, którą chciałaś mu wmówić ignorując jego uczucia w tej sprawie. Nikt nie wejdzie do tej samej rzeki dobrze znanych mu kombinacji w których gra się uczuciami. W których próbę wymuszenia czegoś siłą nazywa się inaczej ("stary związek"->nowy związek" itp.). Kombinacje należy zastąpić NA PNIU jasnością przekazu i uczciwością. Ale chcesz nadal byś "sprytniejsza". Nie wiem czy pisząc coś do niego potrafiłabyś z tego zrezygnować. Ale nie znam innej metody poza pełną uczciwością w sytuacjach konfliktowych - gdy w gre wchodzą uczucia. Inne metody można stosować "w interesach" czy w jakiś negocjacjach handlowych ale i tam nie zawsze się opłacją.

I jeszcze jedno. Przecież może się okazać, że "tak miało być" - że ty i on znajdziecie osoby bardziej odpowiednie, że w istocie się dla siebie nie nadawaliście.

Czy mogłbyś wyrazić swoją opinię na temat wiadomości jaką JUŻ mu wysłałam? Zmobilizowałeś mnie do tego smile
Zacznę od tego, że nie jest to wiadomość pożegnalna. Zrozum to, że pozwalam sobie na nią tak samo jak i ty sobie pozwoliłeś 28.08.2014. Proszę abyś ją przeczytał, powrócił do niej za jakiś czas, nie oczekuję odpowiedzi

Wczorajszy dzień nie był dla mnie szokiem bo byłam na to przygotowana. Szukając z Tobą kontaktu brałam pod uwagę odrzucenie i że tak może to się skończyć. Szczerze mówiąc to i tak zaskoczyłeś mnie tym, że tak daleko się posunęliśmy, nie łudziłam się, że do tego dojdzie.

Starałam się Tobie jak najbardziej obrazowo wytłumaczyć co mną kierowało w lipcu 2014 kiedy się poddałam, gdy zrezygnowałam i zaryzykowałam nową znajomością. Ale powtórzę to jeszcze raz. Nasz związek od dłuższego czasu się cofał, panowały w nim złe emocje, brak zrozumienia, brak chęci podjęcia wysiłku, puste gadanie zero robienia. Starałeś się na mnie wpłynąć swoim zachowaniem a to działało odwrotnie. To samo tyczyło się mnie. Jarek gdy wracam myślami do naszych problemów, nie wierzę, że nie mogliśmy sobie z nimi poradzić. Nie wierzę, że do takiej rangi je wyolbrzymialiśmy często z igły były widły. Ty byłeś stanowczy i surowy a ja stłamszona uciekałam. Były rozstania i powroty, ale tak naprawdę prócz bezzasadnych deklaracji podjęcia prób nic się nie zmieniało, żadne z nas nie podejmowało kroków, a jeśli już takowe były działały zupełnie inaczej niż miały zadziałać. Czuję ogromny żal za to co kiedyś tak niezrozumiałe teraz wydaje się być tak błahe. Jeden niedosyt nakręcał spiralę niechcianych wydarzeń co wpływało na nas oboje i mijaliśmy się w swoich działaniach krzywdząc się tym. Były momenty że myślałam, że Ty mnie nie kochasz bo nie wierzyłam, że można być w stosunku do partnera tak surowym i zdystansowanym, nasz związek przecież nie był patologiczny dlatego nie mogłam tego zrozumieć. Dziś to rozumiem. Od jakiegoś czasu już to rozumiem. Oboje jesteśmy winni że doprowadziliśmy do tego miejsca w którym to się skończyło. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mogę sobie wybaczyć że tak nawaliłam. Zmarnowałam tyle czasu w zamian czego dostałam smutek, samotność i odrzucenie. Gdybym była mądrzejsza do dziś cieszyłabym się obecnością ukochanego faceta który traktuje mnie tak jak tego oczekuję.

Czuję też żal do siebie o to , że Cię  odrzuciłam. Ale nie dla samego zakończenia związku bo szczerze uważam że to musiało się wtedy stać, mimo szczerych uczuć dalej tkwilibyśmy na tym samym etapie jak wcześniej. Żałuję tego co się stało po tym. Mogłam przeczekać, być sama ze sobą, zając się sobą to ja sobie za cel postawiłam znaleźć potencjalnego męża który zrobi mi szybko dziecko. Jarek ja wtedy zwariowałam. Ja nie myślałam wtedy logicznie ja byłam tak skoncentrowana na tym czego chcę że chyba nawet nie zdawałam sobie sprawy czego ja oczekuję od tej nowej osoby, ja chciałam tylko aby się pojawiła i aby wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Nie było moją intencją to aby Ciebie ranić, chciałam za sobą spalić most aby mieć pewność że nie będzie powrotu. Tak bardzo skupiłam się na tym jak czułam się zraniona że wtedy myślałam że nigdy Ci nie wybaczę, że jesteś potworem. Było mi obojętne co czujesz, chciałam abyś zniknął z mojej głowy, serca a przede wszystkim życia. Ale chciałam Ci tez udowodnić, że ktoś potrafi do mnie coś poczuć, że potrafię być dla kogoś ważna i wyjątkowa, bo wtedy przy Tobie czułam się jak prześcieradło, moja samoocena spadła do zera. Wtedy skupiłam całą winę  na Tobie dlatego tak łatwo przyszło mi otworzyć się na coś nowego.

Chwilowy kontakt jaki się między nami nawiązał między jednym a drugim naprawdę nie miał na celu żadnego powrotu. Tęskniłam za Toba fizycznie i emocjonalnie, ale nadal obarczałam Ciebie całą winą. Wiedziałam, że nadal Cię kocham, ale że nie mogę z Tobą być. Nie byłam tez pewna czy to kwestia tego, że Maciek mnie niczym nie urzekł i postanowiłam poszukać kolejnego faceta z nadzieją że tak mnie urzeknie, że znikniesz z moich myśli, że przestane każdego faceta porównywać do Ciebie ale schemat się powtórzył w 100%. To były zupełnie dwie różne od siebie osoby ale schemat ten sam.

Wtedy wiedziałam już że nigdy więcej nie chcę próbować, nie chcę poznawać innych facetów chce tylko Ciebie! Liczyłam się z tym, że mnie wyśmiejesz a może nawet i mną pogardzisz ale postanowiłam zaryzykować kontakt po raz kolejny. Trochę mi to ułatwiłeś otwierając się przy pierwszej rozmowie, byłeś wtedy taki wyrozumiały, nie bałam się odpowiadać na Twoje pytania, z resztą nawet nie musiałam tego robić, przecież sam znałeś odpowiedź. Gdy mnie pocałowałeś po raz pierwszy gdy leżeliśmy u Ciebie, wtedy czułam jakbyś pocałował mnie pierwszy raz w życiu. Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, nie liczyłam na to a tym bardziej na Twoje uściski i bliskość. Tego dnia po imprezie gdy byłeś jeszcze wstawiony....to był jeden z najpiękniejszych dni jakie z Tobą przeżyłam. Nie pamiętam abym kiedyś czuła się tak przez Ciebie kochana. Pewnie nie wszystko tak odbierasz, może i nawet nie pamiętasz, ale tuliłeś mnie jakbym była Twoim dzieckiem, patrzyłeś na mnie jak na diament i mówiłeś, że jestem tylko Twoja i nigdy mnie już nie oddasz. Nigdy nie zapomnę tego dnia i bardzo Ci za niego dziękuję. Mimo że cały dzień w domu-był piękny. Dziękuję też że sprawiłeś że poczułam się tak piękna i wyjątkowa.

Kocham Cię jak nigdy wcześniej, od kilku miesięcy moje uczucia do Ciebie się nasiliły dwukrotnie choć nie myślałam że można kogoś kochać  jeszcze mocniej kiedy się już go kocha-po prostu. Jeszcze raz powtórzę, że nie żałuję tego rozstania bo ono doprowadziło mnie tu gdzie jestem, jedynie moje postępowanie doprowadziło Ciebie tam gdzie Ty jesteś. Będę tego żałować do końca życia i nigdy sobie tego nie wybaczę, ale może dlatego, że to ja jestem prowodyrem tych decyzji potrafię wyprzeć ze swojej świadomości to co się stało. Nie wracam wspomnieniami, mam wrażenie że ich nawet nie mam bo tak bardzo chce ich nie mieć. W moim życiu jak i w Twoim doszło do zbliżeń ale to tylko fizyczność która bez uczucia nic nie znaczy. Jesteśmy w takim wieku i żyjemy w takich czasach, że to już normalne, że ludzie sypiają ze sobą bez większych zobowiązań. Może kiedyś spojrzysz na to inaczej niż na zdradę.

Chcę abyś korzystał z życia, jeśli masz potrzebę obcował z innymi dziewczynami, ja to wszystko przeżyję cokolwiek się wydarzy. Wiem, że jeśli mnie kochasz i nie przestaniesz kochać pewnego dnia dojdziesz do miejsca w którym ja jestem teraz. Nie podnoszę jeszcze białej flagi, zrobię to dopiero kiedy ułożysz sobie życie, chcę abyś mi powiedział że poznałeś kogoś kogo kochasz równie mocno lub mocniej jak kochałeś mnie kiedyś. dopiero wtedy się poddam i stracę wszelką nadzieję. Do tego czasu będę na Ciebie czekać. Cokolwiek przez ten czas będzie się działo w Twoim życiu nie wpłynie na moją rezygnację. Będę na Ciebie czekać Jarek, a w międzyczasie moją porażkę zamienię w sukces. Zamiast się łamać ja jestem pełna euforii chęci walki i pracy nad samym sobą. Wiem ile taka zmiana wniosłaby w nasze życie. Wspólne życie. W moje samopoczucie. Od dawna to wiem, ale moja próżność i lenistwo skutecznie mnie od tego powstrzymywały. Teraz mam ogromny bodziec.

Mamy do załatwienia między sobą dwa tematy i będzie do tego konieczne spotkanie, co bardzo mnie cieszy, że nie wymagają one pilnego spotkania i mogą poczekać, natomiast wymagają tego spotkania. I obiecuję Ci że tego dnia stanie przed Tobą taka kobieta jaką JA chcę być i jaką TY kiedyś (może nadal) chciałbyś abym była. Zaplanowałam sobie najbliższy czas na samorozwój nie tylko fizyczny ale tez duchowy i umysłowy. Nie będę miała czasu na płacze i użalanie się nad sobą. Co z tego że za parę dni stuknie mi 30stka. Co za różnica czy moje życie wejdzie w kolejny etap gdy jestem przed czy po 30stce. to już nie ma znaczenia. Ja określiłam sobie dwa priorytety-to jak ja się czuję sama ze sobą i to co mogę zrobić abyś Ty się przy mnie czuł wspaniale.

Liczę się z tym, że czas wpłynie na niekorzyść, że zamiast tęsknoty pojawi się zobojętnienie. Ty już swoje przeszedłeś ja pewne rzeczy będę przechodzić dopiero teraz, ale jeśli pomimo tylu rzeczy jakie wspólnie przeszliśmy, po tym jak Ciebie skrzywdziłam wciąż mnie kochasz, to czuję że WARTO! Być może nadal nie będziesz chciał spróbować, być może przestaniesz kochać, być może będziesz już kochał inną, nieważne. Liczy się teraz i czas jaki ja wykorzystam.

W moich oczach jesteś najcudowniejszym mężczyzną na świecie, podziwiam Cię za wszystko co robisz i chcę być dla Ciebie wsparciem, podporą. Wiem, że potrafisz się czuć przy mnie dobrze, że lubisz się otwierać wygadać ale też i wysłuchać. To co między nami było i to co może być daje mi siłę, uskrzydla.

To co się stało jest dla mnie jasne, że nigdy się to nie powtórzy i dałabym sobie już dziś obciąć ręce i nogi! Nadejdzie dzień w którym ta przeszłość przestanie istnieć, przestanie mieć znaczenie a tym bardziej wpływ na przyszłość. Nie każdy zawodzi, ale jeśli tak już się stanie warto zaryzykować i dać szansę naprawienia popełnionego błędu. Ilu ludzi na świecie tyle historii.

Jestem w stanie znieść więcej niż mi się wydaje. Czuję że miłość jest ta sama tylko czas niewłaściwy. jestem przygotowana na wszystko co się wydarzy, ale ja się jeszcze nie poddałam Jarek.  Nie powinnam Cię o tym uprzedzać, wiem. Ale bardzo chce abyś o tym wiedział.
Taka miłość zdarza się tylko raz , i będę mieć nadzieję że jej nie stracę, tak długo jak będziesz mnie kochał.
Do zobaczenia.

12

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
miistii napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
miistii napisał/a:

/.../
Drogi Forumowiczu, być może i udźwignęłabym konsekwencje ale to nie jest tak że ja mam wybór. On mi go nie dał. Odszedł. Znam go i prosząc go nie wzbudzę w nim litości wręcz przeciwnie. Wzbudzę niechęć. Wiem że on nikogo teraz nie ma być może pojawi się ktoś bardzo szybko bo facet jest naprawdę konkretny i ciekawy, natomiast nie wierzę aby jego zaangażowanie było na tyle silne aby coś mocnego zbudować jeśli kocha mnie, A wiem że mnie kocha bazwarunkowo i nie mogę tego przeżyć że doprowadziłam go do takiego stanu kiedy świadomie rezygnuje z takiego uczucia.Że wzbudziłam w nim te wszystkie negatywne emocje i zadałam ból, zawiodłam. Po zakończeniu ostatniej znajomości minelo kilka dni gdy zaczęłam się z nim spotykać. To dla niego pewnie też było zbyt szybko. Łudzę się że on chce mi dac czas aby sprawdzić czy potrafię być sama ze sobą czekać na niego nie robiąc żadnych głupot, wyciszyć, przemyśleć. Czy to jest w ogóle możliwe z punktu widzenia faceta? Wiem,,,,Każdy jest inny trudno powiedzieć co w czyjejś głowie siedzi. To rozstanie dużo dało bo otworzyło oczy na błędny i moje i jego do czego się przyznał. Jest sposób na ich rozwiązanie i jest on bardzo prosty, wykonalny! Tylko jak on towiedział "jeśli jedno chce a drugie nie jest pewne czy chce to nic z tego nie będzie. Kocham Cię ale co z tego?" Ciąży na mnie odpowiedzialnośc że zniszczyłam najbardziej wartościową osobe jaka pojawiła się w moim życiu. Zniszczyłam jej poglądy i wiarę w wartości.

To co jest wspólne dla większości facetów to fakt, że lubią jasne stawianie sprawy. Napisz mu to co byłaś w stanie napisać tutaj, zaakceptuj jego prawo do odreagowania, weź odpowiedzialność zasygnalizuj, że czekasz. Bez terminu - bo go nie znasz - nie wiesz ile możesz czekać.
Macie wspólny cel - na tym etapie chcecie założyć rodzinę. To jedyna szansa.

Kombinacje że "z czasem" będzie mógł zaakceptować wizję tego co się stało jako "nowy związek" to próba uwiarygadniania fikcji, którą chciałaś mu wmówić ignorując jego uczucia w tej sprawie. Nikt nie wejdzie do tej samej rzeki dobrze znanych mu kombinacji w których gra się uczuciami. W których próbę wymuszenia czegoś siłą nazywa się inaczej ("stary związek"->nowy związek" itp.). Kombinacje należy zastąpić NA PNIU jasnością przekazu i uczciwością. Ale chcesz nadal byś "sprytniejsza". Nie wiem czy pisząc coś do niego potrafiłabyś z tego zrezygnować. Ale nie znam innej metody poza pełną uczciwością w sytuacjach konfliktowych - gdy w gre wchodzą uczucia. Inne metody można stosować "w interesach" czy w jakiś negocjacjach handlowych ale i tam nie zawsze się opłacją.

I jeszcze jedno. Przecież może się okazać, że "tak miało być" - że ty i on znajdziecie osoby bardziej odpowiednie, że w istocie się dla siebie nie nadawaliście.

Czy mogłbyś wyrazić swoją opinię na temat wiadomości jaką JUŻ mu wysłałam? Zmobilizowałeś mnie do tego smile
Zacznę od tego, że nie jest to wiadomość pożegnalna. Zrozum to, że pozwalam sobie na nią tak samo jak i ty sobie pozwoliłeś 28.08.2014. Proszę abyś ją przeczytał, powrócił do niej za jakiś czas, nie oczekuję odpowiedzi

Wczorajszy dzień nie był dla mnie szokiem bo byłam na to przygotowana. Szukając z Tobą kontaktu brałam pod uwagę odrzucenie i że tak może to się skończyć. Szczerze mówiąc to i tak zaskoczyłeś mnie tym, że tak daleko się posunęliśmy, nie łudziłam się, że do tego dojdzie.

Starałam się Tobie jak najbardziej obrazowo wytłumaczyć co mną kierowało w lipcu 2014 kiedy się poddałam, gdy zrezygnowałam i zaryzykowałam nową znajomością. Ale powtórzę to jeszcze raz. Nasz związek od dłuższego czasu się cofał, panowały w nim złe emocje, brak zrozumienia, brak chęci podjęcia wysiłku, puste gadanie zero robienia. Starałeś się na mnie wpłynąć swoim zachowaniem a to działało odwrotnie. To samo tyczyło się mnie. Jarek gdy wracam myślami do naszych problemów, nie wierzę, że nie mogliśmy sobie z nimi poradzić. Nie wierzę, że do takiej rangi je wyolbrzymialiśmy często z igły były widły. Ty byłeś stanowczy i surowy a ja stłamszona uciekałam. Były rozstania i powroty, ale tak naprawdę prócz bezzasadnych deklaracji podjęcia prób nic się nie zmieniało, żadne z nas nie podejmowało kroków, a jeśli już takowe były działały zupełnie inaczej niż miały zadziałać. Czuję ogromny żal za to co kiedyś tak niezrozumiałe teraz wydaje się być tak błahe. Jeden niedosyt nakręcał spiralę niechcianych wydarzeń co wpływało na nas oboje i mijaliśmy się w swoich działaniach krzywdząc się tym. Były momenty że myślałam, że Ty mnie nie kochasz bo nie wierzyłam, że można być w stosunku do partnera tak surowym i zdystansowanym, nasz związek przecież nie był patologiczny dlatego nie mogłam tego zrozumieć. Dziś to rozumiem. Od jakiegoś czasu już to rozumiem. Oboje jesteśmy winni że doprowadziliśmy do tego miejsca w którym to się skończyło. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mogę sobie wybaczyć że tak nawaliłam. Zmarnowałam tyle czasu w zamian czego dostałam smutek, samotność i odrzucenie. Gdybym była mądrzejsza do dziś cieszyłabym się obecnością ukochanego faceta który traktuje mnie tak jak tego oczekuję.

Czuję też żal do siebie o to , że Cię  odrzuciłam. Ale nie dla samego zakończenia związku bo szczerze uważam że to musiało się wtedy stać, mimo szczerych uczuć dalej tkwilibyśmy na tym samym etapie jak wcześniej. Żałuję tego co się stało po tym. Mogłam przeczekać, być sama ze sobą, zając się sobą to ja sobie za cel postawiłam znaleźć potencjalnego męża który zrobi mi szybko dziecko. Jarek ja wtedy zwariowałam. Ja nie myślałam wtedy logicznie ja byłam tak skoncentrowana na tym czego chcę że chyba nawet nie zdawałam sobie sprawy czego ja oczekuję od tej nowej osoby, ja chciałam tylko aby się pojawiła i aby wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Nie było moją intencją to aby Ciebie ranić, chciałam za sobą spalić most aby mieć pewność że nie będzie powrotu. Tak bardzo skupiłam się na tym jak czułam się zraniona że wtedy myślałam że nigdy Ci nie wybaczę, że jesteś potworem. Było mi obojętne co czujesz, chciałam abyś zniknął z mojej głowy, serca a przede wszystkim życia. Ale chciałam Ci tez udowodnić, że ktoś potrafi do mnie coś poczuć, że potrafię być dla kogoś ważna i wyjątkowa, bo wtedy przy Tobie czułam się jak prześcieradło, moja samoocena spadła do zera. Wtedy skupiłam całą winę  na Tobie dlatego tak łatwo przyszło mi otworzyć się na coś nowego.

Chwilowy kontakt jaki się między nami nawiązał między jednym a drugim naprawdę nie miał na celu żadnego powrotu. Tęskniłam za Toba fizycznie i emocjonalnie, ale nadal obarczałam Ciebie całą winą. Wiedziałam, że nadal Cię kocham, ale że nie mogę z Tobą być. Nie byłam tez pewna czy to kwestia tego, że Maciek mnie niczym nie urzekł i postanowiłam poszukać kolejnego faceta z nadzieją że tak mnie urzeknie, że znikniesz z moich myśli, że przestane każdego faceta porównywać do Ciebie ale schemat się powtórzył w 100%. To były zupełnie dwie różne od siebie osoby ale schemat ten sam.

Wtedy wiedziałam już że nigdy więcej nie chcę próbować, nie chcę poznawać innych facetów chce tylko Ciebie! Liczyłam się z tym, że mnie wyśmiejesz a może nawet i mną pogardzisz ale postanowiłam zaryzykować kontakt po raz kolejny. Trochę mi to ułatwiłeś otwierając się przy pierwszej rozmowie, byłeś wtedy taki wyrozumiały, nie bałam się odpowiadać na Twoje pytania, z resztą nawet nie musiałam tego robić, przecież sam znałeś odpowiedź. Gdy mnie pocałowałeś po raz pierwszy gdy leżeliśmy u Ciebie, wtedy czułam jakbyś pocałował mnie pierwszy raz w życiu. Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, nie liczyłam na to a tym bardziej na Twoje uściski i bliskość. Tego dnia po imprezie gdy byłeś jeszcze wstawiony....to był jeden z najpiękniejszych dni jakie z Tobą przeżyłam. Nie pamiętam abym kiedyś czuła się tak przez Ciebie kochana. Pewnie nie wszystko tak odbierasz, może i nawet nie pamiętasz, ale tuliłeś mnie jakbym była Twoim dzieckiem, patrzyłeś na mnie jak na diament i mówiłeś, że jestem tylko Twoja i nigdy mnie już nie oddasz. Nigdy nie zapomnę tego dnia i bardzo Ci za niego dziękuję. Mimo że cały dzień w domu-był piękny. Dziękuję też że sprawiłeś że poczułam się tak piękna i wyjątkowa.

Kocham Cię jak nigdy wcześniej, od kilku miesięcy moje uczucia do Ciebie się nasiliły dwukrotnie choć nie myślałam że można kogoś kochać  jeszcze mocniej kiedy się już go kocha-po prostu. Jeszcze raz powtórzę, że nie żałuję tego rozstania bo ono doprowadziło mnie tu gdzie jestem, jedynie moje postępowanie doprowadziło Ciebie tam gdzie Ty jesteś. Będę tego żałować do końca życia i nigdy sobie tego nie wybaczę, ale może dlatego, że to ja jestem prowodyrem tych decyzji potrafię wyprzeć ze swojej świadomości to co się stało. Nie wracam wspomnieniami, mam wrażenie że ich nawet nie mam bo tak bardzo chce ich nie mieć. W moim życiu jak i w Twoim doszło do zbliżeń ale to tylko fizyczność która bez uczucia nic nie znaczy. Jesteśmy w takim wieku i żyjemy w takich czasach, że to już normalne, że ludzie sypiają ze sobą bez większych zobowiązań. Może kiedyś spojrzysz na to inaczej niż na zdradę.

Chcę abyś korzystał z życia, jeśli masz potrzebę obcował z innymi dziewczynami, ja to wszystko przeżyję cokolwiek się wydarzy. Wiem, że jeśli mnie kochasz i nie przestaniesz kochać pewnego dnia dojdziesz do miejsca w którym ja jestem teraz. Nie podnoszę jeszcze białej flagi, zrobię to dopiero kiedy ułożysz sobie życie, chcę abyś mi powiedział że poznałeś kogoś kogo kochasz równie mocno lub mocniej jak kochałeś mnie kiedyś. dopiero wtedy się poddam i stracę wszelką nadzieję. Do tego czasu będę na Ciebie czekać. Cokolwiek przez ten czas będzie się działo w Twoim życiu nie wpłynie na moją rezygnację. Będę na Ciebie czekać Jarek, a w międzyczasie moją porażkę zamienię w sukces. Zamiast się łamać ja jestem pełna euforii chęci walki i pracy nad samym sobą. Wiem ile taka zmiana wniosłaby w nasze życie. Wspólne życie. W moje samopoczucie. Od dawna to wiem, ale moja próżność i lenistwo skutecznie mnie od tego powstrzymywały. Teraz mam ogromny bodziec.

Mamy do załatwienia między sobą dwa tematy i będzie do tego konieczne spotkanie, co bardzo mnie cieszy, że nie wymagają one pilnego spotkania i mogą poczekać, natomiast wymagają tego spotkania. I obiecuję Ci że tego dnia stanie przed Tobą taka kobieta jaką JA chcę być i jaką TY kiedyś (może nadal) chciałbyś abym była. Zaplanowałam sobie najbliższy czas na samorozwój nie tylko fizyczny ale tez duchowy i umysłowy. Nie będę miała czasu na płacze i użalanie się nad sobą. Co z tego że za parę dni stuknie mi 30stka. Co za różnica czy moje życie wejdzie w kolejny etap gdy jestem przed czy po 30stce. to już nie ma znaczenia. Ja określiłam sobie dwa priorytety-to jak ja się czuję sama ze sobą i to co mogę zrobić abyś Ty się przy mnie czuł wspaniale.

Liczę się z tym, że czas wpłynie na niekorzyść, że zamiast tęsknoty pojawi się zobojętnienie. Ty już swoje przeszedłeś ja pewne rzeczy będę przechodzić dopiero teraz, ale jeśli pomimo tylu rzeczy jakie wspólnie przeszliśmy, po tym jak Ciebie skrzywdziłam wciąż mnie kochasz, to czuję że WARTO! Być może nadal nie będziesz chciał spróbować, być może przestaniesz kochać, być może będziesz już kochał inną, nieważne. Liczy się teraz i czas jaki ja wykorzystam.

W moich oczach jesteś najcudowniejszym mężczyzną na świecie, podziwiam Cię za wszystko co robisz i chcę być dla Ciebie wsparciem, podporą. Wiem, że potrafisz się czuć przy mnie dobrze, że lubisz się otwierać wygadać ale też i wysłuchać. To co między nami było i to co może być daje mi siłę, uskrzydla.

To co się stało jest dla mnie jasne, że nigdy się to nie powtórzy i dałabym sobie już dziś obciąć ręce i nogi! Nadejdzie dzień w którym ta przeszłość przestanie istnieć, przestanie mieć znaczenie a tym bardziej wpływ na przyszłość. Nie każdy zawodzi, ale jeśli tak już się stanie warto zaryzykować i dać szansę naprawienia popełnionego błędu. Ilu ludzi na świecie tyle historii.

Jestem w stanie znieść więcej niż mi się wydaje. Czuję że miłość jest ta sama tylko czas niewłaściwy. jestem przygotowana na wszystko co się wydarzy, ale ja się jeszcze nie poddałam Jarek.  Nie powinnam Cię o tym uprzedzać, wiem. Ale bardzo chce abyś o tym wiedział.
Taka miłość zdarza się tylko raz , i będę mieć nadzieję że jej nie stracę, tak długo jak będziesz mnie kochał.
Do zobaczenia.

Powiem ci szczerze ze ten list go ruszy jak cos czuje a jak jestes mu obojetna to moze nawet nie odpisac.

13

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
borussia napisał/a:
miistii napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:

To co jest wspólne dla większości facetów to fakt, że lubią jasne stawianie sprawy. Napisz mu to co byłaś w stanie napisać tutaj, zaakceptuj jego prawo do odreagowania, weź odpowiedzialność zasygnalizuj, że czekasz. Bez terminu - bo go nie znasz - nie wiesz ile możesz czekać.
Macie wspólny cel - na tym etapie chcecie założyć rodzinę. To jedyna szansa.

Kombinacje że "z czasem" będzie mógł zaakceptować wizję tego co się stało jako "nowy związek" to próba uwiarygadniania fikcji, którą chciałaś mu wmówić ignorując jego uczucia w tej sprawie. Nikt nie wejdzie do tej samej rzeki dobrze znanych mu kombinacji w których gra się uczuciami. W których próbę wymuszenia czegoś siłą nazywa się inaczej ("stary związek"->nowy związek" itp.). Kombinacje należy zastąpić NA PNIU jasnością przekazu i uczciwością. Ale chcesz nadal byś "sprytniejsza". Nie wiem czy pisząc coś do niego potrafiłabyś z tego zrezygnować. Ale nie znam innej metody poza pełną uczciwością w sytuacjach konfliktowych - gdy w gre wchodzą uczucia. Inne metody można stosować "w interesach" czy w jakiś negocjacjach handlowych ale i tam nie zawsze się opłacją.

I jeszcze jedno. Przecież może się okazać, że "tak miało być" - że ty i on znajdziecie osoby bardziej odpowiednie, że w istocie się dla siebie nie nadawaliście.

Czy mogłbyś wyrazić swoją opinię na temat wiadomości jaką JUŻ mu wysłałam? Zmobilizowałeś mnie do tego smile
Zacznę od tego, że nie jest to wiadomość pożegnalna. Zrozum to, że pozwalam sobie na nią tak samo jak i ty sobie pozwoliłeś 28.08.2014. Proszę abyś ją przeczytał, powrócił do niej za jakiś czas, nie oczekuję odpowiedzi

Wczorajszy dzień nie był dla mnie szokiem bo byłam na to przygotowana. Szukając z Tobą kontaktu brałam pod uwagę odrzucenie i że tak może to się skończyć. Szczerze mówiąc to i tak zaskoczyłeś mnie tym, że tak daleko się posunęliśmy, nie łudziłam się, że do tego dojdzie.

Starałam się Tobie jak najbardziej obrazowo wytłumaczyć co mną kierowało w lipcu 2014 kiedy się poddałam, gdy zrezygnowałam i zaryzykowałam nową znajomością. Ale powtórzę to jeszcze raz. Nasz związek od dłuższego czasu się cofał, panowały w nim złe emocje, brak zrozumienia, brak chęci podjęcia wysiłku, puste gadanie zero robienia. Starałeś się na mnie wpłynąć swoim zachowaniem a to działało odwrotnie. To samo tyczyło się mnie. Jarek gdy wracam myślami do naszych problemów, nie wierzę, że nie mogliśmy sobie z nimi poradzić. Nie wierzę, że do takiej rangi je wyolbrzymialiśmy często z igły były widły. Ty byłeś stanowczy i surowy a ja stłamszona uciekałam. Były rozstania i powroty, ale tak naprawdę prócz bezzasadnych deklaracji podjęcia prób nic się nie zmieniało, żadne z nas nie podejmowało kroków, a jeśli już takowe były działały zupełnie inaczej niż miały zadziałać. Czuję ogromny żal za to co kiedyś tak niezrozumiałe teraz wydaje się być tak błahe. Jeden niedosyt nakręcał spiralę niechcianych wydarzeń co wpływało na nas oboje i mijaliśmy się w swoich działaniach krzywdząc się tym. Były momenty że myślałam, że Ty mnie nie kochasz bo nie wierzyłam, że można być w stosunku do partnera tak surowym i zdystansowanym, nasz związek przecież nie był patologiczny dlatego nie mogłam tego zrozumieć. Dziś to rozumiem. Od jakiegoś czasu już to rozumiem. Oboje jesteśmy winni że doprowadziliśmy do tego miejsca w którym to się skończyło. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mogę sobie wybaczyć że tak nawaliłam. Zmarnowałam tyle czasu w zamian czego dostałam smutek, samotność i odrzucenie. Gdybym była mądrzejsza do dziś cieszyłabym się obecnością ukochanego faceta który traktuje mnie tak jak tego oczekuję.

Czuję też żal do siebie o to , że Cię  odrzuciłam. Ale nie dla samego zakończenia związku bo szczerze uważam że to musiało się wtedy stać, mimo szczerych uczuć dalej tkwilibyśmy na tym samym etapie jak wcześniej. Żałuję tego co się stało po tym. Mogłam przeczekać, być sama ze sobą, zając się sobą to ja sobie za cel postawiłam znaleźć potencjalnego męża który zrobi mi szybko dziecko. Jarek ja wtedy zwariowałam. Ja nie myślałam wtedy logicznie ja byłam tak skoncentrowana na tym czego chcę że chyba nawet nie zdawałam sobie sprawy czego ja oczekuję od tej nowej osoby, ja chciałam tylko aby się pojawiła i aby wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Nie było moją intencją to aby Ciebie ranić, chciałam za sobą spalić most aby mieć pewność że nie będzie powrotu. Tak bardzo skupiłam się na tym jak czułam się zraniona że wtedy myślałam że nigdy Ci nie wybaczę, że jesteś potworem. Było mi obojętne co czujesz, chciałam abyś zniknął z mojej głowy, serca a przede wszystkim życia. Ale chciałam Ci tez udowodnić, że ktoś potrafi do mnie coś poczuć, że potrafię być dla kogoś ważna i wyjątkowa, bo wtedy przy Tobie czułam się jak prześcieradło, moja samoocena spadła do zera. Wtedy skupiłam całą winę  na Tobie dlatego tak łatwo przyszło mi otworzyć się na coś nowego.

Chwilowy kontakt jaki się między nami nawiązał między jednym a drugim naprawdę nie miał na celu żadnego powrotu. Tęskniłam za Toba fizycznie i emocjonalnie, ale nadal obarczałam Ciebie całą winą. Wiedziałam, że nadal Cię kocham, ale że nie mogę z Tobą być. Nie byłam tez pewna czy to kwestia tego, że Maciek mnie niczym nie urzekł i postanowiłam poszukać kolejnego faceta z nadzieją że tak mnie urzeknie, że znikniesz z moich myśli, że przestane każdego faceta porównywać do Ciebie ale schemat się powtórzył w 100%. To były zupełnie dwie różne od siebie osoby ale schemat ten sam.

Wtedy wiedziałam już że nigdy więcej nie chcę próbować, nie chcę poznawać innych facetów chce tylko Ciebie! Liczyłam się z tym, że mnie wyśmiejesz a może nawet i mną pogardzisz ale postanowiłam zaryzykować kontakt po raz kolejny. Trochę mi to ułatwiłeś otwierając się przy pierwszej rozmowie, byłeś wtedy taki wyrozumiały, nie bałam się odpowiadać na Twoje pytania, z resztą nawet nie musiałam tego robić, przecież sam znałeś odpowiedź. Gdy mnie pocałowałeś po raz pierwszy gdy leżeliśmy u Ciebie, wtedy czułam jakbyś pocałował mnie pierwszy raz w życiu. Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, nie liczyłam na to a tym bardziej na Twoje uściski i bliskość. Tego dnia po imprezie gdy byłeś jeszcze wstawiony....to był jeden z najpiękniejszych dni jakie z Tobą przeżyłam. Nie pamiętam abym kiedyś czuła się tak przez Ciebie kochana. Pewnie nie wszystko tak odbierasz, może i nawet nie pamiętasz, ale tuliłeś mnie jakbym była Twoim dzieckiem, patrzyłeś na mnie jak na diament i mówiłeś, że jestem tylko Twoja i nigdy mnie już nie oddasz. Nigdy nie zapomnę tego dnia i bardzo Ci za niego dziękuję. Mimo że cały dzień w domu-był piękny. Dziękuję też że sprawiłeś że poczułam się tak piękna i wyjątkowa.

Kocham Cię jak nigdy wcześniej, od kilku miesięcy moje uczucia do Ciebie się nasiliły dwukrotnie choć nie myślałam że można kogoś kochać  jeszcze mocniej kiedy się już go kocha-po prostu. Jeszcze raz powtórzę, że nie żałuję tego rozstania bo ono doprowadziło mnie tu gdzie jestem, jedynie moje postępowanie doprowadziło Ciebie tam gdzie Ty jesteś. Będę tego żałować do końca życia i nigdy sobie tego nie wybaczę, ale może dlatego, że to ja jestem prowodyrem tych decyzji potrafię wyprzeć ze swojej świadomości to co się stało. Nie wracam wspomnieniami, mam wrażenie że ich nawet nie mam bo tak bardzo chce ich nie mieć. W moim życiu jak i w Twoim doszło do zbliżeń ale to tylko fizyczność która bez uczucia nic nie znaczy. Jesteśmy w takim wieku i żyjemy w takich czasach, że to już normalne, że ludzie sypiają ze sobą bez większych zobowiązań. Może kiedyś spojrzysz na to inaczej niż na zdradę.

Chcę abyś korzystał z życia, jeśli masz potrzebę obcował z innymi dziewczynami, ja to wszystko przeżyję cokolwiek się wydarzy. Wiem, że jeśli mnie kochasz i nie przestaniesz kochać pewnego dnia dojdziesz do miejsca w którym ja jestem teraz. Nie podnoszę jeszcze białej flagi, zrobię to dopiero kiedy ułożysz sobie życie, chcę abyś mi powiedział że poznałeś kogoś kogo kochasz równie mocno lub mocniej jak kochałeś mnie kiedyś. dopiero wtedy się poddam i stracę wszelką nadzieję. Do tego czasu będę na Ciebie czekać. Cokolwiek przez ten czas będzie się działo w Twoim życiu nie wpłynie na moją rezygnację. Będę na Ciebie czekać Jarek, a w międzyczasie moją porażkę zamienię w sukces. Zamiast się łamać ja jestem pełna euforii chęci walki i pracy nad samym sobą. Wiem ile taka zmiana wniosłaby w nasze życie. Wspólne życie. W moje samopoczucie. Od dawna to wiem, ale moja próżność i lenistwo skutecznie mnie od tego powstrzymywały. Teraz mam ogromny bodziec.

Mamy do załatwienia między sobą dwa tematy i będzie do tego konieczne spotkanie, co bardzo mnie cieszy, że nie wymagają one pilnego spotkania i mogą poczekać, natomiast wymagają tego spotkania. I obiecuję Ci że tego dnia stanie przed Tobą taka kobieta jaką JA chcę być i jaką TY kiedyś (może nadal) chciałbyś abym była. Zaplanowałam sobie najbliższy czas na samorozwój nie tylko fizyczny ale tez duchowy i umysłowy. Nie będę miała czasu na płacze i użalanie się nad sobą. Co z tego że za parę dni stuknie mi 30stka. Co za różnica czy moje życie wejdzie w kolejny etap gdy jestem przed czy po 30stce. to już nie ma znaczenia. Ja określiłam sobie dwa priorytety-to jak ja się czuję sama ze sobą i to co mogę zrobić abyś Ty się przy mnie czuł wspaniale.

Liczę się z tym, że czas wpłynie na niekorzyść, że zamiast tęsknoty pojawi się zobojętnienie. Ty już swoje przeszedłeś ja pewne rzeczy będę przechodzić dopiero teraz, ale jeśli pomimo tylu rzeczy jakie wspólnie przeszliśmy, po tym jak Ciebie skrzywdziłam wciąż mnie kochasz, to czuję że WARTO! Być może nadal nie będziesz chciał spróbować, być może przestaniesz kochać, być może będziesz już kochał inną, nieważne. Liczy się teraz i czas jaki ja wykorzystam.

W moich oczach jesteś najcudowniejszym mężczyzną na świecie, podziwiam Cię za wszystko co robisz i chcę być dla Ciebie wsparciem, podporą. Wiem, że potrafisz się czuć przy mnie dobrze, że lubisz się otwierać wygadać ale też i wysłuchać. To co między nami było i to co może być daje mi siłę, uskrzydla.

To co się stało jest dla mnie jasne, że nigdy się to nie powtórzy i dałabym sobie już dziś obciąć ręce i nogi! Nadejdzie dzień w którym ta przeszłość przestanie istnieć, przestanie mieć znaczenie a tym bardziej wpływ na przyszłość. Nie każdy zawodzi, ale jeśli tak już się stanie warto zaryzykować i dać szansę naprawienia popełnionego błędu. Ilu ludzi na świecie tyle historii.

Jestem w stanie znieść więcej niż mi się wydaje. Czuję że miłość jest ta sama tylko czas niewłaściwy. jestem przygotowana na wszystko co się wydarzy, ale ja się jeszcze nie poddałam Jarek.  Nie powinnam Cię o tym uprzedzać, wiem. Ale bardzo chce abyś o tym wiedział.
Taka miłość zdarza się tylko raz , i będę mieć nadzieję że jej nie stracę, tak długo jak będziesz mnie kochał.
Do zobaczenia.

Powiem ci szczerze ze ten list go ruszy jak cos czuje a jak jestes mu obojetna to moze nawet nie odpisac.

nie chce by odpisal, chce tylko aby przemyslal chce aby potrafil mi dac szanse

14

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
miistii napisał/a:
borussia napisał/a:
miistii napisał/a:

Czy mogłbyś wyrazić swoją opinię na temat wiadomości jaką JUŻ mu wysłałam? Zmobilizowałeś mnie do tego smile
Zacznę od tego, że nie jest to wiadomość pożegnalna. Zrozum to, że pozwalam sobie na nią tak samo jak i ty sobie pozwoliłeś 28.08.2014. Proszę abyś ją przeczytał, powrócił do niej za jakiś czas, nie oczekuję odpowiedzi

Wczorajszy dzień nie był dla mnie szokiem bo byłam na to przygotowana. Szukając z Tobą kontaktu brałam pod uwagę odrzucenie i że tak może to się skończyć. Szczerze mówiąc to i tak zaskoczyłeś mnie tym, że tak daleko się posunęliśmy, nie łudziłam się, że do tego dojdzie.

Starałam się Tobie jak najbardziej obrazowo wytłumaczyć co mną kierowało w lipcu 2014 kiedy się poddałam, gdy zrezygnowałam i zaryzykowałam nową znajomością. Ale powtórzę to jeszcze raz. Nasz związek od dłuższego czasu się cofał, panowały w nim złe emocje, brak zrozumienia, brak chęci podjęcia wysiłku, puste gadanie zero robienia. Starałeś się na mnie wpłynąć swoim zachowaniem a to działało odwrotnie. To samo tyczyło się mnie. Jarek gdy wracam myślami do naszych problemów, nie wierzę, że nie mogliśmy sobie z nimi poradzić. Nie wierzę, że do takiej rangi je wyolbrzymialiśmy często z igły były widły. Ty byłeś stanowczy i surowy a ja stłamszona uciekałam. Były rozstania i powroty, ale tak naprawdę prócz bezzasadnych deklaracji podjęcia prób nic się nie zmieniało, żadne z nas nie podejmowało kroków, a jeśli już takowe były działały zupełnie inaczej niż miały zadziałać. Czuję ogromny żal za to co kiedyś tak niezrozumiałe teraz wydaje się być tak błahe. Jeden niedosyt nakręcał spiralę niechcianych wydarzeń co wpływało na nas oboje i mijaliśmy się w swoich działaniach krzywdząc się tym. Były momenty że myślałam, że Ty mnie nie kochasz bo nie wierzyłam, że można być w stosunku do partnera tak surowym i zdystansowanym, nasz związek przecież nie był patologiczny dlatego nie mogłam tego zrozumieć. Dziś to rozumiem. Od jakiegoś czasu już to rozumiem. Oboje jesteśmy winni że doprowadziliśmy do tego miejsca w którym to się skończyło. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mogę sobie wybaczyć że tak nawaliłam. Zmarnowałam tyle czasu w zamian czego dostałam smutek, samotność i odrzucenie. Gdybym była mądrzejsza do dziś cieszyłabym się obecnością ukochanego faceta który traktuje mnie tak jak tego oczekuję.

Czuję też żal do siebie o to , że Cię  odrzuciłam. Ale nie dla samego zakończenia związku bo szczerze uważam że to musiało się wtedy stać, mimo szczerych uczuć dalej tkwilibyśmy na tym samym etapie jak wcześniej. Żałuję tego co się stało po tym. Mogłam przeczekać, być sama ze sobą, zając się sobą to ja sobie za cel postawiłam znaleźć potencjalnego męża który zrobi mi szybko dziecko. Jarek ja wtedy zwariowałam. Ja nie myślałam wtedy logicznie ja byłam tak skoncentrowana na tym czego chcę że chyba nawet nie zdawałam sobie sprawy czego ja oczekuję od tej nowej osoby, ja chciałam tylko aby się pojawiła i aby wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Nie było moją intencją to aby Ciebie ranić, chciałam za sobą spalić most aby mieć pewność że nie będzie powrotu. Tak bardzo skupiłam się na tym jak czułam się zraniona że wtedy myślałam że nigdy Ci nie wybaczę, że jesteś potworem. Było mi obojętne co czujesz, chciałam abyś zniknął z mojej głowy, serca a przede wszystkim życia. Ale chciałam Ci tez udowodnić, że ktoś potrafi do mnie coś poczuć, że potrafię być dla kogoś ważna i wyjątkowa, bo wtedy przy Tobie czułam się jak prześcieradło, moja samoocena spadła do zera. Wtedy skupiłam całą winę  na Tobie dlatego tak łatwo przyszło mi otworzyć się na coś nowego.

Chwilowy kontakt jaki się między nami nawiązał między jednym a drugim naprawdę nie miał na celu żadnego powrotu. Tęskniłam za Toba fizycznie i emocjonalnie, ale nadal obarczałam Ciebie całą winą. Wiedziałam, że nadal Cię kocham, ale że nie mogę z Tobą być. Nie byłam tez pewna czy to kwestia tego, że Maciek mnie niczym nie urzekł i postanowiłam poszukać kolejnego faceta z nadzieją że tak mnie urzeknie, że znikniesz z moich myśli, że przestane każdego faceta porównywać do Ciebie ale schemat się powtórzył w 100%. To były zupełnie dwie różne od siebie osoby ale schemat ten sam.

Wtedy wiedziałam już że nigdy więcej nie chcę próbować, nie chcę poznawać innych facetów chce tylko Ciebie! Liczyłam się z tym, że mnie wyśmiejesz a może nawet i mną pogardzisz ale postanowiłam zaryzykować kontakt po raz kolejny. Trochę mi to ułatwiłeś otwierając się przy pierwszej rozmowie, byłeś wtedy taki wyrozumiały, nie bałam się odpowiadać na Twoje pytania, z resztą nawet nie musiałam tego robić, przecież sam znałeś odpowiedź. Gdy mnie pocałowałeś po raz pierwszy gdy leżeliśmy u Ciebie, wtedy czułam jakbyś pocałował mnie pierwszy raz w życiu. Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, nie liczyłam na to a tym bardziej na Twoje uściski i bliskość. Tego dnia po imprezie gdy byłeś jeszcze wstawiony....to był jeden z najpiękniejszych dni jakie z Tobą przeżyłam. Nie pamiętam abym kiedyś czuła się tak przez Ciebie kochana. Pewnie nie wszystko tak odbierasz, może i nawet nie pamiętasz, ale tuliłeś mnie jakbym była Twoim dzieckiem, patrzyłeś na mnie jak na diament i mówiłeś, że jestem tylko Twoja i nigdy mnie już nie oddasz. Nigdy nie zapomnę tego dnia i bardzo Ci za niego dziękuję. Mimo że cały dzień w domu-był piękny. Dziękuję też że sprawiłeś że poczułam się tak piękna i wyjątkowa.

Kocham Cię jak nigdy wcześniej, od kilku miesięcy moje uczucia do Ciebie się nasiliły dwukrotnie choć nie myślałam że można kogoś kochać  jeszcze mocniej kiedy się już go kocha-po prostu. Jeszcze raz powtórzę, że nie żałuję tego rozstania bo ono doprowadziło mnie tu gdzie jestem, jedynie moje postępowanie doprowadziło Ciebie tam gdzie Ty jesteś. Będę tego żałować do końca życia i nigdy sobie tego nie wybaczę, ale może dlatego, że to ja jestem prowodyrem tych decyzji potrafię wyprzeć ze swojej świadomości to co się stało. Nie wracam wspomnieniami, mam wrażenie że ich nawet nie mam bo tak bardzo chce ich nie mieć. W moim życiu jak i w Twoim doszło do zbliżeń ale to tylko fizyczność która bez uczucia nic nie znaczy. Jesteśmy w takim wieku i żyjemy w takich czasach, że to już normalne, że ludzie sypiają ze sobą bez większych zobowiązań. Może kiedyś spojrzysz na to inaczej niż na zdradę.

Chcę abyś korzystał z życia, jeśli masz potrzebę obcował z innymi dziewczynami, ja to wszystko przeżyję cokolwiek się wydarzy. Wiem, że jeśli mnie kochasz i nie przestaniesz kochać pewnego dnia dojdziesz do miejsca w którym ja jestem teraz. Nie podnoszę jeszcze białej flagi, zrobię to dopiero kiedy ułożysz sobie życie, chcę abyś mi powiedział że poznałeś kogoś kogo kochasz równie mocno lub mocniej jak kochałeś mnie kiedyś. dopiero wtedy się poddam i stracę wszelką nadzieję. Do tego czasu będę na Ciebie czekać. Cokolwiek przez ten czas będzie się działo w Twoim życiu nie wpłynie na moją rezygnację. Będę na Ciebie czekać Jarek, a w międzyczasie moją porażkę zamienię w sukces. Zamiast się łamać ja jestem pełna euforii chęci walki i pracy nad samym sobą. Wiem ile taka zmiana wniosłaby w nasze życie. Wspólne życie. W moje samopoczucie. Od dawna to wiem, ale moja próżność i lenistwo skutecznie mnie od tego powstrzymywały. Teraz mam ogromny bodziec.

Mamy do załatwienia między sobą dwa tematy i będzie do tego konieczne spotkanie, co bardzo mnie cieszy, że nie wymagają one pilnego spotkania i mogą poczekać, natomiast wymagają tego spotkania. I obiecuję Ci że tego dnia stanie przed Tobą taka kobieta jaką JA chcę być i jaką TY kiedyś (może nadal) chciałbyś abym była. Zaplanowałam sobie najbliższy czas na samorozwój nie tylko fizyczny ale tez duchowy i umysłowy. Nie będę miała czasu na płacze i użalanie się nad sobą. Co z tego że za parę dni stuknie mi 30stka. Co za różnica czy moje życie wejdzie w kolejny etap gdy jestem przed czy po 30stce. to już nie ma znaczenia. Ja określiłam sobie dwa priorytety-to jak ja się czuję sama ze sobą i to co mogę zrobić abyś Ty się przy mnie czuł wspaniale.

Liczę się z tym, że czas wpłynie na niekorzyść, że zamiast tęsknoty pojawi się zobojętnienie. Ty już swoje przeszedłeś ja pewne rzeczy będę przechodzić dopiero teraz, ale jeśli pomimo tylu rzeczy jakie wspólnie przeszliśmy, po tym jak Ciebie skrzywdziłam wciąż mnie kochasz, to czuję że WARTO! Być może nadal nie będziesz chciał spróbować, być może przestaniesz kochać, być może będziesz już kochał inną, nieważne. Liczy się teraz i czas jaki ja wykorzystam.

W moich oczach jesteś najcudowniejszym mężczyzną na świecie, podziwiam Cię za wszystko co robisz i chcę być dla Ciebie wsparciem, podporą. Wiem, że potrafisz się czuć przy mnie dobrze, że lubisz się otwierać wygadać ale też i wysłuchać. To co między nami było i to co może być daje mi siłę, uskrzydla.

To co się stało jest dla mnie jasne, że nigdy się to nie powtórzy i dałabym sobie już dziś obciąć ręce i nogi! Nadejdzie dzień w którym ta przeszłość przestanie istnieć, przestanie mieć znaczenie a tym bardziej wpływ na przyszłość. Nie każdy zawodzi, ale jeśli tak już się stanie warto zaryzykować i dać szansę naprawienia popełnionego błędu. Ilu ludzi na świecie tyle historii.

Jestem w stanie znieść więcej niż mi się wydaje. Czuję że miłość jest ta sama tylko czas niewłaściwy. jestem przygotowana na wszystko co się wydarzy, ale ja się jeszcze nie poddałam Jarek.  Nie powinnam Cię o tym uprzedzać, wiem. Ale bardzo chce abyś o tym wiedział.
Taka miłość zdarza się tylko raz , i będę mieć nadzieję że jej nie stracę, tak długo jak będziesz mnie kochał.
Do zobaczenia.

Powiem ci szczerze ze ten list go ruszy jak cos czuje a jak jestes mu obojetna to moze nawet nie odpisac.

nie chce by odpisal, chce tylko aby przemyslal chce aby potrafil mi dac szanse

Rozumiem Cie bo ja zrobilem to samo gdy ona sie ze mna rozstala i mysle ze tego samego dnia list wyladowal w koszu.Napisalem co mysle,nie prosilem o szanse,ze szanuje jej decyzje ,ze chcialem ale nie zdazylem dac jej tego czego oczekiwala i chyba skopalem bo napisalem tez ze jak kiedys bedzie smutna to niech napisze.Otworzylem jej furtke i tego zaluje najbardziej a zreszta z kazdym dniem nabieram juz dystansu do tego takze co bedzie to bedzie.Wiadomoze troche tesknie bo minely dopiero 4 tygodnie ale nie mam zamiaru jej prosic o nic.Chciala odpoczac to niech odpoczywa a ja na sile nie chce a co do Ciebie to pomysl o sobie bo to jest najwazneijsze.

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!
miistii napisał/a:

/.../
Czy mogłbyś wyrazić swoją opinię na temat wiadomości jaką JUŻ mu wysłałam? Zmobilizowałeś mnie do tego smile/.../

Dzięki za zaufanie. Przeczytałem i sądzę, że dobrze oddaje to Twój stan, jasne postawienie sprawy twojego uczucia do niego ma tą wartość, że BARDZO TRUDNO jest odrzucić szczere uczucie od innej osoby - nawet jeśli własne trochę zerodowały. Życzę powodzenia :-)

Jeśli kiedyś będziesz w związku sugerowałbym abyś po pierwszych nieporozumieniach zaczęła chodzić do psychologa po to aby móc na bieżąco oceniac czy to co z wami się dzieje nie spowoduje jakiś drastycznych następstw.
To co jest dla mnie niejasne to tak dramatyczna reakcja na brak chęci formalizacji związku, co więcej posłużenie się dwoma bodajże chłopakami dla jego zamknięcia. Skłonność do działań impulsywnych na taką skalę wymaga IMHO pomocy psychologicznej, jeśli znów  Z KIMKOLWIEK się zwiążesz.

16

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!

Cześć...Przeczytałam twojego posta. Wnioskuję z niego, że nadal kochasz tego swojego faceta, a On kocha Ciebie, ale jego duma została urażona. Musisz dać mu czas to wszystko przemyśleć, ale też musisz sobie zadać pytanie, jak teraz ma wyglądać twoja przyszłość, czy jest szansa odbudować to co było między wami itd. Z tego co piszesz, to widać, że bardzo się starałaś, że chciałaś ułożyć sobie życie, że pomimo rozdarcia i niepokojów, chciałaś poznać swoje potrzeby i uznałaś, że kochasz jednak byłego i w każdym kolejnym związku, doszukujesz się jakby Jego. Moim zdaniem On powinien dać wam drugą szansę, ale decyzja należy do was dwojga. Pozdrawiam.

17

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!

Dzięki Kochani za Wasze zdanie i uwagi oraz za poświęcony czas. Dla mnie to nie jest koniec dla mnie to początek zmian w sobie i walka o niego! nie zrezygnuję z takiej miłości, tylko wtedy gdy on przestanie kochać!

18

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!

Hej miistii, przeczytałem Twój wątek i bardzo przypomina mi moją sytuację - z tym, że to ja jestem tym porzuconym facetem. Porzuconym bez "rozmowy", bez dania szansy, "wypaliło" jej się i zdradziła mnie z facetem, którego dopiero poznała. Tzn. ona nie uważa tego za zdradę bo chciała zakończyć związek - to co ja czuję było już bez znaczenia - w swoim wyobrażeniu ona jest chyba w porządku. Minęło 6 miesięcy, kiedy ostatni raz miałem z nią kontakt ona była w tym nowym "związku" - takim korespondencyjnym - przez skype. Nie wiem, to pewnie pomaga jej zapomnieć o mnie po 13 latach razem.

W każdym razie - ja początkowo w szoku chciałem walczyć, nie rozumiałem jej zachowania i jak mogła mnie tak potraktować (samo zerwanie było.. no powiedzmy bez klasy). Mówiła, żebyśmy spróbowali żyć osobno i jeśli nam się nie ułoży np. po roku to może spróbujemy jeszcze raz... Ja na to, że to będzie za późno, że jeśli będzie z kimś innym to już nie ma powrotu.
No albo kochasz = chcesz z kimś być / albo "robisz sobie przerwę"...
Wobec jej postawy odpuściłem i do dziś staram się z tego podnieść. W tej chwili nie chcę z nią kontaktu i nie chciałbym powrotu. Bardzo ją kochałem ale w tej chwili to ustępuje miejsca niechęci i obrzydzeniu. Mam wiele dobrych wspomnień ale kiedy pomyślę jaką okazała się osobą na końcu.. no po prostu nie chciałbym już z nią być. Straciłem całe zaufanie i szacunek jaki do niej miałem. Gdyby się odezwała, chciała spróbować na nowo pomyślałbym po prostu, że jej coś nie wyszło i chce wrócić do bezpiecznej przystani - do następnej okazji. Ja jakoś nie wierzę w to próbowanie na nowo po okresie "próbowania z innego pieca" jeszcze zanim trup po poprzednim związku dobrze ostygł - dla mnie osobiście to trochę niesmaczne. Tak trochę jakby mówiła - ok zrobiłam sobie przerwę, zabawiłam się, a teraz wracam i żyjemy razem dalej.

Tak to wygląda z tej drugiej strony - w moim przypadku.

Jak pisze ET "Skłonność do działań impulsywnych na taką skalę wymaga IMHO pomocy psychologicznej" - to tyczy się mojej ex jak najbardziej, ale w Twoim przypadku też nie rozumiem dlaczego jeśli on "natychmiast zareagował, podjął rozmowę oraz działania" - Ty to odrzuciłaś i poszłaś w długą?

Każdy człowiek jest inny, może Ty masz jeszcze szansę - życzę powodzenia i żeby to było trwałe.

19

Odp: koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!

Witam, chcialbym sie dowiedziec jak po czasie zakonczyla sie Twoja historia. Wiem ze odkopuje troche stary temat.

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » koniec starego związku, nowy związek, pragnienie byłego!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024