Jakie macie sposoby na bijące się rodzeństwo?
Moje dwie dziewczyny cały czas się szturchają, szczypią, przepychają. A potem jest płacz, krzyk i przylatywanie ze skargą < mamooooo a ona mnie ..........>, na to wpada druga < a ona też mnie................>.
Były tłumaczenia, kary - nic nie pomaga. Są dni spokojne, ale są i takie, że jak zaczną to nie mogą przestać. Młodsza przy tym zasypuje tekstami typu: nie lubię cię, jesteś zła, jesteś niedobra, nie chcę się z tobą bawić itp.
A o co są te kłótnie? Może powodem jest zazdrość, albo chęć zwrócenia na siebie uwagi? Czy Ty interweniujesz kiedy zaczynają się kłócić czy wolisz, aby same rozwiązały swój problem?
Kłócą się o różne rzeczy. Np. przy jedzeniu siędzą obok siebie. Gdy młodsza sszybciej skończy i chce odejść od stołu, starsza nie chce jej przepuścic - rękoczyny gotowe; przy myciu zębów - jedna stoi przy zlewie, druga nie chce jej zrobić miejsca - j/w; przy zabawie - gdy którejś coś się nie spodoba, druga nie che się podporządkować - również się zdarza.
Ja staram się nie interweniować. Niestety w zdecydowanej większości jest tak, że przybiegają do mnie z krzykiem, bądź płaczem na skargę. Ja wówczas mówię, że jeżeli mają ochotę robić sobie na złość i bić się, niech mnie w to nie mieszają.
Jeżeli widziałam, która zaczęła, i że zrobiła to z premedytacją - reaguję.
W zdecydowanej większości jeżli daję karę to obydwum.
Nie znam się na wychowaniu dzieci, ale w oparciu o swoje doświadczenie napiszę Ci, że to źle kiedy nie reagujesz. Nie wiem w jakim wieku są Twoje dzieci i jaka jest między nimi róznica wieku.
Mam młodszego brata, który lubi wymuszać, zawsze chce mieć rację, też bywa złośliwy. Moja mama nie reaguje kiedy on zaczepia albo zaczyna się kłócić. I wiesz co wtedy myślę i myślałam zawsze (bo tak jest od wieu lat)? Że mojej mamie nie zależy na naszej zgodzie, woli się nie wtrącać. Brat wykorzystuje uległość mamy i robi niemal wszystko co chce.
Więc myślę, że lepiej jest jeśli rodzice jednak próbują tłumić konflikty i tłumaczą dlaczego nie wolno szarpać, bić.
Fajnie, że piszesz o odczuciach osoby, która jest rodzeństwem doświadczającym złośliwości. Dobrze jest wiedzieć, co dzieci czują w takim przypadku. Ty już wprawdzie dzieckiem nie jesteś, ale odczucia są na pewno podobne.
Ja mam w zasadzie jeszcze maluchy 7 i 5 lat, które jeszcze tak do końca nie potrafią sprecyzować swoich uczuć, a tym bardziej o nich rozmawiać.
To nie jest tak, że ja nie reaguję wogóle. Jeżeli jest to drobna sprzeczka słowna, zatarczka - owszem czekam jak ona się zakończy i nie ingeruję. Często same potrafią sobie poradzić i dojść do porozumienia.
Jeżeli są to rękoczyny zakończone płaczem i skargami - nie krzyczę na żadną z nich z osobna, gdyż najczęściej wszystko odbywa się w innym pokoju - i ja nie widzę która sprowokowała bójkę. Zwracam się do nich razem, oczywiście wysłuchuję wersji każdej z nich. Niestety zazwyczaj są one sprzeczne , dlatego też nie chę obwiniać żadnej indywidualnie - bo tak naprawdę nie wiem która była prowodyrką.
Jeżeli widzę , że któraś rwie się do rękoczynów - oczywiście zwracam uwagę, a czasami wyciągam konsekwencje.
Wydaje mi się, że reagowanie w każdym jednym przypadku nie jest konieczne i niedzowne. Że dzieciom trzeba dać szansę nauczenia się rozwiązywania konfliktów, szukania ugody, bronienia się.
Oczywiście rozmawiam z nimi, tłumaczę itd - ale według mnie one zbyt często się kłócą i popychają. Niby są za sobą, jedna zawsze pamięta o drugiej, dzielą się zabawkami, stają za sobą, lecz ich częste kłótnie czasami powodują, że czuję się bezradna. Nie wiem już jakich mam używać argumentów, jakie stosować metody, żeby żyły ze sobą zgodniej.
Ja niestety nie mam własnego doświadczenia w tej kwestii - jestem bowiej jedynaczką.
przeczytałam z ciekawością ponieważ mam to samo z moimi chłopcami ,czasami mam dość ciągłego przepychania ,szturchania .Tłumaczę ,proszę ale pomaga na ktotko myślę że z czasem z tego wyrosną