Witam, piszę ponieważ nie bardzo wiem czy sama będę w stanie odnaleźć się w sytuacji. Wczoraj się rozstałam z chłopakiem. Od jakiegoś czasu psuło się miedzy nami, ale on zapewniał, że wciąż mu zależy, żebym poczekała bo on musi poukładać sobie wszystko w głowie. Skończyło się 1,5 tygodniowym milczeniu i jego decyzją o zerwaniu, którą ja przyspieszyłam. On był akurat w rodzinnym mieście, ja kilometry dalej, tam gdzie studiuje. Prawda jest taka, że pomimo mojego dziecinnego zachowania (bo zaraz się skrzykniecie, jak to rozstawać przez wiadomości czy telefon) zwyczajnie chciałam sobie oszczędzić słuchania durnowatych tłumaczeń, kitów i żałosnych próśb abyśmy "zostali przyjaciółmi". De facto nimi byliśmy przez około 10 lat. Zamiast słuchać wyjaśnień, przeprowadziłam mini śledztwo i cóż... zostałam porzucona dla innej. Wielka, fałszywa miłość się mu do mnie wypaliła. Oh, pałam niemałym gniewem. Najchętniej roztrzaskałabym łeb bo pobawił się mną jak pierwszą lepszą z burdelu. Jak do tego doszło? Naiwnie zaufałam. Pozwoliłam mu rozbić poprzedni związek, nabrałam się na gierki. Teraz tym samym sposobem zdobywa nową dziewkę, która również jest w związku. Znając ironię losu i brak sprawiedliwości, dopnie swego i w jej kwestii co dodatkowo boli. Miło byłoby popatrzeć w końcu jak mu się nóżka podwija i dostaje kosza. Boli jak się pomyśli, że ktoś kogo tyle się znało, nagle pokazuje takie oblicze. Był ktoś z was w podobnej sytuacji? Na pewno. Chciałabym podzielić się spostrzeżeniami. I przede wszystkim, jak sobie z czymś takim poradziliście?
Ach, wyrzuć ten gniew, jadzik aż skwierczy
urażona ambicja? Rozumiem. Nie jest łatwo pogodzić się z pewnego rodzaju przegraną. Mam wrażenie, że żałujesz, że to on Cię rzucił, a nie Ty jego.
Może to taki typ - wiecznego zdobywcy, dla którego podnietą jest samo zdobywanie, adoracja, najlepiej dziewka wyrwana innemu samcowi. Karma is a bitch, jak to mówią w wielkim świecie. Dopadła i Ciebie, mimo że pierwszym prawem każdego człowieka jest prawo dążenia do własnego szczęścia.
Kiedyś przyjdzie taki czas, kiedy spojrzysz na Wasz związek z uśmiechem, będziesz pamiętać tylko miłe chwile. Na razie jesteś wściekła jak osa, potnij jego koszule, jeśli Ci to pomoże, płacz, zjedz tysiąc litrów lodów i upij się. Takie są prawidła rozstań. Przeżyć, przetrawić, otrzepać się i iść dalej. Na pewno sobie poradzisz
Następnym razem, miejmy nadzieję, że takiego nie będzie, będziesz wiedziała, że zdobywa następną dziewkę (sorry, spodobało mi się), i nie będziesz traciła czasu aż do beznadziejnej rozmowy pt. "zostańmy przyjaciółmi". Wyciągnij z tego lekcję i nie chowaj urazy za długo - to niezdrowe.
Pewnie, że każdy był przynajmniej raz (w zależności od tego jak szybko się na błędach uczy) w takiej sytuacji ![]()
Grunt to wyciągnąć wnioski, jak napisała poprzedniczka.
Jednym "otrzepanie się" zajmuje pół roku, innym rok.. jeśli więcej to źródło leży zwykle w zaniżonym ponad przeciętną poczuciu wartości.
Nic już nie da się zrobić, poza akceptacją rzeczywistości, która - zaufaj mi - wie, co jest dla Ciebie na ten moment dobre. To nam tylko zawsze z początku wydaje się, że pasowaliśmy z partnerem idealnie, a "zły los" się na nas uwziął i zwyczajnie pomylił
Nie jest tak. Coś musiało być między wami mocno nie tak, przynajmniej z jego strony, skoro podjął taką decyzję. Bardzo prawdopodobne, że nie mówił Ci całej prawdy.
Z każdym miesiącem, o ile będziesz nad sobą pracować, a nie pogrążać się w jadzie i bólu, powinno być lepiej. Wszystko zależy na czym się bardziej skupisz.
Nie ma cudownej recepty by szybciej dojść do siebie po rozstaniu, zwłaszcza gdy 'powodem' był ktoś 3-ci, choć pamiętaj, że to nigdy nie jest prawdziwy i bezpośredni powód - jest nim najpierw niezgranie na jakimś polu, z którym jedna strona decyduje się nic nie robić albo szukać zaspokojenia gdzie indziej.
Czy to uczciwe? Pewnie nie, ale biorąc pod uwagę, że "każdy orze jak może" i na ile mu na dany moment poziom świadomości pozwala, trzeba pozwolić ludziom podejmować swoje wybory. Jeśli są błędne, życie samo zweryfikuje.
4 2015-03-01 11:03:30 Ostatnio edytowany przez panibaronowa (2015-03-01 11:04:05)
Popieram z rana bardzo mądre słowa Elle przy niedzieli. Też uważam, że z czasem przyznasz, że tak było lepiej (z różnych względów, bo życie pisze różne scenariusze - w końcu jest nowelą, nie?)
A jego nie ma co roztrzaskiwać, pozwól mu popełniać swoje błędy i podejmować decyzje, i szanuj je. Chociażby dla własnej higieny psychicznej.
Skwierczy i to okropnie, zestrzeliłabym ze snajperki pewnie z rozmachem niczym z karabinu. Kapeczkę, to znaczy... wiedziałam, że do tego zmierza, więc mu powiedziałam - nie będę dłużej czekała, stop! Naprawdę dosyć się wycierpiałam i nie chcę słuchać jego kolejnych przedstawień w których się wybiela bo pragnie poczuć się lepiej, bo może mu jednak coś tam sumieniem rusza.
Odnośnie tej karmy, mój poprzedni związek do zbyt wesołych nie należał. Pan potrafił mi porobić siniaki na nadgarstkach, pobił mojego młodszego brata... był bardzo niezrównoważony emocjonalnie. Zdradził kilkakroć (choć jeden raz miałam namacalny, pozostałe pozostają jednak bardzo prawdopodobnymi z wielu względów). Siedział lata na utrzymaniu moich rodziców bo sam d... nie chciał ruszyć do pracy. A co zarobił przewalał na swoje zachciewajki zamiast życie. Karma is bitch, ale sądzę, że mimo to źle celuje w tym wypadku.
Po wczorajszej nocy spałam raptem 2 godziny, nerwy po prostu mną trzęsły po zobaczeniu jego rozmowy z ową panną i jego propozycji "wiem, że masz chłopaka i zabrzmi to dziwnie, ale wyjdziemy do kina?" Kur... ręce opadły. I ona idzie! Wiązankę puściłam jak stąd do Japonii, wyrzuciłam cały gniew na który z całą pewnością zasłużył po tym jak mnie kłamał. A, że on nikogo nie kocha innego, a, że mnie nie zdradził! Wychodzi na to, że chyba też zdradził! Acz o tym przekonywać się już w 100% nie będę bo mnie okropne obrzydzenie bierze na myśl co mogła ta dziw*a robić z inną, a potem ze mną. I wiecie co? Odpisał! O matko, jak on się uparł, że o tym pogadamy jak wróci do miasta. Powiedziałam, że nie mam zamiaru tego słuchać, żeby mi nie wchodził w drogę bo zarobi w ryja. Block na fb, wywalenie wszelkich numerów. Jego rzeczy pofrunęły z okna i zaproponowałam, że co najwyżej może przyjść sobie je pozbierać. Pomimo oznajmienia, że więcej wiadomości od niego nie odbiorę (zaczął pisać na telefon) napisał z głupawym uśmieszkiem, że wiem, że jest uparty. Poważnie? Wow, szkoda, że nie wtedy kiedy powinien, gdy mógł ratować związek, pisać jak go potrzebowałam, a nie teraz żeby się tłumaczyć!
Narobiłam mu przy okazji koło tyłka, cokolwiek mi to da - czuję się naaaprawdę lepiej. Acz złość kipi dalej i żal tego jak mnie potraktował. Nie mam ochoty dać po sobie skakać jak każdemu się podoba i na wszystko przytakiwać życząc szczerze szczęścia. Wiem, jestem straszna, ale nie żałuję.
Hm, tak na szybko, pytanko - zastanów się głębiej, co Cię ciągnie do takich facetów? Jeden wariat, drugi zdobywca - co mają wspólnego Twoi byli? Czy nie powtarzasz jakiegoś schematu za każdym razem?
Bo ja na przykład mam magnes na wariatów - czemu, nie wiem, szukam odpowiedzi. Może i u Ciebie pojawia się jakiś schemat że, mówiąc ogólnikowo, przyciągasz nie ten typ, co trzeba?
7 2015-03-01 11:20:04 Ostatnio edytowany przez MałaKsiężniczka (2015-03-01 11:20:51)
Nie mam bladego pojęcia... oboje są zodiakalnymi bliźniętami? I tacy pseudo inteligenci z którymi szalenie kocham rozmawiać? Choć jak widać ich mądre przekonania to pic na wodę, fotomontaż.
Właśnie znalazłam twój wątek, czytam i zaraz się udzielę.
Kurde mol, mało tego panicznie się boję ciąży. Mieliśmy głupie zabawy bez zabezpieczenia początkiem miesiąca (jeszcze nim wyjechał żeby się namyślić, zostawiając mnie mimo wszystko przed walentynkami bo nie chciał ich ze mną spędzać), niby nic się nie wydarzyło, ale okres się spóźnia. Jeszcze by mi tego brakowało...
Mija sobie 8 dzień właśnie. I jestem zaskoczona, że dopiero ósmy. Zdaje mi się, że moje rozstanie miało miejsce znacznie dawniej. Radzę sobie całkiem znośnie. Tęsknię, brakuje mi tej osoby, która kocha, z którą spędza się tyle czasu, która się o nas troszczy, której można powierzyć problemy i to zrozumie, podniesie na duchu. Mimo to wystarczyło przypomnieć powód dla którego nasze ścieżki się rozeszły. Wszystko co łączyło mnie z nim okazało się bujdą na resorach. Z jego strony oczywiście. Aktualnie siedzę w domu chora (okropna pogoda krzywdzi moją słabą odporność) i pech chce, że dopada mnie dołek pt. "nigdy nikogo tak nie pokocham, nikt nie pokocha mnie". Potrzebuję kopa w tyłek, nie chcę się nad tym rozklejać. Dlaczego niektóre rzeczy nie mogą trwać wiecznie?
A czym Ci tak zaimponował, że zostawiłaś poprzedniego partnera? Nawijał makaron na uszy, jak to Ty cudowna jesteś, jaka niepowtarzalna, że się przy nim marnujesz, że nie zasługuje na Ciebie, że on z Tobą to by Himalaje mógł zdobywać? Kurde ja naprawdę nie rozumiem kobiet, kilka ładnych słów i w głębokim poważaniu mają drugiego człowieka, książę z bajki się zjawił, to ta prawdziwa nie podważalna miłość, tylko ten cholerny poprzedni partner przeszkadza
Jaki on zły, nic niewarty, bo nie kadzi komplementów, bo jakiś taki zdziadziały. A ten taki cudowny, takie piękne słowa w jego ustach, nic tylko tego pajaca w kapciach domowych zostawić i nóżki rozłożyć przed tym księciem. A Książę jak dostanie co chciał, to nagle przeskoczy do innej bajeczki. Kobiety obudźcie się, bajki to były dobre jak je Andrsen pisał a nie w XXI wieku.
A czym Ci tak zaimponował, że zostawiłaś poprzedniego partnera? Nawijał makaron na uszy, jak to Ty cudowna jesteś, jaka niepowtarzalna, że się przy nim marnujesz, że nie zasługuje na Ciebie, że on z Tobą to by Himalaje mógł zdobywać? Kurde ja naprawdę nie rozumiem kobiet, kilka ładnych słów i w głębokim poważaniu mają drugiego człowieka, książę z bajki się zjawił, to ta prawdziwa nie podważalna miłość, tylko ten cholerny poprzedni partner przeszkadza
Jaki on zły, nic niewarty, bo nie kadzi komplementów, bo jakiś taki zdziadziały. A ten taki cudowny, takie piękne słowa w jego ustach, nic tylko tego pajaca w kapciach domowych zostawić i nóżki rozłożyć przed tym księciem. A Książę jak dostanie co chciał, to nagle przeskoczy do innej bajeczki. Kobiety obudźcie się, bajki to były dobre jak je Andrsen pisał a nie w XXI wieku.
Mój były partner był niezrównoważony emocjonalnie. Potrafił mi porobić siniaki na nadgarstkach. W mieszkaniu wybita szyba w oknie. W drzwiach. Pobił mojego młodszego brata. Zdradzał mnie, interesował się innymi. Ze mną nigdzie nie wychodził, wolał non stop siedzieć przed komputerem. Utrzymywała go moja rodzina za co ani troszkę nie był wdzięczny. Nie potrafił znaleźć sobie pracy. Nie kochaliśmy się. Obrażał mnie. Wracałam do domu zmęczona, a on sprzed komputera głupio się uśmiechał i pytał "o, już wróciłaś, zrobisz mi jeść?". Kiedy chciałam spać, a nie pozwalały mi jego gry bo był głośno, nie chciał nawet ich wyłączył. Kompletna ignorancja. Spałam po 3-2 godziny bo rano trzeba wstać, ale co go to obchodziło...
Taaak. Był cudowny i go zostawiłam dla księcia z bajki. Zostawiłam go dla "przyjaciela" którego znałam od lat, a który mnie mentalnie z tego wyciągnął i faktycznie uświadomił, że jestem warta więcej niż poprzedni twierdził. Może się mylił bo w jego ustach też najwyraźniej było to kłamstwem.
Piotr74 napisał/a:A czym Ci tak zaimponował, że zostawiłaś poprzedniego partnera? Nawijał makaron na uszy, jak to Ty cudowna jesteś, jaka niepowtarzalna, że się przy nim marnujesz, że nie zasługuje na Ciebie, że on z Tobą to by Himalaje mógł zdobywać? Kurde ja naprawdę nie rozumiem kobiet, kilka ładnych słów i w głębokim poważaniu mają drugiego człowieka, książę z bajki się zjawił, to ta prawdziwa nie podważalna miłość, tylko ten cholerny poprzedni partner przeszkadza
Jaki on zły, nic niewarty, bo nie kadzi komplementów, bo jakiś taki zdziadziały. A ten taki cudowny, takie piękne słowa w jego ustach, nic tylko tego pajaca w kapciach domowych zostawić i nóżki rozłożyć przed tym księciem. A Książę jak dostanie co chciał, to nagle przeskoczy do innej bajeczki. Kobiety obudźcie się, bajki to były dobre jak je Andrsen pisał a nie w XXI wieku.
Mój były partner był niezrównoważony emocjonalnie. Potrafił mi porobić siniaki na nadgarstkach. W mieszkaniu wybita szyba w oknie. W drzwiach. Pobił mojego młodszego brata. Zdradzał mnie, interesował się innymi. Ze mną nigdzie nie wychodził, wolał non stop siedzieć przed komputerem. Utrzymywała go moja rodzina za co ani troszkę nie był wdzięczny. Nie potrafił znaleźć sobie pracy. Nie kochaliśmy się. Obrażał mnie. Wracałam do domu zmęczona, a on sprzed komputera głupio się uśmiechał i pytał "o, już wróciłaś, zrobisz mi jeść?". Kiedy chciałam spać, a nie pozwalały mi jego gry bo był głośno, nie chciał nawet ich wyłączył. Kompletna ignorancja. Spałam po 3-2 godziny bo rano trzeba wstać, ale co go to obchodziło...
Taaak. Był cudowny i go zostawiłam dla księcia z bajki. Zostawiłam go dla "przyjaciela" którego znałam od lat, a który mnie mentalnie z tego wyciągnął i faktycznie uświadomił, że jestem warta więcej niż poprzedni twierdził. Może się mylił bo w jego ustach też najwyraźniej było to kłamstwem.
Przepraszam, ze tak ostro napisałem, ale mój post po pierwsze nie dotyczył w 100% tylko Ciebie ale ogólnie łatwowierności kobiet, przykro mi z powodu Twojego poprzedniego partnera, bo dopiero teraz napisalas jakie z niego dno bylo. Ale tak szczerze to zamienil stryjek siekierke na kijek. Gdybys sama sie od tego poprzedniego uwolnila, oczyscila umysl, to moze Twoj nastepny wybor bylby trafniejszy, bo czy teraz znow nie cierpisz? Owszem pomógł Ci wyzwolić się od lenia i tyrana, ale wychodzi na to, że tylko po to aby sie Twoim kosztem zabawić i przeskoczyć na inny kwiatek jak już mu się znudziłaś. Życzę trafniejszych wyborów w przyszłości. :-D
O przepraszam, pisałaś jednak wcześniej o byłym facecie, moje niedopatrzenie i gapiostwo. Miłego dnia :-D
Albo "z deszczu pod rynnę", aczkolwiek powiem ci, że choć bałam się wejść z jednego związku w drugi (to wcale nie do końca było tak, że zerwałam z jednym na rzecz drugiego, ale nie sądzę aby miało to jakiekolwiek znacznie obecnie) to nie spodziewałam się czegoś z czym się spotkałam. Znałam go laaata. To był przyjaciel. Po prostu w głowie się nie mieści. Robił mi masę niespodzianek odkąd zaczęliśmy się mieć ku sobie, od zawsze nie byłam mu obojętna, przeprowadził się specjalnie do mojego miasta na studia, po pierwszym semestrze chciał razem zamieszać. Aż... jego oczy nie spostrzegły na swoim wydziale innej. Nic nie poradzę, ale przykre jak łatwo ludzie zmieniają obiekty zainteresowania. Mi uczucia łatwo nie przychodzą, ale, gdy już są, kocham całą sobą. Nie ma tu opcji jeśli partner się mną nie bawi, żebym choćby spojrzała na kogokolwiek innego.
Dziękuję i wzajemnie
. Choć co do przyszłych wyborów przyznam, że chyba nie mam ochoty już wchodzić w jakiekolwiek podobne relacje.
Albo "z deszczu pod rynnę", aczkolwiek powiem ci, że choć bałam się wejść z jednego związku w drugi (to wcale nie do końca było tak, że zerwałam z jednym na rzecz drugiego, ale nie sądzę aby miało to jakiekolwiek znacznie obecnie) to nie spodziewałam się czegoś z czym się spotkałam. Znałam go laaata. To był przyjaciel. Po prostu w głowie się nie mieści. Robił mi masę niespodzianek odkąd zaczęliśmy się mieć ku sobie, od zawsze nie byłam mu obojętna, przeprowadził się specjalnie do mojego miasta na studia, po pierwszym semestrze chciał razem zamieszać. Aż... jego oczy nie spostrzegły na swoim wydziale innej. Nic nie poradzę, ale przykre jak łatwo ludzie zmieniają obiekty zainteresowania. Mi uczucia łatwo nie przychodzą, ale, gdy już są, kocham całą sobą. Nie ma tu opcji jeśli partner się mną nie bawi, żebym choćby spojrzała na kogokolwiek innego.
Dziękuję i wzajemnie. Choć co do przyszłych wyborów przyznam, że chyba nie mam ochoty już wchodzić w jakiekolwiek podobne relacje.
Teraz nie masz ochoty i wcale się temu nie dziwię, ale ona wróci, a wtedy życzę Ci trafniejszego podejmowania decyzji, bo zasługujesz na fajnego partnera. Określenie, że ..,,kochasz całą sobą".. bardzo mi się podoba i sam go nieraz używałem. Fajne życie będzie miał z Tobą Twój przyszły facet. Jeszcze raz życzę wszystkiego dobrego ![]()
15 2015-03-11 00:38:49 Ostatnio edytowany przez Piotr74 (2015-03-11 00:43:03)
A
T
16 2015-03-12 00:48:11 Ostatnio edytowany przez MałaKsiężniczka (2015-03-12 00:49:35)
Gdyby tu samo podejmowanie decyzji miało wpływ
. Nikt niestety na czole nie ma wypisane czy kiedyś mu nie odbije. A szkoda, bardzo szkoda. Dla mnie te sytuacje w których się znalazłam, były tak absurdalne i irracjonalne... mam na myśli, że gdyby tylko druga strona chciała wyciągnąć rękę, z każdej z nich dałoby się wyjść bez szwanku. Jednak ludziom jakoś nie w smak, wolą się odsunąć stawiając na własny egoizm, zranić i zostawić. Naprawdę nie pojmuję ulotności ludzkich uczuć. Zwłaszcza jeśli stwarzają pozory bardzo zaangażowanych - nie tylko słownie, ale też czynami.
Odnośnie "fajnego życia" często słyszę, że im za fajnie właśnie i w tyłkach od tego się przewraca. Jednak mimo wszystko wolę być sobą niż grać "zołzę", dawać się ciągle ganiać i tak dalej. Podobne gierki są męczące, moim zdaniem budują jedynie iluzję udanego związku, gdzie dwójka partnerów nie może się na siebie faktycznie otworzyć i całkowicie zbliżyć.
Gdyby tu samo podejmowanie decyzji miało wpływ
. Nikt niestety na czole nie ma wypisane czy kiedyś mu nie odbije. A szkoda, bardzo szkoda. Dla mnie te sytuacje w których się znalazłam, były tak absurdalne i irracjonalne... mam na myśli, że gdyby tylko druga strona chciała wyciągnąć rękę, z każdej z nich dałoby się wyjść bez szwanku. Jednak ludziom jakoś nie w smak, wolą się odsunąć stawiając na własny egoizm, zranić i zostawić. Naprawdę nie pojmuję ulotności ludzkich uczuć. Zwłaszcza jeśli stwarzają pozory bardzo zaangażowanych - nie tylko słownie, ale też czynami.
Odnośnie "fajnego życia" często słyszę, że im za fajnie właśnie i w tyłkach od tego się przewraca. Jednak mimo wszystko wolę być sobą niż grać "zołzę", dawać się ciągle ganiać i tak dalej. Podobne gierki są męczące, moim zdaniem budują jedynie iluzję udanego związku, gdzie dwójka partnerów nie może się na siebie faktycznie otworzyć i całkowicie zbliżyć.
Wiesz mnie teraz boli to ze kobiety szukaja ksiecia z bajki a faceci ksiezniczek i najgorsze jest to gdy sa w zwiazkach. Wczoraj bylo Kocham Cie a dzis bajka w stylu musze odpoczac. Nie jestem zwolennikiem takiego czegos bo jak w cos wchodze to daje z siebie 100% i oczekuje tego samego ale życie plata takie figle ze za glowe idzie sie czasami zlapac. Tylko nie zmieniaj sie przez tego dupa bo takich kobiet jak ty zaczyna brakowac. Uszka do gory i zdrowka teraz Ci życze ;-)
18 2015-03-12 01:08:37 Ostatnio edytowany przez MałaKsiężniczka (2015-03-12 01:10:17)
To też zależy co ktoś ma na myśli mówiąc "książęta i księżniczki" bo na dobrą sprawę faktycznie ich szukamy. Jako wcielenia tych, którzy po prostu nas nie zranią w sposób jaki mówisz, ja sobie tak to obrazuję. Mój "książę" by przy mnie był, ja bym przy nim była. Zawsze. Po prostu. Tak bardzo brakuje rzeczy wiecznych w tym świecie
. Chłopaka którego w głównej mierze dotyczy ten wątek fascynowało moje idealistyczne podejście do świata, podobno jestem wyrwana z bajki. I chciał w tej bajce koegzystować ze mną. Najwyraźniej go to przerosło na dłuższą metę, wolał nurzać się w brudach XXI wieku. Mam na myśli swawolę, nadmierne używki, urozmaicenia od stałości, poczucia bezpieczeństwa.
Wiele osób chce mnie zmienić, wiele mówi, że na tym jaka jestem daleko nie zajadę. Trudno. Wiem czego chcę i za nic nie potrafię się od tego oderwać. To dla mnie zbyt wartościowe. Jeśli nie uda mi się znaleźć wyśnionej miłości, najwyżej umrę sama, ale pozostając przy swoich ideach.