Pewne sytuacje męczą mnie. Chciałam spytać się czy ktos przechodził może cos podobnego.
Na przykład, zapisałam się na kurs językowy i jakoś na niego chodziłam. Od jakiegoś czasu przychodzę i czuję się na kursie źle. Trudno mi to dokładnie opisać:/Jestem jakaś taka otumaniona, stresuje się samym siedzeniem tam, nie umiem się rozluznic, znaczy się czasem się rozluznie a czasem siedzę w stresie aż do końca, zdarza się że wychodze wcześniej. Rozwiązuje zadania, odpowiadam na pytania. Jednak troszkę trudniej z wysiłkiem intelektualnym. Mam wrażenie też że mrok za oknem nie pomaga, rażą mnie też odbicia światła.
Męczy mnie to jak się czuję. I przygnębia. Myślę żeby zrezygnowac a potem znów idę i czuję się różnie, czasem ok, a niekiedy przez całe zajęcia się męczę...
Ten kurs to była jedną z moich nielicznych możliwości żeby poprzebywac wśród ludzi. dlatego starałam sie na niego wyciągać.
A poza tym chciałam odświeżyć moja znajomość języka, sprawia mi satysfakcję jak widzę, że robię jakieś postępy.
Tylko czemu ostatnio muszę się tak męczyć na tych zajęciach....:(
1 2015-01-07 23:29:18 Ostatnio edytowany przez notalive (2015-01-07 23:34:48)
Zapisz sie na prawko,tam to dopiero bedziesz czuc sie zle ![]()
diegO, prawko to ja już mam... długo... chociaż mistrzem kierownicy nie jestem, nie przepadam za autostradami, dtskami...
To moze ci ludzie wywieraja na tobie jakas presje?
Ludzie są mili ale na pewno stres związany z przebywaniem wśród nich jest.
Tym bardziej że na codzien siedzę w domu.
A nie pracujesz czy cos?
Podobno sex rozładowuje stres ![]()
8 2015-01-12 23:23:37 Ostatnio edytowany przez notalive (2015-01-12 23:29:36)
Nie pracuję. I prawie tej pracy nie szukam.
Przyzywczailam się do siedzenia w domu.
Choć w ciągu tygodnia prawie tu wariuje.
I boli poczucie wartości kiedy jestem wśród ludzi ale rzadko jestem, unikam, znajomych nie mam.
A kurs. Wyslalam zgłoszenie dostałam się.
Chodzilam. Ale coraz rzadziej, bo boję się że pojadę
I będę się źle czuć, szkoda mi bardzo a z zewnątrz znów będzie to wyglądac jak lenistwo:/
Jak mnie nie ma staram się nadrabiać w domu.
Może to wynika z tego, że siedzisz w domu. Nie masz zajęcia.
Pewnie tak.Zniszczyłam sobie psychikę tyle siedząc w domu.
I non stop sama z sobą, w swojej głowie. Potem mam lęki jak wychodzę.
I depresja na pewno też jest.
to co w takim razie robisz na codzien i jak sie utrzymujesz?
notalive ja już 6 rok studiuję i zaczęłam czuć to samo co Ty na kursie językowym, tylko że u mnie to chyba kwestia nadmiaru zajęć, i tego że ciągle mam pełno na głowie rzeczy związanych z samymi studiami i po prostu się wypaliłam już tym wszystkim. Doszło do tego, że jak mam siąść do pisania pracy czy nauki to mam w sobie jakąś blokadę, dostaję doła i w rezultacie nie robię nic. To trwa od tego semestru i boję się, że nie pozaliczam a to już ostatni rok, wcześniej wszystko w 1 terminach zdawałam. Nie potrafię się już w sobie zebrać, zmusić do nauki i to mnie przytłacza. Mam tego po prostu dość, marzy mi się z rok odpoczynku żeby po prostu, wracać do domu bez miliona zadań ze szkoły na głowie, że to do zrobienia, to do napisania, to do nauczenia a jutro znów zajęcia, znów zaliczenia, znów egzaminy... Od jakiegoś czasu totalna niechęć mnie ogarnęła, brak motywacji a co za tym idzie stres. Dochodzi do tego, że nawet jak na same wykłady idę to się denerwuję choć nie mam czym. Jak spotykam ludzi z roku to się denerwuję, widzę wykładowców, budynek swojej uczelni to stres itp. Jak się zmusić w sobie, jak to przetrwać, jak z tym walczyć? Może są na to jakieś sposoby?
Notalive mam podobnie , tez czesto siedze w domu , pozniej mam jakies dziwny stres i leki wsrod ludzi , zamiast sie wyluzowac.
Mysle ze przyczyna moze byc jak piszesz zbyt czeste przesiadywanie w domu , mysle ze powinnas probowac malymi krokami wychodzic naprzeciw tym lekom , stresowi i sama z nim walczyc.
Powinnas zadbac o swoje zdrowie psychiczne bo to bardzo wazne , ja sam pewnie wybiore sie do mojego lekarza i opisze mu co sie ze mna dzieje, proponuje to samo. Bo przez internet , to takie rady.
Pozdrawiam i zycze powrotu do zdrowia.
dieg0
co robię?
trwonię czas, życie
yessa, ostatni rok i dalej tak dużo nauki? Rozumiem, że możesz się już czuć zmęczona i że jest stres z nadmiaru obowiązków.
>Dochodzi do tego, że nawet jak na same wykłady idę to się denerwuję choć nie mam czym. Jak spotykam ludzi z roku to się denerwuję, widzę wykładowców, budynek swojej uczelni to stres itp.
No właśnie ja się czasem boję że nasz organizm się sam wyczula na pewne sytuacje. Potem nadmiernie się reaguje mimo, że nie ma powodu ![]()
Co do pisania pracy może ustal sobie jakiś dzień tygodnia i określone godziny, że choć by nie wiadomo co siadasz na przykład na 2 godz. i piszesz.
A jak tak zrobisz to może mała nagroda dla siebie (nie wiem coś co sprawi ci przyjemność).
Mam nadzieję, że przynajmniej w jakimś stopniu studia, które wybrałaś interesują Cię.
Xardes
no ja już strasznie długo tak trwam, ale nigdy nie było tak, że było dobrze, zawsze miałam jakieś problemy głownie z kontaktami z ludźmi (fobia), ale nigdy nie było aż tak źle żeby się tym zająć
Ostatnio wyczytałam na jakims forum, że Toksyny i pasożyty są przyczyną depresji!!!
Depresja traktowana jest przez medycynę konwencjonalną jako osobna jednostka chorobowa co jest nieporozumieniem. Depresja może być spowodowana obecnością pasożytów w organizmie (z ich odchodów wydzielają się toksyny,następnie trafiają do krwioobiegu i zatruwają cały organizm).Dochodząc do mózgu powodują stany lękowe,zaburzenia nastroju,nerwice a jeżeli są w organizmie długi czas mogą powodować nawet choroby psychiczne!
Moze jestes aspoleczna?
Aspołeczna?
Wycofana.
A jednocześnie bardzo samotna ![]()
A nie masz nikogo z kim moglabys porozmawiac?
no średnio, mam przyjaciółkę z którą czasem przez net rozmawiam, ale "między nami" trochę się popsuło od czasu jak byłam na jej weselu 4 lata temu
bardzo źle sie poczułam na tym weselu, spięłam się maksymalnie, zresztą ja + połączenie duży tłum ludzi tak się kończy
nawet alkohol nie pomaga.
Jest jeszcze mój partner, ale nie umiem z nim tak porozmawiać żeby ta rozmowa przyniosła mi ulgę.
Nie wiem na czym to polega i czy to ważne ale czasem z kimś rozmawiam i "uchodzi" ze mnie powietrze i jest mi lżej jak rozmawiam z moim partnerem to niestety nie odczuwam ulgi choć wiem że ma dobre chęci...
Są jeszcze rodzice ale to zawsze ostateczność... desperacja... też taka rozmowa ulgi nie daje.
A poza tym już nie ma nikogo.
Godzina 12, środek dnia a ja się kładę pod koc. Biorę 1/8 antydepresanta. Godzina 13:10 wstałam czuję się lepiej.
Ktoś też kładzie się spać w środku dnia?:/