Moja historia jest dziwna. Zacznę od najgorszego -nie mam nikogo!!! Nie mam przyjaciół. To straszne ale prawdziwe. Mam męża,wydawało mi się że do szczęścia nic i nikogo innego mi nie jest potrzeba. Naprawdę ja nie mam nikogo komu mogłabym sie zwierzyć. Problem polega na tym że ja całe swoje życie , cały swój czas i całą siebie poświęciłam mężowi i pracy. Prowadzimy swoja działalność, ja 9 lat temu przeprowadziłam się do mojego wówczas jeszcze nie męża - w swojej miejscowości miałam dużo koleżanek ale ja wtedy zakochana nawet o nich nie myślałam. Dlatego one też z czasem zapomniały o mnie. W nowej miejscowości nikogo nie szukałam ponieważ od początku poświęciłam się pracy. Teraz nie układa mi się z mężem, i niemam naprawdę nikogo bliskiego. Ciężko mi jest w kilku zdaniach wszystko opisać ale liczę na pomoc.
1 2009-10-31 23:36:24 Ostatnio edytowany przez Delicious (2009-10-31 23:50:15)
I to jest wlasnie blad dziewczyn -zakochanych.Poznaja faceta i nic nie widza poza nim.A potem rozowe okulary sie zdejmuje i nie widzi sie nikogo.
Moja corka tez tak postepuje i tez bedzie miec taki sam problem .
Gorka ,pewnie nie macie dzieci.Bo nic nie piszesz w tym temacie.
Jedynie co poradze to jakies wyjscia z domu ,narazie samotne .Ale moze poznasz jakie babeczki i sie zaprzyjaznicie?
dzięki-nie dzieci nie mamy
Znam ten ból.
To wcale nie jest takie proste - wyjść z domu i znaleźć przyjaciela. Znajomych z którymi czasami można się spotkać i pośmiać - może i tak. Przyjaciela, któremu można zawierzyć swoje najskrytsze myśli, któremu można wypłakać się w rękaw - niestety nie.
Ale warto próbować. Przynajmniej ja w to wierzę, i mam nadzieję, że kiedyś nadejdzie ten piękny dzień, w którym takowego spotkam.
I Tobie tego życzę.
GORKA , przyjaciół trzeba szukać , sami nie przyjdą . Tutaj na forum też można znaleźć bratnią duszę .
Dzięki za miłe słowa. Właśnie to nie takie proste,bo jak się jest samemu to niby co można? Sama pójdę do knajpy żeby kogoś poznać? Podejdę do kogoś na ulicy i powiem:-hej nie chcesz zostać moją koleżanką?
Wiem że siedząc w domu nic nie zdziałam ale bycie samemu jest straszne.
Cieszę się ogromnie że jestem tu na forum,przynajmniej tutaj można z kimś pogadać.
Gorka, to zrozumiałe, że jesli dotychczas nie byłaś zbyt otwarta na kontakt z innymi, wyjście do ludzi "w celach" towarzyskich nie będzie łatwe. Może nie szukaj koleżanek dla samego koleżeństwa, ale poznawaj ludzi powolutku, niejako przy okazji-wyjdź na koncert, do kina, na wystawę-tuy nie potzrebujesz mieć asysty drugiej osoby, a zawsze jest to okazja by spotkać kogoś z kim łaczy Cię jakaś pasja czy gust
Pomyślałam też że mogłabyś np. zapisac się na jakiś kurs-np. języka obcego albo tańca?
Fora to fajne miejsca na rozmowy ale nie zastąpią kontaktu z ludźmi w realu, jakiego chyba bardzo potrzebujesz-jak każdy.
Jeżeli go do tej pory unikałaś łatwo możesz dać się zwieść "magii inernetu"...a to bywa zgubne-addala, nie przybliza do ludzi.
Życzę Ci odwagi...i wiary w siebie ![]()
Gdy kobieta się zakocha, wyjdzie za mąż, to czasami przez nawał kotłujących się w głowie emocji, zapomina o wszystkim, co ją otacza i skupia myśli wokół męża. Moim zdaniem to normalne. Ta adrenalina, to słowo "mąż" i ta chęć spełnienia się w roli żony. Znam to, bo dokładnie to samo jest w moim przypadku, choć na razie mam narzeczonego jeszcze, nie męża. Przez moją miłość do B., zaniedbałam kontakty z przyjaciółkami i aktualnie, można powiedzieć, nie mam kontaktu z żadną kobitą, której mogłabym się zwierzyć. Niektóre kobiety już takie są, że całe uczucia poświęcają mężczyźnie, tym samym zaprzepaszczając szansę na pozostanie w gronie przyjaciółek. Miłość do mężczyzny staje się silniejsza, niż uczucia do przyjaciół. Robimy to nieświadomie, ale tak już bywa...
Właśnie ta miłość kobiety do męszczyzny jest ślepa,jest bezgraniczna i 100 %owa. A faceci ok też się zakochują ale ich zakochanie polega na czymś zupełnie innym. Oni nas może kochają ale nie stawiają tego na pierwszym miejscu. Na pierwszym miejscu mają siebie-swoje plany,kolesi,marzenia itp.
Właśnie ta miłość kobiety do męszczyzny jest ślepa,jest bezgraniczna i 100 %owa. A faceci ok też się zakochują ale ich zakochanie polega na czymś zupełnie innym. Oni nas może kochają ale nie stawiają tego na pierwszym miejscu. Na pierwszym miejscu mają siebie-swoje plany,kolesi,marzenia itp.
bzdura. faceci też potrafią się zakochać tak na 100%.
Może masz rację, napisałam tak w złości na swojego męża. Ale mało jest takich.
hm, nie wiem w sumie. jest taki stereotyp, a w wielu stereotypach jest nieco prawdy... ale są też tacy, dla których miłość jest bardzo ważna. sam znam takich:P
a co do samotności: poczytaj inne wątki na tym forum - może rady, by zapisać się na jakiś kurs, nie wiem, fitness, cokolwiek, nie jest zły? zawsze łatwiej nawiązać z kimś kontakt.
Z chęcią, już od dawna myślałam o jakimś kursie lub coś w tym stylu ale teraz akurat już ponad 2 miesiące mam złamaną nogę i chodzę tylko o kulach. Właśnie podpatrzyłam sobie inne tematy takie podobne i aż się zdziwiłam że jest tyle osób w podobnej do mojej sytuacji.
sama nie wiem co ci powiedzieć bo obecnie czuję się bardzo podobnie... to aż zabawne jak nam kobietom brakuje innych kobiet. mężczyźni nie mogą być całym światem. ściskam cię wirtualnie, a sama próbuję wyleczyć dzisiejszego dołka, jakieś choróbsko mnie bierze, do tego z moim się pokłóciłam i jestem teraz w takim stanie, że doprowadzić do płaczu moze mnie nawet to, że niedługo skonczy mi się woda mineralna..
No dzięki. Ja takiego doła mam już od dawna. Czasami myślę że jak tak długo pójdzie to wyląduję w wariatkowie-z resztą mój mąż nieraz mi to powtarza. Nieraz słyszałam że jestem psychiczna. A ja jemu zazdroszczę - zazdroszczę mu tej obojętności jaką mnie obdarza bo też bym chciała taka być w stosunku do niego. Zazdroszczę mu potrafienia nieodzywania się do mnie po kilka tygodni. A nie będę zanudzać. Czasami potrafię cały dzień przepłakać i wtedy właśnie najbardziej brakuje mi przyjaciółki lub koleżanki z którą mogłabym gdzieś wyskoczyć lub po prostu pogadać o niczym.
widze, że z tego twojego męża, to niezły gagatek jest... denerwuje mnie strasznie kiedy mężczyzna tak jawnie okazuje brak szacunku kobiecie - musisz byc w stosunku do niego oschła, sama kiedyś postaraj się mieć go w d.. przez pewien czas, jak się pokłócicie, idź do kosmetyczki zamiast gotować obiad, niech poczuje co to znaczy obojętność.
ja miałam ze swoim M pewne problemy, bo sęk w tym, że między nami jest dosyć duża różnica wieku, nie umiał się przystosować, chciał żebym to ja się przygięła do niego. dzisiaj pierwszy raz od kilku dni kłótnia ale za to jaka... szkoda gadać. już mi puściło wszystko i wyłam ponad godzinę non stop, teraz mam oczy czerwone jak angora i zaczynam ironizować - po wybuchu rozpaczy i złości chyba zamykam się w skorupie jakiejś
Tak dokładnie to znam. Ja w swoich kłótniach z moim to chyba przeszłam już wszystkie stany przygnębienia,złości,wściekłości itp. Zauważyłam właśnie że jak pokazuje (zaznaczam -tylko pokazuje bo tak naprawdę to tego nie czuję) mu że mam go gdzieś to on się zmienia. Już nie jast taki obojętny. No ale ja nie chcętak dłużej z nim żyć bo tak się zachowują 14 latki a może nawet nie. Po co te akcje? Czy nie można żyć jak ludzie? Ale już jakoś sobie z tym radzę, radzę w sensie takim że nie płaczę przez cały dzień tylko przez pół.
Najgorsze właśnie że jestem taka uwiązana. Szukam przyjaciół właśnie po to żebym mogła jakoś przetrwać i normalnie zacząć żyć a nie tylko użalać się. Zawsze z kimś to inaczej.
Moja historia jest dziwna. Zacznę od najgorszego -nie mam nikogo!!! Nie mam przyjaciół. To straszne ale prawdziwe. Mam męża,wydawało mi się że do szczęścia nic i nikogo innego mi nie jest potrzeba. Naprawdę ja nie mam nikogo komu mogłabym sie zwierzyć. Problem polega na tym że ja całe swoje życie , cały swój czas i całą siebie poświęciłam mężowi i pracy. Prowadzimy swoja działalność, ja 9 lat temu przeprowadziłam się do mojego wówczas jeszcze nie męża - w swojej miejscowości miałam dużo koleżanek ale ja wtedy zakochana nawet o nich nie myślałam. Dlatego one też z czasem zapomniały o mnie. W nowej miejscowości nikogo nie szukałam ponieważ od początku poświęciłam się pracy. Teraz nie układa mi się z mężem, i niemam naprawdę nikogo bliskiego. Ciężko mi jest w kilku zdaniach wszystko opisać ale liczę na pomoc.
Witaj, skąd ja to znam... u mnie tak było mąż, dzieci jego firma.... dom...osunełam na bok przyjaciółki,znajomych...tylko on,on,on dzieci i dom.Nie chcę Cię straszyć : nasz "pan i władca" zaczął wyżywać na nas swoje frustracje w pracy...niepowodzenia,zawiedzione plany.Najpier lał !!! dzieci/córki 3/ potem jak je broniłam dostawałam i ja.Nigdzie nie wolno nam było wychodzić, nikogo zapraszać/obcych/ przy rodzinie był idealnym tatą-chodząca ironia.
Nigdy nie dopuść aby Twój mąż Cię zniewolił...odsunął wszystkich od siebie.
Gorąco pozdrawiam,jak masz problem wchodź na netkafejkę 40+ /wspaniałe i doświadczone koleżanki zawsze gotowe do pomocy/sprawdź sama
gorąco Cię pozdrawiam do następnego Julia
GORKA czasami wydaje mi się, że z mężczyznami czasami jednak trzeba załatwić coś tak jak oni to robią, bo często sami nie widzą swojego zachowania, a pokazanie przykładu uzmysławia im co robią...
szlag mnie trafia już, chciałabym wyjść z domu ale nie mam jak bo chora.. leżę w tym łóżku i czekam na M i nie wiem jak będzie jak wroci
Widzisz Julio ja poświęciłam 100% jemu i naszej firmie. Co z tego że teraz mam kasę i drogie samochody jak jestem sama jak palec. Mi szkoda było czasu na koleżanki bo -praca,praca. Od rana do nocy 25 godz na dobę. A mój mąż ma wszystko,z niczego nie zrezygnował,nic nie zmienił. W firmie to on ma decydujący głos -fakt że on lepiej się na wszystkim zna. Jeżeli chodzi o wyrzywanie się to jest to na porządku dziennym. A najgorsze to właśnie to że nikt o tym nie wie i jak komuś próbowałam o tym powiedzieć to i tak mi nie wierzył w to co mówię. Tylko komu ja miałam mówić o tym -jedynie teściowej albo komuś z jego pięciorga rodzeństwu-bo nikogo innego nie miałam.
Dokładnie anozais. Nieraz mu powtarzałam- nie życzę ci czegoś złego, jedynie tego żeby ktoś w życiu potraktował ciebie jak ty mnie.
chyba się zawiesiłam. nawet ręką ruszać mi się już nie chce
Właśnie podpatrzyłam sobie inne tematy takie podobne i aż się zdziwiłam że jest tyle osób w podobnej do mojej sytuacji.
Prawda, że jakoś tak...mniej samotnie? ![]()
Tak naprawdę wokół jest mnóstwo ludzi, którzy czują taką dojmującą samotnosć i pustkę...i to uczucie osamotnienia jest tym silniejsze im mocniej wierzą w to, że nikt nie przeżywa podobnych uczuć. Jednak kiedy choć troszkę wychyli się łepek ze skorupki okazuje się, że nie jesteśmyt samotni w swoim "poczuciu osmotnienia"-wokół pełno samotnych, zwiniętych w kłębek.
No dzięki. Ja takiego doła mam już od dawna. Czasami myślę że jak tak długo pójdzie to wyląduję w wariatkowie-z resztą mój mąż nieraz mi to powtarza. Nieraz słyszałam że jestem psychiczna. A ja jemu zazdroszczę - zazdroszczę mu tej obojętności jaką mnie obdarza bo też bym chciała taka być w stosunku do niego. Zazdroszczę mu potrafienia nieodzywania się do mnie po kilka tygodni. A nie będę zanudzać. Czasami potrafię cały dzień przepłakać i wtedy właśnie najbardziej brakuje mi przyjaciółki lub koleżanki z którą mogłabym gdzieś wyskoczyć lub po prostu pogadać o niczym.
a ja Ci powiem, ze nie ma co zazdrościć-on sam sobie odbiera kawał życia, sam siebie kastruje. Zawsze gdy spotykam cynicznych ludzi, myślę sobie, że w głebi duszy muszą być bardzo nieszcześliwi. Jesli ktoś czuje potrzebę umniejszania drugiego człowieka (np. nazywając go "psychicznym"), znaczy, że musi być we własnych oczach baaardzo malutki, Gorka ![]()
Z pewnością nie są to miłe słowa-mają Cię zranić, ale będą mniej bolesne jeśli sama się zmierzysz z tym co słyszysz. Bo zo to znaczy "psychiczna"? Znaczy po prostu, że ktoś, kto tak mówi nie rozumie Cię- wobec tego to jego nieumiejętność a nie Twój deficyt.
Wrażliwość sprawia czasami, ze coś boli bardziej, ale też pozwala dostrzegać i doświadczać tego, co niedostępne dla twardoskórych "nosorożców". Gdybym miała zrezygnować z wrażliwości musiałabym też oddać swoje piękne przeżycia-nie, nie oddałabym tego, choć czasami bywa trudno ![]()
Nieraz mu powtarzałam- nie życzę ci czegoś złego, jedynie tego żeby ktoś w życiu potraktował ciebie jak ty mnie
Wiesz, kiedy przebywamy wśród ludzi którzy nas krzywdzą bardzo łatwo przesi.ąknąc ich gniewem ...
Znam pewną mądrą kobietę, która nigdy mnie nie odrącała, taki mój substytut matki...nawet kiedy się złościłam, czy postępowałam krzywdząco wobec innych i ona to widziała-była obok-cicho i spokojnie. Było mi wtedy wstyd za to, że jestem zła, że dałam się sprowkować, ze nie poskromiłam emocji...czułam się...hmmm... jakbym była brudna-a ona na swój sposób przygraniała mnie właśnie taką "umorusaną złem"-nie osądzała, nie krytykowała, nie radziła...jakby mówiła cichutko "hej, mała...to nic..." i odgraniała mi włosy z chmurnego czoła.
Piszę o tym, dlatego, że bardzo nie chciałabym, żeby gorycz sprawiła, że odwrócisz się od świata albo zapragniesz dla kogoś tego co dla Ciebie samej jest bolesne-nawet dla Twojego Oprawcy.
Mam troszkę inne zdanie od anozais, bo wydaje mi się, że jeśli zaczynamy sobie dawać nawzajem "po pyskach"-nawet w sensie emocjonalnym-to do nikąd to nas nie zaprowadzi. Nie jestem zwolenniczką zasady wet za wet-często dla tego który w nas uderza, np, okazując nam pogardę, tym co go zatrzyma jest nasza otwarta postawa, podniesiona głowa, jasne spojrzenie i spokojny uśmiech-w jakim jest ukryte "nie bronię się przed Tobą...bo nie możesz mnie skrzywdzić".
To czy bolą nas słowa zależy od nas, Gorka-jeśli znajdziesz sama w sobie opracie, nikt i nic Cię nie będzie zwalać z nóg-czasem silniej powieje ale to przechodzi obok Ciebie, nie burząc struktury ![]()
Myślę sobie, że nawet ze złamaną nogą możesz spróbować budować siebie i swój świat, Gorka, a ten okres może okazać się początkiem czegoś nowego w Twoim życiu. Jeśli tylko tego chcesz.
Co sprawia Ci przyjemność Gorka? co lubisz robić, czym się interesujesz? Jeśli nie przychodzi Ci nic do głowy co w tej chwili jest dla Ciebie fajne i pociągające, pomyśl jak było kiedyś, co chciałaś zrobić a na co nie miałaś czasu/odwagi? Z czego zrezygnowałaś?
Widzisz Julio ja poświęciłam 100% jemu i naszej firmie. Co z tego że teraz mam kasę i drogie samochody jak jestem sama jak palec. Mi szkoda było czasu na koleżanki bo -praca,praca. Od rana do nocy 25 godz na dobę. A mój mąż ma wszystko,z niczego nie zrezygnował,nic nie zmienił. W firmie to on ma decydujący głos -fakt że on lepiej się na wszystkim zna. Jeżeli chodzi o wyrzywanie się to jest to na porządku dziennym. A najgorsze to właśnie to że nikt o tym nie wie i jak komuś próbowałam o tym powiedzieć to i tak mi nie wierzył w to co mówię. Tylko komu ja miałam mówić o tym -jedynie teściowej albo komuś z jego pięciorga rodzeństwu-bo nikogo innego nie miałam.
Witaj Gorka, włosy mi sie jeżą na takich drani jak nasi mężowie/Twój,Julii,mój i zapewne wielu tu bywalczyń.../
Dziewczyno pisz .pisz .pisz jak tylko masz chwile to Ci ulży /teściowa i jego rodzina będą stali po jego stronie i
z Ciebie-wariatke zrobią...
taka prawda. Julka ma rację wstąp do naszej kafejki 40+ tam Doświadczone,Dobre i Mądre Dziewczyny poradzą i pomogą tworzymymy przyjacielską więź ~~Wszystkie za jedną ~~
jak masz chwilkę poczytaj moje i moich koleżanek posty,polecam też Grupę Wsparcia załozoną przeze mnie dziś przeczytaj i powiedz co Ty na ten temat myślisz Gorąco Cię pozdrawiam Grazia
KOCHANE JESTEŚCIE WSZYSTKIE-DZIĘKUJĘ. SZCZERZE PRZYZNAM ŻE KOMPUTER I INTERNET ZAWSZE SŁUŻYŁ MI TYLKO I WYŁĄCZNIE JAKO INSTRUMENT PRACY. KILKA RAZY WCHODZIŁAM Z CIEKAWOŚCI NA JAKIEŚ ŚMIESZNE CZATY I O ZGROZO CO TAM SIĘ DZIEJE-A TU NARAZ NETKAFEJKA WPADŁA MI NIESPODZIEWANIE W OKO I PO PROSTU TU JEST WSPANIALE. ![]()
Przyjechałam dzisiaj tu do firmy na kompa bo ja już się kończę. Nie da się słowami opisać tego co ja teraz czuję. Od wczoraj wieczorem cały czas płaczę-nie nie płaczę ja wyję nawet łzy mi już nie lecą. Wczoraj z moim M po raz tysięczny pokłóciliśmy się. To straszne jak słowa bolą,jak ranią,jak czuję to w środku,jak to boli. Chciałabym się tym nie przejmować,ale nie potrafię. Chciałabym móc odejść od niego,ale nie potrafię.....mam dosyć
...tak mi przykro Gorka, że jesteś sama z tym bólem...Nie oczekuj od siebie rzeczy niemożliwych-słowa bliskich są bywają potwornie bolesne. Mogłabyś napisać jak się czujesz?
Tosia a jak ja się mogę czuć? Wykorzystana,wydeptana jak jakaś ściera. Właśnie po raz drugi przyjechałam do firmy,będę tutaj spała dzisiaj. Byłam na trochę w domu ale ja tam nie mogę wytrzymać. Niewiem...ja naprawdę niewiem co mam robić. Właśnie otworzyłam sobie drugie piwko i tak chlipię.
Wykorzystana,wydeptana jak jakaś ściera.
Jak długo dasz radę znosić te uczucia, Gorka?
Ile jeszcze razy chcesz tak się czuć?
Myślę, że dobrze by Ci zrobiło kilka dni odskoczni od tego piekiełka. Może mogłabyś choć moment wyjechac-choćby do rodziny-pobyć z dala od tego co Cie przytłacza, pozbierać myśli, zatroszczyć się trochę o siebie.
Wspominałaś na początku tematu, ze nie masz z kim pogadać...rozmumiem, że ważne jest mieć kogoś z kim można dzielić się cieżarem, tylko że czasami jest to balast, którego po prostu nie warto brać na plecy i poszukiwać wsparcia w noszeniu go.
Co chciałabyś zmienić w swoim życiu Gorka?
Z chęcia chciałabym coś zmienić. Ale to się wiążę z tym że musiałabym zaniedbać pracę, a dla mojego męża to by była niezła pożywka. Ja nie mogę nie pracować bo wtedy będzie miał na mnie haka że mam wszystko w dupie.
31 2009-11-08 23:41:16 Ostatnio edytowany przez Tosia (2009-11-08 23:43:07)
bo wtedy będzie miał na mnie haka że mam wszystko w dupie.
no i ?
I co w związku z tym Gorka. Do czego użyje tego haka?
Cały czas odnosisz się do tego jak odbierze to Twój mąż. "Wyłącz" go ze swoich wyobrażeń i planów- pstryk - nie ma męża i jego oczekiwań.
Więc co chciałabyś zmienić Ty-Gorka, autonomiczna jednostka, a nie żona swojego męża?
Tosia ja bym chciała żeby było dobrze. Najgorsze jest to że chciałabym być z nim............!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To jest najgorsze. Ja mam dosyć. Niemam nawet dokąd pójść,niemam nikogo. Nasi znajomi są jego znajomymi.
ja bym chciała żeby było dobrze.
chciałabym być z nim..
Czy jest Ci dobrze z nim?
Niemam nawet dokąd pójść,niemam nikogo. Nasi znajomi są jego znajomymi
Ale masz siebie, Gorka. To naprawdę wystracza, by nie narażać się na ból i o siebie zadbać.
Zdaje się, że jesteś na zwolnieniu z powodu wypadku-możesz wyjechać na kilka dni w jakieś zaciszne miejsce-zapewniam Cie, że będzie Ci mniej samotnie niż u boku kogoś kto Cię...dotrąca. Uruchom wyobraźnię-nie szukaj w znajomych miejscach i w ramionach innych ludzi.
Potrzebny Ci chyba oddech, Gorka.
Czy jest to możlwie-a jeśli nie-dlaczego?
Co z Twoją rodziną (tą dalszą również)?
35 2009-11-09 00:44:00 Ostatnio edytowany przez GORKA (2009-11-10 09:10:33)
Wiesz ja cały czas mam nadzieję,nadzieje że będzie dobrze.
Postanowiłam odświeżyć swój wątek-minęło już wiele czasu,było raz lepiej raz gorzej. Dało się jakos wytrzymać,czasami bywało nawet super.
Ale od ok 2 tygodni wszystko powróciło.
Chyba będzie rozwód,niewiem proszę go żeby się tym zajął bo ja nie mam sił.
Wyżuta,wydeptana,wykorzystana prawie trzydziestolatka. Bez dzieci,mieszkania itp. To jest właśnie to co pozostało mi po moim byciu z nim. Poświęciłam całe swoje życie. Praca,praca,praca-są efekty ale owoce jej zebrał on. A ja? Ja tak w niego wiezryłam,ufałam,kochałam. Teraz nawet piernąć sama nie umiam.
Przegrałam swoje życie.....................
Gorka nie wiem co Ci poradzić jest mi po prostu smutno że tak Ci się życie pokręciło ![]()
Zasługujesz na wszystko co najlepsze , a może wyjechałabyś gdzies na trochę ,zmieniła otoczenie co?
Pakuj się zapraszam do siebie, pomieścimy się,jeść też się znajdzie.
Buziaki :***
gorka masz dopiero 28 lat, zyc nie umierac, masz tyle mozliwosci, niedlugo bedzie lato, wiecej slonka. Mysl pozytywnie (ja sobie tak wmawiam, chociaz tylko usmiech mam na ustach, a w glebi serca gleboka rana) wszystko sie ulozy, nie z tym to z innym. Kurcze sama sie karmie ta nadzieja.
pozdrowionka
Moja historia jest dziwna. Zacznę od najgorszego -nie mam nikogo!!! Nie mam przyjaciół. To straszne ale prawdziwe. Mam męża,wydawało mi się że do szczęścia nic i nikogo innego mi nie jest potrzeba. Naprawdę ja nie mam nikogo komu mogłabym sie zwierzyć. Problem polega na tym że ja całe swoje życie , cały swój czas i całą siebie poświęciłam mężowi i pracy. Prowadzimy swoja działalność, ja 9 lat temu przeprowadziłam się do mojego wówczas jeszcze nie męża - w swojej miejscowości miałam dużo koleżanek ale ja wtedy zakochana nawet o nich nie myślałam. Dlatego one też z czasem zapomniały o mnie. W nowej miejscowości nikogo nie szukałam ponieważ od początku poświęciłam się pracy. Teraz nie układa mi się z mężem, i niemam naprawdę nikogo bliskiego. Ciężko mi jest w kilku zdaniach wszystko opisać ale liczę na pomoc.
ja tez nie mam sie komu wygadac tak jak ty nie mam przyjaciol szukam znajomosci na forum ale ciezko znajesc jak chcesz to pisz na moj adres megastokrotkaa@gmail.com
gorka masz dopiero 28 lat, zyc nie umierac, masz tyle mozliwosci, niedlugo bedzie lato, wiecej slonka. Mysl pozytywnie (ja sobie tak wmawiam, chociaz tylko usmiech mam na ustach, a w glebi serca gleboka rana) wszystko sie ulozy, nie z tym to z innym. Kurcze sama sie karmie ta nadzieja.
pozdrowionka
Tak ellu dobrze że przynajmniej ta nadzieja nam pozostała.
masz ochote pogadac zapraszam na ploty napisz na skrzynkę pozdrawiam cieplutko