Jestem kobietą tuż przed czterdziestką z dwójką córek i w drugim małżeństwie. I czuję się samotna.
Co możemy dla Ciebie zrobić?
napisz, dlaczego czujesz się samotna, czego ci brak ...
Jest nieszczęśliwa. Wróci d nas...
Jeśli cię to pocieszy nie jesteś sama. Ja również jestem cholernie samotna w swoim małżeństwie
Jeśli cię to pocieszy nie jesteś sama. Ja również jestem cholernie samotna w swoim małżeństwie
prawda jest jedna,
to jest zawsze na obustronne życzenie ![]()
nie umniejszam nikomu ani nie dodaje, nie o to chodzi w każdym razie
pozdr
Słoneczko.... Gdzie Ty sie podziewasz? Czy to nie pora Twoja? Zdaje sie, wkrotce powinnaś wzejść ![]()
Przybądź, porozmawiamy z Tobą. Każda z nas jest wprawdzie inna, ale to dobrze, bo będzie sie czym dzielić.
samotnax4 napisał/a:Jeśli cię to pocieszy nie jesteś sama. Ja również jestem cholernie samotna w swoim małżeństwie
prawda jest jedna,
to jest zawsze na obustronne życzenie
nie umniejszam nikomu ani nie dodaje, nie o to chodzi w każdym razie
pozdr
Obustronne? Nie sądzę. Były rozmowy, a raczej mój monolog, była moja chęć przeprowadzki 300km od domu, ale po co jak jemu jest wygodnie żyć z dala od dzieci i żony
tenniedobry2 napisał/a:samotnax4 napisał/a:Jeśli cię to pocieszy nie jesteś sama. Ja również jestem cholernie samotna w swoim małżeństwie
prawda jest jedna,
to jest zawsze na obustronne życzenie
nie umniejszam nikomu ani nie dodaje, nie o to chodzi w każdym razie
pozdr
Obustronne? Nie sądzę. Były rozmowy, a raczej mój monolog, była moja chęć przeprowadzki 300km od domu, ale po co jak jemu jest wygodnie żyć z dala od dzieci i żony
twój monolog był swoistym "życzeniem" sobie tego
trwał pozwalał trwać jemu w tym,
nie był odpowiednią reakcją na to co Cię spotykało, w odpowiednim czasie
teraz piszesz Tu, jak pewnie większość, która szuka wyjaśnienia, zrozumienia, pocieszenia, uwagi być może tylko
w każdym razie czegoś szuka
To ciekawa jestem co twoim zdaniem powinna zrobić żona, matka 2 dzieci gdy jej mąż pracuje 300km od domu? Gdy mąż realizuje swoje marzenia tam, bo tylko tam może to robić. Jednocześnie On nie chce się tam wyprowadzać na stałe bądz nie chce tam żyć z żoną i dziećmi. Co ma zrobić kobieta? Rozwieść się mimo że kocha i zabrać dzieciom ojca? A może na chama jechać do niego i bez jego zgody tam zostać. Łatwo się mówi, gdy nie jest to twój problem
11 2015-01-07 12:38:38 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-01-07 12:41:54)
To ciekawa jestem co twoim zdaniem powinna zrobić żona, matka 2 dzieci gdy jej mąż pracuje 300km od domu? Gdy mąż realizuje swoje marzenia tam, bo tylko tam może to robić. Jednocześnie On nie chce się tam wyprowadzać na stałe bądz nie chce tam żyć z żoną i dziećmi. Co ma zrobić kobieta? Rozwieść się mimo że kocha i zabrać dzieciom ojca? A może na chama jechać do niego i bez jego zgody tam zostać. Łatwo się mówi, gdy nie jest to twój problem
gwarantuje Ci że jestem po uszy w problemie, też mam problem
mam problem że nie stać mnei bez drastycznych cięć w budzecie iść na swoje
męczą nas relacje rodzinne, mieszkam z teściami, dorabiam prywatnie, bo wypłata to jest śmiech na sali,
jak sobie wyobrażasz takie życie, mąż się realizuje a ty co??
myśli tylko o sobie w takim razie, albo po prostu to jest ważniejsze dla niego
mówisz o jechaniu tam na chama, zostawaniu bez zgody
kurde
hallo!!!
przecież chyba najbardziej to powinno wam zależeć żeby być razem
a wygląda jakby jemu nie zależało, jakby na chwile bo rozumie przyjeżdza,
na chwile Was potrzebował
otwórz trochę oczy!!!
większość małżeństw które znam
się rozwalało przez to życie na odległość, na dłuższą metę
z jednej strony obawiasz się co zrobić, a drugiej co ??
no chyba że kierunek zostaje egzystować póki kasa wpływa, i mozna życ po swojemu, z dzieckiem
tylko kiedys ten któs jednak wraca, kiedys sie praca gdzies tam konczy
i wtedy jest akcja, on mi nie pasuje, on pije, on koledzy, on sie nie interesuje
itd itp
no taki żywot się wybiera taki się ma
piszę to w ręką na sercu, życząc Ci wszsytkiego dobrego
pozdr
12 2015-01-07 21:23:43 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2015-01-07 21:37:40)
Może i powinno NAM zależeć, najwyraźniej zależy tylko mi. Twoje słowa odebrałam jako atak na mnie. Nie wysłałam męża do pracy 300km od domu, sam chciał jechać, to było jego marzenie od dziecka. Nie przeliczam jego wypłaty na kasę, bo nigdy nie musiałam się z nią liczyć. Zawsze miałam wszystko(materialne) co chciałam i dziś też na dużo mogę sobie pozwolić. Mi nie pasuje życie na odległość, jemu tak. Wraca z pracy i jest sam. Kawaler w tygodniu, mąż i ojciec w weekendy. Ja jestem zupełnie sama, dzieci, dom, mieszkania, opłaty, sklepy, choroby - wszystko na mojej głowie. Uważasz, że tak chciałam? Zastanów się... Mój błąd był taki, że kochałam na tyle mocno, aby pozwolić mu spełniać jego marzenia moim kosztem.
Widzisz, ty masz obok żonę i marudzisz bo teściowie. Ja nie mam obok teściów, mamy własny dom, mieszkania, ale nie mam przy boku męża. I to nie ja wybrałam sobie taki żywot, to mój mąż go wybrał mówiąc o swoich marzeniach a potem słowami "nie chce żebyśmy tu mieszkali". Najwyraźniej woli mieszkać z dala ode mnie, od nas
Witam
Zaciekawiła mnie Twoja historia. I patrzę na tekst z pozycji faceta. Z tego co piszesz wynika ze nie masz kłopotów finansowych i raczej nie doswiadczylas życia "na kredytach". Ponadto napisałaś , że mąż marzył od dziecka o pracy w miejscu gdzie dzisiaj przebywa . Czyli nie zostałaś przez niego niczym zaskoczona? Wiedzialas ze wcześniej czy później do tego dojdzie?
14 2015-01-07 21:49:08 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2015-01-07 22:00:13)
Mąż pracuje w wojsku i wiedziałam, że o tym marzy. Niestety nie wiedziałam, że będzie służył w takich siłach, których nie ma w pobliżu. Chciał syna, urodziłam syna, a po 2 miesiącach usłyszałam, że się dostał 300km od domu. Miałam powiedzieć NIE? Potem bym usłyszała "dla ciebie zrezygnowałem w wojska" a tego nie chce. Miałam jednak nadzieję, że się tam przeprowadzimy. Zaproponowałam, żebyśmy wynajeli komuś dom, sprzedali mieszkanie i się tam przenieśli, ale usłyszałam nie. Nie stała za tym żadna kobieta, bo to było w pierwszym miesiącu jego służby, więc zgłupiałam. Nie wiem co robić, co mysleć. Proponowałam nawet rozwód, bo ja nie umiem tak żyć, ale on nie chce o tym słyszeć bo kocha. Tylko, że dla mnie jak ktoś kocha, chce być z tą osobą a nie 300km od niej. A on nie widzi problemu w tym, żeby żyć tam w tygodniu, w weekendy w domu i tak do emerytury. Nie myśli o tym co ja czuję, że dzieci tęsknią i że ze wszystkimi problemami jestem sama. W grudniu miałam skierowanie z młodszym dzieckiem do lekarza. Co usłyszałam? I co ty teraz zrobisz? Przecież to tylko mój problem co z robić ze starszym dzieckiem...
A na pewno nie ma tej trzeciej? Bo to trochę słabo zrozumiale dla mnie faceta. Chodzi mi o postawę męża. Jaki ma sens bycie ze sobą kawał czasu w odległości 300 km? To co ile wy się widujecie? A czy ty jasno zakomunikowalas mężowi ze dalej tak się nie da? Pamiętaj że my faceci potrzebujemy jasnego przekazu. Bez domysłów analizowania itd. Postawilas sprawę jasno i na ostrzu noża?
16 2015-01-07 22:22:47 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2015-01-07 22:41:24)
Czy teraz żadnej nie ma to pewności nie mam, chociaż raczej nie. Ale gdy chciałam się tam przeprowadzić to był pierwszy miesiąc jego służby.
Mój mąż od dawna wie co myślę o takim związku. Ostatnio powiedziałam mu nawet, że się wypalam, że chyba przestaję go kochać, że chcę rozwodu bo chcę żyć normalnie. Że i tak jestem jak samotna matka, tyle że z większymi alimentami niż normalnie bym dostała (alimentami nazwałam jego wypłatę). Powiedział że mnie kocha, że nie da mi odejść i tyle. Gdy na laptopie znalazł pozew rozwodowy wściekł się, ale nadal nie robi nic, aby zmienić naszą sytuację.
Widujemy się co dwa tygodnie, czasem co tydzień. Przyjeżdża w piątek wieczorem, wyjeżdża w niedzielę. On twierdzi, że dużo ludzi tak żyje i nie powinnam marudzić. Tylko, że mnie nie interesują inni. Oni życia za mnie nie przeżyją. Mąż zabiera mnie na randki (kolacja, kino, tańce), kupuje kwiaty bez okazji, ale nie mam w nim oparcia. Wszystkie problemy zostawia dla mnie bo jak twierdzi, twarda ze mnie baba i sobie poradzę. Mam świadomość, że jeśli coś złego się stanie, będę musiała sobie poradzić sama. Świetne małżeństwo...
Czy teraz żadnej nie ma to pewności nie mam, chociaż raczej nie. Ale gdy chciałam się tam przeprowadzić to był pierwszy miesiąc jego służby.
Mój mąż od dawna wie co myślę o takim związku. Ostatnio powiedziałam mu nawet, że się wypalam, że chyba przestaję go kochać, że chcę rozwodu bo chcę żyć normalnie. Że i tak jestem jak samotna matka, tyle że z większymi alimentami niż normalnie bym dostała (alimentami nazwałam jego wypłatę). Powiedział że mnie kocha, że nie da mi odejść i tyle. Gdy na laptopie znalazł pozew rozwodowy wściekł się, ale nadal nie robi nic, aby zmienić naszą sytuację.
Widujemy się co dwa tygodnie, czasem co tydzień. Przyjeżdża w piątek wieczorem, wyjeżdża w niedzielę. On twierdzi, że dużo ludzi tak żyje i nie powinnam marudzić. Tylko, że mnie nie interesują inni. Oni życia za mnie nie przeżyją. Mąż zabiera mnie na randki (kolacja, kino, tańce), kupuje kwiaty bez okazji, ale nie mam w nim oparcia. Wszystkie problemy zostawia dla mnie bo jak twierdzi, twarda ze mnie baba i sobie poradzę. Mam świadomość, że jeśli coś złego się stanie, będę musiała sobie poradzić sama. Świetne małżeństwo...
Witam
Dla mnie to też trochę niejasna sytuacja że nie możecie przeprowadzić się aby żyć razem. Albo rzeczywiście ma kogoś ma boku albo po prostu takie życie jest dla niego bardzo wygodne on sam nie jest dojrzałym facetem, najważniejszy jest on a potrzeby rodziny są na drugim planie.
Nie wiem co można tu doradzić bo sama jestem na zakręcie i moje małżeństwo jest w rozsypce.
Może postawić by sprawę na ostrzu albo się tam przeprowadzacie albo się rozstajecie. Nie ma przecież takiego czegoś jak "nie dam Ci odejść" może utrudnić rozwód ale nie przykuje Ciebie kajdankami do domu.
Na chwilę obecną to ja już nie chcę się przeprowadzać, chyba przestaje walczyć o ten związek. Boje się, że kupimy tam mieszkanie, ja sprzedam sklepy, przeprowadzę się do niego a między nami się nie ułoży. Co wtedy? Do czego wrócę? Do domu, którego nie będę miała za co utrzymać? Pokazał mi, że nie interesuje go co z nami będzie, więc ja teraz nie wyjadę bo po co?
Nie rozumiem tego, bo jak przyjeżdża to w domu robi wszystko. Sprząta, gotuje, zajmuje się dziećmi, kupuje mi kwiaty bez okazji, zabiera na romantyczne kolacje. Chociaż coraz częściej widzę jego wady, np. zostawia mnie po imprezie z dzieckiem na ręku, stosem garów do zmywania, ogólnie w błaganie bo on idzie biegać i koniec. Bo musi iść już bo zawsze tak biega. Albo proszę go żeby zrobił mleko i słyszę zaraz. Dziecko płacze, a on ogląda film i czeka na reklamy, żeby to mleko zrobić. Film w tym momencie jest ważniejszy od dziecka. A może nie jest, tylko on wie, że ja to dziecko wezmę i sama to mleko zrobię. Pokazałam mu, że sobie radzę sama i on teraz nie robi nic, bo przecież ja sobie poradzę.
Tylko, że po co mi taki mąż? Ostatnio mu wykrzyczałam co mi leży na sercu ( po raz kolejny), stwierdził, ze zrezygnuje ze służby, ale dopiero jak coś znajdzie. Kolejna obietnica bez pokrycia, bo podobno szuka już od wakacji, a nawet CV nie napisał. Dałam mu czas do czerwca. Jeśli do tego czasu nic się nie zmieni odejdę. Mam 30 lat i nie planuję spędzić życia walcząc ze wszystkim sama.
19 2015-01-08 09:48:45 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-01-08 09:50:31)
Może i powinno NAM zależeć, najwyraźniej zależy tylko mi. Twoje słowa odebrałam jako atak na mnie. Nie wysłałam męża do pracy 300km od domu, sam chciał jechać, to było jego marzenie od dziecka. Nie przeliczam jego wypłaty na kasę, bo nigdy nie musiałam się z nią liczyć. Zawsze miałam wszystko(materialne) co chciałam i dziś też na dużo mogę sobie pozwolić. Mi nie pasuje życie na odległość, jemu tak. Wraca z pracy i jest sam. Kawaler w tygodniu, mąż i ojciec w weekendy. Ja jestem zupełnie sama, dzieci, dom, mieszkania, opłaty, sklepy, choroby - wszystko na mojej głowie. Uważasz, że tak chciałam? Zastanów się... Mój błąd był taki, że kochałam na tyle mocno, aby pozwolić mu spełniać jego marzenia moim kosztem.
Widzisz, ty masz obok żonę i marudzisz bo teściowie. Ja nie mam obok teściów, mamy własny dom, mieszkania, ale nie mam przy boku męża. I to nie ja wybrałam sobie taki żywot, to mój mąż go wybrał mówiąc o swoich marzeniach a potem słowami "nie chce żebyśmy tu mieszkali". Najwyraźniej woli mieszkać z dala ode mnie, od nas
wiesz może teraz już mam żonę obok
ale uwierz ja bardzo długo byłem sam, mimo mieszkania z nią i teściami
chciała mieszkać w domu rodzinnym, nic nie mówiłem, dzis wiem że trzeba byo od razu iść na swoję
byłbym o kilka kroków milowych dalej w życiu ![]()
a tak to szczerze wolałem być sam, mimo tego że między ludźmi ![]()
jeśli Twój małżonek sam nie czuje potrzeby bycia bliżej z Tobą
a Ty mu o tym mówisz dodatkowo, to ja nie wiem
tak jak piszą albo tak mu wygodniej, czyli kierunek egoista
albo coś nie tak, niestety
piszesz że przestajesz walczyć o związek, zobacz poczekaj moze własnie mąż potrzebuje konkretnego argumentu do spowodowania zmian
jeśli nie słyszy tego, to sorry nie usłyszy
Jeżeli słyszy słowa, że odległość nas, mnie zabija, że się wypalam i przestaję go kochać, że nie czuję żeby mnie kochał, że wg mnie nie mogę na niego liczyć, to już nie wiem jakie inne argumenty mogą do niego dotrzeć.
Ten facet mnie kochał, bardzo widziałam to i czułam. Dla mnie przestał palić, dla mnie przestał pić (pije od czasu do czasu teraz), gdy widział że było mi źle stawał na głowie, aby zmienić to. Adoptował moje starsze dziecko. Ze mną było tak samo, zawsze starałam się żeby czuł się kochany, wspierałam go jak umiałam. Teraz tego nie ma. Może po prostu już mnie nie kocha, a jest ze mną tylko ze względu na dzieci. Tylko, że ja mu mówiłam, że tak naprawdę niewiele rozwód zmieni. W domu jest tylko na weekendy co tydzień, co dwa. I ja mu wtedy dzieci będę dawała, żaden problem. Wie, że nigdy nie utrudniałabym dzieciom kontaktu z ojcem. Ale on mówi, że nie jest ze mną dla dzieci tylko dla nas i że o żadnym rozwodzie nie ma mowy. Ale jednocześnie teraz nie robi nic, aby stosunki między nami uległy poprawie. Chociaż widzi, że jest źle, bo sam ostatnio zaczął rozmowę na temat, dlaczego już go nie przytulam i nie całuję. On udaje, że wszystko jest dobrze, mysli że jak mnie sam przytuli, da buzi to będzie ok. Nie będzie, bo jestem już wypalona...
Jeżeli słyszy słowa, że odległość nas, mnie zabija, że się wypalam i przestaję go kochać, że nie czuję żeby mnie kochał, że wg mnie nie mogę na niego liczyć, to już nie wiem jakie inne argumenty mogą do niego dotrzeć.
Ten facet mnie kochał, bardzo widziałam to i czułam. Dla mnie przestał palić, dla mnie przestał pić (pije od czasu do czasu teraz), gdy widział że było mi źle stawał na głowie, aby zmienić to. Adoptował moje starsze dziecko. Ze mną było tak samo, zawsze starałam się żeby czuł się kochany, wspierałam go jak umiałam. Teraz tego nie ma. Może po prostu już mnie nie kocha, a jest ze mną tylko ze względu na dzieci. Tylko, że ja mu mówiłam, że tak naprawdę niewiele rozwód zmieni. W domu jest tylko na weekendy co tydzień, co dwa. I ja mu wtedy dzieci będę dawała, żaden problem. Wie, że nigdy nie utrudniałabym dzieciom kontaktu z ojcem. Ale on mówi, że nie jest ze mną dla dzieci tylko dla nas i że o żadnym rozwodzie nie ma mowy. Ale jednocześnie teraz nie robi nic, aby stosunki między nami uległy poprawie. Chociaż widzi, że jest źle, bo sam ostatnio zaczął rozmowę na temat, dlaczego już go nie przytulam i nie całuję. On udaje, że wszystko jest dobrze, mysli że jak mnie sam przytuli, da buzi to będzie ok. Nie będzie, bo jestem już wypalona...
nie bądź zawzięta, sama o to walczyłaś wcześniej, teraz już nie chcesz, tak ??
daj szanse mężowi, musi zobaczyć, docenić, jeśli nie to szkoda zachodu
kwestia czy on to musi przetrawić zrozumieć,
nie wiem jak się ma w czasie jego picie i palenie, może za duzo zmian na raz, z jednymi sie nie ogarnął, a już następne
Z palenia zrezygnował w 2009r z picia jeszcze wcześniej. Nie jestem zawzięta w tej sprawie, ale moim zdaniem głupotą jest teraz zostawianie domu, pracy i podążanie za kimś, z kim kompletnie mi się nie układa. Byłam gotowa wcześniej, gdy między nami było dobrze, teraz za dużo ryzykuję poza tym o nic nie mówi, więc mu tak pasuje. Gdybym widziała, że chce, że próbuje ze mną rozmawiać na ten temat to ok, ale tak, wpychać się tam gdzie mnie nie chcą.
23 2015-01-08 15:31:47 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-01-08 15:32:55)
Z palenia zrezygnował w 2009r z picia jeszcze wcześniej. Nie jestem zawzięta w tej sprawie, ale moim zdaniem głupotą jest teraz zostawianie domu, pracy i podążanie za kimś, z kim kompletnie mi się nie układa. Byłam gotowa wcześniej, gdy między nami było dobrze, teraz za dużo ryzykuję poza tym o nic nie mówi, więc mu tak pasuje. Gdybym widziała, że chce, że próbuje ze mną rozmawiać na ten temat to ok, ale tak, wpychać się tam gdzie mnie nie chcą.
pośpiech na pewno zły doradca
sama wiesz czego najbardziej oczekujesz, i co masz
jeśli jest decyzja to dobrze jeśli jeszcze jest konsekwencja tej decyzji
nic więcej
pozdr
no chyba że jednak z czegoś nei zrezygnował, albo zrezygnował tylko podczas pobytu w domu
różne przypadki po świecie chodzą ![]()
samotnax4 napisał/a:Z palenia zrezygnował w 2009r z picia jeszcze wcześniej. Nie jestem zawzięta w tej sprawie, ale moim zdaniem głupotą jest teraz zostawianie domu, pracy i podążanie za kimś, z kim kompletnie mi się nie układa. Byłam gotowa wcześniej, gdy między nami było dobrze, teraz za dużo ryzykuję poza tym o nic nie mówi, więc mu tak pasuje. Gdybym widziała, że chce, że próbuje ze mną rozmawiać na ten temat to ok, ale tak, wpychać się tam gdzie mnie nie chcą.
pośpiech na pewno zły doradca
sama wiesz czego najbardziej oczekujesz, i co masz
jeśli jest decyzja to dobrze jeśli jeszcze jest konsekwencja tej decyzji
nic więcej
pozdr
no chyba że jednak z czegoś nei zrezygnował, albo zrezygnował tylko podczas pobytu w domu
różne przypadki po świecie chodzą
Jeżeli chodzi ci o picie, to akurat też o tym myślałam. Ale sprawdzałam go raz i drugi i nigdy nie mogłam się przyczepić. on wie, ze jak będzie pił i ja się o tym dowiem, to nie dość że mnie więcej oglądać nie bedzie to i z dziećmi będzie miał problem, bo pijakowi dzieci nie dam.
Jeżeli słyszy słowa, że odległość nas, mnie zabija, że się wypalam i przestaję go kochać, że nie czuję żeby mnie kochał, że wg mnie nie mogę na niego liczyć, to już nie wiem jakie inne argumenty mogą do niego dotrzeć.
Ten facet mnie kochał, bardzo widziałam to i czułam. Dla mnie przestał palić, dla mnie przestał pić (pije od czasu do czasu teraz), gdy widział że było mi źle stawał na głowie, aby zmienić to. Adoptował moje starsze dziecko. Ze mną było tak samo, zawsze starałam się żeby czuł się kochany, wspierałam go jak umiałam. Teraz tego nie ma. Może po prostu już mnie nie kocha, a jest ze mną tylko ze względu na dzieci. Tylko, że ja mu mówiłam, że tak naprawdę niewiele rozwód zmieni. W domu jest tylko na weekendy co tydzień, co dwa. I ja mu wtedy dzieci będę dawała, żaden problem. Wie, że nigdy nie utrudniałabym dzieciom kontaktu z ojcem. Ale on mówi, że nie jest ze mną dla dzieci tylko dla nas i że o żadnym rozwodzie nie ma mowy. Ale jednocześnie teraz nie robi nic, aby stosunki między nami uległy poprawie. Chociaż widzi, że jest źle, bo sam ostatnio zaczął rozmowę na temat, dlaczego już go nie przytulam i nie całuję. On udaje, że wszystko jest dobrze, mysli że jak mnie sam przytuli, da buzi to będzie ok. Nie będzie, bo jestem już wypalona...
adoptował twoje dziecko-bo tak chcialas
przestal pic-bo tak chcialas
przestal palic bo tak chcialas
i pewnie pierdyliin innych rzeczy zrobil ,kupil,zorganizowal bo tak chcialas i żeby ci bylo komfortowo
a teraz nie chce zebys sprzedala dorobek waszego życia i wyprowadzila sie w miejsce o malych pewnie perspektywach.....hmmm nie dziwie mu sie i nie mów mi ze nie wiem co to znaczy żyć w zwiazku w którym widuje sie ze sobą w wekendy ,bo ja znam to aż za dobrze.....
26 2015-01-08 17:11:02 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2015-01-08 17:13:58)
samotnax4 napisał/a:Jeżeli słyszy słowa, że odległość nas, mnie zabija, że się wypalam i przestaję go kochać, że nie czuję żeby mnie kochał, że wg mnie nie mogę na niego liczyć, to już nie wiem jakie inne argumenty mogą do niego dotrzeć.
Ten facet mnie kochał, bardzo widziałam to i czułam. Dla mnie przestał palić, dla mnie przestał pić (pije od czasu do czasu teraz), gdy widział że było mi źle stawał na głowie, aby zmienić to. Adoptował moje starsze dziecko. Ze mną było tak samo, zawsze starałam się żeby czuł się kochany, wspierałam go jak umiałam. Teraz tego nie ma. Może po prostu już mnie nie kocha, a jest ze mną tylko ze względu na dzieci. Tylko, że ja mu mówiłam, że tak naprawdę niewiele rozwód zmieni. W domu jest tylko na weekendy co tydzień, co dwa. I ja mu wtedy dzieci będę dawała, żaden problem. Wie, że nigdy nie utrudniałabym dzieciom kontaktu z ojcem. Ale on mówi, że nie jest ze mną dla dzieci tylko dla nas i że o żadnym rozwodzie nie ma mowy. Ale jednocześnie teraz nie robi nic, aby stosunki między nami uległy poprawie. Chociaż widzi, że jest źle, bo sam ostatnio zaczął rozmowę na temat, dlaczego już go nie przytulam i nie całuję. On udaje, że wszystko jest dobrze, mysli że jak mnie sam przytuli, da buzi to będzie ok. Nie będzie, bo jestem już wypalona...adoptował twoje dziecko-bo tak chcialas
przestal pic-bo tak chcialas
przestal palic bo tak chcialas
i pewnie pierdyliin innych rzeczy zrobil ,kupil,zorganizowal bo tak chcialas i żeby ci bylo komfortowo
a teraz nie chce zebys sprzedala dorobek waszego życia i wyprowadzila sie w miejsce o malych pewnie perspektywach.....hmmm nie dziwie mu sie i nie mów mi ze nie wiem co to znaczy żyć w zwiazku w którym widuje sie ze sobą w wekendy ,bo ja znam to aż za dobrze.....
Adoptował moje dziecko bo ON tak chciał, to był jego wybór i jego propozycja. Palić przestał dla mnie owszem, ale wybacz, gdyby nie uspokoił się z piciem nie miałby czego u mnie szukać. Poza tym przestał pić dla siebie. trudno powiedzieć że dla mnie skoro się dopiero poznawaliśmy i nie było mowy jeszcze o jakimś uczuciu. Może niektórym pasuje życie z wiecznie pijanym facetem, mi nie. Nie raz od niego słyszę, że gdyby nie ja to pewnie by się stoczył jak jego koledzy. I nie musimy sprzedawać dorobku życia. Mieszkania mamy dwa plus dom, wystarczyło sprzedać jedno mieszkanie i kupić tam, więc tak naprawdę nic byśmy nie stracili. O przepraszam - on by stracił - wolność. A sklepy można sprzedać i otworzyć tam, jaki problem?
Może tobie pasuje życie w weekendowym małżeństwie co nie oznacza, że mi ma to pasować
A na pewno probowalas już wszystkiego żeby faceta w końcu obudzić ? Rozmawialas z nim szczerze o waszym związku ? Czy poznalas jego zdanie na to wszystko co składa się na wasz związek ? My faceci wbrew pozorom jesteśmy prości ale nie lubimy albo nie potrafimy się domyślać . Jeżeli twój przekaz był jasny a facet wszystko zrozumiał i przyjął do wiadomości twoje słowa to jak ja bym był na twoim miejscu to chyba powoli zbieralbym zabawki z tej małżeńskiej piaskownicy. Bo szkoda życia .Ale to moje zdanie .
Tak, kilkukrotnie prosto z mostu powiedziałam co czuję, jak to wygląda z mojej strony i że myślę o rozwodzie. Ciągle słyszę zapewnienia o jego zmianie, o miłości wobec mnie, ale to niestety tylko puste słowa. Nie powiem, żeby on nie robił nic, bo robi. W weekend sprząta, gotuje, zajmuje się dziećmi, ale nie daje mi najważniejszego - poczucia bezpieczeństwa. I on tego nie rozumie. Nawet wczoraj stwierdził, że on mnie całuje i przytula i to znaczy, że się stara. Tylko, że od cholery czasu mu mówię że nie o takie staranie mi chodzi. Ja chcę mieć pewność, że on będzie gdy coś złego się stanie, że np w razie choroby mam w nim oparcie. Stwierdził, że to oparcie mam. Więc mu pokazałam, że nie mam. Podałam cztery przykłady, gdzie zostałam sama ze skierowaniem do szpitala i 2 dzieci. to był mój problem co z tymi dziećmi zrobić na czas pobytu w szpitalu. Skończyło się tym, że do tego szpitala po prostu nie poszłam bo jak? Ale on tego nie widzi, wg niego mam w nim oparcie i już. Ostatnia taka sytuacja ze skierowaniem miała miejsce w sylwestra i co? Nic się nie zmieniło. Do szpitala nie poszłam.
Abstrahujac od innych kwestii, to moim zdaniem po to, abyś mogła pójść do szpitala Twój mąż mógł wziąć urlop.Rozumiem, że nie jest generałem i bezpieczeństwo naszego kraju nie zostanie narażone, gdy on posiedzi tydzień z dziećmi podczas Twojego pobytu w szpitalu? ![]()
Ja czuje się samotna będą samom ![]()
31 2015-01-09 16:11:55 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-01-09 16:57:41)
Samotnax... ja Ciebie doskonale rozumiem, nie wyobrażam sobie takiego życia jak Twoje ..
A myślałaś o takim rozwiązaniu , żeby np. na miesiąc -2 wynająć tam gdzie mąż mieszkanie ? Sklepy mają pewnie pracowników - będziesz doglądać co jakiś czas.
Ja bym tak spróbowała - nawet bez informowania mężusia - niespodzianka .
Chyba że mąż tam ma mieszkanko gdzie pracuje... wpadłabym na długie odwiedziny... bez uprzedzenia ...
Sprawdzisz sama czy w ogóle wspólne życie Tobie i jemu odpowiada... bo może się okazać... że tak jak teraz marzysz o codzienności razem...równie szybko zatęsknisz za obecnym stylem .. i wtedy docenisz to co masz ![]()
Powodzenia
Samotnax... ja Ciebie doskonale rozumiem, nie wyobrażam sobie takiego życia jak Twoje ..
A myślałaś o takim rozwiązaniu , żeby np. na miesiąc -2 wynająć tam gdzie maż mieszkanie ? Sklepy mają pewnie pracowników - będziesz doglądać co jakiś czas.
Ja bym tak spróbowała - nawet bez informowania mężusia - niespodzianka .
Chyba że mąż tam ma mieszkanko gdzie pracuje... wpadłabym na długie odwiedziny... bez uprzedzenia ...
Sprawdzisz sama czy w ogóle wspólne życie Tobie i jemu odpowiada... bo może się okazać... że tak jak teraz marzysz o codzienności razem...równie szybko zatęsknisz o obecnym stylu .. i wtedy docenisz to co masz
Powodzenia
Dziękuję za Twój post. Miałam zamiar wpaść tam na ferie, ale właśnie dowiedziałam się że młodsze dziecko ma ospę. Ale zrobię tak jak piszesz, niestety dopiero w wakacje bo córka ma szkołę
chceuciekacstad napisał/a:Samotnax... ja Ciebie doskonale rozumiem, nie wyobrażam sobie takiego życia jak Twoje ..
A myślałaś o takim rozwiązaniu , żeby np. na miesiąc -2 wynająć tam gdzie maż mieszkanie ? Sklepy mają pewnie pracowników - będziesz doglądać co jakiś czas.
Ja bym tak spróbowała - nawet bez informowania mężusia - niespodzianka .
Chyba że mąż tam ma mieszkanko gdzie pracuje... wpadłabym na długie odwiedziny... bez uprzedzenia ...
Sprawdzisz sama czy w ogóle wspólne życie Tobie i jemu odpowiada... bo może się okazać... że tak jak teraz marzysz o codzienności razem...równie szybko zatęsknisz o obecnym stylu .. i wtedy docenisz to co masz
PowodzeniaDziękuję za Twój post. Miałam zamiar wpaść tam na ferie, ale właśnie dowiedziałam się że młodsze dziecko ma ospę. Ale zrobię tak jak piszesz, niestety dopiero w wakacje bo córka ma szkołę
A mąż wynajmuje tam mieszkanie czy mieszka w koszarach ?
Wiesz.... do ferii (nie wiem gdzie mieszkasz) .. z pewnością wyzdrowieje na tyle by choćby pokonać drogę .. Jest szansa że mąż pokocha wspólne popołudnia... poranki z żoną ... nalot dzieciaczków w łóżku od rana .. spacery... i inne rodzinne życie... lub zobaczysz że to człowiek któremu takie życie na co dzień bez rodziny (obowiązków) odpowiada..
Działaj .. jak chcesz zmienić
samotnax4 napisał/a:chceuciekacstad napisał/a:Samotnax... ja Ciebie doskonale rozumiem, nie wyobrażam sobie takiego życia jak Twoje ..
A myślałaś o takim rozwiązaniu , żeby np. na miesiąc -2 wynająć tam gdzie maż mieszkanie ? Sklepy mają pewnie pracowników - będziesz doglądać co jakiś czas.
Ja bym tak spróbowała - nawet bez informowania mężusia - niespodzianka .
Chyba że mąż tam ma mieszkanko gdzie pracuje... wpadłabym na długie odwiedziny... bez uprzedzenia ...
Sprawdzisz sama czy w ogóle wspólne życie Tobie i jemu odpowiada... bo może się okazać... że tak jak teraz marzysz o codzienności razem...równie szybko zatęsknisz o obecnym stylu .. i wtedy docenisz to co masz
PowodzeniaDziękuję za Twój post. Miałam zamiar wpaść tam na ferie, ale właśnie dowiedziałam się że młodsze dziecko ma ospę. Ale zrobię tak jak piszesz, niestety dopiero w wakacje bo córka ma szkołę
A mąż wynajmuje tam mieszkanie czy mieszka w koszarach ?
Wiesz.... do ferii (nie wiem gdzie mieszkasz) .. z pewnością wyzdrowieje na tyle by choćby pokonać drogę .. Jest szansa że mąż pokocha wspólne popołudnia... poranki z żoną ... nalot dzieciaczków w łóżku od rana .. spacery... i inne rodzinne życie... lub zobaczysz że to człowiek któremu takie życie na co dzień bez rodziny (obowiązków) odpowiada..
Działaj .. jak chcesz zmienić
Mąż mieszka w hotelu. Syn ma ospę, więc trzy tygodnie wyjęte z życia, a ferie u nas zaczynają się chyba 17 czy coś takiego. Ale powiedziałam przed chwilą mężowi, że na czas ferii ma być tydzień w domu.Nie interesuje mnie czy weźmie urlop, czy pójdzie na zwolnienie, 5 dni ma spędzić w domu. Zgodził się, więc mam nadzieję, że tak będzie.
Brakuje mi osoby z którą mogłabym porozmawiać. O tym co mnie boli i uwiera. Kiedyś z moim mężem za nim zostaliśmy parą mogłam porozmawiać jak z przyjacielem. Teraz niestety już nie. Każda próba szczerej rozmowy z nim kończy się jednakowo. Albo on nie widzi problemu i go bagatelizuje, albo uważa że to co się wydarzyło to moja wina. W ogóle większość przykrych sytuacji to moja wina. Kiedyś mówiłam mu żeby dziękował Bogu że ma na kogo zwalić winę , ale teraz już coraz mniej mam cierpliwości i zaczyna mnie to nieźle wkurzać. Mąż ma bardzo często huśtawkę nastroju i niestety dostaje się najbliższym. Nie bije nas , natomiast dostaje nam się słownie. Uważam, że nie radzi sobie ze swoimi emocjami i on też to wie. Prosiłam nawet żebyśmy poszli do psychologa. Stwierdził że on mu nic nie pomoże, a gdy zadzwoniłam i umówiłam nas na wizytę znowu się obraził i powiedział że zmuszam go do rzeczy na które nie ma ochoty. Nie umiem do niego dotrzeć i zaczynam się zastanawiać czy kiedykolwiek umiałam. Wiem jedno ani on sam ani ja nie jestem w stanie mu pomóc. Nie wiem co mam dalej robić.
Brakuje mi osoby z którą mogłabym porozmawiać. O tym co mnie boli i uwiera. Kiedyś z moim mężem za nim zostaliśmy parą mogłam porozmawiać jak z przyjacielem. Teraz niestety już nie. Każda próba szczerej rozmowy z nim kończy się jednakowo. Albo on nie widzi problemu i go bagatelizuje, albo uważa że to co się wydarzyło to moja wina. W ogóle większość przykrych sytuacji to moja wina. Kiedyś mówiłam mu żeby dziękował Bogu że ma na kogo zwalić winę , ale teraz już coraz mniej mam cierpliwości i zaczyna mnie to nieźle wkurzać. Mąż ma bardzo często huśtawkę nastroju i niestety dostaje się najbliższym. Nie bije nas , natomiast dostaje nam się słownie. Uważam, że nie radzi sobie ze swoimi emocjami i on też to wie. Prosiłam nawet żebyśmy poszli do psychologa. Stwierdził że on mu nic nie pomoże, a gdy zadzwoniłam i umówiłam nas na wizytę znowu się obraził i powiedział że zmuszam go do rzeczy na które nie ma ochoty. Nie umiem do niego dotrzeć i zaczynam się zastanawiać czy kiedykolwiek umiałam. Wiem jedno ani on sam ani ja nie jestem w stanie mu pomóc. Nie wiem co mam dalej robić.
Ciężki orzech, co do zgryzienia
próbuj jeszcze raz, może się oświeci choć trochę
na moim przykładzie widać że to ciężki proces, niestety mimo chęci
także powodzenia
37 2015-01-13 23:42:30 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-01-13 23:43:11)
Nie słuchaj go to alkoholik DDA on by chciał byś była pokutnica jak jego żona. Wystarczy wejść na jego historię przeczytałem pierwsze wątki masakra
http://www.netkobiety.pl/t25009.html
Moja zona pewnie w tym czasie znalazła by kogoś i odeszła z hukiem drzwi.
38 2015-01-14 09:51:58 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-01-14 10:00:55)
Nie słuchaj go to alkoholik DDA on by chciał byś była pokutnica jak jego żona. Wystarczy wejść na jego historię przeczytałem pierwsze wątki masakra
http://www.netkobiety.pl/t25009.html
Moja zona pewnie w tym czasie znalazła by kogoś i odeszła z hukiem drzwi.
dobre, sam napisz coś konstruktywnego
powiedz co Ci nie pasuje z mojej rozmowy z autorką
skoro wyciągasz takie wnioski w moim kierunku
dodam że jakbyś nie tylko pierwsze wątki poczytał to może byś troszkę bardziej temat ogarnął
chyba że czytanie "po łebkach" przekładasz nad czytanie po ze zrozumieniem
miłego dnia