Witam. Postaram się w dużym skrócie i proszę o rady ![]()
Jesteśmy razem ponad rok. Kiedyś Jego siostra ( przy jakiejś ich kłótni) powiedziała mu,że jest egoistą i ,że nie rozumie czemu z Nim jestem. Nie wzięłam tego jakoś specjalnie do siebie ,bo Ona też ma swoje za uszami.
No i teraz coraz bardziej rzuca mi się w oczy jak jest w siebie zapatrzony. Uważa ,że wszystko wie najlepiej, robi najlepiej,ogólnie mistrzunio! I oczywiście nijak to się ma do rzeczywistości .
Zawsze był/jest wobec mnie miły, opiekuńczy , całuje, dba,przytula. Wiem,że mogę sobie zażyczyć czegoś i to dostane. Od jakiegoś czasu w trakcie kłótni , np.: przez telefon używał przekleństw. Bardziej w formie 'przecinka' ,bo nie było to bezpośrednie wyzywanie mnie. Po każdym słowie na 'k' kończyłam rozmowę ,bo nie zamierzam tego słuchać. Przy swoich rodzicach przeklina normalnie ( przy mnie raczej nie) i czasem przy mnie się z Nimi kłóci ( z jednej strony Go rozumiem ,bo wszystko jest na Jego głowie,ale mimo wszystko mam zupełnie inne podejście i relacje z moimi rodzicami ).
Ostatnio mnie już wkurza to Jego samouwielbienie. Wiecznie tylko 'przecież mówiłem,że jest tak i tak',' no i miałem rację' blablabla. Często przegląda się w lustrze ,uważa ,że we wszystkim wygląda wręcz B-O-S-K-O.
Wczoraj bardzo przegiął po raz pierwszy. Miał ciężki dzień w pracy, ja rozumiem. Po pracy podjechał po mnie, pojechaliśmy po Jego mame i do szpitala do Jego taty. Jego mama Go denerwowała, mówił co jakiś czas 'zwolnij' ,'czerwone' itp. No i ok, to też rozumiem. Zaparkowaliśmy i trzeba było wyjąć torby z bagażnika. No i okazało się,że Jego mama położyła wszystko na jakiś Jego dokumentach. Wkurzył się,zaczął wyzywać, przekleństwa, Jego mama mu tłumaczyła ,że to nic takiego. Był już mega zły i zaczął do Nas krzyczeć ,że mamy 'spie*dalać' itp rzeczy. Wzięłam ciężką torbę i poszłyśmy z Jego mamą do szpitala . Krzyczal za Nami ,że nie będziemy dzwonić domofonem po kolei wszyscy ,że mamy czekać,że jesteśmy 'po*ebane'.
Zatkało mnie. Chyba nigdy nikt w ten sposób się tak do mnie nie odezwał. Miałam ochotę się rozryczeć. Jego mamy to nie ruszyło...I nie miałam pojęcia jak się zachować. Powiedziałam mu jak chwilę byliśmy sami,że zachowuje się jak prostak, że nie jest alfą i omegą itp. Ale mogłam mu mówić takie rzeczy tylko jak byliśmy sami. Jak wracaliśmy do auta Jego mama widziała,że jestem na Niego zła . I powiedziała mi,że czasem trzeba mu wybaczyć.
Przez to,że nie miałam jak z Nim poważnie porozmawiać . Nie wiem czy zrozumiał cokolwiek. Myślałam o tym cały wieczór. I wiecie co? On mnie chyba nie kocha . On jest chyba ze mną żeby nakarmić swojego ego. Mimo,że mam 24 lata, wyglądam na 15, ja dziewczynka. Do tego bywam ciapowata. Zdarza mi się przewrócić, rozsypać, pobrudzić się. Nie wiem czemu ,ale tak już mam
A On jako Pan i władca otacza mnie opieka. Ma poczucie ,że jest mi potrzebny, no ,bo jak takie dziewczę jak ja poradzić sobie bez Niego?
Przeraża mnie Jego brak szacunku do innych ( jak widać do mnie też) , Jego rozbuchane ego, zapatrzenie w siebie ,przekonanie ,że jest naj i naj.
Wczoraj pojechaliśmy coś zjeśc po tym szpitalu. On kupił mi to co lubię , podał itp itd. A Jego mama powiedziała 'ale Ty umiesz być fajny'. Ale On jest taki 'fajny' wobec mnie zawsze.
Powiedzcie mi jak to jest? Co ja mam zrobić?