Hej,
Jestem z dziewczyną od ponad roku choć praktycznie można by liczyć, że jesteśmy parą od trzech lat, czyli odkąd się znamy.
Ona jest "słoikiem" i mieszka z koleżankami (też studentki). W mijający weekend odwiedzili je byli sąsiedzi, również studenciaki. Posiadówę skończyli około drugiej w nocy (czy jak kto woli - nad ranem) i chłopaki zostali tam spać. Jeden się położył sam na wolnym łóżku, drugi z koleżanką mojej dziewczyny, a trzeci z moją dziewczyną. Coś podobnego miało już raz miejsce jakieś 2 miesiące temu. Akurat w te dni wypadł jej okres, zresztą jestem przekonany, że niczego więcej nie było, ale czy to ma znaczenie? Potrafię wyczaić, że coś jest na rzeczy, bo o wszystkim mi powiedziała, po tym jak sam to właściwie odgadłem gdy mi powiedziała, że miały gości... Ja nie mam problemu z tym, że dziewczyna wyjdzie z kumplem na piwo, ale czy spanie z kimś na jednym łóżku to nie ingerencja w intymność Albo naruszenie mojej godności jako jej faceta? Ona mówi, że nie mam o co się wkurzać, bo tylko spali obok siebie... tylko, że z reguły w weekendy śpię tam z nią ja.... Jeszcze powiedziała, że nie czuje się winna, nic się nie stało, sama nie miała nic przeciwko. To działo się z piątku na sobotę, a wieczorem w sobotę byłem u niej. Nie zrobiłem awantury, jakoś łagodnie zareagowałem ale dziś to chyba do mnie dotarło. I mam ochotę ją wulgaryzm za to, nie odzywać się kilka dni i zastanowić się co dalej, a temu kolesiowi przywalić, choć na codzień mam poważną pracą, jestem na finiszu studiów... ale jestem też facetem i teraz budzi się we mnie złość. Choć zastanawiam się czy po tym wszystkim dalej jestem facetem...
Powiedzcie mi, czy jej zachowanie, jest w porządku? Bo dla mnie to jest niedopuszczalne.
Może żeńska część forum mi pomoże ocenić sytuację.
Pozdrawiam