Niedługo skończę 23 lata i nigdy nie byłam w poważnym związku.
Byłam raz zakochana (nic z tego nie wyszło, choć on długo mnie zwodził - to było 4 lata temu) i raz mocno zauroczona, ale "związek" szybko się skończył, bo facet odszedł do mojej najlepszej przyjaciółki. Spotykałam się jeszcze w sumie z trzema facetami, którzy mi się podobali, ale relacje szybko się rozpadały, bo to jednak było dawno temu (gimnazjum i sam początek technikum), także trudno to nazywać związkami.
W swych relacjach damsko-męskich NIGDY nie wyszłam poza całowanie. No, raz się zdarzyło, że chłopak próbował dorwać się do moich piersi, ale szybko to przerwałam, bo nie byłam gotowa na nic więcej i nie chciałam faceta zwodzić (miałam wtedy 18 lat).
Rzecz w tym, że za miesiąc skończę 23 lata i wciąż nie czuję się gotowa na seks i mam w związku z nim wiele obaw. W ogóle jakoś trudno mi siebie wyobrazić w łóżku, wydaje mi się to jakieś abstrakcyjne... I trochę mnie to martwi. O ile wcześniej ta niegotowość mogła być uzasadniona młodym wiekiem, tak teraz wydaje mi się, że coś jest nie tak.
Największy problem jednak w tym, że (w związku z powyższym) całkowicie unikam mężczyzn. Boję się, że spodobam się facetowi (i on mi też), no i oczywiście zacznie się flirt, podchody, a w końcu aluzje do seksu. I jak tu powiedzieć DOJRZAŁEMU mężczyźnie, że ja nie dość, że jestem dziewicą, to w dalszym ciągu nie jestem gotowa na zbliżenie i nie czuję, by prędko to się miało zmienić? W wieku nastu lat o wiele łatwiej było powiedzieć "nie jestem gotowa", niż teraz. Facet uznałby mnie pewnie za chore dziwadło i pomyślał jeszcze inne, o wiele gorsze rzeczy. Strasznie boję się takiego krzywego spojrzenia od kogoś, kto jest dla mnie ważny - bo musiałabym tego faceta szczerze kochać, żeby w ogóle myśleć o oddaniu się. Nie potrafiłabym tak na szybko, po kilku(nastu) spotkaniach, a dziś często szybko zmierza się do seksu...
Niedawno próbowałam w pewnym sensie przełamać strach przed poznaniem mężczyzny - w sensie choćby koleżeńskim. Poznałam pewnego faceta (w moim wieku) i był naprawdę sympatyczny, no ale on już na trzecim spotkaniu dawał pewne sygnały, że mu się podobam i ogólnie zauważyłam, że nie patrzy na mnie już tylko jak na koleżankę. On dla mnie był tylko jak kolegą, więc szybko się wycofałam, żeby go niepotrzebnie nie zwodzić czy coś. Dla mnie takie sprawy dziś po prostu dzieją się za szybko, ciężko mi kogoś poznać na relacji koleżeńskiej, bo faceci od razu traktują to jako randkę lub do niej szybko dążą.
Już kompletnie nie wiem co zrobić. Coraz częściej mam wrażenie, że nigdy nie będę w stanie się przełamać w tej kwestii i z powodu tego strachu przed zbliżeniem, całkowicie się odizoluję od mężczyzn, a nie chcę być sama. Chcę kochać i być kochana, choć głównie zależy mi na czułości i zaufaniu, bo tego mi zawsze ze strony facetów brakowało. Kompletnie nie wiem co z tym fantem zrobić, bo jednak decydując się na randkowanie i później na związek, muszę się liczyć z tym, że facet będzie pragnął seksu. I to prędzej niż później. A ja nie chcę nikogo zwodzić, ani bawić się czyimś kosztem bo wiem, że seks jest w związkach ważny. Chcę się zakochać z wzajemnością i w końcu jak normalny człowiek cieszyć się również seksem, ale z drugiej strony nie czuję się na seks gotowa, a przecież dopiero po zakochaniu się będzie szansa na to, bym w końcu zmieniła zdanie. I wpadłam w takie błędne koło...
Czy ktoś kiedyś był w podobnej sytuacji? Co robić?