Cześć, jestem w związku od pół roku i niby jestem szczęśliwa, ale jest coś, co nie daje mi spokoju...i nie wiem, czy problem jest tylko w mojej głowie, czy powinnam coś z tym zrobić. Zacznę od początku - mam 27 lat, pracuję za granicą, na brak pieniędzy nie narzekam ale kokosów tu też nie ma. Mój chłopak ma 22 lat i mieszka z rodzicami (nie jest polakiem), pracuje na pół etatu i...nigdy nie ma kasy
Ja płacę praktycznie zawsze i za wszystko. Często gotujemy u mnie w domu ale jak idziemy na zakupy - zawsze płacę ja. Nawet jak idzie do sklepu sam - ja mu daję moją kartę. Rozmawiałam z nim na ten temat wcześniej (2 razy), bo wydawało mi się to nie fair to powiedział, że teraz nie może niczego zmienić ale w przyszłości będzie miał dobra pracę i wszystko będzie inaczej. Ale ja jakoś tego nie widzę, wydaje mi się, że on się nawet nie stara niczego zmienić i obawiam się, że jest to moja wina bo go do tego przyzwyczaiłam. Bardzo dużo o tym myślałam i przez pewien czas czułam się nawet winna, że w ogóle poruszyłam ten temat, bo w końcu - jesteśmy razem i planujemy wspólną przyszłość więc powinnam go wspierać i nie zwracać uwagi na jego obecne braki finansowe. Jednak nie mogę przestać o tym myśleć. On jest młodszy i może (nawet całkiem nieświadomie) widzi we mnie źródło finansowe. Przyjechałam tutaj, żeby zarobić i wrócić do Polski, więc mam odłożone trochę kasy i najgorsze jest to, że on nie ma niczego - nawet samochód kupił na kredyt...Nie chcę go oceniać i nie myślę tylko o pieniądzach, jednak jest to ważny element wspólnego życia. Raz była taka sytuacja, że po rozmowie na ten temat on mnie poprosił o pożyczenie pieniędzy na autobus! Ja bym się chyba ze wstydu spaliła na jego miejscu. Wolałabym iść na nogach, nawet jeśli miało by to być 10 km, niż po rozmowie o tym, że ja zawsze za wszystko płacę prosić o pożyczkę. Kocham go i jest na prawdę fantastycznym facetem, ale boję się, że jego stosunek do moich pieniędzy wkrótce wszystko zniszczy. Proszę, powiedzcie mi co o tym myślicie i czy powinnam trochę wyluzować, czy może mam rację i duży problem przy okazji.
2 2015-01-15 02:56:44 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-01-15 02:59:25)
No i tutaj widać stosunek Twojego partnera do pieniądza. Nie szanuje go nic, a nic. A rodzice dają Mu pieniądze? Szaleje po nocach (jak np. niektóra młodzież w UK)? Ale tak jak wspomniałaś, mi osobiście byłoby wstyd ciągle prosić drugą połówkę o pieniądze.
Może powiedz Mu, że masz mały problem finansowy (odkładasz na coś ważnego) i musisz zacisnąć pasa. Jego reakcja powie Ci wszystko. To są Twoje pieniądze i nie powinien mieć roszczeniowego podejścia, jeśli Mu ich odmówisz. Jeśli zrozumie to wyjdzie, że nie jest z Tobą dla jakiś profitów finansowych.
No i czemu masz wątpliwości co do Jego przyszłej pracy?
Właśnie chodzi o to, że nie szaleje, nie jest typem imprezowicza, tak właściwie to nigdzie nie wychodzimy, jedyne co to do kina może raz na miesiąc. Rodzice raczej mu nie dają pieniędzy, więc to, że ja zawsze płacę, tłumaczę sobie tym, że pracując na pół etatu nie może pozwolić sobie na zbyt wiele. Ale z drugiej strony, nie ma czynszu ani rachunków do opłacenia. Obok sprawy finansowej jest na prawdę fantastycznym facetem i ciężko o drugiego takiego!
Nie chciałabym skreślać tego, co jest między nami przez pieniądze ale staje się to uciążliwe.
A co do jego przyszłej pracy, to oczywiście wierzę w jego możliwości, ale jak każdy wie, cięzko jest o dobrą pracę. I wbrew medialnym opiniom o tym jak to wspaniale jest na emigracji, muszę powiedzieć, że o pracę jest ogólnie ciężko, nie mówiąc już o jakiejś lepszej.
Bardzo dużo o tym myślałam i przez pewien czas czułam się nawet winna, że w ogóle poruszyłam ten temat, bo w końcu - jesteśmy razem i planujemy wspólną przyszłość więc powinnam go wspierać i nie zwracać uwagi na jego obecne braki finansowe. Jednak nie mogę przestać o tym myśleć. On jest młodszy i może (nawet całkiem nieświadomie) widzi we mnie źródło finansowe. Przyjechałam tutaj, żeby zarobić i wrócić do Polski, więc mam odłożone trochę kasy i najgorsze jest to, że on nie ma niczego - nawet samochód kupił na kredyt...Nie chcę go oceniać i nie myślę tylko o pieniądzach, jednak jest to ważny element wspólnego życia. Raz była taka sytuacja, że po rozmowie na ten temat on mnie poprosił o pożyczenie pieniędzy na autobus! Ja bym się chyba ze wstydu spaliła na jego miejscu. Wolałabym iść na nogach, nawet jeśli miało by to być 10 km, niż po rozmowie o tym, że ja zawsze za wszystko płacę prosić o pożyczkę. Kocham go i jest na prawdę fantastycznym facetem, ale boję się, że jego stosunek do moich pieniędzy wkrótce wszystko zniszczy. Proszę, powiedzcie mi co o tym myślicie i czy powinnam trochę wyluzować, czy może mam rację i duży problem przy okazji.
Z doświadczenia wiem, że jak ktoś jest mentalnie przysłowiowym "dziadem", to już nim pozostanie. To jest w genach. W mojej ocenie to niedojrzały chłopak bez charakteru, wstydu i co najważniejsze ambicji. Zwyczajnie Cię wykorzystuje i doskonale wie, co robi. Jesteś jego "bankomatem". Kochasz go, ale czy jesteś pewna, że on Ciebie również ? Przykro mi, ale ja szczerze wątpię... Chłopak kupił sobie samochód, ale Ty masz mu "pożyczyć" na bilet autobusowy ??
Może jeszcze pożycza od Ciebie samochód, bo Twój mniej pali i nigdy go nie tankuje ? Zastanawia mnie na czym ta jego fantastyczność o której piszesz polega ? Odnoszę wrażenie, że jako zakochana kobieta patrzysz na niego przez różowe okulary... Obudź się.
5 2015-01-17 12:34:36 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-01-17 12:57:26)
Odpowiadając na pytanie skąpstwo-nie,pasożytnictwo,naciągactwo-tak
wygodnie ma z tobą,sponsorujesz wszystko,podajesz na tacy itp w ten sposób nawet w małżeństwie moze facet pracować na ,,pól etatu,, bo po co sie starac,szukać,e tam od tego będzie mial ciebie.....jak dlugo tak będzie...ano do śmierci nawet ,bo co go zmusi by zacząć cos ze sobą robić jak ma swoją prywatna,obrotna skarbonke????
Niestety chyba macie rację, ostatnio coraz częściej o ty myślę i już mam dość...
Raz była taka sytuacja, że po rozmowie na ten temat on mnie poprosił o pożyczenie pieniędzy na autobus! Ja bym się chyba ze wstydu spaliła na jego miejscu.
Albo facet Cię traktuje jak sponsorkę, albo po prostu kompletnie nie ma godności i jaj. Nie wiem na co liczysz...
8 2015-01-18 11:05:54 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-01-18 11:06:50)
Niestety chyba macie rację, ostatnio coraz częściej o ty myślę i już mam dość...
ja mam poglady dotyczące ,,naciagania,,partnera dość niestereotypowe bo w sytuacji odwotnej gdybys była facetem a on dziewczyna tez bym napisala to samo,podzas gdy 7/8 populacji w tym nic dziwnego nie widzi,ze to facet,,dokłada do interesu,, i TAK MA BYĆ.... coz jednym to pasuje,drugim nie,obecnie w dobie gdy coraz więcej jest bardzo zaradnych kobiet,pasożytujacych facetow jest coraz więcej i to zjawisko nikogo już nie dziwi,zwlaszcza widoczne to jest w mojej grupie wiekowej(dotyczy kobiet) gdzie młodsi po nascie lat,,mezczyzni,,szukają sobie gdzie wepchnąć swoje leniwe cztery litery ,by za to ze sa ktoś miał ich utrzymywać ,zalosne...ale takie czasy
Ja doskonale rozumiem Twój problem, ale rozumiem też chłopaka. Świadomie weszłaś w związek z młodszym studentem i chyba zdawałaś sobie sprawę, że póki się uczy, nie będzie miał stałych dochodów, z który będzie mógł siebie i Was razem utrzymać. To nie jest jego wina, jest młodszy, uczy się, nawet jest to fizycznie niemożliwe zarabiać więcej w jego przypadku. Musiałabyś albo zmusić go (co byłoby wysoce nie na miejscu) do rzucenia studiów i podjęcia pracy na cały etat, albo cóż... znaleźć sobie faceta po studiach, który ma już stanowisko. Tu się nie da niczego przyśpieszyć, ja jestem w takim samym związku, tyle że sytuacja odwrotna. To ja mieszkam z rodzicami, studiuję i dorabiam sobie gdzie mogę, on jest starszy i pracuje w zawodzie na cały etat. Nie ma z tym problemu, nie każe mi się do niczego dokładać, skoro ma swoje pieniądze. Ja nie wykorzystuję tego, też mam jakiś wkład - z własnej nieprzymuszonej woli. Czasem go gdzieś zabiorę, robię też zakupy, nie widzę w tym problemu, póki para nie mieszka razem. Jeśli chcesz z nim być a jest to dla Ciebie aż tak obciążające finansowo, to staraj się nie zapraszać go na dłuższy czas, tylko max na weekend albo tak, żeby jak najbardziej te wydatki zmniejszyć. On teraz zdobywa doświadczenie, wykształcenie i takich rzeczy, choćbyś chciała, nie przyśpieszysz. Sytuacja byłaby natomiast beznadziejna, gdyby nic nie robił, nie miał żadnych planów i nie garnął się do roboty, podczas gdy Ty jesteś jego skarbonką i mieszkacie razem.
Ja doskonale rozumiem Twój problem, ale rozumiem też chłopaka. Świadomie weszłaś w związek z młodszym studentem i chyba zdawałaś sobie sprawę, że póki się uczy, nie będzie miał stałych dochodów, z który będzie mógł siebie i Was razem utrzymać.
Chłopak mieszka u rodziców i pracuje na pół etatu. Stać go na zakup samochodu na raty, jego utrzymanie i paliwo. Nie stać go natomiast na bilet autobusowy jak jego partnerka stoi obok ? W mojej ocenie, to chłopak ma raczej poważny problem z priorytetami w życiu. Wiele potrzeb najlepiej na cudzy koszt. Przepraszam ale Twoje argumenty do mnie nie trafiają. O jakim "utrzymaniu" też piszesz ? Wszystko czego oczekuje autorka tego wątku, to tylko tyle, żeby chłopak przynajmniej czasami poczuwał się do jakiejś partycypacji we wspólnych kosztach.
Buszująca w zbożu napisał/a:Ja doskonale rozumiem Twój problem, ale rozumiem też chłopaka. Świadomie weszłaś w związek z młodszym studentem i chyba zdawałaś sobie sprawę, że póki się uczy, nie będzie miał stałych dochodów, z który będzie mógł siebie i Was razem utrzymać.
Chłopak mieszka u rodziców i pracuje na pół etatu. Stać go na zakup samochodu na raty, jego utrzymanie i paliwo. Nie stać go natomiast na bilet autobusowy jak jego partnerka stoi obok ? W mojej ocenie, to chłopak ma raczej poważny problem z priorytetami w życiu. Wiele potrzeb najlepiej na cudzy koszt. Przepraszam ale Twoje argumenty do mnie nie trafiają. O jakim "utrzymaniu" też piszesz ? Wszystko czego oczekuje autorka tego wątku, to tylko tyle, żeby chłopak przynajmniej czasami poczuwał się do jakiejś partycypacji we wspólnych kosztach.
A co to za związek, jak partnerzy mają się siebie wstydzić pożyczać pieniądze, tym bardziej na bilet? Mój luby ostatnio brał ode mnie dokładnie na to samo, bo zapomniał portfela, ja nie raz też miałam problem albo nie wzięłam kasy i on też mi wtedy dawał. Może nieuważnie przeczytałam post, wiadomo, że jeśli autorka ma dużo większy wkład to coś z tym trzeba zrobić, ale mnie bardziej chodzi o możliwości niż postawę. Piszę z własnej perspektywy, bo u nas to ja studiuję i mieszkam z rodzicami i mam nadzieję, że mój facet na mnie nie narzeka, jak jestem u niego kilka dni, korzystam z jego zasobów i nie dokładam się do niczego, jedynie robiąc czasem zakupy i jakieś niespodzianki z różnych okazji (a czasem i bez, za to, jaki jest kochany i po prostu z potrzeby serca). Jedyna rada, jaka mi się nasuwa - jak autorka ma problem z byciem sponsorką, a poza tym to facet jest boski, to niech sama nie stwarza okazji. Wie, że on nie ma kasy, to niech nie proponuje wyjść na miasto. No chyba że on jest na tyle bezczelny, że nie mając kasy, sam proponuje z myślą, ze jak zawsze - Ty płacisz. Nikogo tu nie oceniam, ale ja miałam na myśli tylko tyle, że nie jest dla mnie dziwnym i jakimś dziadowskim to, że 23-letni chłopak, który studiuje i pracuje na pół etatu ma mniej pieniędzy od babki starszej od niego, która ma pracę na cały etat i się nie uczy. Zrobiłaś babola i tyle. Albo go pognaj do roboty i każ rzucić studia, albo znajdź kogoś starszego, bo tak nawiasem mówiąc, to ja bym się z młodszym facetem nie związała.
" Niby jestem szczęśliwa''- to trochę dziwne sformułowanie.
Jeśli jesteście za granicą, to jak sądzę owe ''pół etatu'' odpowiada polskiej średniej pensji. Przy odliczeniu kosztów czynszu+ jedzenia to naprawdę sporo. Co to znaczy, że nigdy nie ma kasy??Zatem na co konkretnie ją wydaje? na raty samochodowe?? Jeśli go nie stać, to po co w ogóle kupował auto? A jeśli ma auto, to czemu jeździ autobusem?
Ciężko mówić o Twojej winie. Zapewne uczucie Cię zaślepiło, może na początku ta kwestia nie była dla Ciebie taka ważna, ale po czasie okazało się, że jednak życie składa się z szarej codzienności. Patrząc na moje osobiste doświadczenia powiem jedną rzecz- jak raz zaproponujesz, że zapłacisz za siebie, a potem kolejny i kolejny to oczywiście że przyzwyczaisz faceta do tego, że jesteś nie tyle samowystarczalna, co jeszcze chętnie zapłacisz za niego. Wiem co mówię, bo popełniałam ten sam błąd. niekiedy słyszę tekst od swojego faceta, że on to w sumie chciałby mieć laskę, która by go utrzymywała...no comment. Tyle, że mój facet jest o dobrych parę lat starszy od Twojego.
Niestety, ale zapuściłaś się na głęboką wodę angażując się w związek z kimś tak młodym. Ciężko taki wiek nazwać dorosłym, to dopiero etap wchodzenia w dorosłość. Zatem albo będziesz sponsorką albo mamusią nr 2. Albo pogadasz raz jeszcze, bez owijania w bawełnę.
Zapraszam do podobnego wątku u siebie ![]()
Pozdrawiam;)