Hej wszystkim, mam taki problem... tylko jak to ubrać w słowa, żebyście mnie nie uznały za jakiegoś napuszonego bufona...
Otóż mam takiego kolegę (bardziej znajomego), z którym mam parę wspólnych zajęć na uczelni. Nie jestem z nim w grupie, ale widywaliśmy się na obierakach. Często po skończonych zajęciach rozmawialiśmy przy fajce z Nim i innymi znajomymi.
W ostatnim tygodniu mój kolega dawał mi dość jasno do zrozumienia, że chce mnie bliżej poznać. Nie będę się zagłębiać w szczegóły, dość powiedzieć, że ostatnio kiedy się widzieliśmy po skończonym kolokwium odprowadził mnie do akademika (co było mu kompletnie nie po drodze). Mówił mi także, że szkoda że wracam do domu (w sensie domu-domu, nie do akademika), bo fajnie by było gdzieś wyskoczyć.
Dla mnie to jasny sygnał do zrozumienia... Chłopak jest bardzo miły, ja go osobiście bardzo lubię ale nic poza tym. Już mi się tak kiedyś zdarzyło, że nie wiedziałam kiedy przekroczyłam tą magiczną granicę tylko przyjaźni i nikomu to na dobre nie wyszło.
Powiedzcie mi co zrobić żeby chłopaka, że tak brzydko się wyrażę, pozostawić w friendzone. Boję się, że będzie chciał się spotkać sam na sam, a ja zacznę kręcić i się wymigiwać, a to dla żadnej strony nie jest przyjemne. Dla mnie dobrze jest tak jak jest, gadamy czasem po zajęciach o bzdurach. Możemy się nawet spotkać, ale w grupie. Nie chcę też doprowadzić do sytuacji, żeby mój kolega zaczął za mną chodzić jak przylepa, zapatrzony jak w obrazek.
Na tym etapie to nie trzeba się specjalnie gimnastykować. Też miałam takiego kolegę na zajęciach, wiem o co kaman ![]()
Więc robisz tak: na propozycje wspólnych wyjść dziękujesz, ale stanowczo odmawiasz. Kilka razy jeszcze będzie na pewno próbował, tłumacząc sobie Twoje odmowy (jak większość autorów wątków w tym dziale) Twoim złym humorem, śmiercią chomika itp., ale za którymś razem do niego dotrze.
A jak nie - powiesz wprost, że bardzo dziękujesz, doceniasz zainteresowanie, ale nie.
Żadnego odprowadzania do domu, żadnych wspólnych sytuacji 1 na 1. Da się to zrobić.
Po prostu nie wysyłaj mylnych sygnałów.
Jak to co? Szczerość moja droga. Znów posłużę się przykładem własnym. Kiedyś miałem w grupie dziewczynę która nie spodobała mi się od razu, dopiero na drugim roku studiów. Zacząłem ja odwiedzać, spędzaliśmy czas itd. W końcu powiedziała mi szczerze że nic z tego nie będzie. Jakich argumentów wtedy użyła? Nie istone. Chwile to trwało zanim to jakoś przeszło. Ale do czego zmierzam? Była szczera, ona zachowała twarz, ja sie z tym pogodziłem. Do dzis się widujemy od czasu do czasu i to jest fajne i za tą ja szanuję.
żadnych wspólnych sytuacji 1 na 1.
Właśnie to.
Elle, mądra kobitka ![]()
Ok, to opiszę może co się działo przed tym odprowadzeniem do domu:
Wyszliśmy z kolosa (On oczywiście poczekał), poszliśmy zapalić. Doszła do nas grupka znajomych. Ja skończyłam, On pali drugiego (dalej w grupie). Mówię, że idę już do domu a mój kolega wtóruje za mną, że też się zbiera
Oczywiście nastąpiło wyrzucenie 1/3 papierosa. (podobna sytuacja miała też miejsce kilka dni wcześniej).
I jak w takiej sytuacji grzecznie dać znać, że chcę iść sama? Czy raczej że nie chcę tej sytuacji 1 na 1. Albo po tych kolokwiach, siedzieć jeszcze 15 minut? Wydaje mi się, że kolega dalej by czekał... Oczywiście mogę ukrócić to palenie w grupie po prostu nie paląc (spieszy mi się
) ale co mój kolega zrobi to już jego wybór...
Z drugiej strony nie chcę być chamska. Poza tym jestem rok do tyłu, prawie nikogo nie znam na tym młodszym roku i ta grupka palaczy to właśnie osoby w tej samej sytuacji. Także fajnie jest mieć kogoś takiego żeby nie zginąć na studiach. Nawet żeby się zapytać w której sali się ma. Nie chcę sobie kolegi obrazić...
Nie obrazisz go, jeśli dasz mu jasno do zrozumienia, że lubisz go, ale nie jesteś zainteresowana.
Jeśli jest trochę niekumaty, to się może co najwyżej się zdystansować na początku, ale to nie ze względu na "foch", ale raczej z powodu, że będzie bał się z Tobą rozmawiać byś nie pomyślała że dalej próbuje do Ciebie zarywać.
A po maksymalnie tygodniu przejdzie mu.
Miałam b. podobnie.
Ale ja po prostu tuz przed parkingiem szkolnym mówiłam "To czeeeść, do jutra. Serwus!" i kierowałam się w stronę auta. (kolega wyraźnie liczył na podwózkę, a że tego dnia nie było naszej stałej grupy, to stwierdziłam, że nie).
A jak wychodziliśmy na fajkę to tez starałam się grupą albo z moim dobrym jeszcze kumplem, a jak sie nie dało to po prostu szłam na fajkę i nie zapraszałam go jakoś specjalnie, nie informowałam.
Nie wiem czym Ty się przejmujesz autorko, rób tak jak czujesz, nie sil się na źle pojmowaną "poprawność polityczną" a wtedy trudno o komplikacje.
8 2015-01-29 03:00:47 Ostatnio edytowany przez Lunarna (2015-01-29 03:02:48)
Chyba wymyśliłam
Następnym razem jak poczeka to powiem, żebyśmy poczekali na resztę.
A przejmuję się ponieważ jest tak jak napisałam: nowy rocznik, mało kogo znam, więc o każdą znajomość walczę. Nie potrafię się zachowywać neutralnie kiedy wiem, że ktoś ma wobec mnie jakieś większe plany. Krępuje mnie to. Z jednej strony jestem pyskata i przeważnie mówię to co myślę wprost, z drugiej... w takiej sytuacji jestem po prostu nieśmiała.
Poza tym jeszcze maksymalnie do wtorku, wtedy kończy mi się sesja i będę siedzieć u siebie. Mam nadzieję, że trochę ochłonie.
Z resztą racja, robię z igły widły. Po prostu przypomina mi się ten mój poprzedni kolega który strasznie kolegą nie chciał zostać. Nie chcę dwa razy popełnić tego samego błędu ![]()
I niech mi ktos powie, że nie ma porządnych kobiet, które nie wykorzystują zapatrzonych w nie miśków.
Oto MY som! ![]()
Na miejscu tego chłopaka to bym po prostu zerwał kontakt.
Nie da się przyjaźnić z kobietą która się choć trochę podoba... a "friendzone" to żadna przyjaźń.
Nie da się kogoś zmusić do lubienia lub kochania.
Nie rób nadziei po prostu facetowi a bądź miła.
Jak mi się koleżanka nie podoba a chciałby być moją kobietą to mam być jej facetem bo ona tak chce?
To musi działać w dwie strony.
Na miejscu tego chłopaka to bym po prostu zerwał kontakt.
Nie da się przyjaźnić z kobietą która się choć trochę podoba... a "friendzone" to żadna przyjaźń.
Nie ma co się obrażać. Trzeba zmienić obiekt zainteresowania.
Obrażanie pokazuje że facet nie umie przyjąć na klatę i radzić sobie z przeciwnościami.
Nie rozumiem po co kombinować. Nie lepiej od razu powiedzieć jak uważasz ? To co piszesz tutaj powinnaś jemu powiedzieć
że masz pewne podejrzenia, że odbierasz jego sygnały w taki a nie inny sposób.. Nie ma nic lepszego niż szczerość. Lepiej od razu sygnalizować że na nic więcej niż koleżeństwo liczyć nie może niż tkwić w takiej sytuacji