infinity napisał/a:Nie wiedziałam, gdzie zamieścić ten post...
Nurtuje mnie sprawa "odpowiedzialności" psychologa.
Na krótko przed ślubem z mojej inicjatywy trafiliśmy z mężem do seksuologa- problem porno z równoczesnym spadkiem jego zainteresowania seksem ze mną. ...
Czy ktos na tyle siedzi w temacie psychoterapii, że jest w stanie stwierdzić ocokaman? Czy to jest zła wola tej psycholog, która przyczyniła się do tego, że mąż odszedł, utwierdzając go, że nic złego nie robi, zostawiając mnie z dnia na dzień 1,5 roku po ślubie?
Od razu na wstępie - bo ciągle mnie o to pytają - Nie jestem psychologiem, ale temat nie jest mi obcy - moja była jest psychologiem klinicznym, do tego psychopatą i wykorzystywała wszystkie mechanizmy psychologii (bezkarnie) by mną manipulować
Dlatego na bazie tego co napisałaś, można wywnioskować parę rzeczy.
To, że psycholog zdecydowała, że terapie będziecie mieli osobno, w ich ocenie to tego wymagało. Prawdopodobnie, rzeczywiście mieliście różne problemy, których rozwiązanie na terapii rodzinnej w ich ocenie nie miało sensu. Dziwię się, że zrobiono to tak szybko, to wskazuje, że Panie psycholog nie były najwyższych lotów. Ale to moje gdybanie - jak mówiłem, nie jestem psychologiem, ale ofiarą (niedoszłą) psychologa (podobno to najgorsza z możliwych form istot żywych dla psychologa :-))
Tak na przyszłość - przyda Ci się w życiowych sprawach - jak nie wiesz co się stało, patrz na skutki działania, którego nie rozumiesz.
Skutki wiele mówią o przyczynach. Najpierw odpowiem Ci na pytania:
Tak - tajemnica zawodowa (psychologa) uniemożliwia rozmowę z współmałżonkiem pacjenta. Na bazie tego co napisałaś wynika, że pomimo zgody męża, psycholożka nie zdecydowała się z tobą porozmawiać. Powiem Ci, ze trudno to zrozumieć, bo mając wiedzę o mężu i jego problemach, spokojnie mogła Ci pomóc. Ale rozumiem jej decyzję - nie chciała stwarzać skomplikowanej sytuacji, kiedy ona coś będzie wiedziała a nie będzie mogła powiedzieć, a bojąc się, że jakoś to ujawni, popełni zawodowe faux paus. Dlatego zasłanianie się tajemnicą zawodową jest zasadne. To co robił mąż mogło być zasadne - jeśli miał poważny problem, psycholog mogła zastrzec by czegoś Ci nie mówił, by sobie nie zrobił kuku
infinity napisał/a:Czy to jest zła wola tej psycholog, która przyczyniła się do tego, że mąż odszedł, utwierdzając go, że nic złego nie robi, zostawiając mnie z dnia na dzień 1,5 roku po ślubie?
Tu muszę Ci coś wyjaśnić. W psychologii (wiem, to młoda nauka i pewnie z czasem coś się tu zmieni) - pierwszorzędną rzeczą jest dobro pacjenta. Jeśli w wyniku terapii psycholog widzi, że na dobro pacjenta negatywny wpływ ma np. związek, w którym pacjent jest, nie może mu sugerować niczego - ale jeśli klient do tego sam dojdzie, i psycholog uzna, ze to jest dobre, nie będzie go powstrzymywał. Innymi słowy - psycholog oceniając sytuację pacjenta, jeśli widzi, ze jego decyzja o rozstaniu z współmałżonkiem jest ok - to będzie go w tej decyzji umacniał, nawet wyzwoli go z wyrzutów sumienia i pomoże. W imię dobra swojego pacjenta. Bywa, że psycholog doprowadzi nawet do rozbicia związku - jeśli np. jego pacjent choruje z powodu życia w toksycznym związku. Tu trzeba sobie uzmysłowić jedną podstawową zasadę psychologii i psychoterapii - terapia ma służyć dobru klienta, a nie jego otoczenia. Innymi słowy - psycholog ma pomagać pacjentowi, a nie jego żonie. Jeśli pomoc pacjentowi pomoże też żonie, jest to ok. Ale jeśli skończy sie to ich rozejściem - to też jest dla psychologa ok. Psycholog ma jeszcze pomóc, by pacjent nie miał wyrzutów sumienia z tego powodu. Terapia ma pomóc czlowiekowi - powrót do chorej sytuacji, w której nastąpi nawrót "choroby" albo chorobotwórczej sytuacji - nie jest pomocą dla pacjenta, z punktu widzenia psychologa. Dlatego wiedząc to mogę ci powiedzieć, że pomimo iż mąż Ci nic nie mówił, to jeśli pani psycholog była fair, uczciwa (a nie np. się zakochała w mężu - a tak czasami bywa - ja twierdzę, że wielu psychologów powinno być pacjentami a nie terapeutami) - to mąż miał bardzo duży problem. Jaki, mogę tylko gdybać (jeśli problemem było uzależnienie od pornografii) - ale musiałbym wiecej wiedzieć co było z mężem, by może dojść do tego co mu było i Ci pomóc. Zakładam więc, że psycholog uznała, że lepiej dla Was będzie się rozstać - i że winą za to aby nie obarczać klienta i go nie obciążać wziąć i skryć w milczeniu. Ty nie wiedząc o co chodzi będziesz mniej cierpiała. Dlatego podejrzewam, ze Twój były był seksoholikiem (porno było tylko skutkiem) i pewnie robił wiele rzeczy, które gdybys sie dowiedziała byłyby dla Ciebie bardziej katastrofalne niż niewiedza...
infinity napisał/a:A robienie wielkich tajemnic z psychoterapii? Czy ja powinnam i moge podjąc jakieś kroki, w stylu iśc do jej przełożonego i zgłosić sprawę?
Szczerze mówiąc, nic by Ci to nie dało - wprowadziłabyś w zakłopotanie jej supervisora i samą terapeutkę. Podejrzewam, że problem naprawdę był poważny (dotyczący Twojego męża) i Twoje naciski są oczywiście wynikiem poczucia krzywdy i niewiadomej. Ale jeśli np. Twój mąż był seksoholikiem, który związał się z Tobą dla alibi, a jak tylko nie wiedziałaś o co chodzi, on to wykorzystywał, by np. oddawać się orgiom sadomasochistycznym a nawet jakimś innym zboczonym praktykom, a porno było tylko efektem takim samym czyli "czymś zamiast" jak papieros dla narkomana? By wytrzymać od jednego chorego zachowania w oczekiwaniu na kolejne? Czasami niewiedza boli mniej niż wiedza a wiedza może sprawić, że sama będziesz potrzebować terapii. Czy świadomość tego co teraz piszę pomaga Ci?
infinity napisał/a:Czy nie mam racji i tylko pogorsze tym samym moje położenie, bo ona się wkurzy i jeszcze bardziej będzie na mnie "cięta"? Czy psycholog nie jest tu niczemu "winna", tylko mąż to wszystko tak przedstawia i zniekształca?
Obawiam się, że psycholog rzeczywiście jest zupełnie "niewinna" - musi stać po stronie pacjenta, i jemu pomóc. Nie może pomóc Tobie. Psycholog ma tutaj psi obowiązek pomagania mężowi. Szkoda, że Twoja terapeutka Tobie w tym nie pomagała. Mąż też ukrywa przed Tobą wiele - bo po terapii wie, że jak się dowiesz wielu rzeczy, Ciebie może to zabić. I tak to odbieraj.
infinity napisał/a:Jest to dla mnie ważne, bo sytuacja jest taka, że ona może być obecnie jedyną osobą, która jest w stanie do niego dotrzeć i uświadomić mu pewne sprawy.
A jakie sprawy ma mu uświadomić? Obawiam się Infinity - że Ty nie znasz swojego męża w ogóle. I nie wiesz co naprawdę się dzieje. Możesz coś tam wiedzieć, ale wiele rzeczy, jakie widzimy w rzeczywistości mogą się jawić zupełnie innymi, kiedy znamy wszystkie okoliczności na pierwszy rzut oka nieznane. Dlatego przyjmij, że jego terapeutka wie więcej od Ciebie. Więc napisz, czego ona może nie wiedzieć? Twoja terapeutka, powinna Ci wyjaśnić. Podejrzewam, że problem był na tyle poważny, że obie terapeutki doszły do wniosku, by Ciebie o niczym nie uświadamiać. Możliwe, że Twój mąż ma problemy wynikające także z tego co sama robisz. Np. gdy robisz mu awantury w domu, pogłębiając jego np. jakieś stany. Nie wiem, a nie chcę gdybać. Tak naprawdę pełnię wiedzy mają terapeutki - Ty nie musisz nic wiedzieć, jeśli to wychodzi z terapii. Często rzeczywiście nie jest to wskazane.
infinity napisał/a:Uważam, że największym błędem było rozdzielnie nas w terapii, no ale to jest już musztarda po obiedzie...
Z tego co piszesz, nie masz zielonego pojęcia o tym co się dzieje podczas terapii. Nie wiesz też, na czym terapia polega. Więc na jakiej podstawie tak sądzisz? Myślisz, że tkwienie w związku za wszelką cenę, jest dobre dla Ciebie, męża i samego związku? Szerze, nie sądzę, by tak było. Na bazie tego co już napisałaś, podejrzewam u Was wielki problem, którego nie dostrzegasz, bo albo go nie widzisz, albo go wyparłaś. Podkreślam, nie jestem psychologiem - jestem ofiarą psychologa-psychopaty 
Który się doskonale sam przed nim obronił
Życzę ci spokoju ducha.
I jeszcze odpowiem Marmoladzie
marmolada1984 napisał/a:Niestety pewnie nie dowiesz się nigdy ?prawdy?, jeśli Twój mąż nie ma ochoty by się nią dzielić.
Powiem tak - on może i bardzo chce - ale już wie, że problem jaki ma, jest prawdopodobnie nie do przyjęcia dla współmałżonka (wiedza ta czasami może dobić - np, gdy żona odkryje, że mąż jej nigdy nie kochał za to wykorzystywał - to może spowodować furię, ból - który np. na danym etapie terapii może być szkodliwy i dla pacjenta jak i dla jego żony. Czy ona zrozumie to? Wybaczy? Nie wiedząc np jakie są mechanizmy ucieczki albo wyparcia?). Dlatego milczy (tak mu pewnie nakazał terapeuta) ze względu na własne i żony dobro.
marmolada1984 napisał/a:Jeśli chodzi o psychoterapeutów, to nigdy nie słyszałam o ty by psychoterapeuta prosił klienta o zachowanie tajemnicy, albo doradzał!
To mało słyszałaś :-) Terapeuta mojej byłej zaprosił na terapię kochanka byłej a nie mnie i mnie uznał za jej główny problem
Nie mogłem tego zrozumieć dopóki nie zrozumiałem, kto był moją żoną
Jej problemem nie byłem ja - ja byłem jej ofiarą, więc po co miałem cokolwiek wiedzieć? Sam to w końcu odkryłem
Bardzo często terapeuci ostrzegają, by to co odkrywają pacjenci na terapii pozostało ich tajemnicą tak długo jak to jest niezbędne.
marmolada1984 napisał/a:Możesz poczytać jakieś opinie na temat tej psychoterapeutki, oczywiście jest jakaś szansa, że to jej wina, wina jej nieprofesjonalnego podejścia itd.
Opinie o terapeutach są o kant d.... potłuc. Jak się wie, kto jest klientem i jaki miał problem, to jego opinia ni nie powie o terapeucie. To nie lekarz (jeśli już, jest to doradca umysłu ale nie lekarz. Lekarz leczy, psycholog tylko pomaga odkryć pewne przyczyny i zrozumieć skutki. Człowiek, który już wszystko rozumie, zawsze jest wdzięczny terapeucie. Terapeuci mają problem, bo na pewnym etapie pacjent niezależnie od płci może się w terapeucie zakochać - i co wtedy mówi opinia o terapeucie? Nic - nie jest wiarygodna. Druga sprawa - terapia z gruntu służy wyzwoleniu z poczucia winy. Warto o tym pamiętać.
marmolada1984 napisał/a:Ale powiem szczerze, co ja widzę w Twojej historii. Otóż widzę, że Twój mąż to zwykły tchórz, który zwyczajnie nic do Ciebie nie czuje i nie ma odwagi powiedzieć. Więc wymyśla historie, jak to terapeutka mu doradza czy odradza to czy owo. Może nie być w tym krzty prawdy i tak to wygląda.
Myślę, że się mocno mylisz. Ja widzę, że terapia przynosi skutek. Prawdopodobnie, problem męża nie jest zupełnie zależny od jego żony, ale dalsze ich bycie razem jest szkodliwe bardziej dla jego żony. Terapeuta niczego nie doradza - psycholog zadaje pytania, stara sie wejść w umysł pacjenta, oraz pomóc pacjentowi wszystko sobie poustawiać. Jeśli psycholog doradza - mówi, co ma robić, kogo kochać, a kogo porzucić - to jest szarlatanem, d..... a nie terapeutą 
marmolada1984 napisał/a:Mąż zmagał się z uzależnieniem, to indywidualny problem, który raczej nie leżał w Waszej relacji. Przykro mi z powodu tego co przeżywasz.
Marmolado - nie wiemy z czym się miotał mąż naszej Rozmówczyni - jego problemy z porno, mogły być skutkiem głębszej przyczyny, tych przyczyn mogło być więcej. Nasza rozmówczyni nic nie pisze o mężu, co dla mnie jest sygnałem, że albo nie chce, albo niewiele o nim wie (podejrzewam to ostatnie). Ja nie wiem, czy współczuć Inviniti. Mam obawę, że 0na się broni przed świadomością, że tak naprawdę terapeutka męża pomogła jej się wyzwolić z toksycznego, albo skazanego na cierpienie i niepowodzenie związku. I dlatego Infinity cierpi...