Ja wciąż myślę i myślę i dalej nie mogę ułożyć takiej listy.
Czy najważniejsze jest życie? Dopóki mój mózg funkcjonuje sprawnie - tak, ale jeżeli któregoś dnia stanę się warzywem, to żyć dalej nie chcę. Nawet, jeżeli stanie się to jutro.
Jeżeli też dowiedziałabym się, że moja córka jest chora i np potrzebuje mojej nerki, to też bez wahania bym się na to zgodziła, chociaż niosłoby to ze sobą ryzyko.
Tak samo jeżeli zaistniałaby sytuacja ja albo ona - nie wiem - pożar, wypadek lub tym podobne - oczywiście, że byłabym w stanie (tzn. mam olbrzymią nadzieję, że byłabym w stanie) uratować ją kosztem własnego życia - a więc moje życie nie jest najważniejsze.
Czyli może to jej życie jest najważniejsze? Do pewnego momentu tak, ale i w tym przypadku - póki jej mózg funkcjonuje i póki będzie funkcjonował sprawnie. Jeżeli stanie się warzywem, nie będę walczyć za wszelką cenę. Już dawno podpisałam zgodę na pobranie jej narządów i wiem, że jeżeli nadejdzie taka chwila pozwolę lekarzom wyłączyć aparaturę.
Więc może zdrowie? Skoro życie ma sens tylko dopóty, dopóki zdrowie dopisuje (no, w miarę ;P ) - no ale przecież kiedyś paliłam (ok, przestałam, ale jednak potrafiłam narażać swoje zdrowie przez lata, mam nadwagę, z którą jakoś mało skutecznie walczę, staram się odżywiać zdrowo, co nie znaczy, że zawsze mi się to udaje... czasem jednak ochota na cebulkowe Pringelsy albo butelkę wina zwycięża... nie mówiąc już o obiedzie z mrożonki kiedy padam na nos po pracy..
Rodzina?... Nie, Nie stawiam dobra rodziny ponad swoje własne (pomijając swoje dziecko) nie oczekuję też tego od nich. Oczywiście jestem w stanie coś tam poświęcić, ale ma to swoje granice.
Przyjaciele? Trudno się zżywam z ludźmi, jestem typem samotnika, więc z pewnością nie należę do osób, które poświęcą dla przyjaciela ostatnią koszulę. Ale szalik w mroźny dzień mu oddam 
Praca? Nie no... bez przesady. Ważne, żeby mieć dochód. Gdybym jutro wygrała w totka (ale takiego angielskiego, nie tam milion złotych ;P ) To oczywiście rzuciłabym pracę i zajęła się czymś, na co bym miała wówczas ochotę - może to byłaby hodowla kóz, a może wyjazd do Patagonii i utrzymywałabym się ze sprzedaży zdjęć stamtąd? 
Miłość? Od kilku lat żyję bez miłości do mężczyzny i wcale to nie jest takie okropne
a bez miłości do dziecka żyłam przez prawie 30 lat i tez dało radę. Teraz byłoby trudniej, ale... czasami myślę, ze gdyby jej się coś stało, to nie chciałabym dłużej żyć. A czasami, ze jednak dałabym radę.
Co tam jeszcze było?... Niezależność? Nie, to nie jest najważniejsze. Gdybym amputowali ręce byłabym z pewnością długo nieszczęśliwa i ogromnie zażenowana koniecznością proszenia, żeby mi ktoś tyłek podtarł, ale w końcu przecież kiedyś bym wstała i poszła...
Niezależność finansowa? Balansuję na granicy płynności finansowej, moja niezależność jest bardzo krucha
odrobinę więcej mogłabym też znieść.
Tak właściwie to wciąż jestem zależna finansowo od mojego pracodawcy
Nie spędza mi to snu z powiek.
Realizacja marzeń? Nie, zupełnie to nie jest ważne. Od dwudziestu lat marzę o podroży na Islandię i wciąż to pozostaje w sferze marzeń.
. Raczej bardziej zależy mi na realizowaniu moich pomysłów/projektów - wszystkiego tego, co powstaje w mojej głowie.
Myślę, ze najważniejsze dla mnie jest aby zachować pomiędzy tym wszystkim równowagę. Nic nie musi być najważniejsze - ważne, że jest ważne
a czy pierwsze, piąte czy dziesiąte - to już nie ma najmniejszego znaczenia.