Jesteście jedynakami? Czy macie rodzeństwo? A jakbyście woleli?
Naszło mnie na taki temat po rozmowie, z jedną osobą która ma 4 rodzeństwa (dziś już wszyscy mają swoje rodziny) pokazywała mi zdjęcia, wyobraźcie sobie 5 dzieci w jednym pokoju, ja bym oszalała. Ona bardzo ciepło opowiadała o dzieciństwie jak się rzucali poduszkami, bawili w chowanego itp...ja wychowywałam się sama, mnóstwo czasu spędzałam albo sama albo w towarzystwie ludzi dorosłych. Byłam spokojna o moje zabawki, słodycze, ponieważ nie było kogoś to by mi mógł coś podebrać. Od takich miejsc jak wycieczki szkolne, kolonie, akademiki stroniłam. Za duży hałas, kłopot, zamieszanie. Był czas od zaraz po liceum,studia że mieszkałam w całkiem sporym mieszkaniu sama. Miałam propozycję żeby wynająć pokój ale gdzie tam: nie chciałam nikogo, że mi po mieszkaniu jacyś obcy się rządzili. Byłam kilka razy w akademiku to u koleżanki. Szczerze akademik to jeden wielki koszmar i piekło. Raz, że trudno o pokój 1, dwa wspólne kuchnie, łazienki. Wszędzie pełno studentów, to co w lodówce ludzie traktują jak wspólne, podobnie z kosmetykami.
W pracy, też, zawsze dążyłam żeby mieć swoją szafkę na klucz, biurko, co prawda fitness to zespołowa praca, ale akurat ta praca to bardziej przyjemność, no teraz coraz mniej mam zajęć bo bardziej angażuję się w inną pracę, bardziej pasującą do mnie. Na studiach tez nie zdarzało mi się trzymać z innymi, zawsze starałam się sama przygotować a pomaganie i koleżeńskie ściąganie- cóż na mnie nie można było liczyć. Ale da się zauważyć, że w szkole na studiach najbardziej pomocne osoby to takie które maja rodzeństwo, bo traktują bardziej jak młodszego brata, siostrę. Jedynacy natomiast są nauczeni liczyć na sami na siebie i to nie tylko w nauce, ale także w pracy i w życiu. Jedynak nie jest może zbyt pomocny ale sam tez o pomoc nie poprosi.
Ja mam starszego brata i młodszą siostrę, a mimo to zawsze miałam to co chciałam
i jestem bardziej rozpieszczona niż nie jedna jedynaczka ![]()
3 2015-01-24 17:14:51 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-24 17:15:50)
Z mojej obserwacji wynika że jeżeli rodzice mają więcej niż 1 dziecko zawsze będzie takie które będą faworyzować.
Jedynak nie ma problemu z tym, kto odziedziczy spadek, komu kupią nowy samochód, kto jest ukochanym dzieckiem, jedynak to wie.
jestem jedynaczką i bardzo chciałam mieć rodzeństwo,
troszkę sobie, to skompensowałam - wyszłam za mąż za mężczyznę z 4 rodzeństwa ![]()
super, dzięki temu mój syn wychowywał się wśród licznych kuzynek i fantastycznej, dużej rodzinie
ja zawsze otaczałam się koleżankami, do dzisiaj mam wokół siebie przyjaciółki (ze stażem kilkudziesięcioletnim)
ale nosze w sobie, to jedynactwo - szczególne, uczucie samotności
Ja mam brata i siostrę a mimo to wychowywałam się właściwie jak jedynaczka, bo oboje są dużo starsi ode mnie.
A czy nie proszenie o pomoc to zaleta?... wątpię.
Z mojej obserwacji wynika że jeżeli rodzice mają więcej niż 1 dziecko zawsze będzie takie które będą faworyzować.
Jedynak nie ma problemu z tym, kto odziedziczy spadek, komu kupią nowy samochód, kto jest ukochanym dzieckiem, jedynak to wie.
No niby prawda
jak ma się więcej dzieci to albo się daje każdemu po równo, albo wcale... a jak jest inaczej to zawsze ktoś ma lepiej a ktoś jest pokrzywdzony
ale pokrzywdzony, to jest właśnie jedynak,
cała uwaga na niego
wszystkie oczekiwania na niego
konsekwencje na niego
mam w nosie te spadki (jeżeli są) czy inne materialne profity ...
8 2015-01-24 17:36:48 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-24 17:37:37)
Moje dzieci już zaczęły się licytować kto, i co komu. Musieliśmy kupić dwa jednakowe mieszkania, co do ceny, co do metrażu. Po prostu bliźniacze mieszkania (ale z dala od siebie), żeby żadne żadnemu do oczu nie skakało. Staram się żeby żadnego nie wyróżniać, jak prezenty to w jednakowej cenie, a i tak słyszę, ,,mnie to mniej kochasz'' no to ja już nie wiem.
Jestem jedynaczką i przez to miałam zawsze cholernie ciężko.Rodzice wymagali bym była we wszystkim najlepsza.To ja i tylko ja musiałam spełniać ich oczekiwania,pokładane nadzieje.
Nigdy nie było tak,że wszystko jest dla mnie i wszystko kręci się wokół mnie.
Chciałam mieć rodzeństwo bo zawsze wydawało mi się,że rodzeństwo to taka niezbywalna wartość,że dzieciaki bawią się ze mną bo daję im fajne zabawki i zawsze można do mnie przyjść.
A jak masz rodzeństwo to zawsze jest ktoś kto bezinteresownie się z tobą pobawi.
Ludmiła strasznie interesowne te Twoje dzieci ![]()
Ja nie jestem jedynaczka i nie chciałabym być... to trochę smutne takie dzieciństwo samemu
nie masz się z kim pobawić, pokłócić, pobić...
JA cieszę sie z tego, że mam rodzeństwo
i zawsze mogę na nich liczyć, w każdej sytuacji, a oni na mnie
Ja mam brata. Starszego 9 lat, ale nie widziałam go od lat 10, bo mieszka na stałe w Hiszpanii. Jakoś super kontaktu nigdy z nim nie miała. Cały czas miałam wrażenie, że jest o mnie zazdrosny, cały czas krytykował to, co robię. Od 14 roku życia żyję jak jedynaczka z racji tego, że on wyjechał i jakoś nie mogę powiedzieć żeby było mi z tym źle.
Mam brata i siostrę. Jako najstarsza zawsze musiałam mieć ich na oku, gdy sami gdzieś jechaliśmy i dawać dobry przykład. Męczyło mnie to i wtedy byłam wściekła, że mam rodzeństwo. Tym bardziej, że oni trzymają się razem. Mam z nimi dobry kontakt, ale dość obojętny, bo mamy zupełnie inne poglądy na życie, których oni nie rozumieją. Zresztą tak samo jak moi rodzice, dlatego zawsze czułam się czarną owcą, bo taka niewierząca itp. Teraz już mi to nie przeszkadza i cieszę się, że mam rodzeństwo. Nie muszę mieć super bliskiego kontaktu, żeby codziennie wisieć na telefonie, ale fajnie spotkać się na herbatę chociaż ten raz z miesiącu (inne miasta). Poza tym wiem, że zawsze mogę na nich liczyć, gdyby coś, a to chyba najważniejsze. O spadki nie było żadnych kłótni, bo sama zrezygnowałam. Wolę, żeby rodzeństwo dostało 2 normalnej wielkości mieszkania niż każdy z nas po kawalerce. Teraz już niczego im nie zazdroszczę i się z nimi nie kłócę. Miałam fajne dzieciństwo i sama chciałabym mieć 3-4 dzieci, chociaż to się potem zweryfikuje, bo na razie nie mam praktyki w rodzicielstwie.
Ludmiła twoje dzieci są podobne do ciebie to nie dziwię się że już jest problem.
Ja mam brata i choć pokłóciliśmy się i teraz nie utrzymujemy ze sobą kontaktu, to wcześniej było ok.
Mam dwóch synów,nigdy nie chciałam żeby moje dziecko było jedynakiem.Ale różnie to bywa,nie wszyscy jedynacy są egoistami.To zależy od wychowania i charakteru a nie od tego czy ma się rodzeństwo.
Nie mieć rodzeństwa bo spadek? Nie myślę o spadku, Boże jakim dzieckiem bym była gdybym myślała o spadku po rodzicach którzy mają ledwie 46 lat. Nie chciałabym takich dzieci.
Kocham moją siostrę i za żadne pałace bym jej nie oddała.
Moje dzieci już zaczęły się licytować kto, i co komu. Musieliśmy kupić dwa jednakowe mieszkania, co do ceny, co do metrażu. Po prostu bliźniacze mieszkania (ale z dala od siebie), żeby żadne żadnemu do oczu nie skakało. Staram się żeby żadnego nie wyróżniać, jak prezenty to w jednakowej cenie, a i tak słyszę, ,,mnie to mniej kochasz'' no to ja już nie wiem.
Ależ to przykre ![]()
Nawet nie próbuję sobie wyobrazić takiej sytuacji: ani w przypadku moich relacji z bratem, ani w przypadku moich dzieci.
Własne dzieci obdarzamy z mężem dobrami materialnymi w różny sposób i wcale nie jednakowo, tylko to co akurat jest potrzebne.
Bynajmniej o to pretensji nie mają. Ani do nas, ani do siebie nawzajem.
Nie byłam jedynaczką i bardzo się z tego cieszę. Tyle wspomnień jakie mam z domu rodzinnego związanych z bratem...
Kłóciliśmy się, czasem biliśmy, a jednocześnie zawsze trzymaliśmy się razem.
Nie jestem jedynaczką, mam brata, z czego bardzo się cieszę. Wspólne dzieciństwo wspominam rewelacyjnie - jesteśmy w podobnym wieku, więc zawsze miałam tuż obok bratnią duszę. Kwestie materialne nigdy nas nie poróżniły i nigdy dla naszych relacji nie miały najmniejszego znaczenia, a już na pewno nie licytowaliśmy się co komu się należy. Zresztą nie wobrażam sobie, jak mogłabym zazdrościć czegokolwiek własnemu bratu??? Ja mu życzę jak najlepiej, dlatego martwią mnie niepowodzenia i problemy, a cieszą sukcesy.
Kiedy wyszłam za mąż, to na starcie miałam znacznie trudniej niż on - my musieliśmy wziąć kredyt na mieszkanie, on zaś zajął dom rodziców, w zamian za to jestem spokojna, że mama na starość nie będzie w tym domu sama. Choć już dziś mam w nieruchomości swój udział (spadek po tacie), to nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek miałabym bratu kazać spłacać swoją część.
Moje dziecko jest jednak jedynakiem. Nie był to zamierzony wybór, ale też nigdy usilnie nie dążyliśmy do powiększenia rodziny, czego dziś chyba nieco żałuję. Zawsze starałam się kochać syna mądrze, nie jestem więc ani nadopiekuńcza, ani nie stawiam mu jakichś wielkich wymagań, dzięki czemu udało mi się wychować (jest prawie pełnoletni, więc wstępnie mogę to już chyba ocenić) odpowiedzialnego, samodzielnego, wierzącego w siebie i swoje możliwości, a przy tym pozbawionego cech egoisty młodego człowieka.
Moje dzieci już zaczęły się licytować kto, i co komu. Musieliśmy kupić dwa jednakowe mieszkania, co do ceny, co do metrażu. Po prostu bliźniacze mieszkania (ale z dala od siebie), żeby żadne żadnemu do oczu nie skakało. Staram się żeby żadnego nie wyróżniać, jak prezenty to w jednakowej cenie, a i tak słyszę, ,,mnie to mniej kochasz'' no to ja już nie wiem.
Co to znaczy "musieliśmy"? Ja twierdzę, że mogę. Muszę to zapewnić dziecku dach nad głową, stworzyć optymalne warunki do rozwoju, otoczyć je miłością i wychowywać, jednym słowem dać potencjał na całe dorosłe życie, w tym nauczyć samodzielności, ale nigdzie nie zapisano, że obowiązkiem rodzica jest kupowanie dziecku mieszkania.
Jesteście jedynakami? Czy macie rodzeństwo? A jakbyście woleli?
Naszło mnie na taki temat po rozmowie, z jedną osobą która ma 4 rodzeństwa (dziś już wszyscy mają swoje rodziny) pokazywała mi zdjęcia, wyobraźcie sobie 5 dzieci w jednym pokoju, ja bym oszalała. Ona bardzo ciepło opowiadała o dzieciństwie jak się rzucali poduszkami, bawili w chowanego itp...ja wychowywałam się sama, mnóstwo czasu spędzałam albo sama albo w towarzystwie ludzi dorosłych. Byłam spokojna o moje zabawki, słodycze, ponieważ nie było kogoś to by mi mógł coś podebrać. Od takich miejsc jak wycieczki szkolne, kolonie, akademiki stroniłam. Za duży hałas, kłopot, zamieszanie. Był czas od zaraz po liceum,studia że mieszkałam w całkiem sporym mieszkaniu sama. Miałam propozycję żeby wynająć pokój ale gdzie tam: nie chciałam nikogo, że mi po mieszkaniu jacyś obcy się rządzili. Byłam kilka razy w akademiku to u koleżanki. Szczerze akademik to jeden wielki koszmar i piekło. Raz, że trudno o pokój 1, dwa wspólne kuchnie, łazienki. Wszędzie pełno studentów, to co w lodówce ludzie traktują jak wspólne, podobnie z kosmetykami.
W pracy, też, zawsze dążyłam żeby mieć swoją szafkę na klucz, biurko, co prawda fitness to zespołowa praca, ale akurat ta praca to bardziej przyjemność, no teraz coraz mniej mam zajęć bo bardziej angażuję się w inną pracę, bardziej pasującą do mnie. Na studiach tez nie zdarzało mi się trzymać z innymi, zawsze starałam się sama przygotować a pomaganie i koleżeńskie ściąganie- cóż na mnie nie można było liczyć. Ale da się zauważyć, że w szkole na studiach najbardziej pomocne osoby to takie które maja rodzeństwo, bo traktują bardziej jak młodszego brata, siostrę. Jedynacy natomiast są nauczeni liczyć na sami na siebie i to nie tylko w nauce, ale także w pracy i w życiu. Jedynak nie jest może zbyt pomocny ale sam tez o pomoc nie poprosi.
Wiesz, przypominasz mi inną uzytkowniczkę tego forum...
Mój tata jest jedynakiem. Z perspektywy dojrzałego człowieka wygląda to zupełnie inaczej. Gdy się jest dzieckiem to super mieć rodziców tylko dla siebie, pokój tylko dla siebie, itd. Natomiast później człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że kiedyś zostanie sam, że rodziców zabraknie. Tak, wiem-są dzieci, żona... Ale tu chodzi o kogoś, kto laczylby nas z domem rodzinnym, kojarzył się z nim. Dla jedynka, który traci rodziców kończy się bezpowrotnie jakaś epoka- epoka dzieciństwa. Myślę, że taki człowiek bardziej odczuwa stratę mamy i taty. Nikt lepiej nie zrozumie naszego bólu niż brat czy siostra... Zresztą, dzieci kiedyś pójdą na swoje, współmałżonek może zwyczajnie nas zostawić, a odpowiednio pielęgnowana więź między rodzeństwem będzie trwać i trwać...
Ja też jestem jedynaczką, mój chłopak również, jako dziecko bardzo chciałam mieć rodzeństwo, ale w okolicach liceum mi przeszło. Podobnie jak Ludmiłła nie zdecydowałabym się na zamieszkanie w akademiku, to dla mnie koszmar. Teraz mieszkam na 3-pokojowej stancji z dwoma innymi studentami i jest ok, chociaż wolałabym mieszkać sama. Natomiast nie zgodzę się z tym, że jedynacy są niechętni do dzielenia się, ja z tym nigdy nie miałam problemów, nie przeszkadza mi też, jeśli ktoś ode mnie ściągał. Nawet na historii zdarzało się, że cały rząd za mną miał te same odpowiedzi co ja ![]()
Ja jestem jedynaczką więc nawet bardzo nie wiem jak postępować z dwojgiem dzieci, żeby żadne nie czuło się urażone.
Nie wiem jak rozwiązywać konflikty między rodzeństwem. Najpewniej chyba ich unikać i omijać. Jak domniemam wspólny pokój to punk zapalny konfliktu, poczynając od sprzątania, kończąc na dzieleniu pokoju regałem ![]()
problem wspólnego pokoju uważam za niemożliwy do dobrego i zadowalającego każdą ze stron rozwiązania, jedyne słuszne i sprawiedliwe, niekrzywdzące nikogo rozwiązanie to każdemu dziecku dać pokój. Zawsze wolałam dać dwie rzeczy jednakowe niż zachęcać do podzielenia się. Bo to drugie i tak zawsze kończyłoby się karczemna awanturą.
Ludmiła ty wychowałaś dwójkę dzieci?
bo to co piszesz świadczy o tym, że nie masz pojęcia o temacie ...
21 2015-01-25 18:40:25 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-25 18:48:16)
Uważam, że ustępowanie, chodzenie na kompromis jest dość poniżające. A dzielenie się wszystkim jest chyba bardzo frustrujące, szczególnie jak tego dzielenia jest mało ![]()
Zresztą ja liczyłam na to że moje dzieci będą silnymi osobami więc uczenie ich ustępowania, chodzenia na kompromis byłoby słabością.
Biorąc pod uwagę moją sytuację, ja urodziłam się w rodzinie hmm jakby to powiedzieć średnio zamożnej, nie biednej nie bogatej.
Jako dziecko wszyscy starli się żeby mi niczego nie brakowało, nie było biedy, ale luksusu też nie. Ale potem jak mama dostała dobra pracę, cóż dużo mi pomagała, inwestowała, wszystko pakowali we mnie. Było dobrze no więc aż strach pomyśleć gdybym miała rodzeństwo to by dopiero była katastrofa, bez ilu rzeczy musiałabym się obejść. Brrrr
Uważam, że ustępowanie, chodzenie na kompromis jest dość poniżające. A dzielenie się wszystkim jest chyba bardzo frustrujące, szczególnie jak tego dzielenia jest mało
Zresztą ja liczyłam na to że moje dzieci będą silnymi osobami więc uczenie ich ustępowania, chodzenia na kompromis byłoby słabością.
Biorąc pod uwagę moją sytuację, ja urodziłam się w rodzinie hmm jakby to powiedzieć średnio zamożnej, nie biednej nie bogatej.
Jako dziecko wszyscy starli się żeby mi niczego nie brakowało, nie było biedy, ale luksusu też nie. Ale potem jak mama dostała dobra pracę, cóż dużo mi pomagała, inwestowała, wszystko pakowali we mnie. Było dobrze no więc aż strach pomyśleć gdybym miała rodzeństwo to by dopiero była katastrofa, bez ilu rzeczy musiałabym się obejść. Brrrr
O.o Nie wierzę w to, co czytam. Jeśli wychowasz dzieci na pazerne i egoistyczne to na pewno to nie będzie odbierane jako siła.
Mam młodszą siostrę i dzielę się z nią praktycznie wszystkim, co mam do podzielenia. Mama nas zawsze wychowywała tak, byśmy mogły w przyszłości na siebie liczyć i miały dobry kontakt, bo to w końcu rodzina.
Jestem jedynaczka i zawsze sie z tego cieszylam i ciesze.
W dodatku w rodzinie kiedy ja bylam dzieckiem nie bylo zadnych kuzynow i innych dzieci. Do 6 roku zycia w ogole nie mialam wiekszych kontaktow z dziecmi - nie bawilam sie z nimi, nie chodzilam po okolicy, nie mialam kolezanek.
Nie przypominam sobie zebym czula sie samotna kiedykolwiek. Nie czulam tez super presji na sobie, bo jestem jedynaczka. Rodzice nie wrzucali swoich ambicji we mnie.
Moje kolezanki to byly moje babki i prababki , a nie tam jakies dzieciaki zasmarkane z placu zabaw ![]()
24 2015-01-25 20:55:12 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-01-25 21:16:51)
Ja jako jedynaczka nie wyobrażam sobie pożyczyć komuś samochód, mam swój ulubiony kubek, poduszkę i nikomu nie wolno tego używać. O ciuchach i kosmetykach nie wspomnę ![]()
![]()
Jak również nikomu nie wolno przebywać w moim mieszkaniu pod moją nieobecność, no może od tej reguły są wyjątki ![]()
Czasem rodzice, dzieci i facet. Ale nikt ze znajomych ani dalszych krewnych.
Ja na przykład nie znoszę pracy zespołowej, o ile to tylko jak ja jestem liderem ![]()
Mam na myśli rodzaj takiej pracy kiedy od zespołu zależą, efekty. Nie lubię dzielić z kimś sukcesów. Nie satysfakcjonują mnie efekty pracy grupowej. Nie jestem solidarna
Nie lubię robić coś wspólnie, ani pracować, ani tańczyć, ani iść na piwo cała bandą.
Ja jako jedynaczka nie wyobrażam sobie pożyczyć komuś samochód, mam swój ulubiony kubek, poduszkę i nikomu nie wolno tego używać. O ciuchach i kosmetykach nie wspomnę
Jak również nikomu nie wolno przebywać w moim mieszkaniu pod moją nieobecność, no może od tej reguły są wyjątkiCzasem rodzice, dzieci i facet. Ale nikt ze znajomych ani dalszych krewnych.
Ja na przykład nie znoszę pracy zespołowej, o ile to tylko jak ja jestem liderem
Mam na myśli rodzaj takiej pracy kiedy od zespołu zależą, efekty. Nie lubię dzielić z kimś sukcesów. Nie satysfakcjonują mnie efekty pracy grupowej. Nie jestem solidarna![]()
Nie lubię robić coś wspólnie, ani pracować, ani tańczyć, ani iść na piwo cała bandą.
A na drugie masz Robinson?
Jestem jedynaczką, trochę tego żałuję, bo z bliskiej rodziny mam de facto tylko mamę, ale to nie jest jakiś problem dla mnie gigantyczny. Czasami po prostu nachodzi mnie myśl, że byłoby miło mieć rodzeństwo, a czasami się cieszę, że nie mam.
Nie lubię mieć nad sobą szefa jakiegokolwiek, więc wolę pracować sama. Z pracą grupową też tak średnio, bo z doświadczenia wiem, że ktoś nawala i po kimś trzeba poprawiać, a tym kimś nie jestem nigdy ja. Dochodzą do tego różnice w wizji, celach etc etc. Po prostu wolę samodzielnie coś robić. Nienawidzę prosić o pomoc i bardzo rzadko to robię w kwestiach poważniejszych niż podanie czegoś z półki, ale to raczej nie ma związku z byciem jedynaczką.
Natomiast ogólnie lubię ludzi tylko bardzo wybiórczo. ;-) Mam problem z utrzymywaniem relacji na poziomie koleżeńskim, bo koledzy to dla mnie ktoś, kogo gdzieś kiedyś poznałam i czasem, przypadkowo, jak już się gdzieś spotkamy, to chwilę pogadamy. Mam potrzebę kontaktu z przyjaciółmi, ew. z osobami rokującymi na przyjaciół.
Nie mam problemów z dzieleniem się i jestem raczej hojną osobą, nie lubię skąpców i trudno mi się z nimi dogadać. Ważna jest natomiast dla mnie przestrzeń dla siebie, dosłownie i w przenośni. Idealny związek byłby dla mnie wtedy, gdybym z partnerem/ką mieszkała w sąsiednich domach/mieszkaniach. Potrafię być dla kogoś, dbać o relacje, ale jak widzę, że mnie ktoś oplata jak bluszcz, chce wszystko ze mną i wszystko razem, to się duszę i mi źle tak samo, jak kiedy ktoś bliski mnie olewa. Musi to być wypośrodkowane w miarę. Bliżej mi do altruistki niż egoistki, chociaż dbam tylko o grupkę najbliższych osób, to jak już to robię, to bezinteresownie (dopóki nie stwierdzę, że ktoś to wykorzystuje naturalnie). Nie lubię osób pozbawionych empatii i egoistycznych, takich, które tylko węszą, żeby im było dobrze. Tzn niech sobie będą, ale z dala ode mnie. Bardzo cenię lojalność.
Ja też jestem jedynaczką i trochę tego żałuję, bo zauważyłam, że nie potrafię walczyć o swoje, jestem bardzo ustępliwa. Dzieci, które mają rodzeństwo często muszą zawalczyć o przywileje, zabawki etc. i to jest dla nich swego rodzaju szkoła życia, czego mnie brakowało. Bawiłam się sama w swoim pokoju, nie krzyczałam, nie byłam nieznośna, wręcz za grzeczna i rodzice wyobrazili sobie, że jestem genialnym dzieckiem z wielką przyszłością ;D Tu rysuje się wiadomy schemat - nasłuchałam sie masy komplementów i oczekiwań, potem bylo mi niezmiernie przykro, gdy się okazało, że jednak jestem przeciętna i na sukces muszę bardzo dużo pracować
Sama musiałam się wychować mentalnie.
Mój tata ma dwoje rodzenstwa, starszego brata i siostrę. Z bratem się pokłócił o sprawy finansowe(czyt. durnoty), z siostrą spoko. A mama ma młodszą siostrę, którą traktuje jak szmatkę do wycierania podłogi - ten facet jest zły, nie umiesz posprzątać, jesteś nieogarnięta, ble ble bel! ![]()
uwazam że część jedynaków to snoby które nawet nie napiszą na forum ciekawego tematu i będziemy za sprawą niektórych prowadzić dyskusje pt .wpływ szarych obłoczków na samopoczucie i kolor podkładu na świeżym powietrzu...te niektóre tematy....współczuje autorce odrealnienia
Ja jako jedynaczka nie wyobrażam sobie pożyczyć komuś samochód, mam swój ulubiony kubek, poduszkę i nikomu nie wolno tego używać. O ciuchach i kosmetykach nie wspomnę
Jak również nikomu nie wolno przebywać w moim mieszkaniu pod moją nieobecność, no może od tej reguły są wyjątkiCzasem rodzice, dzieci i facet. Ale nikt ze znajomych ani dalszych krewnych.
Ja na przykład nie znoszę pracy zespołowej, o ile to tylko jak ja jestem liderem
Mam na myśli rodzaj takiej pracy kiedy od zespołu zależą, efekty. Nie lubię dzielić z kimś sukcesów. Nie satysfakcjonują mnie efekty pracy grupowej. Nie jestem solidarna![]()
Nie lubię robić coś wspólnie, ani pracować, ani tańczyć, ani iść na piwo cała bandą.
autorko robienie czegoś wspólnie to także udzielanie się w dyskusjach ,zaczynanie ich no a o kulturze konwersacji nie wspomnę.tak,zgadzam się z twoja autokrytyką w pełni.nie przystosowana jestes społecznie.bo być jedynakiem to nie grzech.ale mieć zaburzenia w funkcjonowaniu w społeczności choćby wirtualnej...
Ja jestem jedynaczką i nie chciałam mieć rodzeństwa ![]()
Ewentualnie starszą siostrę, ale duuuużo starszą, już dorosłą.
Ale dobrze było mi samej i nie chciałam zmieniać tego stanu rzeczy.
Lubiłam być sama i umiałam sama się sobą zająć.
Seymour - a o swoje walczyć umiem, mam ambicje żeby wszędzie być najlepsza ![]()
Inka, i nie czuję się pokrzywdzona.
Mój facet też w praktyce jest jedynakiem (znaczy jego ojciec ma syna z pierwszego małżeństwa, ale mój facet go nie zna).
Obserwując też teraz dzieci, to zauważyłam, że jedynacy, albo osoby, które w rodzeństwie mają przepaść wiekową, na dodatek jeśli są samotnikami, to lepiej się uczą w dzieciństwie.
Niestety jestem jedynaczką i wcale mi z tym fajnie nie jest.
Co te wszystkie dobra materialne są warte w stosunku do tego, że człowiek nie ma później nikogo pokrewnego.
Bardzo krzywdzącą opinią jest mówienie jacy to jednyacy są samolubni. To nie kwestia bycia jedynakiem, a kwestia osobowości i wychowania.
W sumie to większość egoistów jakich znam to tacy, którzy mają jednak rodzeństwo.
Nie zgadzam się też, że gdy ma się więcej, niż jedno dziecko, to zawsze, któreś się faworyzuje. To też żaden wyznacznik. Mam dwójkę i każde jest tak samo ważne.
Nie cierpię stereotypów i uogólniania
Ja mam młodszego brata, ale z charakter(k)u przypominam stereotypową jedynaczkę.
Rodzeństwo sama chciałam mieć, jak byłam mała, z tym że to rodzeństwo miało być wzorowane na 4 lata młodszej ode mnie kuzynce. A tu się pojawił o 5 lat młodszy brat. Wolałabym być jedynaczką.
Z kolei mam przyjaciółkę, 1,5 roku starszą ode mnie. Ona jest jedynaczką, a jednocześnie jest o wiele bardziej empatyczna i skłonna do dzielenia się czymkolwiek, niż ja. Dlatego dla mnie posiadanie rodzeństwa to żaden wyznacznik.