Hej
Nie będę się żalić, proszę tylko o poradę czy powinienem iść do specjalisty, jeśli tak to jakiego? Zależy mi na poprawie.
22 lata, nigdy nie miałem dziewczyny, chociaż się starałem ten stan zmienić. Wiadomo, że kobiety niecierpią desperatów i taki nie byłem - co ma być to będzie, jedynie wieczorami nasilał mocno się ten przygnębienia. Kim ja jestem, że nawet nie potrafię poderwać kobiety?
Rozmawiałem z przyjaciółkami - problem w tym, że nie umiem flirtować. Staram się trochę żartować, ale z umiarem, bo na początku znajomości zależy mi na poznaniu osoby od strony zainteresowań. Sam mam takich sporo. Właśnie! Zainteresowania, z tym akurat nie ma problemu: chodzę wspinaczkę, siłownia, trenuję siatkówkę - i lubię to wszystko, sprawia mi to frajdę. Kiedyś zastanawiałem się, że może to od strony wyglądu, ale rozmawiałem szczerze nie raz z przyjaciółkami i mówiły, że jestem nawet całkiem przystojny, mam 190 cm wzrostu, wysportowane ciało, twarz bez jakiś defektów raczej normalna - teoretycznie nie powinno być problemu od kwestii wizualnej. No to higiena - to też odpada, staram się wszystko dopiąć na ostatni guzik, być czystym, schludnie ubranym i pachnącym.
Na studiach mam bardzo mało dziewczyn, studiuję mechanikę. Jest to ciężki kierunek, sporo się uczę w domu więc też niezbyt wiele wychodzę, a resztę czasu poświęcam na osoby jakie znam. Wiem, że żeby kogoś poznać muszę chodzić w nowe miejsca więc raz na miesiąc udaje mi się wyjść na jakąś imprezę w mieście.
Jeśli chodzi o moją przeszłość miłosną to jedyne co mnie spotkało ze strony kobiet to friendzone: "kocham Cię jak brata", "jesteś fajny jako tylko i wyłącznie przyjaciel". Hmm. No trudno nie muszę każdej pasować, widocznie nie potrafiłem wzbudzić chemii. Pasmo porażek sprawiło, że raczej zamykałem się na dziewczyny, ale jednocześnie pamiętając, że to może pogłębić mój problem. Ja chciałbym mieć dziewczynę, a na nie się zamykam - trochę brak logiki, więc mimo wszystko każdego człowieka nieważne czy facet czy kobieta traktuję tak samo i na luzie.
Bardzo częste zjawisko to te, że rozmawiam spotykam się parę razy z jakąś dziewczyną, ale to ja muszę bardziej zabiegać o kontakt. Głupi nie jestem i widzę, że skoro ja bardzo często zaczynam rozmowy i nigdy nie widzę jej inicjatywy - to lepiej odpuścić, po co męczyć ją i siebie.
Rzuciłem też pornografię, chociaż oglądałem latami (wiadomo hormony, popęd w młodym wieku i zwykła ciekawość) bo wiem, że może wpływać ona podświadomie przynajmniej na relacje między ludźmi.
Teraz jedynę co czuję to pustkę, owszem, jestem szczęśliwy jak wykonuję czynności, które lubię, ale jednak chciałbym pokochać kogoś i świetnie by było poczuć odwzajemnienie zainteresowania (w końcu!). Nie wiem nie szukam też przygodnego seksu, nie proponuję takich rzeczy dziewczynom, a mimo to potrafią ode mnie uciekać. Może jestem nudny, ale zainteresowania też jakieś mam lubię o nich opowiadać, więc z kolei nie mam pomysłu.
Nie szukam tutaj pocieszenia, chciałbym rozwiązać swój problem. Głupio by mi było w wieku 30 lat dopiero uczyć się relacji, z resztą mój wiek to też już jest dosyć późno, a ja i tak długo czekałem, aż uda mi się i zaskoczy z obu stron. Bałem się specjalistów, ale od tej pory widzę, że skoro sobie nie radzę to warto się wybrać na terapię? Tylko czy ja jej faktycznie potrzebuję czy pójście do seksuologa/psychologa zmieni coś w moim wypadku?